Niedawno usłyszałam od tego mojego wiecznie niedospanego śpiocha, co to najchętniej kładzie się razem z kurami: "Nie dam ci zasnąć" wypowiedziane zmysłowym szeptem, kiedy było juz zgaszone światło, a córcia jeszcze coś pod nosem mruczała. Słowo daję, ze to była najseksowniejsza obietnica, jaką usłyszałam w ostatnim czasie. W głowie zabrzmiało mi: Alleluja, a dolnym partiom od razu odechciało się spać. Na szczęście chwilę pózniej mała juz spała. I jak to niewiele na wakacjach nam potrzeba, moze być ciemno i pod kołdrą, byle łózko w miarę ciche. I jak to fajnie nie móc się od męza opędzić, jak to dziś było. I zadnej koszulki sexy nie trzeba.
Jeśli stale masz niską temperaturę ciała i zawsze jest Ci zimno, nawet przy ciepłej pogodzie i w ogrzewanych pomieszczeniach, sprawdź czy nie masz niedoczynności tarczycy. Innymi objawami niedoczynności tarczycy mogą być: suchość skóry i włosów, chrypka, zmęczenie, skurcze mięśni, wysoki poziom cholesterolu oraz tycie i trudności ze schudnięciem.
świetnie! Mąż szykował się ze mną do ginekologa, a ostatecznie pojechał na działkę, bo znowu nas okradziono. pierwszy raz to był jeszcze przed rozpoczęciem budowy. Mąż (sam!) zrobił piękny dębowy stół i ławki, które postały może miesiąc dwa, aż kogoś zaczęły kłóć w oczy i ukradł. teraz poszła pompa wodna, jakieś przewody, przedłużki itp. masakra! nasza działka jest trochę "schowana" w lesie i jak już będzie się mieszkało to to będzie jej największy urok, ale teraz to jest przekleństwo, bo brak sąsiadów i taka ustronna lokalizacja powoduje, że ludzie robią się zuchwali. oczywiście mamy swoje podejrzenia, bo pod sklepem codziennie stoi po kilku wiejskich filozofów, którzy robotą się brzydzą i tylko kombinują jakby tu i kogo, ale wiadomo człowiek za rękę nie złapał to sobie może tylko gdybać.
i tym cudownym sposobem do ginekologa idę sama, a mój Mąż również sam będzie sobie podnosił ciśnienie na działce. także ten teges no chce się żyć!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2016, 12:11
Dwa tygodnie temu na świat przyszedł nasz drugi synek ❤️
Tak jak pisałam w ostatnim poście, ze symptomów zbliżającego się porodu brak, tak tego samego wieczora odszedł czop i miałam delikatne skurcze. Rankiem 23 zadzwoniłam do szpitala, bo plamiłam, polecono mi przyjechać sprawdzić czy wszystko w porządku. Usg w porządku i ktg, pisały się w miarę regularne skurcze, całkowicie bezbolesne. Badanie szyjki, otwarta minimalnie na 1 cm, to nie był jeszcze poród, mogłam wrócić do domu. Kilka godz po powrocie zaczęły się coraz częstsze skurcze. Wieczorem zjadłam, wzięłam ciepła kąpiel i kiedy wyszłam z wanny, skurcze były już co 5 min i czesciej. Dotarliśmy do szpitala o 23. Zbadano szyjkę - 3 cm, całe szczęście, poród rozpoczęty, mogłam przenieść się do sali porodowej, a mąż mógł dołączyć. Dostałam znieczulenie, co za ulga... mogłam spokojnie czekać na poród. A poród był ekspresowy. O 2:30 przyszła położna i po zbadaniu oznajmiła: rodzimy. A trwało to kilka minut. Nie zmęczyłam się w ogóle, w porównaniu z pierwszym porodem, ten był lekki i łatwy, bez żadnych pęknięć. Po porodzie czułam się rzeźka, nie zmęczona... syn spał cały następny dzień, wiec miałam dużo czasu na odpoczynek. Karmienie przebiega super, sutki przyzwyczaiły się do małego ssaka, już nie bola
ogólnie w moim przypadku drugi poród przebiegł idealnie. Wiedziałam co mnie czeka, byłam spokojniejsza, nawet bolesne skurcze aż do przybycia do szpitala potrafiłam opanować, tak ze byłam w stanie normalnie rozmawiać, funkcjonować. Przy pierwszym porodzie mimo, ze uczęszczałam do szkoły rodzenia, bolesne skurcze mnie paraliżowały i miałam wrażenie, ze przychodzi jeden za drugim, nie miałam czasu odetchnąć. Tak wyglądał poród. Nawet pobyt w szpital dobrze wspominam, był czas na odpoczynek, rozesłanie wiadomości...
Powrót do domu... Fifi pod wrażeniem, ale czas powtarzać „brzuch mamy, dzidziuś”. Kiedy karmiłam usiadł na moich kolanach i przyglądał się z bliska
jak narazie pozytywnie jestem zaskoczona, nie widać zazdrości, czasem oczywiście Fifi usiłuje zwrócić uwagę, robiąc rzeczy o których wie, ze mu nie wolno, to normalne, do tej pory cała nasza uwaga była poświęcona tylko jemu. Zauważyłam, ze dużo bawi się teraz sam, nie czeka na mnie, to tez mnie cieszy, chwilo trwaj 
Mąż dzis ostatni dzień w pracy, potem do Nowego Roku ma wolne. Cieszę się bardzo. To będzie wyjątkowy, rodzinny czas.
A co do najmłodszego członka rodziny... przypomina bardzo swojego brata, kiedy ten był mały. W dodatku zachowałam ubranka, wiec to jeszcze potęguje. W nocy śpi ładnie, budząc się do karmienia co 2-3-4 godz. Jednak nie potrafię go odłożyć do łóżeczka, gdy tylko kładę go na płasko, wybudza się, zaczyna mu się ulewac, nosek się zapełnia i ciężko mu się oddycha... mam nadzieje, ze to przejściowe, pierwsze noce były w porządku.
Jest uroczy... pokochałam go tak mocno. Jednak jest tez Fifi, wiec nie mogę poświecić młodszemu tyle uwagi, co Fifiemu kiedy ten był malutki. Nie mogę się wpatrywać w niego godzinami 
Podsumuwując, jest pięknie, jest zmęczenie tez oczywiście. Pisze trochę nieskładnie, trochę od rzeczy, z młodszym synkiem na kolanach, pilnując by starszy nie rozrabiał mocno...
Jestem szczęśliwa 
26go maja 2021r. Pierwszy dzień mamy wyjątkowy dla mnie 😍😍 Mąż już wczoraj dał mi prezent od Synusia 😉 a ja sama dzis poszłam do kosmetyczki tez żeby sobie zrobić prezent 😉 pomimo tego, ze wiem, ze jeszcze nasz Dzidziuś nie jest na świecie i ze jeszcze teoretycznie wszytko może sie wydarzyć, ale stwierdziłam, ze ja już czuje się Mama! Nawet gdyby coś, to będę zawsze mieć w sercu i pamięci Nasz Cud.. i ten czas.. Koleżanka, która tez jest w ciąży wyraźnie mnie zlinczowala jak mogę świętować.. ano mogę.. tak jak Ona nie świętuje tak ja mogę świętować i każda z nas ma prawo do swojego podejścia..
Dzis jestem tez myślami ze Staraczkami (bo tego się nie zapomina.. chociaż bardzo bym czasem chciała..) trzymam za każda bardzo mocno kciuki żeby w przyszłym roku mogły świętować! Jak pomyśle o zeszłym roku to ja nie wierzyłam, ze za rok będziemy w dwupaku... ale będę powtarzać jak mantrę, ze warto walczyć! I mogę śmiało powiedzieć tym, co się pytali „czy nie lepiej się poddać?” - „NIE”!!! „Czy nie szkoda Ci pieniędzy” - „NIE, nie zaluje ani jednej złotówki!” Ciesze się ze walczyłam, ze szliśmy dalej i teraz mamy swoje Szczęście!
Wczoraj za to zostałam zlinczowana tez przez Dziewczynę, która zaszła w 1 cyklu i jeszcze jest niezadowolona, bo nie zna płci dziecka, a jest już po pierwszych prenatalnych, a przecież no musi być syn (ludziom to się coś pomieszało widać), ze za bardzo się wszystkim przejmuje w ciąży i powinnam wyluzować... ze po co mysle o szyjce macicy - skracanie się szyjki - to na pewno jakiś mój wymysł i nie jest to możliwe.. i mój hit - w 2-gim trymestrze Ona już myśli o tym żeby zacząć ćwiczyć zaraz po porodzie (planuje mieć cięcie cesarskie), a najlepiej żeby dzień po porodzie była już płaska jak deska.. i myśli tez o ćwiczeniach teraz w ciąży no i trzymaniu diety.. nie wiedziałam, ze Ona jest taka fanka płaskiego brzucha w ciąży i Jej wysłałam zdjecie mojego zaokrąglonego.. może to zdjęcie tak na Nią podziałało, ze ma teraz traumę i chce już być na diecie i ćwiczyć w ciąży hihihi. Wracając do brzuszka, to moim zdaniem, po co sobie samemu robić taka presję? A jak sobie to może i innym? Czy serio dzień po porodzie najważniejszy jest płaski brzuch? Czy głównym zmartwieniem w ciąży ma być to czy przytyłam 10 czy 20 kg? Czy mój brzuch jest duży czy mały? Dla jednych będzie mały dla innych duży (sama to przerabiam), ale dla mnie osobiście najważniejsze jest żeby Mieszkaniec tego brzuszka był zdrowy i szczęśliwie się zdrowo urodził.. już nie wytrzymałam no i stwierdziłam, ze wole chuchać i dmuchać chociażby na lód, a nie ze potem będę sobie zarzucać, ze przez coś stało się coś Dzidziusiowi, jasne, ze na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, ale jak mogę zminimalizować ryzyko to tak będę robić. Poza tym ja nie mam jak te co zachodzą w 1 cyklu, ze gdyby coś to zajdą od tak w kolejna ciaze.. (tak tez stwierdzilam, no cóż moze i jedna Koleżankę mam mniej..) my Staraczki możemy już więcej nie zajść.. to może być nasz jedyny Cud, ale kto nie przeżył niepłodności to właśnie tak widzę moze miec tak, ze najważniejsze będzie dla Niego żeby w ciąży nie przytyć a brzucha się pozbyć jak najszybciej.. może sama surowo oceniam, ale ciężko mi zrozumieć.. zreszta to chyba jest tak, ze ciąża po staraniach nigdy nie będzie taka, jak u osoby, która zaszła łatwo.. nie mówię żeby nie dbać o siebie w ciąży, ale ja naprawdę mysle, ze mam inne priorytety teraz niż płaski brzuch. Może jestem dziwna, ale mnie ten rosnący brzuszek tak cieszy, bo to uzewnętrznia tak Nasze Szczęście 😍😍 a płaski brzuch - temat ogarne po porodzie jak już będę miała na to sily, czas i ochotę 😉 o tak!
Żeby na koniec było optymistycznie to od tego tygodnia chodzę na gimnastykę dla kobiet w ciąży, także się tam relaksujemy, oddychamy, ćwiczymy na piłkach, ruch i relaks, a może zaprocentuje przy porodzie, a jak nie to działa dobrze na moja psychikę 😉
DWADZIEŚCIA DWA . kurwa.
no i tak pomyśleć jak to do cholery możliwe, przecież macice naprawili, endometrioze zamknęli, owulacja potwierdzona przez gin i trafiliśmy w nią, wyniki męża ok i nic. Niby pierwszy cykl tak naprawdę ale teraz czas będzie leciał szybko, endomenda za chwile znowu zacznie szaleć.
tak poza tym byłam wczoraj na rozmowie kwalifikacyjnej, jestem zadowolona z siebie dobrze mi poszło, czy dostanę pracę nie wiem tak czy siak będę zadowolona. Było 20 chętnych a dwa miejsca jedno na cały drugie na pół etatu. Właśnie czekam na telefon bo mają informować wszystkich czy dostaną pracę czy nie. Nie wiem jakie mam szanse bo mimo dobrze przeprowadzonej rozmowy nie mam doświadczenia w pracy jako nauczyciel w szkole, tylko praktyki robiłam.
aktualizacja godz 12;00 mozna bylo sie tego spodziewac ze po takim rozpoczeciu dnia nic dbrego sie dzisiaj nie wydarzy i nie dostalam pracy, ale bez zalamki mam plan b;)
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2016, 12:12
Dawno nie pisałam ale codziennie zaglądam i podczytuję dziewczyny.
W temacie starań na razie nic, może niedługo uda nam się odebrać auto i zacząć odkładać na ewentualne dalsze próby.
Jakiś czas temu przeszłam małe załamanie, pierwszy raz dopuściłam do siebie świadomie myśl, że to jest po prostu niesprawiedliwe. Wcześniej starałam się tak nie myśleć, bo co jest złego w tym, że inne kobiety zachodzą w ciążę? Chciałabym się cieszyć razem z nimi a nie czuć takiego ogromnego pokładu negatywnych emocji. Dowiedziałam się o ciąży z naszego otoczenia, w pierwszym cyklu bez żadnych obserwacji, do tego to przyjaciele którzy bardzo nam kibicują i na chwilę znienawidziłam siebie za tą zazdrość, ale chyba musiałam to po prostu z siebie wyrzucić. Już kilka dni wcześniej byłam w dość kiepskiej formie psychicznej i to był chyba punkt kulminacyjny. To była okropna noc, okropna rozmowa z mężem, bardzo dużo żalu i łez, ale nie ma tego co by na dobre nie wyszło jednak. Chyba było mi potrzebne takie oczyszczenie bo teraz jest dużo lepiej. Zastanawiałam się nad powrotem na terapię, ale obecnie nie jesteśmy w stanie sobie na to pozwolić. Kupiłam dwie książki Bogdy Pawelec o psychologicznych aspektach niepłodności i pomagają
Mam nadzieję, że teraz kiedy się uspokoiłam to jakoś się poskładam.
Bardzo pociesza mnie mój mąż, który powtarza, że on sobie życia bez dziecka nie wyobraża i kiedyś je będziemy mieć. Zanim podejmiemy ostateczną decyzję o dawcy mąż chce się jeszcze u lekarza upewnić, że nie można już nic zrobić żeby podnieść skuteczność in vitro w naszym wypadku, nie chce mieć poczucia niewykorzystanej szansy.
Ja zapisałam się na aerobik, jem zdrowo, jak przyjdzie co do czego to zainteresuję się może tematem jakiegoś naturalnego wspomagania płodności żeby podnieść szanse tej inseminacji, bo myślę, że do trzeciego ivf jednak nie będziemy podchodzić.
Przez ostatnie dni udaje mi się nie myśleć obsesyjnie o ciąży i jej braku, staram się nabrać jeszcze większej cierpliwości. Staram się nie myśleć o tym co było, nie wiem w którym tygodniu bym była gdybym nie poroniła, pamiętam datę porodu jaką obliczyło bbf ale staram się nad tym nie zastanawiać. Nie ma też stresu żadnego czy się udało w tym miesiącu czy nie, nie ma żadnego oczekiwania, to jednak pomaga. Wiem, że może w przypadku jednym na jakąś kosmiczną liczbę jakoś się udaje naturalnie z takimi wynikami jak nasze ale zdrowiej jest od siebie odsunąć taką myśl. Wolę myśleć o tym, że nigdy nie będziemy musieli używać prezerwatyw, których bardzo nie lubię 
Nie przywiązuję większej uwagi do tego jak wygląda mój cykl, czy może jest owulka czy nie, jak jajniki bolą to niech bolą, jak jest śluz to niech będzie, ale już się nie stresuję czy było jakieś jajo i czy pękło. Przynajmniej taki stres mi odszedł. Pilnuję tylko kiedy zacząć zażywać lutkę. W tym miesiącu świadomie zacznę później, bo gdybym zaczęła czasowo czyli wczoraj, to @ przyszłaby akurat na nasz wyjazd na koncert do Wrocławia, co jest czasem bardzo złym, z przyczyn sanitarnych głównie. Koncert duży i wychodzić z płyty co chwila nie ma sensu.
Paradoksalnie od jakiegoś czasu bardzo poprawiło się w moim małżeństwie. Szczególnie po tym załamaniu, kiedy przyznałam się mężowi, że myślałam nawet o rozstaniu. Chyba obydwoje zaczęliśmy bardziej doceniać to, co mamy. Czasem taki kubeł zimnej wody bardzo pomaga.
A zaraz wracamy do pracy
Nawet się cieszę
Wróci stary rytm dnia i finansowo na pewno będzie lepiej bo wrócą też korki
Planowaliśmy Londyn na jesień, z powodu auta to nie wypali, ale jeśli nic się nie zmieni to może w ferie zimowe uda się nam wyjechać do Holandii
Tam mielibyśmy nocleg więc i koszty byłyby mniejsze.
Na koniec jeszcze jedna ciekawa anegdotka, na drugi dzień po tym moim załamaniu zadzwoniła do mnie ciotka i rozmowę zaczęła od tego, że od kilku dni czuła jakiś przymus zatelefonowania do mnie i rozmowy ze mną, może coś w tym jest?
Dziękuję wszystkim tym którzy mi dopingują i ja również trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny :*
@ ma przyjść jutro... Póki co od trzech dni mam brązowe plamienie i już jestem po małej burzy hormonalnej. Tzn tak mi się wydaje. Już czułam, że zbliża się @ tak więc zbliża się
. Ech... Dzisiaj humor nie najgorszy. Jestem trochę zmęczona i ospała. No i te dreszcze... Siedzę w pracy owinięta kocem i pijąc kolejną szklankę herbaty. Wizja jutrzejszej @ mnie przeraża. Trzeba nadal walczyć o dzidzię. W poniedziałek badania. Trochę się stresuje, ale czego się nie robi
Mam nadzieję, że weekend będzie ładny i słoneczny. Trochę energii się przyda i naładowania. Paski owulacyjne kupione i czekają na swój dzień.
Już po badaniach. Z szyjka ogólnie nie jest źle. W badaniu manualnym calkiem dobrze a wystarczy ja za mocno przycisnac zeby wyszla na usg krotsza. Pan doktor kazał mi sie szyjka nie przejmowac bo szyjka jest elastyczna i najwazniejsze - zamknieta. Beda mi leczyc infekcje bo ich zdaniem to przez baterie dochodzi do skrocenia szyjki. Dostane tez leki rozkurczowe na napinanie brzucha i doktor stwierdził że będzie dobrze. Chyba mu wierze, ale to się okaże czy szyjka sie nadal nie skraca. Szew nie wchodzi w gre, pessar tym bardziej ze wzgledu na infekcje. Także polegiwac i bedzie dobrze. Odstresowalam sie i od razu brzuch sie mniej napina, teraz to w sumie wcale. Przeraża mnie to leżenie ale jakoś wytrzymam. Byle do 36 tygodnia...
Ps. Dziękuję dziewczynki za pocieszenie. Najważniejsze że Wojtek sie ma dobrze 
Minął już ponad tydzień od kiedy rozpoczęłam pamiętnik. Trochę ochłonęłam, mój M mnie postawił na nogi, powiedział "mamy plan, więc działamy". Jestem mu za to wdzięczna.
Dietę kontynuujemy, choc niestety przez ostatni tydzien było kilka okazji aby z niej zboczyć - nasza pierwsza rocznica ślubu! Było bardzo fajnie.. kolacja w miejscu gdzie bralismy ślub, piknik z szampanem w parku.. super!
Ooo, zapomniałam się dzisiaj zważyć, ale do wczoraj moj wynik to -0,9kg! wiec ide w dobrym kierunku! 
Po pierwszym bieganiu nastepne kilka dni moje łydki dochodziły do siebie. Zatem zmieniłam plan i teraz jest nim ROWER! jezdze rowerem do pracy!! JA - kanapowiec deklarowany!
w tym tygodniu 4 na 5 dni byłam rowerem w pracy 

Jestem bardzo z siebie dumna!
Dzisiaj było juz ciężko, zmeczenie calotygodniowe dalo sie we znaki, ale w weekend odpoczywam i w nowym tygodniu z nową energią.
Szkoda tylko ze zaplacilam za parking przy pracy na cały wrzesień 180zł, a z niego nie korzystam, no ale czego sie nie robi dla marzenia fasolki.. Ten abonament na parking to jak karnet na siłownie 
Zgubiłam bransoletke.. ech.. drugi raz juz ja zgubiłam - nie tą samą, M mi po zgubieniu pierwszej kupił taką samą na urodziny
kupilabym ukradkiem nową, zeby sie nie przyznawac, ale co jesli gdzies upadła w domu i ją znajdzie? 
Co słychać w jajnikach - po stymulacji, urosly 3 pecherzyki w prawym jajniku!! Yuppi! bardzo dobrze, bo tylko ta strona sie teraz liczy
W lewym tez cos tam bylo, ale juz nie zwracalismy na to uwagi, bo w lewym jajowodzie wciąż gin widzi wodniaka.. 
Dzisiaj wizyta u gina, podglądająca pęcherzyki czy urosły bardziej i pewnie podanie pregnylu. Boję się że już jakiś pękł i zatrzyma pozostałe i stracimy cykl w ktorym mialo byc IUI...
Mam nadzieje, ze dobrze to gin zaplanował, bo jakos dlugo czekamy na te pecherzyki..
@ zjawiła się o czasie. I mimo iż spodziewałam się porażki to i tak ciężko to wczoraj odchorowałam. Poryczałam się i tyle. Pewnie na mój nastrój miał wpływ nieprzemyślany do końca tekst siostry, która chyba nie do końca jest świadoma jak podziałały na mnie jej słowa. Syty głodnego nie zrozumie i tyle. Przełknęłam gorycz upokorzenia, dopiłam herbatę i powiedziałam, że się w sumie spieszę. Wieczorem @ zapukała i było już tylko gorzej. Na domiar złego przed pierwszą nad ranem wyrwał mnie ze snu ból w podbrzuszu. Dawno mnie tak nie bolało, a jak na złość nie miałam żadnych tabletek przeciwbólowych. Na nospe już od dawna nie reaguje... Zwlekłam się i wygrzebałam nospe z nikłą nadzieją, że chociaż zmniejszy ból, aby pozwolić mi zasnąć. Chociaż tyle...
Dziś jestem nieprzytomna. Kawa nie pomaga i z niecierpliwością czekam aż zegar wybije 16. Wpadnę do domu, wrzucę kurczaka do piekarnika i włączę sobie grey's anatomy, aby się emocjonalnie pociachać bardziej. Jedyny serial na którym płaczę.
Pogoda też nie poprawia nastroju. Czekam na dobre warunki, bo chcę ruszyć w teren porobić kilka fajnych fotek na konkurs, a tu jak na złość dupa.
Ale mam stres. .. dziś wizyta u ginekologa i zobaczymy co on nam wróży. Podejrzewam, że powie "decyzja należy do państwa". Choć mam trochę nadziei ze może jednak nas pokieruje w stronę czy ryzykować czy czekać na badania z poradni genetycznej. Nikt nie mówił że życie będzie łatwe.
I Dominik póki co będzie jedynakiem. Póki co mamy poczekać na wizytę w poradni genetycznej a później na wyniki. Podejrzewam, że tak nam upłynie rok bądź więcej bez starań. . Ale tak ma być bezpieczniej...
No to sobie poczekamy. . Trochę mi smutno bo plany były. .ehh. no cóż trzeba brać co życie daje i cieszyć się z tego co już mamy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2016, 20:58
Właśnie się zapisalam do dr na 1.09 na nfz bo bede musiała miec skierowania od lekarza z nfz na to usg prenatalne z echo serca plodu. I chciałabym wziasc jeszcze skierowanie na pappe na nfz. Mam nadzieję ze go tez dostane a na pappe nie bede musiala jechać 250km do Warszawy bo mam je blizej tylko 70km ode mnie w dodatku jak beda miejsca to na nfz mi przysługuje ze skierowaniem.
Dziś oficjalnie zarejestrowaliśmy w USC naszego synka.
Nie jest już bezimiennym maluszkiem, jest chłopcem z imieniem i nazwiskiem!
Kocham i kochać będę zawsze!!! Nie zapomnę nigdy i właśnie dla niego będziemy walczyć o to by nasza rodzina powiększyła się tutaj na ziemi.
Jest wiele trudności i przeszkód w urzędach i w szpitalu ale nasz syn zasługuje na to! urodził się w paskudnych warunkach więc chociażby teraz należy mu się wszystko co najlepsze!
ginekolog pokazał (na moją prośbę) dzidziusia, ale wydruku nie było, więc Mężowi muszą wystarczyć moje opowieści. dzidziuś był bardzo zdziwiony kto mu tam dokucza, i albo z tego wszystkiego zaczął ssać kciuk, albo machał. ja tam myślę, że machał. wg ginekologa macica jest duża jak na wiek ciąży, więc to że brzuszka nie widać, to nie jest żadne tam halo. ginekolog nawet żartował, że może to jednak bliźniaki, ale na tym etapie to już by musiało być chyba niepokalane poczęcie. płci dalej nie znamy, ale teraz to już wytrzymam do badania połówkowego, które po skierowaniu umówiłam na 12 września. zresztą w ogóle nie nastawiam się ani na chłopca, ani na dziewczynkę, bo po takich staraniach, to człowiek naprawdę nie zamierza wybrzydzać. poza tym zgadzam się, ze słowami kuzyna Męża, który mówi, że oczekiwania pojawiają się dopiero przy drugiej ciąży, bo jak się ma chłopca, to wiadomo chce się dziewczynkę, a jak dziewczynkę to chłopca. z drugiej strony jestem pewna, że jak już poznam płeć to zacznę sobie projektować odpowiednio: albo piękne sukieneczki, albo że synek kopie z tatą piłkę.
6t6d
Wczoraj po obiedzie i dzisiaj rowniez mialam biegunke. Chyba cos nie domaga zoladek po sytym posilku.
Mam smaka tylko na kwasne.
Dawno tu nie pisałam, a to dlatego, że poprostu u mnie dobrze i fajnie, a zwykle /niestety/ pisałam żeby się wyżalić.
Otóż tak:
Dla dzidzi mamy już prawie wszystko (oprócz wanienki).
Mąż jest taki wspaniały, że aż mnie zaskakuje, nie sądziłam, że potrafi być taki czuły i opiekunczy, troskliwy i wogóle...ach... im większy mam brzuch tym większe uczucia rodzicielskie w nim wywołuję. Wczoraj przyznał że się stresuje zbliżającą się nową sytuacją, tak sobie starałam wyobrazić co czuje.
Ogólnie czujemy się bardzo dobrze, poza różnymi dolegliwościami które wiadomo muszą być.
A oto moje wczorajsze przemyślenia na temat porodu:
NIE BOJĘ SIĘ PORODU PONIEWAŻ:
*urodzę zdrowego, wymarzonego synka na którego czekaliśmy trzy lata, on jest dla nas największym cudem,
*nawet jeśli poród będzie bardzo bolał to na pewno nie będzie bolało bardziej niż słowa lekarza: "nie ma szans na naturalne poczęcie dziecka". Z tego też powodu na pewno nie wyleję więcej łez podczas porodu niż wtedy kiedy usłyszałam o naszej (rzekomej) bezpłodności.
*poród jest naturalnym, czysto fizjologicznym procesem i mój organizm będzie wiedział co robić-zaufam mu,
*personel szpitala jest po to żeby mi pomóc a nie zaszkodzić i im również zależy na tym abyśmy byli zdrowi- im też muszę zaufać
*będzie ze mną mój mąż- najbliższa, najkochańsza osoba na świecie-jego obecność daje mi poczucie bezpieczeństwa
*ten dzień otworzy nowy rozdział w naszym życiu.
Świetny artykuł:
http://www.myfertiledays.com/pl/content/fazy-cyklu-miesiaczkowego-i-towarzyszace-im-zmiany-fizjologiczne
grafika pomocna w określaniu śluzu:
https://www.myfertiledays.com/sites/default/files/Knowledge%20Base/myFertileDays_The_cervical_mucus_types_pl.jpg
Cykl rozpoczynam w ostatnią pełnię tego lata
Na dziś miałam zaplanowaną wizytę u ginekologa. Wstałam o 5:30, wystroiłam sie jak szczur na otwarcie kanałów (wreszcie weszłam w moją ulubioną czerwoną spódnicę!), wyczekałam się 1,5 h - a tu wychodzi Położna z gabinetu i rzecze: "nie wiem jak mam to Paniom powiedzieć, ale dr nie stawiła się dziś w pracy, podobno przedłużyła urlop." Noż ... Zaproponowano nam jakiegoś gościa w zamian, ale przecież u niej się leczę, tak ? Taka sytuacja. Przynajmniej przeczytałam książkę "Świat Czarownic" Tom 1 Andre Norton - polecam wielbicielkom fantastyki
Zaraz zabieram sie za Tom 2 
Za to wizyta u diabetologa (od razu trafiłam na takiego, który prowadzi cukrzyce ciążowe) na ogromny + ! Pochwalił mnie, że bardzo dobrze się prowadzę
Mówi, że mógłby leczyć same pielęgniarki - w końcu wszystko wiem. Przyjemny, konkretny człowiek
TSH sprzed 2-3 tygodni 3,135 mówi, że nie jest źle, ale do ciaży słabo - zwiększył mi Euthyrox do 50, a jak test wyjdzie pozytywny mam brać 75 i przyjść do niego na oddział koniecznie. Ogólnie mówił, że jak czuję, że tym razem wyjdzie to on mi wierzy - mówi, że takie przeczucia raczej się sprawdzają. W związku z tym trochę zmodyfikował leczenie.
Odstawił Lantus - szkodliwy w ciąży i przepisał Humulin N, bardzo spodobała mu się moja utrata wagi, dziś już jest 6,5 kg
- od kiedy biorę Euthyrox waga magicznie spada - oby nie przestawała !Po za tym jak tylko test bęzie pozytywny odstawiamy metforminę i przechodzimy na insulinę do każdego posiłku. Na szczęście nie będę musiała się kłóć 8 razy dziennie (czy 9 już nei pamiętam ile posiłków jest na dobę w cukrzycy) tylko dostanę pompę insulinową z WOŚP-u, a jeśli w tym cyklu nie zajdę i w następnym to postaramy się o pompę z NFZ-u. To najmniej inwazyjna metoda leczenia i nie będzie mi przeszkadzała w pracy (pracuję w szpitalu). Do 26 r.ż. należy mi się za darmo przy cukrzycy typu I, później to koszt ok 10 000 zł... i to nie najlepszej...
Ogólnie dzień na plus, zaraz wyjeżdżam do rodziców to trochę popracuję i przestanę sobie wmawiać ciążę - bo później będzie rozczarowanie. Trzymajcie kciuki za testowanie ! Zaplanowałam 22.08. - nasza pierwsza rocznica ślubu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2016, 13:34
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.