"Jestem płodna, mam ogromny dar dawania życia, tulę swoje ukochane dziecko"
Podobno takie techniki wizualizacji, pozwalają oszukać mózg i zaprogramować go na osiągnięcie celu. Trochę głupio brzmi takie gadanie do siebie, ale...staram się siebie przekonywać, że naprawdę jestem w stanie zajść w ciążę.
Odpoczywam, relaksuję się, robię badania, gotuję zdrowe posiłki. Dbam o siebie. Jeszcze przydałoby się trochę ruchu. Zastanawiam się nad testem na nietolerancje pokarmowe. Robiła któraś z Was może?
Teraz dni płodne, więc płodzimy;) a za tydzień urlop, więc najgorszy czas oczekiwania na wynik będzie chyba tym razem dużo przyjemniejszy 
Minęły 2 miesiące, a ja ciągle zastanawiam się czy powinnam napisać coś o moim porodzie. Zapomnieć o tym przeżyciu czy opisać, by za jakiś czas móc wrócić i przypomnieć sobie jak to było? Czy to nie nazbyt traumatyczne przeżycie? A może piękne, mimo, że tak trudne? Cud narodzin... I ten moment, kiedy wreszcie kładą mi ją na piersi jest nie do opisania. Cała reszta... cóż, natura mogła wymyśleć coś łatwiejszego;)
Muszę wspomnieć w tym miejscu Panią Krysię - cudowną położną, która mnie przez to trudne doświadczenie przeprowadziła. To nic, że była "moja", po znajomości znaczy się. Wierzę, że każdą rodzącą tak traktuje. I to chyba "ręka Boska", że miała dyżur akurat wtedy, kiedy Nelcia postanowiła, z pomocą oksytocyny, przyjść na świat;)
Jest jeszcze (była) jedna osóbka, o której warto pamiętać. Stażystka Honorata. Drobniutka, niepozorna, z aparatem na zębach, a taką dobrą robotę odwaliła. Jej pomoc i zaangażowanie jest dla mnie nieocenione! Jeśli taki personel nam rośnie, to nic tylko rodzić w przyszłości:) Chociaż ja jeszcze się waham;)
Podsumowując: w książeczce zdrowia mam napisane, że poród trwał 3h 30min - I okres i 1h 12min - II okres. I chociaż mi się wydawało jakby wszystko trwało wieki, to cieszę się, że rodziłam siłami natury. Mimo, że poród trudny, mimo, że szyli mnie w narkozie. Przeżyłam i mam cudowną nagrodę, której uśmiech rekompensuje cały trud i ból!
Wczoraj "piękny" dzień. Fryzjer oraz paznokcie i brwi u kosmetyczki. Wyglądam w końcu jak człowiek.
Coś ciekawego dla staraczek w wieku "balzakowskim":
W ostatnim czasie pojawiają się doniesienia na temat suplementacji melatoniny w okresie perimenopauzy. Opisuje się jej korzystny wpływ na funkcjonowanie tarczycy oraz podwyższanie poziomu gonadotropin. Są również dane mówiące o tym, iż melatonina pomaga w przywracaniu płodności, menstruacji oraz zapobiega depresji związanej z menopauzą. Melatonina jest wydzielana głównie przez szyszynkę, ale także w wielu tkankach ustroju, takich jak siatkówka, układ pokarmowy, skóra, szpik kostny i limfocyty. Uważa się, że działa ona na drodze parakrynnej, pełniąc nierozpoznane jeszcze dokładnie funkcje. Melatonina jest produkowana w ciemności, a jej synteza jest hamowana przez światło. Wykazano, że w szyszynce znajdują się receptory dla LH, FSH, androgenów i estrogenów. Wykazano również, że melatonina jest obecna w płynie pęcherzykowym w okresie owulacji. Stężenie melatoniny jest tam trzykrotnie wyższe niż w surowicy krwi, ponadto jest wyższe w godzinach rannych, a także w porach roku o niskim natężeniu światła. Jajniki nie mają zdolności produkcji tego hormonu, zatem melatonina w płynie pęcherzykowym pochodzi z krwi, natomiast dojrzałe pęcherzyki najprawdopodobniej mają zdolność jego akumulacji. Wydaje się, że melatonina może promować jajeczkowanie.
14dc
Zakupiłam Profertil Plus po konsultacji z mężem. Nawet spokojnie to przyjął, wytłumaczyłam, że to takie męskie witaminki, nie zaszkodzą, a mogą pomóc. Teraz czekam na przesyłkę.
Poza tym trochę nudzę się w domu, więc sprzątam, piekłam ciasto, wczoraj poszliśmy do lasu (za płot) i nazbieraliśmy jagód, więc dziś zrobiłam pierogi.
Owu wyznaczyło mi owulację na 11dc hehehe, bez płodnego śluzu, na podstawie 6 tempek wprowadzonych w tym cyklu. Olewam, bo to jawny pic na wodę, fotomontaż. Gdyby tak było, cykl miałabym długości poniżej 28 dni. Ta... zdecydowanie owu daje ciała w moim przypadku.
31+5

Wczoraj byłam u ginki i wszystko w najlepszym porządku. Szyjka długa, zamknięta. Serducho Jasia bije 140 uderzeń/min. Tylko Młody chyba leci sobie w kulki, bo cały czas odwrócony dupką w dół jest. Jeszcze ma trochę miejsca ale już coraz mniej. Niby słyszy się, że dzieciaki odwracają się nawet tydzień przed porodem. Tylko ja bym chciała żeby mój odwrócił się trochę wcześniej, bo chciałabym podpisać umowę z położną. A jak się nie odwróci, to przepadnie. Bo mam jeszcze jakieś 2-3 tygodnie na to. No cóż liczę na to, że syn się nade mną zlituje 
13 lipca zaczynam szkołę rodzenia
Już powiedziałam mojemu J. żeby nie brał sobie dyżurów w pracy w poniedziałki i środy, bo wtedy będą zajęcia. Żeby mógł ze mną chodzić
Już się nie mogę doczekać, bo zaczynam się nudzić w domu. A tak to chociaż dwa razy w tygodniu wieczorami będę mieć zajęcie
Bo teraz to tylko siedzę w domu i pieniądze wydaję :p Zrobiłam zakupy wyprawkowe na allegro, a wczoraj w Gemini złożyłam zamówienie. I niby wszystko potrzebne, takie pierdółki a tyle kasy... No masakra jakaś :p Ale przynajmniej J. wie o wszystkich wydatkach i powiedział, żeby na Synka nie żałować
Czekam więc znowu na kuriera.
A od przyszłego tygodnia zaczynam też prania i prasowania ciuszków Jaśka. Choć jeszcze zostało trochę czasu, to jednak chcę być przygotowana na jego przyjście na świat 
Umówiłam się już na następną wizytę na 21 lipca. Idziemy razem ze szwagierką. Ja na usg 3 trymestru a ona na pierwsze spotkanie ze swoją fasolką 
Jak dobrze, że mój ślubny wcześniej teraz z pracy wychodzi. Zawsze możemy sobie pójść jeszcze na spacerek i posiedzieć razem. Tak bardzo mi tego wcześniej brakowało 


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2016, 12:19
dlaczego, kurwa, się pytam, jak przychodzi już prawie owu to my z mężem musimy sie kłócić o jakieś pierdoły? się pytam? a nie w okres np, co to i tak sexu nie bardzo, ooo wtedy to jest zajebiście, chcica milion pińcset, ale idzie owu a my fajtujemy od wczoraj intensywnie. Owu test pozytywny. A idź pan we chuj.
Noc nieprzespana za mną, już męczy mnie ten brzuch, latam do toalety co chwilę, do tego burza i natłok myśli... Śniło mi się że roztyłam się okropnie, ludzie zaczęli mną gardzić za mój wygląd. Najgorsze że J w pewnym momencie już nie pamiętał że to wszystko zrobiłam dla nas a otyłość to cena... Nic to, rano poleżałam jeszcze 2h w łóżku, doszłam do siebie, już jest ok.
Wracamy właśnie z kliniki. Po 12 pęcherzyków na każdym jajniku. Wynik estradiolu w porządku, dzisiaj kolejne kłucie na estradiol i progesteron. W piątek mam się stawić na punkcję na 8 rano z mężem. Na czczo itd.
Dostałam okres czyli 1 dzień cyklu...............
W domku leżę pod kocykiem i zastanawiam się nad słowami lekarza. Nie wiem czy nie doczytał umowy, ale chciał podkreślić że z racji mojego wieku możemy zapłodnić więcej niż 6 komórek. Ja zdecydowałam się na wszystkie. Lekarz zwrócił mi uwagę że po upływie 2 lat automatycznie zostaną oddane do adopcji. Machnęłam ręką, powiedziałam że boje się marzyć o zostaniu mamą a co dopiero rozważać hipotezę że jakiś zarodek się uchowa.
A później zaczęłam myśleć o Was dziewczyny, o małejU, snowhite, Khalan i nieskończoności i Was całej reszcie. MałaU chce zaadoptować komórki jajowe. Może ja się pospieszyłam, powinnam zostawić oocyty i oddać je do adopcji a nie nasze genetycznie ukształtowane dziecko? Może większą pomocą z mojej strony byłoby nie zapładniać ich wszystkich?
Dziewczyny pomóżcie :'( mam czas do piątku, mogę jeszcze zmienić zdanie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2016, 17:01
Dziś 2dc nie mam wątpliwości. Jak w zegarku 30 dni . @ zawitała w sumie się ciesze. Czyli nowy 2 cykl naturalny ze zdrowym odżywianiem. Dziś na obiad były polędwiczki grilowane z cukinia i pomididorami z sosem musztardowo-jogutrtowym.
Nie wiem co się dzieje, od jakiegoś czasu po prostu nie jestem w stanie się skupić. Wszystko muszę sobie zapisywać a o połowie rzeczy i tak zapomnę. Zaczynam nawet mylić już takie rzeczy jak godziny lekcji czy kiedy mam być w szkole! Szczęśliwie nie są to sprawy wagi państwowej i da się je odkręcić i naprawić, ale wychodzę przy tym na kogoś nieodpowiedzialnego albo na idiotkę. Wczoraj znalazłam dokumenty których szukałam ponad tydzień!! I oczywiście były w ostatnim miejscu, w które zajrzałam. Dzisiaj przyszło mi do głowy, że może za sprawą odstawienia femibionu? Zażywam go od notabene dwóch lat! A od ujemnej bety odstawiłam. Może mój organizm przywykł do jakiegoś poziomu witamin i składników w organizmie i nagle ten poziom spadł? A może mam po prostu za dużo rzeczy na głowie.
Tydzień 23- Czuje kopniaki Lilianki
- 1 funt szczęścia 
O Dziecku
Twoje dziecko waży już niespiełna pół kilo (450 gramów = około 1 funt). Mierzy około 20 cm- od ciemienia do końca tułowia, a jego długość całkowita to około 32 cm (12 1/2 cali).
W tym okresie Twoje dziecko zaczyna przybierać na wadze. Twoje dziecko coraz mocniej zaznacza swoją obecność, potrafi już dość mocno kopać i okładać piąstkami. Może ocierać swoją twarz o rączki i o ścianki pęcherza płodowego. Potrafi już nawet delikatnie pociągnąć za pępowine!
Dziecko w dalszym ciągu połyka płyn owodniowy, co może powodować u niego czkawkę. Możesz nawet czuć jego czkawkę jako deliktane pukanie w brzuchu. ( Oj tak czuje bulgotanie wieczorem)
Dziecko słyszy i potrafi rozróznić dzwięki dochodzące spoza brzucha mamy. Dlatego też znajome, często słyszane dzwięki takie jak np. szczekanie psa lub szum odkurzacza raczej nie wystraszą Twojego maleństwa jak już przyjdzie na świat.
O Tobie
Większość kobiet przybrało do tego czasu od około 4.5 do 6.8 kg. ( u mnie 5 kg)
Dziecko jest na tyle duże, że lekarz jest już w stanie wyczuć jego poszczególne części ciała dotykając Twojego brzucha. Powiększająca się macica może wywierać nacisk na pęcherz i tym samym zmuszać cię do częstszych wizyt w toalecie.
Jak się czuje? Hormony mi niestety nadal szaleją, czuje ospałość, zmęczenie i często płaczę, wzruszam się na każdym kroku
Nie mogę zasnąć w nocy i poranki do łatwych nie należą. Czuje się jak typowa "cieżarówka"


Wygląda na to, że w pracy nastał spokój. Mam teraz 4 dni wolnego, żeby zregenerować siły fizyczne 
Muszę powiedzieć szefowej o mojej nowej pracy, ale boję się komukolwiek o tym mówić, boję się zapeszać dopóki nie podpiszę umowy. Pewnie to głupie, ale już tyle razy w życiu tak miałam, że jak mi bardzo na czymś zależało, już byłam tak blisko celu, to zawsze coś się działo i dostawałam kopa w cztery litery. No ale koniec z tym, wyczerpałam już swój limit pecha, no bo ile można i teraz już będzie tylko dobrze 
Będąc przy pechu, to strasznie mi żal, że nasza reprezentacja odpadła z EURO, tak dobrze grali, dawali z siebie wszystko, szkoda chłopaków. Ale mam nadzieję, ze zaskoczą nas jeszcze już wkrótce na Mistrzostwach Świata.
Dwa dni temu nastąpił u mnie przełom. Po raz pierwszy odkąd straciłam swoje maleństwo trzymałam na rękach małe dziecko. To dziecko dobrej znajomej mojej koleżanki z pracy. Na początku bolało, czułam złość i żal jak na nią patrzyłam, choć to bardzo fajna dziewczyna. Z czasem ten żal był trochę mniejszy. A wczoraj jej starsze dziecko uciekło na schody i ona niewiele myśląc wcisnęła mi na ręce swoją malutką córeczkę i pobiegła za starszym synkiem. I o dziwo było mi dobrze z dzieckiem na rękach, mała skradła moje serce, nie chciało mi się płakać, nawet jak wyszła nie byłam jakaś szczególnie smutna. To chyba dobry znak. Ten ból po stracie jest we mnie nadal i pewnie zawsze będzie, ale cieszy mnie to, że powoli zaczynam w miarę normalnie funkcjonować i reagować na małe dzieci.
W piątek mam wizytę u mojej koleżanki- fryzjerki. Tak tej w ciąży, tej która ma podobny termin porodu do tego, który ja miałam. Mam nadzieję, że wezmę to dzielnie na klatę. Może nie będzie łatwo, ale wiem, że nie chcę już uciekać, chcę normalnie żyć i normalnie funkcjonować pośród ciężarnych i maluszków. Przecież tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co za kimś stoi, jaką każdy napotykany człowiek przeżywa historię. Może ta kobieta z brzuszkiem, którą spotykam na ulicy i której tak bardzo zazdroszczę też przeszła długą walkę, żeby doczekać swojego szczęścia, któż to wie...
Mam gorsze i lepsze dni, ale staram się, by było jak najwięcej tych lepszych. Jest we mnie więcej pokory, wiary i nadziei. Zamiast analizować fora i czytać godzinami ovufriendowe pamiętniki wróciłam do czytania książek, które ostatnimi czasy mocno zaniedbałam. Chciałam kiedyś spisywać wszystkie przeczytane pozycje, żebym mogła kiedyś do nich wrócić.
Harlan Coben - Nie mów nikomu
Joy Fielding - Ulica Szalonej Rzeki
Richard Paul Evans - Stokrotki w śniegu
Nicholas Sparks - Najdłuższa podróż
Pierwsze dwie bardzo wciągające z wątkiem kryminalnym. Pozostałe dwie pokazujące, że najważniejsza w życiu jest miłość i ludzie których kochamy, którzy nadają sens naszemu życiu. Niby oczywiste, a jednak pięknie się o tym czyta 
Aha, zapisałam się na wizytę do nowego endokrynologa poleconego przez znajomą. Z tej mojej obecnej pani doktor nie jestem zbyt zadowolona. Mam do końca życia brać Euthyrox i sprawa załatwiona. Tymczasem ta moja znajoma też ma Hashimoto i ona zaleciła jej dietę, którą można sobie tą tarczycę wyciszyć. Po dwóch miesiącach stosowania diety sporo schudła i zaczęła mieć regularne miesiączki, a wcześniej miała z tym problem. Ja chudnąć nie muszę, bo mimo mojej niedoczynności mam niedowagę, miesiączki mam regularne, ale może da się coś zrobić, żebym czuła się lepiej, żeby moja gospodarka hormonalna jeszcze lepiej funkcjonowała. Zawsze warto spróbować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2016, 23:47
Strasznie się bałam tutaj cokolwiek napisać, żeby nie zapeszyć, ale dziś się w końcu odważyłam - bo przecież musi być dobrze? MUSI i BĘDZIĘ. Mój malutki bałwanek jest silny i wytrwały po rodzicach i na pewno się pięknie we mnie rozwija
nie masz wyjścia malutki, wszyscy tak długo na Ciebie czekamy

Ten transfer był zupełnie inny, od samego początku, czułam, że moje bałwanki ze mną zostały- oba, a na pewno któryś z nich. Przeczucia mnie nie myliły, do tego stopnia, że już 6 dpt zrobiłam test sikany i zobaczyłam cień! tylko cień, ale dał mi ogromną pewność, ten upragniony widok, pojawiającej się drugiej kreski po tylu nie udanych testach w życiu - bezcenny 
7 dpt zrobiłam test czułości 10 i kreska była już mega wyraźna:

i z każdym dniem coraz ciemniejsza :)więc wiedziałam że beta rośnie!

a jej wynik z 9 dpt powalił mnie na łopatki - 730! 11 dpt - 1870 
i najdłuższe w życiu czekanie na wizytę, a przed nią strach czy coś będzie widać, czy w dobrym miejscu...
A tam mój bałwanek musiał bardzo szybko się zagnieździć bo 16 dpt pęcherzyk ciążowy miał już 11 mm, ciałko zółtkowe 1,5 mm
Teraz czekam na serduszko, jednocześnie pełna obaw i radości
Proszę trzymajcie za nas kciuki!!

każdy mój wykres wygląda inaczej. Raz jest delikatny, raz bardzo chwiejny. Szukam jakiegoś wspólnego mianownika. Jakiegoś algorytmu.
Przepłakałam ładną godzinę. Dostanę @. Nici z dzidziusia. Czuję to. Wiem to.
Właśnie zajadam się serem żółtym w kostkach i przegryzam lodami czekoladowymi! Naprawdę smaczne!
Dzis od rana miałam stresik ze mrozaczek sie ńieodmrozi. Jeszcze sie rano poprztykałam z mama o nic i pomimo relanium mocnosie zdenerwowałam...oczywiście zaraz sie pogodzilyśmy. Nie wiem jak to sie stało, z mama naprawdę trudno sie pokłócić, to najwspanialsza osoba pod słońcem, to chyba ja juz wybucham bez powodu.
Dotarłam do kliniki sama, w tej klińice maż nie moze byc przy transferze. Okazało sie ze zgody nie sa podpisane wiec całe szczęście ze maż po mnie miał przyjechać, to powiedziałam ze uzupełni. Do tego badania wirusologiczne sie mi skończyły 8O. Juz sie przestraszyłam ze będę musiała za nie płacić a to wychodzi 200 zł, ale całe szczęście udało sie ze na MZ zrobili. Transfer 10 min leżenie, siusiu
jeszcze 15 min leżenia i na pobieranie krwi do badań. Potem apteka i OBIADEK u mamuni pyszny. Najadłam sie jak dziukus, do domu i spaaaacccc.
Okruszku moze jednak zostaniesz ???
Po kontroli u lekarza i przy okazji odbior wyników.
Ureaplasma mycoplasma ujemne,hpv ujemne i czekam jeszcze na cytologie jakąś tam bo nie było jeszcze.
Ginekolog powiedziala że wszystko ok i jestem w trakcie owulacji i mamy się starać ale się nie nastawiac bardzo bo po zabiegu Jeszcze endometrium nie doszlo do siebie i ma tylko 6,6mm ale jeszcze urośnie wiec kto wie. Dobrze ze jednak były sexy wczoraj:-P dzisiaj moze jeszcze coś ten teges.
Tak suma sumarum mogę powiedzieć że w zasadzie jest to nasz 1cs bo do tej pory przez przegrode bylam praktycznie bezplodna.
No to teraz czekamy. Jeszcze max 16 dni i zobaczymy czy moze jednak cos mnie zaskoczy.. Albo ktoś 
W sierpniu mam się zgłosić do swojej ginekolog bo dzisiaj byla inna.. Jestem łasa na wizytę potwierdzająca ciążę
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.