gozik "Miłość na szkle" po stracie 23 maja 2017, 07:00

8dc, 16cs, 3cpp

Wczoraj wieczorem z głupia franc weszłam na stronę diagnostyki zobaczyć czy są pozostałe badania prócz TSH-1,53...no i okazało się,że jest jeden z 3ech ANA...
-ANA 1 ...DODATNIE...

Czekam na resztę i modlę się by to nie był toczeń. Wydaje mi się,że chyba to było przyczyną poronienia. Mój organizm ma spaczoną immunologię. Mąż wczoraj przestraszył się nie na żarty. Oczywiście zaczęłam siać czarne scenariusze. Nie mniej jednak chyba wiemy dlaczego tak długo się nie udaje...Mój organizm zwalcza wszystko co obce, więc ciężko będzie zajść w kolejną ciążę, nie mówiąc już o jej donoszeniu.PORAŻKA...Nie wiem już, czy się śmiać czy płakać. Za dużo tych problemów na raz...za dużo.

Muszę jeszcze zbadać te komórki NK.Badanie nazywa się subpopulacja limfocytów czy jakoś tak. Teraz trzeba pokombinować przy którym szpitalu je zrobić, by wykluczyć wszystkie potencjalne inne choroby.

Tym optymistycznym wpisem czekam do pt/pon na resztę badań. WYĆ, WYĆ MI SIĘ CHCE !!! Ciekawa jestem czy moja Pani dr będzie wiedziała jak mi pomóc, czy wyśle mnie do reumatologa/immunologa i dopiero potem powie by do niej wrócić. Ile jeszcze musi czasu upłynąć, by zajść w tą upragnioną ciążę ?!? Ile jeszcze problemów wyjdzie po drodze ?!? Jakim CUDEM (w tej sytuacji moje Dzieciątko jest WIELKIM CUDEM) urodziłam je i donosiłam ?!? WTF ???

11 dc

Wiesiołek w końcu zaczyna działać. Śluz robi się wodnisty, prawie przezroczysty. Od odstawienia tabletek jeszcze takiego nie miałam, a już na pewno nie tak krótko po okresie. Co prawda nie ma go dużo, ale liczę na to, że jeszcze się rozkręci! :)

Humor nieco lepszy - jakaś nadzieja się wkradła, że będzie dobrze. Testowanie wypadnie na kilka dni przed naszą pierwszą rocznicą ślubu. To byłby najcudowniejszy prezent na świecie...

emi2016 Nasze marzenie 23 maja 2017, 07:53

4t 1d
Nie mogłam dziś spać ... Obudziłam się po 4 i nie mogłam zasnąć. Potem zaczęłam się martwić, co będzie jeśli jutro beta będzie mniejsza albo jeśli się nie podwoi ? Co jeśli poronię ? M. mówi, że będzie dobrze jeśli nei będę myślała o głupotach... Może i ma rację ? Trzeba zaufać Bogu i wierzyć, że ten Cud będzie trwał !

Jezu, ufam Tobie !

Dietetycznie trzymam się dobrze, jem często, a mało. Cukry mam idealne, ale w nocy szaleją :( Dziś wstałam z cukrem na czczo 128 ;/ Czyli w nocy było +/- 150 ;/ Dziś wezmę więcej insuliny N, a jutro już będę miała pompę, więc powinno być dobrze :)

Trzymajcie kciuki proszę za jutrzejszą betę !


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2017, 19:38

Dziękuję dziewczyny za odzew!

Byłam u doradcy laktacyjnego, też poradziła kapturki, kupiłam na tę wizytę 3 różne pary, ze względu na moje wielkie piersi trudno mi je stosować, do kapturka powinno schować się 3/4 sutka, u mnie wchodzi 1/3, max 1/2 mimo najwiekszego rozmiaru kapturka, więc choć Tadzik zassie kapturek, to niewiele z tej piersi wyssie, szybko przestaje pracować buźką, połknie kilka łyków mleka początkowego (frakcja wodnista) i resztę karmienia traktuje jak ciumkanie smoczka (którego nie podaję).
Poza tym z kapturkami czuję się, jak inwalida z protezami. Z córką udało mi się kp 22 miesiące, ale też była mega walka, z tym, że w tamtym szpitalu nie dokarmiali z butelek tylko z kubeczków, więc dziecko nie znało butelki. Teraz nie mam sił na przechodzenie wielotygodniowej walki, ponownej depresji (bo miałam ją (chyba) ze 3 miesiące. Michasia potrzebuje mnie również i żebym była uśmiechnięta. I ja też nie cierpię siebie w takiej rozsypce emocjonalnej, chcę wycisnąć z tego cudownego czasu ile się da i być szczęśliwa i by rodzina była szczęśliwa.

Zazwyczaj strachliwa nie jestem ale dzisiejszego wywolywania porodu sie troche boje. Kluseczek moj kochany sie zabarykadowal i wylazic nie chce a poniewaz wazy juz 4 kg to wyciagaja na sile, a ja taka mala i drobna, jak ja go wypcham. Brrrrr

3 dc 5cspp

Aktualnie czytana książka: "Stalker" Lars Kepler.

No i zaczynamy od nowa zabawę. Wczoraj szczerze pogadaliśmy z Małżem i doszliśmy do wniosku, że za bardzo się spinamy. Ta tragedia, która nas spotkała, później ciąża bratowej... To wszystko sprawiło, że wytworzyło się u nas ciśnienie, że MUSIMY. Dlatego wspólnie ustaliliśmy, że koniec z tym!! Jest nam razem dobrze, dziecko nie ma ratować naszego związku, nie ma też go cementować. Ma być po prostu owocem naszej miłości i kiedy przyjdzie na to pora po prostu się pojawi w naszym życiu <3
W piątek Małż idzie na badanie chłopaków, bo tego jeszcze nie sprawdziliśmy. Wiem, że raz się udało, ale może być różnie.
Jestem zaskoczona, że M podszedł do tego na takim luzie. Nie ma sprawy, idę! :) Jedyny warunek jest taki, że zrobi to w domu i szybko zawiezie do laboratorium - jest taka opcja. Gdyby miał to zrobić w "specjalnym pokoiku", to obawiam się, że nic z tego, bo padłby ze śmiechu :) :)

Wczoraj byłam u mojej Pani doktor po receptę i oczywiście namówiła mnie na monitoring. Nie wiem czy się zdecyduję, zobaczymy jakie będę miała podejście w tym cs :)

Czerwiec to dla nas fajny miesiąc - Małż ma urodziny, 2 dni później jest nasza rocznica ślubu :) Piękny czas na miłość!!

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 23 maja 2017, 09:02

Witam się w 15+2 :) wciąż czekam na ten szew szyjkowy. Zawsze coś a to brak miejsc w szpitalu a to grzybica :( dziś podejmuje próbę przyjęcia jak nie dziś to może dadzą jakiś konkretny termin kiedy mam przyjść bo nie będę jeździć codziennie z nadzieją że może mnie przyjmą.

AleksandraW Udało się! cud ! 23 maja 2017, 09:06

czuje sie dobrze. pigułki przyjmuje wieczorami nie boli mnie nic.(tylko czasem jajnik zakłuje) jestem spokojniejsza. teraz trzeba czekac na wizyte u endo. i schudnąć. jeden kg w tym tyg. wczoraj rower, dziś może przebieżka?

na dniach przylezie wredota i ruszamy z crio.
ze sterydami, z intralipidem, po łyżeczkowaniu, z uzupełnioną witaminą D od słońca:D dwa lata po szczęśliwym (niestety zbyt krótko) transferze.
wokół same ciąże i porody. mnie też musi się w końcu udać! do boju!!!!

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 31 października 2017, 09:07

28tc (27t5d)

Wczoraj byłam u ginekologa, głównie po zwolnienie lekarskie. Wizyta stosunkowo długa - pani doktor musiała zapoznać się ze wszystkimi badaniami i moją historią, wykonała badanie... które było bardzo bolesne i po którym zaczęłam plamić :/ Kolejny raz widzę minusy chodzenia do kobiet-ginekologów, są bardzo niedelikatne. Poza tym dała mi zwolnienie tylko na 2 tygodnie, zleciła morfologię, mocz, przeciwciała, dała lek dopochwowy i na koniec jeszcze zapytała o moją wadę wzroku - czy już to konsultowałam z okulistą. Mój lekarz nic o tym nie mówił, więc pilnie kazała mi się udać do płatnej poradni leczenia chorób siatkówki bo to już ostatni moment! Poczytałam w necie na ten temat i owszem, jest już dosyć późno z uwagi na możliwość porodu przedwczesnego, ale nie ma co siać paniki... No i wystarczy zwykł badanie dna oka, więc umówiłam się do mojego okulisty i niech on się wypowie i ewentualnie zleci odpowiednie badanie, bo mam wrażenie, że Pani doktor chciała mi wcisnąć po prostu płatną wizytę za dwie stówy w placówce prywatnej Lux Medu...

Poza tym byłam w pracy, zdałam sprzęt, pogadałam z ludzikami i to chyba była moja ostatnia wizyta w pracy przed porodem. Kolejne zwolnienia przywiezie już mój Mąż, bo bez sensu już musiałabym się tam fatygować. Tym bardziej, że pogoda już nie sprzyja wycieczkom a ja nie bardzo już się mieszczę w moje kurtki :P Chyba d porodu pojadę w kurtce Męża hehe ;)

No właśnie - trochę przybrałam na wadze bo wczoraj u położnych wskazała o 6 kg więcej niż przed miesiącem, więc czas odstawić te słodycze i białe pieczywo i zacząć troszkę bardziej racjonalne odżywianie. Zdziwiłam się, bo nie wyglądam na tyle kg hehe :D

Pensja wczoraj w końcu przyszła, jest ok - tyle co myślałam, nawet z górką :) Od razu zamówiłam co chciałam, dziś pewnie jeszcze podjedziemy po ostatnie rzeczy z Ikei i jak wszystko już dotrze to umebluję pokoik na tip-top :)

A wieczorkiem jeszcze szkoła rodzenia i będzie wycieczka na porodówkę :) Jutro jedziemy do moich rodziców i na cmentarz, więc zobaczą nas jak bardzo urosłyśmy z moją kochaną Córą-Wiercipiętką :) <3

5tc (4t5d)

Od rana poluję na zapisy do lekarzy i na usg. Udało mi się trafić na usg 5 czerwca więc chyba termin optymalny - mam nadzieję, że wszystko już będzie dobrze widać :D Przeczytałam też opinie o lekarzach prowadzących ciążę w Lux Med i znalazłam jednego godnego polecenia, do którego udało mi się zapisać 13 czerwca. Ale jeszcze będę śledzić, czy wcześniej się termin nie zwolni. Dodatkowo jutro zrobię TSH i progesteron i postaram się jeszcze w tym tygodniu odwiedzić endokrynologa.

Objawów póki co nadal nie mam oprócz wrażliwych piersi i ciągnięcia w podbrzuszu. Brak objawów zawsze trakowałam jako porażkę w naszych staraniach, a tu faktycznie nic nie wskazywało na ciążę i jest :D No może brak trądziku tuż przed spodziewanym okresem, ale myślałam, że to kwestia kremu i pielęgnacji.

Wczoraj w tym upale po wyjściu od ginekologa pierwszy raz poczułam się bez sił, zrobiło mi się trochę niedobrze, ale to z gorąca. Z innych ciekawostek - zaczynam lepiej czuć :D Nie mogę znieść smrodu papierosów na czyimś ubraniu. Nie mam zupełnie ochoty na słodycze, wczoraj polizałam łyżkę od miodu i było mi za słodko. Za to chętnie jadłabym jogurty ;)

Ciekawe co będzie dalej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2017, 08:44

An1 Mama dwòch aniołkòw 23 maja 2017, 21:24

Dzień minął całkiem przyjemnie, praca, porządki w domu. Dzięki pracy dzień mi zleciał bardzo szybko, nie miałam czasu myśleć o tym o czym myślimy my wszystkie. Jeszcze 8 dni do wizyty u ginekolożki- nie mogę się doczekać

An1 Mama dwòch aniołkòw 23 maja 2017, 21:25

Dzień minął całkiem przyjemnie, praca, porządki w domu. Dzięki pracy dzień mi zleciał bardzo szybko, nie miałam czasu myśleć o tym o czym myślimy my wszystkie. Jeszcze 8 dni do wizyty u ginekolożki- nie mogę się doczekać

lady_evelona Cel - test na dwa ! :) 1 czerwca 2017, 18:34

1 DC
No to zaczynamy nowy , 18 cykl starań. :-)
Pogoda ładna , pani @ nie daje w kosc... M troszke gorzej poczul sie dzisiaj po bromergonie, w zwiazku z tym zostal w domu ,nie poszedl do pracy wiec caly dzien tylko dla siebie ❤

Alicja83 Strach 23 maja 2017, 14:33

Ariana ma ponad 20 miesiecy

chodzi, biega i wspina sie gdzie popadnie, nie rozlacza sie z mama ale jak jest z tata to tez nie jest najgorzej - nieraz jest to bardzo meczace bo tak wisi na mnie jak mala malpka no ale kiedys napewno jej przejdzie

Ja wrocilam do pracy na 3/4 etatu , Arina w przedszkolu i w zdrowiu leci nam dzien za dniem

mysle o drugim dziecku ale boje sie jak pogodze prace , dom dziecko i jeszcze jedno dziecko

znow przerwa w pracy , znow nowa organizacja i tysiac pytan

pomyslicie ze przesadzam - ale ja juz tak chyba mam ze zakazdym razem mysle nad wyrost :)

Drugi dzień w domu, jest WSPA NIA LE! nawet pisząc to mam dreszcze i mam ochotę płakać ze szczęścia, patrzę na tę małą istotkę i nie mogę uwierzyć, że za niedługo powie do mnie MAMO. Emocjonalnie strasznie!

Czasu i snu jest mniej ale szczęscia po tysiąckroć więcej.

Muszę opisać poród bo powoli wszystko mi się rozmywa ale tak jak mówię czasu mało, nie wiem czy nie będę pisać tego w ratach bo już moja okruszynka coś popiskuje:)

Środa 17.05.17, intensywny dzień, sprzatanie różności różnych i generalnie zajob, położyłam się po 22, mąż szybko zasnął, o 23;05 standardowe napięcie brzuszka, niebolesne, próbuję spać, za chwilę znowu, patrzę 23;12, i tak samo o 23;20,28, 37 i leżałam i myślałam jak to? to już? Przecież nie mam siły po całym dniu! Wiedziałam, że to już jak musiałam przysiąść na kibelku. poczekałam do 00:20 poszłam zrobić mężowi kawę i obudziłam go i mówię, że chyba musimy jechać bo regularne skurcze.

Wzięłam dłuższy prysznic, spakowaliśmy pieski pojechaliśmy z nimi do teściów i o 2:15 byliśmy w szpitalu, podpięli mnie pod ktg, wtedy zaczęły się bolesne skurcze (ach ta magia szpitala) ale były do wytrzymania, ktg wskazywało różnie raz 50 raz 80 potem 100 i były co 6-7 minut jakoś. Poszłam na usg, lekarz mówi że wygląda na to, że wszystko ok, zbadał szyjke, zgładzona ale rozwarcie tylko na palec, powiedział, że mogę jeszcze jechać do domu się przespać albo mogą mnie położyć, chciałam zostać, męża wysłałam do domu żeby pospał. Zanim załatwiliśmy różne formalności była godzina 4, położyłam się i probowałam spać ale już dosyć mocno bolało, dopiero po 3 skurczach trochę przysnęłam ale o 5;40 pobudka załozyli wenflon, skurcze dalej mocne były, znowu próbowałam spać ale o 6;30 wezwali mnie na ktg znowu, skurcze co 5 minut mniej więcej pisały się na 80-100. O 8:00 wezwali mnie do zabiegowego, lekarz powiedział, że bardzo ładne skurcze i że dzisiaj raczej rodzimy, szyjka niestety nie chciała się rozwierać za bardzo były bodajże dwa luźne palce, zrobił masaż kazał iść pod prysznic i spacerować, tak też zrobiłam a o 9:00 zadzwoniłam obudzić męża i czekałam na niego.
Około godziny 11 poszłam na kolejne ktg, mąż już był, skurcze były naprawdę mocne a tu ktg pokazuje jakieś liche 50, 60 nawet 30, myślałam sobie jak to, tylko żeby nie zatrzymało się to wszystko, kolejne badanie już trzy palce ale za wolno to idzie, dostałam jakieś czopki na rozwieranie szyjki, proszę dalej spacerować. Tak sobie chodziliśmy z mężem w jedną i drugą stronę po korytarzu i w miedzyczasie po schodach. O 14 kolejne ktg i skurcze znowu jakieś liche a bolało jak cholera, pytamy o co to chodzi, że takie słabe a tak bolą, okazało się, że to skurcze krzyżowe, potwierdzam, mega chujowe są. Rozwarcie mniej więcej na pięć palców, więc jeszcze trochę muszę poczekać na znieczulenie i poród, znowu wysłali mnie pod prysznic na 30 minut, niewiele pomogło, włączyłam sobie nawet jakaś relaksujaca muzyke na telefonie, mąż wypił kawkę na spokojnie i potem znowu spacery.

o 17:00 w końcu przełom, idziemy na znieczulenie i trakt, jakby organizm to wyczuł i musiałam lecieć od razu na dwójeczkę, taka naturalna lewatywa;)
Dali mi te zzo (wkłuwanie mnie bolało:/) a jak zaczęło działać to myślałam, że zasnę, taki relaks. o 17;30 położna mnie badała już na łóżku do rodzenia, pomasowała szyjkę, mówi że jest 8 cm już niedaleko, w trakcie masażu odeszły mi wody, ale dziwne uczucie! ;D
no i tak sobie tam leżałam, skurcze nadal były bolesne ale znośnie, dostałam oxy żeby nie staneły skurcze po zzo, co jakiś czas położna kazała trochę poprzeć i tak leżałam sobie i zbierałam siły. O 18;30 położna mówi, że bierzemy się za rodzenie znowu trochę parcia, ona zaczęła szykować wszystko na przyjęcie małej, i mniej więcej o 18;40 zaczęło się parcie na całego. W pewnym momencie osłabłam już i mówiła że muszę dłuzej przeć teraz bo jeśli nie będzie musiała mnie naciąć, zmobilizowałam się dałam z siebie wszystko i mała już prawie była z drugiej strony. Pamiętam ten widok wychodzącej głowki i tych malutkich barków, trochę nią pokręciła i nagle plum wyszła i prosto na mój brzuch trafiła, taka mała! taka moja, taka piękna! Usłyszałam ciche popłakiwanie, pamiętam, że płakałam i pytałam cały czas czy wszystko z nią ok, nie widziałam jej buźki na początku, po chwili ją obróciła w moja strone i ujrzałam jej buzinkę, jej rączki, paluszki, otworzyła oczko i spojrzała na mnie, boże jakie to było wspaniałe! Tak oto o 18;55 zostałam mamą na pełen etat.
Nie nacinali mnie ale nie popekałam w sumie, tylko jeden szewik w środku mam więc bardzo jestem zadowolona, że połozna tak chroniła moje krocze.

Zostało urodzić łożysko, i tu była dupa, część wyszła a część nie, prawdopodobnie przez ta przegrode plastyke macicy i endometrioze, te łożysko gdzieś tam się powrastało czy coś i je wytargiwali ze mnie, troche bolało, i też prawdopodobnie dlatego mała jest aż tak malutka bo łożysko bylo ogólnie dobre ale małe. Takie rzeczy.


Trochę długi ten opis, nie wiem co mnie tak wzięło, ale lubię mieć takie szczegóły.

Muszę już lecieć bo parę rzeczy do zrobienia, może jutro uda mi się napisac nieco o życiu teraz z małą.

chcebardzobycmama Nie poddam się. 23 maja 2017, 16:15

20t5d
Po usg termin na 7pazdziernik:)
Malenstwo wazy 356g i prawdopododobnie jest dziewczynka. Jedyne co mnie martwi ze w nerwczkach wykryto niewielkie cechy zastoju. Pani doktor powiedziala,ze tego sie nie lwczy bo jest malutkie i duzo dzieciaczkow tak ma,ale oczywiscie ja juz sie naczytalam i taka przybita chodze. Oby wszystko bylo dobrze. Jutro jade zawiezc siuski do badania,ciekawe co z tym zelazem,mam nadzieje ze sie wszystko unormowalo no i w czwartek wizytujemy. Dopytam się swojej prowadzacej co z tymi nereczkami bo podobno chlopcy maja to czesciej niz dziewczynki ,no i w czwartek musze umowic sie na spotkanie z moja polozna bo w czwartek wejdziemy w 21 tydzien.

A dzidzia od rana buszuje :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2017, 16:06

Witam w 11 dniu cyklu!

W moim spokojnym dotąd życiu pojawia się coraz więcej problemów - takich nieproszonych gości, którzy włażą bez pukania jak do siebie. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że od jakiegoś czasu nieustannie o coś się martwię. Ciągle mam coś "z tyłu głowy", bez przerwy o czymś myślę i analizuję. To chyba jest dorosłe życie... Tych moich bolączek jest coraz więcej :(

Po pierwsze, starania o dziecko. Wymyślam najczarniejsze scenariusze i zadręczam, że nigdy nie zostanę mamą. Po drugie, praca mojego Męża. Niby powinnam się cieszyć, że pracuje, przywozi pieniądze... ale jest to praca, która na dłuższą metę nie wróży nic dobrego (rozłąka). Do tego naczytałam się, że w grupie zawodowych kierowców duży odsetek ma problemy z płodnością. Nooo, a o wpasowaniu się w dni płodne już nie wspomnę. Po trzecie (na samą myśl robi mi się słabo...) w najbliższym gronie rodzinnym u jednej z osób podejrzewa się groźną chorobę. Aaaa, szkoda słów!

Sorry Dziewczyny, ale mam czasem takie dni, że wszystko mi się nagromadzi w głowie i oooo!

"Po cóż udawać dwie osoby na raz, kiedy ledwie wystarczy mnie na jedną, godną szacunku osobę?" - Alicja w Krainie Czarów <3

34 tydzień ciąży
43 dni do terminu porodu
22 dni do ciąży donoszonej
5 dni do wizyty (cel I)

Jutro już zaczynamy 35 tydzień. Boże niech ten czas szybciej leci, chociaż i tak zapieprza. Na szczęście jestem ciągle w dwupaku :)
Chociaż..szczerze? Mam już doooosyć bycia w ciąży. Ale niech mała jeszcze podrośnie. Słyszysz córcia? Po 15 dopiero możesz wychodzić!
Jest mi tak ciężko, że ja pierdziele. Nawet jak leżę to mi ciężko, to w ogóle możliwe? Z jednej strony tak bardzo chciałabym pochodzić, a z drugiej strony myślę: no i gdzie ty byś polazła? Jak pójście do łazienki cię męczy, a jak postoisz chwile przed lustrem to czujesz mrowienie w nogach i zaraz ci puchną? I wtedy doceniam, że jednak leżę. Jeszcze są takie upały..nie, nie wychodzę z domu, to jedynie moje wnioski z tej parówy, którą mam w pokoju.. No więc są takie upały, że gdybym nie miała wiatraka w pokoju to słowo daję UMARŁABYM z zapocenia i duchoty. Mój mąż mówi, że mi zazdrości, że mogę sobie leżeć, włączyć wiatraczek i nic nie robić. W sumie ma trochę racji, bo gdybym posiedziała chwilę na słońcu to z tego ciepła pewnie spuchła bym jak balon. A on biedny musi jeździć codziennie do pracy, a nie raz jeszcze po pracy jak ma dyżur i piecze się w tym upale. Więc dzisiaj nie wiem jakim cudem zazdroszczę sama sobie. Chociaż przydałyby się jeszcze lody, które i tak codziennie wpierdzielam i jakiś zajebisty drink. Z resztą już niedługo będę mogła chociaż trochę chodzić i założę się, że wtedy nie za bardzo będzie mi się chciało przez te wszystkie dolegliwości ciążowe gdziekolwiek łazić. No, ale nic. Jeszcze tylko 3 tygodnie. I kupię na ten dzień pikolo. I się upiję. Jakbym mogła to pewnie medal bym se wręczyła. Wierzę, że wytrzymamy jeszcze te 22 dni. Na pewno! A co mi tam!

Córcia jeszcze tylko 22 dni <3

VonTrupka Rodzina w budowie :) 23 maja 2017, 19:05

Wczoraj krwawym niepowodzeniem zakończył się nasz pierwszy cykl starań o dziecko.
Początkowo było to charakterystyczne, skąpe, nie występujące w poprzednich miesiącach plamienie w kolorze kawy z mlekiem, w trakcie którego pojawiły się delikatne skurcze, również nieco inne od tych występujących dotychczas w trakcie miesiączek, ponieważ dawały uczucie rozciągania, szczególnie w stronę pachwin. Podczytałam internetowe fora, w których dziewczyny wypowiadały się, że zwłaszcza w początkowych okresach ciąży miewały takie sytuacje, a mimo to czas oczekiwania przebiegł prawidłowo i dziś spełniają się już w nowej roli mamy. Byłam więc spokojna i miałam w sobie nadzieję, że może jednak jesteśmy w tej grupie szczęściarzy, którym udało się za pierwszym podejściem, aż do późnego wieczora, kiedy skurcze przybrały na sile, a na wkładce pojawiła się krew... Nie było już złudzeń - to @. Przyszła, jak co miesiąc, bardzo punktualnie, tym razem przynosząc wyjątkowo podły nastrój...

Wiem, że wśród użytkowniczek tej strony, znakomitą większość stanowią kobiety, które o pociechę starają się już od wielu, długich miesięcy, a nawet lat... Zmagają się z różnymi dolegliwościami - u siebie lub u swoich partnerów - czy z naprawdę ciężkimi chorobami, przy których ciąża byłaby jak cud nad cudami... Serdecznie Wam współczuję i jednocześnie podziwiam, że umiecie się podźwignąć po niezliczonym już niepowodzeniu, stawić czoła kolejnym staraniom... Sama przez pewien moment czułam się jak rozjechana przez walec i nie wyobrażałam sobie kolejnych prób ze strachu, że skończą się podobnie i przyniosą szereg jeszcze czarniejszych myśli... Przecież zajście w ciążę zawsze jawiło się jako coś banalnie prostego, szczególnie gdy wokół zaczęły pojawiać się rosnące brzuszki koleżanek, nie planujących bycia mamą... Przynajmniej nie teraz. Dlaczego, kiedy ktoś jest gotowy pod każdym względem na dziecko, po prostu nie może go mieć ? Dlaczego natura stwarza tyle barier i trudności ? Dlaczego nawet tutaj, życie musi być tak niesprawiedliwe ?

Na szczęście dość szybko z tego żalu wyrwał mnie G., który choć również był zawiedziony takim obrotem sprawy, podtrzymał mnie na duchu niezachwianą wiarą, że wszystko będzie dobrze i na pewno już niedługo zostaniemy rodzicami. Przeanalizowaliśmy temat na spokojnie, wyłączając emocje a dopuszczając do głosu rozum, i doszliśmy do wniosku, że musimy bardziej zaangażować się w ten cykl.
Przez najbliższe trzy tygodnie będę miała w domu G. tylko dla siebie, więc będziemy mieli bardziej sprzyjające warunki do - jak się to tutaj nazywa :) - serduszkowania. Nie tak jak to było w poprzednim miesiącu, że seks odbywał się trochę jak na komendę, by wstrzelić się w owulację... Tym razem chcemy się po prostu cieszyć sobą i tą chwilą... Wszak dzieci powinny być owocem miłości, a nie presji. :)
G. obiecał mi całkowicie zrezygnować z alkoholu, a ja sama postanowiłam bardziej wsłuchać się w swoje ciało - chcę rozpocząć obserwację temperatury, kontrolę owulacji przy pomocy testów, zacząć prowadzić wykres... Mam nadzieję, że to nam pomoże... Wiążę z tym cyklem bardzo duże nadzieje...


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2017, 19:00

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)