właśnie dzwonili ze szpitala. beta hcg przez ostatnie dwa dni wzrosła z 804 do 1600. Ale kazali mi przyjść na wczesne badanie USG. chyba umrę ze strachu o moją małą Iskierkę
Jak wygląda Ten czas w tym cyklu?
Ano jakoś inaczej niż zazwyczaj.
Do tej pory,ok 13-14 dc czułam mocny ból w okolicy jajników.
Teraz w 11dc ma usg widoczne były trzy pęcherzyki na lewym jajniku.W 12 dc "zaplamiłam" tak normalnie czerwoną krwią,jednorazowo,wieczorem po okładach borowinowych.Może zrobiłam za ciepły okład?a może to był taki objaw owulacji??? w 13 dc czułam dyskomfort w okolicy obu jajników podczas serduszkowania. W 14 dc czyli dziś,kłucie w prawym jajniku, tym w którym przecież na usg, nie było żadnych pęcherzyków.
Nie czuję żadnego takiego mocnego bólu, jak wcześniej.O co to chodzi??? Okaże się na usg za ok dwa tygodnie.Na razie mam wiarę i nadzieję.
Ten cykl raczej mogę spisać na straty. Kupiliśmy conceive, żeby jakoś jeszcze wzmocnić armię. Zaczęliśmy działać kilka dni przed owu, ja tym żelem (żeby nie wchodzić w szczegóły) z radością i nazbyt szczodrze paćkałam siebie i jego ale musiałam nagle wyjechać sama w rodzinnych sprawach akurat na czas owulacji. Nie zmienia to faktu, że liczę, jak zawsze, że sie uda, że coś może...
Na kolejny cykl kupimy nową tubkę
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2017, 13:33
Dziękuję 
5 dc
@ mija i ja mam już wiele sił na nowe starania 
Na początku kwietnia urlop w Polsce, a w sierpniu w Chorwacji ze znajomymi. Przestaję już oddalać plany "bo może ciąża". Jeśli będzie to co? To będę przeszczęśliwą urlopiwiczką
Najwyżej zamiast zwiedzać, będę leżeć plackiem w cieniu i czytać książki. Zawsze to coś. Przynajmniej mąż sobie się pobawi 
A jak nie będę? No to i ja się zabawię 
Z racji tego że jestem w Niemczech, nie mam dostępu do typowo polskich produktów aptecznych. Tu nawet Gripex jest inny
w aptece też ciężko wyjaśnić. Ile to razy dostałam coś co potem w domu okazało się nie tym co trzeba... byłam przedwczoraj w zielarskim i wzięłam jakąś łagodną oczyszczającą herbatkę "detox"."
Mniszek lekarski, krwawnik, liście brzozy, pokrzywy i kopru, trawa cytrynowa, mięta, anyż i lukrecja. Wszystko sobie poczytałam i już zapomniałam co jest od czego
w każdym razie, większość cudownie oczyszczająca z toksyn, regulująca ciśnienie krwi, wspomagająca metabolizm, a jedno z nich ma swój wkład w kobiecy cykl! Więc coś dla mnie 
Nie podjadam słodyczy itd chyba od 1 dc? I nie zamierzam 
Pozytywnie nastawiona 
Ten tydzień był zwariowany ale oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa 
najpierw błaganie do Boga by miesiączka nie przyszła (chociaż szczerze mówiąc przeczuwałam, że nie przyjdzie ale nie dopuszczałam do siebie nadziei na to ), w środę Dday dzień.. jeden test i to zrobiony popołudniu w momencie gdy najbardziej byłam opita Herbatą liptona. I jest cień cienia ale jest. U mnie radość, że to chyba to bo jeszcze nigdy nie było nawet cienia cienia
Mąż niedowierzanie...
W: no coś tam widzę, ale wiesz to nie ma się jeszcze co cieszyć.
Ja: jak nie W! Jest cień cienia !!!!
W: oj tam jutro jak wstaniesz rano ze mną do pracy to zrobisz drugi 
Tak hehe rano mówię wam dziewczyny, że to nie ja naciskałam na drugi test tego samego dnia tylko mój W.
Graliśmy sobie w tysiąca tego dnia i on co chwile może nie chce ci się siku co
no i tak namawiała namawiał, że zrobiłam. A tam piękna druga krecha jak malowana 
W czwartek z rana poleciałam na wyniki krwi zrobiłam morfologie, poziom żelaza i oczywiście HCG 
czekanie do 17 trwało wieczność!!!
Wynik HCG 170,4 przepięknie 
w piątek powtórka żeby zobaczyć czy rośnie i czy można się cieszyć
no i w piątek wynik HCG 497 
Wczoraj powiedzieliśmy teściom to będzie ich pierwszy wnuk
kupiliśmy im dwa kubki jeden dla babci jeden dla dziadka
rozpakowywali prezent tacy zmieszani i chwila zastanowienia była o co chodzi hehe ale za chwile radość płacz i łzy 
Czy czuje w sobie jakąś zmianę ? latam do łazienki 20 razy dziennie, jestem zmęczona wszędzie bym zasnęła, szczególnie w pracy mdłości nie mam jako takich teraz ale jestem bardzo szczęśliwa i mój W. rownież 
pozdrawiamy was kochane i życzymy pięknych dwóch kreseczek 
1 dc 19 cs czas zacząć.
Ulga, że wreszcie to napięcie ze mnie powoli schodzi. Tak fatalnie, jak przeszłam poprzedni cykl, to jeszcze mi się nie zdarzyło.
Kusi mnie schowanie termometru gdzieś głęboko do szuflady. Ale nie mogę, bo te pomiary pomagają połapać się w tym, kiedy zacząć brać encorton i duphaston...
Ostatni cykl na clo i sterydzie. Jeśli się teraz nie uda, to idę umawiać się na laparoskopię, a biorąc pod uwagę jak szybko teraz mam owulację i niektóre cykle, to mogę załapać się na jeden dodatkowy przed laparo.
Czy mi przykro?
Sama nie wiem, już chyba mnie to zaczyna śmieszyć. Mąż zdrowy, u mnie wszystko niby ok. Tylko,jeśli nie ma drożności, to możemy tak bawić się w kotka i myszkę bez końca. Zatem nawet się cieszę, że ostatnia prosta przed nami.
Ciąża zakończona 23 lutego 2017
11.02.2017 3dc
Estradiol: 64,04 (19,5-144,2)
Prolaktyna: 10,3 (2,8-29,3)
FSH: 7,21 (2,5-10,2)
LH: 3,92 (1,9-12,5)
Witamina B12: 494 (211-911)
17 OH Progesteron: 2,25 (0,2-1,3 FF, 1,0-4,5 FL) !!!
Morfologia: ok
Fibrynogen(G53): 311,70 (180-350)
D-dimery(G49): 225 (<500)
p/c kardiolipinowe IgM: 12,8 (<12,5 ujemny, 12,5-20 wątpliwy) spada powoli, chyba Acard działa
p/c kardiolipinowe IgG: 5,7 (<15 ujemny, 15-20 wątpliwy)
Podwyższony poziom DHEA lub DHEAS wskazuje na nadnerczowe, a samego testosteronu (zwłaszcza w połączeniu z wysokim stosunkiem LH:FSH) na jajnikowe źródło nadmiaru testosteronu.
LH 3,92 : FSH 7,21 = 0,54 ?? ;/
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2017, 09:27
22.02.2017 ----> HSG 
35t2d
Wczorajszy wieczór był ciekawy. Pierwsze skurcze, pierwsze twardnienia brzucha. Wzięłam kąpiel, ustało.Przed samym snem znów wróciło. Maciek przygotował ubranie na szafce nocnej gdyby w nocy musiał szybko reagować. Ale zasnęłam. Dzisiaj od rana znów delikatnie, bezbolesne, ale wyczuwalne skurcze. Muszę wytrzymać jeszcze trochę żeby móc rodzić w szpitalu w którym chcę rodzić.
Jestem zmęczona. U Pączusia znalazłam wczoraj dwie ranki na pleckach.Podobno od zastrzyków. Jest mi go tak szkoda, że ciągle mam przed oczami te jego ranki. Dodatkowo ja mu podawałam ten antybiotyk więc się czuję winna, chociaż podobno to nie moja wina, a tak się dzieje i już. Nie boli go to w ogóle, ale nic nie poradzę i ciągle myślę o tych rankach.
Planujemy kwiaty na tarasach. Nie mam pojęcia jak się do tego zabrać.
8dc
Dziś też zrobiłam test owulacyjny i tak samo jak wczoraj jest pozytywny.Rano bolała minie głowa ale serduszkowania nie brakowało
Śluz mam niby płodny ale nie jest on rozciągliwy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2017, 12:00
13 dc.
Kolejny leniwy dzień... nie wiem dlaczego popadamy tak bardzo ze skrajności w skrajność hehe... jak już pracujemy, to dajemy z siebie wszystko, po pracy często też coś ogarniamy w domu... gotowanie, sprzątanie, pranie i takie tam... jak przychodzi niedziela... Rozpusta!!! Zazwyczaj śpimy do 11, a później błąkamy się jak takie małe smrody
dobrze dobrze, trzeba korzystać, bo jak pojawią się kiedyś dzieci to zapewne spanie do 6 rana będzie dla nas luksusem 
Plan na dziś: Nicnierobienie.
O godz. 16 mamy rezerwację w restauracji na obiad. W tym tygodniu o zgrozo - burgery!
Śluz dziwny, glutowato-lepko-rozciągliwy. Szyjka powędrowała sobie lekko do góry. Test Clearblue - puste kółeczko, paskowe z bardzo słabą, drugą kreską. Mikroskop owulacyjny - jakieś tam fiziopałki są... tzn. kropeczki, kreseczki, mikro mikropaprotki gdzieniegdzie... wygląda jak początek fazy przejściowej. Pożyjemy, zobaczymy. No dobra, niech ta owulacja będzie sobie nawet i w 20 dc... ostatecznie! Bo 27 dc. to trochę przesada.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2017, 23:39
PS . Przeczytałam już chyba wszystkie pamiętniki na ovu i obczailam już dogłębnie wykresy zakończone ciążą
Ahh jakie piękne uczucie jak na końcu pamiętnika jest ta urocza zielona rameczka . Rameczko kochana ja naprawdę się nie obrazę jak mnie odwiedzisz w najbliższym czasie razem z fasolką . Zapraszam Cię serdecznie:)
Hania skonczyla 15 msc. Od wczoraj wstaje z kucania, bez podparcia i stoi przez chwilę.
Ale wymslili z tymi przenosinami a juz sie ucieszylam kredeczko ze urodzilas... Hehe trzymam kciuki :-* kontynuacja w nowym pamietniku... Ehhh
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2017, 08:39
Dziennik pokładowy:
128 dc, 19 tydzień - go!
Rany, jesteśmy już tak daleko... 19 tydzień ciąży. Jeszcze kilka dni i wejdziemy w piękną dwudziestkę - kto wie, czy nie będzie to połowa... No i skurczył się dystans pomiędzy dniem dzisiejszym a najbliższą wizytą u Pani doktor. Nie mogę się doczekać, aż znów zobaczę moje dziecko.
Tak, dzisiaj przyszedł czas na mniej katastrofalny, a w zasadzie w to w ogóle optymistyczny, wpis. Przeszły mi trochę obawy odnośnie kredytu. Oczywiście na ratunek przyszedł mój mąż, bo przekazał mi myśl, jaką zaszczycił go jakiś tam jego kolega z pracy: "Najgorsze, to kredyt wziąć. Papierologia, rozwleczone terminy, podpisy, nie wiesz, jaka oferta najlepsza... A jak już weźmiesz, to gadasz wszystkim, że Twój kredyt najlepszy. No bo TWÓJ". No i pozwoliłam tej myśli zasiać spokój w mojej głowie. Przestałam googlować, cośmy spieprzyli i na którym etapie, po prostu żyję. I czekam, aż moja "cudowna" firma raczy mi po raz drugi wypełnić dokument o zarobkach dla banku. A potem tylko umowa, bierzemy klucze i zaczynamy nowe życie.
Przestałam też tak źle patrzeć na kwestie remontu i urządzania. Dlaczego? Ano zrobiliśmy sobie z mężem powrót do przeszłości. W tym tygodniu wypada mu delegacja, więc pojechałam z nim na mieszkanie służbowe, z którego zresztą teraz piszę. Mamy całkiem spory, jasny pokój z osobną łazienką. Aktualnie poza nami nikogo tu nie ma iii... oooo tak! Siedzę na chorobowym już od miesiąca, ale dopiero teraz czuję, że naprawdę odpoczywam, bo:
A - nikt mi nie jojczy, że jestem złą żoną dla mojego męża,
B - nikt mi nie jojczy, że imiona jakie wybrałam dla syna czy córki są "niezbyt mocne", "zbyt pedalskie", albo "kojarzą mi się z (tu wpisz coś obrzydliwego)" itp.,
C - wiem, że przez najbliższy tydzień nie usłyszę sformułowań typu: "poczekaj, zobaczymy, jak się urodzi i...", "dziecko będzie trzymało z babcią i zobaczysz, odpłaci Ci to, że...", "jeszcze będziesz chcieć coś ode mnie..." i tym podobne cudowne wróżby na przyszłość,
D - nikt nie postawi mnie w sytuacjach o wzajemnie wykluczających się sugestiach, przykład: słyszę wykład o tym, że jak się tylko trochę zapuszczę, to do końca życia będzie mi wisiał pępek przy kostkach, po czym dostaję propozycję zjedzenia czekoladki,
E - JEST PIER...NA CISZA! Żadnego telewizora, gderania, szurania. Mąż się uczy, ja czytam, zza okna słychać delikatny szum samochodów... i gitara. Odpoczynek!
W jaki sposób pomogło mi to w oswojeniu się z pracami remontowymi? Ano tak, że znowu mam okazję przenieść się do czasów, gdy w mieszkaniu jestem tylko ja i mąż. Uświadomiłam sobie, jak bardzo za tym tęsknię i naprawdę jestem gotowa znieść wszystko, byle, żeby znowu to odzyskać. Na stałe.
Z ciążowych dolegliwości to cały czas mam wrażenie, że moje ciało robi się troszeczkę za małe na mojego Predatora vel Bakłażana - czuję, jakby flaki nie wyrabiały z kompresją, jestem bez przerwy na pograniczu spięcia i wzdęcia. Zbyt długie siedzenie odpłaca mi się bólem pleców. A noce są ciekawe. Bo choćbym była nie wiem jak zmęczona, to gdy tylko walę głową o poduszkę i zgaszam światło, to w mojej głowie przebiega tajfun myśli. W pięć minut jestem w stanie przerobić w głowie następujące rzeczy:
- Co ktoś mi powiedział danego dnia?
- Jak zareagowałam na to, co powiedział?
- Jak mogłam zareagować?
- Jak mogłam zareagować - wersja alternatywna,
- Wersja alternatywna jednak nie, wracam do poprzedniej i ją dobrze analizuję,
- Co zrobię jutro?
- O której muszę wstać, by to zrobić?
- ... kogo ja oszukuję, i tak nie wstanę,
- Jaka jest sytuacja polityczna w kraju?
- Gdybym była premierem, to co bym zrobiła?
- Czy umiałabym składnie odpowiadać na pytania na tych wszystkich konferencjach?
- Może wystarczyłoby być celebrytą?
- Gdybym była celebrytą i ktoś zapytał mnie o kwestie wiary, to co bym powiedziała?
- Jak to powiedzieć, żeby nikogo nie urazić?
- Myślę sobie, że w dzisiejszych czasach nie da się powiedzieć czegoś tak, żeby wszyscy byli zadowoleni,
- ... głupia jestem, skoro myślę, że "moje" czasy są pod tym względem jakoś inne od poprzednich,
- Co bym powiedziała w wywiadzie, gdyby zapytano mnie o receptę na udany związek?
- Czy M. zgodziłby się na opisanie naszej relacji w szczegółach?
- Co na to dziecko, gdy dorośnie?
- Racja, dziecko... czy ja dam radę je wychować?
- BOŻE, A JEŻELI DZIECKO WYPADNIE MI Z RĄK NA PODŁOGĘ?!
- Próbuję uspokoić myśli i oddech,
- O czym przyjemnym mogę pomyśleć, żeby oderwać skupienie od takich przygnębiających myśli?
- Dobra, mam - tego arbuza to wolałabym jeść na pełnym słońcu, w którym wygrzewałabym moje blade nogi, czy może w cieniu pod drzewem?
- Czy dziecko odziedziczy moje blade słupy po mnie?
I tak dalej. A potem łapię się na tym, że boli mnie czaszka a ja nie mogę zatrzymać galopujących myśli. I nie mogę spać. Do drugiej w nocy.
No nic. Pozwólcie, że rozwalę się teraz na łóżku, w totalnej ciszy, i zacznę planować, jak tu umilić mojemu mężczyźnie życie na walentynki. Matko, jak mi tu dobrze...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2017, 15:03
30t3dz
67 dni do tp
Kolejny weekend zlecial mi szybko 
Wczoraj byllismy u rodzicow a dzis u tesciow.
Plany juz na najblizszy tydzien tez mam wiec moze szybko mi tez zleci.
Poniedziałek ide do US bo dostalam list ze mam cos wyjasnic. I do odbioru mam 2 paczki z poczty.
Wtorek wizyta i USG u gina
Sroda SR
Czwartek rano badania krwi
Piatek, sobota i niedziela mam zjazd.
Niech lecą te dni jak najszybciej. Bo juz mam dosc tej zimy. I do tp niech będzie coraz blizej 
Matt z Currys PC World YOU MADE MY DAY!!!

Ponieważ małżowi podczas gry w Counter Strike'a nie działała tak jak powinna karta graficzna...
ZOSTAWILIŚMY LAPTOPA NA GWARANCJI.
DO ODEBRANIA PO 20.02. ♡♡♡
Och jak pięknieeeeeeeeee!!!
Mąż nie będzie miał dostępu do komputera i gier podczas dni płodnych.
BEAUTIFUL!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2017, 21:17
1 dc
Zaczynam cykle niestymulowane. Źle mi. Przy braniu leków miałam przynajmniej nadzieję, że coś zaskoczy. Teraz zostałam odarta nawet z tych nadziei. Naprawdę nie wiem skąd kobiety biorą tyle sił do walki. Ja jestem w coraz większej rozsypce. Psycholożka zaczęła mnie bardziej obserwować i co raz częściej sugeruje leki albo terapię na dziennym oddziale leczenia nerwic... a ja mam co raz większą ochotę się na to zgodzić... Dziś jest mi bardzo źle.
A co do minionego tygodnia:
Byliśmy u zupełnie innej lekarki (też od niepłodności) żeby się skonsultować. Dowiedzieliśmy się że w naszym przypadku w grę wchodzi tylko in vitro (nawet była mocno zdziwiona że byłam stymulowana przy wynikach męża). Jednak i in vitro w naszym przypadku jest obostrzone. Po pierwsze ja muszę najpierw przejść laparoskopię z kauteryzacją jajników i histeroskopią. Przy mojej oporności na leki nie odważą się mi zrobić stymulacji ze względu bardzo duże ryzyko hiprestymulacji. Po histero mamy pół roku, żeby podejść do procedury. Termin umówiony na lipiec. Do tego czasu musimy nazbierać choć na jedno podejście. No i drugie ale... musimy zrobić genetykę (kariotypy, CFTR i AZF) i chromatynę plemnikową. Jeśli te badania wyjdą w porządku to dostaniemy zielone światło. Jeśli nie to dupa w krzakach - ostatnie zdanie będzie należało do genetyka. Przy okazji Pani doktor pobrała od razu wymazy na chlamydię i ureaplasmę. Okazało się że to drugie wyszło dodatnie. Chyba już wiem skąd u mnie ten ciągły problem z infekcjami pochwy... Teraz czeka nas oboje leczenie. Natomiast najgorsze jest to, że jak zaczęłam się zastanawiać skąd wzięłam to dziadostwo to na myśl przychodzi mi tylko jedno... jak jeszcze jeździłam do profesorka na wizyty to raz, zanim się zorientowałam, "zapchał" mi głowicę z USG bez prezerwatywy. Do dziś nie mogę się otrząsnąć jak on mógł... aż strach pomyśleć czy czegoś jeszcze mi nie "sprzedał" w tym gabinecie
ale od mniej więcej tamtego czasu zaczęłam mieć regularnie problemy z infekcjami.
Udało nam się dostać do poradni genetycznej na nfz. Pani genetyk bardzo miła i sympatyczna ale mega ograniczana przez szefostwo (takie odniosłam wrażenie, bo o wszystko musi ich pytać). Dostaliśmy skierowanie na kariotypy (oboje) i jeśli wszystko się uda to w czwartek jedziemy oddać krew. Cieszę się, bo pomimo tego że musimy dojechać do laboratorium 100 km to kilkaset złotych zostaje w kieszeni. Podobno mąż ma szanse również na AZF i CFTR ale przy każdej wizycie może dostać tylko jedno skierowanie. Zobaczymy jak to się ułoży... jeśli wszystko pójdzie dobrze to będziemy musieli zapłacić tylko za chromatynę.
Mój mąż jest cudowny.
w sobotę byliśmy u mojej mamy (nie jest do końca świadoma naszych problemów) i wieczorem oglądaliśmy film "nigdy nie mów nigdy". Nie wiedzieliśmy o czym będzie a że za bardzo wyboru w telewizji nie było to zdecydowaliśmy się na to. Po pierwszych minutach filmu, kiedy tylko zorientowaliśmy się w tematyce mąż wystrzelił jak z procy żeby zgasić światło w pokoju i móc mi zapewnić komfortowe warunki do ewentualnego ronienia łez. Jak mama wyszła z pokoju na chwilę to zaczął mnie przepraszać, że nie wiedział o czym jest ten film i że jak chcę to możemy go przełączyć. Potem jak leżeliśmy już w łóżku znowu mnie przepraszał. Zrobiło mi się miło, że tak o mnie dba. Wie, że nie jestem teraz w dobrej kondycji psychicznej i choć tego nie rozumie (zawsze mi powtarza, że on nie rozumie jak to jest mieć problemy z psychiką) to starał się żebym czuła się w miarę komfortowo. Uświadomiłam sobie jak bardzo musi mnie kochać.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.