Zadzwoniłam także do labolatorium można przyjść z ulicy i zrobią badania. A że 21 dc (progesteron) wypada we wtorek w najgorszy dzień z możliwych to będę musiała prosić o urlop bezpłatny
23 dc, ok. 3 dni po owu
U mnie totalny hardkor
zlożyłam wypowiedzenie z pracy, choć starajać się o dziecko raczej takich jaj sie nie robi :p Jednak miałam juz tak dosc tej roboty, ze musiałam. I choć trochę mi ciezko to czuję ulgę. Nienawidzę czuć wewnętrznie, że do czegoś się zmuszam. Jeśli nie czuję satysfakcji z tego co robię to wiem, ze nic z tego nie bedzie
I choć wiem, ze na sile nic nie ma to.... mam 3 miesiace wypowiedzenia.... proszę kropku zmobilizuj się!
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2017, 19:22
15 dc
Jajniki pulsują mi dziś jak szalone...
Jutro minie rok od zabiegu...pierwszego zabiegu...nadal boli, nadal pełno myśli w głowie, pełno pytań. Dlaczego jest mi tak ciężko, dlaczego nie mogę tak po prostu utrzymać ciąży jak miliony kobiet na świecie. Kuźwa, dlaczego?
Za dwa tygodnie wizyta u genetyka...boję się...sama nie wiem czego, mam ochotę odwołać to wszystko. Ale jednocześnie wiem że nie mogę, nie mogę odpuścić. Jeszcze tylko miesiąc, dwa i wrócimy do starań, odrzucimy gumki w kąt. I będzie dobrze, musi być...
Biorę Acard 
Ide jutro powtórzyć bete. Serce mi krwawi, bo w klinice uslyszalam "ciąża wątpliwa, ale niewykluczona". Na forum tez nie spotkałam nikogo komu z tak niskiej bety udałoby się wyjść w ciąży. Oczywiście łudzę się, ze pozna implantacja i, ze beta do jutra podskoczy 140% Moze dlatego tylko przed D. się troche popłakałam. Ale on jak zwykle, chodzący racjonalizm " w poniedziałek będziemy się smucić jak się nie udało. A mamy jeszcze mrozinki wiec się nie martw" o rety. Moja Mama rozpłakała się na informacje o pozytywnym tescie. Nie przyjmuje do wiadomosci, ze to marny wynik.
Przeczytałam wszystkie fora, pooglądałam bety, normy, popytałam.
Dzisiaj mam wrażenie, że śluz się zabarwił na brunatno. Chociaż po ilości upławów z lutinusa ciężko uznać czy to nie moje omamy. Brzuch boli na okres. Jestem wściekła. Pokłóciłam się z wszystkimi dookoła. Mało tego. Nienawidzę wszystkich dookoła chwilowo. I kurwa jeszcze nie moge dac nowego wpisu w pamietniku bo ten durny ovu odnotował pozytywny test i ma w dupie ze to 5,99
Edit.: Beta z dzisiaj 17,590 Około południa zaczeło się plamienie. Dzwoniłam do kliniki ikazali przyjechać. Lekarz mówi, że beta niska, ale przyrasta prawidłowo... nawet potroiła się. Plamienie owszem jest, ale niewielkie. Dostałam l4. I teraz już nie mam wpływu na nic. Powiedział, że na ten moment jestem w ciąży. Ale cieszyć należy się umiarkowanie. W czwartek idę do CZerwińskiej. Podobno beta może tak słabo rosnąć z powodu hashimoto.
Edit 2: Nadal plamienie. Mam wrażenie, że mocniejsze, ale może być, że panikuję. Staram się nie martwić tak, modlić się i mówić do groszka małego żeby został z nami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2017, 07:09
List
Choć nie będzie mi dane doznać cudu Twojego poczęcia , nosić Cię pod sercem, ujrzeć Cię, słuchać głosu Twojego serduszka, kochać Cię to piszę do Ciebie - tylko tyle mi zostało. Nasz skarbie maleńki, nie jest nam dane się poznać. To bardzo boli. Tak bardzo pragnęliśmy, czekaliśmy , wyobrażaliśmy sobie Ciebie- Twoje piękne oczka, cudowne malutkie rączki i stópki... Właśnie- wyobrażaliśmy, i tak pozostanie już na zawsze. Nawet pewnego dnia kupiliśmy dużą ramkę na zdjęcia, włożyliśmy tam swoje pamiątki ale jedno miejsce zostało puste, obiecaliśmy sobie że to miejsce dla Ciebie i tam znajdzie się Twoja fotografia, nasze wyczekane szczęście- dziś już wiem, że to miejsce pozostanie puste na zawsze. Czy Bóg istnieje? Dla mnie już nie. Już na zawsze pozostaniesz w naszym domu jako wyobrażenie, niespełnione marzenie... Ale pomimo to kocham Cię ponad wszystko.
Pragnę, bym choć mogła oglądać Cię w moich snach, chociaż w snach czuć szczęście...
Skad ten list? Dzis dowiedzieliśmy się, że nie ma dla nas szans. Nie ma sensu walczyć , to po prostu koniec. Już nic nie da się zrobić. Mowią, że nadzieja umiera ostatnia, nasza umarła dziś. Ból , rozgoryczenie, płacz- cholera dlaczego my?! Nic juz nie bedzie takie samo, nasze plany, marzenia zostały skreślone już na zawsze. Dawca? Honor mojego M wziął górę nad pragnieniem posiadania dziecka. Wyrok zapadł- to koniec.
Owulacja chyba była później w tym cyklu. Albo przez przeziębienie nie zauważę spadku temperatury przed @.
Zaletą mierzenia temp. było to, że mimo małego dołka pt "znowu się nie udało" mogłam z godnością wyjąć tabletki przeciwbólowe i podpaski. Ewentualnie napić się wina.
Walczę też z przeziębieniem. Ból gardła - na własne życzenie bo przesadziłam z klimą. I katar - podejrzewam, że nawdychałam się w kurzu robiąc pierwsze porządki w nowym domu. Dopiero potem wpadłam na pomysł, aby zawinąć nos i usta chustką, wyglądając przy tym jak żona Abdula.
Żeby było jeszcze fajniej, wzięłam się za skuwanie resztek tynków, pomyślałam że taka faja robota. Do czasu, aż w nocy odezwał się tak pieroński ból ręki, który nie dał mi spać. Nie wiedziałam, że może tak boleć. Dopiero rano wpadłam, żeby nasmarować to jakimś specyfikiem zawierających olejki eteryczne. Przyniosło ulgę, ale ja niewyspana chodziłam od rana do tyłu. Jednym słowem byłam ogarnięta inaczej.
Wczoraj zrobiłam test ciążowy, ale wyszła piękna biel, żadnych cieni, nawet po czasie. Lubię te niemieckie testy z Rossmanna bo są jednoznaczne.
Postanowiłam, że nie będę robić testów codziennie, przynajmniej do czwartku.
Temperatury mam nieco wyższe niż zwykle, ale to pewnie przez to, że jestem pociągająca - przez katar.
Ciąża zakończona 25 czerwca 2017
Owulacja chyba była później w tym cyklu. Albo przez przeziębienie nie zauważę spadku temperatury przed @.
Zaletą mierzenia temp. było to, że mimo małego dołka pt "znowu się nie udało" mogłam z godnością wyjąć tabletki przeciwbólowe i podpaski. Ewentualnie napić się wina.
Walczę też z przeziębieniem. Ból gardła - na własne życzenie bo przesadziłam z klimą. I katar - podejrzewam, że nawdychałam się w kurzu robiąc pierwsze porządki w nowym domu. Dopiero potem wpadłam na pomysł, aby zawinąć nos i usta chustką, wyglądając przy tym jak żona Abdula.
Żeby było jeszcze fajniej, wzięłam się za skuwanie resztek tynków, pomyślałam że taka faja robota. Do czasu, aż w nocy odezwał się tak pieroński ból ręki, który nie dał mi spać. Nie wiedziałam, że może tak boleć. Dopiero rano wpadłam, żeby nasmarować to jakimś specyfikiem zawierających olejki eteryczne. Przyniosło ulgę, ale ja niewyspana chodziłam od rana do tyłu. Jednym słowem byłam ogarnięta inaczej.
Wczoraj zrobiłam test ciążowy, ale wyszła piękna biel, żadnych cieni, nawet po czasie. Lubię te niemieckie testy z Rossmanna bo są jednoznaczne.
Postanowiłam, że nie będę robić testów codziennie, przynajmniej do czwartku.
Temperatury mam nieco wyższe niż zwykle, ale to pewnie przez to, że jestem pociągająca - przez katar.
No to jesteśmy +/- 2dni po owu
ile dokładnie to ja nie wiem
bardzo staram się odpuścić, bo nawet nie mam potrzeby posiadania dziecka na już. Spokojnie mogę poczekać... aleeee (zawsze jest jakieś ale) moja zadaniowa głowa przeszła na tryb - robimy i już się doszukuje nie wiadomo czego... Póki co walczę z głową i wprowadzam założenia, że uda się do końca roku. Myślę że nie powinno to potrwać dłużej. A tak w ogóle ja stawiam że tp będzie w okolicy maja
Jest tu ktoś kto myśli że już się udało? Moje serducho trochę tak
ale tak to już z nim jest
Strasznie chcę córcię i myślę co będzie jeśli się nie uda? No z jednej strony fajnie bo wszystkie ciuszki już mam... a z drugiej... na 3 dziecko instynktu nie wystarczy mi już chyba. No i sił. Przy jednym jest ciężko a jak będzie przy 3!
2cs 30dc 10dpo
Odebrałam dziś swoje wyniki badań i jestem mocno podłamana...
Homocysteina 20 przy normie do 10
Kwas foliowy 27 przy normie do 20
Co jasno oznacza, że nie metabolizuję kwasu foliowego. Nawet mutacji MTHFR nie muszę badać, bo te wyniki ją potwierdzają bez badań genetycznych. Podejrzewałam że tak może być bo mam stare wyniki homocysteiny sprzed dwóch lat i już wtedy była podwyższona, więc biorę od miesiąca Femibion Natal który ma zmetylowaną formę kwasu foliowego. Jednak dopiero wczoraj zorientowałam się, że formę zwykłą też zawiera- która przy takim poziomie jest dla mnie i potencjalnego maleństwa toksyczna. Smutno mi, bo co nie zbadam to źle.
Może macie jakieś rady? Sama nie wiem co robić, internet tonie w sprzecznych informacjach a z tego co wiem, ginekolodzy też nie do końca radzą sobie z hiperhomocysteinemią- wystarczy Was poczytać na forum i bania puchnie od głupot które lekarze radzą.
Kolejna smutna rzecz to to, że Sprawca Ciąż nie stanął na wysokości zadania- typowe męskie gadanie- nie przejmuj się, przecież to nic takiego, nie są aż takie wysokie. Poczułam się sama jak paluszek z tym wszystkim. Dobrze Was mieć kochane staraczki, które gdzieś tam w przestrzeni cierpicie ten sam ból po cichutku. :*:*
Ps. a progesteron w 7dpo jak na złość aż za piękny- 32. Mocno ponad normę co może sugerować już ciąże...
EDIT: Dzwoniłam do gina i kazał odstawić wszystko do terminu miesiączki/pozytywnego testu. Śmierdzi mi to, bo przecież wysoki kwas foliowy oznacza, że tak naprawdę mam niedobór jego aktywnej formy. I co, nie brać nic... ? Eh.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2017, 08:51
1 dc, 5 cs, 1 c z dupkiem.
Hej kochane 
jak widać dziś @ przyszedł, trochę za wcześnie, faza lutealna tylko 12 dni?? no ale po cb mogło się trochę poprzesuwać. w sumie to się cieszę bo przynajmniej nie robiła mi nadziei spóźniając się dzień czy dwa.
Czuję się ok, wczoraj byłam rozżalona, dziś obojętna? tak to chyba dobre słowo, co do czerwca nie robię sobie nadziei, bo męża na jajko nie będzie a jak nawet by był to i tak nic z tego nie wychodzi więc po co się nastawiać?
cele na ten mc:
1. schudnąć ok 3-4 kg- ćwicząc rower, chodakowska, bieganie.
2. zdrowa dieta- lekka warzywa owoce, jogurty 
3. wyleczyć w cholerę zęby! jeszcze dwa mi zostały i koniec tych cierpień.
4. NIE NARZEKAĆ! 
mam nadzieję że się uda 
nie chcę płakać bo to nic nie da, trzeba walczyć.
i z takim nastawieniem rozpoczynam nowy cykl starań.
tak starań! bo będę się starać dalej o ile
wypadną w dobrym czasie. ale już sobie obiecuję nie robić sobie nadziei i nie złościć się jak się nie uda
Dzisiaj nie będzie dnia cyklu, nie będzie aktualnie czytanej książki. Będzie za to pewna historia...
Ona, znudzona nastolatka, która siedząc chora w domu czas spędzała buszując w internecie na portalu społecznościowym. On, zbuntowany nastolatek, uczeń technikum samochodowego. Znudzony feriami, rejestruje się na portalu społecznościowym, aby obejrzeć fotki nowopoznanej w realu laski. Ona znudzona ciągle tymi samymi rozmowami, klika na listę nowo zarejestrowanych na portalu. Losowo wybiera jedną osobę (w tamtych czasach w ciągu kilku minut rejestrowało się setki osób, lista ciągle była aktualizowana). Postanowiła dla zabawy do niego napisać, pogadać o głupotach, przełamać nudę. On zastanawiał się czy w ogóle odpisywać obcej gówniarce, przecież miał zobaczyć tylko fotki tej laski i spadać!! Ale odpisał. Z nudów, z ciekawości. I tak to się zaczęło. Niektórzy nazywają to Palcem Bożym, niektórzy zrządzeniem losu... Początkowe rozmowy o niczym przeniosły się na GG, potem na Skype. W końcu oboje z niecierpliwością wypatrywali żółtego słoneczka z informacją "użytkownik dostępny", aby podzielić się ze sobą jak im minął dzień, co się wydarzyło w szkole. Po kilku miesiącach takiego pisania On wpada na pomysł spotkania. Na żywo!! Jest tylko jeden mały problem. On mieszka w Wielkopolsce, Ona nad morzem. Poza tym mają naście lat i starzy na pewno się na to nie zgodzą!! Ustalili, że to On przyjedzie do niej. Starych się jakoś przekona. Z Jego rodzicami poszło całkiem łatwo. Zgodzili się pod warunkiem, że Jej mama w telefonicznej rozmowie wyrazi zgodę. Ona ciągle zastanawiała się jak ma przekonać rodziców do swojego szalonego pomysłu. W końcu wpada na pomysł małego kłamstwa. Mówi mamie, że M. to Jej kolega, który mieszkał kiedyś w jej mieście, ale się wyprowadził. Nikogo tu nie ma i nie ma gdzie się zatrzymać. Mama łyka kłamstwo i zgadza się na Jego przyjazd na weekend (po latach okazuje się, że od razu się zorientowała, że to podstęp, ale wolała wyrazić zgodę na spotkanie "kontrolowane", niż potem szukać pary zakochanych nastolatków po całej Polsce. Mądra Mama!
). Wszystko dogadali i w końcu mieli się spotkać. Mama postawiła tylko jeden warunek, On może przyjechać, ale spać ma u Jej babci. Nastał dzień spotkania. Ona pojechała po niego na dworzec, od razu wypatrzyła go w tłumie ludzi. Weekend minął błyskawicznie. Żegnali się zakochani i zapłakani. Z mocnym postanowieniem kolejnych spotkań. Na początku spotykali się co miesiąc. Później spędzili ze sobą dużą część wakacji. Mijały kolejne miesiące, dorastali razem. Ich młodzieńcza miłość nadal była mocna. Mimo dzielących ich kilometrów byli sobie wierni i cierpliwie czekali na kolejne spotkania. W końcu ich rodziny też się poznały i bardzo polubiły. Tak minęły 2 lata. On kończył technikum i nastał czas decyzji. Podjął szybką decyzję - idzie na studia i przeprowadza się do Jej miasta!!!!! Jego rodzice wiedzieli, że go nie zatrzymają. W trakcie wakacji musieli znaleźć dla niego mieszkanie. Wynajął je i 1 września przeprowadził się. Było pięknie. Ich miłość nadal się rozwijała. Tak mijały kolejne lata. Jej ojciec zatrudnił go u siebie. Jej rodzice pokochali Go jak syna. Później zmarł Jej dziadek. Szybka decyzja, M. przestaje wynajmować mieszkanie i płacić obcym, zamieszka u Jej babci. Mieszkanie jest wielkie, a babcia sama nie poradzi sobie z jego utrzymaniem. Na początku Ona miała mieszkać u rodziców, do ukończenia 18 lat. Ale szybko stało się jasne, że w praktyce Ona też tam mieszka. Skończyła 18 lat i przeprowadziła się do Niego. W pokoju, w którym spał pierwszy raz, kiedy przyjechał do Niej teraz jest Ich sypialnia
Bywało ciężko, mieszkanie, w którym mieszkali z babcią było ruiną. Własnymi siłami wyremontowali je. Nie raz brakowało do 1, ale ciągle mieli siebie i to się liczyło. Po kilku kolejnych latach, w dniu Jej urodzin On się oświadczył. Ona płakała ze szczęścia. Wzięli piękny ślub. Założyli rodzinę. On nadal patrzy na Nią tak samo jak wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczyli się na dworcu
Nadal całuje Ją po rękach. Ona nadal jest w Nim szaleńczo zakochana....
Ona to ja. A On to mój Mąż
Mężczyzna mojego życia!! Moja opoka, podpora i promień słońca w najbardziej parszywy dzień
Dzisiaj jest nasza 2 rocznica ślubu, chociaż znamy się pół życia. Dziękuję Ci Kochany za wszystko. Za piękne lata wspólnego dorastania, za wspólne budowanie pięknego, wspólnego życia. Za miłość, która silniejsza jest niż wszystko inne.
33t4d
Przygotowania do pojawienia się Kropka vel Michała w pełni.
Ogrom prania i prasowania za mną, półki się zapełniają maluśkimi bodziakami i cieszą oko
W zasadzie do kupna zostało kilka pierdół, ręczniki i kocyki do wyprania i bedzie koniec. Nawet koszule i staniki mam juz wyprane, czekają tylko na spakowanie do torby. Uff, czuję się przygotowana technicznie, gorzej z psychiką. Bo ta cesarka wcale do mnie nie przemawia. No nic a nic. Nie chcę jej i koniec. Niby wiem że może być, ale to wszystko jest gdzieś tam ze mnie głęboko schowane.
Z rzeczy ciekawszych kończymy w tym tygodniu spotkania z położną. Dwa ostatnie spotkania przede mną. Podsumowując - warto było. Kilka drobiazgów wpadło mi w ręce, było trochę o karmieniu nowinek o jakich nie miałam pojęcia w pierwszej ciąży i popełniałam błędy, o diecie a raczej jej braku po porodzie (a nie katowanie się gotowanym kurczakiem i marchewką przez pierwsze tygodnie) no i jeszcze o ratowaniu czyli RKO. Pewnie podobne tematy porusza się na szkole rodzenia ale mąż by mi i tak nie towarzyszył więc w kameralnym gronie kilku kobiet bardziej mi odpowiadało chyba takie oderwanie się na chwilę od rzeczywistości. Tym bardziej że prowadząca będzie moją położną środowiskową i na pewno mam do niej o wiele większe zaufanie niż do poprzedniej która była obcą babą 
Szpital też odwiedziliśmy na dniach otwartych. Pooglądaliśmy oddział zarówno ginekologiczny, położniczy jak i noworodkowy. Dwa okruszki były akurat na oddziale więc sobie mogliśmy popatrzeć na maleństwa. I powiem wam że ja już zapomniałam jakie noworodki są malutkie i kruszynkowate
31 dc pewnie ta menda przyjdzie w 35 dc albo wogole bo cos się spieprzy...
wymysliłam sobie nowy plan w którym ewentualna ciąża wszystko by mi pokomplikowała . ehh szkoda że nie jestem młodsza , a teraz starania odłożyć na 2 lata to jest dużo
ale nie mogę odkładać innych planów. czekając na ciąże która może nigdy nie nadejść....
Musze zrobić prawo jazdy
później się dostać na 3 miesięczny kurs zdać egzaminy
i pewnie z rok przepracować w zawodzie 
a co sobie Magda wymyśliła ??? Otoż chce zostać motornicza i prowadzić tramwaje
a co jak szaleć to szaleć. Tramwaje mnie od dawna fascynują :)mieszkam 5 mniut pieszo drogi od zajezdni. Coraz czescie widzę młode dziewczyny za pulpitami tramwajów. do tego te reklamy na tramwajach z hasłem :
Ty też możesz prowadzić taki pojazd
ale sie rozmazy lam 
Od 5 dni biorę antybiotyki na tego pierdzielonego helikobaktera i już mi wysiada wątroba
Jeszcze drugie tyle tego antybiotyku mi zostało. Jak się w nocy przekręcę na brzuch, to tak mnie boli wątróbka, że się budzę i już nie idzie zasnąć. Najgorsze jest to, że za rogiem czai się kolejny antybiotyk na stan zapalny endometrium. Zapowiedziałam mojemu Mężowi, że katuję się tak do końca roku, a jak się transfery nie powiodą, to następna stymulacja dopiero po roku przerwy, bo inaczej się rozpadnę.
Prawie miesiąc mnie tu nie było. Kiedyś myślałam że będę pisać częściej żeby niczego nie zapomnieć ale wszystkie piękne momenty są tak wyjątkowe że nie myślę o pisaniu 
Junior kopie już całkiem dosadnie
tatusiek też poczuł 
Ale do rzeczy bo weszłam tutaj pisać z innego powodu...
Dokładnie rok temu bHCG potwierdziło że pod moim sercem rośnie drugie serce - Staś...
Nigdy bym nie pomyślała że rok później będę 3 miesiące przed porodem.
Właśnie teraz pisząc to Junior daje znaki cudownymi kopniakami
nasz tęczowy synek 
Za dwa dni zaczynamy trzeci trymestr!!! Jestem naprawdę w szoku że to już ale też szczęśliwa, coraz bliżej do spotkania i ucałowania tak długo wyczekiwanego cudu.
A jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli to za dwa lata powinniśmy witać kolejne szczęście
może uda się że czeka na nas córeczka... ale miło będzie utrzeć nosa mężowi, który zawsze twierdził że on będzie miał tylko córki i urodzić kolejnego (trzeciego) synka 
Tym czasem przede mną ostatnie kilka tygodni w domu bo na końcówkę gin chce mnie już położyć do szpitala. Tak więc czas na pranie, prasowanie i szykowanie. No i lista dla mężusia żeby wiedział co gdzie i jak przygotować kiedy z Juniorem będziemy wracać do domu 
Dzisiaj pierwszy dzien cos tam czuje.... nie wiem czy sobie nie wbijam...w sume czje brzuch jak na zblizajaca sie @...hmmm nie wiem cz dobrze czy zle na dwoje babka wrozyla...no i jeszcze jak aplikuje lutinusa to hmmm jak to napiac... ale wydaje mi sie ze "wchodzil"glebiej...nie wiem czy to jakis objaw czy nie...a moze ja juz swiruje...moze sama siebie chce przekonac...
nie wiem ale dzisiaj caly dzien bylam bardziej na tak niz na nie...OBY sie wszytko pozytywnie zakonczylo...
No i w nerwach napisałam mu smsa, już się uspokoiłam ale cieszę się że napisałam mu to co napisałam i jest już wstęp do rozmowy.
Już po transferze.
Jadąc tam byliśmy zdecydowani na podanie jednego zarodka.
Lekarz, który robił transfer doradził nam dwa.
Zabraliśmy więc jeden zarodek 8-komórkowy i jeden 10-komórkowy, oba były klasy B. W trzeciej dobie.
Dodatkowo okazało się, że ta jedna komórka, która wczoraj się nie wykazywała cech zapłodnienia, to zaskoczyła i zaczęła się powoli rozwijać. Nie była jakaś duża, ale też poszła do mrożenia.
Pozostałe zamrożone zarodki są już trochę gorszej jakości, maja sporo fragmentacji, klasa B, ale wszystkie są 8-komórkowe.
Zadowolona jestem z lekarza, który robił mi transfer, był bardzo przyjazny i pogodny.
No cóż. Powtórka badania nie pozostawiła miejsca na złudzenia - rozpoznanie: cukrzyca ciążowa. Jak to określiła lekarka: "niewielka, ale jest".
No trudno. Dieta zrobi nam tylko dobrze.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.