Jestem po wizycie i muszę przyznać ze jestem zauroczona lekarzem;) polubiłam go od pierwszej minuty,podobało mi się to jak se mną rozmawiał, na usg wszystko powiedział jest pecherzyk na lewym jajniku 17mm i za 2-3 dni powinna być owulacja, kazał mi przyjechać w sobotę do szpitala na jego dyżur zeby mógł zobaczyć czy pecherzyk pękł czy nie i to mi się podoba konkrety. co do prolaktyny przepisał mi bromergon ale powiedział żebym się wstrzymała z braniem do nowego cyklu zeby wrazie czego teraz już nic nie zakłócać bo przecież to może być ten szczęśliwy cykl;) bardzo mi się poprawił nastrój po tej wizycie i gin zaszczepil we mnie nowa nadzieję
trzymajcie kciuki kochane moje;)
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 10:17
Miałam dzisiaj HSG. Najgorsze badanie jakie w życiu miałam! A miałam ich wiele z różnych gałęzi medycyny.
Około godz 10 dostałam jakąś tabletkę przeciwbólową. HSG miałam wykonywane dopiero ok. 13, więc de facto bez znieczulenia, bo tamta tabletka to już chyba w ogóle nie działała, a nic innego mi nie dali. Czytałam o gazie rozweselającym, o znieczuleniu, o czopkach rozkurczających... nic z tych rzecz! Nogi trzymałam na kozetce w powietrzu, bolało jak diabli 
Najważniejsze - jajowody obustronnie drożne
ALE lewy jajowód w bańce mocno skręcony
więc oczywiście jakiś mankament się trafił i martwi mnie ten skręt (co to???), ale zdaję sobie sprawę, że nie mam co narzekać, mogło być gorzej.
Moja gin. mi napisała w smsie, że super i że 2-3 cykle dajemy sobie spokój bez leków i badań,a dalej zobaczymy... wolałaby brać jakieś leki, działać coś, ale postaram się wyluzować. Teraz na tapecie mój M. i jego testosteron.
M. na delegacji, smutno samej, ale całe szczęście, że jestem w domku-mieszkanku i jutro do pracy 
Pokłóciłam się znowu z mamą. Ostatnio był tata, teraz to samo z mamą, ech ta polityka
M. mówi, że jak zajdziemy w ciążę, to ograniczy mi kontakt telefoniczny z rodzinką, o fizycznym nie wspominając... ale babci mi żal 
3 dc
3 cykl starań z ovu
Mam dziś wolne więc od rana szaleję ze sprzątaniem na święta. @ oczywiście przyszła ale nie rozpaczałam nawet byłam z tego zadowolona. Pracuję w sklepie na dziale mięsnym a wiadomo przed świętami jest szał i jakbym była w ciąży to denerwowałabym się, że mogę zaszkodzić dziecku a tak to spokojnie mogę pracować. Dlatego też nadejście @ przyjęłam ze stoickim spokojem i z nadzieją rozpoczęłam kolejny cykl. Stwierdziłam, że jadę dziś do apteki i kupuję Castagnus- może on choć trochę skróci mi cykle bo odkąd jestem na ovufriend to mam je rekordowo długie i pojawiły się jakieś plamienia u mnie w środku cyklu. Zobaczymy, może pomoże. I tak nie pozostaje mi nic innego. Finansowo wychodzimy na prostą to może już niedługo uda się, że mój mąż zrobi badanie nasienia i pojedziemy do lekarza a wtedy może on coś zaproponuje i ruszy mój organizm
. Teraz czekam tylko na koniec @ i będę molestować męża
.
Ciąża rozpoczęta 12 listopada 2016
Ciąża rozpoczęta 12 listopada 

Test ciążowy 12 dpo
HCG: 95,7
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 09:48
15.grudnia 2016r. 15dpo

22dc...
Jestem po wizycie w klinice.
Zacznę od początku. Owulacja w tym cyklu na pewno była, z prawego jajnika. Co ciekawe, mimo moich obaw, to po histeroskopii endometrium jest jak najbardziej w porządku, więc wciąż jest cień szansy na Bożonarodzeniowy cud. Wiem też, że to musiałby być prawdziwy cud, żeby tak nagle po tylu latach się udało i to w cyklu, gdzie nie mierzę temperatury, który totalnie wykluczyłam i na dodatek na miesiąc przed planowaną IUI. W takie cuda to ja raczej nie wierzę, ale życie często pisze zaskakujące scenariusze, więc kto wie
@ powinna przyjść w Wigilię lub 1 dzień Świąt.
W każdym razie ja nastawiam się już na kolejny cykl, bo sugerując się ostatnimi wynikami badań nasienia męża, to spokojnie będziemy mogli podejść do IUI
JUPI
To jest bardzo dobra wiadomość! Moja gin powiedziała, że ilościowo Mąż bardzo nadrabia słabą morfologię, więc nie ma żadnych przeciwskazań by wykonać inseminację
No chyba, że kolejne wyniki będą tragiczne, ale mam nadzieję, że nic znacząco się nie pogorszy. Póki co dostałam receptę na CLO. Jako, że dobrze się stymulowałam kilka lat temu na tym leku, to teraz działamy tak samo. Mam brać po 1 tabletce od 2 do 6dc. Mam nadzieję wyhodować więcej niż jedno jajo, zawsze wtedy nasze szanse rosną
Monitoring mam wstępnie ustawiony na 5.01, ale wszystko będzie zależało, kiedy dostanę @. Mam się pojawić ok 12dc. w każdym razie, jak coś się poprzestawia, to będę ten termin zmieniać.
Zadałam też mojej gin kilka pytań dodatkowych
Po pierwsze - moje TSH. Wynik z sierpnia 1,86, wynik z listopada 2,13. Ginka powiedziała, że nie jest źle, ale można by nad tym jeszcze trochę popracować, więc jako że ja biorę dawkę 50 eutyroxu , to w weekendy (2x/tydz) mam brać zwiększoną dawkę 75 i po ok. 6 tyg. kontrolnie powtórzyć badanie.
Druga sprawa - prolaktyna. Wynik 21,5 przy normie do 23. Moja gin stwierdziła, że przesadzam i oczywiście mogę brać castagnusa, bo to nigdy nie zaszkodzi, ale najlepiej byłoby gdybym nie szukała problemu tam gdzie go nie ma
Innymi słowy skoro jest owulacja, to tym wynikiem w ogóle nie trzeba się przejmować. Inna sprawa byłaby, gdybym owulek nie miała, wtedy trzeba zbijać prolaktynę, w moim przypadku takiej potrzeby nie widzi.
Co do badań genetycznych - nie ma żadnych przeciwskazań by wykonać je podczas stosowania leków wspomagających owulację.
No i jeszcze jedno - oberwało mi się, że nie trzymam diety. Fakt, schudłam 10kg na diecie od dietetyka, ale od urlopu we wrześniu tej diety praktycznie nie stosuję i już mi 8 kg wróciło. Ginka powiedziała, że każdy kilogram nadbagażu to mniejsze prawdopodobieństwo, że zajdę w ciążę. Ja nie jestem jakaś mega otyła, zazwyczaj noszę rozmiar 40, w wyjątkowych sytuacjach 42, ale to i tak zdecydowanie za dużo. Najlepsze jest to, że ja to wszystko wiem, ale do cholery, odkąd przestałam stosować antykoncepcję nie potrafię utrzymać wagi. Byłam jeszcze 4 lata temu szczuplutka, nosiłam rozmiar 36/38, więc różnica jest niestety spora
Tylko, że ja naprawdę nie jem jakoś tłusto, słodyczy też jem bardzo mało (raz w tygodniu kawałek sernika czy muffinka, to przecież nie jest dużo), słodzę napoje tylko słodzikiem, gazowanych nie piję wcale, nawet soków owocowych nie pijam, bo też mają cukier. Raczej stosuję się do zalecanych w trakcie diety ilości jedzenia, ale muszę wrócić też do zasady, żeby do każdego posiłku było warzywo, kanapka była z najlepszego pełnego ziarna, a na niej wędlina super chuda drobiowa. Nie kajzerka z kiepską szynką ze świni, bo jak widać nie tylko ilość spożywanych pokarmów ma znaczenie, ale też ich jakość. Poza tym regularność, bo z tym rzeczywiście ostatnio u mnie kiepsko, no i woda, bo zdecydowanie się opuściłam w ilości wypijanych napojów, a to też bardzo źle. Poza tym myślę, że u mnie dużym powodem może być nagły brak ruchu. Wiosną i latem bardzo często jeździliśmy w góry. Uwielbiam ten rodzaj aktywności fizycznej, umordować się i spocić jak szczur, ale ta satysfakcja ze zdobytego kolejnego szczytu jest dla mnie bezcenna. Poza tym wysiłek rekompensują piękne widoki, aż mi się zamarzyło i zatęskniło za Tatrami na samo wspomnienie. Teraz odkąd wróciliśmy z urlopu we wrześniu to nigdzie nie byliśmy
Brak czasu, bo Mąż pracuje w weekendy, no i też trochę brak kasy. Wszystko idzie w starania no i też tak właśnie siłą rzeczy mniej myśli się o jakości tego co się je. Wszystko się zapętliło i efekty są jakie są ;( Opłakane

W związku z tym, pora się otrząsnąć!!!
Wytyczne od dziś:
* 2 litry niesłodzonych napojów dziennie, oczywiście poza kawą 
* 5 regularnych posiłków dziennie (w tym jak najwięcej znanych mi jeszcze ze stosowanej diety)
* 3x/dzień warzywo, 2x/dzień owoc
* zero "przegryzaczy" między posiłkami
* 30 min dziennie jazdy na rowerku stacjonarnym (podobno można ćwiczyć też w ciąży)
* 10 min dziennie dodatkowych ćwiczeń na ramiona z ciężarkami (przetestowane - efekty są po tym rewelacyjne, mimo, że ćwiczenia łatwe i nieobciążające)
Plan na Święta ułożę w najbliższym czasie, żeby tych wytycznych w tym okresie nie zaniechać!!!
A więc napisałam się, teraz zabieram się do roboty. Zaczynam od rowerka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 17:32
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Dziennik pokładowy:
139dc, końcówka... 20 tygodnia (whaaat, kiedy?!)
Te z Was, które czytają mój pamiętnik niemalże od początku, z pewnością zdziwiły się na mój nagły entuzjazm w związku z chowaniem pod sercem córeczki. Nie pamiętam, kiedy, ale gdzieś napisałam coś w rodzaju "czuję się bardziej mamą Miłosza niż JAKIEJŚ DZIEWCZYNY" - dokładnie tak. Pomimo tego, że swędziało mnie później to sformułowanie ilekroć wpadło mi w oko przy scrollowaniu własnego pamiętnika, bo za każdym razem czułam się wtedy wyrodną matką, nie wyedytowałam go, co by nie retuszować własnych myśli. Generalnie mogłam sprawiać wrażenie oziębłej na dziewczyńskość a Wy mogłyście mieć podstawy do zdziwienia. No i wyobraźcie sobie, że dzień po... ja też byłam zdziwiona tą moją nagłą radością.
Temat zawodu płcią to generalnie temat tabu. I w sumie się nie dziwię. Jeszcze jakiś czas temu również byłam z obozu kobiet-krytykantek. Gdybym się sklonowała i przeniosła do tamtych czasów, to dzisiaj powiedziałabym sobie, że "Grunt, że zdrowe jest, a Ty widziwiasz! Jesteś niezrównoważona emocjonalnie! Tak naprawdę w ogóle nie jesteś gotowa na dziecko!". Aż strach cokolwiek pomyśleć, żeby nie być nazwanym podludziem. No to masz Ci los - jestem niezrównoważona. I powiem Wam, że do pewnego momentu ulegałam tej presji niesprawiania pozorów, że mogę się czuć zawiedziona. No bo wiecie... zagrażało mi poronienie, a ja takie dyrdymały w głowie... niektórzy to by chcieli jakiekolwiek, a ja jestem taka nierozsądna... jak to tak... I tak sobie żyłam, mówiąc wszystkim, że chcę po prostu mieć dziecko, odnosząc się do niego bezpłciowo (wszak Bakłażan jest bezpłciowy... co nie?), a jak nikt nie słuchał, to mówiłam "Miłoszku - kopnij mamę!" - choć robiłam to całkowicie odruchowo i bez zastanowienia.
Żeby nie było - mój atak entuzjazmu był prawdziwy. Nie napisałam Wam ostatnio niczego, co nie przeszłoby mi przez głowę - nie sfałszowałam tego dla radości ogółu. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz - na ile była to szczerość, a na ile reakcja, którą mimowolnie przygotowywałam w głowie od pierwszych badań prenatalnych, kiedy usłyszałam, że "raczej dziewczyna, ale tak na 1%". Do poniedziałku ta formułka chyba czekała uśpiona, jak na jakimś standbaju, chociaż w głębi duszy liczyłam na to, że nagle w wiadomym miejscu wyrośnie pindzior.
I wiecie co... przykre jest to, że ja serio starałam się nie nastawiać. Jestem w połowie ciąży u uwierzcie mi, że aż świerzbi mnie, żeby iść do pierwszego lepszego sklepu i kupić jakieś ubranka, ale przez okrągłe 20 tygodni odmawiałam sobie tej przyjemności, bo mało co nie jest od razu naznaczone płcią. Nie wyobrażałam sobie pokoiku, gadżetów, kolorów wózka - po prostu asekurowałam się. To wszystko GÓWNO dało. Szczerze - nie wierzę, że żaden z rodziców nie ma jakiś upodobań i wyobrażeń, wszyscy tylko siedzą cicho, bo właśnie boją się dostać po łbie za bycie niedojrzałym. Przyznaję się bez bicia i zupełnie szczerze - chciałam chłopca.
Następnego dnia rano po USG wstałam i czułam się, jakbym dostała obuchem przez łeb. Chciało mi się płakać, patrzyłam w lustro i mówiłam, że życie jest totalnie bez sensu. Przez cały dzień nie wyszłam z pidżamy, snułam się po domu, "organizowałam" sobie dodatkowe drzemki, chociaż snu już miałam po kokardkę. I ja doskonale wiedziałam, o co chodzi. Czułam się, jakbym przechodziła żałobę po pożegnaniu się z wizją przyszłości, jaka kiełkowała mi w głowie od listopada, a do tego ogarnął mnie strach. No bo jak córka, to znaczy się nie tylko będę po prostu mamą, ale i pierwszym wzorem kobiecości dla małej. Wiem, głupie - tak jakbym po prostu nie mogła być wzorem dobrej osoby, dla kogokolwiek. No ale takie obawy miałam.
Wiecie, co mi pomogło? Przyznanie się przed sobą do tego, nienegowanie emocji i pozwolenie im na zrobienie swojego, aby potem mogły sobie w spokoju pójść. Serio - czułam się tak zaszczuta własnym poczuciem moralności, że chyba to dławienie tak bardzo tego dnia mnie wtedy przybiło. Ale w końcu się uspokoiłam. Powiedziałam sobie: "OK, masz prawo czuć się źle, jesteś tylko człowiekiem". Nie powiem, że przeszło jak ręką odjął, ale zrobiło mi się o wiele lżej. Bo dałam sobie przyzwolenie na lęk, choćby i najbardziej irracjonalny. A potem dotarło do mnie, że każdy taki żal mija, a życie toczy się dalej, i moje może będzie inne od tego, co sobie wyobrażałam, ale to wcale nie znaczy, że będzie gorzej.
Czy to znaczy, że nie kocham mojego dziecka? Że je oddam? Że będę się za nim mścić za coś? O matko, oczywiście, że nie! Daję sobie, jej i Wam słowo (i tu akurat jest autenzyzm 100%), że będziemy najbardziej kochającym się duetem, jaki widział ten świat!
Następnego dnia poszłam rozruszać kości i czułam się już o wiele lepiej. A co tam, nawet twarz Wam pokażę (chociaż trochę to ryzykowne, bo jeszcze po tym wpisie znajdzie mnie ktoś "życzliwy" i obrzuci pomidorami
):

Także o. Tak wyglądają dwie lasie na fitnessie. 
Całuję Was, mamuśki! Życzcie powodzenia na jutrzejszych badaniach!
PS - Dalej mi nikt nie odpisał, czy opyla się wyrzucić 250zł na USG 3D. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 17:03
Wczorajsza wizyta u ginekologa pozytywna: dzieciaczek ma 3 cm, bijące serducho i wierzgał tak nogami i rękoma, że nie dało się zrobić ładnego zdjęcia
dostałam listę badań do zrobienia przed następną wizytą, pobrano mi cytologie. Czekamy teraz około 2 tyg na usg genetyczne. Myślałam, że jak wczoraj na wizycie będzie wszystko dobrze, to już trochę odetchnę, ale chyba uda mi się to dopiero jak następne badanie wyjdzie super. Choć pewnie stres i obawy będą towarzyszyły mi już do końca ciąży.
Dni mijają jeden za drugim, co raz bliżej święta, a ja tak bardzo nie chcę aby nadeszły mimo, że tak je uwielbiam. Nie bez mojej córeczki...
Mimo wszystko staram się zachowywać normalnie. Ale to tylko maska... Aby nie myśleć zbyt wiele obsesyjnie sprzątam mieszkanie, że niby świąteczne porządki... Omijam tylko komodę, w której zaczęliśmy odkładać rzeczy dla Zosi. Nie jestem w stanie jej otworzyć, nie jestem w stanie patrzeć na te rzeczy, nie jestem w stanie ich przenieść w inne miejsce, czy zrobić z nimi cokolwiek. Jeszcze nie teraz, przyjdzie na to odpowiedni czas...
Zaczynam łapać się też na tym, że nie mogę patrzeć na malutkie dzieci, bo nie jestem w stanie zapanować nad łzami. A jak na złość w moim otoczeniu mnóstwo kobiet w ciąży i noworodków. Dlaczego tak musi być? Nie chcę izolować się od ludzi, potrzebuję ich obecności, a mimo to nie potrafię nad tym panować...
Nie chcę żeby moje życie tak wyglądało. Nie chcę, aby ból i cierpienie przysłaniały mi cały świat. Wiem, że muszę wziąć się w garść i zacząć walczyć o nasze szczęście. Wiem wszystko co w TEORII POWINNAM. Ale to tylko teoria...
Z pozytywów, to razem z mężem w styczniu jedziemy na mini urlop, będzie spa i mam nadzieję święty spokój. Marzę o tym, aby odpocząć i pobyć z mężem tylko we dwoje. Taki nasz prezent na święta.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 11:44
Temperatura poleciała w dół nie wiem co o tym myśleć jest dopiero 22 dc więc na @ chyba za wcześnie.Od wczoraj mam jakiegoś doła.
Serce każe mi wierzyć i mieć nadzieję no ale rozum..wredny rozum cicho szepcze ze z takimi wynikami męża to medycznie niemożliwe żeby się udało.
Mąż chyba nie rozumie powagi sytuacji bo też ma nadzieję i cały czas twierdzi że się uda.
Z objawów to rozdrażniona i senna cały czas jestem co zwalam na napięcie przedmałpowe.Bolą mnie także piersi jak nigdy zawsze bolały tylko po bokach a teraz jak dotykam to bolą też ale to zwalam na ziółka ojca sroki. Męzowi mówię żeby był delikatny bo bolą przed @ na to on że to też objaw ciążowy i że moze się udało (optymistą jest) ale w takich chwlach rozum przejmuje władzę nad sercem:(
Tak bardzo chciałabym móc z kimś porozmawiać na temat starań na zywo no ale nie mam z kim.Mąż cały czas myśli że będzie cud i po prostu mnie nie rozumie więc szkoda zaczynać rozmowę bo już nie raz zaczynałam, rodzice, no niby mamie mówiłam że może byśmy się postarali o rodzeństwo dla syna to coś chyba wiem ale nic nie pyta a sama jakoś nie zaczynam tematu.
Siostra ostatnio przywiozła do rodziców trzy reklamówki ciuszków po córce mama ostatnio mowiła żebym je wzięła no ale mieszkanie małe mój m się denerwuje że znoszę ubrania no i odpowiedziałam mamie ze smutkiem że po co mi te ubranka jak i tak dziecka może wogóle nie być:(nie drążyła tematu tylko powiedziała że spokojnie na pewno będzie(wiem że sami starali się o siostrę 9 lat no może w tamtych czasach nie było testów więc pełną parą się nie starali ale nir robili nic by dziecka nie było)
Boję się naprawdę zaczynam się bać i zaczyna mnie przerażać ta myślże mogę wogóle nie mieć drugiego dziecka a najbardziej przeraża mnie myśl że kiedyś mój syn będzie sierotą i nie będzie miał nikogo do kogo mógłby się zwrócić 
Niestety wyniki bez zmian 
TSH <0,05 [0,5-4]
FT3 16 [4-8,3]
FT4 41,7 [10,6-19,4]
AntyTPO 64,1 [<8]
Dehydroepiandrosteron (DHEA) (K25) 7,417 ng/ml
Wczesniak: <40
0-2 dzien: <11
2-7 dni: <8,7
7 dni-1 miesiaca: <5,8
1-6 miesiecy: <2,9
6-24 miesiecy: <1,99
2-4 lat: <0,85
4-6 lat: <1,03
6-8 lat: <1,79
8-10 lat: 0,14-2,35
10-12 lat: 0,43-3,78
12-14 lat: 0,89-6,21
14-16 lat: 1,22-7,01
16-18 lat: 1,42-9,00
18-40 lat: 1,33-7,78
Po menopauzie: 0,60-5,73
Skala Tanner'a I: 0,14-2,37
Skala Tanner'a II: 0,83-4,87
Skala Tanner'a III: 1,08-7,56
Skala Tanner'a IV-V: 1,24-7,88
Więc w sumie chyba jest w porządku jak na moje oko. Chyba, że nie tak odczytuje wyniki.
Podniesiony testosteron i androstendion, a także stosunek lh do fsh 1,8 więc znacznie za wysoki.
Zna się ktoś na tym? Potrzebuję pomocy. Jestem z osób które chciałyby wiedzieć już i teraz co jest..
USG w sobotę, konsultacja gin po świętach, nie lubię tyle czekać ale wolę porobić wszystkie badania które zleciła mi Pani ginekolog i wtedy iść ze wszystkim do niej.
Choinka.. tak jak nie mogłam się doczekać świąt każdego roku tak w tym roku nie mam tyle zapału. Święta bo święta.. I tak sobie wyobraziłam jak mój tata przebiera się za mikołaja w święta dla naszego maleństwa, jak jest zabawnie i po prostu jest dobrze. Eh.. nie w tym roku..
We wtorek wystartował 9 tydzień. Moje maleństwo rośnie
Mdłości nadal nie ustają a najgorsze są podczas śniadania. Na szczęście nie wymiotuję
Piersi troszeczkę pobolewają i są wrażliwe. Wszystko da się znieść. Dzisiaj idziemy do notariusza podpisać umowę kupna mieszkania. W końcu będziemy mieszkać tylko we dwoje
a od lipca we troje 
28 grudnia kolejna wizyta u lekarza i zobaczę znowu swoje największe szczęście 
Tak mi dzisiaj smutno... Wszyscy w ciąży, wszystkim się rodzą dzieci tylko nie nam. W nocy dostałam smsa od koleżanki, że urodziła chłopczyka (miał być na święta, wyszło już
). Rano rozmawiałam z przyjaciółką, w drugiej ciąży jest. Z tyłu głowy mam myśl, że młodsza o 3 lata, że to już drugie, że właściwie wpadka. A ja co?!?!?!!? Czemu znowu muszę się tyle namęczyć? Tyle nastarać? Tyle mieć wszystkiego dość? Tyle razy chcieć rzucić wszystko w cholerę? Tyle razy obrazić się na ciążę, że skoro mnie nie chce to nie! Ja prosić się nie będę!
Powiedziałam mamie,że zostanie babcią . Nie wytrzymałam 
Co usłyszałam ?
"bardzo się cieszę, bardzo się cieszę. Tylko żeby wnuk był "
i zaczęła gadać o czymś zupełnie innym.
Rozłączyłam się, bo po prostu olała to ciepłym moczem. Zrobiło mi się mega przykro i w jednej chwili pożałowałam,że powiedziałam jej o tym.
Tak jak myślałam. Ma w domu 2 miesięczną wnuczkę, więc moje wywalczone dziecko ma gdzieś .
Miałam powtórzyć betę,ale nie powtarzam. Nie chcę się niepotrzebnie stresować.
Plamienia są coraz mniejsze. Dziś prawie wcale
23 dc, 8 dpo
Wczoraj zrobiłam badania i wyszły fajnie:
Progesteron 18,57 ng/ml N: 1,83-23,9
Prolaktyna 17,46 ng/ml N: 4,6-23,3
TSH 0,935 (2 mies temu było 4,3)
Żelazo 188 ug/ml N: 33-193
Homocysteina 8 mikromoli/l
Czekam jeszcze na AMH.
Uszczęśliwił mnie wynik prolaktyny, zwłaszcza że przed badaniem musiałam odbyć marsz (nie znalazłam niestety odpowiednio blisko miejsca parkingowego). Prolaktyna nigdy w życiu nie wyszła mi tak nisko tzn w normie 
Jak spadła? Endokrynolog przepisał mi magnez z potrójną dawką witaminy B6. Brałam dwie miesiące w pierwszej fazie cyklu.
TSH też ładnie spadło, co daje nadzieję.
Progesteron w normie. Zbadam jeszcze na początku cyklu, bo kiedyś miałam lekko podwyższony. Ale to było świeżo po odstawieniu tabletek anty.
Tak mnie wczoraj ucieszyły te wyniki, jakbym co najmniej była w ciąży.
Tymczasem mam już pierwsze objawy PMS. Trochę pobolewa mnie w podbrzuszu, jestem nerwowa ale nie mam doła. Z resztą ta nerwowość nasilają mi niektórzy klienci. Muszę być mistrzem opanowania w pracy.
Mam dość stabilną tempkę w drugiej fazie cyklu. Będę obserwować. Nie chcę robić za wcześnie testu, ani się pozytywnie nastawiać, co by świąt nie przepłakać z rozczarowania. Poza tym mam w planach kolejne badania i przeglądy lekarskie na początku roku.
Nie wiem juz co myslec, dzis 30dc: Ktos pomoze? https://zapodaj.net/fbb51fefc66cd.jpg.html
Moglaby ktoras ogarnieta mi doradzic?
Jestem zielona w sprawach ciazowych;)
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 22:10
12 dc
dziś byłam na wizycie.
moja gin jakaś taka mało rozmowna, dziwnie mnie traktowała, może gorszy dzień miała. Nie podobała mi się ta wizyta. Co chciałam o coś dopytać to odpowiadała sztywno formułkami tak jakoś blee
Moja prolaktyna mieści się w normach ale w górnej granicy 489,8 ulU/ml norma 102-496. Gin nie widzi sensu jej zbijać. twierdzi, że i tak jestem na cyklu stymulowanym wiec po co. Powiedziała, że jak bardzo chcę to ona da mi receptę. No co to za podejscie "jak ja bardzo chcę". Powiedziałam, że nie chce łykac dodatkowych leków wiec nie dała recepty. Spytałam czy to nie przez prolaktynę tak opornie reaguje na leki na stymulację, bo po 5 tab kobiety miewają 3 pęcherzyki, ja po 30 tab. osiągam taką ilość. Powiedziała, że nie, że to przez moje wysokie amh. Odpowiedziałam, że moje amh wynosi 5 , a ona na to, że no własnie czyli jest wysokie. Już się wtedy zamknęłam , nie chciało mi się kontynuować tak nieudanej rozmowy. Wcześniej uważała , że amh 5 jest jak najbardziej ok. teraz że jest wysokie.... 
Ale przejdźmy do konkretów. u mnie szał hodowli. jednak potrójna dawka leku to był strzał w dziesiątkę. mam 3 pęcherzyki. j. prawy 23,5mm i 24,9mm j. lewy 19mm
endo 8,6
mam dziś sobie podać o 22:40 zastrzyki na pękniecie ovitrelle i gonapeptyl. LH jak zwykle bardzo niskie 7,28 mlU/ml dlatego IUI planowana na sobotę (38 godzin po zastrzykach).
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.