4 tydzień 4 dzień
Rzuciłam się w wir pracy. Postanowiłam nie myśleć i nie być żadnej myśli, a jeśli już to dobrej, bo to pierwsza ciąża i trzeba dać jej szansę.
Niemyślenie ułatwiają koty, które w nocy urządzają sobie pogonie. Jestem przewrażliwiona i ich pilnuję, żeby duży nie zrobił krzywdy małemu. Przez nich czasem zapominam o ciąży, a w dzień jestem niewyspanym zombiakiem.
Do przodu!
Pokoik skończony, wózek kupiony, ubranka wyprane, coraz większa miłość ogarnia moje serce
Czekamy !
Rozpoczęliśmy właśnie 10 tydz
ale było już tyle "przygód", że normalnie niedługo osiwieje. Ten tydzień siedzę na L4, zaś w zeszłym od wtorku do piątku leżałam w szpitalu. 6 lipca zaczęłam rano krwawić, tak bardzo się wystraszyłam, płakałam
bałam się, że to już koniec, że nasze wielkie szczęście właśnie ulatuje
Szybko zostałam przyjęta na oddział, lekarz mnie zbadał. Nie krwawiłam już, ale plamiłam. Czekanie na usg troszkę trwało, bałam się co usłyszę od lekarza. Na szczęście padło "ciąża żywa". Całe powietrze ze mnie zeszło. Ucieszyłam się, że nasz maluszek ma się dobrze. Myślałam, że zostanę wypisane we czwartek, ale rano miałam usg, a potem miała paść decyzja - lekarz nie może mnie wypuścić, ponieważ mam powiększoną ablację. Nie wiedziałam co to oznacza, byłam w szoku i nawet nie zapytałam. Wyszłam, zadzwoniłam do Męża, żeby się nie spieszył bo jeszcze zostaje miało być do poniedziałku ale jakoś się udało,że wypuścili mnie w piątek, tak bardzo się ucieszyłam. Szału już tam dostawałam, i te samotne noce. Okropność. Fizycznie czułam się coraz lepiej ale psychika to mi już siadała. Tęskniłam za M pomimo, że codziennie ze mną był i to po parę godzin. Wróciłam do domu. w pt wszystko było ok ale w so znowu się zaczęło plamienie i to bardzo mocne. Czekałam z nadzieją, że przejdzie. W niedzielę czułam się jeszcze gorzej, dalej plamiłam, wieczorem zadzwoniłam do lekarza, uspokoił mnie. W pn plamienie było już bardzo małe a we wt już w ogóle. Tak bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że maleństwo nie będzie nas tak już straszyć.
W przyszłym tyg chyba muszę wrócić do pracy, bynajmniej na ten tydzień. Zwolnienie mi się kończy a mój lekarz obecnie na urlopie.
Samopoczucie jest coraz lepsze, już o wiele mniej wymiotuję. Mężuś mi dogadza, ogóreczki, lody i wszystko czego zapragnę
tylko szkoda, że wszystko odbija się na mojej wadze
mam już taki sporawy brzuszek... Jak tak dalej pójdzie to nie wiem jaki będę miała pod koniec ciąży 
Edit:
Nie ma to jak skleroza
jeszcze za wczas na badanie prog.
Dopiero gdzies 6-7 dpo pojde
29 cykl starań
1 dzen Cyklu
Witam po raz 29 
Mam ochotę krzyczeć
36 dzień cyklu.
Wciąż czekam. Tylko nie do końca wiem na co, na @ czy na pozytywny test ciążowy. Mam takie "parcie" żeby go zrobić. A z drugiej strony jak pomyśle, że okres może przyjść w każdej chwili to mi się odechciewa, już dwa razy w życiu zawiodłam się właśnie w taki sposób. Około 7 dnia spóźnienia robiłam test a dwa-trzy dni później przychodziła ona.
Poczekam z tym do soboty, do 10 dnia po terminie @.
Ile ja bym dała za to, żeby ten 24 miesiąc i 24 cykl starań okazał się właśnie TYM SZCZĘŚLIWYM !!!
Przyszla @
Rozpoczynamy starania.
15.08 chyba zatestuje w 33dc.
Stres jest. Ale musze walczyc o swoje szczescie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2016, 17:27
Dziś już 14 lipca a ja czekam czekam i czekam... na kontakt od lekarza w mojej sprawie Już chciałabym żeby coś w końcu zaczęło się dziać Żebym wiedziała tak na 110 % czy jest jakaś nadzieja... Nie chcę podchodzić do in vitro przeze wszystkim ze względów religijnych choć na forum wyczytalam że nie wszyscy księża je negują Nie wiem sama co zrobić Gdyby pozostało tylko in vitro... mąż na pewno będzie chciał spróbować Niech w końcu się odezwie bo chyba zwariuję
32 + 6
Udało mi się wreszcie załatwić rejestrację samochodu! Jestem wielka! Ale myślałam, że padnę jak tam weszłam dziś rano. Czarno od ludzi normalnie! Pojechałam wcześniej niż ostatnim razem, bo najbliższa data na umówienie się na godzinę w urzędzie to był 25 lipca. Weszłam o 8:15 (urząd otwarty od 8 ) i jak wzięłam numerek to byłam 27
A obsługiwany był 4... Wisiała kartka, że kobiety z widoczną ciążą obsługiwane są poza kolejnością, ale tylko przy załatwianiu spraw indywidualnych. A ja rejestrowałam samochód na męża, nie na siebie. Musiałam więc siedzieć. Szło jak krew z nosa. Po ok 20min na osobę. Jakiś facet zaczął się wykłócać o coś przy okienku (coś z fakturą więc możliwe, że to samo co my mieliśmy dwa dni temu) i oddał swój numerek ostatecznie. Nie zdążyłam się pierwsza odezwać, ale za to wzięłam numerek faceta który wziął od tamtego. I tym sposobem z 27 wskoczyłam na 18. Siedziałam jedyne 2.5h... Poszłam sobie w międzyczasie do sklepu, kupiłam jagodziankę i soczek na śniadanie. Jaka byłam szczęśliwa jak się okazało, że wszystko wreszcie jest ok z papierami i udało mi się zarejestrować ten cholerny samochód! Ufff...

Co więcej, wczoraj byliśmy na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. Strasznie mi się podobało, choć to w sumie takie wprowadzające zajęcia były. Każdy się przedstawiał, kogo w brzuszku nosi, w którym szpitalu chce rodzić. A potem było wszystko o porodzie naturalnym i ćwiczenia z oddychania. Już nie mogę się doczekać następnego spotkania! Tylko w drodze powrotnej pokłóciłam się z J.
Był zmęczony, to fakt bo zajęcia są od 18:30 do 21 a w biegu docieraliśmy na nie, bo on skończył pracę po 17, zanim dojechał do domu, była 18, wziął prysznic, zjadł i wybiegliśmy. W sumie mu się nie dziwię tak po całym dniu. I zaczęło się od tego, że zobaczył pomarańczowe światło i przyspieszył a ja tego bardzo nie lubię i zaczęłam panikować. On się wkurzył i od słowa do słowa poszło. Na szczęście po powrocie do domu przed położeniem się spać wszystko sobie wyjaśniliśmy. Mną chyba znowu hormony targnęły, bo się popłakałam. Ale J. mnie przytulił i się uspokoiłam. Już jest dobrze 
Zaczynam się też denerwować. Coraz bliżej do porodu i się stresuję. Z jednej strony boję się porodu naturalnego, a z drugiej Młody jeszcze nie odwrócił się główką do dołu i możliwe że będzie cesarka. I tu już nie stresuję się samym zabiegiem (pewnie stres będzie tuż przed), ale tym że moja lekarz prowadząca nie pracuje w żadnym szpitalu. Słyszałam, że na Żelazną bez lekarza prowadzącego jest się ciężko dostać na cesarkę. Myślałam jeszcze o Madalińskiego. No i co będzie jak mnie nie przyjmą?
A nie chcę też rodzić byle gdzie... Za tydzień mam wizytę, więc wypytam moją gin o procedury. I zaczynam ćwiczenia, które mogą pomóc Jasiowi odwrócić się główką do dołu. Niby to nic pewnego, ale może coś w tym jest? Oby się odwrócił... Bo ma coraz mniej miejsca i czasu...
Pozdrawiamy razem z Jasiem 

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2016, 19:45
3 dc, a mi wciąż tak smutno.
Tyle bym chciała napisać, może dzięki temu byłoby lżej. Tylko jak to wszystko poskładać?
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2017, 08:42
Najprawdopodobniej to ciąża biochemiczna i mam czekać na poronienie:( gdyby jednak pojawił się silny ból brzucha mam jechać do szpitala bo pozamaciczna nie jest wykluczona...żegnam się z fioletowa strona... fakt życie to kurwa
7 dpt
Przedostatni wpis w pamiętniku...
Jutro robię betę i kończę moje starania o dzidzie... Przynajmniej na dłuższy czas, a moze na zawsze.
Dzis chciałam zrobic sikanca ale sie rozmyślilam, wiem ze wczorajszy był wystarczający...cały dzien dół dół dół, ryczeć mi sie chciało...nie nawidze tej bieli testów dołuje mnie jeszcze bardziej a dzis to juz nie bezpieczne. Kiepsko sie czuje fizycznie, pogoda mnie wykancza...
Z odczuć to tylko takie pieczenio drętwienio chuj wie co w dole brzucha...
Tak sobie dzis pomyslałam ze ja sie juz nie nadaje na IVF bo ja po prostu juz nie wierze ze to mogłoby sie kiedykolwiek udać. Moze bez wiary nie ma szans na sukces...ale co zrobic jak Tak czuje, nigdy nie lubiłam sie oszukiwać...
Echhh ale posmecilam...
Jutro koło południa zabieram Kruszynkę do domu<3
Tym razem obstawiona jestem trochę wspomagaczami: biorę steryd od kwietnia, od poniedziałku biorę fraxiparynę (siniaki niestety już są
, rano mam wlew z intralipidu, Bąbel będzie miał embryoglue i jeśli embriolog się zgodzi to też nacięcie otoczki.
W poniedziałek na wizycie 11dc doktor był zadowolony - endo było piękne 10mm, profilaktycznie robiłam badania żeby nie było powtórki z rozrywki: estradiol 639, progesteron 0,24.
Do pracy wracam we wtorek więc będę odpoczywać od trnasferu.
W drodze powrotnej z wakacji widziałam 5 bocianów. Trzy w gnieździe a dwa przelatywały nad autem.
Na tarasie mam gniazdko z czterema pisklaczkami. Niech to wszystko to będą dobre znaki od Boga!
Nie wytrzymałam musiałam jechać po test i go zrobić. Nie mogłam dłużej żyć w tej chorej niepewności. Teraz przynajmniej wiem na co czekam. Na okres ...
PS. Po godzinie 23 zaczęło się plamienie czyli jutro witamy @. Wiedzialam, że test ją wywoła, zawsze tak jest .
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2016, 23:08
Dzisiaj miałam telefon z mojej przychodni. Jestem podłamana, w wymazie z pochwy wykryto u mnie bakterie BV, normalnie nie grozne ale w ciaży zagrażają dziecku. Dostałam antybiotyk na 7 dni. Strasznie się boję kolejnego niepowodzenia.
7t 4d
Juz po wizycie.Zobaczylismy nasze male szczescie - malutkiego na 7.5mm czlowieczka z bijacym 127bpm serduszkiem. Tak pieknie bilo! Chce zyc i to najwazniejsze
)))))
Tacy jestesmy szczesliwi. NASZ MALUTKI CUD ma juz pierwsze zdjecie. Jutro powiemy najblizszym o nowinie :)Tak trudno bylo trzymac jezyk za zebami jak hormony buzuja. Zdazylo mi sie w nieopanowanym gniewie wyklocic sie o swoja racje oraz ze ja nie bede zakupow dzwigac 
Mdlosci czasami sa. Objawia sie to wstretem do jedzenia.Absolutnym. Smaki chyba tez mi sie zbuntowaly bo na czlodkie wogole nie mam apetytu. Wszystko bym kwasne jadla. W zeszlym tygodniu sama caly sloik ogorkow malosolnych zjadlam. Takie byly pyszne. W pracy nic jeszcze nie mowilam bo za wczesnie ale wolne bym musiala wziac by malenstwo podroslo. Lekarz mowi ze jest o tydzien mlodszy , ale to taki jego urok. Jedni szybko rosna inni wolniej. Nie wiadomo kiedy bylo zaplodnienie. Kochalismy sie w 15dc i 20dc takze moze byla pozna owulacja lub tak wolno przyrasta. Najwazniejsze sie nie denerwowac i nie dzwigac. Malenstwo do zobaczenia za 3 tygodnie!
Kochajaca mamusia :*
" Do tego czasu można podejść na wiele sposobów. Nie którzy widzą w nim NATURALNY ETAP ŻYCIA, inni traktują go jak BURZE, która w końcu musi minąć, jeszcze inni po prostu PŁYNĄ Z PRĄDEM, nie przykładając większej uwagi do zmieniającego się KRAJOBRAZU. MNIE najbardziej odpowiada rozumienie tego procesu jako PRZYGODY
- DZIEJE SIĘ WIELE RZECZY- JEDNE BARDZIEJ INNE MNIEJ PRZEWIDYWALNE CZY ZAPLANOWANE, jeśli jednak moje OCZY I SERCE POZOSTAJĄ OTWARTE
a wszystko wokół traktuje jak PRZYGODĘ, która nigdy się już się więcej nie POWTÓRZY, EKSCYTUJĄCE DOŚWIADCZENIE, TO ZACHOWUJE W SOBIE GOTOWOŚĆ DO UŚMIECHU, RADOŚCI I ZABAWY. JEDNOCZEŚNIE ROZUMIEM, ŻE ISTNIEJE PEWNE RYZYKO, ALE WIEM TEŻ, ŻE TO WŁAŚNIE ONO SPRAWIA, ŻE PRZYGODY SĄ TAK POCIĄGAJĄCE."
Tak chce przeżywać ten szczególny, jedyny w swoim rodzaju PROCES jak najlepszą Przygodę w życiu! Dzięki Ci Panie za nią!









Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2016, 00:30
Udostępniłam swój wykres, tyle że nie można go brać za poważnie bo pracuje w trybie zmianowym. Zeszłam dziś z nocki wiec temperaturę będę mierzyć ok 13. Z resztą narazie nic się nie dzieje ani u mnie ani na wykresie. Do owulacji jeszcze kilka dni, a mój mąż pewnie będzie wtedy w delegacji. Brawo My!
Dobranoc.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2016, 08:19
Dla spokoju byliśmy na kontroli. Wysypka od 3dniowki. Może się jeszcze utrzymać do tygodnia.
W sb. Byliśmy u koleżanki która ma Bliźniaczki. Wczoraj wieczorem napisała mi że jedna z nich ma plesniawki. I tak sobie myślę czy aby problem z jedzeniem i piciem to nie od plesniawek. Że może młody zalapal od koleżanki.
Na szczęście plesniawek nie mamy. Za to ten nagły płacz i problem z jedzeniem i piciem ewidentnie od zębów. Bo na dole próbuje mu wyjść kilka na raz.
Trzeba być cierpliwym.
Oby mi się nie zaglodzil 
24 dc 8/9 dni po owulacji
No i synuś pojechał na kolonie... trochę smutno... ale jeszcze 10 dni dla nas
Może dziś kino????
randka a potem tiru riru....
hehehe
Pogoda jesienna: wieje, leje i zimno, ok. 13 stopni.... brrrrr.... Spać się chce i wiecznie zimno 
A ja wczoraj naczytałam się o księżycowym kalendarzu na forum, pobuszowałam w necie i wyszło, że w dzień owulacji miałam też wg fazy księżyca wielką szansę... ciekawe... hehehe
jestem bardzo ale to bardzo ciekawa, jak to wyjdzie 
Takiego luzu przez miesiączką już dawno nie miałam
nie boję się, że na teście nie wyjdą II kreski.
Czuję się całkiem całkiem
Piersi nie bolą wcale, brzuch boli chwilami jak na okres, a czasami wcale. Kilka dni po owulacji wyszły mi wypryski na brodzie i pod nosem, ale takie malutkie i już ich nie ma wcale.
Nie nakręcam się, nie doszukuję objawów, bo i tak nic nie zmienię. Zobaczymy jak będzie 
Za dwa tygodnie wczasy, trzeba jeszcze wiele zrobić do tego czasu. Do tego mam teraz masę klientek popołudniami. Nie mam czasu na nic. Przychodzę do domu i padam jak kafka 
Ostatnio biegaliśmy w poniedziałek. Jem zdrowo, a przynajmniej się staram. Mam coraz większe napady jedzenia, ale całe szczęście na wadze bez zmian. Dziś się ważyłam i było 63,8 kg. Żeby ta pogoda się poprawiła troszkę to może dzisiaj pójdziemy pobiegać.
Piątek, więc życzę udanego weekendu 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.