Nic nie jest rak jak być powinno. Dzisiaj powinna przyjść @ i przyszła- z zegarkiem w ręku. Niczego sie nie chce. Mąż zrezygnowany i chyba sam już przestał wierzyć. Ale sie i tak nie przyzna... wracamy do leczenia w klinice. Pierwsza wizyta 1 marca. Dotrwam? Szczerze to liczyłam ze na nią nie pójdziemy bo już będę w ciąży. Leków już mi sie nawet nie chce brać jak nie widać rezultatu. A do tego zawsze przed okresesem puchnie jak oda i wyglądam jakbym ważyła 200 kilo. Nie cierpię mojego organizmu! Nienawidzę mojego ciała !
Szczepienie nr 1 6.02
szczepienie nr 2 27.02.
W marcu egzamin, potem weekend w Rzymie i w kwietniu transfer.
W międzyczasie będzie kolejna histeroskopia, żeby zweryfikować polipowatość i zrobić rysę.
Długo i niedługo. Szybko zleci. Muszę poczekać z transferem do kwietnia, żeby to wszystko miało ręce i nogi.
Mam nadzieję, że jak nie pomogą szczepienia to wymodlimy w Rzymie upragnioną ciążę i dzieciaczka.
nie wiedzialam, ze polog po cc trwa 12 tygodni... myslalam, ze 6
http://treningdlamam.com/10-bledow-treningowych-po-porodzie/
I już po. Punkcja nie była taką straszna, jak to sobie wyobrażałam Bardzo miła atmosfera wśród pracowników jakoś pomogła mi to znieść
I ogólnie, wszystko było fajnie, jednak na spotkaniu z lekarzem przy wypisie jakoś tak zostałam ściągnięta na ziemię. Okazało się, że pobrano tylko trzy komórki... Załamało mnie to strasznie
Kurcze, naczytałam się wszędzie, że od każdej dziewczyny pobieranych jest tyyyle komórek... A u mnie tak mało się okazało. Tak jak wcześniej czułam strach, to teraz czuję przerażenie. Właściwie to jestem załamana. Myślałam, że największy strach to transfer i nadzieja- przyjmie się czy się nie przyjmie. A teraz boję się czy w ogóle do tego dojdzie. Tylko trzy sztuki? Póki coś jest, to jest nadzieja. Ale bardzo mi źle 
Dzisiaj nasza mała rocznica chodzenia ze sobą i miał być prezent, jest dramat, bo... mąż odebrał wyniki nasienia.
Prawidłowych plemników 0% ZERO

Trzy miesiące temu było fatalnie, bo było 1,9% prawidłowych, ale teraz... teraz to nie wiem jak to określić...
Niby zwiększyła się znacznie ich ilość z 17,8 ml na 22,1 ml (w ejakulacie wzrosło trzykrotnie), ale co z tego, skoro 100% plemników ma nieprawidłowy akrosom.
Inne parametry też nie najlepsze, ale ze wszystkiego to z tym akrosomem to jakaś masakra. Jak to poprawić???
Ja robie te durne testy.. przejmuje sie kiedy widze ze moj cykl jest innych od poprzednich, staram sie,codziennie mierze temperature, lykam kwas foliowy , kontroluje swoje cialo a moj partner po kryjomemu pali papierosy . Mam wrazenie ze sama staram sie o dziecko a on ma w tym swoj udzial 25% to chyba ja bardziej chce tego dziecka.. Chyba to oleje wszystko bo czuje ze nie mam wsparcia,sama ze soba w ciaze nie zajde... jest mi przykro,bardzo przykro a to powoduje tylko klotnie miedzy nami.
11+0
Jutro prenatalne, a ja świruję.
Boję się 
Boję się ,czy wszystko będzie ok z dzidziusiem, czy będzie na tyle duże że da radę zrobić to badanie.
Jeśli nadal rośnie 1 mm na dzień, jutro będzie miało 3,9 cm ,a musi mieć minimum 4,5 cm żeby był sens zrobienia usg. No chyba że coś pomyliłam...
Boję się,czy lekarz postarzy ciążę na zaświadczeniu i czy nie będzie problemu w pracy. W poniedziałek kończy mi się umowa i boję się,że coś mnie zaskoczy,że w kadrach powiedzą że niestety ale umowy mi nie przedłużą..
Kasa nie jest najważniejsza, tylko zdrowie dziecka, ale fajnie byłoby mieć przypływ gotówki przez te kilka miesięcy . Nazbierałoby się na wózek, łóżeczko i inne takie 
Głupia, głupia, głupia!
Noc praktycznie nieprzespana. Gdy tylko na chwilę udawało mi się ślepia zmrużyć, zaraz śniło mi się, że kłują mnie olbrzymią igłą celem zbadania estradiolu i progesteronu... Wyniki wychodzą oczywiście fatalne, więc znowu kocioł myśli w głowie i nie mogę zasnąć... Odkąd wróciłam z pracy także myślałam tylko o tym, że ten estradiol jednak za niski jak na pęcherzyki powyżej 14mm i nic z tego nie będzie... Przeczesałam fora internetowe i porównując się z nimi sytuacja zaczęła mi się jawić naprawdę nieciekawie. Aż tu przed chwilą, gdy zaczęłam biadolić m. o tych 14mm pęcherzykach, on zaczął mnie przekonywać, że przecież największe miały wczoraj 11mm! Biegnę więc sprawdzać kartotekę, patrzę, a tam faktycznie 2x11mm, 1x10mm, reszta poniżej 10mm i tyle! Jest jeszcze szansa, że pozostałe podrosną, a dominujące jeszcze się nie wykształciły! Najbliższa noc uratowana! Ale ze mnie panikara...
🤱 Połóg i pierwsze chwile razem 🤱
Pierwsze dwa dni w szpitalu minęły nam na cyckaniu,tuleniu, kolejnych badaniach, obchodach. Malutka ładnie sie przystawiała, pięknie spała w szpitalnej " mydelniczce", okazała się totalnym ssakiem i pożeraczem smoczka 😁 Nawet wysypialam sie w nocy i w dzień między karmieniami.
W trzeciej dobie przyszedł krysys. Ja dostałam nawału w piersiach- klasyczny przypadek ale z Maksem tak nie miałam. Piersi zrobiły się twarde jak kamien z grudkami, mnie skoczyła temperatura, mała ciężko się przystawiała. Pomogła mi praca z laktatorem i super położna, która je rozmasowała, podawała nurofen co 6 godzin i dała wkłady lodowe do zimnych okladów. Ból niesamity. 1,5 doby tak cierpiałam aż poczułam się troszkę lepiej.
Mała natomiast pożółkła pod koniec 3 doby. Wydawało mi się że jej kolor się zmienia za bardzo, mówiłam o tym położnym ale mnie uspokajały. Następnego ranka na obchodzie lekarka neonatolog jak ja zobaczyła zarządzila od razy pomiar bilirubiny penem a potem z krwi. Wyniki okazały się na na granicy normy. Następnego ranka znów krew i decyzja o fototerapii. Tak mi było szkoda malusiej. Musiała leżeć w specjalnych okularach. Strasznie bałam sie o jej oczka, by nie sciagała tych okularków. Czuwałam cała noc, karmilam ją z butelki z moim ściągniętym mlekiem. Mała mnie zaskoczyła bo pięknie.spała pod lampą, była mega spokojna. 14 h pod lampą, wyniki bilirubiny spadły ale do końca nie wiadomo było kiedy wyjdziemy.
Wreszcie w niedziele po 6 dniach spedzonych w szpitalu wyszlyśmy....
Tak długi pobyt na oddziale strasznie mnie wymeczył psychicznie i fizycznie. Teskniłam za mężem, synkiem. Upały też strasznie dawały się we znaki. Badania malutkiej - fizykalne, usg główki i brzuszka, sluchu, odruchów, podanie witaminy K, szczepienia wszysto wyszło ok. Moje dziecko nie dało mi popalić ze to synek sąsiadki z pokoju wył całe noce i dnie. Człowiek nie spał... Ciężki to był czas...Aż wreszcie mąż mógł odebrać swoje dziewczyny około 17:30 w niedziele.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2020, 21:58
Kochane u mnie nic nowego. W sobotę czułam się bardzo kiepsko, męczyła mnie gorączka i ból głowy. Wzięłam w końcu na noc 1 Paracetamol i robiłam sobie zimne okłady. Na szczęście gorączka przeszła. W niedzielę już było lepiej, ale jeszcze polezalam w łóżku. Teraz czuję się dobrze, ale cały czas mam lekki katar i drapanie w gardle. Dużo piję, plukam gardło wodą z solą, szałwią. Dziś zrobiłam sobie inhalacje. Mam nadzieję, że powoli pozbędę się tej infekcji. Ponieważ czuję się nieźle chodzę normalnie do pracy. A jak wracam dużo leżę, odpoczywam, relaksuje się. Jeśli chodzi o objawy ciążowe to ich nie mam, nie mam mdłości, tylko czasem obrzmiale piersi, ale też nie cały czas. Cały czas jestem pełna obaw, ale wychodzę z założenia, że co ma byc,to będzie. Jak ma być dobrze, to będzie mimo wszystko, a jak nie, to nawet jakbym stawała na rzęsach to nic nie poradzę. Staram się, żeby było dobrze, dbam o siebie, nie przemęczam się. Wszytko w rękach Boga.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2017, 22:46
28 dc.1 dpo.
Całe popołudnie przespane. Chyba tego mi było trzeba 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 stycznia 2017, 01:34
Nie mogę spać. Uporczywie dopatruję się oznak. Pojawiły sie lekkie żyły na piersiach, ale może sobie tylko wmawiam.
Tak bardzo bym chciała już wiedzieć.
To niesamowite, że jesteśmy w stanie zbudowac stacje kosmiczne, wszczepiamy tytanowe żebra wydrukowane na drukarkach 3D, zabieramy na wakacje drony do robienia głupich fotek a nie potrafimy w domowym zaciszu sprawdzić na wczesnym etapie czy i kiedy doszło do zaplodnienia. Co za bezsens...
Dziś 5 dpt
Wczoraj okazało się że przyjaciółka jest w ciąży. Chciała mieć drugie dziecko ale na wiosnę szykuje jej się wyjazd do Stanów i chciała starać sie po powrocie. Życie drugi raz zdecydowało za nią. Przy poprzedniej ciąży miała wyjechać do Chin
Osobiście bardzo się cieszę że zaszła trochę nieświadomie bo ona się bardzo wszystkim stresuje ale niestety dla mnie oznacza to że nam się teraz nie uda
Niemożliwe żeby spotkało nas tyle szczęścia naraz. Marzyłyśmy by chodzić razem w ciąży.
Dziś miałam mieć badanie na wrogość śluzu - badanie należy wykonać 10-14 godzin po współżyciu w czasie dni płodnych, lekarz pobiera z szyjki śluz wraz z plemnikami, następnie pod mikroskopem sprawdza jak zachowują się plemniki. Za prawidłowy uznaje się wynik, który potwierdza obecność co najmniej 6 aktywnych plemników w 400-krotnym powiększeniu.
Niestety mąż miał przed wczoraj wyrywaną ósemkę, cały wczorajszy dzień spędził w łóżku z potwornym bólem głowy i gorączką 38 C. O 21 jechałam do dentysty po receptę na antybiotyk i ketonal, więc ostatnią rzeczą o jakiej myślał był seks. Zadecydowałam, że pojadę jednak na wizytę, i tak jest ona konieczna przed badaniem i muszę za nią oddzielnie zapłacić a może przy okazji dowiem się czegoś a badanie uda się wykonać za kilka dni.
Byłam wczoraj też u mojego ginekologa sprawdzić czy wchłonął się krwiak, okazało się, że się wchłonął i lekarz zobaczył też pęcherzyk 2.8mm, na pytanie co dalej powiedział, że '' kochać się Pani będzie dla przyjemności, a robić dzieci już bez". Nie dopytywałam czy ma na myśli inseminacje czy in vitro, jeżeli to drugie to się załamię. Jeżeli badanie śluzu wyjdzie ok wtedy dostanę zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka.... o ile w tym cyklu nie będzie już za duży i będzie to możliwe...powoli zaczynam mieć dość.
Pęcherzyk 13 mm w lewym jajniku, badanie śluzu zaplanowane na sobotę.
7 DC
No i tak. Badania nasienia powtórzone wyszły gorsze niż poprzednio. Morfologia tylko 1%. Załamka totalna.
A mój mądry mąż kilka dni temu przyznał się że ma mały problem z układem moczowym. Natychmiast załatwiłam lekarza i pojechaliśmy. Okazało się że ma mały stan zapalny gruczołu krokowego.
Antybiotyków nie dostał lecz leki na bazie ziół. Zobaczymy czy pomogą.
Kazał brać leki na poprawę plemników i uważa że w maju powinno być ok.
Teraz nie mam wątpliwości, że morfo i inne parametry spadły przez niego, że nie powiedział wcześniej o chorobie. Teraz ma nauczkę.
Wczoraj mi powiedział, że zanim dziecko będziemy mieć minie kilka lat. I ma rację jeśli tak o zdrowie będzie dbać.
Ten cykl odpuszczam trzeba uregulować zdrowie, bo tak czy siak poprawa może być dopiero koło maja. Jeśli nic kolejnego nie wyskoczy.
Grunt że nie ma bakterii ani innych świństw.
Dzięki temu że cykl odpuściłam, czuję się spokojna. I dobrze bo tak naprawdę miałam dość tej nagonki.
Wszędzie tylko słyszę wśród znajomych że albo urodzili albo w ciąży są. Ehhh nie mam sił już na to. Nie mam sił przeżywać. Po prosu wypaliłam się.
A jeszcze miesiąc temu zazdrość mnie brała.
Może i lepiej, luz jest najlepszym rozwiązaniem.
Teraz zajmuje się planowaniem urlopu 
29 dc. 2 dpo.
Ponieważ wczoraj przesusłaczyłam całe popołudnie, dziś mam zamiar nadrobić zaległości. Mam wolne od pracy i zamierzam trochę posprzątać i ugotować coś fajnego 
Aaaa... temperatura skoczyła bardzo do góry, aż musiałam sprawdzić drugi raz innym termometrem. Ciekawe jak będzie jutro 
Dzisiaj również pożałowałam mojego lenistwa. Postanowiłam wysłać męża po kilka produktów do sklepu pod domem. Pięć telefonów w pół godziny - ostatni raz poszedł sam na zakupy 

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 stycznia 2017, 01:33
31t6d
I po wizycie. Dzisiaj doktor coś wyjątkowo nie w sosie, jakiś smutny, aż mi się udzielił jego nastrój.
Misia uciska mnie w szyję macicy, która jest zamknięta i ma odpowiednią długość, ale może boleć. Mam mniej chodzić i leżeć przed i po obiedzie. Słodko sobie leżała i machała rączkami i nóżkami. Na tym starym sprzęcie na NFZ wygląda jak niedźwiadek bez paluszków.
Mała waży 1800g. Wszystko wydaje się dobrze. Jestem uradowana 
Maluch ma 1,04 cm - to odpowiada wiekowi ciąży. Ja mam mdłości, przyciężką głowę, niezbyt dobrze śpię. Generalnie samopoczucie do d..., ale to przecież dobrze
Gorzej, że ten pierwszy trymestr wykańcza mnie także psychicznie, obawy o to jak to się dalej potoczy niestety mnie nie opuszczają.
Zrobiłam zlecone przez dr. Kuźnika badania, te których wyniki już mam - odpukać -wydają się dobre (progesteron także. Może mogłabym odstawić luteinę?) Dziwna sprawa tylko z białkiem C i S - na stronie laboratorium pojawia się informacja, że "próbka do ponownego pobrania". Niech im będzie, przejdę się tam jutro.
A na koljną wizytę wybiorę się pewnie za 1,5 tygodnia. Dłużej nie wytrzymam, nie ma szans;)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.