Dżizas, dobrze, że przynajmniej jest ładna pogoda. Reszta do bani. 12 dpo, biel vizira, o sporcie mogę tylko pomarzyć. Czytam fora, oglądam wykresy. Jedna wielka paranoja. Muszę się wziąć w garść.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2017, 15:58
no to cholera super...
dziś dostałam @ w 26dc,tak po prostu,no bo do cholery dlaczego by nie dostać @ podczas brania luteiny?!
jutro miałam odstawić luteinę,w niedzielę miała być @,w pon rano miałam dzwonić umówić się na Hsg,
dostałam dziś,zadzwoniłam do szpitala,termin Hsg miał by być 26 maja,ale wtedy mam wyjazd,tak więc muszę to przełożyć na następny cykl.
Wczoraj moja ginekolog odpisała mi,że w tym cyklu proponuje pregnyl.
A ja znowu złapałam doła i zastanawiam się czy brać w tym cyklu lamettę,pregnyl,jechać na monitoring,robić badania...czy odstawić to w cholerę???...ale z drugiej strony,jak pomyślę,że praktycznie mam bardzo małe szanse na ciążę,coraz mniejsze i jeszcze nic nie zrobię,to miałabym poczucie straconego czasu,a może to rzucenie wszystkiego w cholerę byłoby dobre...
dzisiaj urodziła się córka brata mojego męża. Dostałam zdjęcie od teściowej. Nawet się nie ucieszyłam a przecież nikomu nigdy nie zazdrościłam, wszystkim życzę dobrze ale ta wiadomość mnie jakoś zasmuciła. Kurczę znowu dopadają mnie myśli że nie będę mamą, że nigdy się nie uda, ze już zawsze zostaniemy tylko my dwoje...
Ciąża rozpoczęta 28 marca 2017
20t2d
Godz 5:25 maluch troche pobuszował, dziś chyba upodobał sobie prawą stronę co rzadko się zadrza. To dobrze że się kręci bo wczoraj miał bardziej leniwy dzień chyba:)
W poniedziałek mam usg,trochę się denerwuje ,a zarazem nie mogę doczekać by podejrzeć malucha i zobaczyć czy jest Nadia czy jednak synek .
To niesamowite jak można pokochać kilkucentymetrowego szkraba 
33 dzien cyklu.
Z rana cos mi sie siku chcialo i szybko wstalam.
Wczoraj mnie mdlilo nie zjadalam obiadu.
Zrobilam test ciazowy.
2 kreski, jestem w ciazy.

https://naforum.zapodaj.net/ca2a43b0c64e.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2017, 06:42
Tracę nadzieje ze co kolwiek sie zmieni 
19/20 DC
Weekend spędzam sama, mąż pracuje na noc. Nocuje u mamy bo mam bliżej do pracy.
Więc się nie widzimy do poniedziałku.
wczoraj kupiłam sobie drinkusia, bo już rok go nie piłam, włączyłam serial, ale szybko zasnęłam. Tak mi brakowało czegoś wypić, przez te starania nie piłam, bo wiadomo aby nie zaszkodzić dziecku. Ale teraz wiem, że i tak mam male szanse, więc co mi zaszkodzi 250ml.
Jakoś humoru dziś nie mam, jakiś smutek mnie ogarnął. Siostra chciała mnie zabrać do Ciechocinka, a mi sie nie chciało. Moze to depresja ehh sama nie wiem.
Powinnam odpocząć bo za 2 dni do pracy. A mam mętlik w głowie.
Dziś sobie myśle, że znów kolejny cykl nieudany ehh, przecież to było do przewidzenia. Dobrze że chociaż ten cykl będzie krótszy. Jeszcze z 5-7 dni i @@ się pojawi.
Jakoś w kolejnym cyklu nie chce brac hormonów, bo po co, przecie finał będzie znay. Po co mam się truć.
Muszę wkońcu sobie uświadomić. że nigdy nie będę miała dzieci.
5tc (4t2d)
Obudziłam się dziś rano i myślałam, że to sen
Ale to naprawdę się wydarzyło, jestem w ciąży 
Pojechałam też rano na betę, wieczorem mają być wyniki. Jestem dziś wyjątkowo spokojna, mam nadzieję, że to dobrze.
Chciałabym wrócić do naszej historii, już pierwsze emocje trochę opadły 
Dokładnie 2 lata temu w kwietniu podjęliśmy z moim Mężem decyzję, że zaczynamy starania.Pobralismy się w 2014 roku, ale najpierw wykończyliśmy mieszkanie, i w 2015 roku jak tylko się wprowadziliśmy poczuliśmy się gotowi na dzidziusia. Niestety długo się nie udawało, myślałam że to wina tabletek, że hormony muszą się ustabilizować. Badania wychodziły ok, nie było powodu do niepokoju. Ale po roku bezowocnych starań zaczęłam się niepokoić. Potem było HSG, bardzo nerwowy czas w moim życiu. Póżniej odkryliśmy niedoczynność tarczycy, aż na końcu podjęłam walkę suplemetami i modlitwą.
Zaszłam w ciążę w moje 30 urodziny, które były 29 kwietnia i jestem tego pewna
Na szczęście był to bardzo miły dzień dla mnie i serduszkowanie odbyło się trochę spontanicznie. Nie myślałam, że w tym cyklu się uda - dlatego kiedy okres się spóźniał, nie wierzyłam że się udało. Chciałam zaczekać z testowaniem, bo nie zniosłabym kolejnego negatywnego testu. Dopiero przedwczoraj podjęłam decyzję, że już minęło 18 dni, miałam dzień pracy z domu więc na luzie rano zrobiłam test. Szybko pojawiły się moje wyczekane dwie kreseczki, które zwiastowały, że Nasza Fasolka się zadomowiła 
Termin porodu Belly wyznaczył mi na 21 stycznia 2018 r. To będzie 6 rocznica naszego poznania się z moim Mężem, rocznica początku naszej przygody
Lepiej chyba nie mogło wypaść 
Jak tylko wyniki bety pokażą przyrost, za tydzień jedziemy do moich rodziców na urodziny siostry. Będzie kameralne grono - rodzice, my i siostra ze swoim chłopakiem. Wtedy zamierzamy im powiedzieć
Oczywiście tylko im, nie chcę zapeszać i nie chcę rozpowiadać nikomu więcej. Zaczekamy na początek czerwca z badaniem usg i jeżeli zobaczę serduszko, będę spokojniejsza.
Póki co oczekuję na pierwszy wynik bety - trzymajcie kciuki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2017, 08:49
34 tydzień ciąży
47 dni do terminu porodu
26 dni do ciąży donoszonej
9 dni do wizyty (cel I)
Naszło mnie dzisiaj na refleksje z racji tego, że obudziłam się z myślą, że wszystko będzie dobrze. Z resztą jestem już tak blisko. Swoją drogą mimo, że to jeszcze nie koniec to nie wiem jakim cudem to wytrwałam. Wiem, że największy kryzys miałam przed 30 tygodniem kiedy byłam przeziębiona, miałam częste skurcze i wylałam na siebie gorącą wodę. Może to był taki przełom? Bo później po tych chwilach zwątpienia długo było w porządku. No do ostatniego czasu kiedy dowiedziałam się, że szyjka się skróciła, ale staram się myśleć pozytywnie i powoli wychodzę na prostą.
Dzisiaj miałam taką ogromną ochotę wyjść na zewnątrz, posiedzieć na ławce. Jest przecież tak pięknie i ciepło, ale stwierdziłam, że nie mogę. Że głupio byłoby teraz to wszystko zaprzepaścić. Zapewne nic wielkiego by się nie stało, ale lepiej poleże w domu jeszcze do tego czerwca.
Na wizycie zapytam się mojej gin kiedy będę mogła wstać, kiedy będzie bezpiecznie. Strasznie bym chciała żeby z mojej szyjki jeszcze coś zostało i trzymała jeszcze przez jakiś czas. Swoją drogą przeczytałam chyba milion historii dziewczyn z niewydolnością szyjki i naprawdę większość z nich zakończyła się szczęśliwie. A początki były naprawdę tragiczne.
Przez to leżenie dużo się zmieniło w moim życiu. Przede wszystkim doceniam to, że mogę chodzić. Oczywiście narazie teoretycznie, ale i tak mogę iść sama do wc, zrobić koło siebie. Tyle ludzi cierpi na choroby, przez które są przykuci do łóżka na całe swoje życie. Tak strasznie im współczuję i ich podziwiam. Moje leżenie w porównaniu z czymś takim to wielkie nic. Ja chwilę poleżę i wstanę. Mało tego dostanę jeszcze za to prezent w formie małego, różowego bobaska. Moja teściowa cierpiała na stwardnienie zanikowe boczne. Jest to śmiertelna choroba. Ciągle postępująca i z każdym dniem zabierająca możliwość poruszania kolejną część ciała. Strasznie cierpiała. Nie ma jej z nami już ponad 2 lata. Nie wiecie jak bardzo żałuję, że nie pozna swojej wnuczki.
Oprócz tego wydaje mi się, że z moim mężem przetrwamy wszystko. Mimo, że Kamil ma czasem dość, nie pokazuje tego i ciągle mi pomaga. Nie wiem jak mu się za to odwdzięcze. Tak samo mamie. Gdyby nie ona nie mielibyśmy pewnie co jeść i zaśmierdzielibyśmy się. Mąż naprawdę dużo sprząta, ale co kobieca ręka to kobieca. Zbliżyłam się też bardzo do Boga. Ja wiem jak trwoga to do Boga, ale ja po prostu wierzę, że on mi pomaga. Naprawdę. Codzienne modlę się różnymi modlitwami. Nawet jak mam chwile zwątpienia, nie wątpię w Boga i nie odkładam modlitwy.
Kiedy nadejdzie tak bardzo wyczekiwany przeze mnie 15 czerwca usiądę i chyba zacznę płakać, bo w końcu to się skończyło i dałam radę.
Siła kobiet jest ogromna, a siła matczynej miłości jest nie do opisania. Dzięki moim problemom w ciąży wiem ile właśnie znaczy miłość matki do swojego dziecka.
Damy radę.
'Matczyna miłość jest bezgraniczna i nigdy nie wygasa, nawet przez łzy tli się do końca swoich dni.'
Nie ma już długiego niezrozumiałego kodu na początku. Starań brak, boje się, nie umiem czy nie chcę.
18 DC
Skoro szanse na ciążę póki co nikłe, dlaczego mamy się nie bawić ? To była super noc , ze względu na piękną pogodę urządziliśmy sobie grilla ze znajomymi. Dobrze, że nie zdecydowaliśmy się na imprezę dzisiaj , bo pogoda nie jest już dziś dla nas tak łaskawa.
Należał się nam taki mały reset po tym wszystkim przez co przeszliśmy. Odebraliśmy wczoraj wyniki z hormonów mojego M. Niestety nie wszystkie , na resztę musimy poczekać do wtorku.
LH 7,30 mlU/ml przy normie 1,70-8,60
PROLAKTYNA 20,50 ng/ml przy normie 4,60-21,40
TESTOSTERON 7,300 ng/ml przy normie dla mężczyzn 2,8-8,0
No i w końcu nieszczęsne FSH które tak ważne dla nasienia ,a jednak wyszło zawyżone bo 17,17 mlU/ml przy normie 1,50-12,40.
W internecie pisze ( wiem internet to czasem jeden wielki stek bzdur) że podwyższone FSH u mężczyzn świadczy o zaburzonej pracy jąder lub ich uszkodzeniu... Ale co lekarz to lekarz , jego opinia jednak liczy się najbardziej a wizyta u urologa już w ten czwartek . Czuje że jesteśmy już prawie ,,w domu" , że poznanie przyczyny nieszczęsnej niepłodności mojego M jest już blisko, oby bylo możliwe leczenie a co najważniejsze skuteczne... To czekamy na resztę wyników. Miłego weekendu :-*
I po monitoringu:D juz bylo widac po 5-6 pecherzykow z kazej stony:D takze zobaczymy co bedzie dalej:D
lekarz mowi ze kolo piatku soboty punkcja...ahhh miejmy nadzieje ze to ostatnie zakrety przed nami...ze wiecej rzeszkod nie edzie ze teraz juz pojdzie dobrze i skutecznie:D
Cykl mocno odpuszczony i pod znakim choroby. Ostatnie półtorej tygodnia mąż ciągle przeziębiony, ciągle kaszle i się źle czuje... Mnie od wczoraj też coś łapie, katar (chyba głównie sienny), gardło szczypie i boli, ciężko mi się oddycha - co prawda to nic nowego , od ponad dwóch lat mnie dokucza... Sarkoidoza ... paskudna choroba, której nie ma jak leczyć...
Kocham mojego cudownego męża i bardzo mnie martwi, że jest przeziębiony. Chciałabym by w końcu był zdrów.
19/20 DC
Od wczoraj zapijam smutki, z minionego nieudanego roku starań . Wczoraj drink a dziś jakieś wino które zostało w szafie, jakaś nalewka do tego. Przez rok nie piłam łudząc się co miesiąc że będę w ciąży. I tak długo przetrwało. Koniec z tym wypijam co sie da, lepsze krążenie i humor będzie. Akurat mąż w pracy, jakby się dowiedział to by mnie zabił 
A jutro zostanie piwo i pewnie na imieninach u szwagra jakieś wino lub wódka. Co tam, żegnam 1 rok starań.
Jak dojdzie do urlopu też piję lenie się opalam jednym słowem szaleje. W dupci mam już starania.
Jednak okazje do picia można znaleźć jutro wypiję za wszystkich was starających się 
Najwyżej w poniedziałek z kacem do pracy.
Czasem rest jest potrzebny.
22/23 DC
Dziś mija dokładnie rok od naszych starań. Jak ten czas szybko minął.
Tylko jedyne co boli że do tej pory nic nie wyszło.
W ciągu tego roku wiele się nauczyłam, poznałam siebie lepiej.
Zmieniałam ginów jak rękawiczki, aż trafiłam na odpowiedniego. Któremu jak myślę można zaufać.
Ciekawa jestem co przyniesie kolejny rok starań. Ehhh Tak czymś siak walczę od końca roku, potem rzucam starania.
Wczoraj powiadomiłam męża że nici z tego cyklu. wiem że wynik będzie taki jak zawsze. Biedula bardzo się rozczarowała, sam powiedział że liczył na ten cykl, liczył że się uda.
I wiecie co łzy mi poleciały, gdzie moja siła. W tamtym momencie znikła.
On mi powiedział, że walczymy dalej nie zależnie co będzie. Za miesiąc pojedzie na badania nasienia sprawdzić jakie jest nasienie po antybitykoterpai, ile spadła znów ilość.
Biedula wczoraj mi podziękowała za to że poświęciłam cykle starań (kiedy wszystko szło w dobrym kierunku) na antybiotyki. Wiedziałam że się męczy, wiedziałam ze boli go podbrzusze i początkowo miecze mocz. Nie czekałam poszedł do lekarza i dostał leki. Teraz męczy się z żołądkiem i grzybicą po antybiotykach.
Wiem że poświęciłam dużo, ale zdrowie najważniejsze. Zmieniłam się, bo kiedyś na taką rzecz nie pozwoliłabym jak wszystko szło w dobrym kierunku. On mi powiedział że ma nadzieję że te antybiotyki mu pomogą, aby nie poszło wszystko na marne.
Cóż zaczynamy na nowo. Na nowo odbudujemy plemniki.
dziś zakupiłam trochę leków.
Wit E, permen repro, DHEA, i tribulusa dołączą to do Profertila. Zobazcymy co nowy zestaw stworzy. Kupa kasy wyszło, trudno poświęcę swoją wypłatę.
Tylko nie wiem czy brać letrazol w kolejnym cyklu czy nie ehhhh.
Mój każe abym brała bo nóż widelec. Ja już sama nie wiem. Mam mętlik w głowie.
Przecież nikt nie powiedział, że od razu zaskoczy. czasem trzeba dluzej czekać.
Inni dochodzą do celu szybciej inni dłużej
I to będzie moje motto w kolejnym cyklu:
"Bóg prowadzi każdego jego własna drogą. Jedni dochodzą do celu prędzej i łatwiej, inni trudniej i później.
5 mc mija od urodzenia mojej dziewczynki ...
nie jest lżej ani lepiej. Jest b ciężko. Wszystko wraca ze zdwojoną siła.
Wczoraj łóżko przywieźli do pokoju gdzie mała miała spać z nami ...nie chce mi się tam nawet wchodzić a co dopiero spać 
Pójdę zapale znicz i powyje , tyle mogę.
Cykle mam strasznie rozwalone, moja głowa tego nie może ogarnąć ...ale dziś juz sluz przebarwiony wiec powinna nadejść @
Dziś i jutro będzie ciężki dzień do tego jest zimno i strasznie wietrznie.
Leżę dzwony biją ,dziś w naszej parafii komunia ale ja nie jestem w stanie iść bo mój żal rośnie z dnia na dzień
Kolejny maj, kolejny cykl, kolejna szansa. Testy w dłoń i śledzę LH.
Czekamy na "małą zieloną kuleczkę" 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2017, 11:39
Po kolejnych nieudanych criotransferach czas wracać po kolejne okruszki. Z jednej strony ciesze się, ale z drugiej boje się kolejnej informacji, beta hcg 0.1. Jeszcze tydzień do @ i ruszamy z kolejnym przygotowaniem do crio.
Chyba już zbyt wiele przeszłam aby cieszyły mnie nawet takie rzeczy, że mamy zielone światło do crio.
Czuje się samotna, zagubiona, bez chęci do działania. Temat in vitro jest tematem tabu. Nie wiadomo komu można powiedzieć cokolwiek, bo nie wiem jakie ktoś ma poglądy. Już spotkałam Panią ginekolog, która mówiła o klauzuli sumienia nie chcąc mi wydać skierowania na histeroskopie.
Jestem zmęczona psychicznie, bardzo zmęczona. Wylewają się ze mnie tony goryczy i łez...ale nie dlatego, że jesteśmy bezpłodni (tak bezpłodni ja i mój mąż - od dnia ślubu tworzymy jedność ON+JA). Ten świat jest popaprany. Dlaczego nikt nie rozumie nas i naszej sytuacji??? Czasami wydaje mi się, że nie chce nas zrozumieć...
Za miesiąc kolejny transfer... Codziennie modle się aby to był ten szczęśliwy...
Marzę, aby pewnego dnia poczuć małego kopniaczka w moim brzuszku...
Wierzę, że niebawem to się spełni ❤
9dc
Czasem żałuję, że trafiłam na ovufriend. Mam wrażenie, że ciąża powoli staje się moją obsesją. Kiedy czytam pamiętniki niektórych z Was, starajacych sie o dziecko od lat, pęka mi serce i ogarnia mnie panika. A co jeśli nie będzie mi dane zostać mamą? Co jeśli zwariuje zanim to się stanie?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.