kasia03 Czy kiedyś się uda??? 18 października 2016, 10:05

4dc(bez starań w zielone dni)
Jutro T wraca z kursu,w piątek wyjeżdża na statek.W tym cyklu nie będzie starań:(.
Wraca szybciej po 8-9 tygodniach.Mam dużą nadzieję,że powróci tak że uda nam się wykorzystać grudniowy cykl.W styczniu jesteśmy umówieni na in vitro.W grudniu powinnam zacząć tabletki anty.
Postanowiłam jeszcze się nie poddawać(tzn.nie przystępować in vitro).Dzięki Waszej pomocy zamówiłam suplementy.Żeby nie było całej masy tabletek kupiłam preparat,który zawiera wymienione przez Was składniki.180 tabletek PROFERTIL(2 tabletki dziennie),masakryczny koszt 499 zł,maca 500mg(2 kapsułki dziennie)-z przesyłką kolejne 100 zł,salfazin(2 tabletki dziennie).
Mam nadzieję,że T wróci na grudniowy cykl i że preparaty poprawią jakość nasienia.Koszt tej suplementacji jest ogromny,liczę na jakikolwiek skutek.
Boję się tylko,że przy naszych obecnych realiach któregoś pięknego dnia okaże się że in vitro jest zabronione.Nie zdziwię się jeśli nawet IUI.
Dziękuję bardzo za rady do co suplementów.
Miłego dnia.

nieszczęść ciąg dalszy...teściowa pojechała dziś na chemie..lekarze daja jej max kilka dni..chemii jej nie zrobią bo może być jeszcze gorzej...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2016, 10:38

Fuma Foch Napro -ostatnia nadzieja Fumow Fochow 18 października 2016, 10:40

Już rezydujemy w nowym miejscu.Mieszkanko nawet nie najgorsze, tylko musieliśmy je odczyścić bo rok stało puste.Nawet dużo za nie nie płacimy i Fum ma blisko do pracy, wreszcie nie jest taki zmęczony.Tylko ta miejscowość mi się nie podoba bo strasznie zacofana i zapuszczona.Okolica też nie jest rewelacyjna, chyba tu obok mieszkają miejscowi menele, ostatnio Fum jednego przepłoszył,bo widział jak tamten się zbiera nam sikać pod klatką.
Jakoś to zniosę to mieszkanie tutaj jak Fum ma być mniej zmęczony bo już mi go było żal, jak wracał wykończony robotą i dojazdami.Ale wolałabym,żeby zmienił robotę i moglibyśmy iśc na przykład do Poznania.
Dziwnie mi się tu mieszka bo (wiem,że to głupie) mało tu wody. To znaczy zawsze mieszkałam w miejscowościach gdzie było jezioro i rzeka a tu nie ma nic z tych rzeczy.Jakoś tak się przyzwyczaiłam do tego i mi brakuje.

Udało mi się zapisać do mojego lekarza na grudzień. No rewelacja.No, dobra był jeszcze jeden termin wolny na 12 listopada ale wtedy powinnam mieć @ to wolałam nie ryzykować.Czyli dalej w zawieszeniu, nic się nie dzieje a czas leci. Dobra wiadomość to taka,ze anemia się poprawia, jednak ten nowy hematolog to był dobry wybór.Mam nadzieję,ze do wizyty u doktorka już będzie w tym względzie ok.

31 dc i nadal nic . Jak rok temu brała siofor to zawsze miałam regularnie okres .zaczekam do 40 dc i powtórzę bete . jak ni z tego to ide do duphaston na wywołanie bo nie zamierzam czekać znowu nie wiadomo ile :/

Rutelka Na wszystko jest czas pod Słońcem. 18 października 2016, 13:08

Ciąża zakończona 9 października 2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2016, 19:31

aniulka55555 Czekamy na Ciebie nasza kruszynko.... 18 października 2016, 21:24

Hej kochane moje ! Właśnie wróciłam od mojego gin. Monitoring cyklu był. Piękna chyba błona sluzowa i peczerzyk 22. Dostałam receptę na orvvitrelle 6500J. Dzisiaj zastrzyk i od dziś aż do niedzieli ❤❤ . Teraz mam pytanie do Was czy jest tutaj chociaż jedna duszyczka która jest mama albo niebawem będzie po clo i po orvitrelle?

JagodaOVU Drugie dzieciątko 18 października 2016, 14:12

Ciąża zakończona 18 października 2016

Dziennik pokładowy:
274dc, 39+1 (40 Tc)


A oto przed państwem zbiór myśli, które przechodzą przez głowę kobiecie na końcówce ciąży.
Albo po prostu mnie.
W 40 tygodniu. Tak, tak. Już 40! I już nie ma kolejnej dychy. Żadnego 50. Już dni dzielą mnie i Bakłażana od podania sobie dłoni i powiedzenia "No siemanko!".
Haczyk? Wszystko poniżej potrafi mi storpedować głowę jednego dnia.

- Nie umiem podnieść się bez pomocy, wyglądam jak wieloryb i dyszę od samego siedzenia. Chcę urodzić już! Mam już dość tych ograniczeń, bycia w "stanie specjalnym". Chcę aby moje ciało było z powrotem moje!

- ... Zaraz, zaraz... To już nie będzie kopniaczków? Nie będzie dzidzi w brzuchu? Łaskotania? Pagóreczków przy pępuszku? Nieee... To ja nie chcę jeszcze rodzić. Ciąża jest spoko.

- Jeżeli jeszcze raz przeczytam o chorobach niemowlęcych, nopach, komplikacjach przy porodzie albo zapaleniu piersi to prędzej chyba palnę sobie w łeb - po co ja zaszłam w tą ciążę...

- Cholera, ja to chyba za mało czytam o lekarzach, szczepieniach, cycoleniu i łagodzeniu bólu porodowego - powinnam się bardziej przygotować.

- Rany, mam w brzuchu człowieka. Takiego z własną osobowością, mimiką, temperamentem... Chcę go już utulić!

- RANY. MAM W BRZUCHU CZŁOWIEKA. Nie jestem gotowa! Kurde, może... Może przesunę termin porodu o pół roku?

- Czy będę dobrą mamą? A czemu nie? W czym jestem gorsza od innych przyszłych mam?

- Czy będę dobrą mamą? Pff. Pewnie nie.

- Nie jestem gotowa na pożegnanie dotychczasowego życia. Prawdę powiedziawszy zamiast być opiekunką, wolałabym, żeby to mną się ktoś opiekował. Na przykład poprzez pilnowanie, czy mam pełny kieliszek wina.

- Mam dość uciekania od odpowiedzialnego życia i z dumą wypełnię swoją dobę opieką nad dzieckiem. Dziecko - wychodź już!

- Mój poród? Na pewno będą we mnie walić oksytocyną jak w bęben, będę miała po nich 20 godzin wykręcających flaki skurczów bez żadnego rozwarcia, a potem i tak mnie potną i do tego tak, że będę czuła szwy do końca życia. Na bank.

- Kurna, a może jestem jedną z tych mistycznych kobiet, które rodzą na czilaucie bez pęknięcia? No w sumie to czemu nie?

- To napięcie w brzuchu to skurcz przepowiadający, ten właściwy czy może za dużo zżarłam?

- W razie co poczytam sobie trochę historii z porodów, wiadomo... Może mam te same objawy i nic nie zauważyłam?

- ... Ty głupi babunie, każdy poród jest inny i Twój też będzie! Po cholerę to czytasz?

- Przecież ja totalnie nie wiem, jak się przewija i kąpie dziecko!

- W sumie... Wszystkiego chyba da się nauczyć.

- Ja pierdziele... Czy kiedykolwiek byłam grubsza? Już nie mogę, co za ciężar... Czy ktoś mógłby mi odczepić ten brzuch?

- Zjadłabym czipsika. I jeżyki, te ciastka. I serniczek. O KURWA, ARBUZ, ZJEM 8KG!

- To może od jutra tak - rano skaczę na piłce, potem myję okna, na koniec walę spacer i ćwiczymy kamasutrę z chłopem aż mi wody nie pójdą - trzeba brać sprawy w swoje ręce!

- Nie będę zmuszała dzidzi do przedwczesnego wyjścia, skoro jej u mnie dobrze!

- Personel szpitala zeżre mnie żywcem. Ale zanim to - przywiążą mnie pasami do łóżka i każą rodzić w niewygodnej pozycji. I będą mnie gnębić psychicznie.

- Dlaczego mam nie ufać ludziom, którzy pracują w szpitalu, by mi pomóc?

- ... A co jeśli jednak moja córka ma siusiaka?!

- A jeżeli urodzę jeszcze dziś? Czy jestem na to gotowa?

- A jeżeli urodzę za dwadzieścia dni? Będę gotowa wtedy?

- Wszystko się zmieni. Co za chujnia!

- Wszystko się zmieni. NARESZCIE!

- Ale będzie fajnie - dzieciątko w wózeczek i lecimy zapoznawać się z innymi mamami na spotkaniach. Mała posiedzi z innymi dziećmi, opatrzy się i może żłobek nie będzie taki straszny. Super, że są takie inicjatywy!

- W życiu nie poznałam tylu dziwnych ludzi, co w Internecie. Dzieciaka nie zaszczepi, ale przekuć mu uszy w szóstym miesiącu życia pistoletem, co jest obarczone ryzykiem żółtaczki - to już na lajcie. Jeszcze mi małą zarazi jakimś gównem! O nie... Sorry, dziecino - nigdzie nie wychodzimy, chyba nigdy nie poznasz rówieśników. Ten świat chce Cię skrzywdzić!

- No i co teraz... Urodzi się i koniec ze spaniem... Przecież ja kocham spanie...

- ... Całe szczęście, że dziecko kocham bardziej niż spanie!

- Ciąża mnie wykańcza... Zrobię sobie makijaż, poprawię sobie humor. Nono, nawet ładnie wyglądam!

- ... Kuźwa, mogłam pozostać przy oglądaniu twarzy, bo reszta w lustrze jest do wymiany. Rany, jak ja wyglądam... Czy ktoś będzie jeszcze kiedyś chciał się ze mną seksić? Buuuu...

- Dlaczego tak bardzo cieszę się na dzień, który wywróci moje życie do góry nogami?


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2017, 11:26

JaAneta89 Aneciowy pamiętnik 18 października 2016, 14:37

No więc, jestem po wizycie u ginekologa. Lekarka wcale nie była zdziwiona, że przyszłam już teraz (zamiast po roku), bo rzeczywiście moje wyniki są bardzo OK. W prawym jajniku pęcherzyk dominujący 22,1 mm, który powinien pęknąć w nocy lub jutro, czyli tak, jak ja to sobie wykalkulowałam. Endometrium 13 mm. Brzmi idealnie, prawda? No ale idealnie nie jest. Mam w macicy polipa, który zdaniem ginki przeszkadza w implantacji zarodka. Dostałam duphaston na dwa cykle, bo ponoć ma dwojakie zastosowanie i dzięki niemu polip ma się wydalić. A jak to nie pomoże to histeroskopia. Badania nasienia mamy na razie nie robić.
Cieszę się, że nie czekałam z wizytą te 12 miesięcy, bo byłabym 6 cykli w plecy.
Miałam nadzieję zajść do końca roku, ale to chyba niemożliwe, no chyba, że polip wydali się w całości podczas następnej miesiączki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2016, 11:38

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 18 października 2016, 14:38

Dziś będzie długo i emocjonalnie

Wróciłam z wizyty moooocno rozczarowana i nie ukrywajmy wkur....a. Pani dr jest tak samo niedbała jak poprzedni lekarze. Ma bajzel w notatkach jakiego nie miał żaden z poprzednich lekarzy. Dwa razy na poprzedniej wizycie mówiłam, że iui była w czerwcu, a w lutym transfer. Dwa razy ją poprawiałam, bo miała źle zapisane. Dziś nadal miała info, że iui w lutym, że leków nie brałam i w ogóle, przez to, że miała źle zapisane, powiedziała, że to ja ją OSZUKAŁAM w historii choroby. Pytam się, po co miałabym to robić? Nie słucha jak się do niej mówi. 3 razy po kolei pytała, który dzień cyklu dziś jest, a najlepsze jest to, że pomyliła dokumentację medyczną i wpisała mi wyniki badań jakiejś innej pacjentki. A przed nią karta z moim imieniem i nazwiskiem!! Na koniec zasugerowała, że źle zapłaciłam i była wielce niezadowolona, że nikt mi nie powiedział, że płaci się po wizycie a nie przed (przy pierwszej i innych badaniach było przed, to skąd miałam wiedzieć, że tym razem jest inaczej?). "No przecież nie chcemy, żeby nam pani za mało zapłaciła" - tak mi powiedziała! Ale jestem zła!!

Co do leczenia - Pani dr uważa, że nie należy robić jeszcze IUI. Wymusiłam na niej żeby jednak zrobić IUI w przyszłym cyklu i od tego momentu była niemiła. Wymusiłam również leki, bo nie chciała mi ich dać, mimo, że jednak dzisiejszy obraz USG raczej potwierdza PCO!! Ale w sumie, to ona nie może stwierdzić, czy to jest PCO, bo może owulacja była, a może nie. A jajniki na USG wyglądają jak po stymulacji do ivf - całe w pęcherzykach. Kto ma wiedzieć, czy jestem chora? Kto się na tym zna? Ja czy ona? Bo obecnie wygląda to tak, jakbym to ja się bardziej znała. Dodam jeszcze, że na wyniki prolaktyny i tsh nawet nie spojrzała, mimo, że przypominałam, że je mam, bo kazała zrobić.

Czy w Warszawie jest jakiś normalny lekarz? Pierwszy zrobił ivf na odwal, drugi iui bez hsg, a trzeci oskarżył mnie o oszukaństwo. No komedia jakaś!

Bella2839 Pozytywne nastawienie :) 18 października 2016, 14:39

No niestety z siłowni nic dzisiaj nie wyjdzie... mój Mąż chyba załapał ode mnie chorobę :( no cóż leczenia ciąg dalszy :) przypuszczam że przez to nasze starania w tym miesiącu pójdą na marne, ale co się odwlecze to nie uciecze :) ale oczywiście starać się będziemy :)

Marisa Czekająca na ten mały cud:) 18 października 2016, 14:52

5 tydzień 5 dni
Dzisiaj pierwsze mdłości cały dzień mi do gardła podchodziło.
W piątek trochę badań do zrobienia od lekarza, w tym oczywiście kontrolna Bhcg i progesteron. Do swojego lekarza się nie dodzwoniłam, a byłabym spokojniejsza gdybym z nim porozmawiała.

Eniana Historia pisana teraźniejszością... 18 października 2016, 15:02

6t2d
Powoli, powoli mija mi ten czas;( Prowadzę teraz kurs dla młodych dziewczyn i czuje że wypalam się zawodowo, odpuszczam sobie wiele spraw i przez to nie skupiam się na przekazywaniu wiedzy tylko patrzę na zegarek i modlę się by czas leciał szybciej.
Do wizyty jeszcze 15dni tak strasznie mi się dłuży... Objawy nie są uciążliwe, na razie tylko ból piersi i czasami bardzo delikatne mdłości.

Sisi dzięki.. miałam 225gonalu


mamy załatwione hospicjum dla tesciowej...zobaczymy co bedzie...i czy sie zgodzi..


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2016, 08:38

Jak się dowiedzieliśmy że będą bliźnięta w krótkim czasie uświadomiliśmy sobie parę kwestii natury technicznej.
Jedną z nich było auto - do służbowej corolli męża już nijak się nie zmieścimy. Trzeba kupić swoje auto. Od razu rodzinne.
I to ja mam nim jeździć!
Oplem zafirą czy jakimś innym kuźwa trabantem, kolumbryną jakąś ogromną. Mam prawko lat 8, nie jeżdżę od dawna, sporadycznie zdarzało się że wsiadałam za kółko po to tylko żeby się przekonać że a) to nie dla mnie, b) mój Mąż choć kochany i pełen dobrych intencji na instruktora się nie nadaje.
A tak serio. Ja się prowadzenia po prostu boję. Najnormalniej w świecie - BOJĘ SIĘ!
Sama? Autem? wioząc dziecko???
Odkąd zaszłam w ciąże z Zosią pożegnałam się z prowadzeniem auta kategorycznie.
Raz, jakoś z niespełna rok temu, podjęłam heroiczną próbę (którą to już z kolei???) przeproszenia się z autem i wykupiłam godzinę jazdy doszkalającej. Planowałam kilka, żeby się nauczyć i jeździć, ale na jednej się skończyło, bo to była totalna porażka.
Kobieta - instruktor była surowa, niewyrozumiała, kazała od razu jechać, była małomówna i na wskroś, w taki zimny wręcz sposób profesjonalna, co z miejsca sprawiło że ja sama zrobiłam się przestraszona i malutka, poczułam jaka jestem głupia, wszystko zaczęło mi się plątać, auto zgasło mi z 6 razy (!), popełniałam głupie błędy. Np podjeżdżam do skrzyżowania i jest w prawo albo w lewo. Pani mówi -no, proszę skręcić, ja się pytam -ale gdzie? na co ona -tu jest jednokierunkowa, więc gdzie pani chce skręcać? tu jest tylko jedna możliwość... wypowiedziane tonem niemal szyderczym, a na pewno wyniosłym. I oczywiście że uwaga była słuszna, i pani miała rację, ale ona wymagała od razu żebym ja już umiała wszystko, a efekt był odwrotny. Wmówiłam sobie że nie umiem nic, że do auta albo ktoś się nadaje albo nie. A ja nie. Ta godzina męki utwierdziła mnie w przekonaniu że kierowcą jestem do dupy. Jak wysiadłam prawie się poryczałam.
I żyłam sobie dalej, jeżdżąc z Zosiem autobusami, tramwajami, lub po prostu przemierzając miasto pieszo.

Aż do teraz - kiedy bliźniaki postawiły mnie pod ścianą. Nie ma, no po prostu nie ma za Chiny ludowe możliwości, żebym dała radę sama pojechać gdzieś z małymi bliźniętami i dwulatką autobusem.

Nie ma wyjścia. Musimy kupić auto. Muszę to auto prowadzić.

Mąż nie daje żyć, i wszyscy dookoła, że no TERAZ to już MUSISZ, poczułam taką presję i takie przerażenie że masakra.

Zapisałam się na jazdę doszkalającą na dziś, i byłam tak przerażona, że wymiotowałam przed wyjściem z domu trzy razy. Już już miałam odwoływać (no błagam, ciąża mdłości wymioty a ja mam taka niebieska na twarzy wsiąść do samochodu i jeszcze je prowadzić!?) ale było mi tak głupio, bo już raz przekładałam godzinę, a pan był taki miły przez telefon, że nie miałam sumienia. Zresztą co się odwlecze to nie uciecze. Poszłam jak na ścięcie.

I co?

Najpierw wsiadłam do auta i długo rozmawialiśmy o mnie. Dlaczego nie jeżdżę, czego się boję, w czym tkwi problem. Pan uważnie słuchał, był wyrozumiały. Dużo tłumaczył, przedstawił zakres teorii jaki muszę wyryć na blachę, żeby mieć więcej pewności siebie. A potem powiedział że pojedziemy na przejażdżkę tak tylko oswoić się a autem, nic wymagającego. Pojechałam. Cały czas rozmawialiśmy, ja co chwila wyrzucałam z siebie wszystkie swoje obawy i lęki, a on albo tłumaczył wprost, albo opowiadał anegdotki wyjaśniające jak to jest, że bać się nie należy.
Najspokojniej w świecie przejechałam sobie w godzinkę kawał miasta, nie popełniając ani jednego większego błędu, ani razu nie zgasł silnik, nie wydarzyło się nic strasznego.
Pan ocenił że ja całkiem niczego sobie jeżdżę, i że nie jest tak źle jak zapowiadałam. Stwierdził że ja nie przyszłam do niego po naukę, ale jak do księdza - po wiarę. Wiarę w siebie, że jednak umiem jeździć.

Bardzo to było miłe. Oczywiście mam świadomość że dziś to była mała przejażdżka, schody będą później, wszystkie parkowania tyłem bokiem większe skrzyżowania itp.
Ale już się tak nie boję!
Chyba to jednak jest do zrobienia!
Jejku. Ile to siedzi w głowie - strach, pewność siebie. I od kogo zależy którą z opcji dopuścimy do głosu? u mnie jak się okazuje od instruktora. od tego jak mnie potraktuje - jak głupią - czuję się głupia. Jak potraktuje z zaufaniem - nagle coś tam jednak umiem. Bardzo się cieszę że na tego pana trafiłam. On chyba już takie przypadki przerabiał. Może jest więcej takich kobiet jak ja - takich... zakompleksionych?

Może jest dla mnie nadzieja się jednak przełamię? po tylu latach? że odważę się wozić własne dzieci autem sama?

Dzięki Dziewczyny za kciuki. Chyba mocno trzymałyście ,bo wszystko się udało :)

Od poniedziałku idę do pracy .Stresuje się bardzo, ale wiem że będzie dobrze.
Pierwszy dzień jest najgorszy , potem z górki.
Będę pracować w dziale produkcji. Dokładnie tam, gdzie nie chciałam, bo nie traktują ludzi zbyt dobrze, raczej jak maszyny.. no ale chcę spróbować :)

Oczywiście nie obyło się bez porażek :D, bo się spóźniłam hah :) i musiałam trochę poczekać aż ten pan z którym miałam rozmawiać do mnie łaskawie przyjdzie :)

Potem pojechaliśmy do kliniki.
Niestety jest tylko jeden pęcherzyk 17 mm. W czwartek IUI .
Doktor kazała zrobić zastrzyk dziś o 19:30 . Wydaje mi się że za szybko, bo w cyklu z pierwszą IUI miałam taki sam pęcherzyk (też 12 dc) i miałam zrobić ovitrelle 12 godzin przed IUI. Wtedy jeden pęcherzyk był już pęknięty, a drugi pękał.. więc myślę żeby zrobić jutro :)

Znowu był problem ze znalezieniem prawego jajnika. Pytałam gin co może być przyczyną ,to powiedziała że albo zrosty ,albo jest umiejscowiony wyżej niż macica,czy jakoś tak ...

Muszę pogadać z moim ginem o laparoskopii .


ma_pi Demotywator 18 października 2016, 15:29

Takie przemyślenia tu wrzucę. Żeby nie uciekło. Często wracam do zapisów tu zrobionych i to pomaga, coś się czasami przydaje.
Taki wstępny, mglisty plan to maj 2017. Nie wcześniej. Za to od stycznia-lutego może jakaś wstępna diagnostyka. Ale jakiekolwiek kłucie się to dopiero maj, nie wcześniej.
Jeśli chodzi o diagnostykę, to na tapetę wchodzą dwa hasła: immunologia i endometrium.
Immunologia - styczeń, zapewne kierunek Łódź, bo tu trzeba ostro działać. Przed wizytą ja już nic nie zbadam. Zabiorę swoje wyniki badań, a trochę ich już jest oraz ksero kartoteki z Provity. Mąż w styczniu zrobi sprawdzający seminogram, MAR-test i ASA z krwi. Mąż przeciwciał przeciwplemnikowych nigdy nie badał. Zostało to pominięte ponieważ nie jest to badanie pod IVF. Niemniej jednak dla immunologa może być cenne. I z takim kompletem badań pojedziemy dokonać... następnych badań zapewne.
Endometrium - w sumie nie wiem co, ale czuję, że coś tu jest nie tak. To pytanie do nowego lekarza prowadzącego. Nawet jeśli zostaniemy w novum, to lekarz prowadzący do wymiany. Może biopsja, histopato, histochemia. Niektóre zapisy z poprzedniego badania mojego endo podczas histetoskopii mi się nie podobają. Lekarka je widziała i stwierdziła, że są ok. No ale są w histopato stwierdzenia "fragmenty polipowate". Polipowate to raczej nie jest dobre dla ciąży. Trzeba też porozmawiać o grubości endo. W cyklach stymulowanch dochodzi do 12mm, ale tak na co dzień, to zazwyczaj 9mm. Szału nie ma.
Jajka i plemniki zostają nasze.
Zarodki genetycznie nie będziemy badać.

anet_ Operacja: Rodzina 18 października 2016, 16:11

Że ja, że blogi?
Spodobało mi się tu! Żeby tylko nie przesadzić. Podobno w staraniach trzeba mimo wszystko postawić na spontan. Bez spiny i będzie dobrze.

Marisa Czekająca na ten mały cud:) 18 października 2016, 16:59

Ach te moje ciągle wątpliwości... byłam 17.10. U lekarki a jutro idę jeszcze do innej :) może jestem jakaś nienormalna Ale dopytam się wszystkiego i przynajmniej będę spokojna:)

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 18 października 2016, 22:52

no i gdzie ta @??? juz bylo tak fajnie mialam regularne miesiaczki a teraz co??!! zas bede na nia czekala 63dni? chociaz ten cykl byl dziwny i ovulacje mialam w 18dc po zastrzyku wiec czekam jeszcze dwa dni jak nie bedzie to zagryze....

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)