dziękuję mam nadzieję że będą równie udane co przyjemne 
Wczoraj byłam u koleżanki. Ma 2,5 miesięczną córeczkę. Miałam okazję ją trochę ponosić, po czym usnęła w moich ramionach. Jak spała była taka słodka, tak wtuliła się we mnie jakbym była jej mamą. Dlaczego moja Gabrysia nie może tak wtulić się we mnie? Wczoraj był mój termin porodu. Mogłabym ją teraz mieć przy sobie. Karmić piersią, całować i tulić... Wszystko to teraz to dla mnie marzenie. Głowę odwracam za każdym wózeczkiem, który mijam. Obserwuję rodziców małych dzieci i zauważam niesprawiedliwość życia. Niektórzy na prawdę nie zasługują na posiadanie maleństwa.
A dziś byłam na grillu u rodziców. Najadłam się różnych pyszności tak, że aż rozbolał mnie brzuch.
Zastanawia mnie mój cykl. Przed ciążą moje cykle były bardzo nieregularne. I nic ale to nic mnie nie bolało. Nigdy nie wiedziałam co oznacza ból owulacyjny czy kłucie jajników. Po porodzie czułam jajniki. Już cieszyłam się, że będę wiedziała w końcu kiedy będę miała owulację. Będzie łatwiej zajść. A tu niespodzianka. Teraz jest 3 cykl po porodzie i nic a nic od samego początku nie czuję. Ani jednej oznaki od moich jajników. I ciekawa jestem czy okres przyjdzie w tym czasie co ja przewiduję, czy jednak będę musiała na niego trochę poczekać.
Wielkie dzięki dziewczyny za komentarze!
Wybierając wcześniej lekarza nie brałam pod uwagę tego usg. Też właśnie myślę, że muszę znaleźć kogoś z usg, żeby być pod opieką jednej osoby i już. Bardzo dziękuję za odpowiedzi, dużo mi daje takie wsparcie
Serio 
dziś byłam na becie ale wyniki będę więc dopiero w środę rano...wiec muszę czekać...
Witajcie Kochane Starające się o Dzieciątka Kobietki!
Poniżej wkleję Wam mój wczorajszy wpis w pamiętnik Kochanej Michaeli, a dlatego bo zostałam namówiona do opowiedzenia swojej historii choć nie jest mi łatwo postaram się opisywać każdy dzień. A więc miłego czytania...
Nigdy nie myślałam o założeniu rodziny ... wszystko jednak się zmieniło kiedy 10lat temu stanął na mojej drodze mój chłopak teraz już mąż
Od razu planowaliśmy dzieci choć wcześniej zawsze z tym miałam problemy po 2 latach starań załamani zwróciliśmy się do kliniki bezpłodności gdyż wszyscy lekarze zapewniali mnie iż w moim przypadku będzie bardzo ciężko zajść w ciążę. Wmawiali mi policystyczne jajniki, w przeciągu 2 lat laparoskopijne usuwanie cyst miałam chyba z 7 razy. Zwróciliśy się do kliniki leczenia bezpłodności gdzie lekarz nie potwierdził tego, stwierdził że możemy spokojnie sie starać, ale ja tak bardzo pragnęłam dziecka. Zostaliśmy w klinice na dłużej wizyty ustalanie grafików brania leków, zastrzyków, testy, badania....trochę tego było ...aż w końcu przyszedł czas na punkcje a po 3 dniach na wprowadzenie zapłodnionych jajeczek do macicy! Później 6tyg strachu czy się udało...Testu nie było tylko wizyta w klinice i znowu po pobraniu krwi 3h czekania na wynik, minuta za minutą tak się ciągły ale było warto. Byłam w ciąży! w 11tc trafiłam do szpitala z silnym przeszywającym bólem brzucha.Okazało się że mam powykręcane jajowody!Myślałam że umrę ze strachu o ciążę czy wszystko będzie ok po operacji czy może stracę dziecko albo co najważniejsze nie chciałam poddawać sie operacji bo myślałam że wytrzymam ten ból przez jeszcze 8mc niestety lekarze ostrzegali że będzie tylko gorzej więc z bólem serca poddałam się operacji-i dobrze bo ja po niej czułam się lepiej a i dziecku to nie zaszkodziło:) W 13tc dostałam bóli w górnej partii brzucha nie mogłam stać siedzieć czy leżeć pojechałam do szpitala późnym wieczorem gdyż wracaliśmy z Polski do Austrii(tutaj też mieszkamy od paru dobrych lat)weszłam tylko po 5hpodróży pod prysznic spakowałam torbę i do kliniki okazało się że mam zapalenie zastawki w żołądku i musiałąm przyjmować bardzo silne leki bez nich ból nie ustąpiłby. A więc od niedzieli do środy leżałam w szpitalu w środę popołudniu miałam wychodzić kiedy to dostałam silnego krwotoku....zamarłam płakałam jak niemowle bo nie chciałam stracić dziecka ktore i tak już tak dużo przeszło. Dzięki bogu na USG wyszło że moja maleńka w dobre sobie spałai kciuk ssała tego widoku nigdy nie zapomnę i tych doświadczeń.!!!! Po 9mc urodziła sie moja Maleńka Olivia. Po 1,5 roku zaczęliśmy się starać o kolejne maleństwo chciałam żeby dzieci nie miały zbyt wielkiej różnicy w wieku. W lutym tego roku dokładnie 17 dostałam okres(ostatni choć w tedy o tym nie wiedziałam)byłam w połowie cyklu u lekarza Nowego już nie polskiego tylko u Austryjaka i o dziwo powiedział że to nie cysty tylko jajeczkowanie żeby się starać i zaczekać z kliniką bo może się udać ale ja już nie wierzyłam po pierwszym razie ze staraniami tych latach liczenia zapisków i kochania się bo właśnie są te dni. Postanowiliśmy-Klinika zakup leków do IVF 550euro, brałam Dufaston lekarz powiedział że 20marca powinnam dostać okres niestety ten nie przychodził...Siostra podkusiła mnie zrób test ...zrobiłam pokazały się dwie wyraźne kreski
zaszłam w ciążę byłam tak dumna i wdzięczna lekarzowi!!! Który to nie wysłał mnie na kolejne laparoskopie tylko kazał próbować! Byłam w ciąży a równolegle starałam się przygotować do śmierci Mojego Taty a zarazem Najlepszego Przyjaciela, kiedy to Rak wygrał
9 maja zmarł Tata byłam przy nim w tych najtrudniejszych 2 ostatnich tygodniach życia! Tak bardzo cierpiałam i nadal cierpię ale nic nie szło zrobić tylko przedłużyć mu życie o kilka miesięcy. Pisząc to tak bardzo cierpię, z oczu płyną łzy a z serca ból bo niecały miesiąc po śmierci Taty 3.06. urodziłam moją drugą córeczkę w 15tc ... także mój ból był podwójny! i nadal jest! po 2mc zaczęliśmy starania o kolejne dziecko. Dzisiaj mam dzień spodziewanej @ ale puki co cicho sza! z testem poczekam do soboty tak sobie ustaliłam Mężowi nie mówię moze to tylko kilkudniowe spóźnienie a może i ... Już wiecie jak było u mnie ! życzę Wam Wszyhstkim wszystkiego dobrego bo wiem co to jest starać się o dzidzie i mieć zawsze pod górkę!!!!!!!! ściskam Mocno!
Michaela , Mychowe ---DZIĘKUJĘ że Was poznałam! nie znam Was osobiście ale czuję, że jesteście świetnymi osobami i dla Was tu wchodzę!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2013, 12:04
Witajcie Kochane Starające się o Dzieciątka Kobietki!
Poniżej wkleję Wam mój wczorajszy wpis w pamiętnik Kochanej Michaeli, a dlatego bo zostałam namówiona do opowiedzenia swojej historii choć nie jest mi łatwo postaram się opisywać każdy dzień. A więc miłego czytania...
Nigdy nie myślałam o założeniu rodziny ... wszystko jednak się zmieniło kiedy 10lat temu stanął na mojej drodze mój chłopak teraz już mąż
Od razu planowaliśmy dzieci choć wcześniej zawsze z tym miałam problemy po 2 latach starań załamani zwróciliśmy się do kliniki bezpłodności gdyż wszyscy lekarze zapewniali mnie iż w moim przypadku będzie bardzo ciężko zajść w ciążę. Wmawiali mi policystyczne jajniki, w przeciągu 2 lat laparoskopijne usuwanie cyst miałam chyba z 7 razy. Zwróciliśy się do kliniki leczenia bezpłodności gdzie lekarz nie potwierdził tego, stwierdził że możemy spokojnie sie starać, ale ja tak bardzo pragnęłam dziecka. Zostaliśmy w klinice na dłużej wizyty ustalanie grafików brania leków, zastrzyków, testy, badania....trochę tego było ...aż w końcu przyszedł czas na punkcje a po 3 dniach na wprowadzenie zapłodnionych jajeczek do macicy! Później 6tyg strachu czy się udało...Testu nie było tylko wizyta w klinice i znowu po pobraniu krwi 3h czekania na wynik, minuta za minutą tak się ciągły ale było warto. Byłam w ciąży! w 11tc trafiłam do szpitala z silnym przeszywającym bólem brzucha.Okazało się że mam powykręcane jajowody!Myślałam że umrę ze strachu o ciążę czy wszystko będzie ok po operacji czy może stracę dziecko albo co najważniejsze nie chciałam poddawać sie operacji bo myślałam że wytrzymam ten ból przez jeszcze 8mc niestety lekarze ostrzegali że będzie tylko gorzej więc z bólem serca poddałam się operacji-i dobrze bo ja po niej czułam się lepiej a i dziecku to nie zaszkodziło:) W 13tc dostałam bóli w górnej partii brzucha nie mogłam stać siedzieć czy leżeć pojechałam do szpitala późnym wieczorem gdyż wracaliśmy z Polski do Austrii(tutaj też mieszkamy od paru dobrych lat)weszłam tylko po 5hpodróży pod prysznic spakowałam torbę i do kliniki okazało się że mam zapalenie zastawki w żołądku i musiałąm przyjmować bardzo silne leki bez nich ból nie ustąpiłby. A więc od niedzieli do środy leżałam w szpitalu w środę popołudniu miałam wychodzić kiedy to dostałam silnego krwotoku....zamarłam płakałam jak niemowle bo nie chciałam stracić dziecka ktore i tak już tak dużo przeszło. Dzięki bogu na USG wyszło że moja maleńka w dobre sobie spałai kciuk ssała tego widoku nigdy nie zapomnę i tych doświadczeń.!!!! Po 9mc urodziła sie moja Maleńka Olivia. Po 1,5 roku zaczęliśmy się starać o kolejne maleństwo chciałam żeby dzieci nie miały zbyt wielkiej różnicy w wieku. W lutym tego roku dokładnie 17 dostałam okres(ostatni choć w tedy o tym nie wiedziałam)byłam w połowie cyklu u lekarza Nowego już nie polskiego tylko u Austryjaka i o dziwo powiedział że to nie cysty tylko jajeczkowanie żeby się starać i zaczekać z kliniką bo może się udać ale ja już nie wierzyłam po pierwszym razie ze staraniami tych latach liczenia zapisków i kochania się bo właśnie są te dni. Postanowiliśmy-Klinika zakup leków do IVF 550euro, brałam Dufaston lekarz powiedział że 20marca powinnam dostać okres niestety ten nie przychodził...Siostra podkusiła mnie zrób test ...zrobiłam pokazały się dwie wyraźne kreski
zaszłam w ciążę byłam tak dumna i wdzięczna lekarzowi!!! Który to nie wysłał mnie na kolejne laparoskopie tylko kazał próbować! Byłam w ciąży a równolegle starałam się przygotować do śmierci Mojego Taty a zarazem Najlepszego Przyjaciela, kiedy to Rak wygrał
9 maja zmarł Tata byłam przy nim w tych najtrudniejszych 2 ostatnich tygodniach życia! Tak bardzo cierpiałam i nadal cierpię ale nic nie szło zrobić tylko przedłużyć mu życie o kilka miesięcy. Pisząc to tak bardzo cierpię, z oczu płyną łzy a z serca ból bo niecały miesiąc po śmierci Taty 3.06. urodziłam moją drugą córeczkę w 15tc ... także mój ból był podwójny! i nadal jest! po 2mc zaczęliśmy starania o kolejne dziecko. Dzisiaj mam dzień spodziewanej @ ale puki co cicho sza! z testem poczekam do soboty tak sobie ustaliłam Mężowi nie mówię moze to tylko kilkudniowe spóźnienie a może i ... Już wiecie jak było u mnie ! życzę Wam Wszyhstkim wszystkiego dobrego bo wiem co to jest starać się o dzidzie i mieć zawsze pod górkę!!!!!!!! ściskam Mocno!
Michaela , Mychowe ---DZIĘKUJĘ że Was poznałam! nie znam Was osobiście ale czuję, że jesteście świetnymi osobami i dla Was tu wchodzę!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2013, 12:07
wizyta umówiona ale nie pewne jestem w kolejce oczekujących będę wiedzieć w czwartek czy pani dr zostanie dużej...najbliższy wolny termin jest w połowie lipca...
I nie wytrzymałam zrobiłam rano test, oczywiście negatywny. Do tego głupia kłótnia z mężem i jakoś mnie wszystko przytłacza. Brzuch ciągle dokucza ale jakoś czuję, że się znów nie udało. I już się zaczynam tak nastawiać bo nie chcę znowu być szoku gdybym dostała bardzo wcześnie @.
96 dni,na pewno trochę mniej...
37dc. Jestem spuchnięta jak balon. Nie mam ochoty ani na jedzenie ani na seks.
Nie wiem co się dzieje.
Miałam zrobić dzisiaj rano test ciążowy, ale w nocy cały czas wstawałam na siusiu - i przez to byłam tak rozespana, że rano umknęło mi to z głowy 
Dopiero w drodze do pracy sobie przypomniałam.
Dziś wieczorem kładę test w widocznym miejscu - muszę go mieć pod ręką rano.
Jutro będzie moja chwila prawdy.
Kolejny negatywny test - będzie oznaczał, że wywołujemy @.
Ostatnie dwa dni mam niesamowity przypływ energii, akurat teraz przez @ i kiedy badam TSH na tą moją wieczną ospałość. Wstałam o 6.00 sama, i latam jak nakręcona po mieście. Byłam w trzech klinikach leczenia niepłodności i nigdzie nie wykonują testu MAR a chcieliśmy zrobić, bo zauważyłam na wyniku mojego Słońca, adnotację o silnej aglutynacji. Swoją drogą żaden lekarz tego nie wychwycił. Nie robią nigdzie. Ogólnie to w interniecie też znalazłam tylko trzy kliniki w Warszawie i dwie na Śląsku , teraz hahah jak przeprowadziliśmy się ze Śląska do Trójmiasta. Zobaczyłam dzisiaj młodziutką zakochaną parę, tak się sobą cieszyli i przemknęło mi przez głowę , że to cudowny czas, kiedy człowiek jest zakochany i nie myśli jeszcze o założeniu rodziny. Przede wszystkim nie stara się o dziecko, irytując się że mu ciagle nie wychodzi. W niedzielę będę już miała mojego D. dla siebie, planuję egzotyczny obiad i dużo przytulania - w dosłownym znaczeniu bo będę w trakcie @ ale może to dobrze skoro chcemy żeby zrobił badanie nasienia jeszcze raz. Wszystko układa się po mojej myśli. Co do badań , to tym razem robię w Brussie bo tam wynik jest tego samego dnia, bez stresu, zrobiłam TSH i glukozę, choć teraz wydaje mi się że ta ospałość może być na tle psychicznym, łapię doła i wtedy spałabym cały dzień. Przeszło mi jak ręką odjął, bo ograrnął mnie szał porządków na przyjazd mojego Słońca, mam plan , mam cel i to mnie nakręca .. lubię dla niego robić takie zwykłe rzeczy, kupić czereśnie, wymaglować pościel i zrobić ładniutki porządeczek. Sama jestem straszną bałaganiarą a On lubi jak wszystko jest na swoim miejscu. W takie dni , mam sama siebie za straszną wariatkę, to już dwa lata a ja nadal jestem tak bardzo zakochana, mężczyzna mojego życia mnie kocha, po co marudzić. Z chwilą gdy urodzę nam zdrowe dzieciątko mam zamiar przestać marzyć
bo będę już miała absolutnie wszystko
Hmm...miesiaczki wciaz nie ma juz prawie tydzien
nie wiem co jest grane ale pewnie przyjdzie w koncu po ostatnich wynikach mojego meza nie ma co marzyc o dzieciatku - przynajmniej na chwile obecna. Bo czy jest mozliwa ciaza z 1% prawidlowych plemnikow??
Pewnie dzis przyjdzie, badz jutro...tak wiec czekam...
I znow poniedzialek....oznaka,ze kolejny tydzien czas zaczac. Weekend minal za szybko, ale moze to i dobrze. Z kazdym dniem spedzonym tutaj, mniej dni do wyjazdu... juz nie moge sie doczekac..
)
Choc z drugiej strony jak ja mam wrocic i odwiedzac wszystkich znajomych jak wszyscy, ale to wszyscy znajomi maja male dzieci, zmowili sie czy co...??
Teraz o tym nie mysle tak jak wszczesniej, moze to zasluga Was dziewczyny jak tak czytam, to wiem, ze nie jestem sama z tym problemem i Wielu z Was juz sie udalo wiec i dla mnie jest promyk nadzieji.
Predzej czy pozniej bedzie to co nam pisane, a mi ponoc jest pisana 3 dzieci...(wg mojej przyjaciolki) wiec cierpliwie sobie na nie poczekam, byleby nie za dlugo..
)
Przychodzcie....jestem juz na Was gotowa..!!!
A teraz czas sie zbierac i jakis obiad przygotowywac.... tesciowa w drodze..
)
Długo tutaj nie zaglądałam. Niestety nie miałam internetu przez jakiś czas
.
@ przyszła wczoraj. Jestem załamana... No ale nie poddaje się. Wczoraj zaczęłam kurację ziółkami ks. Sroki. Nawet dobre
. A jak tam u Was dziewczyny?
Tak poza tym życzę wszystkim na Ovu Wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, aby Nowy Rok przyniósł upragnione maleństwa i ogromną radość 
Padam na nos.
Właśnie wróciłam z Nikozji prosto do pracy i powietrze ze mnie ucieka jak ze skapciałego balona. Oczywiście wyjechaliśmy z domu na ostatni gwizdek, oczywiście przystanek po kawę i paliwo, oczywiście korki w stolicy. A gaszek mówi mi jeszcze 'nie idź tak szybko - mamy jeszcze 5 minut!' Myślałam, że go normalnie strzelę w ucho przed samym budynkiem ministerstwa... przy wszystkich. Ludzie ludźmi, ale tam i telewizja była i aparaty, jak u nas przed sejmem, więc wzięłam tylko głęboki wdech i fru przez suwane drzwi. Zestresowałam się strasznie zwłaszcza że szefo dzwonił co chwila z ważną sprawą. No nic. Odebrałam dofinansowanie. Dostaliśmy 76,59 punktów na 100. Dofinansowanie max 50% - więc szału za bardzo nie ma. Zawsze jest lepiej mieć coś na start, ale trzeba będzie jednak sporo do interesu dołożyć żeby przyniosło jakiś profit. Najbardziej się cieszę z aparatu fotograficznego, bo strasznie mi na nim zależało i nie będę unikać że poza biznesem będę go też używać dla własnej przyjemności. Broniłam go jak złota w tym całym projekcie i zaakceptowali. Juppi. Dziś symbolicznie kolacja i winko za nowy projekt, a od jutro ciężka praca żeby ten projekt jakoś ruszył. Boję się tylko że w tym stresie znowu nici z ciąży, ale to już zostawiam Bogu do rozstrzygnięcia. On wie najlepiej co dla nas dobre.
A dziś będę się szukać w wieczornych wiadomościach.
Trzeci dzień mnie kolka łapie z prawej strony jak się żebra kończą i potrafi dobrych pare godzin męczyć nawet oddychać głęboko nie mogę bo boli. Co się ze mną dzieje jak nie urok to sraczka. Poradźcie coś a dodam że to nie z przepracowania czy zmęczenia
tak sama z siebie zaczyna kuć ...
Trochę mi głupio pisać ten pamiętnik publicznie ale chyba potrzebuje jakiegoś wsparcia kręgu kobiet. Tu nie mam żadnej znajomej kobiety i zupełnie z kim pogadać na ten temat. Na razie nie mówię też o moich planach znajomym z kraju bo chyba nie chcę zapeszać...
Znalezione na stornie falvit mama:
"Dla wszystkich mam cierpiących na wymioty mamy dwie dobre bardzo wiadomości od naukowców, które być może pomogą lepiej znieść poranne mdłości. Otóż wykryli oni dobre strony tych dolegliwości:
Po pierwsze: Kanadyjscy naukowy odkryli, że dzieci matek które odczuwały poranne mdłości mają wyższy poziom IQ oraz lepszą pamięć od dzieci matek czujących się świetnie.
Po drugie: Poranne mdłości zmniejszają ryzyko poronienia i urodzenia martwego dziecka."
PS Ufff jak dobrze ze jest mi niedobrze 
Dziś się rozluźniłam
kupiłam sobie sukienkę na weselę (koloru malinowego, od biustu rozszerzana z przodu krótsza z tyłu dłuższa, jestem z niej bardzo zadowolona:D ) i jeszcze w sklepie mieli promocję i zapłaciłam tylko 109 zł
dzieki 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.