no i nic się nie dzieje...
Sprawa niepłodności nie dotyczy jedynie kobiet. Warto, aby badania wykonał także partner, bo tu również może tkwić przyczyna braku dziecka. Dużo zależy od charakteru naszego faceta – dla jednego nie będzie to żaden problem, dla drugiego to temat tabu, z którym ciężko walczyć. Do tego dochodzą problemy dnia codziennego i często napięcie narasta jeszcze bardziej. Z czasem nawet to co było naszym ukojeniem i przyjemnością – seks – staje się mechaniczny, wyznaczany dniami płodnymi. Niestety w przypadku starań o dzieciątko czas nie działa na naszą korzyść…
Oczekiwanie na dziecko to sprawa obojga partnerów, dlatego powinniśmy być w tym razem. Kiedy wszystko zaczyna kręcić się wokół pragnienia dziecka, niepłodności i starań, czar wspaniałego związku często pryska. Na pewno jest spora liczba kobiet, które mają tyle siły by codziennie walczyć, w razie upadku podnosić się na nowo. Jednak nie wszystkie. Są i takie, które po kilku czy kilkunastu miesiącach wpadają w depresję i nie potrafią myśleć o niczym innym. Ja siebie lokuję gdzieś po środku. Staram cieszyć się życiem i tym do dobrego mnie spotyka, nie poddawać się. Ale wiadomo, bywają gorsze dni, gdzie myślę, że to wszystko bez sensu. Na szczęście takich dni jest coraz mniej! Czyżbym przetrwała już swój kryzys?
Czy może kryzys powróci wraz z kolejnym pojawieniem się @ ?
Więcej: Czas starań a nasz związek
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2016, 18:13
Zastanawiasz się kiedy najlepiej zaplanować współżycie maksymalizujące Twoje szanse na zajście w ciążę? Oto kilka faktów, które mogą pomóc Ci to zrobić: plemniki mogą dotrzeć do jajowodów już po 3 minutach od wytrysku i zazwyczaj są zdolne do zapłodnienia przez około 2-3 dni (zależy to od jakości plemników i „przyjazności” środowiska pochwy, np. ilości Twojego śluzu płodnego). Dodatkowo warto wiedzieć, że największa liczba plemników w spermie jest zazwyczaj po 3 – 5 dniach abstynencji seksualnej.
10 dc
Człowiek jest schematyczny.
Czytając bloga towsrodku.pl odkryłam, że mam typowe emocje, reakcje i przemyślenia charakterystyczne dla kobiet starających się o dziecko. I to na prawdę zmienia życie, pamiętam że kilka miesięcy temu inaczej podchodziłam do życia.
I okazuje się, że to typowe, że na wieść o ciąży w bliskiej rodzinie/otoczeniu rozum podpowiada, aby się radować a serce pęka (a logika dalej podpowiada, że przecież mnie nie ubędzie od cudzej ciąży).
Człowiek żyje od okresu do owulacji, od owulacji do testowania. Tłumaczy sobie że odpuszcza, ale nie odpuszcza bo dalej o tym myśli. Po prostu tak jest.
Pamiętam ten moment, dzień w którym przelazła @ dowiedziałam się, że moja siostra jest w 2 ciąży (a kilka mies wcześniej zarzekała się, że 1 dziecko starczy). Zero wspomagania, leczenia, badań, śledzenia cykli. Badania hormonalne tragiczne, lekarze zdziwieni że zaszła i utrzymała.
Zapytała mnie po co biorę wiesiołka.
Czyli szał staraniowy też ją minął, bo chyba niemal każda kobitka wie do czego to.
To jasne, że dopada człowieka poczucie niesprawiedliwości. Ona wiedziała, że tuż po ślubie będziemy się starać. Jednak się przeliczyła, że przejdziemy ciążę równolegle.
I przebywanie wśród rodzin z dziećmi może być przytłaczające. Co dla mnie dziwne, nie wszystkie rodziny z małymi dziećmi działają tak na mnie. Do jednych lubię jeździć, innych nie cierpię. Serio.
Teraz myślę, co zrobić, aby nie zwariować. Jak to wyważyć? Bo wiem, że dzięki mojemu zamiłowaniu do robienia badań w porę wykryłam podwyższone TSH i prolaktynę, które obecnie są w normie. Hormony jajnikowe wydają się ok, tylko te androgeny.... Wszędzie podają, że wpływają na owulację i rozregulowują cykle, a u mnie jest wszystko jak w zegarku. Co do dnia mam cykle 27-28 dniowe.
Biorę się w garść. Od wczoraj wprowadziłam w życie mój plan: wysypianie, łagodne ćwiczenia (pilates), umiarkowane godziny pracy i odpuszczanie.
Ciąża to coś co nadejdzie kiedyś, a ten międzyczas trzeba wykorzystać na własną korzyść.
Teraz muszę wymyślić, jak wyjść tego schematu staraczek. Najgorsze jest ponoć alter ego cierpiące na niepłodność - to ono nie cierpi kobiet w ciąży, głupich żartów o staraniu itp.
Czy wczoraj był jakiś przełom w moim leczeniu? nie wiem..nie jestem pewna.
Po wczorajszej konsultacji ws laparoskopii mam same dylematy.
Najpierw przez pół wieczoru myślałam, że zrobimy jeden transfer na cyklu naturalnym w tym cyklu a jak nie uda się, to dopiero laparo.
Później stwierdziłam, że jednak to bez sensu i od razu idę na laparo, skoro dr powiedział, że polipowate endometrium może nawet uniemożliwiać zagnieżdżenie.
później doszłam do wniosku, że jednak raz zarodek się zagnieździł, więc może to endometrium nie jest takie złe.
co robić!?
do tego dochodzi jeszcze dylemat robienia szczpień. robić teraz skoro będzie laparo i wrócić do kliniki za paręnaście tyg po operacji i po szczepieniach? czy skupić się tylko na laparo.
Ale od początku.
Byłam u dr który jest ordynatorem jednego ze szpitali i wiem, że kwalifikuje na laparoskopie, operował moją przyjaciółkę. No więc wzięłam całą tekę badań i poszłam, mąż wszedł ze mną, bo ma ogromne wątpliwości co do operacji, że mi coś wytną, że mnie uszkodzą itd i chciał być przy rozmowie.
Dr dość oschły, jak większość specjalistów, ale konkretny. Interesowały go głównie wyniki HSG, hist-pat po histeroskopii i hist-pat po łyżeczkowaniu. I pierwsze na co zwrócił uwagę, to, że hist-pat po pierwszej histero zawiera informacje kluczową - "polipowate fragmenty endometrium". Wg dr to może nawet uniemożliwiać implantację i dziwił się, że nikt na to nie zwrócił uwagi.
Co do samej laparo to uznał, że moja torbiel (kolejne jego pyt- czemu nikt jej nie wyłuszczył podczas punkcji?) nie jest duża (niecałe 30mm) i nie jest jeszcze bezwzględnym wyznacznikiem operacji, ale w parze z niedrożnością, tą polipowatością i nieudanymi transferami dobrych zarodków przemawia za faktem, żeby robić operację. Wg niego nie powinnam podchodzić do kolejnych transferów bez laparoskopii.
Stanęło na tym, że wstępnie mnie kwalifikuje, ale mam przyjść 9.01 na usg z wynikami aktualnymi CA125 i ustalimy czy robimy, kiedy co i jak.
Cały wieczór szukałam informacji o tej polipowatości, mało ich. ale to co znalazłam nie jest zbyt optymistyczne. faktycznie może to utrudniać albo uniemożliwiać implantację. czytałam wpis dziewczyny, której lekarka to leczyła łyżeczkowaniem endometrium i gestagenami i podobno trafiały do niej pary po nieudanych IVF u których nikt na to nie zwrócił uwagi.
no i co. od wczoraj cały czas myślę co zrobić. w tym wszystkim jeszcze jest mój dr z kliniki, który o niczym nie wie. w przyszłym tyg mam wizytę, która miała być podglądem endo przed crio i nie wiem czy na nią iść, omówić to z nim czy po prostu pojawić się w klinice po laparoskopii.
ehhh...naprawdę jestem w kropce w jakiej dawno nie byłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2016, 11:23
I święta za nami:)
cięższa o pare kilo wybrałam sie pierwszy raz od długiego czasu na siłownie:)
zsapałam sie jak koń na westernie:)
Owulacja była chyba 19 dc czyli8 rozjazd o tydzien ale pewności nie mam 
1 dc. Dawno nie miałam takich silnych dolegliwości przedmiesiaczkowych. Zanim @ się pojawiła, 2 dni czułam się jak wywłoka. Pierwszy cykl owulacyjny od nie pamiętam kiedy najwyraźniej zrobił swoje. Miał się zakończyć ciążą, a wyszło jak zwykle. Kolejny idzie na straty, bo jedziemy na urlop, więc stymulacji nie będzie, a bez wyjdzie pewnie lipa jak dotychczas. Plus całej tej sytuacji jest taki, że nie będę musiała odmawiać sobie włoskiego winka
.
A więc byłam w czwartek u ginekologa . Bardzo konkretna babeczka wszystko wytłumaczyła co i jak . Zdziwiona była , że poprzednia gin kazała brać duphaston od 18 dc przy moich długich cyklach...Zleciła mi do zrobienia prolaktynę i test glukozy . A za tydzień znowu mam się zgłosić już z wynikami bo będę wtedy miała 17 dc i chce sprawdzić co się tam dzieje bo póki co w 10 dc nic się nie działo...
Od jutra zaczynamy 38 tydzień.
Już tak niewiele Nam zostalo.
Czekamy na Ciebie nasz Skarbie :**
Ogólnie jest dobrze, mimo, że boli mnie chyba wszystko i czuje się jak spuchnięta kulka
:D
Za 9 dni kolejna wizyta, zobaczymy czy coś się dzieje.
Jeju jak nie mogę się już doczekać naszego bąbla :*
6dpt
Rano wydawalo mi sie, ze czuje bole okresowe. Im blizej wieczora, tym sa intensywniejsze. Pewnie to normalne, ale przychodza mi do glowy najgorsze mysli. Piersi nie sa juz tak bolesne jak dotad. Z wielka obawa chodze do toalety.
Mam dość dzisiejszego dnia.
Rano IUI .
Poszło całkiem dobrze. Doktor bardzo przyjemny. Niezły z jego żartowniś, bo zapytał się czy wzięłam z domu macice
. Jeszcze parę "dżołków" sypnął dla rozluźnienia.
Pocieszył że nasienia bardzo dobre. Nie wiem jak to się stało, ale ostatnio mieliśmy 8,40 mln plemników w ml ,a dziś 27 mln. Po selekcji było 18 mln/ml ,a ruch postępowy 73 % .
Jeden pęcherzyk był świeżo po pęknięciu,a drugi robił się chropowaty, czyli zaczynał pękać.
Może koncentracja się poprawiła, bo zaczęłam znowu dawać Przemkowi witaminy , kto wie ...
Potem pojechaliśmy do teściowej i do mojej mamy. Po drodze zaczął nam świrować samochód. Przestała działać klima. Mówię do Przemka "zgaś i włącz silnik" . Niepotrzebnie mnie posłuchał, bo nie odpalił
. Zatrzymałam jakiś samochód aby pomógł nam odpalić na kable, bo Przemek zawsze wozi. I luz. Odpalił i jedziemy dalej.
Nagle zaświeciły się jakieś 3 kontrolki i padło wspomagania kierownicy akurat na ostrym zakręcie. Dobrze że nic nie jechało, bo mielibyśmy zbliżenie
.
No nic. Jakoś dojechaliśmy do mamy.
Ona zadzwoniła do sąsiada ,który pożyczył nam akumulator. Jedziemy sobie spokojnie już do domu i nagle zaczęło się dziać to samo, co wcześniej... tyle że zgasły wszystkie kontrolki, radio, światła. Zawróciliśmy z powrotem do mamy i wzięliśmy samochód taty,aby wrócić do domu..
Jesteśmy już w naszym mieście. Przemek zaparkował, a mi zaleciało paliwem i przed oczami pojawił się dym. Krzyknęłam tylko "uciekaj" i szybko wybiegliśmy z samochodu. P raczej był spokojny. To ja wyleciałam jakby mi szczur przed oczami stanął.
On stwierdził ,że to nie od nas śmierdzi,a ten dym to kurz ! No i poszedł w kierunku sklepu...
Stoję i widzę że ten dym leci z pod maski, wydarłam się do niego i pokazuje. Otworzył maskę i dopiero się zaczęło... wziął szybko gaśnice w razie,gdyby zaczęło się palić. Pod samochodem wielka plama paliwa, smród jak na orlenie, a ja w ryk. Zadzwoniłam do mamy zapytać się,czy tata coś ostatnio robił z samochodem i okazało się,że był zmieniany filtr paliwa i coś jeszcze.
Chyba poszła uszczelka albo coś było nie dokręcone.
Dojechaliśmy jakoś . Bałam się odpalenia auta. W myślach miałam ,że będzie jakieś zwarcie i pójdziemy dymem. W rekach trzymałam gaśnice.
Na szczęście dojechaliśmy. Przemek coś grzebie przy aucie.
W domu oczywiście się wyryczałam z tych emocji. Z tego wszystkiego nie miałam czasu myśleć o inseminacji...
Głupi dzień 
1dc
No i naturals nie wyszedl... co sie dziwic, pol cyklu bylam chora...
Byla mniejsza i wieksza nadzieja, ale finalnie sie nie udalo. Po co wczoraj marudzilam M że widze jakiś cień, skoro juz dzisiaj przyszła @... moglam sie wstrzymac i nie zawracac mu glowy.. Juz nigdy w moje cienie nie uwierzy 
Co dziwne, w tym cyklu nie mialam ani troche bólu piersi, ani troche wkurwa przedokresowego.. ciekawe.
Ale wczorajsze pobolewanie, ciągnięcie podbrzusza, głownie z lewej strony dawalo nadzieje, ze moze jednak ktos sie tam mości.. No i potem wątpliwy cien - po czasie bo po czasie, ale jednak cos tam wypatrzylam 
ale juz chyba wiem co to za cienie widze. Jak dobrze sie przyjrzałam testowi, to sama kreska testowa byla biała, bielsza niż reszta testu, a cień utworzył sie z boku, na granicy tej kreski testowej. Takze teraz juz bede wiedziala, ze to nic nie oznacza na tescie DOZ.
Jak sie czuje?.. hmm... o dziwo nawet nie przezylam zalamania jak zobaczylam okres. moze dzieki temu ze robilam testy juz od kilku dni i caly czas byly negatywne, to sie do tej mysli przyzwyczailam...
A moze dlatego, że M mi powiedzial, że tak naprawde to od kilku miesiecy (3-4) dopiero tak naprawde chce dziecka i go dotykaja porażki, wiec moze juz zrobmy te in vitro... Wiec co prawda od niedawna, ale mimo wszystko teraz wiem, ze nie jestem w przezywaniu sama, i mamy jakis plan.
Meczy mnie praca.. nie sam fakt pracowania, tego co robie. ale to że juz od dawna wg moich planów mialam byc na zwolnieniu ciazowym, albo na macierzyńskim a ja wciaz tkwie tym samym miejscu... Pracy nie zmienie, bo bez sensu teraz, bo przeciez moze zaraz zajde (rok temu mialam ten sam dylemat... i minal juz rok)..
Niedlugo mam takie szkolenie, gdzie mam przygotowac odpowiedzi na pytania - co mnie w pracy motywuje, jakie mam ambicje, plany zawodowe na najblizsze 2 lata... chcialabym im wykrzyczec, ze motywuje mnie teraz tylko to że zaraz moze pojde na l4... że moje plany i ambicje na najblizsze 2 lata nie maja nic wspolnego z karierą, tylko rodziną... ech.. no ale tego nie moge powiedziec... cos bede musiala wymyslec..... poprosze M o pomoc...
Musze sie umowic do gina...
31+0
Uf zakupy dla chlopcow do przedszkola zrobione. Kupilismy im super plecaki z Jack Wolfskin. Bidony i pudelka na sniadania. Do tego udalo mi sie dorwac fajne spodnie i kurtke przeciwdeszczowa z podszewka dla Maximiliana a polowalam na takie od kilku miesiecy ale nic fajnego nie bylo. Do tego nowe kalosze bo ze starych tez juz wyrosl a do przedszkola taki stroj na deszczowa pogode jest potrzebny. W sumie to pochodzi w nim moze z 10-15 razy i juz wyrosnie ale stroj musi byc. Wzielam wiekszy numer i licze ze z trzy lata bedzie go mial. Stary stroj i kalosze niemalze jak nowe przechodza na Julianka wiec dzieci do przedszkola sa gotowe. Jeszcze tydzien i je zaczniemy
Przy okazji kupilam Christiankowi sliczny komplecik na sesje zdjeciowa ktora bedziemy robic w szpitalu na drugi dzien po urodzeniu. Starsi chlopcy tez mieli taka sesje i jest to cudna pamiatka wiec teraz tez jej sobie zalowac nie bedziemy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2016, 20:45
Dziewczyny tak mi ciezko.Ostatnio tylko same problemy ;(
Ciąża zakończona 28 sierpnia 2016
Nie wiem czy to ma dobry wydźwięk. Zwkłaszcza tu, na portalu staraniowym.
Ale jak tam sobie popłakiwaliśmy i już próbowaliśmy pocieszać, stwierdziliśmy, że jedyny plus w tej sytuacji, że dzieci nie mamy, że nie musimy się martwić o ich przyszłość w obliczu tego co się dzieje tuż za naszą granicą. Dziś rano słuchając wiadomości trochę się przeraziłam. Putin robi się coraz bardziej nieobliczalny. Przecież zrobienie katastrofy na skalę Europy jest w zasięgu jego ręki...
18+1
Mój ciążowy spokój został mocno zakłócony...
Zmarła moja ukochana babcia, nie zdążyłam jej powiedzieć, że zostanie prababcią, a ona tak bardzo na to czekała 😭 Załamała mnie ta wiadomość, z tego wszystkiego trafiłam na SOR z ostrymi bólami brzucha, po kontroli u mojego lekarza prowadzącego dostałam dwa tygodnie zwolnienia, bo mam strasznie napiętą macicę, mam odpoczywać i się nie stresować. Pierwszy raz w życiu jestem na takim długim zwolnieniu i nie bardzo wiem co ze sobą zrobić 🤷♀️ Teraz muszę zadbać o dzidziusia i o siebie i to jest najważniejsze. Mamy już prawie 200g synka ❤ Imienia nadal brak 🤭
36dc
Wczoraj spędziłam cały dzień na zmianę w łóżku i na kanapie, tak mnie brzuch boli (jajniki?), że nie umiem się wyprostować. W nocy aż się budziłam z bólu 
Dzisiaj siedzę 12h w pracy i do brzucha doszła zgaga, jest super...
Temperatura robi co chce, jest podwyższona od luteiny.
Od pięciu dni biorę tą cholerną dopochwową luteinę na wywołanie i na @ nadal nic nie wskazuje 
Postanowiłam, że 8 dnia brania luteiny nasikam jeszcze raz na test, bo gin powiedział, że mam ją brać 7-10dni i jeszcze w trakcie brania powinno pojawić się plamienie, a tu dupa...
Znowu śniło mi się dziecko.
Malutki, może miesięczny chłopczyk. Mój. Że urodziłam go we wrześniu, a ten bolący brzuch to były właśnie skurcze porodowe.
Mama powiedziała, że mam się niczym nie martwić, bo dopóki ona jest przy mnie, to ze wszystkim sobie poradzimy, że mi pomoże i nauczy jak się zajmować maluchem. Chciałam go jeszcze nakarmić, ale miałam bardzo mało pokarmu, albo mały nie był głodny. Pojechałam więc do pepco kupić chociaż pampersy, bo nie miałam w domu nic. Pampersy, mleko modyfikowane, pieluchy tetrowe i jakieś ubranka. Okazało się, że nie miałam gotówki i musiałam wrócić do domu. Najpierw samochód nie chciał odpalić, a potem biorąc zakręt lekko stuknęłam jakiś biały samochód, bo było ślisko od błota ze śniegu.
Znajoma, którą znam od przedszkola, była też w ciąży, sądząc po brzuchu, już na finiszu. Skręciła kostkę idąc na niebotycznie wysokich szpilkach.
Później nie umiałam znaleźć drzwi do mieszkania, gdzie było moje dzieciątko. Spał przykryty brzydką kołderką, ale jak tylko nachyliłam się nad łóżeczkiem obudził się i zaczął uśmiechać, a ja zaczęłam go tulić.
Chyba jestem stuknięta.
Było jeszcze coś o bliźniętach, ale nie pamiętam.
Wczoraj zauwazylam pomiedzy sluzem troche krwi pomyslalam sobie spoko wkoncu to 28 dc wiec @sie rozkreci lada chwila no ale mamy juz dzis tamten incydent sie nie powtorzyl @jak nie bylo tak nie ma co prawda dzis pomalu mnie brzuch zaczyna pobolewac wiec moze dzie. Zalezy mi ze jak @,ma przujsc to niech przychodzi jak najwczesniej bo 3 pazdziernika mam wizyte u nowrgo gina i jak mi sie @ co miesiec bedzie spozniac to wypadnie mi ze w wizyta bedzie w trakcie okresu jak masz sie spozniac szkarado to lepiej wogole nie przychodz a kysz
4 dni po terminie @, 30 dc.
Oczekiwanie na @. Brzuch mega boli. Bardziej po lewej stronie. Testu nie robię, choć bym może chciała - sama nie wiem 
Zmęczona jestem jakaś dziś i to mega i jeszcze ten brzuch.
Planuję, że jak @ nie pojawi się za 7 dni, to 5 września zrobię test 
Wtedy już bym była w 37 dc 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.