Kamień z serca 
Jesteśmy po wizycie i wszystko jest dobrze. Nie miałam siły już wczoraj pisać bo jak stres zszedł to tak głowa bolała,że zasnęłam jak dziecko 
Nasz maluszek ma 6 cm długości ,wszystko jest w porządku rośnie rozwija się i bryka jak szalony
Czy to chłopiec czy dziewczynka jeszcze nie wiadomo ale ja tak mam czuja na chłopa . Zobaczymy czy się sprawdzi 
Dużo przytyłam z 55kg przed ciąża do 69kg . Znowu będę bić rekordy.
Jaką ja miałam tragiczną noc, masakra. Byłam śpiąca ale jakby nie mogłam spać. Budziłam się często, nie mogłam się ułożyć. BYło mi zimno i zarazem gorąco. Sny jakieś nie zrozumiałe, psychodeliczne. Jestem dziś jak zombie po tej nocy. NIc w pracy nie czaje, muszę parę razy sobie przetwarzać informację aby dotarły.
POnadto pojawiły się u mnie lawiny śluzu kremowego, od którego odczuwam dyskomfort. Pewnie to zapowiedz @. Zaczyna mnie coś kłuć, pobolewać w jajnikach i macicy. Mam tylko nadzieję że do ginekologa dotrę jeszcze bez @, bo jak się umówiłam to niech już tam pójdę. Jak teraz odwołam to nawet się pewnie nikt na moje miejsce nie znajdzie. A szkoda by było tak zajmować i w ostatniej chwili dać dyla.
Ogólnie jestem psychicznie strasznie wykończona, pod koniec cyklu nawarstwiają się pragnienia, nadzieje i jakaś taka świadomość że zaraz ponownie się rozczaruje.
Zawsze miałam dużo pozytywnych myśli, starałam się patrzyć przez różowe okulary ale jakoś od 2 dni chyba mi szkła wypadły
Może to chwilowa chandra. Zobaczymy.
Kupiłam sobie dziś czekoladę do pracy. POczułam jakoś nie przemożoną chęć na jej zjedzenie.
Czy ona poprawi mi nastrój? A może prędzej przekręce się, bo ja nie jadam słodyczy (chyba że na imieninach), nawet kawę i herbatę piję gorzką (lub 1 łyzka).
Ale i chodzi za mną eklerka, taka prawdziwa, świezutaka. hehhehe Ale ten organizm się wygłupia.
Młyn dziś w pracy od rana, nawet nie mam czasu na Ovu wpaść ;p
ostatnio złapałam się, że OVU wciąga mnie bardziej niż FB ;p lubię tu zaglądać, czytać Wasze historie i czuć, że są kobiety, które przeżywają takie emocje jak ja. Że mogę tu sobie pisać i jest mi lżej na serduchu 
Dziś pobolewa mnie podbrzusze od rana, oczywiście już sobie wkręcam, że może fasoleczka szykuje sobie domek na całe 9 m-cy.. Już się nie mogę doczekać testowania... och niecierpliwa ze mnie bestia ;p
Miłego dzionka Kochane :*
Wyniki OB nadal podwyzszone 34 a morfologia dobra:) Ide dzisiaj do rodzinnego znowu
a prolaktyna wyniki jutro .
I tak Mam skierowanie na czwartek na USG jamy brzusznej, bo tam w jedynym miejscu mnie pobolewa podczas badania. Mysle ze to nic powaznego:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2013, 20:19
Hmmm....
Myślałam, że na wykresie dni zaznaczone na zielono to dni potencjalnej owulacji czyli potencjalnie płodne. A teraz mam pokazane na tym sygnalizatorze , że mam zielone światło - dni płodne a na wykresie są niby zwykłe dni wiec doczytałam o co chodzi i okazało się, że..
jednak ignorantka ze mnie. Kilka miesięcy temu podczas teoretycznej owulacji zrobiłam test owulacyjny, wyszedł pozytywny wiec uznałam, ze skoro mam regularne cykle to mam normalna owulacje i zamknęłam temat. Teraz doczytałam, ze test tylko pokazuje przygotowania i wcale nie wiadomo czy pęcherzyk pęka. No i zastanawiam się bo wcale żadnych bóli owulacyjnych nigdy nie mam a chyba powinnam. Macie wszystkie?
No i mam dni płodne a z serduszkowania nici bo On jest chory i zdycha 
Chyba jakoś się zmobilizuję i zacznę mierzyć tą temperaturę od przyszłego miesiąca. 
Moje urojenia ucichają, pseudoobjawy również. Jutro 28dc więc rano dla zasady, zupełnie "olewczo" zrobię ten test, żeby wiedzieć czy na pewno mogę od jutra wrócić do wytapiania słoniny na siłowni. Wczoraj i przedwczoraj aż fizycznie bolały mnie obrazki słodkich dzieci w internecie, przeurocze reklamy z bobaskami w tv , na bilbordach, w sklepie...Tak bardzo, bardzo marzę o tym żeby mieć naszego bobaska, że to pragnienie zaczyna być wprost bolesne. No ale jak przyjdzie czas to przyjdzie, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Wczoraj aż chciało mi się płakać na myśl o tym , że pewnie znowu się nie udało, że znowu to cholerne rozczarowanie i bezsilność, że znowu muszę się z tym pogodzić...
A dziś...jestem zła na cały świat, wszystko mnie wkurza ale cieszę się, że jutro będę mogla to wyładować i poćwiczyć. Z infekcją na nodze juz lepiej, obyło się bez rozcinania uuuff. Mam od jutra zielone światło na ćwiczenia. Do tego oglądałam zdjęcia z niedzielnej imprezy i pomimo zapewnień ślepego z miłości męża, stwierdzam że wyglądam jak taki utuczony królik, gotowy do uboju. Nie , nie mam długich wystających zebów ale taki właśnie nasunął mi się wniosek. Może przez NABRZMIAŁE policzki 
Jeszcze kolejny cykl się nie zaczął, nie zacznie się jutro, pewnie zacznie się w weekend lub na początku przyszłego tygodnia.. I dobrze! Niech się opóźnia - więcej czasu na ćwiczenia do następnej owulacji. Ostatnie 3 cykle po odstawieniu progesterony - 9 dni jak w zegarku i przyjeżdża małpiszon, szmata, dziwka, puta. 
Nie wiem ile z nas ma tutaj nadwagę (mniejsza lub większą) ale zauważyłam trochę wpisów na ten temat...Może to jest właśnie przyczyna naszych problemów?
Wiem, ze są wprost wieloryby zachodzące bez problemu w ciążę itp (no tym razem nic nie wspominam o mojej sąsiadce
) ale może my, nawet nei z wielorybią nadwagą, jesteśmy akurat w tym ułamku ludzkości, w którym stanowi to problem.
Moje życie nabrało szalonego tempa, zaglądam tu tylko przelotem ,żeby spojrzeć co tam u Was wszystkich nowego. U mnie przede wszystkim chroniczny brak czasu. Lipiec niestety jest strasznie pechowy, nic nie idzie po mojej myśli. W pracy zostałam ale codziennie myślę o odejściu, jedyne co mnie powstrzymuje to umowa , o którą walczyłam i której mi teraz żal. W pracy spędzam po 12 godzin, nie mam czasu żeby pobyć z D.. nawet serduszkujemy w biegu, nie widuję się za wiele z ojcem , i czasem chce mi się płakać , że przez cholerną pracę tracę cudowne momenty. Babcia chora, wujek miał wypadek ..i wisienką na torcie moich nieszczęść jest brak owulacji. Monitoring wykazał że pęcherzyk urósł do rozmiaru 18.8 i nic , zero pęknięcia, i to jest chyba u mnie nagminne , bo w lewym jajniku też był stary niepęknięty pęcherzyk. W piątek mam badanie prolaktyny z obciążeniem, bo moje wyniki wskazują na łagodną hiperprolaktynemie, cieszę się że coś wiem, ale jak usłyszałam że nic z tego to łzy same popłyneły. Słońce miał zostać miesiąc a już we wtorek wyjeżdza, ojciec z żoną w piątek i będzie mi strasznie brakowało tego zgiełku w domu, rodzinnej atmosfery. D. podobno ma wrócić tym razem szybko , ale nawet o tym nie myśle bo znowu się rozczaruję. Przestaję czegokolwiek oczekiwać , bo później odchorowuje te wszystkie niespełnione nadzieje...
I nadal czekam. Koleżanka doradziła mi, żebym sobie trochę winka dziś wypiła. Ona na sobie wypróbowała, że jeśli wypije trochę winka dnia poprzedniego to następnego dostaje okres. Sprawdza jej się to jak jest po 30dc. Ciekawa teoria.
W pracy cały dzień na wysokich obrotach. Mąż od wczoraj ma nową pracę. W tym tygodniu chodzi na noce. I tak rano się widzieliśmy jakieś 10 minut, a teraz on śpi. Za czym wyjdzie z domu muszę z nim pogadać. Ja nie jestem typem milczka. A dziś nie miałam za bardzo czasu w pracy pogadać. Tak więc już mnie nosi.
Umówiłam się do lekarza na poniedziałek, więc dobrze byłoby jakby mój szanowny okres jednak jutro albo najpóźniej w czwartek przyszedł. Pani w recepcji ledwo mnie wcisnęła, a ten gad żarty robi sobie.
Byłam w smyku. Oczywiście kupiłam ubranka. Mam całą szafkę ubranek dla maleństwa.
A w pracy w związku z moją zbliżającą się nieobecnością wynikła wręcz afera. Każdy może iść na urlop kiedy chce, a ja usłyszałam, że idę na urlop wyraźnie na swoje żądanie. I nie liczę się z opinią innych. Ależ przecież urlop to ma się na swoje żądanie? Przecież nie będę go brała jak mi nie będzie potrzebny. I usłyszałam, że wszystkim psuje plany. Mimo, że nikt nie rezygnuje ze swojego urlopu. A że w pokoju z nas 6-ciu będzie pracowało dwie, to przecież nie tylko moja wina. Ach jednak z babami to ciężko się pracuje.
Dziewczyny kłóciły się również o nasze soboty pracujące i już mnie nie uwzględniały w grafiku. Zatem wiedzą doskonale na co mi potrzebny jest ten urlop.
to już jutro...
wizyta u ginekologa, aby podejrzeć maleństwo i zobaczyć czy bije serduszko, czy ładnie rośnie, itd.
mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
już ostatnio wpadłam w panikę i rozpacz, gdyż tak pochłonęło mnie sprzątanie, że po południu zaczęłam plamić i od razu płacz, że to już koniec... straszna panikara ze mnie, to moja pierwsza ciąża i chciałabym, aby wszystko było w porządku.
mąż bez chwili zastanowienia kazał wziąć się w garść i szybko zabrał mnie do lekarza, który na szczęście wtedy przyjmował.
zbadał mnie, zrobił usg (widziałam pęcherzyk - 7,4 mm - 5 tc i 5 dni), lekarz powiedział, że coś tam już słyszy, ale nie powie mi na 100 %, woli to sprawdzić jeszcze później, tzn. jutro.
dostałam duphaston 2x1 tabl. i luteinę dopochwowo 3x2 tabl., a także przymusowe leżenie i wypoczywanie, zero podnoszenia ciężarów, itd.
mogę przeleżeć całą ciążę, byle tylko maluch był zdrowy. 
strasznie mnie ciągnie ostatnio do kwaśnych potraw, np. kapusta kiszona, ogórki kiszone, zalewajka lub żurek, żelki kwaśne, no masakra jakaś. 
męczą mnie też poranne mdłości, tylko nie wiem czy to zasługa ciąży czy duphastonu.
zdam relacje po jutrzejszej wizycie...
życzę Wam dziewczyny, abyście wszystkie ujrzały II kreseczki. :*
I nadal czekam. Koleżanka doradziła mi, żebym sobie trochę winka dziś wypiła. Ona na sobie wypróbowała, że jeśli wypije trochę winka dnia poprzedniego to następnego dostaje okres. Sprawdza jej się to jak jest po 30dc. Ciekawa teoria.
W pracy cały dzień na wysokich obrotach. Mąż od wczoraj ma nową pracę. W tym tygodniu chodzi na noce. I tak rano się widzieliśmy jakieś 10 minut, a teraz on śpi. Za czym wyjdzie z domu muszę z nim pogadać. Ja nie jestem typem milczka. A dziś nie miałam za bardzo czasu w pracy pogadać. Tak więc już mnie nosi.
Umówiłam się do lekarza na poniedziałek, więc dobrze byłoby jakby mój szanowny okres jednak jutro albo najpóźniej w czwartek przyszedł. Pani w recepcji ledwo mnie wcisnęła, a ten gad żarty robi sobie.
Byłam w smyku. Oczywiście kupiłam ubranka. Mam całą szafkę ubranek dla maleństwa.
A w pracy w związku z moją zbliżającą się nieobecnością wynikła wręcz afera. Każdy może iść na urlop kiedy chce, a ja usłyszałam, że idę na urlop wyraźnie na swoje żądanie. I nie liczę się z opinią innych. Ależ przecież urlop to ma się na swoje żądanie? Przecież nie będę go brała jak mi nie będzie potrzebny. I usłyszałam, że wszystkim psuje plany. Mimo, że nikt nie rezygnuje ze swojego urlopu. A że w pokoju z nas 6-ciu będzie pracowało dwie, to przecież nie tylko moja wina. Ach jednak z babami to ciężko się pracuje.
Dziewczyny kłóciły się również o nasze soboty pracujące i już mnie nie uwzględniały w grafiku. Zatem wiedzą doskonale na co mi potrzebny jest ten urlop.
W piątek wizyta u gina a ja czuję,że @ się zbliża...Dziś dopiero 17 dzień cyklu,ale ja tak mam...Moje cykle są krótsze,poniżej 20 dni...Jestem pewna,że nie mam w ogóle owulacji...
Po wizycie.
Niby wszystko dobrze, ale na rozregulowany cykl i skąpe miesiączki( a zawsze(kiedys przed staraniem 29 dni i obfite) mogę brać duphaston. Ma to przyspieszyć i ułatwić zajście w ciąże. Bo za mało mam progesteronu.
Zrobić mam też ponownie badania na tarczyce i cukier.
Jakaś jestem nie zadowolona po tej wizycie. I boli mnie podbrzusze.
Radził nie prowadzić kalendarzyka bo może to na mnie ujemnie wpływać. I sex co 3 dni. JAKIŚ BEZSENS.
I oczywiście staram się tak krótko że jakiekolwiek poważniejsze badania (jak badanie drożności, monitoring czy ....) to za rok możemy zacząć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2013, 19:18
Witam!!!
Dziś nie jest mi do śmiechu...właśnie wróciłam z wizyty u lekarza...szyjka miękka, skraca się...
Tydzień temu zaczęły mi dokuczać bolesne skurcze, jestem na fenoterolu, skurcze minęły, myślałam,że będzie dobrze...
Jutro, najpóźniej pojutrze, do gabinetu na zakładanie krążka...
Jutro...moja 9 rocznica ślubu...
...
Tak sobie myślę..co jeszcze się stanie..
w sobotę może udałoby mi się - jeśli mój lekarz da radę mnie przyjąć na oddział - dostać na laparoskopię. Tak bardzo bym chciała - jeśli nie z niedrożnym jajnikiem będę musiała sobie pochodzić do późnej jesieni
nie nastawiam się - ale i tak pewnie złapie doła jeśli się nie uda.
BĘDZIE
Koniku polny co żyjesz jedną tylko jesień
serce kochające nie kochane
smutku w cztery oczy
bo mieszkanie za dwadzieścia lat
szczęście o tyle o ile
prawdo co obrażasz
ciotko której w dowodzie dzieciak dorysował brodę
dygnitarzu który zlecisz ze stołka
wszystko tak będzie jak ma być
(ks. J. Twardowski, 1985)
Dzisiaj mialam piekny sen snilo mi sie ze Mój M oświadczył mi się pieknym pierscionkiem w cudownym miejscu,którego nigdy nie widzialam hmmm. A druga część snu była jeszcze bardziej wyjątkowa dostalam sms od M że bardzo się cieszy naszymi dwoma kreseczkami na teście,że jest strasznie szczesliwy i już nie może się doczekać naszego maluszka. Wiem,że sny mają różne znaczenie ale nie sprawdzam sennika i ciesze się samym faktem takiego snu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2013, 20:07
Wiem, ze w pierwszym cyklu po poronieniu nic nie wyglada jak wygladalo wczesniej, ale zauwazylam bardzo plodny sluz, az do gaci siega i rozciaga sie malowniczo.
Na razie sie zabezpieczamy.
I chyba juz nie bede wpadac w trans kontrolowania wszystkiego. Niech sie dzieje co chce.
A tymczasem pora o siebie zadbac..
Przeraza mnie to, ze staje sie odludkiem. W domu wole siedziec niz sie spotkac ze znajomymi, nie ograniczam sie jedzeniowo, a wrecz pochalaniam.. a brzuch rosnie. Tylko tam nie ma fasolki, a tluszcz.
Co za ironia.
I znowu ten sam dramat.. Nie wiem czy dam radę to wszystko wytrzymać.. mam taki mętlik w głowie.
Zrobiliśmy te badania, niestety po tych tabletkach sytuacja męża się jeszcze pogorszyła. Jego nasienie miało zaledwie niecały 1% dobrych plemników. Czyli wynik jeszcze gorszy niż w poprzednim badaniu. Niestety przeczuwam to co najgorsze.. ja zrobiłam badania na posiew, otrzymałam wynik ujemny, powinnam się cieszyć bo nie ma żadnej bakterii ale jakoś w to nie wierzę, oni chyba źle zrobili to badanie.. Bo ja ciągle mam świąd, pieczenie i już od jakiegoś czasu nie mam śluzu płodnego.. Kurde żebym ja się na tej medycynie choć trochę znała...
Boże pomóż mi ten czas przetrwać i wlej mi w serce jeszcze trochę nadziei na lepsze.. szczęśliwe zakończenie...
,
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2013, 09:16
Inessiu- nie miałam usg bo trafiłam na gabinet bez usg.A chodzę na NFZ.
Cwalinka -Zawsze chodzę do innego ale okazało się że jest na L4 i go zastąpil inny.
Ostatnia wizyta u mojego ginka jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu ,że będę rodzić w prywatnym szpitalu. Być może mam jeszcze mnóstwo czasu ale tym razem chciałabym mieć tą kwestię dopiętą na ostatni guzik. Chyba taki uraz z poprzedniego porodu. Wiem jak bardzo jest to istotne. Tym sposobem mam rok czasu na uzbieranie pieniążków na poród bo w szpitalu w którym chcę rodzić można płacić w ratach jeszcze 6 miesięcy po porodzie. Rozmawiałam już z położną ze szpitala i jedziemy niebawem z mężem obejrzeć oddział i omówić kwestie finansowe. Mój mąż na szczęście mnie w tej kwestii wspiera i po naszej ostatniej "akcji porodowej" jest przekonany ,że jest to bardzo ważna sprawa i odkłada pieniążki 
A tym czasem rozpoczynamy urlop mojego męża więc po 3 latach spędzimy razem aż 2 tygodnie .Sama jeszcze nie dowierzam 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.