12 DC
Ahh, co za noc
wypad na koncert to był dobry pomysł. Krótka ale skuteczna odskocznia od codzienności i problemów 
Dziś dzień zapowiada się w miarę dobrze. ładna pogoda , a co za tym idzie - dlugi spacer, uwielbiam
Martwi mnie moja temperatura w ubieglym cyklu byla na dosyc niskim poziomie w tej fazie , w tym cyklu jest dosyc wysoko - znacznie wyzej niz w ubieglym cyklu. Nie wiem od czego to zalezy ale juz wiem ze warto robic codzienne pomiary, mozna poznac swoj organizm ,cykl od deski do deski
jeszcze dwa miesiace temu nie powiedzialabym ze bede miala checi do pomiarow a obecnie nie wyobrazam sobie dnia bez mierzenia
OWU PRZYBYWAJ!!!! 
Co za dzień... ledwo wstałam... no zmęczona na maksa jestem i niewyspana.... ledwo co do pracy dotarłam a i na miejscu wcale nie jest lepiej. Oczy same się zamykają. Ale co tu się dziwić jak za oknem szaro, buro i ponuro i do tego leje
chyba padnę dzisiaj jak wrócę do domu. W końcu zbliża się wyczekiwany półmetek w tym miesiącu
och....
znowu wielkie nadzieje
i jakąś taką radość mam w sercu. Przestałam się udzielać na forum, żeby się nie nakręcać, ale podczytuję regularnie moje dziewczynki i widzę, że jest wysyp ciąż
tak się uradowałam z tego powodu co najmniej jakbym ja widziała u siebie te dwie kreski!
Cudownie 
Poza tym jak piszę ten pamiętnik to jakoś trochę mi lżej
pamiętam, że baaardzo długo za moich młodzieńczych lat pisałam pamiętniki i dobrze mi to robiło
Nie zawsze można się komuś wygadać a tak jak przeleje coś na papier, albo tu wirtualnie to lżej się człowiekowi robi 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2017, 11:57
28 DC
Kolejny długi cykl. Nie myślałam, że cykl się wydłuży. Z jednej strony się cieszę że @@@ przyjdzie później, o 2 dni. Zawsze to szansa że może trafie na urlopie w lipcu na dni płodne, a bardzo bym chciała je wtedy mieć. Jeszcze 2 cykle czekają mnie prze urlopem i z każdego 2 dni opóźnienia czyli +4 dni i byłabym mega szczęśliwa 
dziś niemiłosiernie mnie boli brzuch, zaczynają się lekkie plamienia czyli na 100% @@@ będzie jutro.
Jeszcze kilka miesięcy temu planowałam w ten weekend jechać do Częstochowy pomodlić się złożyć intencje o dar potomstwa.
Musiałam przesunąć wyjazd ze względu na brzydka pogodę jak i dolegliwości moczowe męża aby zrobić wszystkie badania posiewowo bakteryjne aby znaleźć przyczynę choroby.
I Stalo się coś niesamowitego. Matka Boska Częstochowska (jej kopia) Nawiedziła moją parafię w piątek/sobota. Z mężem złożyliśmy swoje intencje, kupiłam obrazki Matki Boskiej, bo brakowało w pokoju tego ślicznego obrazka. Do tego pozbyłam się klątwy nocnika.
We wrześniu ciotka dała mi nocnik po swoich wnuku używany z 2 razy, stwierdziła ze mi się przyda. Ja go wzięłam, a potem po kilku nieudanych próbach stwierdziłam, z eten nocnik mi pecha przynosi. Wystawiłam go na sprzedaż, że oddam go za darmo. Pewien pan wziął go ode mnie ale nie chciał za darmo, wrzucił mi do kieszeni 2 złotówki. Trzymałam te pieniążki w szufladzie stwierdziłam, że jak będziemy w Częstochowie podarujemy je Matce Boskiej.
I zrozumiałam żeby pozbyć sie tej klątwy należy oddać te monety. Daliśmy je na tacę przeznaczoną tym księżą którzy jeżdżą z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.
Właśnie wtedy właśnie wczoraj poczułam ulgę, jakby ta cała klątwa ze mne zeszła.
A maż mnie wyzywał po co brałas ten przeklęty nocnik, to on pewnie to zrobił, że nie ma dziecka z nami. Może to jest prawda. Moze nie powinno się kupować lub brać rzeczy za wczasu bo to pecha przynosi.
W mojej dalekiej rodzicie. Para po ślubie wyszykowała pokoik dla dziecka, kupili wszystko mebelki ubranka zabawki. I nigdy dzieciątka się nie doczekali. Rodzina mówiła, że gdyby nie kupili może dziecko by z nimi było.
Moja sis też podobnie miała kupiła na początku ciąży mała wyprawkę dla dziecka i co się okazało szybko poroniła. Potem oddała te rzeczy biednej rodzinie. Potem już kupiła wyprawkę raczej jej maż z mamą kiedy była już na porodówce.
Czyli coś w tym musi być.
Może nade mną wisiała klątwa nocnika.
Dostałam monety na czekoladę oddałam ja na tacę. Myślę że wczoraj wyzbywam się klątwy i tej całej otoczki 13.
Choć 13 i tak będzie mnie prześladować.
Kolejny monitoring 13 + urolog-androlog tez 13 i 13 będzie 100 lecie nawiedzeń Fatimskich.
Czy to nie zbieg okoliczności.
Coś religia zaczyna dużą rolę odgrywać w moim życiu. Teraz to zauważyłam.
Zrobiłam dziś test na helicobacter, wynik ma być w środę albo w czwartek. Jeśli coś tam wyjdzie, to dostanę antybiotyk na 7-10 dni. W przyszły wtorek wizyta w klinice, bo nie byłam jeszcze z zaleceniami od immunologa u mojej dr prowadzącej. Mam nadzieję na crio w przyszłym cyklu. Powolutku wracamy do gry.
W sumie to chciałam jeszcze zaznaczyć, że dzięki testowaniu to troche się mój rytm dnia normalizuje. Po 21 staram sie wykąpać, żeby około 22 móc zmierzyć temperaturę, potem jakieś szamanko i spać. Po drugie mam od dziś urlop - cztery dni urlopu a dziesięć dni w domu. Po trzecie primo;-) pies od wczoraj nie odstepuje mnie na krok, ja do salonu on do salonu, ja do kibla on też, ja do pokoju on też, ja znów do kibla i on też. Wczoraj chodził za mną wkoło dywanu
po czwarte opieprzyłam dziś panią z polo za stare parówki, które mi wczoraj wcisnęła. Pinda dobrze wie bo widziałam jak się waha czy je włożyć. A ja zapomniałam sprawdzić przed kasa. Po kolejne troche cycki swędza, ale już tyle tych objawów dziś zaznacyzłąm, ze nie wiem czy nie wyolbrzymiam. Trochę kręci się w głowie, troche boli brzuch, ale to wszystko włąśnie trochę... Nic konkretnego. Urojone. ooo małżonek przyjechał z pracy
miłego.
16dc test owu: pozytywny
) uff a już się bałam:) !!!!
Swoja droga szkoda, że to nie ciążowy:D...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2018, 17:58
Dziennik pokładowy:
201dc, jeszcze dwójka z przodu...
Co tam, jak tam, Kobiałki?
Muszę się Wam przyznać do czegoś - trochę Was "zdradzam" z lokalną grupą na fejsie, która skupia mamuśki z mojego miasta (gadam, jakbym już tam mieszkała... buuu!). Cynk o niej dostałam w sumie na spotkaniu chustowym i od tej pory codziennie uczestniczę w radościach i problemach wielu kobitek, a raz nawet zdarzyło mi się uczestniczyć... w porodzie! Jedyne minusy, jakie dostrzegam, to że jestem coraz bardziej świadoma tego, jak macierzyństwo potrafi dać w kość, zwłaszcza, gdy dzieciaki chorują. W każdym razie kobitki są niezastąpione, gdy trzeba doradzić w kwestii wyprawki.
W tym miesiącu planuję zakupić między innymi "wyposażenie" łóżeczka, gdyż do tej pory posiadam w sumie tylko materacyk i jakieś zdobyczne prześcieradełko z gumką. Powiem Wam, że totalnie zajoba dostałam, kiedy zaczęłam temat dotykać, bo wszystkie sklepy, czy te stacjonarne czy te online, dosłownie zieją ofertami. Ach, i te zdjęcia - baldachimy, hafciki, koronki, wstążeczki, podunie, kołderki... Ja pikole! W sumie to logika podpowiadała mi, że taki noworodek to w sumie chyba jedyne, czego potrzebuje w łóżeczku, to dobrego wsparcia pod kręgosłup i wentylacji. No i wiadomo - lekkiego okrycia, gdy jest chłodniej. No ale mi się szykuje dziecko lipcowe. I co teraz? Po tym, jak przewertowałam kilka różnych sklepów, allegro, olx i ceneo, stwierdziłam, że totalnie kapituluję. No bo ja już nie wiem. Bo materiały, z jakich uszyta jest poszewka, to jedno. Ale jaki wkład? Kołdra poliestrowa w ogóle oddycha? A jaki ona musi mieć wymiar? Czy ma jakąś podaną grubość? Dlaczego nie ma?! No... tak sobie włosy z głowy rwałam. Bo ja bardzo nie lubię nieświadomie robić zakupów.
Dziewczyny przyszły mi z pomocą i ochłonęłam. W sumie każda, która się do mnie odezwała, dała mi dość wyraźnie do zrozumienia, że sama nakupowała pościeli podczas wyprawki, tylko po to, żeby... schować ją do szafy i nie używać nawet przez dwa lata! Poduszeczka się niemowlakowi nie przyda. Baldachimy to tylko łapią roztocze. Temat ochraniaczy na łóżeczko w sumie został nierozstrzygnięty. Mimo wszystko zalecono nie pakować się w żadne kołderki na początek, chociażby dlatego, że w sumie niewiadomo, czy... Miśka nie zechce spać z nami. Temat mocno kontrowersyjny, ale go nie wykluczam.
Także z pościelowych spraw, jako, że mam letnie dziecię, stanęło na:
- Jednym cienkim kocyku bambusowym (bambus jest spoko dla alergików, latem zapewnia przewiewność, a zimą grzeje), wymiary 80x100
- Ze dwa dodatkowe, również bambusowe, otulacze 120x120.
- 2 dodatkowe prześcieradełka z gumką
- Dodatkowo, choć jeszcze się waham - jeden grubszy kocyk dwustronny (podoba mi się ten z Motherhood z welurem - i ja wiem, że minky jest wszędzie, ale mam jakieś 'ale' do niego).
O, to wszystko:
klik, klik, klik, klik
Dodatkowym zakupem na ten miesiąc będą w sumie cosie, od których wszystko się zaczęło, a mianowicie… koszule nocne do szpitala. Tak, dokładnie. Pamiętam, jak sporo tygodni temu zaczęłam wyobrażać sobie swój poród (wszak mam tendencje masochistyczne) i w pewnym momencie mnie walnęło, że przecież ja nie mam żadnej koszuli przystosowanej do karmienia! Jedyne, co mam w szafie, to wór na ziemniaki z nadrukowanym różowym słoniem, z dziurą na łeb po samą szyję. I tak sobie pomyślałam, co będzie, jak będzie trzeba przystawić dziecko - na dole lej po bombie, szwy i rozpłatana Grażyna, a ja tu teraz robię dołem striptiz, odsłaniając te seksowne wdzięki, i dwa cycuszki na wierzchu?! No nie. A potem przewertowałam allegro i zobaczyłam, że w sklepach sprzedawców koszul na porodówkę jest wiele innych, równie przydatnych, cosiów. I wtedy ogarnął mnie szał wyprawkowy…
Tak czy siak - tygodnie lecą, a ja szczerze dalej nie wiem, co kupić. Nie, żebym uważała, że do porodu muszę sobie uszyć sukienkę na zamówienie i pójść do niego w pełnym makijażu, ale szczerze - przerasta mnie trochę wizja, że będę obolała, spocona, w połowie nieprzytomna, będzie leciało mi z cycków, każdy będzie mi zaglądał tam, gdzie słońce nie dochodzi - czyli mówiąc krótko, zostanę odarta z wszelkiej kobiecości, intymności i w ogóle (i to w asyście męża), a ja na to, na dobitkę, przyodzieję… pidżamę w całujące się żyrafy! Serio! Takie "koszmary" można znaleźć w necie. Kurna, nie chcę no. Także jak możecie mi polecić COŚ NORMALNEGO, do swobodnego odkrycia cyca, bez infantylnych nadruków, ale żebym jednocześnie nie zarżnęła się finansowo, to dajcie, proszę, znać.
Jutro zaczynamy 30 tydzień. Już nie chcę mówić, co ja na ten temat myślę… poczytuję namiętnie pamiętnik Dewy i pamiętam, jak niedawno pisała dokładnie to samo, a lada moment będzie miała ciążę donoszoną. Jasna dupka - czuję się jak nastolatek, który za szkołą pije pierwsze piwo. Ni to ekscytacja, ni to strach. Ale wiecie, co jest fajne? Zaczniemy ten tydzień z pierdzielnięciem! Idę. Jutro. Na. Wesele! Tak! A może powinnam powiedzieć, że się wytaczam na nie… Zabawne jest to, że weszłam w sukienkę z czasów, gdy serio ważyłam jakieś 80kg. I nie byłam wtedy w ciąży. W sumie dużo się zmieniło od tamtego czasu… No. W każdym razie tą imprezą zaczynamy całą serię nasiadów. Czeka mnie jeszcze jedna komunia, prymicje i jeszcze jedno wesele. Cholera wie, czy jeszcze coś po drodze nie wpadnie. A do kopert coś wsadzić trzeba… <sknerus McKwacz - mode on>.
Pozdrawiam Was ja. I Miśka, która ćwiczy lewy sierpowy na moim sadle właśnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2017, 16:32
Zupełnie zapomniałam o pamiętniku. A chyba warto zaznaczyć, że JESTEM w ciąży:)
I to właśnie tego 8 marca, kiedy byłam pewna, że zaraz @ się zjawi, 2 dni później zrobiłam test i były 2 krechy. Teraz mam na liczniku 12 tydzień. Oby to szczęście dalej trwało:) Proszę trzymajcie za nas kciuki!
20 dc 9dpo
Dzisiaj temperatura spadła mi do podstawowej, mam nadzieję że się jutro podniesie. Z ciekawości zmierzyłam niedawno jeszcze raz temperaturę bo jak byłam w pracy odczuwałam uderzenia gorąca no i było 37,12. Odczuwam dzisiaj troche brzuch ( a może to bardziej jajniki?)ale to nic dokuczliwego i nic co przypominało ból miesiączkowy.
No i spać mi się chce ale to pewnie wynik zmęczenia po całym tygodniu pracy.
Ps.A jeżeli chodzi o odczucia brzucha to może są troche podobne do bardzo ale to bardzo lekkich skurczów
upadki bola...dzis spadłam z wysokości....
Dzwonili z OA że chcą się z nami spotkać i zebrać jeszcze informacje i chcą nam coś przekazac...czyli dupa 

Jestem załamana:(
to będzie najsmutniejszy weekend majowy 
wizyta 22.05.- 12.30

Ciąża zakończona 21 kwietnia 2017
Łucja i Szymon na świecie!
urodzeni 21 kwietnia przez cesarskie cięcie, Szymon 2820 g 49 cm 10/10 pkt
Łucja 2580 g 48 cm 10/10 pkt
Zdrowi, piękni i wspaniali:) najfantastyczniejsze dwa Bąbelki na świecie!
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2017, 00:11
Pod koniec ciąży już nic nie pisałam. Nie bardzo miałam jak. Końcówka była bardzo wyczerpująca, nie miałam już sił zupełnie, byłam słaba do granic możliwości, oooogromna, z tak abstrakcyjnie kolosalnym brzuchem że szok, niewiele chodziłam, z domu już nie wychodziłam praktycznie wcale, siedzieć nie mogłam, głównie leżałam. Święta praktycznie przeleżałam. Męczyła mnie zgaga, hemoroidy, problemy ze snem i paraliżujący strach przed porodem.
I tak dotrwałam do wyznaczonego terminu cesarskiego cięcia - w papierach widnieje informacja że dzieciaki są donoszone.
Są zdrowe.
Są całkiem duże jak na bliźniaki!!! jak usłyszałam że Szymon ma 2820 g osłupiałam! A Łucja 2580 g! To jest imponujący wynik jak na ciążę bliźniaczą. Ba! 2800 to dobry wynik nawet na ciążę pojedynczą, a co dopiero dwa takie Dzieciaczki, z moją posturą (normalnie jestem chudym szczypiorkiem)
Jestem, nieskromnie powiem, cholernie z siebie dumna, że dałam radę, że donosiłam, że udało się zyskać ten czas, ten bardzo ważny czas w brzuchu, pozwalający im rosnąć i rozwijać się.
Cesarka okazała się nie być taka straszna jak się bałam.
ot i paradoks, porodu siłami natury się nie bałam, a sponiewierał mnie okrutnie i strasznie długo dochodziłam do siebie po.
Cesarki bałam się nieziemsko, i ze strachu bardzo się przygotowałam, dowiedziałam co i jak po kolei będzie się ze mną działo, przepytałam koleżanki jak wygląda przebieg cc w szpitalu gdzie mam rodzić, byłam zobaczyć oddział, w końcu przecież byłam też w tym szpitalu przez 2 tygodnie na patologii, i tam też napatrzyłam się jak to wygląda, jak szykują i biorą pacjentki do cięcia.
W rezultacie przeżyłam to bardzo dobrze, obecnie, tydzień po cięciu już śmigam:)
Zresztą śmigam od dawna, cesarkę miałam o 10.30, cały dzień znieczulenie, na wieczór pionizacja, dzieci wymiotowały wodami więc na noc były z położnymi a od następnego ranka - proszę bardzo oto pani dzieci, zajmuj się pani nimi. Oczywiście prawie cały dzień Mąż był ze mną ale na noc nie było już zmiłuj.
No i co, dałam jakoś radę, zarówno w tę jak i każdą kolejną noc. W szpitalu byliśmy tydzień, mimo że dzieciaki zdrowe jak rybki, żółtaczki brak.
Już jesteśmy w domu.
Zosia i dzieciaki zaczynają się poznawać. Nastaje nowa era w naszym życiu.
Jestem taka szczęśliwa!
7dpo
Cycki dziś nie bolą gdyby nie to że są pełniejsze - inne- przekreslilabym ten cykl ,a tak jeszcze mam nadzieję no i ten śluz ...Zawsze było sucho ,a teraz jest jak przed owulacja mokro i rozciągliwe
dziś 11 rocznica naszego ślubu ... Test pozytywny byłby ogromnym prezentem ,ale jest zdecydowanie za wcześnie ... No nic czekamy ...
Mój amh to 2, nie mam insulinoopornosci. Dziś 4 dzien @. W czwartek idę do gin immunolog J. Nie wierze, ze mi pomoże. Z tego co czytałam to ona pomogła wielu dziewczynom, bo wykryła u mich insulunnopornosc. Maz namawia, żebym dała jej jeszcze szanse, ja mam ochotę zacząć kuracje sterydem. Mam metypred w domu 4 i 16. W steryd tez nie wierze ale chce mieć już ten etap za sobą.
Ależ u mnie dziwnie nerwowo,tak jakoś emocjonalnie,ale na pewno nie są to pozytywne emocje,takie jakie były do tej pory,do tego magicznego czasu owulacji.Jestem dopiero w 6dc,ale nie mam w sobie absolutnie jakichkolwiek pozytywnych myśli związanych ze staraniami.Czas zapierdziela niesamowicie,mam wrażenie,że z szybkością petardy i już za trzy tyg czterdziecha.Jak sobie pomyślę,że tak całkiem niedawno,miałam 35 kiedy wprowadziliśmy się do naszego nowego domu i wtedy decyzja została już podjęta na 100%,że to właśnie już teraz chcemy/pragniemy mieć tego naszego trzeciego maluszka i wydawało się to tylko kwestią czasu...a ta kwestia czasu pokazała jak jest okrutna.Starania,brak nadziei,ciąża,poronienie,badania,starania,ciąża bioch,badania,niby ok,ale nie wiadomo dlaczego się nie udaje.Do poprzedniego cyklu cieszyłam się jak cholera i miałam wielką nadzieję,kiedy była owulacja i ciałka żółte,a teraz wiem,że to nie wszystko,tzn pięknie jeśli tak jest,ale to nie jest wyznacznikiem spełnienia pragnienia.Mam takie cholerne odczucie,że to co widoczne,to dobre na zewnątrz,ukrywa to co nie wybadane/schowane gdzieś tam jeszcze głębiej.A czasu na znalezienie tego czegoś coraz mniej.
Nie nooo normalnie doliny i pagórki u mnie z emocjami!!! Nie lubię takiej emocjonalnej huśtawki,takiej niepewności,poczucia,że coś czego pragnę,jest takie odległe,wręcz nieosiągalne,a tak bardzo chciałabym,żeby było osiągalne.Powinnam myśleć inaczej,pragnąć,ale mieć poczucie,że mam jeszcze czas,że nic mnie nie goni,że jeszcze wszystko co dobre może się zdarzyć,że jeszcze tyle mogę/możemy...ale tak nie jest,tak trudno mi się przestawić na inny poziom myślenia.A przecież powinnam być/jestem szczęśliwa,mam/mamy tyle marzeń/planów,mamy się z czego cieszyć...więc dlaczego to niespełniające się pragnienie o zostaniu mamą naszego trzeciego dziecka,jest silniejsze???Przecież zdecydowanie łatwiej byłoby gdybym miała inny poziom myślenia,że jest dobrze,a będzie jeszcze lepiej.Dlaczego do cholery nie potrafię/nie chcę się tak przeprogramować? A do tego wkurza mnie cholernie,że mąż czeka z seksem do czasu owulacji,a i mnie seks wkurza,przed owulacją zupełnie nie mam na to ochoty,to jest strasznie irytujące.Czasami myślę sobie,że nie dam znać mężowi,że to już ten czas,a później powiem mu "no i już po wszystkim",ale za chwilę myślę,że gdybym tak zrobiła to szlag by mnie trafił,że straciłam cykl. Noszszsz kur...co za popieprzone emocje,czyżby mój szanowny organizm miał zamiar włazić w menopauzę???swoją drogą,co za ujowe i irytujące słowo!!!
Za chwilę jadę z córką nad morze,może tam nabiorę dystansu i innego spojrzenia na ogół spraw,ale wkurza mnie też to,że mąż nie może jechać z nami ,no normalnie górzyska emocjonalne!!!!
21dc 10dpo temperatura delikatnie odbiła ale tylko delikatnie
No i z badania dzisiaj prolaktyny nici. Wczoraj przez cały dzień byłam tak zmęczona, że najchętniej przespałabym cały dzień. Dzisiaj nawet budzika nie słyszałam i obudziłam się o 9. Ani temperatury nie zmierzyłam ani na badania nie pojechałam. Ehhh no nic co się odwlecze to nie uciecze 
Miłego weekendu życzę:*
No i to by było na tyle. Temperatura od wczoraj leci na łeb na szyję. Test o czułości 10 wyszedł negatywny. Dziś 10 dpo. Do terminu @ jeszcze 4 dni. No to czekam, aby zacząć drugi cykl.
Ciąża zakończona 29 kwietnia 2017
Jaś pojawił się na świecie dziś 35 minut po północy. Skurcze regularne miałam os 19.50, ale dopiero ok. 22.25 wylądowalismy na porodówce. Od tego momentu pod wspaniałą opieką położnych wszystko toczyło się szybko. Prysznic i lewatywa zdziałały cuda i Janek szybko się urodził 
Ja czuję się obolała, ale to normalne
T. Bardzo mi pomógł.
Życzę każdej kobiecie tak szybkiego rozwiązania 

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 maja 2017, 10:14
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.