<0,1 mIU/ml :(
Idę sobie popłakać.

efta historia jak ich wiele... 21 lutego 2017, 13:14

12 tydzień (11t2d)

Czas by coś skrobnąć. Dawno nie pisałam.
Zacznę chyba od tego, że ostatnio czuje się kiepsko.
Zazwyczaj mam popołudniowe mdłosci, które trwają do samego wieczora. Już zauważyłam, że nie mogę jeść słodyczy i obiad powinien być skromny, gdy przesadzę mdłosci mam od razu. Kolacja raczej też na ubogo.
Dzięki albo przez to nie przytyłam w ciągu ostatniego miesiąca z czego w sumie jestem zadowolona, bo moja waga początkowa w tej ciąży jest prawie taka jaką miałam pod koniec pierwszej ;)
Do cudownych objawów ciązowych doszły też zaparcia :/ całe szczęscie senność ustąpiła.
Jak bym tak miała porównać pierwszą i obecną ciąże to normalnie niebo a ziemia. W pierwszej czułam się rewelacyjnie, oprócz bólu krzyża nie miałam żadnych objawów. oczywiscie mówię o pierwszym trymestrze. A teraz mdłosci, zaparcia, senność...
A wiec zdecydowanie potwierdza się stwierdzenie, że każda ciąza może być inna.
Może bedzie to oznaczać, że noszę w sobie dziewczynkę, bo pierwsza ciąża to był chłopiec. .

Kupiłam detektor tętna płodu. Fajna "zabawka".
wczoraj pierwszy raz "złapałam" malucha, tylko jakoś wydaje mi się , że za wolno bije mu serduszko. Dziwięk się tak jakoś zlewa w jedno dłuższe puk, a serce przecież bije w rytmie puk-puk , puk-puk. Cięzko to wytłumaczyć pisząc słowami ;) No i wyświetlacz łapie tempo 90 uderzeń, a to zdecydowanie za mało. Zapytam lekarza na następnej wizycie jak to powinno wyglądać.

A właśnie co do następnej wizyty. Najbliższa wizyta jest za niecały tydzień - w poniedziałek jedziemy do kliniki do Gdyni na badania prenatalne. Mam nadzieje, że będzie wszytko dobrze.
A potem w kolejce jest wizyta u miejscowego gina. Zapisałam się na 8 marca czyli 10 dni po prenatalnych. Dr gbura sobie odpuściłam i na wizytę idę do swojego starego ginekologa, który prowadził moją pierwszą ciąże.

Po otrzymaniu wyników krwi mój mąż zwariował. Ja starałam sie być powściągliwa i nie chciałam wszystkim mówić tej cudownej nowiny, ale sie nie udało. Cała rodzina, przyjaciele, wszyscy już wiedza! Oprócz moich rodziców.... jedziemy do nich w czwartek- chcemy powiedzieć osobiście. Wczoraj udało sie zorganizować wizytę u lekarza. Christian Jank. Fajny facet , ale słyszałam ze Niemcy za bardzo nie walczą o wczesne ciąże wiec nawet żadnych badań mi nie kazał robić. Następna wizyta 6.03 i zobaczymy czy serduszko bije a dzidzia rośnie. Musi być dobrze! Zaraz po wizycie pojechałam do pracy na swoją zmianę i uznałam ze warto poinformować szefa. Lepiej żebym sie nie obiazala, szczególnie ze mam bóle krzyża i podbrzusza co mnie trochę martwi, mimo uspokajaniu przez lekarza. Mój szef dostał ataku radości, gratulacje, uśmiech na twarzy, życzenia! Sama sie nie spodziewałam. Do tego stopnia ze sie popłakałam :). Zabrał mnie od rezydował HR gdzie otrzymałam pismo o braku możliwości dalszej pracy i zwolnieniu do porodu z zachowaniem 100% pensji. Te Niemcy to jednak fajny kraj :). Zdziwiło mnie ze uwierzyli mi na słowo. Nie musiałam przedstawiać żadnych dokumentów ze jestem w ciąży. Tylko przy następnej wizycie zabrać od lekarza zaświadczenie i dać im kopie. Spoko! Teraz 8 miesięcy nudów, ale jeśli wszystko będzie dobrze to będę sie nudzić z przyjemnością! :)

17dc 8dpo
Znaczny spadek temperatury może wynikać,że niedługo pojawi się @, albo jak jutro odbije da nadzieje? Nie chce się nakręcać więc myślę,że to pierwsze.
Pozatym promieniuje mi prawy jajnik na nogę i mam bardzo lekkie skurcze miesiączkowe.
Zobaczymy,czas pokaże

pigula_91 W oczekiwaniu na mały cud 22 lutego 2017, 08:06

3cs starań w toku, właśnie zaczynają się płodne. Może i w naszym przypadku do trzech razy sztuka??

Zaczęło mnie wkurzać bezowocne staranie o dziecko. Zaczęło bardzo wnerwiać, stało się dokuczliwe, zbyt dominowało moje życie, to pragnienie zaczęło mnie niszczyć. Zaczęłam myśleć - dlaczego tak się dzieje?
Całkiem niedawno jakbym urodziła się na nowo. Już wiem. Za bardzo tego chciałam. Czy nadal chcę? Jasne, że tak. Ale... zapragnęłam znów żyć, porzucić niemal bezustanne myślenie o tym, żeby zajść w ciążę. Wcześniej myślałam, że nie można sobie odpuścić. Owszem - można. Ale najpierw trzeba dojść do takiego momentu, do samego dna, że ten temat staje się wręcz "obrzydły", "przejedzony", kiedy przychodzi zniechęcenie ciągłymi niepowodzeniami.
Zaczęłam żyć tu i teraz, nie myśleć o przyszłości, na którą mam niewielki wpływ, nie myśleć o przeszłości, której już nie zmienię. Jestem tu i teraz, w tej chwili. To jest cudowne uczucie. Nauczyłam na nowo cieszyć się każdą, najdrobniejszą chwilą życia. Poczułam znów szczęście, takie rozsadzające od wewnątrz, bo przecież jestem szczęśliwa, doceniam to, co już mam.
Chcę tak żyć, chcę normalnie żyć i będę tak żyła.
Jeśli dane nam będzie zostać rodzicami drugi raz - cudownie, jeśli tak się nie stanie, to co zrobię? Nic, nadal będę szczęśliwa z tego co już mam.
Poczułam radość z życia, jakbym obudziła się z długiego snu.
Zaczęłam się śmiać, bo starań w tym cyklu nie będzie - mąż tym razem ma problem. Mój mąż ma łuszczycę, która akurat musiała zaatakować najszlachetniejsze części jego ciała. W tej sytuacji współżycie nie jest możliwe, żeby nie zrobić mu większej krzywdy ;)
Zjadłam grzecznie ostatnie clo. Już śmiejemy się z mężem z tej sytuacji, bo cóż innego pozostaje.Widocznie, to jeszcze nie jest ten odpowiedni moment ;)
Zatem czekamy na okres i idę umawiać laparoskopię. To ostatnie, co zrobimy w kierunku zostania rodzicami drugi raz.
Jestem szczęśliwa, bo już jestem matką i codziennie Bogu za ten dar dziękuję, bo wiem jaki jest cenny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2017, 14:02

Karola___ Czy kiedyś się uda... ? 21 lutego 2017, 14:20

Jaka to ulga móc tu pisać:) Nawet jak nikt nie czyta:p
Dziś u mnie 6 dni po owu, nastawienie mam, że na pewno się znowu nie udało. Że pewnie samo zbicie prolaktyny nie pomoże, że zaraz wyskoczą jakieś inne problemy:(
Podobno wystarczy pozytywne nastawienie i już, a mi chyba zaczyna tego brakować.
Dzisiaj dostałam kolejne zaproszenie na modne ostatnio "baby shower" i aż mi się przykro zrobiło. Takie to wszystko niesprawiedliwe.

W ramach pocieszenia zajadam się słodyczami... i właśnie wyczytałam, że to super niezdrowe i źle wpływa na płodność, więc dla odmiany nakręcam się, że sobie szkodzę :p.
Ze sportem też tak miałam, dużo ćwiczyłam, relaksowało mnie to, czułam się bardziej atrakcyjna, to teraz też zaniechałam, jak tylko doczytałam, że zbyt intensywny wysiłek nie jest wskazany.

Oszaleje sama ze sobą ;)

Chyba nadeszła pora żeby coś napisać. Już od dłuższego czasu zbieram się, żeby zrobić wpis i jakoś tak odkładam go na potem.

No to jestem tu po raz drugi, tak bardzo, bardzo czekałam na ten moment przez prawie 3 lata przeżywając mieszankę wiary i totalnego zwątpienia. I nadal nie do końca mogę uwierzyć, że się udało, że rozwija się we mnie nowe życie. Piękne to i niesamowite.

U nas wszystko dobrze według Belly zaczęłam 12 tc. Jak na razie o ciąży wiedzą najbliżsi, moja mama, najbliższe przyjaciółki. Jak już będziemy w II trymestrze to zaczniemy powiadamiać szersze grono. Mimo, że bardzo chciałam dzielić się tą wspaniałą wiadomością, bałam się zapeszać. Eh nasze ciąże kobiet długo walczących o maluszka, kobiet po przejściach nigdy nie będą takie same jak kobiet, którym ot tak się udało za pierwszym i drugim razem. Choć byśmy nie wiem jak się starały zawsze będzie w nas więcej obaw i lęku. Ale ja z każdym kolejnym tygodniem jestem spokojniejsza, mam takie wewnętrzne przeczucie, że tym razem będzie wszystko dobrze. Modlę się i ufam i to daje mi niesamowitą siłę.

Wczoraj byliśmy na wizycie u profesora. Widzieliśmy nasze maleństwo i słyszeliśmy serduszko :) Dzidziuś sporo urósł od ostatniej wizyty, widać już główkę, rączki i nóżki. Szkoda, że usg trwa kilka minut, bo ja mogłabym tak patrzeć na maleństwo godzinami :) Na tym etapie ciąży wszystko prawidłowo. Wyniki badań też ok, no może poza cukrem bo mam 67 a norma od 70
Ale profesor kazał się nie przejmować i mówił i lepiej mieć niski cukier niż za wysoki.
Za dwa, dwa i pół tygodnia czekają nas dokładniejsze badania genetyczne. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Teraz może coś o moim samopoczuciu ;) ogólnie czuję się całkiem nieźle. Nie mam i nie miałam strasznych mdłości ani wymiotów, nie jestem też jakoś szczególnie wrażliwa na zapachy. Rano czuję się całkiem dobrze, ale wieczorami jak wracam z pracy nie mam kompletnie na nic energii, zamula mnie i pojawiają się mdłości. Także wieczory głównie przeleżę i wcześniej chodzę spać. Jest dobrze :) Piersi praktycznie mnie nie bolą, są pełniejsze i trochę mi się powiększyły, ale nie za mocno. Ponieważ jestem bardzo szczupła już zaokrąglił mi się brzuszek i spodnie jeansowe zaczynają mnie cisnąć, więc chyba pora powoli zainwestować w jakieś spodnie ciążowe,żeby nie uciskać maluszka.

Ponieważ dobrze się czuję, profesor nie widzi przeciwwskazań do pracy, normalnie pracowałam do ferii. Teraz mam dwa tygodnie ferii i dwa tygodnie odpoczynku :) Po feriach zamierzam normalnie wrócić do pracy. I czeka mnie rozmowa z dyrektorem, muszę mu w końcu powiedzieć o ciąży. To generalnie bardzo miły i w porządku człowiek, ale trochę się obawiam tej rozmowy. Pracuję dopiero od września, umowę mam do końca sierpnia. Bardzo bym chciała, żeby przedłużył mi umowę, bo bardzo lubię tą swoją pracę, ludzi z którymi pracuję i bardzo chciałabym tam wrócić. Jak będę się dobrze czuła, wszystko będzie dobrze i ciąża dalej będzie się rozwijała prawidłowo nie chciałbym iść na zwolnienie, chciałbym dopracować do końca roku szkolnego. Pracuję 5 godzin dzienne w miłej atmosferze i generalnie ta praca pomaga mi na psychikę, bo żyję normalnie, skupiam myśli na bieżących czynnościach, pracy i to mi pomaga, jakbym siedziała w domu całe dnie myślę, że bardziej bym się wszystkim zamartwiała na zapas. Jedyne czego się trochę obawiam to infekcje od dzieci, ale mam nadzieję, że sezon na choroby powoli się kończy. Zobaczymy co będzie, dzidziuś najważniejszy i jak będą wskazania do zwolnienia, to pójdę na zwolnienie. Mam nadzieję, że rozmowa z dyrektorem przebiegnie miło, zamierzam powiedzieć mu szczerze w skrócie moją historię, mam nadzieję, zrozumie i da mi nadzieję na dalszą współpracę. A nawet jak stracę tę pracę, to i tak zyskam wiele, wiele więcej. Dla spełnienia największego marzenia warto wszytko poświęcić ;) Wierzę, że wszytko się poukłada, jak nie tak, to inaczej.

Pozdrawiam cieplutko wszystkie dziewczyny bliskie memu sercu, pamiętam o Was i zaglądam na bieżąco, choć trochę rzadziej piszę. Postaram się poprawić i częściej coś napisać ;)
Buziaki <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2017, 16:21

gozik "Miłość na szkle" po stracie 21 lutego 2017, 17:12

Pierwsze usg wyszło niepokojące (7.02.2017)-OM: 24.12.16--6t3d
Trzon macicy w przodozgieciu,w jamie macicy widoczny pęcherzyki ciążowy o wymiarach 12x10x8mi.GSMD=10mi,co odp 5t4dni ciąży.
Widoczne echa pojedynczego zarodka.Crl=4,4mm,co odp 6t1d.zarodek zywy,fhr=96/min.widoczny pęcherzyk żółtkowy 3,2mm.
Troblast wokół pęcherzyka ciazowego,bez cech odklejania sie.
Szyjka macicy długości 40mm,kanał i UW zamknięte.Przydatki obustronnie prawidłowe.Zatoka Douglasa wolna.

Z tego usg wynikało,że Maluszek jest o 5dni starszy od pęcherzyka ciazowego,dlatego kazano nam wykonać ponownie USG za 2tyg.generalnie zdaniem lekarza optycznie miał on za mało "miejsca".

Po wizycie 17.02.2017 dowiedzieliśmy się,że serduszko Maleństwa już nie bije :'( tego samego dnia pojechaliśmy na Karowa,gdzie lekarz potwierdził,że Maluszek zatrzymał się na 7tyg,że nie ma akcji serca.Kazano nam przyjść na zabieg lyzeczkowania w pon.tak więc w pon odczekaliśmy swoje i koło 11byliśmy już na oddziale.około godziny 14 dostałam cytotec na rozmiekczenie szyjki macicy i około 16-17zaczęłam krwawić.W życiu nie czułam takiego bólu...około godz 20 dostałam kroplówkę z lekiem przeciwbólowym,a około 23poszłam na zabieg.Po zabiegu nie bolało mnie już nic,poza trauma jaka została do końca życia....
Rok starań i strata w 8tyg Maleństwa na które czekaliśmy tyle czasu.gdyby to ode mnie zależało,zaczęłabym starania już dziś.jedyne co mnie pociesza to fakt,że udało się naturalnie i mam nadzieję,że szybko znowu się uda.W życiu nie widziałam i nie odczuwałam takiego bólu i cierpienia...oby Bóg szykował dla nas niespodziankę...

Karola___ Czy kiedyś się uda... ? 22 lutego 2017, 09:37

25 d.c., 8 dni po owu.

Wszystko mi się poprzestawiało w tym cyklu. Zawsze owu miałam w 14 lub 15 dniu, a cykle 27-28 dniowe. W sumie to się nawet cieszę, to chyba znak, że leki działają :)
Od początku tego cyklu biorę Dostinex na obniżenie prolaktyny i Castagnus - na prolaktynę i zmniejszenie dolegliwości po owu.

Zawsze w drugiej fazie cyklu piersi powiększały mi się o rozmiar ;// bolały strasznie, w zasadzie to nie mogłam doczekać się @.

No oczywiście w każdym miesiącu upatrywałam w tym bólu kolejnych oznak ciąży heh. Teraz dla odmiany nic mnie nie boli, z wyjątkiem delikatnego kłucia kilka razy dziennie w jajnikach i podbrzuszu. Więc nie googluje codziennie nowych objawów ciążowych, bo ich nie mam ;)
Mój wykres też wygląda jakoś lepiej niż poprzednio. Temperatura sporo mi wzrosła i nie zapeszając trzyma się tak już te 8 dni. Wcześniej miałam niewielkie skoki tempki.

A wczoraj w nocy przeglądałam Wasze pamiętniki i znalazłam jeden, który wyjątkowo mnie zaciekawił, był mega pozytywny. Nie pamiętam już autorki, postaram się ją odszukać jeszcze raz, przeszła na fioletową stronę - co też mnie podbudowało!:) Może to głupio zabrzmi ale obudziłam się dzisiaj w lepszym nastroju. Faktycznie ludzie mają gorsze sytuacje, autorka opisywała poronienia, ciążę pozamaciczną, a mimo to cały czas wierzyła w cud, wierzą, że pewnego dnia ich marzenia się spełnią, żyła "pełnią życia", cieszyła się każdym dniem, mężem, tym że teraz mają czas na poznawanie siebie, a dziecko ma być dopełnieniem ich szczęścia.
Z tym nastawieniem zamierzam wejść w kolejny cykl i nie zadręczać się już codziennie, że wszystkim innym się udaje tylko nie mi. Że nie opłaca się angażować w urządzanie domu, skoro brak w nim tego najważniejszego - dziecka...
Teraz możemy podróżować, planować coś z dnia na dzień, nie mamy przecież zobowiązań...

Mam nadzieję, że uda mi się funkcjonować z tym nastawieniem chociaż kilka dni ;p. Bo wiecie jak to jest, człowiek sobie wmawia, że wszystko jest ok, a wystarczy jedno zdarzenie, coś zobaczy, coś mu się przyśni, dowie się, że ktoś bliski w ciąży i po pozytywnym nastawieniu ;ppp

Dzis rano test LH negatywny, jedna kreska

22 dc. 6 dpo.

Dzisiaj miałam wizytę u angielskiego ginekologa. Nawet mnie nie dotknął, powiedział, że nie widzi takiej potrzeby, bo według niego po przeanalizowaniu moich wyników z Polski wszystko jest ok. Mam się starać, rokowania na szybką ciążę są super, bo czekałam na dwie poprzednie krócej, niż inne kobiety. Jak się znowu uda, to w okolicy 6 tygodnia obowiązkowy scan - tyle na plus, bo jak już pisałam wcześniej tutaj pierwsze usg robi się pod koniec I trymestru.

Ogólnie to zależało mi na tym, żeby wszystkie wyniki badań z Pl przepisać do mojej karty w UK, żeby było udokumentowane, że byłam drugi raz w ciąży. Gdyby znowu coś poszło nie tak (mam nadzieję jednak, że wszystko będzie dobrze, ale zawsze trzeba dmuchać na zimne) to zostanie wykonany porządny pakiet badań.

02.12. dzień przed powrotem do UK zrobiłam betaHCG. Wynik: 4,7. Dwa tygodnie później dostałam telefon ze szpitala, że mam się zgłosić na badanie krwi, jak beta będzie pozytywna to zrobią mi USG. Mówię do babki, że absolutnie nie ma szans na pozytywną betę, bo już ostatnio była poniżej normy ciążowej. Słyszę "nie szkodzi, proszę przyjechać, powtórzymy". No dobra, to jadę... położna mówi "no miała pani rację, dzisiejsze badanie jest bez sensu, wynik: mniej niż 1. proszę wrócić do swojego GP (rodzinnego) po skierowanie na USG". No dobra, to wróciłam... miało być właśnie dzisiaj. Taka historia. No ku*wa idioci, że aż cycki opadają :)

Na urlop lecę na przełomie kwietnia i maja. Z ogromniastą przyjemnością pójdę do mojego doktora, żeby mi tam poszperał hihi.
Dziewczyny doceniajcie swoich lekarzy w Polsce, bo jakbyście były tutaj to by was chyba krew jasna zalała :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2017, 20:44

Dobry :) Dziwny dzionek ... Poszłam na zakupy z mężem i musiałam wyjść bo myślałam , że mnie zesłabi . Ogólnie się czuję dość dziwnie . Ból podbrzusza nie mija . Doszło delikatnie kłucie jajników . I troszkę mnie to wszystko podniosło na duchu , ale zepsuła mi się cera i jakieś niedoskonałości się pojawiły więc typowo jak na @ . No cóż. Niech się dzieje wola nieba jak to mówią :) Zamówiłam na allegro 30 testów owu . Dodatkowo w gratisie jest 5 tc , więc jak się @ nie zjawi to wtedy dopiero pomyślę o testowaniu :) Póki co bardzo spokojnie z emocjami. Chwilami jestem pewna , że się zjawi morze czerwone , a momentami czuję ,że jest nadzieja . Poczekamy...Zobaczymy :) Mimo wszystko jestem pozytywnie nastawiona i gotowa na nowy cykl . <3 Jutro z rana ruszamy z mężem do Katowic :) Cieszę się bo spędzimy miło dzionek . Niestety szanowny małżonek zestresowany przed rozmową jak nigdy :D Uciekam biedaka podnieść na duchu :) Buziaaki <3

Dziś była kolejna szybciutka kontrola szyjki czy się nie skraca. I wód i serduszek. Całe badanie trwało 3 minuty, ale wszystko w najlepszym porządku, szyjka trzyma, jest długa, wód nie ubywa, młodzież daje radę:)

Ostatnio Synu miał 1160 g a Łucja 960 g, więc już duuuże dzieciaczki:) dziś na takie pomiary nie było czasu, dokładniejsza wizyta za dwa tygodnie.

Jak widać wciąż nie ma porozumienia w kwestii imienia Syna - Staś czy Szymon? Nie możemy się zdecydować.

Okropnie trudna decyzja. Z Zośką imię "stało się" samo. Nawet nie wiem kiedy i jak, ale było oczywiste od dawna że będzie Zosia. Tak samo Łucja - takie to oczywiste i naturalne. Po prostu Łucja. A z synkiem? nie wiadomo:( Mąż nieprzekonany do Stasia, ja nieprzekonana do Szymona, jakoś tak nie leży mi na sercu jak Zosia i Łucja.
Trzeciego jako alternatywy też nie udało się znaleźć.


Zosia się zmienia. Ostatnio miała jakiś gorszy czas, źle spała, beznadziejnie wyglądało usypianie i trwało w nieskończoność, na wszystko była na nie, chimery przy jedzeniu kąpaniu czy nocniku. Piszę w czasie przeszłym bo mam głęboką nadzieję że to już za nami i idzie ku dobremu.

Zauważyłam za to że zainteresowała się lalą, ubiera ją i czule otula kocykiem, zabiera z półki pampersy i próbuje lali nałożyć, daje pić i kładzie w wózeczku. No no. Może instynkt starszej Siostry się włącza?
Oby, bo zaczynam się bardzo bać jak to będzie jak się pojawią Maluchy...

Powoli kompletuję zamówienie w aptece, kupiłam koszule do szpitala, zaklepaliśmy też wózek bliźniaczy na olx, rozglądamy się za fotelikami etc. ... Oj już czas najwyższy zabrać się za przygotowania do powitania Młodzieży.

Na chwilę obecną Synu jest główkowo a Łucja najspokojniej w świecie leży w poprzek, więc na horyzoncie majaczy cesarka. A jak będzie to się okaże.

pozdrawiam czytających:)

Nie wiem ktory to cykl bo juz nie licze
Zadnych lekow juz tez nie biore
20dc


Smieszny jest moj wczesniejszy post.. "ostatnia nadzieja w in vitro"? Prosze Was... lekarz powiedzial ze z moja wada to strata pieniedzy. Jesli zaskoczy to zaskoczy i naturalnie, poprostu mam niewyksztalcona macice od urodzenia, jest bardzo mala i wyglada na jednorozna. In vitro pokonuje najczesciej bariery jajowodowe i tutaj bym sie nadala ale ze istnieje przypuszczenie ze w mojej macicy zarodek nie moze sie zagniezdzic to szanse sa nikle. Owszem powiedzial ze jak dysponuje wolnymi $ to moge probowac, bo przeciez rozne cuda sie zdarzaja ale czy w moim przypadku? Watpie! Zasugerowal zebym pomyslala o adopcji. Wysyla mnie jeszcze do Lublina na selektywne sono hsg i zwykle hsg zeby potwierdzic ta diagnoze. Z doktorkiem z Lublina jestem w kontakcie. Mam do zrobienia wymaz i cos tam z krwi, jak beda ok to jedziemy na poczatku marca. Wszystko mi jedno, niech sie wkoncu to skonczy bo mam serdecznie dosc. Tyle kasy w bloto poszlo zeby dowiedziec sie ze nie moge miec dzieci!

A pozniej moze pomyslimy o adopcji maluszka...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2017, 11:21

33+4
Mamy 2 kg ;) to mała nadrobila 300 g a ja chyba z 3 kg :D
Dzisiejsza noc była okropna żebra to mi chce rozerwać mogłam się tak nie męczyć i po prostu łyknąć paracetamol ale myślałam że przejdzie lewy bok prawy bok i na zmianę bardzo bym chciała doczekać przynajmniej do 15 marca oby mała posłuchała;)

Dzis zaczynamy 16tc
Młody sie rozchorowal, od poniedzialku jedziemy na antybiotyku. Marudzi, placze i ciagle na rekach. Ja juz sil nie mam, brzuch boli od tego noszenia...ale co mam zrobic... Nie ma kto mi pomoc niestety, maz od 7-17 w pracy a ja sama.
Mam nadzieje ze niedlugo zrobi sie cieplo i ruszymy na podworko, juz tak czekam na ta wiosne z utesknieniem....

Mimi86 No więc ivf 7 marca 2017, 12:50

Ciąża zakończona 23 lutego 2017
23.02.2017 o godzinie 9 rano na swiat przyszedl Szymonek z waga 3180 i 58 cm długości 10/10 pkt
Ja po cc czulam sie bardzo dobrze :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2017, 12:49

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 22 lutego 2017, 11:18

Juz po laparoskoii i hiperoskopii. tym razem mam jasno na wypisie napisane co zrobili...

Wycieto mi przegrode macicy i wykonano plastyke jajowodu lewego. Ujscie maciczne jajowodu prawego prawidlowego ksztaltu i lokalizacji, Lewy jajowod mial bloniasty zrost, ktory uwolniono. Blona sluzowa bez zmian, adekwatna do dnia cyklu. Macica prawidlowej wielkosci i ksztaltu, dobrze ruchoma, pokryta gladkim omaciczem. Otrzewna bez zmian. Jajniki obustronne bardzo male. Jajowody obustronne o prawidlowym przebiegu, z ksztaltnymi ujsciami brzusznymi, prawy swobodnie przepuszcza podany kontrast, po stronie lewej wypelnia sie do czesci bankowej, zasondowano ujscie brzuszne, uzyskujac wyplyw kontrastu przy duzym cisnieniu.

tyle mi napisali...lekarz wszytko opowie a wizycie kontrolnej moze jeszze m sie wyjasni....

zastanawiam sie czy isc do przodu i nie myslec o tym co bylo ale nie daje mi spooju ze poprzednia laparoskopia pokazala ze wszystko w porzadku ze onba jajowody drozne itp..po co poprzedni lekarz tak klamal...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)