Zacznę od tego że całą noc spać nie mogłam jeszcze mi ciśnienie wózkowni zostało zasnęłam dopiero po 2;30 a jak mi się fajnie spało to synek się po 4 obudził dałam mleczko i poszedł dalej spać...zaczął mi strasznie charczeć tj też miał chrypkę po mnie;/ niestety mąż z pracy przyniósł chorobę i najpierw mnie zaraził a teraz synek lekko przeziębiony...byłam u pediatry z nim i osłuchowo ok pow że lekkie przeziębienie nasze pierwsze mam nadzieję że nie będzie żadnej gorączki...katarku też nie ma czasami po gra na nosie ale daje mu nasivin syrop na kaszel wit c i na gardło mam psikać na tą chrypke...teraz sobie smacznie śpi od 12:30 a ja odpoczywam i się sama regeneruję. Mąż że ma urlop to z nami poszedł do lekarza bo mamy blisko szkoda autem jechać
. A teraz poszedł do fryzjera przerwa w remontowaniu:) a jak już wspominałam wcześniej remontujemy teraz nasz pokój synka już mamy gotowy i w nim teraz śpimy bo 3 pokój również czeka na remont się śmieje że zaczniemy 3 pokój jak za ciąże znowu:)póki co jeszcze nie chciałabym aby Aluś już chodził
.Dziś mam zamiar w domu po leżeć aby się wykurować do soboty bo w sobotę jedziemy do męża rodziny na wigilię a pierwszy dzień świąt do Zakopanego do mojej mamy:) już się doczekać nie mogę tak za nią tęsknię...Oby tylko synuś się nie rozchorował bo się załamie;/ Wróci mąż od fryzjera to muszę iść z moim maltańczykiem na mały szybki spacer no chyba że mąż go weźmie:) napisze później co tam jeszcze porabiam:)
Tragicznie zaczęty dzień.. Sprzeczka z narzeczonym, zaczęta już wczoraj wieczorem. Masakra. 
11 dc, za kilka dni mogę spodziewać się owu, aczkolwiek sama nie jestem pewna kiedy. Mam nadzieję, że się pogodzimy, nie lubię takiej napiętej atmosfery.
Nic jeszcze nie jadłam.. a mam na coś ochotę tylko nie wiem na co.. Jakieś propozycje na szybki obiad dla jednej osoby? Jak nic nie wymyśle, to zamawiam sobie pizzę. 
wciąż jestem zasmarkana, ale (mimo to) jakbym wracała do żywych. farbowanie ostatecznie zostawiam... fryzjerowi. umówiłam się na czwartek, a wczoraj (jednak) umyłam głowę, bo nie mogłam już znieść swojego widoku. co prawda od cen za farbowanie w Warszawie to można od razu zejść na zawał, ale jednak znalazłam takie miejsce gdzie (ze swoją farbą) zapłacę niewiele więcej niż mojej pani od farby, do której zazwyczaj chodzę na tzw. domowe wizyty (ale teraz mam do niej trochę daleko, bo to w miejscu zamieszkania teściów). Mężowi i Siostrze (która ostatecznie znalazłaby czas jutro) jednak odpuszczę, bo w sumie nie mam dobrego pomysłu jak w domowych warunkach spłukać farbę, żeby kręgosłup nie rzęził, albo żebym dla odmiany nie była cała w farbie.
z innych spraw to jutro wieczorem jedziemy (jednak!) na wizytę z położną, co by podjąć ostateczną decyzję w sprawie dodatkowych/płatnych usług i przy okazji obejrzeć szpital (a może przede wszystkim obejrzeć szpital). co prawda dalej jestem bardziej na nie niż na tak, ale mimo to takie spotkanie nie zaszkodzi, najwyżej utwierdzę się w tym co już mi siedzi w głowie, albo (ponownie) zmienię zdanie, czego tak bardzo nie wykluczam.
z kolei w piątek rano mamy kontrolne USG a propo miedniczek. w zasadzie mogłabym sobie je odpuścić, ale skoro jest już umówione, to jednak skorzystam. mam nadzieję usłyszeć (ponownie!), że wszystko we względnym porządku, a co sobie przy okazji popatrzę na Synusia to moje (no i Męża, bo jedziemy razem). ciekawa też jestem aktualnej wagi Synka bo brzuch mi chyba? cały czas rośnie, a ja powoli zamieniam się w małe i niezbyt gramotne słoniątko.
przez te moje nowe wymiary to po prostu nie znoszę spać. kiedyś wystarczyło, że przyłożyłam głowę do poduszki i nic mnie nie było w stanie obudzić, czasem nawet budzik. a teraz?! zanim znajdę pozycję, zanim w ogóle usnę, to już muszę wstać bo wiadomo siku, piciu i tak w koło, aż do białego rana, a dzisiaj to nawet do 10:45. i żebym chociaż była wypoczęta, ale gdzie tam. nic a nic. co najwyżej zła i (już chyba tradycyjnie) spocona jak mysz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2016, 14:45
Wesołych Świąt 
35 tydzień ciąży, kalendarz pokazuje 41 dni do końca... łaaaaa kiedy to zleciało... zaczynam się bać porodu, może nie tego bólu ale tego że tak długo będę się męczyć...
No i jestem po zakupach.. zdecydowanie lepsze samopoczucie mam!
Do ukochanego wysłałam sms-a z przeprosinami i jest okej.
Teraz biorę się za pieczenie placucha, a potem będę czekać na powrót mego mężczyzny z pracy. 
Jakoś tak dziś dziwnie -,-
Mały jest dziś spokojny nie kopie jak przez ostatnie dni a,e chyba nie ma się czym martwić?
Po głowie chodzi mi dziś nasz Aniołek, który w listopadzie skończyłby rok te wspomnienia wracają i wracają. Nie uwolnie się od nich nigdy baaaardzo się ciesze, że jestem znów w ciąży największe marzenia mojego Męża jest taaaki dumny i szczęśliwy choć ciągle się łudzi, że siusiok odpadnie ale wiem, że to nie będzie tylko synuś mamusi

Dziś wskoczyliśmy w 20 tydzień 4 kg na plusie 
Zastanawiam się jak urządzić pokój Małego jest tam sporo miejsca fajna wnęka ehhh ale mamy czas hola hola chyba nie mamy
lusie a ja jeszcze nic nie kupiłam 
Rozstępy na piersiach ehh nie rośnijcie już proszę !
Święta, Święta i zaraz będzie po Świętach 
Powoli zaczynasz mieć swój rytm dnia
zazwyczaj kopiesz około 9-10 rano później od godziny 12 do 14 potem masz długi odpoczynek i zaczynasz dawać o sobie znać kolo godziny 18-19 a na koniec dnia kopiesz w godzinach 22-2 w nocy
Kopniaczkow miedzy 2 a 9 nie czuje bo po prostu spie 
Nie raz zdazy Ci się kopnąć już nad pępkiem. A Twoje kopniaki bardzo często są na prawdę mocne 
1 dzień nowego cyklu.
Nie jestem rozczarowana. Spędziłam dziś miły dzień z Siostrą i z moją rodzinką.
Mam spore nadzieje na nowy cykl
W Sylwestra zaczynamy starania i mam nadzieję, że już jestem bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.
Buziaki
A tymczasem do Nowego Roku 
17t6d OM 18t4d usg, wieści z ciążowego frontu:)
brzuszek rośnie:)
od 9.12 wyraźnie dosyć czuje ruchy mojej małej pierdoły 
jakiś czas temu wydawało mi się, że nawet czuje ją pod ręką i widzę na skórze jak się rusza, dzisiaj nie ma wątpliwośći:) w pracy sprzedała dwa solidne kopy, że mi brzuszek bardzo podskoczył, a teraz chyba posmakowało jej malinowe ciasto i cały czas brzuch faluje:) cóż za piękny widok:)
w piątek wraca tatuś i idziemy na usg:) już się stęskniłam za widokiem tej mojej okruszynki:)
no to do piątku:)
mam dziś pozytywne nastawienie.
mam nadzieje, ze utrzyma sie jak najdluzej.
za 2 dni przyjezdza maz. w koncu bedzie obok caly czas.
teraz przezyc tylko swieta. z pozytywna nadzieja na nowy rok 
dwudziesty tc
Zosia rok i 7 miesięcy
Co tam u mnie.
Mdłości niezmienne. Wymiotuję codziennie. Mama mnie uprzedzała że w ciąży bliźniaczej wymiotowała do 6 miesiąca. Nie brałam z początku tego serio. Teraz już biorę, przyjęłam to na klatę i nie łudzę się każdego dnia rano że może wczoraj był ostatni bełt i od dzisiaj koniec, jak to było przez pierwsze miesiące. Nie. Wymiotuję codziennie rano. Taka jest ta ciąża i trudno.
Mam już parę kilo na plusie, nie wiem ile dokładnie, ale strzelam że z 5?
Brzuszek już spory, taka okrąglutka piłeczka. Bardzo zgrabny i uroczy, no ale na razie maluchy są małe. Trochę się boję jak będę wyglądać i czuć jak podrosną. Jak one się tam zmieszczą??
Okropnie męczą mnie hemoroidy;/ no niestety. Posypały mi się troszkę wyniki krwi (co się dziwić, dwóch gapowiczów mi tu pasożytuje:)) więc mam żelazo na receptę. Bardzo to pogorszyło wypróżnianie i ot, takie koło.
Mam też żylaki więc muszę nosić pończochy uciskowe. Jeszcze ich nie kupiłam bo nie mam kiedy wybrać się do wskazanego przez lekarza sklepu medycznego.
Jestem totalnie bez sił i bez energii, całymi dniami nic nie robię, ale zbliżają się Święta, i nie wiedzieć skąd znalazłam dziś siły by odkurzyć całe mieszkanie, pomyć wszystkie okna i zrobić pranie. I jeszcze pojechałam z Zosią do znajomego przedszkola obejrzeć przedstawienie jasełkowe. Jestem w ciężkim acz pozytywnym szoku:) oby takich pozytywnych efektywnych dni było więcej:)
Zośka wychodzi powoli z choroby. Już od dawna nie gorączkuje, znów ma apetyt, jest wesoła, osłuchowo czysto, tylko wciąż ma katar. Już dwa tygodnie będzie tego kataru. Ale ponieważ naprawdę nic poza tym jej nie dolega przestałam ją kisić w domu bo ileż można. W przedszkolu była w swoim żywiole, dzieciaki, przedstawienie, kanarki w klatce, poczęstunek i nagle po co Mama? Biegała sobie pośród innych dzieci, cieszyła się i w ogóle nie przejmowała się moją skromną osobą
Coraz bardziej przekonuję się do żłobka.
Mamy już w domu choinkę, na razie gołą. Mąż w poniedziałek wieczorem zdążył ją tylko kupić i wstawić w stojak a we wtorek rano musiał jechać na Śląsk. Jutro wraca i będziemy ją rodzinnie ubierać. Zosia drzewem jest zachwycona, co chwila głaszcze, wącha, pokazuje paluszkiem. Pokazuje w książeczce ubrane choinki i wskazuje na naszą, a ja cierpliwie tłumaczę że nasza też będzie miała ozdoby, jak tylko Tatuś wróci. Więc jak tylko na klatce schodowej słychać jakiś hałas biegnie na przedpokój pokazuje drzwi i woła Tata! Tata!
Jest w ogóle totalną Córeczką Tatusia. Taką typową, do potęgi.
Jak tylko jest Tatuś chce cały czas do niego na ręce. Serio. CAŁY. Owszem, to jest tak że ja z brzuchem jej nie podnoszę więc może chce czułości. Ale ja ją biorę na kolana, przytulam, obcałowywuję... Rzadko chce do mnie na ręce, wtedy albo kucam i ją przytulam albo odmawiam jak nie mogę bo jestem zajęta. a jak tylko Tatuś się pojawia od razu Zosia chce na ręce. Mąż ma dużo obowiązków, pracy i kiedy może to ją bierze, ale kiedyś też musi pracować, sprzątać, siedzieć przy kompie, myć naczynia etc. I On częściej niż ja jej odmawia, a mimo to Ona niezłomnie chodzi za Nim krok w krok. Uwielbia Go, uwielbia jego zdjęcie w moim portfelu i na tapecie telefonu, uwielbia się z Nim bawić. Jak się uderzy i płacze i chce pocieszenia, jak ma wybór zawsze wybiera Tatusia. Jak odciąganie kataru czy badanie u lekarza było be natychmiast chciała do Taty.
Ech... Bywam zazdrosna:P:P:P:P To był do tej pory tylko mój facet:P
29 dc...
Czekam tylko na @, nie na cud.
Myślę, że gdybym już miała zajść w tą ciążę kiedykolwiek, to raczej czułabym, że coś jest inaczej. Tym razem nie czuję NIC. Nawet piersi bolą dużo mniej niż zwykle, więc pewnie prolaktyna mniej skoczyła w II fazie cyklu. W każdym razie tradycyjnie przed @ pojawił się ból głowy i bóle małpowe, do tego wczoraj przez ok 15 min mocno rwał mnie prawy jajnik, ten z którego była owulka. Mam nadzieję, że nic złego tam się nie dzieje. Nic, nastawiłam się już, że w Święta krew mnie zaleje. Płakać nie będę, bo przecież mamy plany na kolejne cykle i choć wiem, że nadzieja może spełznąć na niczym, to liczę jednak na to, że IUI nam pomoże. Może nie od razu za 1 strzałem, ale dajemy sobie 6 prób w ciągu następnego roku, jak nic z tego to za kolejny rok IFV.
Z dobrych wiadomości: kilka dni temu zadzwonili od genetyka z informacją, że mają dokontraktowanie na ten rok i mogą nam przyspieszyć badania kariotypów już na 29.12
Cieszy mnie ta wiadomość, bo czym szybciej zrobimy te badania, tym szybciej będziemy wiedzieć, czy wszystko z wynikami ok. Niby wyniki nie mają żadnego znaczenia przy planowaniu IUI, ale chcę wiedzieć, czy genetycznie między mną a mężem nie ma jakiś przeciwskazań do posiadania dzieci.
A poza tym coraz bliżej Święta. Postanowiłam, że ostatnie Święta bez dziecka, choćby za rok miało być jeszcze w moim brzuchu, to będzie
Takie postanowienie noworoczne: zajdę w ciążę, i już, bez gadania!
No to mamy już wyniki męża i powiem jedno jest źle a raczej nie źle tylko tragicznie tak przeczuwałam że wyniki się pogorszą ale nie przypuszczałam że aż tak bardzo:(
Dla porównania między sierpniem a grudniem:
W sierpniu 6mln/ml plemników w grudniu 5 mln/ml
w sierpniu morfologia 5% w grudniu 0%
Czyli wszystkie plemniki których i tak jest mało są uszkodzone:( brak jakichkolwiek szans chociażby na zajście w ciążę z pomocą medyczną a o naturals to można wogóle zapomnieć i teraz to muszę przetłumaczyć mojemu sercu które nie zgadza się z tym.
Przypuszczałam że to jest zły pomysł z odstawieniem fertilmena no ale urolog konował wolał dać swoje leki a mąż brał jak lekarz kazał i mamy coś my chcieli.
Teraz powróciliśmy znów do fertilmena tylko skąd taki skok na 0% prawidłowych to nie wiem, czekamy jeszcze na posiew ma być za tydzień.
Wyniki oglądaliśmy wczoraj wieczorem na stronie mąż nie powiem wydaje mi się że się załamał on był takim optymistą że nawet przy małej ilości się uda a jak wczoraj zobaczył że nie ma wogóle prawidłowych to aż mu się oczy zaszkliły widziałam że się postrzymywał i udawał twardego ale nie chciał nic mówić to pewnie łzy tłumił powiedział tylko że on już nie wie co robić bo żaden lekarz nie chce nas poprowadzić w jakimkolwiek kierunku:( Ja róbowałam się nie rozkleić więc tylko go przytuliłam i poszłam spać a potem w poduszkę trochę popłakałam tak żeby nie słyszał
No nic w styczniu jak się uda mąż będzie miał zabieg na te żylaki już chyba ten zabieg nie może pogorszyć wyników więc zaryzykujemy.
Tak więc dziewczyny od dzisiaj nie mierzę tempki bo i tak mi to do niczego nie potrzebne ciąży nie będzie jeszcze przez co najmniej parę miesięcy a mam wielką nadzieję żeby wogóle była w 2017 roku. Pisać oczywiście będę i wspierać i trzymać kciuki za was wszystkie,wszystkim wam też życzę powodzenia
Mąż był dzisiaj w laboratorium i był pytać się o koszt poszczególnych hormonów co mu dałam i tak:
TSH 20zl
FSH 28zl
Lh 29zl
Prolaktyna 28zl
Testosteron 29zl
I moje pytanie czy te ceny są porównywalne do waszych laboratoriów czy to nasze chce nas oskubac?
I drugie pytanie czy antybiotyk może zafalszywowac wyniki bo mąż skończył go brać w sobotę?
Nie mam o czym pisać.
Pustka...
Myślała, że po zeszłorocznym poronieniu poprzednie Święta będą tragiczne, ale nie, były pełne nadziei. Nadziei, bo po roku bez @, w końcu w listopadzie wrócił okres, więc sobie myśleliśmy - za rok będziemy we trio... a tu nadal duet, smutny duet.
Jeszcze nigdy nie byłam tak niechętnie nastawiona na Boże Narodzenie 
Boję się jechać do domu - dwa wrogie obozy polityczne przy wigilijnym stole... niestety tolerancja, akceptacja... to nie są ulubione słowa prawdziwych patriotów, więc zwyczajnie się boję.
Wczoraj zrobiłam w CH zakupy prezentowe. Trudno coś kupić tacie, bratu też, ale z tatą mam mega problem. Ie razy można kupować Brutala?
ale cieszę się, że w ogóle coś ogarnęłam.
Artykułu nie piszę nadal, bo w pracy siedzę po 11 godzin o_O
Na szczęście mąż wraca wcześniej, więc przygotowuje (odgrzewa
robi sałatkę) obiad i nawet wczoraj ubrał choinkę. Kochany!
Wykres pokazuje połowę cyklu... gdzie ten śluz??? Owulacja mi wypada gdzieś na wigilię/Boże Narodzenie. Boję się, że znów tak się nakręcę, że moja psychika zablokuje wszystko 
Ciąża rozpoczęta 29 listopada 2016
Dziś rano dwa pozytywne testy ciążowe. Kreski blade, ale różowe i widoczne.
Z objawów: ból głowy jak zawsze przed @, ból jak na @ (nigdy nie miałam wcześniej niż kilka godzin przed @) i ból piersi (też nigdy wcześniej nie był aż tak wyraźny).
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2016, 08:58
Dziennik pokładowy:
73dc, ostatni dzień 10 tygodnia
No i nowa strona...
Heeej. Wybaczcie, że dzień po dniu, ale wczoraj dopadło mnie nowe, nieznane uczucie, które wiedziałam, że kiedyś przyjdzie, ale chyba nie spodziewałam się, że tak szybko.
Pierwszy raz od miesiąca wyszłam do ludzi niczym spuszczona ze smyczy. Spotkałam się z koleżankami z pracy na paznokcie. Jedna wzięła ze sobą pięciomiesięczne bobo i było zamieszania co nie miara - pierwszy raz widziałam robienie hybryd na matce karmiącej, która na kolanach lula dziecko i trzęsą jej się całe dłonie, a malująca nie jest w stanie trafić lakierem. Była kupa śmichu. Sama wróciłam do domu z ładnymi paznokciami, co jest miodem na moje serce, gdyż przez ostatnie tygodnie nałożyłam sobie może ze trzy razy naprawdę oszczędny makijaż, kremu nie używałam już wieki a włosy to jeden wielki kołtun od ciągłego szurania o poduszkę:

Niestety, miałyśmy bardzo ograniczony czas na ploty, ze względu na pracę i czas usypiania małego, który i tak podobno został "przeciągnięty" i czułam, że po prostu nie nagadałyśmy się wystarczająco. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała na to już okazję, gdyż dziś wyprowadzamy się z miasta do mojej mamy. O ile zdawałam sobie sprawę, że dziecko niesie zmiany, to moje zaczynają się dużo wcześniej. Dziś żegnam całe dotychczasowe życie - samodzielność, możliwość chodzenia na golasa po mieszkaniu, świadomość, że gdzie nie zechcę pójść, to mam do tego miejsca 10 minut. Teraz wynoszę się 30 km stąd na rodzinną wiochę, na którą narzekałam całe swoje nastoletnie życie - bo PKSy, bo nic się nie dzieje, bo ciągle te same, wredne gęby... Pewnie w styczniu wezmę zwolnienie z pracy i nie pozostanie mi nic innego, jak tylko oglądanie ciągle tego samego widoku za oknem. Każdego dnia.
Tak więc - taka nostalgia. Kto wie, czy to nie było moje ostatnie spotkanie z dziewczynami w ogóle. Dlaczego miałabym się łudzić, że mąż zawiezie mnie do nich po pracy 30 km stąd? Dlaczego mam zakładać, że karmiąca matka będzie się tłukła do mnie przez 30 km?
I pomyśleć, że to wszystko w imię mieszkania na kredyt. Oby te wszystkie wakacje, na których nie byłam, ubrania, których nie miałam (potrafię nosić rok jedną parę spodni, nawet jeżeli jest jak psu z gardła), spektakle w teatrze, na które nie poszłam, aparat na zęby, którego nie zrobiłam, słowem (lub słowami) - oby wieczne odkładanie lwiej części wypłaty na konto oszczędnościowe finalnie pokazało mi, że to wszystko ma sens, kiedy zobaczę jak nasz Bakłażan zasuwa na czterech po naszym nowym domu.
Chwilowo jest mi trochę smutno.
Starość zapukała do mych drzwi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2016, 09:24
Plastry z borowiny na niedrożność jajowodów!!!
Podobno trzeba od ostatniego dnia @ do owulacji przez 10 dni codziennie.
Ja tak właśnie robiłam. Też biorę clo i zastanawiam się, czy te plastry razem z clo t ma sens.
3 kolejne ciąże w moim otoczeniu. Wszystkie wpadkowe. Ja też chcę. Bardzo....
Mój wykres oszalał, 19dc a tu ani śladu owulacji. Chyba w tym miesiącu nie będzie zielonego finału.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.