jestem w 13dc
ciekawe czy owulacja będzie czy nie
cały czas mierze temp. ale jest to trudne bo pracuje na zmiany i to do tego nocne
temperatura mi skacze i nie wiem czy to ma sens.
ale nic będę mierzyć dalej.
5+2
Lekarz zadzwonil!
Tak mial w poniedzialek ale zadzwonil dzis.
Na poczatku nowego tygodnia mam do niego isc, pujde we wtorek 
Beta z wczoraj 2171 
I teraz pytanie... Nie za maly pecherzyk do bety?!?! Ciagly strach... Nic wiecej..
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 14:50
Wczoraj dość długo rozmawiałam z M na temat naszych starań - dlaczego one tyle trwają...dlaczego mamy pod górkę. Co dalej z pracą - co jeśli w przeciągu kolejnych prawie 2 lat się nie powiedzie - przecież nie będę siedziała w tej pracy, bo wypalam się psychicznie, a lepsza kasa też by się przydała.Sama już nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. Przecież ot tak nie porzucimy 9 miesięcy starań, badań, leków suplementów...Gdybym miała choć cień szansy,że się uda.Tracę po prostu wiarę.To jak jakieś pieprzone zamknięte koło...
Oby HSG doszło wreszcie do skutku.Może w końcu z tych bakterii się wyleczę i będziemy mogli wreszcie podejść do sprawdzenia tej drożności.A swoją drogą - kurde jak można mieć bakterie i nawet nie mieć żadnych objawów ? Zawsze jak miałam jakąś infekcję, to swędziało, piekło.A tu nic.
Gdybym wiedziała,co dalej...
Smutno mi Boże...
I jeszcze do tego Trump zostanie prezydentem USA! Trump!
Nie zdziwię się, jak zrobi im tam taki Kaczogród jak nam Jarosław. A ja tak kibicowałam Hillary! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2016, 11:26
testu na cytokiny nie powtarzałam jednak w piątek, mąż zabronił się ciągle badać i badać, bo skoro dr nie kazał powtarzać, to po co sama kombinuję? cokolwiek by nie wyszło to dalej niewiadoma, czy się crio uda czy się nie uda i czy z tego powodu czy z innego. natury się nie zbada. muszę być dobrej myśli.
w piątek 10dc dr potwierdził termin crio na 14.10. biorę ostatnią 6dniową blastusię 4AB. rano zrobiłam hormony dla swojego spokoju: prog superniski 0,05, estradiol ładny 1114, antyTG 19. Endo miało 10mm. od soboty zaczęłam brać encorton, w dzień transferu będzie drugi wlew z intralipidu. zwiększyłam sobie dawkę progesteronu, bo naczytałam się sporo o jego działaniu immunomodulacyjnym i zwalczającym złe dla ciąży cytokiny th1.
skuteczność transferów 6dniowych blastek jest trochę niższa niż 5ciodniowych, ale jakoś tak wierzę w moją kruszynkę. piję codziennie pół lampki wina dla relaksu i lepszego ukrwienia, nie napalam się bo już za dużo porażek za mną, ale mam nadzieję, że kruszyna będzie walczyć o pozostanie na tym świecie i tę walkę wygra. modlę się o to. za tydzień kończę też Nowennę Pompejańską, Matka Boska Pompejańska pomoże? wysłucha?
wokół w najbliższym otoczeniu trzy nowe ciężarówki. najpierw bolesne ukłucie, teraz wiara i nadzieja, że może do nich dołączę. nic innego mi nie pozostało. na wątku plaga nieciążowych bet, aż wolę tam nie zaglądać.
23dc,10dpo
Jeśli było się kiedykolwiek w ciąży to wydaje mi się ze bardzo łatwo stwierdzić około 5-7dpo czy się w niej ponownie jest czy nie.Prawda jest także taka,że po tak wielu miesiącach starań wiemy,ze nadchodzą właśnie symptomy zbliżającej się @.
Mam 2,5 miesiąca na to żeby nastawić się psychicznie na in vitro.Właściwie już w grudniu muszę zacząć przygotowania(tabletki anty).Nie jest to dla mnie wcale łatwa decyzja.Mam nadzieję,że do niej dojrzeję,bo jeśli nie to nie zamierzam robić tego wbrew sobie(nie mam tu na myśli przesłanek związanych z wiarą).
Ostatnio pojawiła się u mnie myśl o adopcji ale nie wiem czy ja mam w sobie "to coś" co sprawiłoby że będę dobrym rodzicem adopcyjnym.Wydaje mi się,że łatwiej podejść do tej kwestii będąc bezdzietnym.Wiem już ile radości i magicznych emocji daje ciąża.I czy bez niej byłabym taką samą matką???Pewnie nie,a to oznacza że nie jest to sprawa dla mnie.
Mało optymistyczny wpis ale takie właśnie mam dzisiaj emocje.
Miłego dnia.
Siódmy zastrzyk z Gonapeptylu, wzięłam się w garść i zastrzyk poszedł dużo lepiej, tak jak pierwszy 
Rano szybko do lazieniki zeby tylko nie kusilo zrobic testu... a potem na wage i
88,9 kg czli w normie 2 kg w miesiac spadaja .
Dlaczego w tym cyklu mogło mi się udać:
1.Owulacja potwierdzona przez usg
2.Serduszka były dzień przed owulacją
3.Serduszka były co drugi dzień
4.po serduszkach trzymałam nogi w górze(krótko co prawda ale zawsze to coś)
5.Serduszka były z żelem conceive plus
6.Mąż bierze nowe witaminy
7.Serduszka były z orgazmem:)(czytałam że w trakcie orgazmu kobiecego plemniczki są wchłaniane do środka)
8.Dwa dni po owulce piłam winko czerwone (na endometrium dobre)
9.W końcu to cykl urodzinowy:)
Jeżeli w tym cyklu się nie udało to już nie wiem co jeszcze mogę zrobić i chyba tracę nadzieje na powodzenie.
Ale do tego czasu wielce prawdopodobne że już jestem w ciąży:)
Dzięki dziewczyny:)
dzięki Ola:) jak tam Agatka? Jak się w ogóle Ty czujesz? I jak ogarniasz cała sytuację? Jak Robercik..cieszy się z siostrzyczki?
Po wizytach w szpitalu teściowa powiedziała nam ze ma zmiany rakowe na płucach, chemia→ustalony termin..nie ma przerzutów..nic więcej nie wiem.
Za teściową nigdy nie przepadałam (alkoholiczka, kłamie, leniwa, wykorzystuje innych, wścibska..alkohol wypalił jej połowę mózgu itp itd.). teściowa mieszka razem z konkubentem..który pije pali i nic więcej nie robi-czyli nie jest lepszy od mojej teściowej..niby chodzi do jakiejś pracy ale pracuje na czarno..mieszkają w ruinie, nie dbają o dom..
Jaka jest teściowa taka jest ale z jednej małej strony jest to matka mojego męża i nie mogę patrzeć jaka jest słaba, jak schudła..ok robi to na własne życzenie...no ale bez jaj..wczoraj płakałam i krzyczałam na mojego D. ze czemu nic nie ustala..nie dogaduje ze swoim rodzeństwem.…nie ustala planu działania!
Wczoraj byłam u niej i pytam się teściowej czy jadła obiad..powiedziała ze nie ale ze zjadła dwie kromki z jogurtem..CO TO JEST ZA OBIAD dla kobiety słabej chorej na raka!!!!! zaglądam do lodówki a tam pusto..pytam jej czy zrobić jej cos do jedzenia na kolacje..powiedziała ze nie chce..ale jak obrałam jej pomarańcze i mandarynki to rzuciła się na to..no przecież tak nie może być!
Mój D. ma czwórkę rodzeństwa. On jest najstarszy, mieszkamy jakieś 5-10 km od tesciowej, później jest drugi brat, który niby pojechał do Anglii na rok, ale ponoć już zostaje na kolejny(w PL mieszka jakieś 400km od nas), później jest córka która wraz z rodzina mieszka w Anglii, trzecia córka mieszka niedaleko ok 20-25 km od teściowej..wiec tak na prawdę jesteśmy my i siostra D. (26letnia, nie pracująca córka).
Nie ważne jak stary i rozlatujący jest dom..jakie panują tam warunki ale można tam posprzątać i ugotować np. obiad dla teściowej..ja nie zrobię wszystkiego bo jestem obca..ale nie mam oporu przed zrobieniem teściowej zastrzyku ani przed posprzątaniem czy ugotowaniem obiadu no ale wiecie, co ja się będę pchała..w końcu ma dzieci..ma córkę...zawsze to jest inaczej jak coś zrobi córka a nie obca osoba.
Nie wiem czy z powodu tego że D. jest tak załamany czy co, nie usłyszałam z jego ust żadnego zdania z tym ze się dogadali co do opieki...do kasy (no bo za niedługo trzeba się pewnie zacząć dokładać do teściowej) a przecież to trzeba jakoś ustalić żeby teściowa - przepraszam ze tak napisze – nie zdechła w samotności..trzeba zacząć pytać lekarzy co jest grane, a przede wszystkim popatrzeć w papiery bo żadnych nie widzieliśmy. Ok ja lubię mieć wszystko zaplanowane i dopięte na ostatni guzik..no niestety to trochę zaburza moje życia więc chce wiedzieć co i jak i kiedy…
Także jest jedno wielkie wariactwo..nie wiem co robić..ale jak zobaczę tą małą sucz to obiecuje że tak ją zjade ze mnie zapamięta na długo! To mój plan...a reszta..zobaczymy co mój D. ustali..
w sprawie mojego 3 podajścia...to zrobiłam badanie cba..teraz czekam na wyniki..po wynikach konsultacja z dr..@ nadal nie dostałam a powinnam sie juz kłuć..muszę chyba tez skontaktować się z moim doktorkiem bo po antykach powinna już przyjść..o reszcie nie myślę..nie mam czasu..ps. Jeszcze zaczyna mi się szkoła..będzie niezła jazda.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2016, 10:09
21 dc
Według mnie szansa na ciążę prawie zerowa. ♡ w dni niby płodne, ale długo przed teoretyczną owulką i dzień po niej. Chyba, że byłaby wcześniej... Wczoraj wieczorem śluz był już jakby kremowy, a teraz znów rozciągliwy i zauważyłam nitki krwi... Jejku, już mówiłam sobie, że nie będę się nakręcać w tym cyklu, a tu takie coś. Pytanie tylko, czy to nadal jakaś awaria poporonna czy może plamienie implantacyjne... Ciało, dlaczego tak ze mną pogrywasz? Ten cykl miał być spokojny, bez nerwów...
Alleluja wychodzę do domu 
Dziecio tradycyjnie spał na badaniu, później obrócił się pupą, co mu tam będą przeszkadzać.. Lekarz nie mierzył go tym razem, skoncentrował się na łożysku. A łożysko trochę podeszło w górę, więc zmierza ku dobremu. Źle jest to że w biegunie dolnym jest zatoka brzeżna, w której swobodnie płynie krew. Jednym słowem - żyła. Przy każdym wysiłku, mało tego - przy każdym pociąganiu łożyska będzie plamienie. A jak przesadzę, to zrobi się krwiak i zacznie odwarstwiać łożysko. Czyli jedna wielka dupa, leżymy do odwołania.
Dzieciok żyje, ale chciałabym żeby więcej się ruszał. Jutro pojadę robić morfologię i posiew moczu aktualny, później szybciutko do mojego gina. Jeszcze nie widział wyników badań prenatalnych
no i może w końcu ktoś mi powie kto tam w brzuszku u mnie mieszka 
Bylam wczoraj na prenatalnych
Wizyta nr 1 u dr Roszkowskiego, okazalo sie ze zrobili mi szybkie USG po to by sprawdzic czynności zyciowe plodu, a potem pobrali krew na pappe. Wyniki pappy i prawdziwe prenatalne u tego dr 19.10.
Wizyta nr 2 echo serca plodu i usg prenatalne w Poradni dr Dangel. Wszystko ok tzn serduszko, przeplywy i inne narządy, nt 1.0, kosc nosowa obecna, crl 57.8mm 
Zapisałam sie na kolejne echo na 28.11 i mam nadzieję ze do dr ROszkowskiego na ten dzien się zapisze bo on tez niby przyjmuje w poniedziałki.
od kiedy mam wyraźnie większy brzuszek gorzej sypiam.
po pierwsze wstaję na siku raz do dwóch razy w nocy. przy czym ten drugi raz przypada w zasadzie na 5:00 - 6:00 rano, co kiedyś bynajmniej nie było dla mnie nocą. najczęściej takie wstawanie jakoś mocno nie wytrąca mnie ze snu, ale (jednak) kilka razy zdarzyło się, że liczyłam barany.
po drugie nie mogę spać na plecach, a dodam lubię bardzo. zasypiam więc grzecznie na boczku, a potem rano otwieram oczy i co? orientuję się, że leżę na wznak i od razu panika. bo co jak ugniatam i uciskam moje dziecko? najgorzej, że w nocy trudno się kontrolować, więc oprócz narzekania niewiele mi zostało, no chyba że jednak są jakieś (tajemnicze) sposoby i tylko ja taki ciemnogród.
i na koniec najgorsze. gdzieś wyczytałam, że w ciąży najlepiej spać na lewym boku, co też czynię, ale... wraz z jesienią wróciły moje boleści przez lata przez nikogo nie zdiagnozowane, ale jednak istniejące i mocno mną targające. przez ten brak diagnozy to w sumie nawet nie wiem jak je dokładnie nazwać/opisać, ale tak bardzo ogólnie to są to bóle rąk (przedramion) i nóg (głównie biodra, kolana), przy czym raz mam wrażenie, że bolą mnie mięśnie, raz kości, i to tak że aż chce się wyć. no i teraz przez to spanie na lewym boku boli mnie przede wszystkim lewa noga i to tak od samej za przeproszeniem dupy, aż do kostki. boli mnie dodam do szpiku kości.
a że już jestem przy chorobach i narzekaniu to nieśmiało jeszcze wspomnę, że wróciły również duszności/problemy z oddychaniem, z którymi pierwszy raz zetknęłam się w ubiegłym roku (również bez żadnej konkretnej diagnozy). wtedy (moja) teoria była taka, że to przez staranie się o dzidziusia, że za bardzo chcę, stresuję się i organizm mnie w ten sposób ochrzania. ale teraz kiedy już jestem w ciąży, to trudno powiedzieć, żeby tamta teoria pasowała. na szczęście nie są to takie duszności jak wtedy, no i na bank nie mam napadów paniki, a wtedy miałam.
a w ogóle to (tak podsumowując) obawiam się, że te wszystkie moje przypadłości w jakiś pokręcony sposób mają związek z moją psychiką. niejeden by się załamał przechodząc przez moje życie, a ja zawsze byłam (i jestem) twardzielką. natomiast jak widać organizm za wszelką cenę szuka ujście dla nagromadzonych przeżyć i skoro nie doprowadził do złamania/załamania, to może chociaż niech mnie boli to tu to tam, a najlepiej to wszędzie.
jeśli chodzi o narzekanie, to na dziś chyba wystarczy. na szczęście pamiętnik działa na mnie jak prawdziwa "myśloodsiewnia", tj. wylewam z siebie to co boli/złe i zostaję tylko ja, dobry dzień i niebieska chmurka. niemniej postaram się w tą moją pisaninę wnieść trochę słońca, bo najgorsze bóle, przeciwności i smutki nie strącą z piedestału tego, że jestem w ciąży, co jest dla mnie aktualnie największym szczęściem i nagrodą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2016, 10:51
2dcNie wiem już sama czy dzwonić do lekarki i umawiać się na monitoring czy brać clo. Czy to wgl wszystko na sens. Tyle wylanych łez tyle smutku. Czy nie odpuścić?
może to nie ten czas 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2016, 11:01
O Lilianie:)
Rozpoczęcie 9 miesiąca- 36 tc ( Jutro zaczynamy 37 tc.)
"Twoje dziecko waży już około 2750 gramów (6 funtów) i mierzy około 34 cm - od ciemienia do końca tułowia (CRL). Jego długość całkowita to 47 cm (18 1/2).
Twarz Twojego maleństwa zaokrągliła się, a policzki wypełniły się tłuszczykiem i zrobiły się pucułowate. Czaszka dziecka jest mocna, ale przy tym plastyczna. Pomoże to w czasie porodu, gdy główka będzie musiała lekko “poddać się” przechodząc przez drogi rodne.
Na tym etapie wyraźnie zanika meszek oraz maź ochronna pokrywająca ciało dziecka. Dziecko cały czas rośnie i jest na tyle duże, że macica krępuje jego swobodne ruchy."
O mnie:)
"Przeciętna kobieta do tego momentu przybrała około 13,5 kg ( chyba schudłam, bo dziś się ważyłam i około 9 kg wzrosła mi waga). Wiele kobiet na tym etapie ciąży czuje się już zmęczone swoim stanem, są podekscytowane bliskim rozwiązaniem i z niecierpliwością wyczekują porodu."
Dokładnie czuje zmęczenie moim stanem, ale czuje wielkie podekscytowanie, że niedługo zobaczę moją dziewczynkę
Nie czuje lęku przed porodem, choć wiem, ze może się jeszcze pojawić. Relaksuje się z Lilianą codziennie i jesteśmy dobrej myśli. Mieszkanie już gotowe, w naszej małej kawalerce mamy kącik dla Liliany, ciuszki też przygotowane, wyprasowane i poukładane, torba do szpitala przygotowana, zatem pozostaje tylko wyczekiwać wielkiego wydarzenia, które jest WIELKĄ TAJEMNICĄ

A To nasz kącik dla Lili 


A To my:)


A To Lili 

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2016, 11:23
17t4d
Myślałam, że będę w ciąży pisała, że to będzie najpiękniejszy okres w życiu, że będę promieniała szczęściem i radością. Ciesze się przeokropnie. Ale nie miałam pojęcia, że w ciąży więcej jest strachu niż czystej radości. A przecież to moja pierwsza ciąża, od razu udana i zdrowa. Myślę, że zbyt dużo czytałam o poronieniach i historie kobiet. I teraz ciągle drżę. Od początku drżę, ale do 12 tygodnia strach mnie paraliżował, byłam zupełnie nie do życia przy każdym plamieniu i kilka dni przed każdą wizytą. Teraz już łatwiej. Ryzyko poronienia spadło do 1% i już nigdy nie będzie mniejsze. Byłam u 4 różnych ginekologów, każdy nie dostrzegł nic złego. Dziecko jest zdrowie, wiadomo to na tyle, o ile można zrobić różne badania nieinwazyjne na tym etapie. Są rączki, nóżki, nosek, piękne (zdrowe!) serduszko, są dwie półkule mózgu i widziałam jak dzidziuś połykał wody płodowe więc i przełyk pracuje. Jest wystarczająco dużo wód płodowych i dobra pępowina.
Jestem spokojna, szczęśliwa, ale ciągle się wsłuchuję w siebie czy nic złego tam się nie dzieje. Czasem zapominam aż oddychać.
Bardzo lubię te pierwsze tygodnie cyklu. Naprawdę dobrze się czuję. Niestety jedyne co mnie martwi to ten alkohol. Chciałabym się z mężem postarać, ale znajomi nie pomagają. Ostatnio nawet byliśmy u jednych i co oczywiście ? Ja piłam, on nie.... Wszyscy mieli z niego ubaw, że niby ja mu zakazałam..... I niby pantoflarz.... I musi człowiek takie docinki znosić, bo przecież nikt nie powie na głos, że staramy się bezskutecznie o dziecko ! Ja stykam się jeszcze z gorszymi pytaniami. Już od roku nie było żadnego rodzinnego spotkania bez tego tematu. Wszystko byłoby super i wszystko było super kiedy myśmy o dziecko się nie starali. Wtedy obśmiewaliśmy całą rodzinę i tyle. Ale kiedy od 6 mscy sami chcemy tego dziecka, a jeszcze spotykamy się z rodziną, która jak zwykle sadzi docinki to mi się już naprawdę odechciewa. Chciałabym ich zaskoczyć ciążą, a nie już dziś powiem, że od 6 mscy nic się nie dzieje..... Wtedy to by się zaczęły pytania i porady..... O nie, nie, nie to już chyba wolę te nieszczęsne docinki.....
jestem w 18dc
Od dużego czasu boli mnie brzuch i plecy w odcinku lędźwiowym.
Nie wiem co to może być.
Zobaczymy co będzie w tym miesiącu
5tc 2d
Jestem już po wizycie. Moja Pani doktor nie była przekonana, że powinnam przychodzić do niej tak wcześnie, ale rozumiała, że się martwię. Ręce mi się trzęsły i łzy miałam w oczach gdy wchodziłam do gabinetu. Gdy miałam wykonywane usg to już myślałam o najgorszym, ale usłyszałam słowa "mamy pęcherzyk" i wszystkie emocje opadły. Byłam po prostu szczęśliwa:)
Następna wizyta za 3tygodnie, 3listopada. Długo czekania, ale czuje,że będzie dobrze:)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.