Dawno nie pisałam, ale to chyba dobrze. Pisałam, gdy było mi źle, kiedy musiałam to z siebie zrzucić.
Jestem w 20 tygodniu ciąży. Mdłości nadal mi dokuczają rano, czasem puszczę pawia, ale tylko na czczo. Na szczęście siedzę w domu i mogę sobie pozwolić na gorszy dzień, na leniuchowanie, odpoczynek. Mąż i córka są dla mnie bardzo troskliwi, pomagają, wyręczają.
W 16 tygodniu zaczęłam czuć delikatne ruchy maluszka, jakby mi pływała rybka. Obecnie czuję rozpychanie, ale mam za dużo tłuszczu na brzuchu, żeby to można było zobaczyć na zewnątrz.
Jestem na diecie cukrzycowej, powoli jednak przestaje wystarczać, bo cukry coraz wyższe. Po posiłkach przeważnie trzymają się normy, ale na czczo już zbyt wysoko. 3 stycznia mam wizytę u diab i zobaczymy, co mi powie, może już zacznie się insulina. Na razie jeszcze nic nie przybrałam na wadze.
Przed świętami, w 19 tc miałam usg połówkowe, w tym samym gabinecie, co "genetyczne", ale lekarz umówił mnie za wcześnie, bo nie dał rady zbadać kilku rzeczy. Maluszek był odwrócony kręgosłupem do mojego kręgosłupa, ważył ok 300 gramów. Na razie jakoś się nie martwię, bo lekarz powiedział, że z tego, co widzi nie pokazuje się nic niepokojącego, wszystko wygląda dobrze, ale jeszcze nie chciał wystawiać mi dokumentu, bo nie sprawdził wszystkiego. 11 stycznia jadę tam ponownie, to będzie 22 tc.
Dobijając do połówki poczułam się wreszcie dość spokojnie, minęła większość obaw o ciążę. Nie pozwalam sobie na czarnowidztwo. Wczoraj kupiłam symbolicznie dwa pierwsze ciuszki dla Ktosia. Na razie nie zamierzam kupować więcej, mam jeszcze sporo rzeczy po córce, większość uniseks, bo do porodu nie wiedzieliśmy, jaka będzie płeć. Ciekawe, czy teraz poznamy wcześniej.
Co jakiś czas rozmawiam z mężem i córcią o możliwych imionach dla nowego członka rodziny. Wybór jest trudny, te imiona, które córka proponuje są dla nas nie do przyjęcia. Ona nie chce słyszeć o tych, które nam się podobają. Dla chłopca mamy z mężem typ, który wykluł się nam jeszcze jak byłam w poprzedniej (straconej) ciąży, z córeczką byłby większy kłopot. No, ale mamy jeszcze dużo czasu 
Edytuję ten post, bo właściwie zaczynałam go pisać z myślą, że napiszę coś na koniec roku. Ale ja jakoś nigdy nie robiłam sobie podsumowań, ani planów na następny rok, żadnych postanowień noworocznych. Z resztą, od zawsze nowy rok kojarzy mi się z rokiem szkolnym. I w związku z wykonywanym zawodem też tak mi się utrwaliło, tym bardziej, że urodziny mam we wrześniu, więc nowy rok to jednocześnie kolejna cyferka wieku.
Ale jakbym miała jednak zrobić jakieś podsumowanie, to był ciekawy rok. Trudny, ale miał jasne momenty. Zaczął się pozytywnym testem ciążowym w połowie stycznia, na początku marca poronienie i szok. Potem zajęłam się swoim zdrowiem, zaczęłam obserwować cykle, zdiagnozowałam niedoczynność tarczycy i insulinooporność. Zaczęliśmy (w sumie ja zaczęłam) starać się o kolejną ciążę, we wrześniu dzień po moich urodzinach okazało się, że się udało. Początek ciąży to mega stres, podejrzenie pustego jaja, potem problemy zdrowotne (wymioty!!), L4 i wreszcie spokój. W pracy było dużo stresu, w nieciekawej atmosferze odszedł wieloletni, lubiany przez zdecydowaną większość grona, dyrektor. Na jego miejsce powołano wredną babę, o której poczynaniach nie mam chęci pisać.
W tym roku wielką dumą napawa nas córka, która odnosi swoje małe sukcesy w szkole i generalnie nie sprawia nam żadnych kłopotów. Śmieję się, że skoro mamy jedno dziecko - aniołka, to drugie może dla równowagi będzie diabełkiem 
W małżeństwie harmonia, zwłaszcza od kiedy zaszłam w ciążę, bo na etapie starań były tarcia (i nie mam na myśli pozytywnego "tarcia"). Mąż to też dla mnie powód do dumy, poprawiła się jego sytuacja zawodowa, co przekłada się na jego lepsze samopoczucie. Patrząc na to, co się wydarzyło przez ten rok, nie mogę mieć pretensji. Swój pamiętnik nazwałam "W poczekalni do pełni szczęścia" i czuję, że bardzo mocno posunęłam się w tej kolejce. Już, już prawie jestem u drzwi do szczęścia, czuję się tak, jakbym już trzymała rękę na klamce.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2016, 12:48
nie lubię podsumowań, ale nie da się ukryć, że rok 2016 był szczególny. po 1 bo Dzidziuś w brzuszku, po 2 bo budowa domu, chociaż akurat chronologicznie to najpierw zaczęliśmy budować, a potem dopiero zmajstrowaliśmy.
rok 2017 będzie za to hardcorowy bo Dzidziuś będzie poza brzuszkiem, a dom trzeba będzie wykończyć, i to tak, żeby się przy okazji samemu nie powykańczać. zapowiada się więc bardzo pod górkę, ale patrzę na to pozytywnie, bo w końcu robimy to dla siebie. następny Nowy Rok chcielibyśmy już powitać w nowych kątach, ale zobaczymy co na to życie. na razie czekamy na decyzję w sprawie kredytu bo jesteśmy totalnie spłukani, a właściwie to nawet na niezłym debecie, więc mam nadzieję, że jakiś bank się jednak do nas przekona/uśmiechnie.
Sylwestra spędzamy w domu. sami. Mąż znowu przeziębiony, ja wiadomo w ciąży, więc w sumie to dość oczywiste rozwiązanie. planów na celebrację nie mamy żadnych, bo im bardziej się człowiek spina, tym gorzej wychodzi, chociaż nie ukrywam, że ja tam lubię plany. no w każdym razie na bank nie prześpimy Nowego Roku, bo codziennie zasypiamy grubo po północy, więc nawet tak statystycznie przespanie Nowgo Roku (w naszym przypadku) nie jest możliwe/prawdopodobne.
jak Mąż wróci z zakupów (a wyszedł bardzo niewyraźny) to upiekę ciasto i... to by było na tyle jeśli chodzi o sylwestrowe przekąski. coś konkretniejszego albo zamówimy, albo zrobimy na szybko jeśli wszystko będzie zamknięte, a to całkiem możliwe w godzinach wieczorno-nocnych. szampana nie będzie, bo w sumie Mąż nastawia się na grzane wino (czego mu bardzo zazdroszczę), a ja no cóż na soczek. nie żebym jakoś była specjalnie za alkoholem i cierpiała z powodu abstynencji, ale do grzanego wina to akurat zawsze miałam słabość.
mam tylko nadzieję, że tym razem Mąż mnie nie zarazi, chociaż (niestety) już pociągam nosem. ja nie wiem skąd on przynosi te zarazki, ale zawsze, dosłownie zawsze jest tak, że jak już chorujemy to w kolejności Mąż-Żona, nigdy odwrotnie. straszenie, że go na czas choroby wyrzucę nie działa, zresztą jest mocno czcze, no bo przy naszym metrażu to nie mam za wiele (dokładnie zero) możliwości. a położyć chorego do wanny to tak trochę niehumanitarnie, już nie wspominając, że łazienkę odwiedzam często, więc i tak by mnie zarażał. no a wyrzucić gdzieś dalej (poza mieszkanie, np. do Teściów) to zupełnie nie w moim interesie, bo jednak jest z niego pociecha (o ile akurat - wiadomo - nie podpadnie).
to chyba tyle na dziś. do zobaczenia/napisania w Nowym Roku i oczywiście wszystkiego dobrego dla Was.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2016, 12:55
Dziennik pokładowy:
82dc, tydzień 12!
Kochany Okruszku! Bąbelku! Skarbeńku! Najpiękniejszy Bakłażanie!
Dziękuję Ci za to, że jesteś moim promyczkiem nadziei w momencie, gdy moje życie zdaje się zaliczać dołek.
Dziękuję Ci za to, że w momencie, gdy na wizytę u lekarza idę z duszą na ramieniu, to Ty akurat robisz milion akrobacji na minutę - zadziwiłeś dzisiaj mnie i tatę przeogromnie! Nawet ja nie potrafię w tak krótkim czasie obrócić się z pleców na brzuch, z brzucha na plecy, zrobić przewrotu w tył, potupać nogami i poboksować jednocześnie, a niby jestem dojrzałym osobnikiem.
Dziękuję Ci za to, że jesteś moim niewyczerpującym się źródełkiem radości - już wiem, o co chodzi wszystkim rodzicom z tą "niewyobrażalną miłością".
Dziękuję Ci za to, że sprawisz, iż nadchodzący rok będzie eksplozją mojego szczęścia.
Dziękuję Ci za to, że dupę to masz twardszą niż matka i jesteś w stanie przetrwać każdy kryzys - TAK! Mój cud Bożonarodzeniowy ziścił się - po trzycentymetrowym krwiaku nie ma ANI ŚLADU!
Dziękuję Ci za to, że gdy tylko o Tobie pomyślę, to wszystko inne, głównie złe, przestaje mieć znaczenie.
Dziękuję Ci, że jesteś w ogóle! Kocham Cię mocno!
Kochane bellyfriendki!
Nie będę już pisała jutro. Dlatego już dzisiaj bardzo Wam dziękuję. Przeszłam z Wami pierwszy trymestr (no, prawie) i niejednokrotnie podnosiłyście mnie na duchu, udzielałyście cennych porad i sprawiałyście uśmiech na mojej twarzy udzielając się w komentarzach. Wasza obecność jest i będzie dla mnie bardzo ważna.
Życzę Wam, kochane mamuśki, aby nadchodzący rok był dla Was nudny jak flaki z olejem. Bez nagłych wizyt w szpitalach, przykrych objawów i wtrącającej się z głupimi uwagami rodziny (sorry, musiałam gdzieś przemycić moją frustrację po tygodniu z rodzicami...). Oby Wasze dzieciaczki były zdrowe jak rybki a Wy - pełne szczęścia przed, w trakcie i po spotkaniu z nimi.
Całujemy Was mocno:
Ja i mój leżący na boku Bakłażan.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 16:55
Koniec roku, przychodzi czas podsumowań...to zdecydowanie nie był mój rok. 1 stycznia przyszła @ (a przecież po pregnylu miała być ciąża) i to był dowód na to, że musimy szukać przyczyny naszych niepowodzeń i od tego wszystko się zaczęło.
Niektórzy podsumowują rok w liczbach, więc u nas to są setki zjedzonych tabletek (przeze mnie i przez męża)...od których dorobiłam się chyba wrzodów...dziś cały dzień umieram pod kocem...męczą mnie wymioty, miałam wrażenie, że moja mama pod nosem się uśmiechała z nadzieją, że to wymioty ciążowe, ale nie ma przecież nawet takiej opcji...to raczej skutki uboczne metforminy, które często występują na początku leczenia.
Kolejna liczby to: 19 cs i 0 pozytywnych testów oraz 0 zrobionych "bet".
Mam nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy od tego i zakończymy go we trójkę...w to wierzy bardzo mój mąż, a ja niekoniecznie...ja nie wierzę już w nic.
I jeszcze jedno, niby nic mówimy, a jednak cała najbliższa rodzina się domyśla, bo z życzeń świątecznych wszyscy życzyli nam "spełnienia marzeń", nikt nie wspomniał nawet o dziecku...
Kochane, każdej, która dotrwa do tego miejsca mojego smutnego wpisu życzę właśnie spełnienia najskrytszych marzeń, a Tobie zuzaczu spokojnych kolejnych 8 miesięcy :*
Przeżywam wszystko inaczej niż mój mąż. Od zawsze z emocjami na wierzchu, nazywająca każde odczucie, mówiąca wprost o tym czego doświadczam. Kiedy po raz pierwszy po miesiącu ot tak zaszłam w ciążę, od razu wszystkim powiedzieliśmy. Dwa tygodnie radości. Nagle krew, strach i poczucie, że to koniec. I ta cisza kiedy wchodziłam do pokoju. Nikt nie wiedział jak się zachować. Zbieraliśmy się przez rok. A dokładnie to ja się zbierałam. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego akurat nas to spotkało. Impuls, porzucenie nielubianej pracy i dobre wyniki sprawiły, że znów zdecydowaliśmy się spróbować. Znów po miesiącu byłam w ciąży. Test robiłam równo rok po tym pierwszym. I znowu dwie kreski. Nadal mam to zdjęcie w telefonie. Oboje bardzo się cieszyliśmy, ale i baliśmy. Do gina potwierdzić poszłam dopiero w 9 tygodniu, aby uniknąć kolejnych rozczarowań. Powiedzieliśmy wszystkim dopiero po pierwszych badaniach prenatalnych prezentując dziadkom video z usg. Były momenty strachu czy ostatnie trzy miesiące leżenia, ale oto pewnego poniedziałku postanowiła na świecie zjawić się Ona - Zo. od urodzenia ucząca mnie, że nie zawsze wszystko będzie wyglądać jak to sobie zaplanuję. Było dużo wątpliwości - walka o karmienie piersią, które kontynuujemy do dzisiaj, ale nie tylko. Choć plan mieliśmy piękny to myśleć o kolejnym dziecku zaczęliśmy po ponad półtora roku. Zrobiliśmy podstawowe badania i po prostu z entuzjazmem zabraliśmy się do dzieła. Pierwszy miesiąc i od razu bóle brzucha, senność, wrażliwsze piersi. Czułam, że znowu mamy to. I nagle okres w trakcie wyjazdu w góry. Rozczarowanie i łzy. Kolejny miesiąc, kolejny i kolejny i nic. Czasem większe rozczarowanie przechodzi On, choć tego nie mówi. Czasem to ja jestem bliska załamania. W ciągu tych siedmiu miesięcy trzy razy czułam się jakbym była już w ciąży. Ten początek jaki przechodziłam przecież dwa razy. Nie wiem na ile to prawda, i coś poszło nie tak, a na ile to już moje własne projekcje. Im więcej czytam forum Ovufriend i artykuły tu czy na innych stronach widzę zbieżność moich "objawów" z typowymi cyklami, plus niedospanie, plus zmęczenie nocnymi maratonami karmienia (nadal). Nie wiem czy bardziej męczy mnie już świadomość, że bardzo chcemy dziecka i znowu się nie udaje, czy porady innych z boku. Odkąd mówimy o zapisaniu Zo do przedszkola, nagle wszyscy doradzają, że przecież potrzebuje też braciszka (jakby siostra była gorsza). I w ogóle to przecież to już czas na kolejne dziecko. I co ja mam tym wszystkim powiedzieć? Że stajemy na uszach, by mieć kolejne dziecko? Że staramy się nie zwariować kiedy znowu dostaję okres? Wcześniej rozmawiałam z kolegami o tym, że się staramy. Kiedy jednak, co miesiąc słyszę znowu "zobaczysz, jeszcze się Wam uda" mam ochotę krzyczeć i ich rozszarpać. Nie zrozumieją jak to jest, co miesiąc nie wpadać w stany depresyjne. Starać się nie stresować kiedy nagle wybija dzień O, a Zo postanawia szaleć do 24, u Niego w pracy telefony się urywają, a zmęczenie sugeruje słowo na S, ale zdecydowanie to bardziej pasywne.
Trzy dni temu znów przechodziłam stan załamania. Przez godzinę płakałam mężowi w rękaw, a później przez pół nocy szukałam informacji, co jeszcze możemy zrobić. Może za bardzo chcemy? Skoro wyszło mi, że najpewniej mam niski poziom żelaza, to może przez to? I tak trafiłam tutaj. Czytałam wpisy na forum matek karmiących, i tych które nigdy jeszcze nie były mamami. Czytałam dziewczyny starsze ode mnie i dużo, dużo młodsze. I nagle zrozumiałam, że nie tylko my jedyni mamy "pod górkę".
Postanowiłam, że od jutra czyli od Nowego Roku zmienię swoje myślenie i przestanę się wreszcie zadręczać. Ciągłe myślenie (negatywne oczywiście) zaczyna mnie po prostu wkurzać. Póki co wszystko jest ok więc czego się KOBIETO zadręczasz? No właśnie. Nawet raz nie rzygałam. Nic totalnie mi nie dolega. Raz tylko przyplątała mi się grzybica:) a ja cięgle się czegoś kur... doszukuję. Od jutra koniec z tym. W przyszłą sobotę czyli 7 stycznia mam prenatalne i też wierzę, że będzie ok. Poza tym wyniki za każdym razem jak u dwudziestolatki he he. No i brzuch mi teraz wywaliło ale chyba ma prawo bo to 12 tydzień i w pierwszej ciąży miałam dokładnie tak samo. Teraz jestem tylko trochę starsza i mądrzejsza he he bo na serio zwracam uwagę na to co jem i ile. Nie chcę przytyć znowu 20 kg. Nie jem prawie w ogóle słodyczy i piję dużo wody niegazowanej. Poza tym staram się jeść tylko pieczywo razowe. W styczniu pójdę też na zwolnienie i zamierzam odpoczywać. No i włosy. Zrobię w końcu z nimi porządek. Obcinam na krótko bo włosy do pasa wręcz mi przeszkadzają
To było by na tyle. Szczęśliwego Nowego Roku!!!
4dpo, czas sobie leci powolutku.. jeszcze tydzień do testowania.. jak to przetrwać?
Wyjeżdżamy w poniedziałek na tydzień z M, to mam nadzieje sie troche odciąć, nie wchodzić na forum, zająć myśli czyms innym. Mozejakos wtedy czas szybciej popłynie.
11 dzień cyklu.
Dziś sylwester
Pierwszy raz spędzamy z Mężem ten dzień we dwoje, zupełnie sami. Nie dlatego, że nie mamy propozycji od znajomych, ale dlatego, że tak chcemy oboje
Zaczynają nam się dni płodne, chcemy aby nowy rok przyniósł nam spełnienie tego Największego Marzenia 
Mam nadzieję, że dziś miło spędzimy czas, jutro razem odpoczniemy i nabierzemy sił na to co przynienie nam 2017 rok.
Udanej zabawy, szczęśliwego nowego roku i upragnionej ciąży życzę Wam wszystkim 
wczoraj wznowiłam treningi z Chodakowską - padło na skalpel. a dziś rano na siłowni dołączyłam do męża. W końcu wziął się z siebie, co drugi/trzeci dzień trening, biega ok 6km. dopiero miesiąc a już widać jak zmienia mu się ciało, wyszczupla twarz. jego wiek metaboliczny wynosił 49lat (a ma 34!) więc to mu dało do myślenia.
też zrobiłam sobie analizę składu ciała i nie spodziewałam się takich efektów - wiek metaboliczny 16 lat
22% tkanki tłuszczowej (trochę mało), 54kg czyli lekka niedowaga, BMI 19, stopień nawodnienia b.dobry 55%.
Nie chcę schudnąć, tylko wzmocnić organizm i ciało, odstresowywać się i znaleźć odskocznię, ujędrnić nogi i pupę, odnowić kaloryfer na brzuchu. Zalecenie od trenera - jeść więcej białka i zdrowych tłuszczów, myślałam, że jem dużo a jednak nadal za mało.
skoro na razie nie będę mamą, to wracamy do uprawiania sportu, bo już mam dość ciągłego przestoju z powodu ivf. ileż można. a to mi sprawia fun! dodatkowo będę mieć nową figurkę na wiosnę 
Śluz rozciągliwy w 5dniu po miesiaczce w cyklach 30-32 dniowych dziwne i jeszcze ten spadek temperatury . Co jest grane ?
12 dc
Odczuwam pierwsze efekty większej ilości snu i przyjmowania wiesiołka - mam RUJĘ. Tak pieszczotliwie nazywam dni płodne. Wczoraj nie mogłam skupić się na niczym sensownym, zachowywałam się jak kotka w rui i wyczekiwałam tylko momentu
. Byłam jak Niagara, brzydko mówiąc. Mężowi takie coś się podoba. Podrywałam go, kiedy piekliśmy sylwestrowe ciasto marchewkowe i malinowe muffiny orkiszowe - bez cukru, na ksylitolu. Swoją drogą, muszę znaleźć tańsze źródło tego słodzidła. Eleganckie nam te desery wyszły. Będzie można jeść bez większych wyrzutów.
W zeszłym cyklu byłam tak zmęczona, że moje libido nie istniało.
Organizm odradzał rozmnażanie w warunkach przepracowania. Jakie to mądre.
Biłam się z myślami, czy robić testy ovu. Wkurza mnie to ograniczanie płynów przez 2 h, a potem wgapianie się w wynik, który u mnie z reguły był negatywny. A tu dla odmiany wysikałam pozytyw! Podradowało mnie to. Jest duża szansa, że owulacja puka do mych drzwi.
A tak odnośnie życzeń. Nie wiem, czy ktoś mnie czyta czyta, czy nie ale i tak napiszę: każdej osobie, która to widzi, życzę wytrwałości bo to podobno 90% sukcesu(jakiegokolwiek), pogody ducha, czerpania z bycia tu i teraz, dbania o siebie (jak same tego nie zrobicie, to nikt niestety Was z tego nie wyręczy), życzliwości w otoczeniu i tego co najważniejsze dla nas - doczekanie zdrowego potomka!
12t4d
Szybko i wolno leci ten czas. W niedzielę wkroczymy w magiczny II trymestr 
Od ostatniego wpisu zaliczyłam dwie wizyty u gina, pielgrzymkę i pierwsze ciążowe zakupy 
Pielgrzymka choć cudowna jak co rok, to jednak straszna w tym roku. Upały były przeogromne! Ja praktycznie prawie cały czas siedziałam w cieniu a średnio wyrabiałam. Podziwiam ludzi którzy szli całą tą trasę pieszo! Mimo wszystko cieszę się że zdecydowałam się iść, jakoś tak poczułam wewnętrzny spokój.
Jesteśmy też już po usg prenatalnym 
Przezierność 0,9, kość nosowa widoczna
Wszystko wygląda dobrze i normalnie:)
Między nogami nic jeszcze lekarz nie zauważył, więc albo jeszcze Irkowi nie urósł pisiorek albo Irek będzie Klarą
Może ta kwestia wyjaśni się za 4 tyg na wizycie.
A tu mały gamoń
Ma już 5,4 cm!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/45430def117a.jpg
To była nasza pierwsza wspólna wizyta, moja i Łukasza
Ale chłopak był zadowolony
Non stop komentował, jak lekarz powiedział "tu jest rączka" czy cokolwiek innego to powtarzał cały czas "acha", "no", "widzę". Tak to śmiesznie wyglądało
widać że troszkę denerwował się tą wspólną wizytą i przez to te jego ciągłe potakiwania 
Mimo wszystko martwiłam się że gamoń nie rusza się na tym usg. Wszędzie czytam w pamiętnikach że maluch podskakuje, nie daje się zmierzyć... A to moje dziecię jakieś takie niemrawe.. Ale lekarz przytrzymał usg chwilę dłużej w jednym miejscu i tak fajnie podskoczył
a później się przeciągnął! Wtedy dotarło do mnie że to się dzieje w moim brzuchu, choć nadal jest to dla mnie niepojęte 
No... i jako że Marlenka ma za sobą udaną wizytę, i wszystko wskazuje na to że będzie ok, to Marlena poszalała na zakupach... Planowałam nic nie kupić przynajmniej do połowy, a tu masz babo placek... Nie wytrzymałam!
Kupiłam pierwszy ciuch dla gamonia, chyba że okaże się być gamoniową no to chyba nie będzie jej pasować 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/3bdf367cecc5.jpg
No ale zapłaciłam całe 2 zł więc jak gamoń okaże się dziewczynką to nie będzie mi żal 
Kupiłam też sukienkę dla siebie, myślę że dobra będzie koło grudnia bo to rozmiar M (taka ewidentnie na brzuch), ale znów wydane całe 7 zł. Ach te ciucholandy 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/91a5ceaa72f5.jpg
Sukienka jest na zdjęciu strasznie wygnieciona i nie prezentuje nawet w 1% swojego uroku. Po wypraniu i wyprasowaniu będzie galanta 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 września 2015, 13:21
Niedługo rozpoczniemy 4 rok świadomych starań. Wydaje mi się, że minęła już wieczność. Co prawda w pierwszym roku kilka cykli było straconych z powodu mojego chorowania tudzież wyjazdów, które w ostatniej chwili okazywały się wypadać akurat w TYCH dniach, ale jednak mam wrażenie, że gdyby miało się naturalnie udać to udałoby się w którymś z pozostałych cykli...
Coraz częściej myślę o styczniowym IMSI. Wielokrotnie nie mogłam zasnąć z powodu przerażenia dotyczącego czekających mnie wielogodzinnych kroplówek, zastrzyków igłą o wiele grubszą niż do tej pory przy Ovitrellu oraz obawami, czy wyprodukuję odpowiednią ilość komórek i czy w ogóle się zapłodnią... We wtorek jedziemy na scratching + 4h intralipidów dożylnie. Strasznie się boję! Miejmy nadzieję, że dzięki temu zarodek z łatwością wskoczy w endometrium i moje cierpienie nie pójdzie na marne. Wzięłam już sobie urlop na ten dzień, dzięki czemu po zabiegu będę miała trochę czasu by dojść do siebie i nie będę stresować się ewentualnym wyciekiem inf. o staraniach do kadr, a może i reszty firmy (przypadek L4).
Nie mogąc znieść bezczynnego oczekiwania zrobiłam sobie test szans na powodzenie IVF, przygotowany przez brytyjskich profesorów, którzy zgromadzili dane 144 tysięcy par podchodzących do procedury. Udostępniono go w Internecie - łatwo znaleźć wpisując w wyszukiwarce "ivf predict calculator". Oto co nam wyszło:
Your chance of a live birth per IVF attempt is: 35.7%.
Teraz pytanie: czy to dobrze? A może jednak nie do końca? Średnia europejska to 30%, Polska 35%, więc na tym tle wypada po prostu średnio. Jeśli jednak doliczyć podłoże Embrio Glue, które zamierzamy zastosować (badania mówią, iż zwiększa liczbę ciąż o ok. 8%) oraz fakt zastosowania metody IMSI (ponoć daje 55% wskaźnik ciąż), a do tego scratching w cyklu poprzedzającym (statystyki pokazują, że ilość ciąż zwiększa się dwukrotnie wśród kobiet, które mają problem z zagnieżdżaniem zarodka, a to podejrzewam u siebie) - to wszystko pozwala wierzyć, że szansa jest spora i trochę uspokaja... Eh chciałabym, żeby było już po wszystkim i żebyśmy mogli wreszcie się cieszyć!
I oto jestem w kolejnej ciązy. dziwie się , że program nie zaznaczył jej w pamietniku.
dziś 14 dpo. sobota, sylwester
wczoraj odebrałam wynik estradiolu i progesteronu. od razu napisałam smsa do mojej gin. odpisała, że wyniki bardzo dobre i kazała je powtórzyć łącznie z betą w poniedziałek 2 stycznia.
dziś siknęłam na test (mam ich cały zapas , bo 2 dni po tym jak dowiedziałam się , że jestem w ciązy otrzymałam pocztą przesyłkę z zamówieniem ). pomimo tego, że nie był to poranny mocz to kreska na teście jest już znacznie wyraźniejsza niż była kilka dni temu 
Wszystkim wam kochane życzę, aby ten nadchodzący rok był lepszy od poprzedniego. A w tym nadchodzącym roku dużo zdrowia, szcześcia i miłości.
Uuuuu.. No i idzie, miejmy nadzieję NOWE i LEPSZE. Żegnamy Stary Rok w iście SZAMPAŃSKIM stylu! Wierzę, że to Nasz ostatni Sylwester we dwójkę 
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROK!
Ogłaszam rok 2017 rokiem spełniania marzeń!!

Ja już się bawię a Wy? 

31 dzień grudnia...Sylwester
@ jak nie było tak nie @...a tak liczyłam na to że rok 2017 rozpocznę już nowym cyklem...jedynie to że jestem bardzo wredna dla męża jest nadzieją że to małpisko się zbliża...
Kochane, mam nadzieję że ten Nowy Rok będzie dla nas lepszy niż ten właśnie się kończący. Że nie będzie już żadnych łez, chyba że te radości. Że zostaniemy mamusiami, a nasze połóweczki tatusiami. Że w końcu wszystko będzie dobrze. TEGO ŻYCZĘ SOBIE I WAM. Buziaki, i ściskam mocno na Nowy Rok 
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku:)
Z wieeelkim opóźnieniem:(
Często korzystam z internetu w telefonie i tam robiąc wpisy do pamiętnika ucina mi je w zdecydowanej części i baaardzo się denerwuję tym faktem, ale po kolei...
Na święta zrobiliśmy niespodziankę rodzinie Otóż przy rozpakowywaniu prezentów mój mąż ze swojej torebki świątecznej wyciągnął misia - grzechotkę i malutkie skarpetusie z napisem "I love dad"
A na twarzach rodziny szok, zapytanie, niedowierzanie i ... cisza Każdy rozmyślał cóż ten prezent miał znaczyć
zwłaszcza po naszych niemiłych przejściach...
Na wizycie poświątecznej u mojego doktora wszystko w porządku
Maluszek rośnie, miał wtedy 5,4 cm Na święta pojadłam barszczu to i nawet wyniki z morfologii się poprawiły:)Jak ja lubię takie wizyty:)
10.01.2017 r. badania prenatalne. Bałam się o zdrowie bejbusia. Lekarz bardzo miły, z szeroką wiedzą ginekologiczną. Badał i badał, naciskał na brzuch mocno i myślałam, że zaraz to mi dzieciątko z niego wydusi. Usg przezpochwowe też w pewnych momentach bolesne jak dla mnie, a muszę przyznać, że tolerancję bólu mam wysoką. Wiem, musiał wszystko dobrze pooglądać, pomierzyć, itd.
Słyszałam bijące serduszko:) Bejbuś ma już 6,9 cm:) Wynik całego badania prawidłowy. Tzn. na 95%, bo taką wykrywalność mają te badania.
Muszę stwierdzić, że nasz maluszek to taki trochę leniuszek. Nie chciał się obrócić do ładnego zdjęcia pamiątkowego. Ułożył się na pleckach, rączka pod główką, taki wygodnicki:D
Zastanawiam się, czy nie zacząć kupować malutkich ubranek. Nie znam jeszcze płci, ale myślałam o rzeczach uniwersalnych, i dla chłopca i dla dziewczynki. Nie chciałabym też tymi zakupami czegokolwiek zapeszyć, z drugiej jednak strony kupowanie na ostatnią chwilę to wielki wydatek.
Podczas samego badania, kiedy lekarz nic nie mówił, martwiłam się bardzo. Prosiłam o pomoc Matkę Bożą.
Dziękuję Ci o Wielka Pani za potrzebne łaski, jakimi obdarzasz dziecko, które noszę w swoim łonie
Dziękuję Ci za łaski, które zsyłasz dla mnie, jego matki
Dziękuję za cud, jakiego dokonałaś
Dziękuję za każdy dzień
Ten rok nie był spełnieniem marzeń.
Był ciężki i piękny... Dal wiele łez radości i pięknych dni ale i także łez żalu, smutku i tęsknoty.
Ten rok dał też nową nadzieję, nowe życie które się we mnie rozwija 
Moja tegoroczna "pierwsza" ciąża była wyjątkowo wyjątkowa. Dała bardzo dużo pomimo krótkiego jej trwania. Czucie synka od 11tc - czy to nie "szczególnie szczególne"? Od początku dałabym sobie rękę odciąć, że to syn - nie pomyliłam się! Ta ciąża była dla mnie szczególna i prawdę mówiąc nie mam bladego pojęcia czemu tak bardzo...
Staś był pięknym dzieckiem, idealny. Piękny pomimo swojego małego rozwoju. Takiego Go zapamiętam na zawsze.
Ten rok pokazał także że są ludzie bezinteresowni i mam to szczęście ich znać.
"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" - biedą można nazwać także brak wiary, brak sił i stratę największego skarbu, którym w moim przypadku był synek. Wtedy pozostało przy mnie nie wiele osób, którym jestem ogromnie wdzięczna!
Rok 2017 będzie lepszy. Przyjaciele pozostaną, w to nie wątpię! Nasz kolejny skarb da okrzyk "jestem" a raczej "aaaaa eeeeeeeeee aaaaaaa" - no wiem jak to opisać, no po prostu płaczem pokaże swoją obecność - we wrześniu i w to mocno wierzę!
W tym nadchodzącym roku życzę Wam wszystkim by spełniło się Wam wszystko o czym marzycie. By ten kolejny rok był lepszy od tego mijającego ale gorszy od 2018 
Ja ze spokojem wchodzę w kolejny rok. Kolejny mimo wszystko piękny rok

I cieszę się że oblewać będę dziecinnym szampanem 
Postanowilam jeszcze w tym starym roku opisac wczorajsze wydarzenie...
Wczoraj o godz. 10.30 wlaczylam sie, po raz drugi w zyciu, w sprzatanie kosciola (nie moge pomagac regularnie, bo pracuje na pelny etat 9-17.30 a sprzatanie jest co tydzien w piatek tylko rano). Po sprzataniu zaprosilam na kawe znajomych do najlepszej kawiarni w miescie. Wspaniali ludzie, piekny czas. Potem, w drodze na parking, postanowilam wejsc do kilku sklepow by zaopatrzyc sie w rozne syropy na kaszel i inne drobiazgi (lubie miec zapas). W pewnym momencie wlozylam moje drogie-jasnoszare-moherkowe-ulubione bezpalcowe rekawice, ktore mam juz 10 lat, do kieszeni kurtki, ale kieszeni zapinanej na zamek nie zapielam (do tych rekawic mam dlugi sweter do kompletu, ktory bardzo duzo kosztowal i baaaaardzo go lubie, po tylu latach wyglada prawie jak nowy!). Doszlam do parkingu, wrzucilam zakupy na tylnie siedzenie i po kilku minutach bylam juz w domu zastanawiajac sie czy moje rekawiczki sa pod zakupami. Okazalo sie pod domem, ze ich niestety nie ma, zgubilam.... Ogarnal mnie ogromny smutek..... Wrzucilam zakupy do domu i dlugo nie myslac postanowilam wrocic i ich poszukac. Szanse byly marne, szal poswiatecznych przecen w pelni i mnostwo ludzi na miescie, ale modlac sie do sw. Antoniego postanowilam ich szukac. Bardzo dokladnie pamietalam, w ktorych miejscach przechodzilam przez ulice i ktora strona chodniku szlam. Na parkingu pod kosciolem, gdzie wczesniej stalo moje auto, rozgladnelam sie dookola i ich nie bylo, wiec ruszylam piechotka do tej kawiarni (jakies 10 minut drogi). Rozgladalam sie po wszelkich lawkach, drzewkach, dekoracjach, choinkach, slupach, wystawach sklepow itd itp. Weszlam do sklepow, w ktorych bylam i do kilku innych, pytalam obslugi i takich nie znaleziono. Niestety. Nie ma. Nikt nie przekazal a nawet jesli ktos znalazl mogl nie oddac. Sklepow tyle, ze 'szukaj igly w stogu siana'. Ludzi bylo mnoooostwo. Bylo mi baaardzo smutno. Bardzo... Wiem, ze to tylko rekawiczki. Odpuscilam. I wtedy pomyslalam, ze moglo byc gorzej, bo moglam np. zgubic portfel z wszystkimi kartami w srodku i to dopiero bylo by zmartwienie! Jednak tak bardzo zal mi bylo tych rekawiczek... Wracajac na parking dziekowalam Bogu, ze nie zgubilam portfela a moje rekawiczki poprostu moze maja nowego wlasciciela, i juz. Na parkingu rozgladnelam sie jeszcze raz i tuz przed samym wsiadnieciem do auta cos mnie tknelo, moj wzrok nagle skupil sie na czyms - z daleka widze cos w kolorze szarej folii, wsrod papierkow, podchodze... a to MOJE REKAWICZKI!! Az sie po plakalam z radosci! Tak, poplakalam sie! Juz dawno nie cieszylam sie TAK BARDZO! Dziekowalam sw. Antoniemu i Jezusowi za odnalezione rekawiczki, MEGA radosc. Pomyslalam sobie, ze oto przyklad jak dziala Bóg: nam sie wydaje cos beznadziejne, niemozliwe i ze nie ma na to czy owo szans a On jest i dziala, cuda. To byl moj taki malenki cudzik, moja radosc. Wieczorem po mszy sw na 20.00 z ta sama radoscia opowiadalam znajomym co mi sie przydarzylo. Bóg jest DOBRY, WIELKI i WSZECHMOGACY!!!
Historia moich rekawiczek dluga i dokladna a zyczenia krotkie, bo zycze Wam cierpliwosci w oczekiwaniu na cud w tym 2017 roku! Dziekuje, ze jestescie a zwlaszcza dziekuje z calego serca za Wasze wsparcie i wpisy w 2016.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2017, 11:33
Ciąża zakończona 31 grudnia 2016
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.