13dpo
Temp 36,8 - jakiś masakryczny spadek, aż nie mogłam rano uwierzyć jak patrzyłam na termometr...
Co tu duzo mowic... dół, niemoc.. na testach biało, temp w dole, koniec marzeń o szczesliwym zakonczeniu... 
juz nie bede robic testow przed 12dpo na pewno. i juz raczej nie kupie facelle. zbyt wiele juz orła cieni na nich zobaczyłam.. wiadomo, sama sobie jestem winna, bo robie śledztwo latarkowe przez caly dzien na testach z rana, i w koncu cos tam dojrze..
zaraz pewnie zaczne ogladac wykresy i patrzec czy zdarzaja sie takie spadki dzien przed @, z negatywem, a mimo wszystko jest ciaza... niepotrzebnie tylko zrobie sobie nadzieje..
Kolejny cykl na pewno bedzie w plecy, bo owu w swieta wiec IUI nie bedzie... styczen pewnie iui, a potem to juz chyba chce probowac in-vitro... boże jaka beznadzieja.. 

za 4 dni moje 35 urodziny... zajebiscie.. dobijcie mnie
w sumie to jest mi teraz bardzo dobrze. to jest chyba mój najlepszy moment ciąży, mimo że fizycznie jestem coraz cięższa, wiadomo szybko się męczę, kiepsko sypiam, ale za to w głowie latają mi same motylki. jaram się każdym ruchem Synka, szczególnie jeśli w pobliżu jest Mąż. Młody ma w brzuszku ewidentnie coraz mniej miejsca, bo to już nie są takie fikołki jak kiedyś, tylko bardziej przewracanie się na boki, wystawianie a to kolanka, a to stópki, a to (że tak powiem) dupki. chociaż tak serio to nigdy nie wiem co w danym momencie wystaje, tylko metodą dedukcji dochodzę do tego, że skoro jest ułożony główką do dołu, a dokazuje wysoko, to muszą to być dolne częścią ciała (a raczej ciałka). tym niemniej czasem czuję też jakby mi "coś" napierało od środka na pochwę (ale ostatnio rzadziej). co najmniej raz dziennie odczuwam też takie rytmiczne pulsowanie, podobno to czkawka, ale nie wiem.
z innych spraw to dalej jestem w lesie z porządkami, ale w ogóle nie robię sobie z tego powodu wyrzutów. po pierwsze zostało mi raptem jakieś 10%, po drugie ostatnio naprawdę nie miałam do tego głowy, a jak przychodzi mi wybierać zaniedbać kogoś, czy coś, to zawsze wybieram zaniedbać coś. ostatnio widziałam w internetach fajny tekst a propo sprzątania (cytuję z głowy): "dom powinien być na tyle czysty, abyśmy byli zdrowi i na tyle brudny, abyśmy byli szczęśliwi" i to muszę powiedzieć nam wychodzi, więc w ogóle nie ma tematu.
za to jesteśmy bardzo do przodu z zakupami świątecznymi. dzisiaj tylko jeszcze pójdę dokupić parę prezentowych drobiazgów, a ze spożywki zostało nam już tylko to co ma krótki termin przydatności, więc siłą rzeczy trzeba było zostawić na później.
mam ogromną świadomość tego, że święta zlecą bardzo szybko, już nie wspominając o czasie przedświątecznym, a potem to już można powiedzieć odliczanie: najpierw do nowego roku, a później do porodówki. mam nadzieję, że zorientuję się że mam skurcze i zdążymy dojechać na czas, ale samego porodu to nawet nie próbuję sobie wyobrażać. wiem, że jestem w ciąży, co oznacza, że będę rodziła, ale w głowie mam od razu wizualizację tego, że jesteśmy z Synkiem w domu, a szpital się tam w ogóle nie zmieścił. może to i dobrze, bo po co sobie z góry napędzać stracha, a co ma być to i tak będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2016, 13:43
Witam się w ósmym tygodniu mojej drugiej ciąży
!
7+2
do porodu: 234 dni
Niestety nie mam tej mocy dzisiaj
!
Jutro mam pierwszą wizytę - marzę żeby pokazać wam to zdjęcia okrucha i opisać jak pięknie biło serduszko
! Oh Panie Boże....
Nie , nie - zdecydowanie nie mam mocy ! Leń, leń , leń. Tylko dlaczego w takim okresie przedświątecznym kiedy trzeba napierdzielać?
Są takie dni gdy myślę, że nie będzie nam dane.. Dzisiaj to nie jest ten raz zakrapiany łzami, gorszy, takie suche fakty. A z drugiej strony powtarzam sobie zawzięcie, że kiedyś się uda. Takie emocjonalne pomieszanie z poplątaniem.
9+1
Kurczę od ostatniej wizyty mineło kilka dni a ja nie mam o czym pisać 
Moja ciąża jak na razie jest strasznie nudna
hehe
Muszę jutro iść do mojej przychodni dopytać się ile wyniosą moje badania, na które dała mi skierowanie moja ginka. W sumie mam 11 badań:
* mocz - bad. ogólne
* morf. krwi (podst.)
* glukoza
* TSH
* HBs antygen
* anty HCV
* HIV Ag/Ab (Combo)
* VDRL
* toxoplazma lgG
* toxoplazma lgM
* grupa krwi
Aż się boję no ale co zrobić 
A z przyjemniejszych nowin to taka, że w sobotę miałam imprezę urodzinową i powiem Wam, że jak zobaczyłam ogromną torbę na prezenty to aż zdębiałam 
Dostałam bukiet 17 czerwonych róż, pluszową żabę, pluszowego "Ktosia" ( wygląda na małpę
), zestaw szpitalny ( zabawkowy talerz + kubek
), drewnianą szkatułkę oraz mnóstwo słodyczy 


23dc
Temperatura spadła. Czyli znowu nici w tym cyklu. Cykl bezowulacyjny. Nie będzie magicznych świat. Rok zakończy się najgorzej jak tylko mógł. Podsumowanie roku - ciaza jedna - dzieci- tylko te martwe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2017, 15:43
Dziewczęta, pijcie ze mną kompot! Czuje się lepiej!
No dobra, może nie miałam jakichś mega uciążliwych objawów ciąży, bo w zasadzie tylko ogromne zmęczenie, ogromny apetyt i mdłości (ale bez wymiotów). Mimo wszystko to wystarczyło, abym utraciła chęć do życia, zawinęła się w koc i marzyła tym, by ktoś mnie dobił. Nie mogłam się pogodzić z tym, że z bardzo aktywnej babki zmieniłam się w naleśnika. Psychika też ucierpiała, ale wygląda na to, że jest lepiej! W końcu, jeszcze trochę i na gwiazdkę dostałabym kaftan z bardzo długimi rękawami.
Oczywiście wraz z ustąpieniem uciążliwości zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko jest ok z Ziemniakiem. Ale tak już chyba zostanie, więc staram się przywyknąć 
Odkryłam coś takiego jak wino bezalkoholowe. Jestem ocalona.
Boże chroń nas
20 dc.
Raczej nie zanosi się, że coś w tym cyklu zaskoczy. Liczę na cud.
Miałam nie "świrować" - ale to jest silniejsze ode mnie, wydaje mi się, że coś jest na rzeczy, że tym razem się uda. Testuję przed świętami, bo albo odstawiam duphaston, albo biorę więcej... Nie udało się dotrzymać postanowień - wkręcam sobie, że każdy ucisk w brzuchu to "to". Pocieszam się, że dziwne i niskie temperatury to nic.
Bardzo chcę być w szczęśliwej ciąży, chciałabym aby te Święta były we trójkę, i żeby dzieciątko było prezentem urodzinowym dla M. we wrześniu. Tak bardzo bardzo tego pragnę.
Chcę, żeby ten rok zakończył się dobrze. Prawdopodobnie chcę za bardzo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2016, 12:25
Okropny ten dzień dzisiaj.
Od rana czuje że jestem napięta jak guma w majtach Kim Kardashian.
Nie lubię tego uczucia, a co lepsze nie wiem nawet jaki jest powód tej nerwicy.
Niech ten dzień sie już skończy
Boję się...
Zaczęłam plamić. Zauważyłam delikatne plamki na wkładce, więc postanowiłam zbadać sobie szyjkę,żeby zobaczyć czy to śluz, czy plamienia
. Na palcu był brązowo-bordowy śluz jakby z nitkami skrzepu
. Od razu wzięłam dwie tabletki dupka, bo został mi się listek po pierwszej inseminacji. Chciałam umówić się do gina na jutro, ale wolny termin dopiero na czwartek
. Wizyta w klinice za tydzień we wtorek.
Boże... zaczęłam się bać ,a jeszcze przed chwilą nie mogłam doczekać się wyniku bety.
Zaraz chyba umrę .
O ty cholerna ironio losu!!!! Ja już sama nie wiem czy śmiać się, czy płakać, czy załamywać, czy olać to wszystko.
Zmieniłam dietę, żeby pomóc mojej szalejącej insulinie, nauczyłam się zdrowo odżywiać, pięknie zrzuciłam kilogramy.
Od kilku dni dziwne pieczenie w dole brzucha, znów zapalenie? Nie, to jakieś takie inne. Grzybica pochwy? Chyba nie, bo nie swędzi. To piecze i nie do końca wiadomo gdzie.
I jest: w dzisiejszym wyniku moczu: liczne kryształy szczawianów wapnia. Do szczęścia zabrakło mi tylko takich klejnocików w siurach.
Szybki telefon do urologa: duuużo pić, prawdopodobnie to przez dietę bogatą w warzywa.... Jakieś ziołowe tabletki wziąć na nerki i powinno być dobrze.
To co ja mam wreszcie jeść? Żyć powietrzem i energią słoneczną? Jak tak dalej pójdzie to zniknę z powierzchni ziemi i umrę z głodu.
Spać nie mogę, mała depresja chyba jednak się wdarła. Z dwojga złego lepiej takie kryształki, niż paskudne bakcyle.
Zatem wracamy do punktu wyjścia, bo prawie dwa lata temu też zaczęło się od małego kamyczka na nerce i skończyć się nie chce. Takie kryształki sobie schodzą drogami moczowymi ryjąc błonę śluzową i stąd zapalenia pęcherza.
No to jak się przed tym ustrzec?
Jutro wizyta u mojej lekarki, ciekawe co ona na to? Poproszę też o jakiś delikatny wyciszacz, żebym chociaż spać mogła normalnie.
Mocz na posiew oddany, czekamy czy będzie ok, w poniedziałek pobiorą wymazy z kilku wiadomych miejsc i diagnostyka w tym kierunku będzie pełna.
Może coś w końcu się ruszy w kierunku bycia w ciąży?
Magia ciężarnej 
Wracam sobie spokojnie z przedszkola, dzień mroźny i przyjemny. Zagaduje mnie sasiadka, w moim wieku, też odprowadza dziecko. Pyta - w błogosławionym stanie jesteś widzę... I się uśmiecha
A ja jakby mnie ktoś zdzielił w głowę. Mówię że tak i zaczynam się glupkowato śmiać. A ona że po oczach widzi, bo całkiem inaczej wyglądam, tak radośnie i promiennie.
Wychodzi na to że chodzę i się nieświadomie szczerze jak szczerbaty do sera
A oczy - z niewyspania mam całe opuchnięte. Magia. Czysta Magia 
@ w tym cyklu wyjątkowo krótka, bo dzisiaj 5 dc i już ani śladu. Specjalnie mnie to nie martwi, bo wszelkie starania i tak będą na lekach a przynajmniej szybciej będą serca 
Zaczęłam pić inofem, mam zakupione 120 saszetek i mam nadzieję, że do lutego/marca dadzą jakiś efekt w postaci lepszych jajek 
Za nami cudowny wspólny weekend. W sobotę pojechaliśmy na randkę i na koncert
Poszłam za radą i staram się być najlepszą żoną jaką się tylko da. W końcu mamy tylko siebie i aż siebie, więc nasze życie powinno być jak najlepsze 
Staram się, aby mój punkt wyjścia do starań był taki, że na chwilę obecną jestem szczęśliwa, a dzidzia może tylko to moje szczęście powiększyć. W końcu nasze życie nie jest takie złe i powinnam chyba bardziej doceniać to, co mam.
19.12 miałam mieć termin porodu. Jeszcze niedawno bardzo bałam się tego dnia, ale terapia mi pomaga i wiem, że po prostu muszę zaakceptować niektóre rzeczy jako część swojej rzeczywistości. Skupiam się na tym, że przede mną następny bardzo dobry weekend. W sobotę imprezka urodzinowa, w niedzielę jedziemy na koncert. Ostatnie spotkanie na terapii było dla mnie przełomowe i zrobiłam bardzo duży krok do przodu. W końcu jasno sobie uświadomiłam i wypowiedziałam pewne rzeczy i teraz może łatwiej będzie mi je wypracować.
Może moje życie nie jest takie, jakie sobie zaplanowałam, ale nie chcę myśleć, że jest gorsze. Jest inne.
Kolejny test negatywny to juz 9 dpo takze chyba nic z tego, bola mnie piersi i jajniki mocno, takie to zycie zakrecone
Kolejny test negatywny to juz 9 dpo takze chyba nic z tego, bola mnie piersi i jajniki mocno, takie to zycie zakrecone
14dpo
Temp 36,61
Negatyw
Czekam na @
Pierwsze IUI nieudane
Smutno mi...
jak przystało na typową kobiecą logikę po wczorajszym wpisie oddałam się... sprzątaniu. poza tym wczoraj pisałam, że w ogóle nie myślę o porodzie, a tymczasem 6 grudnia straszyłam, że będę najgłośniejsza na porodówce, czyli jednak trochę myślę (tylko wypieram, np. wczoraj).
tak się teraz zorientowałam, że w ogóle nie wspominam o pracy, za którą ani trochę nie tęsknię. myślałam, że jakoś bardziej przeżyję to L4 (bo jakby nie patrzeć swoją pracę/zawód lubię), ale okazuje się, że człowiek szybko się przyzwyczaja do nowego. tym niemniej jestem zdania, że na dłuższą metę to nie dla mnie, a z drugiej strony jak sobie pomyślę, że Dziecia mojego będę musiała gdzieś "oddać" w momencie kiedy zaczynie się robić najbardziej ciekawy (po roku), to aż mnie skręca. na szczęście są to totalnie przedwczesne rozważania i abrakadabra! też jej na teraz wypieram, a do martwienia się w tej sprawie powrócę mniej więcej za rok o podobnej porze.
p.s. dziś na bank spacer, bo pogoda (przynajmniej tak zza okna) bardzo zachęca. poza tym od kiedy stałam się szczęśliwą posiadaczką kurtki ciążowej to codziennie bym gdzieś chodziła. dodam tylko, że kurta nie jest ciążowa tak z nazwy, ale na moje potrzeby wystarczyło kupić o rozmiar większą i już jest jak ciążowa. a na dodatek piękna (neonowa!) i biorąc pod uwagę ceny kurtek zimowych w ogóle dość tania. moja młodsza Siostra już ją okrzyknęła rodzinną kurtką ciążową (w sensie, że jak ona kiedyś w odległej przyszłości będzie w ciąży to ja ją jej pożyczę), więc mam totalny zakaz zhandlowania jej, ale ponieważ sama się w niej zakochałam (na tyle na ile można się zakochać w rzeczy rzecz jasna) to i tak bym tego nie zrobiła. i tak a propo ubrań w ogóle to jestem już na takim etapie, że do wyboru mam chyba pięć bluzek na krzyż, dwie pary spodni ciążowych (bo trzecie kupione nadają się co najwyżej do spania), a na resztę moich ubrań to sobie mogę najwyżej popatrzeć i... jeszcze raz popatrzeć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2016, 11:20
Ciąża zakończona 13 grudnia 2016
Najbardziej w życiu boję się chorób, cierpienia i śmierci moich bliskich. I właśnie przyszło mi się z tym strachem zmierzyć. Twarzą w twarz. Choroba dotknęła moją mamę. Ta najgorsza. Nie potrafię zrozumieć dlaczego. Dlaczego ją? Tyle już w życiu przeszła i teraz, kiedy wszystko się poukładało, kiedy przez Neśkę to życie nabrało nowego sensu taki cios. Boję się. Tak bardzo się boję!
Za chwilę święta. Pierwsze święta mojego dziecka. Tak bardzo się na nie cieszyłam, nie mogłam się doczekać. Teraz nie planuję. Nie wiem jak to będzie. Teraz zamiast ekscytacji i radosnego oczekiwania jest niepewność i ogromny lęk. I choć w sercu nadzieja, to głowa pełna obaw i znaków zapytania. Modlę się, nic więcej nie mogę zrobić.
Jeżeli ktokolwiek to czyta, proszę trzymajcie kciuki za jutrzejszą udaną operację i powrót do zdrowia mojej mamy 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.