wczoraj akupunktura
dziś intralipid i o 12:30 transfer dwóch blastusiów
jutro akupunktura
wolne od pracy do końca tygodnia
reszta w rękach Boga.
i wirusów ciążowych of kors 
Witam w 3 dniu cyklu...
Franca przyszła, punktualnie jak zawsze. Chociaż pod koniec cyklu już nawet nie robiłam sobie nadziei, bo jak wcześniej pisałam - zrobiłam test ciążowy zanim zaczęłam brać leki na polip szyjki.
Od mojego ostatniego wpisu troszkę poszło do przodu. Umówiłam się na monitoring owulacji. Męża i tak nie będzie w płodne, ale przynajmniej sprawdzimy czy wszystko ze mną OK w kwestii owulowania. Mąż ma jutro badanie nasienia... i tego boję się najbardziej. Zawód kierowcy, nadwaga, papierosy - jestem przerażona jak to wszystko wypadnie!
Mam nadzieję, że od jutra zacznę mierzyć temperaturę nowym termometrem, bo tak jak pisałam wcześniej, obecny wykres nie podobał się lekarzowi.
"Ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha." - Mistrz i Małgorzata 
Ciąża rozpoczęta 16 maja 2017
W niedzielę, czyli ok. 12 dpo dopadło mnie wielkie zmęczenie, zaraz po wyjściu na spacer chciałam już wracać. Tego samego dnia później czułam też ból brzucha jak na okres, złapałam doła i nastawiłam się, że @ przyjdzie. Wczoraj zrobiłam rano test, dla czystej formalności, żeby już przyspieszyć przyjście @, bo i tak swoje już wiedziałam, że nic z tego
A tam pojawiła się bladzioch (ale widoczny gołym okiem)! Zbita z tropu pojechałam na delegację, podczas powrotu samochodem miałam okropne, ale krótkie skórcze. Porównałabym do bólu przy hsg, czyli hardcore. Jednak wierzyłam, że coś się dzieje. Dziś rano zrobiłam dwa testy, jeden tani, drugi Quix, a tam piękne 4 krechy 
W tym miesiącu brałam/jadłam:
-prenalan uno,
-magnez w dużej dawce,
- migdały, morele,
- po owulacji ananasa.
Przyznam, że to wszystko nieregularnie. To miał być nasz cykl ostatniej szansy, potem klinika. Na moment przed owulacją byliśmy też na wakacjach w Grecji, była alkohol, żadnej restrykcji żywieniowej, żadnego mierzenia temperatury.
Nie potrafiłam wcześniej wyluzować i denerwowały mnie stwierdzenia, że to miałoby pomóc. Może dzięki wakacjom spontanicznie naszła mnie myśl, że zacznę więcej robić dla siebie, ćwiczyć itp. jeśli nie zajdę, że brak ciąży to nie koniec świata itp. Brakiem pozytywnego testu ciążowego (pierwszy raz to się zdarzyło, że żadnej dość mocnej linii nie było) nie przejęłam się wcale. Wierzyłam i uznałam po temperaturze, że owulacja była.
Czy hsg miało wpływ? Ciężko powiedzieć. To był już 3 cp hsg, 4 licząc z hsg. Za to owulacja była z jajnika po stronie prawej, gdzie podanie kontrastu bolało, więc jakaś szansa jest, że został odblokowany.
Ogólnie miałam pozytywny nastrój po wakacjach i nie miałam zbyt wielu okazji do myślenia, bo w pracy wyjątkowo dużo bieganiny.
Jeśli chodzi o objawy to:
- od 12 dpo masakryczne zmęczenie, pozycja leżąca i półsiedząca to moje ulubione,
- od 11 dpo po nocy bardzo dużo rozciągliwego śluzu (myślałam, że to po śnie erotycznym, ale to raczej mój najbardziej czytelny objaw ciąży
)
- bóle brzucha, trochę jak od jelit, chwilowe, czasem kłucia ,a czasem bolesne skórcze ale miejscowe, nie jest to rozlany ból brzucha, jaki miewałam przed @,
- w piersiach nie widzę większej różnicy, są takie jak przed @, czyli bolesne i z żyłkami, jeśli chodzi o rozmiar to bywały większe.
We wtorek za tydzień wizyta u ginekologa.
Trzymajcie kciuki!
Tak się cieszę, wierzę, że to nasz czas i wszystko będzie dobrze 
23t5d
Brzuszek chyba rosnie,strasznie boli mnie pepek no i moglabym ciagle jesc 
Maluszek co raz wiecej bryka 
TSH 0,734
anty-TPO 8,63( norma 0-34)
Progesteron w 21 dc 0,29
Na resztę wyników czekam.
Progrsteron nie wskazuje na przebytą owulację a czy TSH nie jest za niskie na starania o ciąże? Oby zdobyć komplet badań i do lekarza
35+2
Do TP zostalo 38 dni...
Ja dalej w szpitalu i nic nie wiem.
Miałam już niby dzisiaj wyjść no ale lekarz lekarzowi sam zaprzecza. Mianowicie:
W piątek na wizycie u mojej ginki szyjka miała cos 1,5cm; i było rozwarcie.
W sobotę na porodówce szyjka niby 2,5cm; miekka i podatna, rozwarcie na palec ale wejscie glowne zamknięte.
Dzisiaj na badaniu: szyjka 1,5cm; miękka ale zero rozwarcia, wejscie glowne zamkniete.
Nie wiem sama co o tym wszystkim sądzić. Niki chyba sama ma ich dość bo dzisiaj pod KTG to tak szalała ze szok 
Nic tylko byle wytrwac te 1,5 tygodnia...
Dziś 6dc biorę nadal Estrofem 2x1 tabl tak jak kazał lekarz, biorę je od 3dc. W 12dc mam wizytę u lekarza i ustalamy termin transferu zarodków 
Cześć. Nie wiem jak zacząć.. Stresuje się kolejnym cyklem, ale z drugiej strony nie mogę się go doczekać... Chciałabym, żeby tym razem się udało i Okruszek został z nami na dłużej. Chcę wierzyć, że się uda.....
...że wszystko będzie dobrze.
13 DC.
Wpisałam na wykresie tempki te wyższe z drugiego pomiaru, zobaczymy jak jutro. te niższe też rosną ale nie tak dużo. nie wiem czy owu była, chcę to ustalić bo mam brać dupka od 16 DC, ale śluzu płodnego nie było, leci dużo kremowego białego. był płodny przez trzy dni ale od 6 DC, nie wiem zobaczymy. Kupię testy owu i zobaczymy co wyjdzie, szyjka już twardsza i niżej ułożona, więc wydaje mi się że jajko mogło być, a tempka? może się waha przez zmęczenie. bo ostatnio dużo pracuję. wczoraj dużo pracowałam w domu sprzątanie.
dziś lenistwo, pójdę na rower, jest ładna pogoda.
Buziaki
13. czerwca
A wiec testy na nietolerancje wyszly bardzo dobrze. Nie mam zadnych alergii i nietolerancji pokarmowych. Natomiast wyszla jeszcze insulinoodpornosc i podwyzszone DHEA, co jest kolejnym dowodem na to, ze mam lekkie PCO. I co? Dieta z indeksem niskoglikemicznym i proba rezygnacji z glutenu. Masakra. A moja lekarka dalej twierdzi, ze mam czekac z probami. Nie wiem na co, ku... Chyba az sie zestarzeje. Ona sie pewnie upiera przy tym, zeby dojsc do 4,5 mg LDN. A jestem przy 3,5 mg, bo jak wchodzilam na 4,0 mg to mialam potworny bol glowy i wrocilam do poprzedniej dawki. Mam probowac zwiekszyc dawke, a jak nie wejdzie, to trudno.
Bede jeszcze ja namawiac na HSG i to jeszcze tego lata. Ale to nastepnym razem.
No i ogolnie zas dol, bo w kazdym badaniu cos wychodzi... Te geny mojego ojca... Ze tez nie moglam odziedziczyc ich po mamie. A tu sklonnosc do cukrzycy jak malowana. Ale czytalam o tym i widzalam, ze dieta mozna troche zdzialac. Jestem na dobrej drodze. Jeszcze tylko meza musze troszke podszkolic, jak bedzie gotowal
. Bardzo go kocham i ciesze sie, ze mam w Nim wsparcie.
Dziennik pokładowy:
Dzień później
- Ja... Ja nie wiem...
- Ale co?
- No co to będzie?! Ja nie wiem naprawdę!
- To znaczy?
- Będzie dziecko w domu! Nie zrozum mnie źle, fajnie, że będzie... Ale cały dom, rytm dnia... Wszystko zwariuje. Nie jestem na to gotowa. Jestem przerażona!
Moja.
Mama.
Nie jest.
Gotowa.
Dom zwariuje.
Czy ktoś mnie uszczypnie i wytłumaczy, dlaczego, kiedy ja w końcu się z sytuacją oswajam, to reszta głupieje?
Czy to przez brzuch, który ewidentnie nie jest opuchlizną głodową i nie daje innym złudzeń?
WTF, świecie?!
Haha, ona nie jest gotowa! ONA. Leżę i kwiczę.
Edit następnego dnia
W piątek rodzicielka ma urodziny. Od niepamiętnych czasów słucham, że tu ją boli, tam jej strzyka, tam jej sinieje. Ale do lekarza nie pójdzie. Bo nie i uj. Postanowiłam, że dam jej najlepszy z możliwych prezentów, czyli nie żadne czekoladki, wiechcie i setny wazonik, tylko inwestycję w zdrowie. Kupiłam jej naprawdę wypaśny pakiet badań. Żeby się już nie migała i zadbała o siebie. Stwierdziłam, że dam jej dziś, to się razem zabierzemy do laboratorium. Nawet jej tyłek zawiozę pod samą placówkę.
Dostałam zjeby.
Bo ją będą kłuli.
Bo jej wykryją raka i przeze mnie będzie się stresować.
Bo teraz musi sobie przeorganizować dzień (mówiłam, że jest kurą domową a wszyscy w domu dorośli?).
Bo ona nie będzie się dawała nadziewać we własne urodziny.
I jakieś od łachy "dziękuję" też wpadło.
Lekcja po ostatnich kilku dniach - nikomu nigdy więcej prezentów. Ludzie są niewdzięczni. Trzeba było pójść pare razy na manicure, opłaciłoby mi się to bardziej.
Dlaczego znikąd wsparcia? Ja chcę moje warsztaty...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2017, 22:48
Mam wrazenie ze nikt mnie nie rozumie... a jak slysze slowa ze teraz boli ale przejdzie to az mna trzesie...bo co mi przejdzie?! Chec posiadania dziecka? Przejdzie mi..kiedy powiem ze jednak nie chce dziecka?? Chcialabym nie chciec...ciezko mi...
5dc, 17cs, 4cpp
Powiem Wam tak, w sobotę w czasie porannego
z M, pojawiła się @. Nic jej nie zapowiadało- żaden ból brzucha, nic... co dziwne mój zeszły cykl trwał całe 25 dni. W życiu nie miałam tak krótkiego cyklu. A dziś 5dc a ze mnie cieknie jak z kranu ;/
Dziś z rana jeden z kolegów pochwalił mi się,że jego żona jest w drugiej ciąży. Starali się aż jeden cykl. Jak stwierdził "za szybko". Potem padło pytanie czy i my jakoś nie myślimy o dziecku - w końcu pracuję tu ponad 4 lata,a koleżanka 5 miesięcy i jest w 3 miesiącu ciąży. Powiedziałam mu ze stoickim spokojem i w sumie z luzem,że niedawno też byłam w ciąży, że straciliśmy ją i że szczerze mu zazdroszczę.Zastanawia mnie ten spokój,jestem z siebie dumna. Chyba godzę się pomału z tą sytuacją,że nie mam na nic wpływu, nic nie przyspieszę.
Czuję spokój - w końcu dwa razy byłam w ciąży. W końcu kiedyś musi się udać. Myśli pochłania praca, przyszły urlop, być może niebawem zaczniemy myśleć o wykańczaniu mieszkania.
Wczoraj rozmawiałam na szkoleniu z Panią, która obok mnie siedziała i jakoś temat zszedł na dzieci. Powiedziała,że ma dwoje i niedawno wróciła do pracy. O pierwsze dziecko starali się ponad 3 lata!!! a drugie pach, 3 miesiące i już. Stwierdziła,że u niej kwestia psychiki miała bardzo znaczący wpływ na długość starań. Kazała się WYLUZOWAĆ i powiedziała,że będzie dobrze. Może ma rację. Może po prostu trzeba żyć dalej.Poczekać i zobaczyć co los przyniesie...?
Miłego dnia dziewczyny 
Dziś już mój humor jest dobry . Okres przyszedł, więc ta okropna niepewność się skończyła. Zapisałam się do dr Szymusik na SIERPIEŃ ( o losie ..... ) , ale liczę na to, że ona mi pomoże i skieruje mnie już na HyCoSy. Moja ginekolog na NFZ chce za pół roku dać mi skierowanie na laparoskopie, ale panicznie się jej boję, więc najpierw pójdę na HyCoSy.
wczoraj odbyła się wizyta w OA
Dostaliśmy całkowitą odmowę. Zwrócili nam wszystkie papiery
- mąż nie potrafi uzewnętrzniać emocji, nie pozwoli dziecku przeżyć swoich emocji.
Nic się nie odezwałam wczoraj..nie umiałam, nie dałam rady
łzy mi stały w gardle 
spływały po policzkach
Mąż coś próbował z nimi gadać..ale w zasadzie to już nie było sensu już nic mówić.
Jak wyszłam z pokoju zaczęłam wyć z bólu..moje serce pękło na pół 
Możemy isc do innego OA..ale mąż jest zmęczony tym wszystkim..ja trochę też, non stop kasa i urlop poświęcony na walkę o dziecko, nie myślimy o sobie, to chyba moment na podratowanie małżeństwa - kochamy się bardzo, ale walka o dziecko zabrała nam całą radość z naszego życia, a efektu żadnego.
Nie zostanę mamą, już nie 


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2017, 09:42
Wow! Nawet nie widziałam, że ostatni wpis zrobiłam 2 miesiące temu! Ale muszę też przyznać, że Ovufriend przestało być moją obsesją. Żeby nie było bardzo lubię tę stronę, wiele się z niej nauczyłam i cóż chyba mogę też napisać, że nawiązałam internetowe przyjaźnie z cudownymi Kobietami. Tylko Wy wiedziałyście jak czuje się kobieta która po raz kolejny zobaczyła jedną kreskę na teście, kiedy na monitoringu okazało się że nic nie urosło albo po badaniu męża że nasienie się nie polepszyło albo wręcz pogorszyło... To jest najcenniejsze, te relacje które tu nawiązałam. Natomiast chodzi mi o to, że teraz owszem prowadzę wykresy ale nie siedzę pół dnia i nie wgapiam się w monitor patrząc czy temperatura już urosła albo biegając co chwilę do łazienki żeby sprawdzić czy przypadkiem nie pojawił się płodny śluz. Po prostu odpoczywam od maniakalnych myśli o dziecku. Niczego tym nie zmienię a już na pewno nie ułatwi mi to zajść w ciążę. Jednak te leki przeciwdepresyjne i odpoczynek od hormonów był mi bardzo potrzebny. Nadal chcę mieć dziecko i dopada ukłucie zazdrości że kolejna koleżanka jest w ciąży a ja nie ale ten temat nie pochłania już całej mojej życiowej energii. Bardzo też poprawiły się relacje z mężem z czego również jestem zadowolona.
Inna dobra rzecz jaka mnie spotkała to to, że dostałam pracę! W zawodzie! Cieszy mnie to niesamowicie
co prawda pieniążki marne ale to nic, ważne że mogę zdobyć doświadczenie i w końcu zaczniemy odkładać na in vitro!
W kwestii starań o bobasa to na razie mąż bierze dalej witaminy, być może zrobimy za jakiś czas badanie żeby zobaczyć czy coś ruszyło. Ja natomiast w poniedziałek miałam laparoskopię z pełnym zestawem... W sensie za jednym zamachem zrobili mi histeroskopię, która wykazała, że z macicą wszystko jest w porządku, do tego drożność jajowodów, które okazały się drożne
A co do jajników to było planowane ich przebicie (kauteryzacja) ze względu na PCO. Pani doktor zrobiła mi 8 nakłuć na lewym i 6 na prawym, w dodatku okazało się, że na tym prawym były ogniska endometriozy ale na szczęście I stopnia więc od razu mi je usunęli. Konsultację po zabiegu mam 20.06 i wtedy pewnie też porozmawiamy z Panią Doktor co dalej. I tu trochę zaczynają się schody. Bo z tego co mówiła mi w lutym to po tej laparoskopii należałoby zrobić stymulację do IVF w ciągu pół roku bo jajniki wtedy będą dobrze odpowiadały na leki. Mam nadzieję, że uda nam się nazbierać tę sumę tylko nie wiem wtedy co z pracą... Pierwszą umowę mam na rok, a jeżeli się sprawdzę to będzie już na czas nieokreślony więc byłoby super ale chyba nie możemy aż tyle czekać... Trochę mam mętlik w głowie i musimy usiąść z mężem, przegadać to na spokojnie i podjąć decyzję no i oczywiście zobaczymy co Pani Doktor jeszcze nam powie. A no i niestety ureaplasma którą leczyłam w lutym powróciła
więc czeka mnie kolejny antybiotyk... jak tego dziadostwa pozbyć się na stałe?
Wow! Nawet nie widziałam, że ostatni wpis zrobiłam 2 miesiące temu! Ale muszę też przyznać, że Ovufriend przestało być moją obsesją. Żeby nie było bardzo lubię tę stronę, wiele się z niej nauczyłam i cóż chyba mogę też napisać, że nawiązałam internetowe przyjaźnie z cudownymi Kobietami. Tylko Wy wiedziałyście jak czuje się kobieta która po raz kolejny zobaczyła jedną kreskę na teście, kiedy na monitoringu okazało się że nic nie urosło albo po badaniu męża że nasienie się nie polepszyło albo wręcz pogorszyło... To jest najcenniejsze, te relacje które tu nawiązałam. Natomiast chodzi mi o to, że teraz owszem prowadzę wykresy ale nie siedzę pół dnia i nie wgapiam się w monitor patrząc czy temperatura już urosła albo biegając co chwilę do łazienki żeby sprawdzić czy przypadkiem nie pojawił się płodny śluz. Po prostu odpoczywam od maniakalnych myśli o dziecku. Niczego tym nie zmienię a już na pewno nie ułatwi mi to zajść w ciążę. Jednak te leki przeciwdepresyjne i odpoczynek od hormonów był mi bardzo potrzebny. Nadal chcę mieć dziecko i dopada ukłucie zazdrości że kolejna koleżanka jest w ciąży a ja nie ale ten temat nie pochłania już całej mojej życiowej energii. Bardzo też poprawiły się relacje z mężem z czego również jestem zadowolona.
Inna dobra rzecz jaka mnie spotkała to to, że dostałam pracę! W zawodzie! Cieszy mnie to niesamowicie
co prawda pieniążki marne ale to nic, ważne że mogę zdobyć doświadczenie i w końcu zaczniemy odkładać na in vitro!
W kwestii starań o bobasa to na razie mąż bierze dalej witaminy, być może zrobimy za jakiś czas badanie żeby zobaczyć czy coś ruszyło. Ja natomiast w poniedziałek miałam laparoskopię z pełnym zestawem... W sensie za jednym zamachem zrobili mi histeroskopię, która wykazała, że z macicą wszystko jest w porządku, do tego drożność jajowodów, które okazały się drożne
A co do jajników to było planowane ich przebicie (kauteryzacja) ze względu na PCO. Pani doktor zrobiła mi 8 nakłuć na lewym i 6 na prawym, w dodatku okazało się, że na tym prawym były ogniska endometriozy ale na szczęście I stopnia więc od razu mi je usunęli. Konsultację po zabiegu mam 20.06 i wtedy pewnie też porozmawiamy z Panią Doktor co dalej. I tu trochę zaczynają się schody. Bo z tego co mówiła mi w lutym to po tej laparoskopii należałoby zrobić stymulację do IVF w ciągu pół roku bo jajniki wtedy będą dobrze odpowiadały na leki. Mam nadzieję, że uda nam się nazbierać tę sumę tylko nie wiem wtedy co z pracą... Pierwszą umowę mam na rok, a jeżeli się sprawdzę to będzie już na czas nieokreślony więc byłoby super ale chyba nie możemy aż tyle czekać... Trochę mam mętlik w głowie i musimy usiąść z mężem, przegadać to na spokojnie i podjąć decyzję no i oczywiście zobaczymy co Pani Doktor jeszcze nam powie. A no i niestety ureaplasma którą leczyłam w lutym powróciła
więc czeka mnie kolejny antybiotyk... jak tego dziadostwa pozbyć się na stałe?
Losie, testujesz mnie, wiem to.
Oficjalnie 12 cs
6 dc
Nieoficjalnie to chyba 5 cs. Podliczyłam cykle, kiedy tsh było w jako takiej normie, a mi nie dokuczała żadna infekcja z zewnątrz.
Byłam też u lekarza pierwszego kontaktu. Dopadł mnie jakiś wirus, więc obeszło się bez antybiotyków. Tak więc akurat skończę leczenie przed owulacją. Lekarz spojrzał na mnie i stwierdził, że nie wyglądam na moje przypadłości hormonalne kwitując "bo wie pani, jak większość takich kobiet wygląda..."
Tak wiem. Te które mają pecha mogą mieć problem z owłosionymi plecami i otyłością. I miesiączkami. Dlatego za każdym razem, jak widzę słodycze i czekoladę do której mam słabość powtarzam sobie, ze od tego dupa rośnie i ucieka owulacja.
No dobra, przed okresem trochę jem tej czekolady, ale w innych dniach nie tykam.
Zapisałam się do ginekologa na poniedziałek. Podejrzymy, jak to u mnie wygląda.
Ogarnia mnie spokój. Nie rozżalenie.
U znajomych, którzy starali się długo pojawiają się ciąże (2-3 krotnie dłużej, niż ja). To mi daje nadzieję, że i na nas przyjdzie pora.
Poza tym postanowiłam wrócić do afirmacji. Nie wiem czemu, ale wcześniej nie miałam odwagi afirmować ciąży i własnych dzieci. A przecież udało się z pracą, domem, mężem - w sytuacjach beznadziejnych bardzo mi pomagały. W psychologii to się nazywa samospełniająca się przepowiednia, bo ponoć mobilizuje do działania.
Wiem, że wytrwałość i cierpliwość to wszystko. Do reszty potrzeba szczęścia.
24 dc
Czas jakoś zwolnił. Jutro mija 8 miesięcy od naszego ślubu. Bardzo bym chciała, żebyśmy na pierwszą rocznicę byli już w trójkę (Maluszek w brzuchu oczywiście
). Zostały 4 miesiące, ale wierzę że się uda. Mój mąż coraz częściej każdą moją 'przypadłość' uważa za oznakę ciąży. Czasami mnie to bawi, ale momentami jest mi strasznie przykro, że do tej pory nie udało nam się jeszcze zobaczyć II kreseczek. Walczymy dalej. Jestem z natury bardzo uparta, więc tak łatwo się nie poddam 
W piątek idziemy do lekarza. Ja mam wizytę u endo. A mąż - udało mi się Go przekonać do zrobienia wyników. Wydaje mi się, że obawia się że po jego stronie jest jakiś problem, stąd to wzbranianie się. Eh faceci. Mam nadzieję, że trochę Go uspokoiłam jak powiedziałam że te wyniki to tylko żebyśmy mieli pewność że jest OK i że na 100% będą dobre. Mam nadzieję że tak będzie, nie chcę żeby się obwiniał czy coś. Wolę wszystko wziąć na siebie. Apropos mnie i mojego cyklu który żyje własnym życiem...czekam na @ bez wspomagaczy. Być może jestem naiwna, ale może tym razem coś zaskoczy i @ sama przyjdzie? Tarczyca uregulowana, biorę Ovarin i Metforminę, więc może? Gdyby jednak wredota się nie pojawiła, mam zacząć brać Luteinę. Pożyjemy zobaczymy. Póki co, na podstawię temperatury mogę stwierdzić brak owulacji (a to zaskoczenie...). Po za tym brak jakichkolwiek oznak czegokolwiek 
Z rzeczy mniej "staraniowych" - z racji wolnego dnia postanowiłam wreszcie wziąć się za nasze mieszkanko
Kluczy jeszcze nie mamy, ale wypadałoby wszystko wybrać - od płytek, kolorów, po meble i sprzęty. Tak, żeby potem szybko wszystko kupić i się wprowadzać
Kuchnia już z grubsza ogarnięta - meble wysłane do wyceny, sprzęty wybrane. Biorę się teraz za rysunki i wizualizacje łazienki i szafy w sypialni
Owocowa herbatka i do dzieła 
Miłego dnia Kobietki :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.