Na Ovu jestem 18 cykl - masakra i gdyby każdy ten cykl był cyklem starań to pewnie troche bym się podłamała. Widziałam już tu wiele podobnych historii i właściwie wszystkie przechodzimy podobne etapy emocjonalne:
najpierw był seks spontaniczny, bez myślenia czy się uda czy nie, z nadzieją że a nuż..Po pierwszym takim cyklu pomyślałam : nie ,nie , dziewczyno źle kombinujesz , pewnie przegapiłaś właściwy dzień- sex musi być regularny. Zaczełam czytać na temat owulacji i uświadomiłam sobie, że tak naprawdę niewiele o tym wiem. Kolejny etap to już regularne serduszkowanie, także zakończone niepowodzeniem , i nowa myśl , ledwo jeszcze kiełkująca może nie wszystko jest ze mną ok? Jeszcze jednak wierzyłam w nie potrwierdzone żadnym faktem gadanie lekarzy , że musi sie udać , nie ma się czym przejmować , że to za szybko , że wszystko jest w porządku. Potem po kolejnych niepowodzeniach , przy regularnym serduszkowaniu sama zaczełam jeszcze bardziej zgłębiać temat i myśl że coś jest nie tak urosła do gigantycznych rozmiarów. Kolejny etap to badania , emocjonalnie ciężki okres, zmęczenie oberwacją temperatury, frustracją że wciąż sie nie udaje, straszne rozczarowanie kiedy przychodzi kolejna @. Wreszcie diagnoza , juz wiem co mi jest, już z tym walczę to mój etap na dziś. Następna może być ciąża albo kolejny problem do pokonania, więc albo będę spokojna jak teraz, szczęśliwa bo się udało, albo na nowo będę przechodzić przez falę złości pt. "Dlaczego mnie to spotyka" . Mój D. wraca za ok 2 tygodnie wiec owulację przegapi , dzisiaj mnie to jeszcze nie denerwuje , ale jeśli owulacja potwierdzi się śluzem , temperaturą i szyjką to wiem że będzie mi smutno że tracimy szansę. 18 miesięcy a prób moze ze 5,6 z czego część jeszcze własnie w nieświadomości a raczej poczuciu że jestem kompletnie zdrowa. Lekarzom nawet nie mówie że prób było tak niewiele bo wtedy nie traktowaliby problemu z należytą uwagą. Świat jest dziwny... dzisiaj pierwsza jazda w samo południe ...mam stresa
Badania zrobione, wynik ok 14. Jutro męża kolej.....
Dziś mam jakiś gorszy dzień, niby wszystko wokół ok, a jednak nie bardzo. Pogoda nie nastraja optymistycznie, szaro, buro, deszczowo...czuję już jesień. Ale podobno ma być jeszcze ładnie, mam nadzieję, bo w poniedziałek ruszam na urlop. Nad morze, mam nadzieję że morskie powietrze+piasek+szum fal pomogą mi się zregenerować psychicznie. A może wrócę już z fasolką? Po powrocie akurat będzie czas na teścik lub niestety na @. Póki co czuję swój prawy jajnik i bolą trochę plecy, żałuję, że nie zaczęłam mierzyć tempki od początku cyklu, jakoś to przespałam. Tak mi się nic nie chce dziś. Ale trzeba przetrwać jakoś ten dzień...
Czytałam wpisy innych kobiet wiem, że niektóre starają się po parę lat ale jak napisałaś emocje każdej kobiety są podobne.. Nie dziękuje
Czytałam wpisy innych kobiet wiem, że niektóre starają się po parę lat ale jak napisałaś emocje każdej kobiety są podobne.. Nie dziękuje
Czytałam wpisy innych kobiet wiem, że niektóre starają się po parę lat ale jak napisałaś emocje każdej kobiety są podobne.. Nie dziękuje
Witajcie dziewczyny 
Zacznę od tego, że jestem osobą bardzo niecierpliwą i mało zorganizowaną. Z tego względu udałam się do gina. Myślałam, że mi powie, w którym dokładnie dniu mam serduszkować, zrobię to i po sprawie...Jednak zajście w ciążę okazało się troszkę bardziej skomplikowane. Faktycznie u gina byłam, ale on powiedział, ze jak chcę mieć dziecko to mam się o nie postarać...ma kurczę rację...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2014, 23:31
Dziś sądny dzień... Wizyta u ginekologa. Wprawdzie nie wiem czy mnie przyjmie, bo nie jestem zarejestrowana, ale po planowych pacjentkach wyciągają kartę i przyjmują pozostałe. Czeka mnie więc przeprawa z niezbyt miłą położną, a później... No właśnie, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli dostanę się do gabinetu i poproszę o interpretację wyników hormonów i nasienia. Tak bardzo boję się co usłyszę. Już przed oczyma toczy się cały scenariusz. Boję się, że lekarz odbierze mi ostatnią nadzieję. Wiem, nadzieja umiera ostatnia. Nawet gdyby było tragicznie, to przecież wiele par doświadczyło cudu rodzicielstwa chociaż wedle lekarzy nie było na to żadnych możliwości. Pan Bóg wie jednak lepiej, dlatego daje czasem ludziom pstryczka w nos, żeby zrozumieli kto tu rządzi. Nie można wszystkiego przewidzieć. Wierzę, że dziś pokaże mi, że to, o co się tak bardzo martwię, nie jest wcale takie straszne. Może uda mi się wyprosić USG. Czuję się jak w okresie okołoowulacyjnym. Mam jeszcze Pregnyl z poprzedniego cyklu, więc jeśli cudem byłby pęcherzyk, który nie może pęknąć, to mogę go wykorzystać żeby tylko nie było znów torbieli. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Musi być dobrze! Przecież kiedyś muszę wyjść z tego gabinetu z uśmiechem na twarzy, pozbawiona trosk. Panie Boże, pomóż swojemu robaczkowi...
11+6
Dzisiaj idziemy z mezem do naszego szpitala (tzn. do tego w ktorym chcialabym rodzic).
Ma sie tam odbyc wieczor informacyjny pt. Ciaza i porod dzisiaj, w programie rzeczy ktorych naprawde trzeba unikac, na co uwazac, jakie badania sa sensowne, co z podrozami, prawa ciezarnych, rola ojca w ciazy itp. Zapowiada sie interesujaco, spotkanie jest o 19:00, wiec mozemy isc razem. Wieczor maja prowadzic trzej lekarze a potem ma byc jeszcze mozliwosc indywidualnych rozmow. Mam nadzieje, ze nie bedzie za duzo osob, bo nie lubie tlumow.
Napisze jutro, czego nowego sie dowiedzialam.
Wczoraj wreszcie rozpoczelam zmagania z kilogramami , dzis kontynuacja. Pierwszy raz mam nadwage, 10 kg, nie pojdzie latwo gdyz nie jestem w formie. Nie chce duzo zrzucic tym bardziej, ze mam nadzieje jak najszybciej zajsc
moze nie zdaze 

Robie to by poprawic kondycje. Narazie kiepsko mi idzie: 15min steppera i 15min cwiczen, nie chce przesadzac i tak nie dam rady.
Czytalam, ze warto uprawiac sport w czasie staran. Podobno plywanie jest dobre ale boje sie infekcji.
co do rozczarowania to za każdym razem kiedy robiłam test i nie było upragnionych dwóch kresek miałam ochotę krzyczeć
w przyszłym tygodniu idę do gina zrobić cytologie i ogólnie zapytać niech on mi doradzi co robić oprócz tego co teraz robię
co do wykresu muszę obczaić co i jak jeszcze się mątam tutaj
Jak pech to pech. A może tak miało być. Pozostanę ZEN 
Dziś miałam mieć usg niestety jedyna Pani doktor od usg waginalnego została gdzieś wezwana i musieli mi odwołać wizytę. Zostałam tylko zważona i zmierzyli mi ciśnienie - niskie czyli w normie ciążowej. Mogłabym iść jutro ale stwierdziłam, że już poczekam do powrotu, wiec mam usg na 3.09.
Na tym etapie i tak nic nie mogę zrobić - mogę tylko obserwować. Kiedyś kobiety miały tylko kilka usg wciągu całej ciąży - albo wcale i dawały radę. Może tak miało być?
Z obserwacji wydaje się, że wszystko jest ok - mam ciągle wielkie piersi, napuchnięty brzuch i mdli mnie ostro, wymiotuje i śpię ciągle wiec objawy ciąży książkowe.
Jutro jedziemy z moim J. na Koh Samui - na wyspę na drugim końcu kraju wiec podróż zajmie nam dwa dni, a dokładnie 2 noce - jutro Chiang Mai Bangkok - autobusem a potem Bangkok - Koh Samui - pociąg i prom. Dostałam jakieś tabletki na mdłości ponoć bezpieczne w ciąży wiec mam nadzieje zniosę to dobrze.
Sprawdzałam - na Koh Samui jest szpital jakby co, ale nie planuje przeszkód 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2013, 13:30
Chciał nie chciał, dziś z rana seks pędzikiem i od tyłu. Nie wiem nawet czy to seksem można nazwać... Pańcio wieczorem pojadł bógwieczego z naciskiem na czosnek.
- "No chodź zróbmy to szybciutko - skoro popycha mnie ruchami węża na śpiocha to budzę go do działania zarzucając lewą nogę na biodra - do pracy muszę lecieć! ... i proszę cię... nie całuj mnie, ok?"
Mam nadzieje, że owulka albo za mną albo przede mną... Trochę taki obciach jakby tak... dzisiaj... coś ten... tego..., nie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2013, 14:05
Krotki i spokojny dzien w pracy. W rankingu opalenizny plasuje sie w gornej piatce! Hehe! 
Poza naglym wzrostem temperatury nic nowego. Luby w domu, wiec trzeba ten wzrost wykorzystac, tak na wszelki wypadek! 
kochane, czy ktoś pomógł by mi zinterpretować wyniki krwi i moczu?
Moja Fasolka ma już trzy tygodnie. Zaczynam tyć, bo i jem sporo. Póki co brzuszek jest lekko widoczny, ale nie przez ciążę, tylko przez moje ciągłe wzdęcia i masę pochłanianego jedzenia.
Muszę się ograniczać do minimum potrzebnych posiłków!
Poza tym- czekam na wizytę lekarską, ale mam przeczucie, że jeszcze ciąża nie będzie widoczna na usg i będę musiała iść za tydzień jeszcze raz. W każdym razie, wybrałam już ginekologa prowadzącego i szpital, w którym chciałabym rodzić...
Sporo się ostatnio wkoło mnie dzieje...
Rano rozbolał mnie brzuch..juz myslałam ze to okres..ale nie ..czysto..a juz sie bałam. Do tego mam mega trądzik..ale to moze dlatego,że ostatnio pożerałam chili w mega ilościach..do kazdego posiłku odrobinkę papryczki..plus sałata z octem..no i chyba dlatego mnie tak wypryszczyło..Eh..mam swoje lata a cera nadal jak u nastolatki..Jak idę z Olką na zakupy to czuję się jakbym co najmniej była jej siostrą..nastolatką.Nie o to że czuję się taka młoda..tylko taka wyryszczona w trampkach..moze ubierac się powinnam zacząc dostojniej?
Asi zazdroszcze Ci kontaktu z córką, ja tak szybko się irytuję..a Ola tak szybko się nudzi..nawet jak ją zachęcam do czegoś..to zaczyna narzekac ze jest taka beznadziejna..ja ją chwalę,ona zaprzecza..aż w końcu ja wpadam w złośc i konczy sie nasza wspolpraca..dla niej wszystko teraz jest glupie, wszyscy ludzie głupi, szkołą głupia,a po co to sie uczyc..a jej sie nie chce do szkoly chodzic..
Tak czekam az jej sie szkoła zacznie!! Bo wydaje mi sie ze jej sie po prostu nudzi i teskni za kolegami..
Nie to nie będzie użalanie się..każdego dnia jest coraz gorzej...ostatnio spotyka mnie tyle przykrości, w tym tygodniu nasłuchałam się w pracy tyle przykrych rzeczy na swój temat, że mam ochotę zmienić pracę.. Nie, nie jestem tam po to, aby ludzie z którymi pracuję mnie lubili, ale nie zasłużyłam..na prawdę. I nie dam rady tak dalej.. Praca z ludźmi pracą z ludźmi, trzeba byc odpornym psychicznie, ale to już przechodzi ludzkie pojęcie. Boże, dlaczego nic z tym nie zrobisz?
Do tego mój obecny cykl zapowiada sie znowu na bezowulacyjny, moze znowu powtórka z rozrywki i torbiel sprzed roku postanowiła powrócić? a może jednak mam coś z hormonami? cudownie, wtedy bedzie już prawie full pakiet problemów z zajściem w ciażę, moze od razu amputuję sobie macicę i wszystko wokół, żeby przypadkiem nie było cienia szansy na zajście?!
płacz................
Czas zdać relację. No więc tak, lekarz przyjął mnie w zasadzie z doskoku. Podczas rozmowy telefonicznej położna powiedziała, że jest bardzo dużo pacjentek i nie wiadomo czy uda mi się do niego dostać. Zaryzykowałam i pojechaliśmy. Na pół godziny przed końcem przyjęć weszłam do poczekalni, a pan doktor był u położnej i pyta: Coś się dzieje? Hmmm... Wiem, ma już mnie dość po tych wszystkich moich perypetiach z infekcjami i torbielami. Przyjął mnie od razu, bo jak się okazało właśnie wychodził. Trochę się zdziwił, że zrobiliśmy badania, ale stwierdził, że wyniki męża są w porządku. Moje hormony również
Zrobił USG, nie widział pęcherzyka dominującego (ale kilka mniejszych) i stwierdził, że wygląda jakby owulacja już była. I teraz jestem w kropce. Też bym tak pewnie powiedziała, bo ostatnie 3 dni czuję się katastrofalnie: jajniki dają mi nieźle popalić i szyjka była w miarę otwarta w przeciwieństwie do wyznaczonej przez Ovu owulacji. Śluz trudno mi ostatnio odróżnić od spermy. Ale... No właśnie: już od trzech dni wychodzą mi pozytywne testy owu, wcześniej negatywny. I to coraz mocniej. Nie wiem co myśleć, przecież LH mam niby w normie. A może owulacja dopiero co była i jeszcze poziom LH nie spadł? Zgłupiałam. Powinnam się cieszyć, ale jakoś dziwnie się martwię. Niby ostatnie 4 dni ostro serduszkowaliśmy, ale przecież ja nawet nie mam pewności czy miałam owu i czy trafiliśmy. A jajniki dalej pobolewają...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.