Tydzień na wysokich obrotach, nie dosypiam, dużo stresu. Czekam na piątek! Ale przedtem impreza międzyszkolna (organizuję), dyskoteka w szkole, rada pedagogiczna. I mówią, że się obijamy
Ehh...
Doszło mi zmartwienie
Zmienił się wychowawca córki, trudno mówić, że się zmienił... na razie więcej było zastępstw na zasadzie co lekcja to inna pani, a to pierwsza klasa dopiero! Ale od tygodnia jest taka młoda koza, co pojęcia nie ma, ciągle czepia się, nie docenia, moje dziecko, jak uwielbiało szkołę i swoją panią, tak teraz nie chce chodzić
Miała same 5 i 6 i uważana jest za najgrzeczniejszą w klasie - opinia wielu nauczycieli, przy tym naprawdę zdolna, bardzo szybko pracuje, pięknie płynnie czyta dowolny tekst. A ta dziewucha ciągle ją sztorcuje! Moje dziecko zaczęło się moczyć w nocy!!! A to, że się jej czepia dowiedziałam się od jej koleżanek i ich mam. Moje córka cierpiała, chciała zadowolić nową panią. A co do metod uczenia... klasa większość 6 latki, a siedzą w ławkach całe lekcje, nie idą na dywan, nie ma zabaw śródlekcyjnych. Dziś całąlekcję pani pytała z czytania 3 osoby! Reszta dzieci się nudziła, moja mała upuściła mazak na podłogę i schyliła się by go wziąć, pani zapytała, czy jej się nudzi, mała zgodnie z prawdą, że tak, a pani na to, że poskarży na nią mamie (czyli mi!) i zapytała, czy mała chce się z nią zamienić miejscami. Porażka! Po rozmowie z matkami ustaliłyśmy, że zrobią w szkole dym. W mojej szkole - dodam. Ale piszę, jako matka. Mój m. jutro też się wybiera do szkoły, do dyrektorki. Nie będzie durna bździągwa psuła mojego dziecka!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 23:00
Tysiąc myśli przelatuje dziś przez moją głowę. Nie wiem dlaczego, ciągle myślę, że już nam się nie uda, że jedno szczęście to i tak za wiele, że powinniśmy się z tym pogodzić i dać sobie spokój a nie (ja dokładnie) siedzieć na forum, prowadzić wykres i zamartwiać się tym na co nie mam wpływu. Widzę, że to coraz bardziej denerwuje mojego P. Staram się o tym nie mówić, w tym cyklu ani razu nie poruszałam tego tematu, ale dzisiaj gdy domagał się orala powiedziałam pół żartem-pół serio, że nie możemy marnować teraz plemniorów na co w jego oczach widziałam autentyczną złość. Odpuściłam, w końcu i tak po takiej akcji nie miałam co liczyć na
.
Z jednej strony próbuję poprawić sobie nastrój tym, że staramy się dopiero 3 cykl i co to jest, czytając historie kobiet, które przez lata walczą o swoje szczęście. Ale z drugiej strony coraz częściej do głowy dobija się myśl, że bez zabezpieczenia, wyliczając dni płodne na chybił-trafił i nie specjalnie uważając nie udało nam się zajść w ciążę już od ponad roku. Może i to nie były właściwe starania ale nie nazwałabym tego przesadną antykoncepcją. Yh... Powoli czuję jak narasta we mnie frustracja. To głupie, ale tak jest. Muszę znaleźć sobie jakąś pasję/zajęcie żeby móc się wyładować i zrestować czasami. Inaczej oszaleję.
Jutro teoretycznie powinno zacząć dziać się coś z temperaturą.
Proszę, proszę, proszę. Niech ten cykl zaskoczy nas pozytywnie! 

Ja jak zwykle w nocy ale cóż wieczór do d... @ nie ma ale szyjka już miękka więc na dniach pewnie będzie ( mam taką nadzieję) Jakoś wyć mi się chce, mam dość tego wszystkiego, kiedy się doczekamy i czy w ogóle kiedyś????
37 tydz., 6 dz. / 26 dni to terminu porodu!
Reakcja znajomej, napotkanej pod domem: "ałaaa, aż mnie boli, gdy patrzę na twój brzuch!". Podobno brzuszek mam juz bardzo nisko (czego za cholerę nie widzę) i jest ogromny (co widzę bardzo dobrze). Nie czuje,aby juz opadł... Nie oddycha mi sie lepiej (a wręcz gorzej), nie chodzę bardziej kaczkowato niż zwykle... Ale z dziesięcioro nieznajomych rzuciło błyskotliwą uwagę, ze wyglądam na bardzo gotową. Szkoda tylko,ze moje dziecko myśli inaczej 
Zrobiło sie gorąco, wszyscy znajomi czilałtują się na zewnątrz (w tym moj mąż) a mnie skręca normalnie,ze ani zapalić papierosa ani wypić piwka nie mogę... Wiec wróciłam do domu z podwiniętym ogonem, bo przeciez co innego mi pozostało? Tesknie za normalnym życiem, za spaniem bez ataków duszności, za bezdźwięcznym podnoszeniem sie z łóżka i to bez mężowej pomocy... No i za jakimkolwiek wyjściem z domu, bo zaczynam czuć sie jak w więzieniu. Kocham mojego synka,ale jestem juz zmęczona.
Gdy moja mama chodziła w ciazy, zaraz przed porodem, posprzątała całe mieszkanie, usiadła i stwierdziła, ze teraz moze juz rodzic. Urodziła tej samej nocy. Idac w mamine ślady ogarnelam dzisiaj praktycznie ostatnie drobiazgi i ja tez mowie, ze juz mogę rodzic. No ale kto by mnie tam sie słuchał... Aaaaaale jest nadzieja: od dwóch dni moj apetyt jest praktycznie zerowy, a w brzuchu co chwila cos sie dzieje. Moze to juz nie długo?

Łózio w razie czego juz gotowe 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 05:03
Boli brzuch... nie ma to jak zacząć od marudzenia dzień 
Z M już lepiej... (byliśmy pokloceni) cała noc się tulił... niestety we mnie jeszcze siedzi zadra złości.
Wyjeżdża dziś do hmmm nie pamiętam nazwy gdzie
i jutro wraca. Trochę ciszy w domu 
No nic jest 7:30 trzeba wstawać. Młoda poszła do szkoły a ja powoli do pracy się ogarniam.
22:00 wrocilam z pracy i z cross fit i jedyne co powiem to "Dobranoc" padam na pyszczek...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 22:39
Obiecuję sobie - nie myśleć (ha ha ha - dobre sobie)o zajściu w ciążę. Jak tu nie myśleć, jak podsumowując dookoła wszyscy starają się, albo są w ciąży. Moje koleżanki/znajome(wiek podobny):
- jedna walczy dzielnie razem ze mną, mierzy temp., sprawdza śluz, monitoruje owulkę, czasem wskoczy do naprotechnologa - ciąży brak już chyba z rok,
- druga, całe życie chora na wszystkie choroby świata, przeziębiona 80 razy w roku, bach - ciąża za pierwszym podejściem,
- kolejna - rozwalona tarczyca, tsh skaczące jak na trampolinie, spora nadwaga - bach - ciąża za pierwszym podejściem,
- i jeszcze jedna -sport, zdrowa żywność, zdrowe ciało - ciąży brak chyba już ze dwa lata.
Jakieś wnioski? Nie ma reguł. Żadnych reguł. Czasem dziewczyny zachodzą i z niedrożnymi jajowodami. Ciekawe jak moja drożność? Rany, badanie hsg było chyba moim największym koszmarem, ja nawet porodu nie wspominam tak źle jak właśnie hsg (rzeźnia). Czekam na koniec @ i do roboty, ochoczo, na luzie i z radością.
No i zaczynamy 31 tydzien:) jak to zlecialo... Dzis wizyta. Ciekawe jak maluch ile juz wazy. Bo az sie boje:) pewnie nie malo...
Znowu jestem chora. I będę krzyczeć.
Dlaczego ludzie wysyłają do szkoły chore dzieci? Dlaczego nauczyciele przychodzą do pracy chorzy? Co za bezsens! Jak jesteś chory to siedź w domu jak Bozia przykazała, a nie zarażasz innych. To takie proste. Jak masz chore dziecko, to zostaw je z babcią, opiekunką, sąsiadką albo weź na nie L4. Nie dość, że taki mały osobnik roznosi bakterie, to jeszcze się strasznie męczy i raczej nie wiele się nauczy.
Ludzie zacznijcie myśleć!
Tym "miłym" akcentem rozpoczynam kolejne L4 w tym roku. Gdyby nie fakt, że pracuję w tej szkole tylko do końca roku szkolnego, to pewnie za te wszystkie zwolnienia by mnie wyrzucili. Ja jednak uważam, że należy o siebie dbać.
Życzę miłego dnia! 
Temperatura powoli spada. Jest 35 dzień cyklu, zrobiłam 2 dni temu test. Całkowity brak ciąży. Nie ma co się doszukiwać amonali i szans na ciążę. Chciałabym już po prostu dostać tego okresu, przez późną owulację Ovu wyliczyło mi miesiączkę dopiero 38 dc. Wszystko strasznie pokręcone.
Czuję się fatalnie. Po przejściu kawałka mam zadyszkę i zawroty głowy. Serce wali mi jakbym przebiegła kilometr.
Co dziwnego? Piersi są ciężkie i widocznie większe, napuchnięte. Ale nie są szczególnie wrażliwe. Nie bolą, tylko mi ciążą.
7dc 3 dzień zdrowszego trybu życia
Chciałbym napisać, że czuje się pełna energii i optymizmu, ale nie mogę... Chodzę wściekła i czepiam się wszystkiego...zapewne ma na to wpływ clo ale pewności nie mam.
Dieta a raczej zmiana stylu życia idzie świetnie. Trzymam się pór posiłków i pije dużo wody, liczę kalorie (do 1500 na dzień), ćwicze.
Tylko nie serduszkuje mimo skończonej @ bo najchętniej to bym T. Wyrzuciła na balkon. Tak mi działa na nerwy.
Burza hormonów... Ehhhh ktoś tak jeszcze na????
82 DZIEŃ CYKLU- niedługo studniówka!!
bez leków się chyba nie obejdzie... cóż trzeba żyć dalej i może dotrzeć do gina...
wczorajsza rozmowa z małżem dała mi do myślenia... ja zaczęłam, że wszyscy mają dzieci i nawet nie ma z kim w spokoju kawy wypić itp, on coś mi odpowiedział a ja mu na to, że
- gówno wie, co czuję i jak to przeżywam (niechcący ale wyszło ostro)....
a on odpowiedział, że - "ty też nie wiesz, co ja w tym temacie czuję".
no i nie wiem na sto procent. Wiem, ze by chciał, ale na zwierzenia z jego strony nie ma co liczyć. Dla mnie to wygląda tak, że chciałby, ale nie myśli o tym w ogóle. Czas pogadać jak się zobaczymy.
22dc.
Byłam dziś u gina,jestem już po owulacji...dziwne bo ani szyjka ani śluz na nią nie wskazywał myślałam ze dopiero będzie za 2-3 dni tak jak w poprzednich cyklach no ale cóż była to była tylko kiedy dokładnie to nie wiadomo i czy kochalismy się w odpowiednim czasie też nie wiadomo.
Teraz oczywiście luteina przez 12-14 dni i potem beta o ile @ nie przyjdzie wcześniej, także zaczynam najbardziej stresujacy i ciągnący się etap cyklu... za dwa tyg znów wszystko się okaże jakoś nie ma we mnie szczególnej nadzieji.
Chyba bede musiała zmienić ginekologa i zacząć chodzić gdzieś prywatnie bo niestety taka prawda że jak się zapłaci to jakoś bardziej się tobą interesują dopóki się nie starałam aktualny ginek mi pasował facet jest sympatyczny ale teraz widzę że wizyty trwają zbyt krótko i wydaje mi się mało dokładny.
21 + 5
Chwila retrospekcji...
Kurczę czasami nie mogę uwierzyć w nasze Szczęście. To największy Cud o jakim tylko mogłam zamarzyć. Już od dawna chciałam zostać matką. Czułam się gotowa. Tylko wtedy jeszcze J. nie był. Twierdził, że powinniśmy się wyszaleć, potem że trzeba ustabilizować naszą sytuację finansową. I nigdy nie było dobrego czasu. W końcu po kilku rozmowach stwierdziliśmy, że nie możemy decyzji o dziecku cały czas przekładać, bo w końcu nie zdążymy. Nie jesteśmy już tacy młodzi a czas ciągle ucieka. Tylko nie chciałam też wywierać nacisku. Chciałam, żeby to była nasza wspólna decyzja. I wreszcie gdy zaczęły się starania okazało się, że to wcale nie takie łatwe. Nasza walka o Maleństwo trwała ponad rok. W tym czasie zaczęłam zazdrościć wszystkim dookoła zachodzącym w ciążę. A ja? A ja nic. Dlaczego nie mogłam zostać matką? Dlaczego nie było mi to dane? Dlaczego tyle z tym problemów? Najpierw jedna koleżanka z pracy zaszła w ciążę, niedługi czas później kolejna a moje serce krwawiło.
Zaczęliśmy starania z pomocą farmakologiczną i monitoringami. Niestety męczył nas seks kontrolowany - "Kochanie musimy dzisiaj, nie ważne że jesteś zmęczony i ci się nie chce!" To było bez sensu a jednocześnie było naszą jedyną szansą na poczęcie.
Wreszcie w drugim cyklu stymulowanym Clo się udało! Pobiegłam na monitoring po zaserwowanym sobie zastrzyku Ovitrelle. Pamiętam jak dziś, to była sobota 12 grudnia. Tego dnia mieliśmy też wigilię firmową. Moja gin powiedziała, że pęcherzyk piękne pękł, widoczne jest ciałko żółte i nie pozostaje nam teraz nic innego jak tylko czekać. Wyleciałam z gabinetu jak na skrzydłach i podświadomie chyba czułam, że się udało. Zadzwoniłam od razu do J. i poinformowałam go o wszystkim. Że jest duża szansa, że się udało bo pęcherzyk pękł. W telefonie słychać było radość i podniecenie, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie tylko ja ale też on był już gotowy na potomka.
Zaczęło się odliczanie. 11 dpo wypadał w Wigilię Bożego Narodzenia i stwierdziłam, że to będzie najlepszy moment na test ciążowy. Rano z bijącym sercem poszłam do łazienki. Nasikałam na test i odłożyłam go na pralkę nie patrząc na niego. Z jednej strony mówiłam sobie, że co ma być to będzie a z drugiej gorąco modliłam się o tą wymarzoną drugą kreseczkę. Po chwili zerknęłam na test i serce zabiło mi szybciej. Czy to był mój wymarzony Cud? Kreseńka była co prawda blada, ale była! Zawołałam męża i trzęsącymi się rękoma podałam mu test, a on stwierdził, że nic nie widzi... Dopiero potem dowiedziałam się, że on myślał że kreska testowa musi być tak samo ciemna jak kontrolna
Ale pojechał do apteki po kolejne 3 testy. Następny wyszedł jeszcze słabszy, bo to nie był już pierwszy, poranny mocz. Stwierdziłam, że chyba zwariuję z tej niewiedzy i poprosiliśmy teściową (która pracuje w szpitalu w laboratorium), żeby załatwiła nam betę HCG. Po godzinie był wynik - 49,2. Usiadłam z wrażenia - jestem w ciąży!
Teraz jestem już za połową tej drogi do cudu narodzin. Czuję kopniaki naszego Synka i nigdy nie byłam szczęśliwsza. Owszem cały czas jest obawa, że coś pójdzie nie tak, ale teraz już coraz bardziej zdominowana jest radością, że pod sercem noszę drugie serdunio, bijące mocno. Serdunio, które za ok 120 dni przytulę mocno do piersi.
Dziękuję Ci Boże za ten Cud! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 13:47
Po punkcji. Czuję się bardzo dobrze, oby tak dalej 
Pobrano mi 20 komórek, dr mówi, że liczył na 15, ja też na więcej nie liczyłam, a jednak poszło lepiej. Pozostałe 14 mrozimy, razem z 4 zamrożonymi w invikcie będę miała zamrożonych 18 komórek. Nie ogarniam tego - w invikcie estradiol 6400, pobranych 13 komórek, invimed estradiol 4329 pobranych 20 komórek.
W sobotę mam się pojawić na konsultacji i ewentualnym trasnferze, ale jeśli w sobotę wszystkie zarodki będą się ładnie rozwijać to transfer będzie w poniedziałek.
Dalej niezmiennie modlę się o powodzenie tej procedury, o to, żebym w końcu mogła zostać mamą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 14:13
Ciąża zakończona 11 kwietnia 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2016, 18:02
Nie chce zyc, chcę umrzeć jak najszybciej.. W czwartek wieczorem odeszły mi wody, wiec pędem do szpitala. Tam diagnoza wody odeszły, zerowe szanse dla dziecka bo dopiero 18 tydz 3 dni. Przyjeli mnie na oddział porodowy. Zrobili USG, wody odeszły ale maluszek jeszcze żyje. Tylko pytanie dlaczego odeszły, czy to była bakteria czy niewydolnosc szyjki???
W piatek rano badania, pobieranie krwi wyniki w normie, nic sie nie dzieje, lekarz mówi że możemy poczekac z decyzja ale jak bedzie zagrozenie dla mnie to wtedy on podejmnie decyzje. Do piątkowego wieczoru czułam sie dobrze, gdy niespodziewanie zaczeły trząść mną dreszcze, było mi tak zimno że przykryli mnie z 8 kocami a mnie nadal trzęsło. W ciagu kilkudziesięciu minut zaczęła rosnąć temperatura, spadać ciśnienie bylo nawet 70/41, spadała saturacja, podali tlen, pobrali mnóstwo krwi, powbijali się wszedzie gdzie tylko mogli. Przychodzą wyniki - sepsa. W miedzyczasie przestaje mnie trząść. Muszą ratowac moje życie. Robią USG by sprawdzić czy maluszek żyje i wiedziec jak go będą wydostawać. Niestety obraz USG jest tak kiepski że prawie nic nie widać, ale prawdopodobnie nie żyje. Chcą podać tabletkę na wywołanie porodu. Nie zdażyli, moje ciało samo zaczeło pozbywać się zagrożenia i bez żadnych środków przeciwbólowych urodził się nasz kochany maluszek o 2.16 w sobotę i ważył 212g płeć nie znana. Znów nasze marzenie się ulotniło.
Dalej już jest tylko problem ze mną. Nie mogą sobie poradzić z zakażeniem i zbyt niskim ciśnieniem krwi. Wysyłają mnie na Critical Care(OIOM czy intensywna terapia w Polsce). Tam spędzam 2 dni. Póżniej znów na porodówke i wczoraj wypisali mnie o 17 do domu. Zaraziłam się gdzieś bakterią e-coli, tylko gdzie??? Powiedzieli że jest to najgorsza bakteria dla dziecka.
Wszystko mnie boli, nerki, wątroba, nogi, rece całe w bruzdach i siniakach ale najgorszy jest ból serca, wyjąca z rozpaczy dusza i wszech obecna pustka. Nie chcę już żyć, kolejny maluszek, kolejny poród martwego dziecka, kolejny powrót do domu bez upragnionego szcześcia.
Wyję z bólu.
Ciąża zakończona 27 kwietnia 2016
Witam wszystkich,
Właśnie jestem w 3 cyklu starań. Ten cykl był troszkę inny niż poprzednie - bez stresu, że już jest ovu (bo nie wiedziałam kiedy mam), na luzie i kiedy mieliśmy ochotę, to się przytulaliśmy.
@ też nie wiem kiedy będę mieć, bo różnie kalendarz pokazuje. Najwcześniej 02.05, ale i 07.05.
Chciałabym by Nam się udało, a się okaże...
Jestem pełna nadziei
Pobrano 17 pęcherzyków. Jutro ma dzwonić lekarz i powiedzieć ile sie zapłodniło i kiedy transfer. Lekarz rekomenduje w kolejnym cyklu, echhh znowu cżekanie...
Stwierdzilam ze za bardzo sie ostatnio nakrecam a z drugiej strony sama nie wiem czego chce w pracy mi sie pieprzy dowiedzialam sie ze istnieje mozliwosc jej zmiany ale w sumie wedy trzebaby wstrzymac starania na co najmniej rok.nie chce ich znowu wstrzymywac bo syn skonczyl juz 6 lat i tak to bedzie duza roznica wieku a dodac jeszcze jeden rok to juz kompletnie duzo oj jaka ja glupia byam ze tyle czekalam no i mam za swoje .dobra kolezanka powiedziala mi kiedys ze jezeli czegos bardzo pragniesz to musisz wyznawac zasade "miej wyjabane a bedzie ci dane" i chyba bede stosowac ja na ovu bede rzadziej wchodzic jedynie co to zapisac tempke i od czasu poczytac co slychac w pamietnikach.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.