coliberek Działania..działania... 2 sierpnia 2013, 20:53

Tak bardzo się cieszę, że kolejnym z nas się udaje! To nastraja bardzo pozytywnie, nawet takiego chodzącego negatywa od 2 cykli jaki się ze mnie zrobił. Jak ze wszystkim..nie zna się dnia ani godziny! Co ma być to będzie...

A co u mnie? Oczywiście lekki kwasik. Chyba najlepiej by mi zrobiła przerwa od starań, choć miesiąc spokoju, ale dobrowolnie nie potrafię tego zrobić. Co innego jakby akurat trafił się wyjazd do Polski w okolicach owulacji z mężem i mamą (czyli spimy we trójkę w hotelu, nie ma bzykanka :P ) , ale najprawdopodobniej wyjazd wypadnie w okresie okołomałpowym...więc i w przyszłym cyklu pewnie nie odpuścimy i będziemy próbować.

3 dni temu, zrezygnowana, w żartobliwym tonie mówię do męża "eeech, po co przytulać się na komendę, bo akurat dziś powinniśmy..przeciez i tak pewnie się nie uda" a mój kochany, jak zawsze na luzie i pełny optymizmu z radosną minką stwierdzil "no co Ty. za każdym razem może się przeciez udać, nigdy nic nie wiadomo"

Wczoraj nic nie zażartowałam ale kwasik zalał moje myśli "kuuurcze, po co się sprężać jak w zegarku jak pewnie znowu będzie dupa". Sama siebie nie poznaję. Zawsze superhappy, superoptymistka, zawsze z głową w chmurach a tutaj normalnie chyba mi się zrobily jakieś zakwasy myślowe. :/ Ale pomimo tego i tak nie mogę odpuścić, bo znając siebie - teraz moze i mam dół nadziejowy, ale potem szkoda by mi było, że nie próbowaliśmy i cykl odpuszczony.

Najwazniejsze, ze waga spada. Na siłowni mam speeda wiec może niedługo zacznie się efektywnie spalać oponka którą podejrzewam o wszystkie problemy. No tak..przynajmniej jest na co zwalić te miesiace niepowodzeń. Rozkosznie bolą mnie mięśnie, ramion, brzucha, nóg...wiem, ze silownia, zwłaszcza ćwiczenia aerobowe nie sprzyjają zapłodnieniu, bo mogę wykorzystać energię potrzebną organizmowi do zapłodnienia, czy też migracji jajeczka itp...ale już czekałam wystarczająco długo na CUD. Teraz żeby pomóc losowi i sprawić żeby stał się nasz wyczekiwany cud muszę zająć się swoimi zapasami jakie zgromadziłam przez ostatnie dwa lata. Rozkoszuję się zdrowym odżywianiem i widokiem wagi spadającej o kilosik co tydzień. Nigdy bym nie przypuszczała, że można jeść smacznie i często, nie być głodną a chudnąć. Hah zabrzmiało jak reklama. :D

ANAPOP LISTOPAD - Inseminacja EVIE 2 sierpnia 2013, 21:11

Panie naucz nas się modlić

Panie naucz nas się modlić
byśmy byli jako pielgrzymi
wędrujący przez rzeki złego czasu
po kamykach świętych wersetów
ale daj nam wesołe życie
oddal smutek twarzy
zakapturzonych męką
pozwól nad różą trwać w zachwycie
i na rękach unieść krople rosy
strącone skrzydłem ptaka
z porannych gałęzi

Panie naucz nas się modlić
opraw w uśmiech pogodny
godziny czarnych zamyśleń
i pozwól perły radości
wyławiać z muszli różowych
naucz nas psalmów wezbranych Twą chwałą
byśmy byli jak czułe fale
szepczące złote pacierze
u stóp wieczności

Zygmunt Ławrynowicz

ANAPOP LISTOPAD - Inseminacja EVIE 2 sierpnia 2013, 21:12

Boże, proszę Cię

Boże, proszę Cię o rzecz najtrudniejszą:
o łaskę, abym w każdym cierpieniu mojego życia
umiał dojrzeć krzyż Twego Syna,
wielbić w nim Twoją świętą, niezbadaną wolę,
towarzyszyć Twemu Synowi
w Jego drodze krzyżowej,
jak długo się Tobie spodoba.

Spraw, abym się stał wyczulony na Twoją chwałę,
a nie tylko na własne dobre samopoczucie,
a wtedy potrafię też znieść niejeden krzyż
jako pokutę za swoje grzechy.

Spraw, aby cierpienie nie napełniało mnie goryczą,
lecz czyniło dojrzałym, cierpliwym, bezinteresownym,
łagodnym i spragnionym owej krainy,
w której nie ma cierpienia,
i owego dnia, kiedy obetrzesz wszelką łzę
z oczu tych, którzy Cię kochali
i którzy poprzez ból wierzyli w Twoją miłość,
i poprzez noc w Twoje światło.

Krzyż Pana mego niech będzie mi wzorem,
niech będzie moją siłą, moim pokrzepieniem,
niech będzie rozwiązaniem
wszystkich niejasnych problemów,
światłem wszystkich nocy.

Daj, abyśmy znajdowali chlubę w krzyżu
Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Daj, abyśmy się stali dojrzali
w prawdziwej chrześcijańskiej egzystencji i życiu,
aby krzyż już nie był dla nas
nieszczęściem i niezrozumiałym absurdem,
lecz znakiem wybrania przez Ciebie,
tajemnym, niezawodnym znakiem,
że jesteśmy Twoimi na wieki.

Słowo bowiem jest wierne:
"Jeśli z Nim umieramy, to będziemy też z Nim żyć
- jeśli z Nim trwamy, będziemy też z Nim panować".

Ojcze, chcemy wszystko z Twoim Synem dzielić:
Jego życie, Jego Boską chwałę,
a więc również Jego cierpienie i Jego śmierć.

Daj nam tylko wraz z krzyżem siłę, żeby go unieść,
pozwól nam doświadczyć w krzyżu
również jego błogosławieństwa.

Daj nam taki krzyż, o którym Twoja mądrość wie,
że może on być ku naszemu zbawieniu, a nie zgubie.

Chryste, żyj we mnie, cierp we mnie
- niczego więcej nie pragnę.

Jeśli bowiem mam Ciebie, jestem bogaty.

Kto Ciebie znalazł
- znalazł siłę i triumf swego życia.
Amen.


Karl Rahner

dunia1287 Będzie co ma być. 2 sierpnia 2013, 23:53

Mąż właśnie zaczął urlop,do pracy idzie dopiero 19 sierpnia.Teraz trzeba się umówić na badanie nasienia.

dunia1287 Będzie co ma być. 2 sierpnia 2013, 23:53

Mąż właśnie zaczął urlop,do pracy idzie dopiero 19 sierpnia.Teraz trzeba się umówić na badanie nasienia.

dzis powtorzylam test i oczywiscie negatyw:( organizm robi mi w tym miesiacu psikusa :(

klaudiaslask nasze starania o kropeczka 13 listopada 2014, 18:16

oj kochane byłam dzisiaj na badaniach no i miałam znów glukozę ale chyba wzięłam za mało kwaśną cytrynę bo wcisła całą a dalej było za słodkie ostatnio było leprze no i co jeszcze poza tym że ekscytuję się tym 29 tygodniem bo to już prawie 30 no i jeszcze 10 tygodni i maluszek będzie z nami :DDDDDDD kupiłam śliczne koszule nocne do karmienia bo wkurzało mnie że większość w słoniki zwierzątka serduszka albo babciowe na co dzień bym się tak nie ubrała to dla czego mam to nosić w szpitalu ? ale znalazłam super koszule
http://allegro.pl/rozpinana-koszula-do-karmienia-porodu-nowosc-r-xl-i4737819791.html?source=mlt
to te no i je kupiłam od razu wszystkie trzy :) no i wanienkę taką 86 cm bo potem to już mam w domu zwykłą wannę to wystarczy :) mam jeszcze trochę rzeczy do kupienia no przyznam się nie trochę tylko pełno rzeczy i boję się że o czymś zapomnę mam listę spisaną niby wszystko ale jak coś pominę no jestem panikara kurcze nie wierzę że ten czas tak szybko mija długi weekend minoł szybko i ie do końca tak jak planowaliśmy nasz bank zainwestował nasze pieniążki w trakcie weekendu oddali dopiero w poniedziałek byłam zła bo plany szlak trafił ale i tak co nieco spełniliśmy byliśmy w kinie z dziećmi z Adasiem i moim siostrzeńcem na wakacjach mikołajka rozerwaliśmy się trochę no i poszaleliśmy na zakupach :) urodzinki siostrzeńca tez były super najadłam się wszystkiego na co miałam ochote od dawna czyli torta hihi i ciast a teściowa ze wsi przywiozła mi twaróg i mleczko od krowy mleko w 2 dni prawie zniknęło bo jak z adasiem się przyssaliśmy to z 2,5 litra został mały garnuszek :o :) a twaróg zamrożony na święta zrobię serniczek :) na tyle siły znajdę :) poza tym czuję się dobrze plecy jak bolały tak bolą brzuch często twardnieje no ale tak to jest i nie ma co narzekać bo to tylko chwilowe w lutym wróci wszystko do normy :) a teraz już czuję zapach świąt niby tyle czasu ale wiem jak szybko płynie czas więc to już nie długo kocham święta i tą magię w powietrzu tylko co to za święta bez śniegu ??? :( no ale biorę je takimi jakie będą bo to super wymówka na wyżerkę :P :D pozdrawiam was serdecznie i trzymajcie się cieplutko kochane :)

To czekanie mnie wykończy nigdy nie czekałam tyle na następną @ :( chciałabym żeby ta wredota nie przyszła, bo jeśli ma przyjść to już natychmiast dzisiaj !!!!
Co myślicie o tym moim dziwacznym wykresie? Serduszko dzień i cztery dmi przed owulką

a0f7ad67f00ec4c0584058ab75cf03e2.png

mychowe W oczekiwaniu:) 3 sierpnia 2013, 11:57

Wizyta u ginekologa przyniosla same pozytywne mysli. Szkoda tylko, ze akurat w ten sam dzien dostalam @. Ale z drugiej strony dobrze, ze przyszla. Mam dobre wyniki, mam sie nie martwic i dzialac. USG wyszlo idealnie, tylko szkoda, ze musialam biegac bez gaci po calym pokoju ginekologicznym, w UK bylo by to nie do pomyslenia, troche godnosci wiecej tu daja i szacunku, a w tej naszej Polsce nic sie nie zmienilo. Ludzie ciagle narzekaja i nie sa tak uprzejmi dla siebie..
A my zaczniemy dzialac wkrotce:)

Musialam zainwestować w nowy stroj bo ten z zeszłego roku jest za maly! Kupilam w Triumph-taki kolorowy z pomaranczowa oblamowka. Fajnie lezy choć kolor mogl być inny ale inne były droższe i gorzej lezaly. Bardzo drogo tam jest ale czasem warto zaplacic żeby dobrze się wygladalo!!Jutro wyjezdzamy na caly dzień ze znajomymi nad jezioro. Wstydze się swojego ciala bo trochu tłuszczu mi się odlozylo i mam już swoje kolo ratunkowe. No i te okropne rozstępy!!!!!!!!!!!! Ale kolezanka ma więcej tłuszczu ode mnie i się w ogole nie przejmuje wiec nie powinnam się czuc skrepowana:-))

Dziś wdzięczny wpis pt. „Teściowie”. Muszę się komuś wyżalić, bo niestety kolejny raz pokłóciłam się o nich z mężem i jest to w zasadzie nasz jedyny powód częstych skądinąd kłótni. Gdy 9 lat temu poznałam męża byłam jeszcze młoda i niedojrzała. No cóż, czego można wymagać od 16-latki. Nie mniej jednak bardzo polubiłam jego rodziców i zaczęłam wierzyć, że historie o matkach jedynaków to tylko niesmaczny żart synowych. Początkowo wszystko było cudnie: dbali o mnie. Teściowa dawała czekoladowe jajka na Wielkanoc, kwiatki, przysuwali grzejniki elektryczne do nóg, bym nie zmarzła. Naprawdę, nie mogłam powiedzieć o nich złego słowa. Nie widywaliśmy się często, bo zazwyczaj w trakcie ich urodzin i imienin, na które zresztą nigdy nie byłam zaproszona, ale wychodziłam z założenia, że powinnam zawieźć prezent i osobiście złożyć życzenia (mieszkaliśmy z mężem w dwóch różnych miejscowościach oddalonych o 15 km). To ja zapoczątkowałam prezenty dla solenizantów, gdyż nigdy nie było u nich tego zwyczaju. Składało się życzenia, albo nie. Nie przeszkadzał mi wówczas mały, walący się drewniany domek, w którym mieszkali i malutki pokoik męża, w którym nie mogły się pomieścić dwie osoby. Wprawdzie mój rodzinny dom jest ogrooomny, ale rodzice zawsze uczyli mnie, że nie są ważne kwestie materialne, ale człowiek. I tak spotykaliśmy się od czasu do czasu, ale zawsze musiałam być zapowiedziana, by teściowa się przygotowała. Wtedy myślałam, że tak bardzo jej na mnie zależy. Jaka ja byłam głupia… Wszystko zaczęło się przed weselem. Ustaliliśmy, że po ślubie zamieszkamy u mnie, a później wybudujemy dom. Kwestia miejsca pozostawała jeszcze otwarta. Zaczynałam już wtedy widzieć, że teść bardzo popija, więc trochę bałam się budować w okolicy męża. Przekonałam go jakoś, byśmy wybudowali się na działce nieopodal mego rodzinnego domu. Nie, nie chodziło mi o to, by zostać przy rodzicach. Jestem ogromną indywidualistką i nie lubię jak ktoś wtrąca się w moje życie. Widziałam jednak, że teściowa zaczyna coraz bardziej ingerować. W trakcie wizyt zawsze musieliśmy siedzieć w gościnnym pokoju z nimi, a gdy szliśmy do pokoju męża, by pobyć sami, przychodziła i stała w progu, aż w końcu musieliśmy wrócić. Zaczęłam się bać co będzie, gdy wybudujemy dom i ona cały czas będzie u nas siedzieć. Początkowo miałam do siebie wyrzuty, że taka jestem, ale już chyba mi przeszło po tym wszystkim, co stało się później. Ustaliliśmy, że świadkami na ślubie będzie kuzynka męża (córka jego chrzestnej) z chłopakiem. Starostami miała być moja siostra i szwagier. Razem stwierdziliśmy, że będziemy mieć tylko jedną parę starostów, bo wesele nie jest duże. Teściowie chcieli, by drugą parą była kolejna córka chrzestnej męża. Tłumaczyliśmy, że nie ma takiej potrzeby, jest po jednej parze z każdej strony, zresztą ta dziewczyna miała budowę i naprawdę nie mieli pieniędzy. Poza tym głupio było z jednej rodziny prosić na funkcyjnych chrzestną, świadkową i starościnę. Niby zrozumieli. Dwa tygodnie później do teściów przyjechała ta ciotka i świadkowa. Mąż przyjechał po mnie, byśmy poprosili kuzynkę na świadka. Rodzice rzekomo mieli się nie odzywać. Jakież było moje zdziwienie, gdy po naszym przyjeździe na miejsce teść oznajmił mi przy wszystkich, że „załatwił” nam już starostów!!! Ok., on pił, ale teściowa była zupełnie trzeźwa. Popatrzyła na mnie i tylko się zaśmiała. Poczułam się jakby ktoś dał mi w twarz. Tego samego dnia dowiedziałam się, że teściowie są z moimi rodzicami na „pan, pani”, a przecież dawno mówili sobie po imieniu. Nie pozwolili sprostować. Wtedy tak bardzo pokłóciłam się z mężem. Bolało mnie, że nikt się ze mną nie liczy. On na to tylko, że przeze mnie pokłócił się z rodzicami. Zgodziłam się na starostów, bo co miałam zrobić. Głupio było odwołać to wszystko. Myślałam, że zachowanie męża to stres przed weselem.
Po ślubie pojechaliśmy pakować rzeczy męża, by je do mnie przewieźć. Teściowa płakała i rozpaczała. Gdy mąż z teściem wyszli, tłumaczyłam jej, że nie zabieram jej syna – przeciwnie będzie mieć jeszcze córkę – mnie. Chciałam ją przytulić, podeszłam, a ona… mnie odepchnęła rękami i wybiegła. Zabolało. Nie liczyłam na wiele, bo przecież nawet nie zaproponowała mi, by mówić do niej „mamo”, ale zawsze jak myślałam o naszych kontaktach, to planowałam, że będzie dobrze. No i wtedy się zaczęło: po kilku miesiącach pretensje, że przyjeżdżamy tylko raz na tydzień (mimo, iż mąż jeździł po pracy w tyg.). W zimie byłam bardzo chora i miałam wysoką gorączkę, a teściowa zadzwoniła i powiedziała, że mąż ma przyjechać do niej. Nieważne, że chciałam, by został przy mnie. Powiedziała, że ja jestem chora, ale on może przyjechać. Wtedy powiedziałam jej, że przecież jesteśmy małżeństwem… Nie chciała już ze mną rozmawiać.
Wiele było takich sytuacji, kiedy miałam już dość. A to kupiła talerzyki i powiedziała do mnie: patrz, mam dokładnie tyle, ile mi potrzeba, czyli 3. Zrobiło mi się przykro, ale gdybym miała dzisiejszy rozum, to powinnam odpowiedzieć: To co, mama nie będzie jadła? Gdy miała zabieg na woreczek, to ja pomagałam jej wstać, dzwoniłam do niej cały czas i codziennie ciągnęłam męża do szpitala. Ucieszyłam się, gdy teść przyjechał do niej po pracy (niezbyt szczęśliwe to małżeństwo), bo przecież mogliśmy go zabrać po drodze do domu. Tak, ale że mieliśmy tydzień później kopać fundamenty, to zaczął wszystko sam ustalać na jakąś godzinę, a gdy powiedziałam: Ok., ale musimy to wszystko dopasować do zatrudnionych robotników, zaczął krzyczeć na cały szpital: O, znalazła się! Wybiegałam z tej sali z płaczem. Mąż wyszedł za mną i chciał wracać do domu, ale mi pomimo wszystko było szkoda, że teść ma wracać sam autobusem. Ze łzami w oczach wróciłam tam i poprosiłam, by pojechał z nami. Wiele było takich sytuacji, nie sposób ich w tym miejscu wymienić.
Budujemy ten dom w mojej miejscowości. Teść pomógł z 6 razy (jest budowlańcem), ale cały czas robi tylko mąż i mój tata. Ok., teściowie nie mają samochodu, ale tyle razy prosiliśmy teściową, by przyjechała do nas, zobaczyła postępy na tej budowie. Mąż chciał po nią jeździć, a ona z tej zawiści powiedziała, że przyjedzie oglądnąć na koniec. Ciągle nam powtarza, że to my mamy OBOWIĄZEK do niej jeździć, odwiedzać. A ja pytam: gdzie obowiązek matki wobec dziecka? Dlaczego ta matka nie chce go nawet pochwalić? Dlaczego musieliśmy błagać ją kilka godzin prawie na kolanach, by przyjechała? Dlaczego? Za co? W końcu mi wykrzyczała, że jej wstyd przyznawać się ludziom, że syn buduje się w innej miejscowości, wstyd. Ze stoickim wręcz spokojem odpowiedziałam wtedy: powinna mama być dumna, że syn ma takie aspiracje, że chce mieć swój własny dom. Powinna się mama tym chwalić, że sobie radzi, a ten dom budujemy, byście z nami kiedyś zamieszkali. Ojciec odpowiedział, że nie przyjdzie, a cały swój majątek (!!!) odda na dom opieki i tam go dochowają. Jaki majątek??? Rozpadający się domeczek, który dostali w spadku po jakieś ciotce??? Najbardziej zabolało mnie, że teściowa zaczęła płakać, że jak będziemy mieć dziecko, to będziemy do niej rzadziej jeździć… Zawsze wydawało mi się, że powinna się cieszyć, marzyć o wnukach. Ona jednak myśli tylko o sobie, o naszym obowiązku wobec całkowicie zdrowej i sprawnej kobiety w sile wieku.
Miałam już wtedy wszystkiego dość. Stwierdziłam, że tam już nie wrócę, ale zrobiłam to. Dla męża. Dla niego zawsze „włażę im do tyłka”. Za wszystko dziękuję, przepraszam, proszę, byle tylko mieli o mnie dobre zdanie. Na wiele rzeczy przymykam oczy, zaciskam zęby, gryzę się w język, aby tylko nikogo nie zranić.
Najbardziej rozbolało mnie co innego. Wujek męża 30 lat temu zaczął budowę, ale wybił tylko fundamenty. Materiał się już do niczego nie nadaje. Nie ma dzieci, ale ma konkubinę i chrześniaka – kuzyna męża. Teściowa jednak ciągle liczy na ten spadek, bo jak twierdzi: to grobu tego nie zabierze. Nie rozumiem, to jest przecież jego własność – ona nie ma prawa rościć sobie do tego żadnych pretensji… Jakiś czas temu dowiedziałam się od mojego taty (który zna wiele osób z miejscowości męża), że teść powiedział komuś w barze (o nas): „mieli już działkę i wybite fundamenty, ale gówniarze umyśliły sobie budować się gdzie indziej”. Ten ktoś śmiał się do mojego taty, bo wie jaki z teścia bajkopisarz, a tata się nawet nie odezwał. Pytam: jakim prawem rozporządza się obcym mieniem? Dlaczego i za co mnie tak szkaluje do obcych ludzi, wiedząc, że ja sama się nie obronię. Za co to wszystko??? A do mnie będzie się uśmiechał… Może bym w to nie uwierzyła, ale zaledwie miesiąc później sama teściowa opowiadała nam jak to spotkała wujka i powiedziała, że gdyby przepisał to mężowi, to może byłoby inaczej i wybudowalibyśmy się tam. Powiedziałam: czego mama tak mówi? Przecież nie zmienilibyśmy zdania. Mąż nie chce tego majątku. Nie umiem dogadać się z tymi ludźmi, nie potrafię, choć staram się dla męża, ale nawet to nie ma sensu, bo on nigdy nie wystąpi przeciw mamie. Teściowa bardzo nim manipuluje, w trakcie wizyty nie możemy nawet obok siebie usiąść. Ja mam miejsce przy stole, on na kanapie obok mamy. Jak zrobimy coś nie po jej myśli, spuszcza wzrok i prawie płacze, więc mąż zaraz zmienia zdanie. Mam do niego ogromny żal za to, że nie potrafi mnie przed nimi obronić, że nie potrafi ustalić jasnej granicy ich ingerencji w nasze życie. Nie muszę przecież jeździć do nich co tydzień. Pracuję niekiedy 7 dni w tyg., więc te 3 godziny w niedziele chciałabym z nim odpocząć. Tyle razy rozmawialiśmy, tyle tłumaczyłam, prosiłam i nic. Nie mam już siły. Muszę jutro do nich jechać, ale mam taki żal, że już dziś mnie to stresuje. Największy do męża, bo powiedział mi dziś, że to może ja nie daję się lubić? Jasne – ja, a nie mama i jej ciągłe szydzenie i docinki z innych ludzi. Znowu 10 razy powtórzy w towarzystwie teściowi, że śmierdzą mu skarpety i nawet jak zmienię temat, by nie było niezręcznie, powie to jeszcze głośniej, by wszyscy usłyszeli.

Śledzę swoje ciało. Tak jak pisze wiele kobiet tutaj, każdy symptom interpretuję na swoją korzyść. A jednocześnie gdzieś tam głęboko wiem, że to znowu ta sama sinusoida. Teraz trzepocze się we mnie nadzieja, a za kilka dni znowu podłe rozczarowanie i udawanie przed samą sobą, że to nic, że to jeszcze nie koniec, że mamy czas.

Sobotni grill ze znajomymi. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie trzy ciężarne i dwie pary z małymi dziećmi... Dalszy komentarz uważam za zbędny :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2013, 21:19

dunia1287 Będzie co ma być. 3 sierpnia 2013, 22:14

Jutro muszę wstać wcześniej,więc i temkę zmierzę szybciej nic zwykle czyli o 6.30.Jutro gdzieś o 5.00 wstaję,więc jak wyliczyć,aby była jak najbardziej wiarygodna?

Ita Projekt Junior (napro) 4 sierpnia 2013, 00:19

Zwolniło się miejsce u endo i byłam już w piątek.

ja - Dzień dobry, skierował mnie do Pani dermatolog, do którego poszłam w związku z wypadaniem włosów. Martwił się moimi wynikami TSH.
dr - O co Pani chodzi? Wszystko jest w normie. Nie takie wyniki widziałam.
ja - Czyli z TSH 3,9 można zajść w ciążę?
dr - Można.

Później nastąpił wywiad lekarski i badanie ginekologiczne.
dr - No i wszystko jest w porządku.
ja - Czyli mamy się starać tak jak do tej pory i nie powinno być problemów z zajściem w ciążę?
dr - Z zajściem nie. Tylko, że prawdopodobnie Pani poroni, albo będzie miała upośledzone dziecko.

Ita Projekt Junior (napro) 4 sierpnia 2013, 00:43

Tworzenie nowego życia to ciężka praca nie mająca nic wspólnego z przyjemnością:

_________________________________________________

dr - Jak często Pani współżyje?
ja- Zależy od miesiąca i naszych czasowych możliwości. Od 6 do 12 razy, ale zawsze celujemy w owulację.
dr- Za mało! Trzeba się kochać co drugi dzień! Z 6ciu razy w miesiącu dziecka nie będzie.

_________________________________________________


dr - W jakiej pozycji się Państwo kochają?
ja - Klasycznej? Na jeźdźca? Tak jak nam akurat pasuje.
dr - Źle! Przy tyłozgięciu macicy tylko od tyłu.
ja - Ale odczuwam wtedy dyskomfort...
dr - Jak inaczej plemniki mają dotrzeć do macicy?

_________________________________________________

dr - Co Pani robi po stosunku?
ja (wiedząc już, że każda moja odpowiedź jest zła) - Leżę?...
dr - Jak?
ja - Długo?...
dr - Pytam o pozycję!
ja - Tak jak mi wygodnie?...
dr - Źle! W taki sposób to Pani nigdy nie zajdzie. Leżeć tylko na brzuchu! [tyłozgięcie]

__________________________________________________

ja - Prowadzę wykresy... [wydrukowałam z ovu]
dr - Pokazać! No owulacja jest bardzo ładna. Gdzie było współżycie?
ja - Tam gdzie serduszka.
dr - I jak ma Pani być w ciąży jak np. na tym wykresie stosunki były regularne, ale po owulacji? Owulacja była 10 dnia! Nie potrafi Pani czytać tych wykresów. Zresztą nie należy ich w ogóle prowadzić tylko współżyć.

Po wyjściu z gabinetu spokojnie spojrzałam na wykres, na którym owulacja miała być 10 dnia.
Hmm... akurat endo szczęśliwie trafiła na luty kiedy to: 1/śluz, 2/ testy owulacyjne, 3/GINEKOLOGICZNE USG potwierdziły wystąpienie owulacji 17-18 dc.

____________________________________________________




Szukam nowego endo.

Szanowanko imprezki męża ;) Ciasta upieczone, tort ;) też teraz tylko przygotować wszystko do obiadu i wieczornych pieczonek i... pozostaje ... od 13 cieszyć się gośćmi... jeść i pić...soczek :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2013, 08:15

Wczorajszy dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu. Mąż robił kanalizację w naszym domku, a ja zbierałam pozostałości/ ścinki ze stempli. Pięknie grzało słoneczko, dotleniliśmy się :)
Trochę ruchu też nie zaszkodziło.
Wróciliśmy o 21 i padliśmy spać.
Dzisiaj od rana źle się czuję. Boli mnie głowa i nie mogę patrzeć na ostre światło.
To chyba migrena..
Zaspałam i nie zmierzyłam temperatury.
Na szczęście @ się już skończyła, więc powinnam czuć się lepiej.
Jutro idę z rana na pobranie krwi do testu obciążenia glukozą. Mam nadzieję, że wyniki będą poprawne.

To zaledwie jeden dzień komfortu psychicznego, a tak pozytywny. Cieszyło mnie niemal wszystko a najbardziej brak pośpiechu. Koniec z wiecznym lataniem, szybko do sklepu, szybko z psem, szybki obiad, szybka kąpiel. Rozkoszuję się tym spowolnieniem, planuję czas rozdzielając go na przyjemne czynności. Uwielbiam gotować , robić przetwory a nie miałam dotąd na to czasu i teraz wreszcie będę mogła rzucić się w wir takich przyziemnych zajęć.Wiem - minie tydzień lub dwa i zacznie mnie nosić , zacznie uwierać nadmiar czasu... W czerwcu w dzień moich urodzin zapisałam się na kurs prawa jazdy i tego też do tej pory nie zrealizowałam , bo właśnie wtedy zaczęły się kłopoty w pracy i z ośmiu dziewczyn zostałyśmy we trzy , nadrabiając ich pracę. Tak więc kurs dopisuję do planu, może jeszcze jakiś kurs znajdę, bo lubię poszerzać swoje umiejętności, chyba mam to po mamie bo ona miała wyuczone trzy zawody i kilka kursów a ja też na swoim koncie mam już parę. Zawsze myślałam że jestem beztalenciem jeśli chodzi o fryzury czy pielęgnację paznokci a teraz zauważam że jednak gdzieś to we mnie tkwi. W pracy wszystkie znajome zawsze myślały że mam tipsy i pytały ile płaciłam a ja robię to sama , i lubię swoje paznokcie , w 100% naturalne , może jakiś kurs w tym kierunku? Nabrałam niesamowitego apetytu na życie , jakbym obudziła się ze śpiączki , chce mi się wszystkiego , bo wcześniej przez wieczne zmęczenie i niedospanie nie miałam już powoli nawet ochoty na sex i tylko pragnienie dziecka i to że widzimy się z D.. tak rzadko potrafiło to utrzymać. Chce spacerów z psem długaśnych, chce posiedzieć na plaży z książką, wycieczek rowerowych , wybrać się na grzyby..chcę, chcę ,chcę ! Dzisiaj planowałam plażowanie ale w nocy o 2.00 obudziło mnie ciężkie dyszenie psa, myślałam że się struł i koniecznie trzeba biec z nim na spacer , niczym strażak poderwałam się z łóżka i wskakiwałam już w spodnie , kiedy zobaczyłam pierwszy błysk i oddalony jeszcze nie co pomruk burzy. Mój piesio strasznie się boi- wszystkiego a burzy i fajerwerków najbardziej. Żałowałam że nie ma D.. on ma jednak w sobie ten spokój, tą siłę męską która daje poczucie bezpieczeństwa, pewności że nic nie grozi i to działa na pieska mocno. Ja nie potrafie chyba tego dać , nie mam tego w sobie. Jedyne co mogłam zrobić to zamknąć wszystkie okna, zasłonić je i przytulić biedaka przemawiając do niego uspokajająco. Pogody nie ma więc plaża odpada, ale nie martwi mnie to , zrobię coś pysznego dla mojego Słońca , bo jutro znajomi do niego dojeżdżają to zabiorą po drodze .. jestem szczęśliwa , jak niewolnik odzyskujący wolność :)

W piątek byłam w klinice. Był to 15dc. Lekarz nie widział, by coś wskazywało, że będę miała owulację. Najprawdopodobniej transferu w tym miesiącu nie będę miała zrobionego. Wizytę mam jeszcze we wtorek. Będzie to już 19dc. Wtedy na 100% dowiemy się czy robimy to teraz czy w następnym cyklu.
Co do paciorkowca lekarz powiedział, że skoro go leczyłam i wyszedł znowu to jestem jego nosicielką i nie przeszkadza mu to. Żebym nim się nie przejmowała. Żebym wybrała sobie tą pencylinę i nie myślała o nim.
Wczoraj byłam na chrzcinach. Zostałam po raz kolejny matką chrzestną. Mała jest cudowna. Tuliła się w moich ramionach, a ja rozpływałam się ze łzami w oczach jak to będzie jak będę miała swoją taką księżniczkę. Nawet raz nie zapłakała. Mówiono mi, że pasuje mi taki maluszek. Żebym pomyślała o swoim. A ja nie myślę? Wypruwam flaki, by stać mnie było na kolejne etapy leczenia, by mieć maleństwo. Takie komentarze nie są mi potrzebne.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)