kasia03 Czy kiedyś się uda??? 15 września 2016, 19:03

21 dc.Na pewno nie takiego,w którym zaszłam w ciążę.
Pora to napisać.
W pn jestem umówiona do gina w Gamecie.W najbliższą środę będzie 1 dc(nowego).Cyklu,w którym zamierzamy podejść do in vitro.T zrobił ponowne badania nasienia.Liczba plemników 4 mln/ml,w ejakulacie 17,6 mln.To jest efekt żylaka powrózka,który stwierdzono.Pewnie 9 lat temu kiedy poczęliśmy córkę nie było tego żylaka albo był dużo mniejszy i wyniki były lepsze.Najgorsze jest to,że nie jestem przekonana,że na pewno chcę przechodzić tę całą procedurę.Z drugiej zaś strony jeśli chcę jeszcze urodzić dziecko to jest to ostatni dzwonek.I ostatni cykl przed kolejnym wyjazdem T.
Mam okropny mętlik w głowie.Okropny.

POZA TYM NIGDY NIE PRZYPUSZCZAŁAM,ŻE NIEPŁODNOŚĆ TAK BOLI.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2016, 19:04

2 dc, poprzedni trwał 24 dni. Nic nie wyszło z owulacji okołourodzinowej.

Miałam, w sumie mieliśmy, fatalny weekend. W sobotę Mężuś powtórzył badanie.

Testosteron 2,41 (norma 1,42 - 9,42);
glukoza 113.

Testosteron powtarzał po 1,5 miesiąca, po miesiącu intensywnej kuracji hormonalnej, glukoza 2 tygodnie brania metforminy. Testosteron spadł (z 3,50), glukoza bez zmian. Nie mamy pomysłu. Oczywiście od jutra znowu zaczyna dzwonić po lekarzach. Ale naprawdę nie mamy pomysłu. Mety prawdopodobnie będzie musiał przyjmować około 3000 mg dziennie, bo tyle przypada na jego masę (przyjmuje się dawkę leczniczą 30 mg na 1 kg masy ciała). Do tego znowu ma rozjechane hormony. I po roku czasu walki z niepłodnością, nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie - "Dlaczego hormony nie są stabilne?". Ogólnie idzie do lekarza z pomysłem na ten żel z testosteronem podrzucony wcześniej. Do tej pory go nie brał, bo przyjmowany zewnętrznie testosteron zaburza jego samodzielne wydzielanie, jakby rozleniwia organizm.

Pokłóciliśmy się masę razy. O groszek zielony, kiełki rzodkiewki i dziurawe bokserki. Bo MY się przecież nie kłócimy o tematy ważne, jak NIEPŁODNOŚĆ!!! MY mamy tematy zastępcze. I w związku z tym kłócimy się o to, że Mężuś "już rzygam groszkiem" i "nie będę jadł kiełek, bo czuję jakbym jadł włosy łonowe", "no i oczywiście, że zrobię, jak chcesz i wyrzucę moje ukochane bokserki (mają tylko 15 dziur, nadają się do chodzenia jeszcze), będzie jak chcesz!!!"

Próbowaliśmy wszystkiego. I chyba przyszedł czas wywiesić białą flagę i stwierdzić, że to koniec. Ja wiem, że przecież to "tylko" 1 ivf. Ale poprzedzone takimi badaniami, że szok. I każdy kolejny dołek skutkuje coraz większą rozpaczą (o ile rozpacz jest mierzalna). Został nam accofil, prograf i jakieś inne pierdolety. Może więc nie próbowaliśmy wszystkiego, ale tak psychicznie próbowaliśmy wszystkiego. Wiecie o co mi chodzi? Jesteśmy tak wypruci psychicznie, że przynajmniej ja nie mam siły i się poddaję w tej walce. Dziś to ta szmata pier.olona, bura suka - niepłodność - wygrywa. Niech ma. Niech włoży koronę zwycięzcy. Może jak będzie się szczycić tym złotkiem na głowie, może wtedy, gdzieś po cichu uda mi się zostać rodzicem? Hm? Dziś jestem w takim stanie, że powiedziałam Mężusiowi, że mam dosyć czekania na poprawę jego wyników. Ja znam teorię, wiem, że źle zrobiłam. Tylko ja naprawdę mam dość. 3,5 roku starań (wiem, że są bardziej wytrwali wśród nas), wcześniej 2 lata przekonywania go do tej decyzji. I dziś całą sobą czuję, że nie mam energii na dalszą walkę, że potrzebuję tej energii z zewnątrz, że to Mężuś musi mi ją dać, tak jak ja przez ostatni rok pakowałam energię w niego. Powiedziałam mu, że jestem zdecydowana na dawcę. Skoro on już rok temu to zasugerował i nie wierzył w leczenie, to być może ja potrzebowałam przejść to wszystko, żeby się zdecydować na ten krok. Odpierd.liło mi i myślę super egoistycznie - chcę być w ciąży, tak po prostu, chcę być w ciąży. Przestało mnie obchodzić z kim. Skoro nasze rodziny i tak nie wiedzą, on od dawna jest zdecydowany, to dlaczego mam czekać? Jego nasienie albo się poprawi albo nie, a i tak jak się poprawi to w dłuższej perspektywie czasu, a mój organizm nie młodnieje, jajeczka się starzeją, nie mam na co czekać.

6 miesięcy złotego okresu po laparoskopii minie 24 grudnia.
6 miesięcy złotego okresu po ostatnim szczepieniu minie 7 kwietnia.

Jest jedna dobra rzecz. Na diecie od dietetyka klinicznego Mężuś schudł 1,5 kg, w talii 5 cm, w brzuchu 3 cm, w biodrach 9 cm. Dla mnie jest to niezauważalne, natomiast spotkaliśmy dziś na spacerze koleżankę i ona powiedziała do niego "Ooo, znikasz!". Tydzień diety, na której czuje się syty i nawet powiedział, że niektóre posiłki są zbyt obfite.

Czyżby najgorsze już za mną?
Bilans
3 dni zwracania absolutnie wszystkiego łącznie z wodą i ciągłych mdłości bez chwili przerwy
1 dzień na niemal samej wodzie, też w niedużych ilościach
2 dni na wodzie i jednym posiłku
-3kg na wadze
spadek sił do 0 absolutnego.
Nabycie świadomości, że czopki przeciwwymiotne nie działają :P
Miałam ochotę zakopać się w ogródku.
A od przyszłego tygodnia zostaję z Zosią sama. Z jednej strony się cieszę, bo jednak niania to chyba nie dla nas. Zosia zaczęła się hm, tak to nazwę, bo nie chce mi się wymyślać porządnej nomenkulatury, trochę niegrzecznie zachowywać. Niania daje jej do jedzenia na spacerze różne dziwne rzeczy (biszkopty, ptysie w cukrze, kiwi...) no i usypia ją twardo jak najwcześniej. Buła, która do tej pory stanowiła bonus w wycieczce do sklepu stała się stałym elementem diety. Nie dawałam młodej mleka przez dłuższy czas, a krostki ciągle się pojawiają, więc na moje to jednak nie mleko krowie...
Z drugiej strony mam spore wątpliwości czy damy sobie radę. Czy nie zbiedzę mojemu dziecku jeszcze co najmniej kilku tygodni moim brakiem sił i mdłościami.
Poza tym trochę się boję o groszka, bo było na prawdę nie ciekawie. Chyba chciałabym podejrzeć szybciej niż za kolejne 3 tygodnie czy wszystko jest ok...
Nowe słowa
Duzie (duże), pies (już nie au au), kot, kon (koń), puste, pisie (pisze), oć (chodź), moj (mój) i dużo więcej, aż nie sposób spamiętać.
Ostatnio spała ze mną od 6:30. Przed 8 czuję, że coś się przemieszcza po łóżku, włazi mi na głowę, otwieram oczy, a tam pochylona nade mną uhahana paszcza mówi "kuku" :D

Psychicznie dalej dobrze, głównie dzięki temu, że mały jest grzeczny, nie straszy mamy i rusza się sporo i wyraźnie :)

Dziś według belly i "W oczekiwaniu na dziecko" zaczęłam 9 miesiąc! 36tc, to już zaczyna brzmieć poważnie :) Fizycznie czuję się zaskakująco dobrze, myślałam, że na tym etapie będzie już gorzej. Męczę się szybko i podczas dłuższych spacerów lub gdy zbyt szybko idę bolą mnie więzadła (w Ikei wręcz poczułam parę skurczy, wystraszyłam męża jak cholera :D wszystko przeszło, gdy wróciliśmy do domu i odpoczęłam, i nic się nie działo od tego czasu, więc zakładam, że po prostu wtedy przeholowałam). Trudno mi się skoncentrować nad czymś przez dłuższy czas. Z obu tych względów cieszę się, że jestem już na zwolnieniu i okazjonalnie tylko pomagam mojej zastępczyni, nie wiem, jak dałabym radę pracować na tym etapie. Wiem, że większość kobiet w USA pracuje praktycznie do porodu i zupełnie szczerze nie mam pojęcia, jak one to robią, bo przecież sporo z nich czuje się gorzej niż ja, a ja już siebie naprawdę w pracy na 8h nie widzę. Z perspektywy czasu widzę, że najrozsądniej byłoby, gdym poszła na zwolnienie o miesiąc wcześniej, od początku sierpnia, i zapisuję to tutaj dla pamięci jako wskazówkę na potrzeby planowania kolejnej ciąży :D

Wracając do objawów i niedogodności ciążowych na etapie skończonego 35tc:
- jak dotąd zero opuchlizny jakiegokolwiek rodzaju - oby tak dalej!
- okazjonalna zgaga
- niespokojne nogi, zwłaszcza wieczorami - masakra!
- coraz trudniej znaleźć wygodną pozycję
- pobudki na siusiu w nocy - minimum 2x, w gorsze noce nawet 4
- problem z pochylaniem się lub kucaniem - brzuch przeszkadza!

Ogółem naprawdę nie najgorzej, z tego co widzę i słyszę ciąża dokucza mi stosunkowo w niewielkim stopniu.

Z nieoczekiwanych pozytywów - mogę używać brzucha jako podstawki na kubek z kawą! :D

Ze spraw pozaciążowych lub luźno z ciążą związanych:
1. mój mąż dostał awans! I praktycznie jednocześnie propozycję pracy w innej firmie :) Zdecydował się przyjąć awans ze względu na wszystkie przywileje pracownicze, które przysługują mu u starego pracodawcy ze względu na staż. Najlepsze jest w tym, że koniec z jego pracą na 4 zmiany - teraz tylko pn-pt 8-16 lub 9-17 :) O tyle łatwiej wszystko teraz planować i wreszcie nie chodzi taki zmęczony :) Ładnych parę lat żyliśmy z jego zmianami, więc jestem przeszczęśliwa z tego powodu :)

2. Podjęliśmy próbę zmiany naszych nawyków jeżeli chodzi o sprzątanie - w końcu za parę miesięcy będziemy mieli pełzaka, który lubi lizać podłogi... Na razie eksperyment bardzo udany - nasze mieszkanie chyba nigdy nie było tak czyste i to przez tak długi czas :)

3. Mam już wyprane wszystkie ubranka, pościel i pieluchy tetrowe i flanelowe, zostały mi do wyprania już tylko kombinezony i kocyki do wózka. Z prasowaniem jestem mniej więcej w połowie, głównie dlatego, że od dłuższego stania przy desce zaczyna mnie ćmić podbrzusze, więc robię to kawałkami.

4. Dostałam od koleżanki rekomendację co do pediatry, więc zamierzam w końcu załatwić formalności w przychodni :)

Ezia90 Akcja bobas! 15 września 2016, 20:26

Jestem dwa dni po owulacji ( tak mi sie wydaje) a ja juz sie nie moge doczekac testowania!


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 września 2016, 14:47

9 Dc...


Juz po plamieniach...przez dwa ostatnie dni mialam wodnisty sluz a teraz sucy
Moj organizm jest dziwny....

Czytam was dziewczyny..i trzynam kciuki za Nas wszystkie;-)

anemic Wielkie chcenie ... 15 września 2016, 21:03

Tempka leci. Okres powinien być za dwa dni. To kiego grzyba leci teraz? A niech sobie leci.

anemic Wielkie chcenie ... 15 września 2016, 21:03

Tempka leci. Okres powinien być za dwa dni. To kiego grzyba leci teraz? A niech sobie leci.

Karo-Linka My też chcemy być rodzicami 16 września 2016, 09:19

Wczoraj przyszedł okres, o czasie. Zaczynam tabletki anty.

2rcohtx.jpg
A tak wygladamy po skończonych 9 tygodniach ! :)
A co tam u was mamuśki ? :)

Jeśli starasz się o dziecko bez rezultatów już od pewnego czasu, postaraj się nie obwiniać siebie ani swojego partnera za zaistniałą sytuację. Problemy z płodnością mogą zbliżyć Was do siebie lub wręcz przeciwnie oddalić. Traktuj to jako wspólny problem (a nie tylko jednej ze stron, tej po której może leżeć przyczyna problemów) oraz jako kolejne wyzwanie któremu musicie stawić czoła razem.

13 dpo,temperatura taka, jak wczoraj : 37 stopni. Test ciążowy zrobiony wczoraj po pracy i dziś na rano - negatywne. Czyli jedno wielkie zrównanie z ziemią. Jutro - spadek temperatury i okres. Ten cholerny drugi skok dał mi tak dużą nadzieję...Złość, rozgoryczenie i ogromny zawód.:(

Sheis 2 niepowodzenia 16 września 2016, 06:42

Jestem po zabiegu. Zatrzymanie ciazy na podobym etapie co poprzednia. Chyba jeszcze to do mnie nie dociera.

Dziś 33 dzień cyklu.
Jutro termin @. No ale wczoraj test wyszedł mocno pozytywny. Więc cokolwiek się stanie to już raczej napewno nie ciąża biochemiczna.

Boję się. Najtrudniejsze będą dla mnie dni 51 i 53 dzień cyklu. Wtedy poronilam.

Od dwóch dni wcinam duphaston. Mam na 17 dni zapas. Wtedy lekarz.

W poniedziałek i środę beta hcg.


3majcie kciuki proszę!

10 Dc...

Spuchlam dziwnie jakos tam w srodku moze to jakas infekcja.jutro po cos do apteki.

Ciekawe czy po malu owulka sie zbliza.

Sluz wodnisty...

7 tygodni i 6 dni

W sumie to się nic nie dzieje, oprócz tego, że wydaje mi się że się zaokrągliłam na brzuszku. To znaczy nie byłam jakoś specjalnie szczuplutka, ale już widzę, że moje ulubione jeansy, dość dopasowane sprzed ciąży, już teraz nie dopinają się. No cóż...
Waga stoi w miejscu i przeszło mi przez myśl głupi osąd, że z dzieckiem jest coś nie tak, bo przecież powinnam "rosnąć". Ale odganiam te złe myśli i staram się normalnie funkcjonować.
Z T. nie rozmawiamy o ciąży. Po ostatniej stracie wciąż tylko się pyta, czy nie krwawię. Mam wrażenie że odsuwa od siebie ból ewentualnej porażki, że jest jeszcze bardziej wrażliwy niż ja. Dlatego jest to temat tabu w naszym domu.
Nasz syn jeszcze nie wie o tym, że będzie miał rodzeństwo. Słyszę różne opinie na ten temat. Jedni mówią, że powinien już wiedzieć, a inni, że powinniśmy zaczekać. A moje zdanie jest mieszane. Ale skoro temat tabu obowiązuje jeszcze w naszym domu, to może i lepiej, że Antek niczego nie wie...
Rodzina też jeszcze. Wiedzą tylko u mnie w pracy i kilkoro znajomych. Tak jest lepiej.
Poza tym mam mega apetyt. i Naprawdę się dziwię, że waga stoi w miejscu. Rano zjadłabym wszystko, a wieczorem przestaje mi się chcieć cokolwiek. No, oprócz spania! Spać mogę wszędzie i w każdej pozycji. Wystarczy, że przyłożę głowę do czegokolwiek ;)
Piersi mam wielkie i ciężkie, i mega wrażliwe. Najlepiej spałabym w staniku. Nie mówiąc już o tym, żeby je dotknąć...
To tyle co u mnie. Mam nadzieję, że nasza kruszynka się rozwija, że rośnie i że za dwa tygodnie będziemy mogły się bliżej poznać :)

Samara Oprócz błękitnego nieba... 16 września 2016, 11:20

Piątek - całe szczęście! Czekałam na niego cały tydzień. Nic mi się dziś nie chce. Nie chce mi się nawet chcieć. Czekam na 16 i zamykam ten pierdolnik.
Ciągle nie mogę uwierzyć, że się nam udało. Mam też o wiele lepsze przeczucia co do tej ciąży, niż do poprzedniej. Wtedy jakoś przeczuwałam, wiedziałam, że się nie powiedzie. Tym razem jest inaczej. Mam w sobie wewnętrzny spokój. Dziś powtórzyłam betę. Po 16 odbiorę wyniki. Zrobiłam też kontrolnie morfologie. Nadal czekam na wynik progesteronu. Może będzie na 27-09... Uroki mieszkania na zadupiu. W naszym szpitalu tego nie robią i wysyłają do innego. Próbka pójdzie dopiero we wtorek, no i co najmniej tydzień czekania.
Dziś pojadę się też umówić na wizytę do mojego gin. Ciekawe kiedy będzie mógł mnie przyjąć...
P. ucieszył się jak mu powiedziałam o ciąży (bardziej niż za pierwszym razem) i teraz wypytuje kiedy będę miała duży brzuch...

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 20 lutego 2022, 18:39

po wizycie u gina- na jajniku torbiel krwotoczna 6 cm.
nie mogę dźwigać, schylac się zbyt raptownie, podskakiwać, żeby się nie skręciła. wczoraj jeszcze bolała, ale dzisiaj już na szczęście przeszło :)
jutro usg ślinianki. mam nadzieje, na dobre wieści :/
Abbi, bardzo dziękuję za wsparcie ❤

Dopiero dziś mnie wypuścili ze szpitala. Jestem zmęczona, z obolałą cewką i z nadzieją, że koszmar się skończy. Przede mną jeszcze terapia antybiotykami dalej plus mąż. Na dodatek znalazła się insulinooporność, test tolerancji glukozy wyszedł dobry, a po pół godzinie mało im tam nie odjechałam, trzęsłam się, zalałam potem, twarz mi mrowiła, bach glukometr i jest winowajca. No ale nie o tym, bo we wtorek sfrunął do mojej sali anioł w białym fartuchu. Anioł przeglądał moje wyniki, marszczył czoło i stwierdził "jestem pani potrzebna". Tym aniołem okazała się lekarka, naprotechnolog, przejrzała moje wykresy, wypociny, wyniki, zrobiła wywiad i jak ten cukier tak mi zjechał, to prawie tańczyła z radości. "Wiedziałam" - krzyknęła. Potem porozmawiałyśmy, ustawiła mi leki, dostałam metformax, miovaian czy jakoś tak i duphaston na przykrótką fazę lutealną. W moim przypadku będziemy "robić dzidziusia" pod osłoną antybiotyków... Coś w tym jest, bo odkąd zaczęli podawać mi antybiotyk, to mam tak piękny śluz, jakiego nie widziałam od półtorej roku, odkąd zaczęłam chorować. Zdecydowaliśmy z mężem, że chcemy żeby ta lekarka nas prowadziła no i mój ginekolog oczywiście też, bo ona mi hsg nie zrobi (o ile będzie potrzebne). Jakoś tak dała mi kobieta nadzieję, jest niesamowita, ta jej szczera radość, zaangażowanie, sama twierdzi, że to uwielbia. Na koncie ma 500 ciąż, wiele beznadziejnych przypadków, gdzie dziecka nie miało być,a jest, ma wiedzę i jest bardzo sympatyczna, a cennik ma przystępny. Na dodatek ustawiła mi to wszystko za darmo. Powoli odzyskuję wiarę, że się uda, wiem, że jeszcze troszkę muszę być cierpliwa. Kazali się bzykać, bo jak się śmiali - idzie pełnia ;) Tylko jak to robić jak cewka jeszcze piecze...? Mooooże jutro przejdzie :) Modlę się, żeby już być zdrową, żeby końskie dawki antybiotyku zakończyły trwający półtorej roku koszmar. Może metformax też wpłynie dobrze na pęcherz? Acha - i się przeziębiłam.... leżąc w szpitalnym łóżku, niewiarygodne.... :)

31dc, 13dpo

Nie planowałam testowania w tym cyklu i nie robiłam sobie najmniejszych nadziei, ale ze względu na dzisiejsze urodziny męża postanowiłam jednak nasikać na patyk :P negatywny wynik w ogóle mnie nie zaskoczył, ale gdyby jakimś cudem wyszedł pozytywny to miałabym najlepszy prezent ur na świecie - no niestety :)

Powiedziałam swojemu o tym ze zrobiłam rano test - normalnie nie mowię bo po co - i ze plan był taki ze jak wyjdzie pozytywny to dałabym mu na ur pudełko z testem w środku i bucikami. On na sama myśl o tym ucieszył sie jak dziecko i powiedział ze byłby to najlepszy prezent na świecie i ze miałam super pomysł :P potem gamoń dodał jeszcze ze powinnam była i tak to zrobic i dopiero jutro wyznać mu prawdę ze mie jestem w ciąży, bo przynajmniej miałby najlepsze urodziny w życiu Haha ten to ma pomysły :D

No nic, mam nadzieje ze jutro wreszcie zacznie spadać temp i ze @ przyjdzie najpóźniej za 2 dni :) jak na razie nic na jej przyjście nie wskazuje hrrr

Aha jeszcze a propos szyjki macicy - przez to ze od ponad tygodnia biorę tabletki dopochwowe to przy okazji zaczęłam badać szyjkę, oczywiście nie mam w tym żadnego doświadczenia wiec średnio mi to wychodzi :P Z badaniem wysokości i twardości jeszcze jako tako daje radę, ale nie mam pojęcia czy jest otwarta czy zamknięta. Cały czas Od kiedy zaczęłam badać szyjkę miałam wysoko i twardą, aż do przedwczoraj kiedy troszeczkę zmiękła i obniżyła sie delikatnie. Wczoraj zauważyłam rownież ze mam mocno rozpulchnioną pochwę co przełożyło sie na super doznania w łóżku dzisiaj ;) hehe oczywiście na podstawie tych rzeczy nie wyciągam żadnych wniosków, bo czytałam troche internet i z tego co widze to nie ma jednoznacznej odp jak powinna wyglądać szyjka przed @ a jak na początku ciazy - co kobieta to inne doświadczenia :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2016, 20:58

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)