Powiem Wam że jak trafiłam do szpitala to poprosiłam moją najbliższą rodzinę, aby nie mówili nikomu że leżę w szpitalu a tym bardziej z jakiego powodu. Nie chciałam potem niepotrzebnych plotek na swój temat i co z tego wyszło.... dowiedziałam się że wyprowadziłam się od męża GŁUPOTA LUDZKA NIE ZNA GRANIC
Wykończona dziś jestem strasznie, 11 godzin w pracy czyli 11 godzin stania. Do tego nerwowa atmosfera. A ja tak bardzo chce być spokojna i wyciszona. W dodatku cały dzień czułam w jajnikach taki piekący ból. Nie jakiś bardzo mocny ale jednak dokuczający. W zeszłym cyklu miałam taki przed @. Mam nadzieje, że nie przyjdzie jeszcze wcześniej niż ostatnio bo się załamię. Zazdroszczę dziewczynom które szybko zachodzą bo pomijając samo czekanie życie w czasie starań w moim przypadku nie może być beztroskie i całkiem normalne. Ciągle muszę pamiętać o kwasie foliowym a zawsze miałam problemy z regularnym braniem leków. Teraz jest lato kobiet się odchudzają a ja podziwiam mój cellulit i wiem, że gdyby nie starania na pewno bym już była na diecie . Do tego sezon grillowy pełną para i ciągle imprezy a ja się muszę tłumaczyć czemu nie piję. Jeszcze w pierwszej fazie cyklu czasem sobie na coś pozwolę ale w drugiej nie chcę ryzykować. Nawet ulubionej zielonej herbaty nie mogę pić bo podobno zatrzymuje wchłanianie się kwasu foliowego. I tak wszystko się kręci wokół jednego. Mój mąż powiedział mi tylko tak: jak ci to przeszkadza to nie musimy się starać. Oczywiście przeszkadza ale dziecko jest ważniejsze niż zgrabny tyłek i muszę się z tym pogodzić. Eh, a jedynym problemem męża jest to, że wypadało by się w okolicy owulacji częściej starać. Choć tyle dobrego, że mimo presji czasu udaje się nam kochać normalnie bez myślenia o tym czy tym razem się uda czy nie.
Z czasem pewnie i ja odpuszczę i nie będę tak bardzo ostrożna ale puki co to 4 cykl starań i mąż bardzo by się na mnie złościł jak bym tak się już nie przejmowała. Poza tym jeśli bym np. piła a potem zaszła zamartwiała bym się całe 9 miesięcy czy to nie miało jakiegoś wpływu.
Siedze sobie ogladam Tv ,czekam na meżusia , ktory zaraz wraca z pracy, wcinam pomarancze a obok mnie spi moja kochana psinka. Takie to malutkie a chrapie jak moj mąż :-p Kurcze im blizej naszych staran tym wiecej czytam , szukam sledze i chyba popadam w paranoje:-) robie wszystko zgodnie ze wskazowkami "wojka google
" i mam nadzieje ze robie to dobrze hehe . Tak wiec kolejny dzien sie konczy ,ciekawe co przyniesie jutrzejszy.... mam nadzieje ze usmiech dla nas wszystkich!!! Dobranoc..
Oj jestem silna:)
Kiedys pozytywne nastawienie do swiata i doswiadczen jakie spotykaja po pasmie nieszczesc pomoglomi przetrwac. I nauczylo, ze nie wszystko stracone, nawet gdy traci sie cos, na czym najbardziej zalezy...
A im sie bardziej czlowiek martwi, tym mu sie bardziej nie udaje.
A wcale nie musi byc odwrotnie:)
Podziekuje jak sie uda;)
hmm... i moja nadzieja legła w gruzach. Tempka spadła, zrobiłam rano test, oczywiście (-) ale miałam odrobinkę tej nadziei, że może jednak, przecież znam swoje ciało, zawsze wydawało mi się, że czuję kiedy mam "te" dni.
No cóż. Trzeba zacząć od nowa. Najpierw obrona, potem badania i działamy. W końcu musi się udać. Przecież kurcze dbam o siebie. Nie palę, w sumie to nie piję, odkąd staramy się o dziecko, mój M. to samo. Jedyne co widzę, że musi się zmienić to nasze odżywianie, a raczej moje. Jestem od małego niejadkiem i moja dieta jest mało zróżnicowana. Nie jestem jakoś mega szczupła, ale trzeba wziąć się porządnie za witaminy, warzywa itd. Może tu tkwi problem, a może to jakieś torbiele czy co.
Powiem Wam co mi się ostatnio przydarzyło. A więc w 99% wiem, kiedy zbliża się owulacja, ja po prostu czuje, że nadchodzi. Jeżeli chodzi o śluz, to też jestem prawie pewna, że wszystko jest ok. Czasem mam go tyle, że muszę korzystać z wkładki, bo nie idzie tego opanować. Mam bóle podbrzusza, tak jak wspominałam, śluz zabarwia się na lekko różowo, więc z tego co czytam, powinno być ok.
Z moich wyliczeń wynikało w tym miesiącu, że owulacja powinna być około 14-15 czy 16.czerwca (o ile oczywiście się nie mylę). Z moich, wtedy jeszcze przybliżonych obserwacji wynikało, że faktycznie śluz jest, lekkie bóle podbrzusza są więc co, do dzieła!!
Po dwóch intensywnych dniach (14 i 15), dnia trzeciego (16) po "małej" sprzeczce z mężem wsiadłam do samochodu i chciałam odjechać, wtedy poczułam "mokro" więc myślę.. hmm.. znowu tyle śluzu, włożyłam rękę, bo coś mnie tknęło... a tu krew!!!.. normalnie taka, jak bym miała okres... Strasznie się wystraszyłam, bo nigdy, przenigdy mi się coś takiego nie zdarzyło, poleciałam do domu, do toalety a tam widok, jakbym była w środku @. Krew po prostu sobie kapała.
Tak, tak.. cała zaryczana pomyślałam o jednym... poronienie.. chwila namysłu i racjonalizacja... jak to, okres miałam niedawno, był obfity i bolesny jak zawsze, przecież brzuch mnie teraz nawet nie boli, nic nie kłuje. Mój M też przerażony, nie uwierzył, musiał zobaczyć na własne oczy. Jeszcze przez cały dzień miałam to "coś" bo to na bank nie było plamienie, no chyba że coś się ze mną dzieje nie tak. W każdym razie kupiłam test, następnego dnia rano testuje, ale i tak sądząc, że nawet jeśli to poronienie to i tak pewnie nic sie nie pokaże, ale M nalegał, no i negatyw.
Zostawiłam tę sprawę bez echa, potem wszystko było już w porządku, teraz zaczynam to jeszcze analizować.
Nie wiem, i raczej nigdy się nie dowiem, ale fakt faktem, nie daje mi to spokoju.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2013, 07:08
Dziś się w ogóle nie wyspałam, cały czas się budziłam, dziwne u czucie w żołądku, które cały czas czułam i nie mogłam spać... nie umiem tego opisać...
Mam przeczucie...
Zostały 2 dni do egzaminu licencjackiego. Ciągle mało umiem i nie mogę się zebrać do nauki. Mam urlop, więc całe dnie spędzam w łóżku od drzemki do drzemki- wczoraj i dziś jak na razie nie dokuczają mi już mdłości . Cały czas myślę o bobasie:) Jaki będzie i jak się czuje... i czy rośnie zdrowo i czy mu wygodnie itd. Odebraliśmy już klucze od mieszkania- b. się cieszę
Na urodziny, które są za 2 tygodnie chciałam różowy rower z koszykiem (to było przed ciążą
ale teraz chcę remont łazienki w naszym nowym mieszkanku :> Niebieskie wzorzyste kafelki do mnie nie przemawiają
Za 2 tygodnie wizyta u ginekologa- chcę już bardzo usłyszeć serduszko i zobaczyć coś więcej niż tylko małą kropeczkę
Wczoraj późnym wieczorem zrobiłam sobie chłodnik- już wiem co będę jadła następne 3 dni hehe ;)Zaczynam się pomału stresować egzaminem, ale jakoś musi mi pójść ;)Dużo śpię, ale podczas snu często jest mi niewygodnie. Nie mam przecież jeszcze brzucha, a pomimo, że uwielbiam na nim spać ostatnimi czasy odczuwam duży dyskomfort z tym związany , na boku też nie jest najlepiej- tylko na plecach. Odkąd dzidziuś zamieszkał pod moim sercem życie stało się bardziej kolorowe i piękniejsze 
Dziś nie będę myśleć o niczym - Wycieczka do Warszawy zwiedzanie Łazienek, a w sobotę Termy w Mszczonowie 
Taaak, koniec czerwca to początek wakacji dla niektórych. Ja już dawno zapomniałam co to jest mieć kilka miesięcy wolnego. W sumie już nawet nie pamiętam co to znaczy jakiekolwiek wolne...
Zasypiam po 22giej, o 24 budzi mnie sms, moj gaszek wraca z pracy, biorę prysznic, suszę głowę, kładziemy się spać. Bóg wie która jest godzina jak mnie coś w rękę klapie. Otwieram oko - gaszek śpi plecami do mnie. Coś mi się musiało zdawać więc zamykam oko. Klap, klap, klap znowu w ramię. Ze zdziwieniem otwieram oczy i przewracam sie na drugi bok... 'I had a bad dream' starsza córka gaszka szepcze prawie ze łzami w oczach. Posunęłam się i staramy się zasnąć obie. Ciężko idzie bo co chwilę widzę jak na mnie łypie oczkami. Głaszcze ją po włosach, smyram po plecach, a po 15 min zmieniam taktyke. 'Come between us, you will feel safer here'. Zasypiamy. Bynajmniej ja na pewno... 6:30 budzik, mierzę tempkę i zasypiam. Klap, klap, klap w ramię. Młodsza gaszka zaprasza mnie do salonu oglądać z nią kanał disnejowski. Gaszek śpi, starsza śpi. Idę. Zasypiam przy kaczorze donaldzie. Klap klap - 'shall we play???', a tu w sumie mój czas do pracy... Odmawiam po raz pierwszy w tej nocnej przygodzie. Do biura jadę na autopilocie zastanawiając się czy ja na pewno chcę mieć własne dzieci... Taaaak, rzeczywiście ten cykl będzie zdecydowanie inny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2013, 15:46
Muszę się jeszcze z czymś z Wami podzielić. (Kurcze zamiast wkuwać do obrony to ja siedzę na ovu i przestać nie mogę).
Wspominałam wcześniej o mojej koleżance, która urodziła dzidziusia ostatnio, wszystko super ale jedna rzecz mnie zasmuciła.. i to bardzo.. nawet nie wiem czemu. Wymieniając się wiadomościami na mailu dostałam na końcu wiadomości dopiskę:
"Sprawcie sobie bobaska, FANTASTYCZNA SPRAWA" ...hmmm... niby nic, ale zabolało.
Nikomu nie mówiłam, że staramy się o dzidziusia. Nawet najbliższym osobom. W sumie nie wiem czemu. Może to wstyd, że się nie udaje, może nie chcę zapeszać.. nie wiem, sama nie wiem czemu.
ALE......
Następny cykl będzie nasz! Serduszkowanie co 2 dni i już
Czuję, że tym razem będzie bąbel.
Na razie oczekuję na @.
Ten cykl miał być odpuszczony.
Miał. Nie był...
Owulacja się przesunęła i oczywiście współżyliśmy dokładnie w dni płodne.
Badania idę robić dopiero w poniedziałek. Wyniki będą w następny piątek.
Martwię się, że wyjdzie, że dalej mamy tą bakterię...
Mogliśmy się jednak zabezpieczać.
alez dzisiaj u mnie brzydka pogoda brrrr,z łóżka sie nie chce wstac a tu caly dzien pracy
temperatura zmierzona kwas foljowy wypity a teraz do pracy rodacy, milego dnia wszystkim zycze
Ale ja głupia jestem.....Ale od początku
Jak już wcześniej wspominałam udało mi się uzyskać 3 tys. dofinansowania do in vitro od fundacji "Twój Cud in vitro". Dzisiaj w końcu udało mi się do nich dodzwonić. No i umówiłam się na wizytę. Na 22.07.2013 godzina 20. Mieszkam niestety ponad 300 km od Katowic więc będzie to długa wycieczka. W każdym razie chciałam tego ale teraz jak wszystko nabiera realnych kształtów to się boję. No i oczywiście koszty mnie trochę przerażają.
Chyba najlepiej na razie przestanę się tym zamartwiać.
10.07 lecę do Turcji odpocząć trochę. Jak wrócę i pójdę na wizytę to wtedy pomyślę co dalej.
Dzisiaj sobie uświadomiłam, że w zasadzie chciałam urodzić na wiosnę a zatem postarać się od lata. Czyli te wszystkie nieudane próby to był przedwstęp 
He jak dobrze się pocieszać
Ten cykl też do owocnych nie należy -
raptem trzy razy, w ostatnich dniach testy pozytywne, dzisiaj też jakaś tam kreska jest.... Nasze chłopaki do owulacji raczej nie przetrwały.
Ja znów mam zapalenie pęcherza - lecze się.
A może w tym roku nie jest nam pisane po prostu?
Jestem wykończona, w pracy 8 godzin od 13 ale oczy mi się już zamykają jak bym nie wiem ile nie spała. Do tego koło 18 zrobiło mi się słabo, zimno i zaczęło mnie mdlić i tak do teraz. Mam nadzieję, że się nie pochoruję. Brzuch lekko pobolewa i nic się więcej nie dzieje. Od trzech dni mam bardzo dużo białego śluzu ale to dość normalne. Uciekam spać, może jutro znajdę więcej siły na pisanie.
30 dzien cyklu (przy cyklach stymulowanch zawsze mialam je 29 dniowe): brzuch pobolewa, jajniki ciagna na przemian, piersi bola strasznie, od niedzieli spie po 8-10 godzin (wczesniej najwyzej 6, teraz zasypiam przed 21), sluz bialy wodnisty, miewam tak 2 razy na dzien uderzenia goraca i robie sie cala czerwona, wczoraj po pracy temperatura spadla bardzo, ale dzisiaj rano jest jeszcze powyzej 37 (u mnie spada dopiero po paru godzinach jak dostane okres), nadal biegam do ubikacji co 30 minut, ale chyba bardziej z ciekawosci i nerwowosci.....20 godzin do wizyty u lekarza.....
Moja psychika znowu nie pozwala na wystąpienie @!!!!!!!!!!!! Znow się nakręcam i będzie bolało. Caly czas czuje jakbym zaraz mialka dostać a tu nic.. Fajnie by było:-)))) Nie wierze nie ja i nie teraz.. Ale niemam nic przeciwko. Poczekam do jutra z testem choć i tak watpie ze będę go musiala uzyc:-((( Trzymajcie kciuki!!!
"Stres może zaprzepaścić szanse na poczęcie, dlatego jak najczęściej stosuj techniki relaksacyjne."
Oj łatwo powiedzieć, jak się czegoś tak mocno pragnie.
Ale fakt faktem - jak odstawiłam branie wszystkich specyfików - ziółka itd, nie badam sie co rano, nie mierzę - jest mi lżej. Robię to jak mam ochotę, biorę oczywiście witaminy (ale przy mojej niedokrwistości to i tak wskazane). Siemie piję od czasu do czasu lub dodaje do jedzenia - ale bo lubie i pomaga mi na żoładek i zaparcia.
Trzeba zyć normalnie, bo inaczej to ten czas starań to jak wyjęte z życia parę miesięcy a może lat. A ja chcę wspominać to miło i przyjemnie. Dieta - staram się dbać ale jak mam na coś ochotę to to jem bo mam z tego wielką przyjemność. Alkohol- jest okazja to się napiję. Lubie bardzo piwo.
Oczywiście jak kiedyś zajdę w ciąże to wtedy rzuce wszystko co nie zdrowe i zakazane ale to wtedy jak już będę. Bo tym czasem - po prostu żyje.
16 lipca wizyta u ginka - kontrolna dawno zaplanowana. Zastanawiam się czy pójść. Ostatnio byłam w marcu. Chyba warto - tak dla siebie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.