Mam wrażenie że obraziłam swoją wypowiedzią dziewczynę po in vitro.. Oczywiście nie to było moim celem i teraz mega mnie to męczy.. Postaram się jej wszystko wyjaśnić ale do tego czasu moje myśli chyba zagotują się w mojej głowie.. Głupia nawet porządnego zdania złożyć nie umiem..
14 dzień cyklu
Test owulacyjny 20.30 - znowu bladziusińka druga kreska... hmm, zobaczymy co przyniesie jutro 
Dziś cudowny dzień z mężem - muzeum II Wojny Światowej 
29cs z OF, 20dc - ok. 2 dni przed ovu!
Poranek przywitał mnie dzisiaj mieszanymi odczuciami. Z jednej strony byłam szczęśliwa, bo mogłam doświadczyć czegoś, czego tak strasznie pragnęłam (nadal pragnę!), a z drugiej było mi smutno, bo miałam przeświadczenie, że ovu w tym cyklu nie będzie (20dc bez skoku temperatury). Nawet jeśli w tym dniu miałaby nadejść to i tak zaprzepaściliśmy szansę brakiem serduszkowania w odpowiednim momencie i ten sen miał się nigdy nie ziścić...
Śniło mi się, że mimo iż nie byłam w ciąży to pojawiłam się w szpitalu i urodziłam (choć jak można urodzić nie będąc w ciąży?) śliczne maleństwo! Chwilami widziałam, że było pięknym złocistowłosym chłopczykiem (co tam że jestem brunetką!), takim już odrobinkę wyrośniętym jak na niemowlę - zupełnie jak u moich dobrych znajomych. Za moment było znowuż cudownym, ciepłym i tak delikatnym w dotyku noworodkiem, że nie chciałoby się z nim nigdy rozstawać... Jeszcze przez godzinę po obudzeniu czułam to ciepło, które od niego biło, gdy go tuliłam... Dziwne to, ale nawet w tej chwili, po całym dniu nadal jestem w stanie sięgnąć po to odczucie jakbym rękę wyciągała do innego wymiaru... Gdy jednak zatapiałam się już w tej błogości okazywało się, że musieliśmy z m. gdzieś wyjść i zupełnie zapominaliśmy, że posiadamy niemowlaka! Gdy to do nas docierało - w panice rzucaliśmy wszystko i biegiem wracaliśmy do mieszkania sprawdzić czy nic mu się nie stało. Zazwyczaj okazywało się, że jest w porządku, choć raz kojarzę zakrwawioną główkę, gdy zleciał z łóżka:( Niestety po chwili powrotu do normalności znowu okazywało się, że musieliśmy coś dla niego kupić itp. i zostawialiśmy go w mieszkaniu samego z roztargnienia... a potem znowu gonitwa do domu i przerażenie, że coś mu się stało... Za każdym razem po takiej akcji budziłam się, a potem wracałam do snu i odtwarzałam go raz za razem... Chyba prześladuje mnie to nasze powtarzalne olewactwo, gdy po wielu dniach lub całych miesiącach wytrwałych, skrupulatnych starań, zdarzają nam się dni, gdy zajmujemy się swoimi sprawami lub jesteśmy tak zmęczeni, że nie mamy siły trzymać się wytycznych mających doprowadzić nas do upragnionego celu...
Wczoraj poznaliśmy w końcu wyniki badania naszych kariotypów. Wszystko w idealnym porządku!
Cóż za ulga... Chociaż tutaj się spisaliśmy jak należy. Dzisiaj za to na wizycie w klinice ustaliliśmy ostateczny plan dalszego działania. Czekamy jeszcze jeden cykl poza obecnym i pod koniec maja ruszamy z kolejną stymulacją, którą będziemy chcieli zakończyć mrożeniem kolejnych zarodków. Następnie przerwa by organizm wrócił do normy oraz żebyśmy zdążyli troszkę wypocząć i w sierpniu robimy nowy scraching oraz transfery do skutku!
Podczas wizyty zdarzył się także cud. Okazało się, że mylnie spisywałam ten cykl na straty! Niewiarygodne, ale zupełnie bez jakichkolwiek leków stymulujących wychodowałam aż 3 duże, jednakowe pęcherzyki! Ponoć tak się często zdarza po intensywnej stymulacji do in vitro. Jeśli założyć, że pękną mając rozmiar taki jak zwykle - mamy jeszcze 2 doby do DNIA ZERO!
Cóż to będzie za szansa, by wymigać się od tej całej machiny sztucznego zapładniania!
11. kwiecien 2017
Po ostatniej wizycie u Naprotechnologa, moj stan psychiczny znacznie sie pogorszyl. Nie wiem, jak mam wrocic do psychicznej rownowagi
. Lekarz twierdzi, ze mam lekkie PCO. Hormony ok i PCO? Troche nie wierze w ta diagnoze. Poza tym przepisal mi Natrexone (0,5 mg zwiekszac do 4,5 mg), progesteron i Pregnyl.
Od wczoraj biore Naltrexone i zobaczymy, co z tego wyniknie.
Narazie staram sie zlapac oddech, bo strasznie mi ciezko ostatnio na sercu. Mam wrazenie, ze nic mi nie wychodzi w zyciu. A wiem, ze takie myslenie do nieczego dobrego nie prowadzi.
Tak bardzo bym chciala, zeby te glupie lekarstwa pomogly. I zeby spontaniczna proba zakonczyla sie sukcesem. Zastanawiem sie, czy to juz wszystko, co wykryto w moim organizmie. Oby...
W kazdym razie dalej jestem zdania, ze jesli po urlopie sie nie uda, to idziemy na in vitro. Nie chce juz czekac. A bilans za 2 miesiace leczenia to 1000€. Bagatela... Chcialabym jeszcze raz zrobic HSG. Zapytam o to mojej lekarki nastepnym razem. A tym czasem biore nastepna tabletke Naltrexone na lepszy sen (choc narazie, to nie moge po nim spac). Kolorowych Dziewczeta
Ciężki dziś dzień ... Wiktoria nigdy nie przyjdzie i nie powie MAMO ... ale ja zawsze będę chodzić nie tylko dzis i powiem CORECZKO TĘSKNIĘ I KOCHAM ❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2017, 12:18
Nasza 5 tygodniowa fasolko,
Tak bardzo się cieszę, że mam Ciebie że zechciałaś fasolko zadomowić się u nas. Razem z tatą bardzo Cię kochamy. Rośnij fasolko. Tatuś Cię wczoraj ucałował do snu
słodki jest nie? Będzie dla Ciebie najlepszym ojcem tak jak dla mnie jest najlepszym przyszlym mężem. Bardzo Cię pragnęliśmy, jesteś najbardziej wyczekiwanym dzidziusiem. W maju Cię zobaczymy, nie mogę się już doczekać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2017, 15:02
Nelka byla wczoraj istnym spioszkiem
jak rano po 9 zasnela tak spala i spala potem ja nakarmilam i bez odbicia dalej spala. Po jakims czasie sie obudzila i pojekiwala wiec wzielam ja na rece, odbila sobie i widze ze dalej spi to ja odlozylam do bujaczka. Zdazylam zrobic obiad i nawet spokojnie go zjesc. Po obiedzie mialam troche czasu by szyc bo Nelka po kolejnym nakarmieniu znowu dalej spala 





Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2017, 10:01
Kolejny dzień... kolejny dzień oczekiwania i wielkich nadziei pomimo iż wiem, że ten cykl stracony
miałam nadzieję, że od dzisiaj temperatura zacznie wzrastać... a tu jeb! Jedna kreska w dół
no ryczeć mi się chce i wyć do księżyca!!! Wiem, że powinnam wyluzować i odpuścić! Co ma być to będzie... no ale weź tu odpuść! Weź nie myśl o swoich marzeniach i pragnieniach... przecież to się nie da... myśl o ciąży zdominowała moje życie i moją głowę... nie ma dnia ani godziny, żebym o tym nie myślała. Czemu jak się bardzo chce to nie wychodzi?! Boże jak ja podziwiam wszystkie dziewczyny, które nie mogą mieć dzieci, które tyle lat się starają, albo które są po paru stratach. Jakie to życie jest niesprawiedliwe! O ile było by prościej, gdyby każdy otrzymał cud macieżyństwa, gdy tak bardzo tego pragnie! A nie... tyle wpadek w patologicznych rodzinach... tyle skrzywdzonych dzieci
ręce opadają... odechciewa mi się wszystkiego. I gdyby nie mój cudowny synek to nie wiem jak bym teraz dała radę. W kwietniu mija 3 miesiące od straty ciąży
myślałam, że będzie łatwiej a jest coraz gorzej. Nawet nie mam z kim o tym pogadać. Wszyscy unikają tematu jak ognia i wolą udawać, że ze mną jest ok
a nie jest...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2017, 08:00
27 tydzień 6 dzień
85 dni do porodu
64 dni do ciąży donoszonej
13 dni do wizyty
Jutro zaczynamy kolejny tydzień! Tak jakby 29 się zacznie. Jeszcze troszkę myszko
Niestety od wczoraj pobolewa mnie czasami spojenie łonowe. Fak żeby tylko się nie rozeszło.. Ale stop Patrycja. Ty zawsze tylko najczarniejsze scenariusze widzisz!
Tak w ogóle normalnie czuję jak rośniemy. Od wczoraj swędzi mnie brzuch, więzadła ciągną, a dzisiaj poczułam nóżki mojej małej aż 4 palce na pępkiem. Rośnij, rośnij żabko
tylko nie budź mamy tak wcześnie. Ja wiem, że ty byś z chęcią poszła razem z tatą do pracy o 6:30, ale lepiej zostać w ciepłym łóżeczku z mamusia.
Co jeszcze... aa mój tata przyjechał na urlop w nocy. Po świętach znowu jedzie niestety.
Zakochałam się w kimś kogo jeszcze nie spotkałam 
Krótko i na temat.
Czekam na @, ujemny wynik bety jest jak plaskacz w twarz.
Mąż czekał w domu z nadzieją, że powitam go radosną wiadomością, a tu klops. Zasmucił się, choć rano zgrywał twardziela-luzaka, że co by nie było, to będzie dobrze, najwyżej będziemy próbować dalej.
Zmyliły nas objawy: ból podbrzusza, temperatura, bolesność piersi, moja nerwowość przy pms ale bez objawów depresyjnych (zwyczajowo o tej porze cyklu nie chce mi się żyć, a teraz po prostu czuję się zmęczona).
Wnioski z tego cyklu:
1. Nie kupować testów ciążowych wcześniej, niż 15 dpo. I nie latać na betę.
2. Stabilna temperatura w drugiej fazie cyklu oznacza, że prawdopodobnie progesteron jest w normie, organizm może być gotowy na ciążę, ale nie oznacza że w niej jest.
3. Więcej przebywać na świeżym powietrzu.
4. Nie kumulować w sobie złości, zazdrości, przykrych uczuć bo nic mi to nie da. Musiałabym się wykończyć. Prawie wszyscy nasi znajomi mają maleńkie dzieci a moja siostra za miesiąc rodzi. Drugie dziecko. Myślicie, że się przejmowała, tak jak ja? Nieeee, ona pomyślała, że chce być w ciąży i zaszła. Bez mierzenia temperatury, badań, nawet nie wie po co jest wiesiołek. Szwagier zdrowy tryb życia wiecie gdzie ma. I udaje im się.
5. Więc pragnę wypracować w sobie więcej beztroski. Patologie mają dużo dzieci bo się niczym nie przejmują. Na pewno nie biorą saw palemtto i lukrecji, płacąc za to tyle złota.
6. Oprócz tej beztroski przyda mi się jakieś miłe zajęcie. Może zacznę robić obrazy z mchu? Tzn chrobotka reniferowego. W domu chcemy coś takiego sobie strzelić w ścianie w łazience.
7. I zajmę się wyborem podłóg, pomyślę o łazience.
Tak więc nadzieję mam dalej, nie mam zamiaru płakać i użalać się, tak było w poprzednich cyklach. Nadal jestem przekonana że u nas dziecko pojawi się w odpowiednim czasie.
Więc w następnym cyklu robimy syna. Albo córkę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2017, 09:18
15 dzień cyklu
9.00 - test owulacyjny - znowu bladziutka druga kreska ... i lekko pobolewa brzuch ...
4 tydz 3 dzień - 31 dzień cyklu
Nie wytrzymałam i poszłam dziś zrobić bete. Wyszło tylko 56 a w poprzedniej ciąży miałam 121 w 30 dniu cyklu. W tym cyklu jednak chyba owulacja była bliżej 16 dc niż 14.
Póki co objawów ciążowych niewiele: zmęczenie i senność, ból głowy, uderzenia gorąca, częstomocz, silne pragnienie, bardzo lekkie nudności.
Umówiłam się do mojej dr, ale dopiero na 17 sierpnia. Strasznie dużo ma pacjentek, ale się nie dziwię. Zna się na rzeczy i patologiach ciąży. Ponieważ tak długo muszę czekać to dorwałam też gina na NFZ na 25 lipca. Trochę za wcześnie, bo to będzie 5 tydzień, ale muszę się go poradzić odnośnie tego polipa w macicy oraz zagrożenia preeklampsją.
Dziennik pokładowy:
286 dc
Wpis pod tytułem: "Fascynujące życie pewnej grubaski":
17 lipca (2 dni spóźnienia):
Wstaliśmy tego dnia wcześnie rano (bagatelka - 5:30), aby pozałatwiać pilne sprawy z mieszkaniem i autem. Zaliczyliśmy w międzyczasie pół godziny spaceru w lesie. O 9:30 byliśmy w domu, podjadłam trochę i nagle jak nie wykręci mi kich... Wykręcało mi je tak od dwóch dni, więc myślę sobie "ok... to na pewno arbuz / jabłka / porzeczki itp". Popędziłam do toalety i dokonałam odkrycia - czy to on? Czop śluzowy?! Głupia ja, zamiast zachować go dla potomności (xD) to od razu się go pozbyłam a potem długo myślałam, czy mi się nie przyśnił. Miał postać bardzo gęstego śluzu, kolor raczej kremowo-żółty. Ilość zacna. Pochwaliłam się mężowi odkryciem (w sensie... faktem odkrycia) i poszłam do łóżka, nadrobić niewyspanie. Marzyłam, aby ze snu wyrwał mnie tępy ból, ale nic z tego. Do końca dnia latałam bez przerwy na kibelek, tak mnie czyściło... Poza tym nic. Humor gasnął mi z każdą godziną, w końcu położyłam się spać z myślą, że ten czop to może i zwiastun porodu, ale chyba za tydzień. W dodatku ta sama znajoma znowu zaczęła mnie napastować, czy już. Decyzja - nie odpisywać. Zasnęłam więc w poczuciu "życie jest niesprawiedliwe i nienawidzę wszystkich!", taka byłam obrażona. Nie pomogła nawet świeża dostawa prostaglandyn od męża.
18 lipca (3dni spóźnienia)
Znów pobudeczka o tej samej godzinie, bo z rana KTG. Pierwsza myśl po otwarciu oczu - "o nie, znowu biegunka...", ale nic z tego, bo chyba wszystko, co mogło, wyszło ze mnie poprzedniego dnia. Został tylko dyskomfort w podbrzuszu i mdłości. Zastanawiam się, czemu ze wszystkich objawów mnie przypadają te najbardziej obleśne, chociaż może to mnie się tylko tak wydaje, że inne kobitki pierdzą kwiatkami i zaczynają akcję od delikatnych skurczykow. Na badaniu standard - pięknie bijące serducho, skurczów zero. Powinnam się cieszyć, że dziecko zdrowe, a ja tylko bardziej się sfrustrowałam, że nic się nie dzieje. Całą drogę do domu milczę, jestem wykończona. Czuję się jak w jakimś pieprzonym Trueman Show i czekam, aż ktoś powie: "Wcale nie jesteś w ciąży i nigdy nie byłaś!", bo im dalej od terminu tym bardziej się czuję, jakbym nigdy już miała nie urodzić. Zaliczam pięć godzin drzemki i gdy zdaję sobie sprawę, że znowu obudziłam się na suchym materacu, to mam ochotę wstać i spuścić komuś wpierdziel. Mąż uratował sytuację - kazał mi się ogarnąć i wyciągnął mnie na spacer. Pomogło. Ave, witamino D!
19 lipca (4 dni spóźnienia)
Do drugiej w nocy pykałam w gierki logiczne na telefonie, bo nie mogłam zasnąć. Z kolei rano otworzyłam oczy i... Matko, co ja mam robić ze swoim życiem?! Zero pomysłów na wypełnienie czasu, a nie mogę znowu leżeć pół dnia, bo oszaleję. Najlepiej to bym go zużyła na rodzenie. Do 16.00 wymyśliłam sobie misję "ogarnij się", więc pierdykłam sobie maseczkę, olejowanie włosów, golenie nóg, pach i pieprzonego wąsa. Z rzeczy typu "aha, coś jest na rzeczy!" zaobserwowałam tylko, że wszelkie pozycje wertykalne sprawiają mi przeszywający dyskomfort - w podbrzuszu ciągnie, jakby ktoś zaczepił mi haki o skórę i rozrywał ją ku dołowi a w udzie promieniuje mi ból aż do kolana. Czyżby brzuch był niżej? No i stała się jedna piękna rzecz... Poleciała mi siara!
Myślałam, że się nie doczekam! Potem pojechaliśmy do miasta - odebrać bujaczek z Tiny Love i Mr-a B (dopadło mnie takie chciejstwo już sporo tygodni temu i stwierdziłam, że nie mogę mu się wiecznie opierać), zawieźć L4 do biura (miało nie być tego zwolnienia...) i ocenić postępy w mieszkaniu. A na koniec dnia wyciągnęłam starego na ostrą pizzę. A co tam. Każdą metodę wywoływania trzeba zaliczyć.
20 lipca: 5 dni spóźnienia
To sobie wywołałam... Wiecie, co? Haha, tutaj typowa podstawówkowa pyskówka byłaby idealną odpowiedzią. Tak, srakę sobie wywołałam! I dobra, wiem, że PODOBNO skurczy nie da się przegapić, ale odczuwam pełne spektrum różnych bóli brzusznych i żaden nie jest TYM. Ja już nie wiem. Aktualnie te, które rozróżniam to - ciągnięcie od stania, rozrywający ból od pełnego pęcherza, wgniatający w łóżko od rozciągania przez Miskę dwóch przeciwległych kończyn jednocześnie, krótkotrwały miesiączkowy dyskomfort, który jest samotnikiem i nie ma kolegów w regularnych odstępach, oraz ciągnięcie przy zmianie boku w łóżku (Miśka jest tak duża, że patrząc na brzuch wiem, gdzie leży. I jeżeli ona leży na mojej lewej stronie, a ja chce na prawym boku, to "przerzucenie" jej to jakiś hardkor...). Plusy? KTG ustawili mi na taką godzinę, że spokojnie zużyłam magmę czasową na wchłonięcie się leków na tarczycę, śniadanie, pozawracanie dupki mężowi i obejrzenie czegoś na youtube. Nawet się pomalowałam przed wyjściem, co by w razie porodu wyglądać gordżys. W międzyczasie Babcia dzwoni, kolejny dzień z rzędu. "CZY JUŻ URODZIŁA?!". Kurwa, kiedyś zacznę trollowac ludzi i mówić: "Tak, dziecko ma już miesiąc, ale skrzętnie taiłam to przed Tobą, no bo w sumie nie powinno Cię to obchodzić.". Hehehe. Wredna ciężarna... Na KTG standardzik - serducho pomiędzy 130-160, brak skurczów. Zrobiono mi też USG. "Poza tym, że ciąża przenoszona, to wszystko ok". Dostałam karteczkę z pomiarami, z którą mam się zgłosić w niedzielę rano do szpitala, a na niej "zachęcająca" do porodu naturalnego informacja - 3900g.
W przenoszeniu jest jedna fajna rzecz. Człowiek już nie myśli, czy da radę czy nie da rady. Po prostu chce to mieć za sobą i w tym jednym stwierdzeniu redukują się wszystkie troski.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2017, 16:08
Podejdziemy do AZ...
mamy do wybory klinikę A i klinikę P..
W jednej juz byłam na wizycie - ale lekarz zrobił na mnie średnie wrażenie..w drugiej klinice..prze miła pani dr...zdecydowaliśmy sie właśnie na TĄ drugą klinikę.
Pani dr wypytała o wszystko co i jak, powiedziała ze nie widzi sensu podchodzenia do samego ivf bo moje zarodki są słabe, mam mało komórek, które sa kiepskiej jakości..i lepszego efektu nie uzyskamy, wiec faktycznie ona brałaby adopcje zarodka albo komórki pod uwagę..zbadała mnie wszędzie..chciała znaleźć moja adenomioze..ale jej nie znalazła..znalazła za to mięśniaka 6mm..ale mówiła, że go zostawiamy bo w niczym nie przeszkadza. Zwróciła uwagę na moje skąpe okresy i na cienkie(za cienkie) endometrium które będziemy sprawdzać za miesiąc, jeśli będzie niepokojące to zrobimy biopsje endometrium. Powiedziała ze mam sie zjawić w 13-15 dc i wtedy zobaczymy moje endometrium...jeśli jest jakiś stan zapalny prze leczymy a potem AZ...Pani dr mówiła ze do AZ wszystko musi być idealne, nie może być żadnej przeszkody. Z suplementów dołożyła mi wit e i c..resztę badan będziemy robić przed transferem jak już znajdą nam dzieciaczki..
Biorę teraz:
1x3 DHEA eljot 25mg
3x1 wit E
1000 j wit C
ok 100mg koenzym q10 (dokładnie 90mg)
witd d3 4000
magnez x2
wit K2
skrzyp
kwas foliowy accidum folicum 5mg
Pani dr zleciła mi badanie insulina na czczo..wynik oczywiście wyszedł powalający...46,5 a norma jest od 2.6-24.9..Korespondencją mailowa przekazałam dr wynik...oczywiście wynik dużo za duży więc jadę po metformax..ehh..jakbym zażywała mało tabletek 
3 tygodnie po wizycie w ośrodku adopcyjnym zadzwoniliśmy zapytać czy są już informacje o naszej kwalifikacji..niestety nie ma 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2017, 09:30
Sentymentalnie mi się dopiero zrobiło gdy weszłam na ovu, patrzyłam na mój wykres i pamiętnik. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wtedy kiedy odpuściłam, nie analizowałam każdego dnia i objawu się udało. Ostatni mój wpis na ovu jest o tym jak wrzucam na luz, że seks niby był wtedy kiedy miał być, ale czuję, że nie trafiliśmy. A byłam już wtedy w ciąży!
Do tej pory czasem nie mogę uwierzyć. Nie narzekałam, że muszę starać się latami. W zasadzie tak naprawdę się nie staraliśmy za bardzo, tak jakoś nikt nie podjął decyzji, że to już. Te niby starania trwały 3 miesiące, w 3 cyklu właśnie się udało. Dla mnie ciąża ogólnie była cudem nad cudami i nie mogłam uwierzyć, że akurat mnie to spotkało
A teraz? Teraz jestem na etapie kiedy za 85 dni przytulę swoją córeczkę. Czy to nie cudowne?
Normalnie rzygam tęczą 
4dc moje postanowienie, nie wykupuję abonamentu premium, będę mierzyć dalej temperaturę i sprawdzać śluz i szyjkę. Zakupiłam falvit więc zaczynAm łykać. Poza tym co napisałam, będę starała się nie wpatrywać w wykres, potraktować to wszystko bardziej na luzie bo po co mam sobie dodatkowy stres fundować skoro w pracy mam go nadmiar.
10 tydz. 3 dzień 
patrząc na poprzedni wpis chciałam napisać: "jak ten czas szybko leci", ale to nieprawda. Dłuuuuży mi się niemiłosiernie do końca tego 12 tygodnia ;p. Na usg prenatalne idziemy dopiero 27 kwietnia, tak zdecydował mój lekarz. Mówi, że wtedy maluch będzie w sam raz i najwięcej będzie mógł ocenić na usg. W klinice do której chodzimy przywiązują dużą wagę do badań prenatalnych, w tym pappa, nifty i harmony. Pappa może być refundowane, pozostałe dwa są dużo bardziej wiarygodnie, ale drogie. Zastanawiamy się z mężem czy brać je pod uwagę, ale wszystko zależy od tego co lekarz powie na usg
Wielu naszych znajomych robiło harmony, stąd w ogóle się nimi zainteresowaliśmy.
Na ostatniej wizycie byliśmy 5 dni temu i wszystko było super, mam nadzieję, że tak pozostanie 
Czuję się już dużo lepiej, piersi wciąż mnie bolą strasznie, ale mdłości już nie mam. Brzuch rośnie mi w takim tempie, że to aż niewiarygodne, biorąc pod uwagę który to tydzień
lekarz twierdzi, że może tak być, że jestem bardzo szczupła i tak mi się to wszystko po prostu rozwija, taka moja natura. Jako że wciąż trzymamy ciążę w tajemnicy to musiałam całkowicie zmienić styl ubierania, żeby tego brzucha nie było widać
żadnych jeansów nie jestem w stanie zapiąć na brzuchu ;p.
Tak bardzo pokochałam już tego maluszka, że nie potrafię sobie wyobrazić, że coś mogłoby z nim być nie w porządku 
38t6dz
8dni do tp
Rano bylam u ortodonty z dziewczynkami. Więc juz wszystkie sprawy pozałatwialam juz i mogę spokojnie rodzic 
Dzis rano trochę śluzu z krwia mialam. Pewnie to po wczorajszych badaniach.
Noc mialam kiepska bo mialam takie kilkusekundowe klucia w podbrzuszu nawet co kilka minut.
Teraz czekam do kolejnej wizyty w niedzielę Wielkanocną
a to juz niedługo
tylko ciekawe co mi wtedy gin powie.
Tak bardzi bym chciala uniknąć wywołania porodu i cc. Chcialabym bardzo zeby wszystko samo się zaczęło.
"Nie rozpaczaj, że przegrałeś bitwę- trzeba wiele odwagi, by dojść tam, gdzie się bitwy przegrywa".
Jestem po wieczorze panieńskim
Było bardzo fajnie. było nas 7 dziewczyn i wszystkie oprócz mnie to koleżanki z pracy Ani. Bałam się że będą miały za duzo wspólnych tematów i faktycznie bylo parę momentów gdzie nie wiedziałam o czym rozmawiają i nie rozpoznawałam ich "skrótów myślowych" ale starały się nie dać po sobie odczuć. dziewczyny bardzo sympatyczne wesole. no ja i Ania (chora na antybiotyku) na Picolo "jechałyśmy"
Paulina organizatorka miala przygotowane gry i zabawy. i momentami płakałyśmy ze śmiechu
. Zawiózł mnie mąż mimo iż mogłam jechać sama skoro nie piłam ale nie lubię sama po nocach prowadzić i byliśmy wstępnie umówieni że najpóźniej o 1 po mnie będzie bo oboje musieliśmy wstać o 6 do pracy. tjaaaa i co?? mój wspaniały mąż zamiast pojechać do domku to pojechał do swojej Mamy i siedział u niej do samej 00:45. więc nie dość że przeze mnie mąż nie wyspany to i o zgrozo teściowa

dziś po "dobranocce" pora lulu 
ps zdjec niestety nie wrzucę bo na żadnym nie jestem sama
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.