I po wizycie. Szyjka niby przepuszcza opuszek no ale co to jest hehe. Dzidzia 3200g ale podejrzewam ze wazy wiecej. Nastepna wizyta za 2tyg z ktg.

Katjaa Że niby mi sie nie uda? 7 czerwca 2016, 20:44

Wczorajsza beta 244,5. Teraz tylko jutro beta czy dobrze przyrasta.



Jak się dziś czuję hmmm źle, okropnie, wstretnie, paskudnie uzylabym nawet słowa chujow**** :(

Totalna padaka! Wszystko doprowadza mnie do płaczu :( brzuch mam wzdety jakbym w 4 miesiącu była a nie w 4 tygodniu :( mdłości mam takie, że myślałam, że na pacjenta hafta puszcze :( mojemu M też się oberwalo, że wyjechał na szkolenie i za mało się nami interesuje!!!! Potrzebuje Go cholera jasna ;(

Krwawienie jest już bardzo słabe. Tabletki w ogóle nie poskutkowały.
Beta z wczoraj 2 450 mIU/ml.

Dzwoniła do mnie moja lekarka i powiedziała, żeby na razie czekać do poniedziałku. Beta spada, więc nie jest źle.

13 dc
Ta 13 miała być szczęśliwa przecież... miała ale nie jest. Nie umiem opisać swoich uczuć w tym momencie, może potem najdzie mnie natchnienie ale teraz czuję się chyba jedynie skołowana. Znowu sinusoida emocji i myśli. Ale konkrety. Otóż jak zwykle pęcherzyka dominującego nie ma. Tu chyba mój zawód jest największy. Tak bardzo liczyłam na te gonadotropiny, wierzyłam że to będzie to i przecież tak mi lekarz obiecywał! Mówił że jestem łatwym przypadkiem, a potem że po zastrzykach na pewno się uda... ale nie miał racji, nie udało się. W przyszłym cyklu mam się stymulować mieszanką clo i letrozolu. Nie rozumiem dlaczego wracam do punktu wyjścia? Przecież te leki na mnie nie działały! Może lepiej od razu byłoby zrobić laparoskopię i nakłucie jajników o którym dziś wspomniał. Po co się męczyć z lekami które nie działają. Zaczęłam go wypytywać o metforminę, ale zaczął wymijająco odpowiadać, że to się daje tylko otyłym pacjentkom, a ja taka nie jestem. Dlaczego żaden lekarz nie chce mi jej dać, a tylu osobom już pomogła? Z wyników męża był zadowolony, zwiększył dawki, dołożył leki, bromergon zmienił na inny lek. Kazał zrobić jeszcze raz posiew z nasienia na bakterie, mnie pobrał wymaz bo oczywiście infekcja się przypętała i za miesiąc znowu badanie nasienia. Właśnie zamówiłam leki przez neta i z dzisiejszą wizytą, lekami oraz badaniem nasienia męża w ciągu tygodnia jesteśmy o 900 zł lżejsi. Pominę fakt, że mnie uczelnia w tym roku już nie będzie wspierać finansowo więc nie wiem jak uciągniemy to leczenie z jednej wypłaty? Ehh jest mi po prostu smutno i przykro. Może gdyby ten pęcherzyk urósł to dodałoby mi to jakiejś nadziei, a tak to tylko kolejne niepowodzenia wpędzają mnie w większy dołek, z którego co raz trudniej się wygrzebać. Wcale nie czuję, że jesteśmy co raz bliżej celu, a wręcz przeciwnie, że się od niego oddalamy.

No to jeszcze podsumowując zalecenia:
Mąż
-1x1 clostilbegyt
- 1x1 norprolac (zmiana z bromergonu bo mąż go nie tolerował)
- zastrzyk z pregnylu 1x w tygodniu
- 2x1 fertilman plus
Ja
- clostilbegyt 3x1 od 2-6 dc
- lametta 3x1 2-6 dc
- estrofem 2x1 2-5 i 4x1 od 6 dc
- systen50 plastry od 2 dc przyklejać co 3 dni

Dziwiłam się zawsze czytając pamiętniki innych mam, że nie znajdują nawet krótkiej chwili by coś napisać. Teraz się nie dziwię. Teraz rozumiem... I nie ma tu krzty żalu czy pretensji. Spełniam się w roli mamy.

9 dc
Jest dobrze. Na tę chwilę mam 12!
Estradiol juz 2950 tez więcej niż poprzednio. Progesteron 1.4. Ten jest juz za wysoko (max 1,5) transfer odroczony, bo jestem przestymulowana, ale o to chodziło.
No i w końcu TSH spadło z 3.78 na 2.88.
Jutro znowu. Oby te 12 pecherzy było pełnych
Jadę do domu na śniadanie. :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2016, 21:17

37 start:)

Jakiś czas temu zepsuł mi się laptop na amen :( Ale są też tego dobre strony, więcej spacerów, mniej Ovu i zadręczania się :) Zaglądam tylko na chwilę, żeby wprowadzić dane i zajrzeć do moich kochanych przyjaciółek, ale z telefonu kiepsko mi się pisze. Muszę pomyśleć o nowym laptopie, ale cały czas tyle wydatków.

W maju mieliśmy dwa wesela i komunię. I choć mamy żałobę, to wesela były w bardzo bliskiej rodzinie, z którą mamy dobry kontakt i naprawdę nie wypadało odmówić. Było bardzo miło. Pewnie za jakiś niedługi czas któraś z młodych par oznajmi, że spodziewa się dziecka. I super, niech tak będzie, nikt nie zasługuje na ból niepłodności. Na pewno zaboli w pierwszej chwili, ale potem przejdzie, a ja życzę młodym parom wszystkiego, co najlepsze.

Komunia mojej chrześnicy też bardzo udana, była strasznie zadowolona z roweru. A ja cieszę się ogromnie z jej radości :D Mam nadzieję, że zawsze będę miała z nią taki dobry kontakt jak teraz, nawet gdy będzie zbuntowaną nastolatką i potem dorosłą kobietą. Mąż robił zdjęcia na imprezie i planujemy jeszcze zrobić Foto-książkę pamiątkę pierwszej komunii świętej.

Trochę obawiałam się tej imprezy, głównie ze względu na to, że miało być dużo małych dzieci. I tak było, byliśmy jedyną bezdzietną parą. Ale było mi naprawdę dobrze wśród tych ludzi i wśród tych maluchów. Nikt o nic nie pytał, nikt nic nie sugerował, że może już u nas pora dziecko. Na imprezie kuzyni mojej przyjaciółki oznajmili, że spodziewają się drugiego dziecka. O dziwo przyjęłam to całkiem spokojnie. Oczywiście pojawił się ten znajomy ucisk w klatce piersiowej, ale udało mi się nie rozpłakać, nie uciec i dalej cieszyć się tą imprezą. Tylko wieczorem jak wraca się do pustego domu, jak widzi się ile się traci, pojawia się smutek i ten żal do losu, czemu akurat my...
Cały czas nie mogę się nadziwić, że można tak po prostu zajść w ciążę w przeciągu dwóch, trzech miesięcy starań, to jest dla mnie takie niesamowite, wręcz kosmiczne...

Sprawa mojej nowej pracy utknęła w martwym punkcie. Wszystko miało się wyjaśnić do końca tego roku szkolnego i jak na razie dalej nic nie wiadomo. Zmarł wójt i zrobił się straszny bałagan w gminie. Denerwuje mnie to strasznie, chciałabym już wiedzieć na czym stoję, żeby ruszyć pełną parą ze staraniami. Wiecie jak jest, jak jest przykro jak traci się każdy miesiąc starań. Z drugiej strony czekałam 4 lata na to, aż w tej mojej szkole będzie otwierany oddział dla maluszków, gdy jetem już tak blisko, nie chciałabym tego stracić tym bardziej, że w małych miejscowościach znalezienie pracy po pedagogice wczesnoszkolnej bez znajomości graniczy z cudem i drugiej takiej szansy po prostu nie będzie. A teraz męczę się już trzeci rok na umowę- zlecenie. Staram się myśleć pozytywnie, ale jeśli się jednak nie uda i znów przegram z jakimiś układami, to będzie mi chyba najbardziej żal straconego czasu i straconych szans na bycie mamą. Dzidziuś jest nadal priorytetem, moim największym marzeniem. Ale jak odłożyłam na miesiąc starania, to czuję się winna, że może tracę swój czas. Tylko co w tym złego,że chciałabym ustabilizować swoją sytuację. Inni mają i dobrą pracę i dzieci i rodzeństwo i piękny dom. Najpierw robią karierę potem bez problemu mają dzieci. A ja czuję się winna. Strasznie trudne jest to wszystko.

Mimo wszystko staram się choć trochę cieszyć życiem, piękną pogodą, słońcem, uśmiechem. Dwa dni były bardzo kryzysowe Dzień Matki i Dzień Dziecka. Wylałam morze łez, ale takie oczyszczenie było mi bardzo potrzebne. To był mój pierwszy Dzień Matki. Choć pewnie większość ludzi uważa, że tego dnia nie powinnam obchodzić, że to co mi się przytrafiło, to tylko jakieś tam niepowodzenie. To nie było niepowodzenie. Jestem mamą, malutkiego niewinnego Aniołka. Strata dziecka boli zawsze tak samo, nie ważne czy miało 2mm czy 10 lat.

Jak byłam u spowiedzi przed komunią ksiądz powiedział, że jestem już mamą i na pewno jeszcze będę mamą, on jest tego pewny. Powiedział, żebym nie próbowała zrozumieć tego, co się stało, bo się nie da tak po ludzku, tylko ufała Bogu. Wyszłam z tego konfesjonału taka zaryczana, że pewnie ludzie pomyśleli, że zrobiłam coś strasznego, a mnie po prostu wzruszyły słowa księdza.

NIE CHCĘ SIĘ NIEPOKOIĆ MÓJ BOŻE, UFAM TOBIE

O JEZU ZAWIERZAM SIĘ TOBIE, TY SIĘ TYM ZAJMIJ!


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2016, 12:28

Ależ miły dzień dzisiaj:
- wyniki męża się poprawiły! i to znacznie! otóż nasienie upłynnia się w 40 min (a nie upłynniało się po upływie 120) norma do 60 min. Lepkość + (+ do +++ norma +) a było za lepkie, aglutynacja - (czyli norma) a był drugi stopien z trzech:) dodatkowo procent ruchliwych zwiekszył się o 5 formy prawidłowe z 5 na 7 skoczyły a plemniki żywe z 70 na 81 procent:) wygląda na to że ureaplazma siała zniszczenie, do wszystkich z problemem męskim, sprawdzić i wyleczyć ureaplazmę:D
- zrobiłam dzisiaj ( i sciagnelam ) pierwsze paznokcie hybrydowe:)
-4 godziny pilnowałam dziecka kolezanki i znowu dałam radę - jestem redi na własne;)
- dzisiaj pozytywny test owu a małż takie zacne plemniory do kubełka oddał hehe no ale i tak podejrzewam że trzeba u mnie porzadek zrobić. teraz czekamy jeszcze na wyniki posiewów.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2016, 22:42

Ciąża rozpoczęta 12 maja 2016

Tak bardzo się boje żeby wszystko było dobrze.

Temperatura robi sobie co chce w tym miesiącu, nie rośnie prawie wcale. Nie wiem czy końska dawka antybiotyków może zahamować owulację lub wzrost pęcherzyka? Skoro starania i tak wstrzymane, to nie będę jej mierzyć aż do nowego cyklu, bo w zasadzie to ta temperatura mnie denerwuje, max maxów u mnie to około 36,6 w drugiej fazie cyklu. Mam jakieś przeczucie, że oprócz bakterii, zepsutej tarczycy coś jest nie tak z drugą fazą mojego cyklu, jakoś tak coś mi szepce do ucha. W pierwszej ciąży, na samym początku miałam temperaturę około 37 i pamiętam, że nie poszliśmy na imprezę do teściów, bo myślałam, że jestem chora ;) Zawiozłam dziś męża mocz na posiew i czekamy. 3 tygodnie po zakończeniu antybiotyków mam zrobić kontrolny posiew i zobaczymy, do czasu tego wyniku bzykanko w "opakowaniu" :) a tak nie lubimy gumek. Pewnie dopiero w lipcu wznowimy starania jak wyniki będą ok. teraz odpoczywam od tego wszystkiego, niczego nie da się przyspieszyć, widocznie tak ma być.

llallka Kolejna runda- przegrana... 8 czerwca 2016, 08:39

Ciąża rozpoczęta 6 maja 2016ciąża zakończona 13.07.2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2016, 19:55

Po wczorajszej wizycie troszku odetchnęłam z ulgą, ale wszystko po kolei. Może zacznę od tym moich bóli, cóż Tymuś na wczorajszą chwilę ważył 2,31kg, więc jest sporym już dzieckiem, uciska mi na nerwy, żyły i stąd ten ból. Dwa jestem drobna, dlatego bardziej to odczuwam, trzy oddzywa się mój problem z kręgosłupem sprzed ciąży.
Co do bóli, kłucia i ucisku w pochwie to lekarz nic złego się nie dopatrzył, szyjka długa i zamknięta. Znów zwalić na dziecko. Biedne one, jeszcze się nie urodziło a już jest wszystkiemu winne :D ;)

Pojawił się kolejny problem, Tymuś co usg jest starszy ( wynika to z wczesnej owulacji- cykl stymulowany clo), waży sporo, jest duży i leży miednicowo. Jest mała szansa, że się odkręci główką, lekarz mówił, że nastawiać się na CC. Na dzień dzisiejszy DIAGNOZA BRZMI PORÓD POŚLADKOWY :(

Eh nie chcę o tym wszystkim myśleć, co by było gdyby godzina W przyszła za chwilę... ale mówię do synka- siedzimy jeszcze miesiąc co najmniej.

Wczoraj wykorzystałam męża, że mieliśmy wizytę i miał wolne i dokupiłam porę rzeczy sobie i Tymkowi.

Torba moja prawie spakowana, przynajmniej tak mi się wydaje, została tylko torba Tymusia.

Stwierdzam, że moja kondycja jest do dupy, wczoraj lekarz pobrał wymaz, a dziś miałam iść do bakteriologii, myślałam, że po drodze jajko zniosę, zanim dojdę, a potem pojawił się kolejny problem, schody... ja pierdziu, bakteriologia jest na samej górze- to dopiero wyzwanie, ale dałam radę. Teraz będę umierać przez najbliższe 2 dni.

Tak jak się spodziewałam temperatura dziś spadła. Obudził mnie silny ból miesiączkowy, ale jeszcze bez miesiączki. Domyślam się, że gdyby nie dupek już dzisiaj dostałabym @. Spodziewam się jej jutro i znów wszystko od nowa ...
Nie ma niespodzianki i nie ma sił. Jak zwykle zostało tylko rozczarowanie.
Boże to już 12 cykl. Wieczność...

9dc
Miałam jechać wczoraj na krew i usg, ale zapomniałam zrobić zastrzyk przed wyjściem i musiałam wrócić do domu

Dzisiaj nie zapomniałam. Krew oddana czekam na wyniki i usg.

Rozmowa dwóch wnuczków i babci:
- Babciu? Czy ty możesz mieć dzieci?
- Nie. Nie mogę wnusiu. - odpowiada babcia
- Widzisz? A nie mówiłem, że babcia jest samcem?

Może ja też jestem samcem? O.o


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2016, 10:34

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 8 czerwca 2016, 10:41

Izabelle, to ja dziękuję! Każda dawczyni więcej to krok bliżej dla takich kobiet jak ja:)

Zapomniałam napisać o zmianach prawnych które wchodzą o 1 listopada.. Teraz dawczyni może oddać komórki "świeże" i mrożone.. Za jakiś czas będzie można adoptować tylko komórki mrożone, które odbyły kwarantanne co najmniej 180 dni.. Równa się to z tym, że skuteczność będzie mniejsza, bo jak wiemy nie wszystkie komórki przeżyją rozmrożenie..

38+1 (teoretycznie 😉)

Kto by pomyślał, że zaraz po tej beznadziejnej nocce wyląduję w szpitalu, a dzień później będę tulić Zojeczkę ❤️

Noc 6/7 marca była do dupy. Zasnęłam koło 6.00 dopiero. D przejął Bruna a ja położyłam się odespać. Pospałam jakoś do 8.00. Jak wstałam i trochę pochodziłam zaczęłam się martwić, że mała nie rusza się wcale. Zjadłam na szybko kromkę z Nutellą, puściłam muzykę z telefonu przyłożonego do brzucha. Zaczęłam tańczyć a nawet (co wydawało mi się wcześniej niewykonalne z taki brzuchem) skakać. Świeciłam po brzuchu latarką. Nic. Dzień zapowiadał się super - piękna pogoda, D przygotował już ciasto na naleśniki, mały wariował, cieszyłam się na tą wspólną niedzielę bo przecież ostatnio D ciągle siedział w robocie. Miałam w planach dokończyć ogarnianie się, bo dzień wcześniej zabrakło mi sił na umycie głowy. No ale trudno. Byłam coraz bardziej przerażona tym, że mała nie rusza się w c a l e. Szybka decyzja - jedziemy do szpitala. D szybko przywiózł mamę do Brunka, a my w drogę. Dopiero na skręcie do Mikołowa poczułam ruch małej. "Czyli żyjesz". Do szpitala weszłam płacząc po pierwsze, że się poruszyła, po drugie, że nie wiem co dalej i czy coś się nie stało, że przeczekałam całą noc. Przynajmniej przez płacz nikt się nie czepiał o katar i zachrypnięty głos na przyjęciu.

Od razu mnie przyjęli na oddział. Pożegnałam się z D, a położna najpierw przyłożyła sondę do brzucha. Usłyszałam solidne bicie serca małej. Znów płacz,tym razem ze szczęścia. Oczywiście było już za późno na zmiany zdania i pojawiła się gorycz, że jestem w gorącej wodzie kąpana i teraz chciało mi się płakać z tęsknoty za Brunkiem. Ale trudno, nie ma odwrotu, poszłam na badanie. Pan dr był bucem. Na szczęście później dziewczyna z sali powiedziała mi, że słyszała te same teksty od doktorka i zrobiło mi się lżej. No ale początkowo czułam się jakbym dostała w pysk:" Ile Pani wypiła wody?! Tylko tyle? To jest tu Pani na własne życzenie. Pani ma pić 3 litry. Przyzwyczaiła Pani organizm do bycia odwodnionym. A Pani jest matką, ma Pani dbać o dziecko. Jakie Pani ma w ogóle wykształcenie?" itp, itd. Potem był milszy no ale.. Podczas badania wciąż 1 palec, usg ok (do czasu). Już zagaiłam nawet ile się mogę spodziewać, że zostanę." 2-3 poobserwujemy i do domu. Super. Może się wyrobię na czwartkową wizytę. "Ale chwila, chwila, tu jest małowodzie!" Dziwię się, bo w środę miałam AFI 11, a graniczne jest 8. "Co Pani mówi? Pani powinna mieć 50!" Już sama nie wiem co myśleć. "No to raczej już Pani nie wyjdzie. Może będziemy wywoływać. Przecież to jest hipotrofik, ma 2650g". Ehhhh

Zdołowałam się na maksa. Ufam swojej lekarce w pierwszej kolejności. I ta świadomość, że będę leżeć bez Bruna kij wie jak długo.. Beznadziejny dzień, beznadziejna nieprzespana noc (suche powietrze, obolały nos, jasny pokój i ciągle ktoś wyrywający ze snu) i czekanie na obchód - może się dowiem czegoś konkretnego, a może nie... Miał być ordynator ale zapomnieli, że jest na urlopie. Super. A miał być ponoć konkretnym gościem. No ale dobra. Zamiast obchodu miałyśmy iść wszystkie na badanie. Do zastępcy ordynatora. Tak nagle, bez śniadania,wszystkie na raz. Weszłam pierwsza. Spoko gość. Też konkretny. Zbadał mnie - wciąż jeden palec. Ale krótka ta szyjka... "Wyraża Pani zgodę na kroplówkę z oksytocyną?" Szok. Ale że już?! "Nie ma na co czekać i po co ryzykować. Pani jest już w 37 tc (te ich liczenie tygodni wg OM). Wyrażam zgodę. Ale mogę cokolwiek zjeść? "Proszę zjeść, podepniemy KTG i kroplówkę." Ale jazda, tego to się nie spodziewałam.

***
Reszta za chwilę bo mała się obudziła.

W czwartek termin cc jestem przerażona :/

11 dc / 45 cs

Wczorajszy dzień był straszny. Jadąc do pracy odebrałam telefon, że pacjentka, którą przyjmowałam w poniedziałek - UWAGA zeszły poniedziałek, tydzień temu, ma koronawirusa. Mam się wracać do domu i dzwonić do sanepidu, do konkretnej Pani zajmującą się tą sprawą. Myślę sobie zajebiście!!! przecież ja mam wlew w czwartek, od piątku tydzień drogich szkoleń - nie zwrócą pieniążków, bo zbyt późna rezygnacja, a na początku tygodnia transfer! Dzwonię do sanepidu.

Na dzień kobiet dostałam kwarantanne z terminem wstecznym... tzn. wpisała mi ją od 2 marca czyli od wtorku zeszłego tygodnia!! do tego czwartku do północy. Tłumaczę, że ja jestem w trakcie leczenia, czy można coś zrobić. Nie powiem debatowałyśmy długo nad rozwiązaniami, Pani bardzo chciała pomóc, była bardzo miła i empatyczna, ale suma sumarum niestety do czwartku do północy jestem udupiona. Szczęście w nieszczęściu, że została nałożona wstecz i tydzień, gdzie normalnie pracowałam został mi zakwalifikowany jako już kwarantannę. Tym samym na szkolenia od piątku mogę już iść, ale na wlew już niby nie. Poryczałam się niesamowicie, pierwszy raz od bardzo długiego czasu i to przy mężu, zanosiłam się płaczem, dostałam spazm. Nie widziałam już żadnej nadziei. Wlew, transfer przepadł...

Po kilku godzinach dzwonię do klinik, gdzie pracuje mój immunolog. W jednej nie dają mi żadnych szans na wykonanie wlewu w innym czasie, opcji też brak na receptę na wlew w warunkach domowych. Dzwonię do drugiej, tam gdzie jestem już umówiona na czwartkowy wlew. Opowiadam całą historię - w sumie śmieszno-tragiczną, i Pani do mnie " zadzwoni Pani do dr, On znajdzie wyjście". Zadzwoniłam, raz , drugi, nic...jest na wyjeździe, ma prawo nie odbierać. Odzwania... Opowiadam znowu całą historię i w sumie Mu jęczę przez ten telefon, że już przepadł ten cykl, nie da rady podać intralipidu. A On jak zwykle ze spokojem "Ależ proszę Pani, wlew to nie jest byle wizyta lekarska! On jest pani niezbędny. Pani jest w toku leczenia. Przyjeżdża Pani normalnie na wlew. Zwłaszcza, że jest to tylko kwarantanna. My i tak przed wlewem Panią zbadamy." Okazuje się, że w takich przypadkach kwarantanna nie obowiązuje. W przypadku nie zastania mnie przez funkcjonariuszy Policji, lub nie wykonania zadania z aplikacji "kwarantanna domowa" wystarczy, że pokaże dokument od mojego lekarza - w tym wypadku immunologa, gdzie potwierdzi konieczność opuszczenia domu, celem wykonania niezbędnego zabiegu. Nieobecność zostanie usprawiedliwiona.

Sprawdziłam na stronie Ministerstwa, faktycznie, jest taki zapis. Jadę więc na wlew. Jedyne co mi przepada to dzisiejsza wizyta monitorująca przed kriotransferem. Odbędzie się ona w piątek, będzie to 14 dc, ostatni moment , bo od 15 dc zazwyczaj bierze się progesteron. Mam nadzieję, że wspólnie z lekarzami uratujemy jeszcze ten transfer...

Pamiętacie jak pisałam, ze ten cykl - transfer będzie szalony? Jest i to x2, chyba wróżką k*a jestem.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2021, 16:46

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)