jagodowa91 Nadszedł czas. 26 czerwca 2017, 09:27

Po małpiszonie już, ani śladu :) teraz przed nami dni wzmożonej 'pracy' nad rodzeństwem dla Zosieńki. Oby lipiec był łaskawy ;)

Agu90 Wielkie małe Szczęście :) 26 czerwca 2017, 09:34

36 dc

Weekend minął szybciej niż się zaczął. Liczyłam że nadrobimy trochę czasu razem z mężem, bo na tygodniu ciężko. Ciągle tylko praca. Wyszło jak wyszło. Czuję się trochę samotnie. A i ze staraniami mam wrażenie że to mi bardziej zalezy...pewnie to przez te głupie hormony, ale naprawdę brakuje mi takiego randkowania z moim mężem jak kiedyś...

Ze spraw staraniowych, ciągle czekam na @. Nie wiem czy testować w piątek jeśli @ się nie zjawi...temp mi ostatnio spadała ale dzisiaj znowu poszła w gore. Nie wiem co z nast cyklem. Czy zacząć brać clo, czy pójść najpierw do ginka z wynikami i odpuścić ten cykl? Pytałam meza, mówił że zobaczymy...także tego, nie wiem na czym stoje.

Miłego poniedziałku kobietki

efta historia jak ich wiele... 25 czerwca 2017, 09:55

30tydzień

przeglądam sobie internet, wpisuje "ile powinnam przytyć w ciąży" dowiaduje się ciekawych rzeczy.Np.
Co ile waży?
dziecko około 3,5 kg
macica 1 kg
płyn owodniowy 1 kg
piersi 0,5 kg
łożysko 0,7 kg
dodatkowa objętość krwi ciężarnej 1,2-1,5 kg
woda zatrzymana w organizmie 1,5 kg
zapasy mamy (na okres karmienia piersią) ok. 3,5 kg
Nie licząc zapasów mamy - dziecko plus dodatki to 9,7kg. Nic dziwnego że po porodzie gubi się 10kg na dzień dobry. (ja zgubiłam po pierwszym porodzie coś około 7, ale mój mały ważył 2800 i nie rodziłam siłami natury)

Do tej pory przytyłam 5kg z czego ostatnie pół kilo przybyło w ciągu ostatniego tygodnia.( Pewnie dlatego , że odpuściłam sobie spacerki z racji twardnienia brzucha). Zaczynałam ciąże z nadwagą BMI 28,5 O_o
kobiety z nadwagą tyją w ciązy mniej , a przynajmniej powinny tyć mniej niż te co mają prawidłową wagę i niedowagę. Póki co się to zgadza:
Kobiety z bardzo szczupłą sylwetką (BMI poniżej 20) - przez dziewięć miesięcy mogą przybrać 12,5–18kg.
Osoby z normalną wagą (BMI 20–26) – przytyją od 11,5 do 16 kg.
Przy nadwadze (BMI 26) – zaleca się najmniejszy przyrost wagi 7–11 kg.
Czytam dalej:
Przyrost wagi w ciąży odbywa się w różnym tempie:
w I trymestrze ciąży przytyjesz ok. 1–2 kg,
w II trymestrze ciąży – ok. 6 kg,
w III trymestrze ciąży – ok. 5 kg.
Niektóre kobiety nie zauważają zmiany wagi przez pierwsze tygodnie ciąży, a brzuszek zaczyna się zaokrąglać u nich dopiero pod koniec pierwszego trymestru. Największy przyrost wagi następuje zwykle między 20–30. tygodniem ciąży, a tuż przed porodem, po 36. tygodniu, zazwyczaj jest minimalny.
No i tu mi się już nie zgadza.
w I trymestrze przytyłam 1,5kg
w II trymestrze przytyłam 2,3kg a nie około 6
III trymestr dopiero zaczęłam
Jak zmienia się waga w kolejnych tygodniach ciąży?
do 14 tygodnia waga się nie zmienia
od 14 do 20 tygodnia waga rośnie o ok. 2,5 kg
od 20 do 30 tygodnia waga rośnie o ok. 5 kg
od 30 do 36 tygodnia waga rośnie o ok. 2,5 kg
od 36 do 40 tygodnia waga przestaje przyrastać

Gdyby potwierdziły się słowa, które przeczytałam wyszło by że w III trymestrze przytyje 5kg, a łączna waga w całej ciąży to będzie + 10kg. Byłoby dobrze :) w pierwszej ciązy też przytyłam 10kg (tzn było nawet 13 ale na samej końcówce dostałam leki, a dzięki nim odpuchłam i w ciągu kilku dni spadły mi 3kg) W bardzo optymistycznej wersji od 30 tygodnia do 36 przytyje 2,5kg a wiec łączna "przytyta" waga to bedzie 7,5 kg Byłoby cudnie, zważywszy na to że dziecko + dodatki to prawie 10kg :)

Po porodzie musze pamiętać żeby zrobić tu takie wagowe podsumowanie.

Malinowaa Czasem słońce, czasem deszcz. 25 czerwca 2017, 12:02

Chyba jednak nic z tego :( temperatura wzrosła, ale powolutku widzę plamienia :( no nic... walka trwa dalej, ale w takie dni jak ten odechciewa się wszystkiego.

15 dzień cyklu

Dziś wyraźny skok temperatury z 36,11 na 36,51 - czyżby? Peszek, że dziś zaspałam na mierzenie temperatury i zrobiłam to godzinę po czasie, więc skok taki nie do końca obiektywny. Jednak nie sądzę, aby ta godzina poślizgu miała aż takie znaczenie.

Poza tym zapowiada się spokojna, leniwa niedziela przy grillu. Jutro husband jedzie już w trasę i zostaję sama, więc trzeba dobrze wykorzystać dzisiejszy dzień <3

"Jakże ja chciałabym umieć się cieszyć! Ale nigdy nie umiem przypomnieć sobie, na czym to polega. Musisz być bardzo szczęśliwa, mogąc mieszkać w lesie i cieszyć się, kiedy tylko przyjdzie ci na to ochota!" - Alicja po drugiej stronie lustra <3

Marisa Czekająca na ten mały cud:) 25 czerwca 2017, 13:32

Ciąża zakończona 25 czerwca 2017

Ah sosenko ta ciąża jest tak inna od pozostałych że aż sama nie wierzę, żyję dniem dzisiejszym a te dni szybko mijają i do pisania mnie nie ciągnie ;)

No ale oki ;)
Młody rośnie, już 1400g :) kopniczki nadal są chociaż myślałam że będą mocniejsze a tym czasem po prostu są ;) nowością jest - całkiem miłą - prostowanie nóżki i przejeżdżanie tą słodką stópką po mamusiowym brzuszku - fantastyczne uczucie <3

Szyjka zrobiła niespodziankę i też urosła :D szew trzyma :)


Jeszcze niedawno chciałam dotrwać do 27tc a tu za parę dni 31 a mi teraz wydaje się że nawet 35tc to za wcześnie i donosić ;)

Przez jakiś czas męczyły mdłości i to straszne, póki co odpukać jest spokój.
Za to rozleniwiłam się bardzo, pranie stoi i czeka na prasowanie a ja tylko przechodze obok :(

Zostały jeszcze jedne zakupy i jesteśmy gotowi ;)

wannsees przyjdzie czas... 25 czerwca 2017, 16:46

2 dc, @ rozkręciła się na maxa...

W tym miesiącu chciałabym zwolnić obroty i nie nastawiać się na nic.

Najpierw badania w pierwszej, potem w drugiej fazie cyklu, potem wizyta u lekarza.

Wczoraj usłyszałam, że skoro mam już jedno dziecko, to czemu się tak przejmuję, może tylko jedno było mi pisane,ehh... nawet nie chciałam nic tłumaczyć, bo i po co?

Może za bardzo chcę?
Ale jak można sobie odpuścić, jak przestać myśleć, analizować, zastanawiać się?
Ja nie potrafię... Próbuję się zająć innymi rzeczami, a mimo to, te wszystkie myśli gdzieś krążą.

Dobrze, że M jest obok i wierzy w to, że kiedyś nam się uda...

NSM88 Nowy Cykl Nowa Nadzieja 25 czerwca 2017, 16:50

I przyszedł okres i wszystkie nadzieje odeszły. Dziś jest dzień na przepłakanie. Od jutra kolejny fantastyczny miesiąc. Nie wiem czy tu bedę. W trakcie cyklu nie myślę tak bardzo o tym wszystkim. Mąż mój w tym tygodniu idzie na ponowne badanie nasienia. Trzeba sprawdzić czy tabletki cos pomagają i czy nasienia już się upłynnia. Nie wiem czy nie wysłać go na rozszerzone badanie żeby sprawdzić czy morfologia się chociaż trochę zmieniła. Tydzień pełen strachu. Trzymajcie kciuki.

Sunny Staraczka 26 czerwca 2017, 17:15

Po odebraniu wyników z krwi napisałam smsa do Dr.Ch. Odpisał: "Bardzo mi przykro."
Tylko tyle ? Żadnych propozycji ? Ale jak to ?
Czy to oznacza, że czas zrezygnować? Nie ma już żadnych innych opcji ? Wszystkie szanse i możliwości zostały wykorzystane?
Jak się z tym pogodzić.. jak to przetrwać... ?

Serce w skrawkach, nie poskłada się już.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2017, 17:23

s1985 walcząc 26 czerwca 2017, 21:18

4 DC 4 po zabiegu
Do 7 lipca mam L4 tak się boję powrotu do pracy,tych pytań spojrzeń tej litości:-\

Buko Wrzucić na luz i czekać na cud 25 czerwca 2017, 22:47

Uświadomiłam sobie, że niedawno minął rok odkąd prowadzę pamiętnik. Zaczynałam w przeddzień 12 cyklu, a obecnie kończy mi się 25 cykl.
Nie mam za bardzo co podsumować. Myślałam, że już będę trzymać swój upragniony skarb w ramionach, a jednak nie było mi to dane. 3 inseminacje za nami. Okazało się, że od letrozolu moje jajniki kompletnie zgłupiały i w 22 dc pojawił się pęcherzyk 14 mm, w 24 dc 17 mm, a w 26 dc pozostał po nim tylko ślad. IUI zrobione na pękniętym pęcherzyku, zobaczymy co będzie, chociaż mi nadziei brak.
Stwierdzam też, że nie jestem jeszcze gotowa na ivf. Pojechaliśmy na wizytę dot. ivf w badaniu klinicznym, zawsze to jednak ogranicza koszty, ale ja od początku nie byłam przekonana, mojemu m. lekarz się zupełnie nie spodobał i nie będziemy podchodzić do zabiegu. Jak się nic nie zmieni i ja do tego dojrzeję, to zrobimy u siebie w mieście.
I zrobiłam jeszcze jeden "milowy" krok, a dokładnie powiedziałam swojej mamie o naszych problemach. I powiem szczerze, że kamień spadł mi z serca, o wiele lżej mi się zrobiło. I tchnęła we mnie trochę nowej nadziei, że damy radę, że wszystko się ułoży. Poczułam się trochę jak małą dziewczynka, której mama mówi, że przecież będzie dobrze, to musi być dobrze, bo mama ma zawsze rację.

21 DC, 4 DPO.

No i stało się. OF wyznaczyło owulację, rzekomą owulację. Czy robi to na mnie wrażenie? hehe i tak wiem że nic z tego. Więc czekam już na @, mam nadzieję że przyjdzie szybko i szybko się skończy.
Ostatnie 5 dni w pracy i długo wyczekiwany urlop :)

Na ten weekend, w sumie na 1/2 weekendu ale było cudownie. W naszym małżeństwie nastał spokój :) tak się z tego cieszę.
<3 było duużo :D hehe ale było cudownie :)
wczoraj kupiliśmy sobie rowery :) i była już jedna wycieczka. Ja uwielbiam jeździć rowerem, mój mąż musi zadbać o kondycję. wyjdzie mu to na zdrowie :)

Wczoraj wystartowałam z dupkiem, ciekawe ile będzie plamień w tym cyklu przed @.
Jestem bardzo ciekawa.

Miłego dnia kochane :) <3
Idę nadrabiać zaległości i czytać co u Was :*

Steffci potrzebuje sie wygadac... 26 czerwca 2017, 08:47

no i jak tu nabrac dystansu?!tydzien temu urodzila corka nasza znajoma, 3 dni temu urodzila syna nastepna znajoma i wczoraj moja byla przyjaciolka urodzila corke...
po tym moze narazie wystarczy...

Akinom59 Przedłużyć młodość 26 czerwca 2017, 09:55

Pomyślałam że pasowałoby coś tu napisać bo dawno tego nie robiłam,a wieć jest ciężko choć teraz już potrafię się cieszyć macierzyństwem i moim małym rozdarciuszkiem! Ale początki były naprawdę trudne!!:-) Mały od początku się darł!, mało spał w dzień,przez 3tygodnie po porodzie wogóle nie spałam!! Byłam wykończona, rozdrażniona i często płakałam!!dopadła mnie depresja!!złościłam się na dzieci,aż powiedziałam dość tego, chcę być szczęśliwa!moje dzieci nie powinny mamy oglądać w takim stanie!!5 letni syna wrócił do przedszkola,bo jest rozrabiaką i od razu zrobiło się spokojniej i ciszej w domu,Maksiu nadal baaardzo mało śpi w dzień ale potrafi już 5 godzin przespać w nocy!!:-) Uwielbia patrzeć w telewizor,kinoman mały,cudownie się uśmiecha do mnie i gaworzy już po swojemu,ale jest strasznym nerwusem!! Gdy jest głodny musi szybko dostać cyca bo inaczej darcie!! A głos to on ma oj ma!!!! Nie lubi leżeć na plecach tylko ręce!!! Jest ciekawski wszystko musi widzieć :-) pieronek mały! Jedyne czego mi żal to wychodzenia na spacery no cholera mała nie lubi pola!! Drze się niemiłosiernie muszę biegiem!! wracać do domu,brakuje mi spacerów,inne mamy sobie spacerują a ja cieszę się latem przez okno!! :-( Teraz w środę 1 szczepienie!, jestem przerażona!! Maksiu wszystkiego się boi! Dosłownie!!

10 dc

Wrocilam !

Z rodzinka bylo super, pogoda ponad 30 stopni !

Uwaga Uwaga kupilam Testy Ovulacyjne Clearblue! (J-:*) - ( oby sie sprawdzily)
Pierwszy dzis zrobiony - negatywny.

Chce zobaczyc w tym cyklu mrugajaca buzkie :)

Dodatkowo z pomoca jednej z Was ( L-:* ) Zdecydowalam sie na suplementacje mnie (fartilcare) i Meza (fertilman plus) : Czekam az do mnie przyjada.
Zaczelam brac Magnez z B6 i wrocilam do wiesiolka (skoncze to opakowanie).
M namowilam, i raz na jakis czas tez lyka kwas foliowy ( On: a jak mi cipka wyrosnie !!! - xD )i Magnez z B6. Raz na jakis czas vit C.
Zastanawiam sie czy brac luteine w tym cyklu ? - chetnie wyslucham za i przeciw:P

Samopoczucie: Jestem szczesliwa. Tak na prawde sama ze soba czuje sie dobrze. Wiem ze sie uda, bedzie dobrze :)

Miesiac do urlopu! I we wrzesniu planujemy pojechac do Polski.

Dodatkowo mamy plan - kupic mieszkanie <3

W glowie pelno planow, pelno marzen - ale uda sie WSZYSTKO sie UDA.

A jak Wasze zmagania, przez caly czas trzymam za Was wszystkie mocno kciuki :**

Milego dnia :)




16 dzień cyklu

Sprawa owulacji nie jest jeszcze jasna - zapowiadało się dobrze, a dziś straszny spadek temperatury. Kobieta to jest rzeczywiście skomplikowana istotka! :)

Mąż pojechał dziś rano, musi wrócić na sobotę bo jedziemy na wesele. No właśnie, wesele za kilka dni, a ja nie mam jeszcze sukienki. Dziś szał zakupowy! <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2017, 11:52

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 26 czerwca 2017, 12:05

Z końcem czerwca miną 3 lata jak postanowiliśmy zajść w ciąże. My postanowiliśmy, a natura dała nam pstryczka w nos. Chce mi się wyć. Czuję, że przydałaby mi się solidna dawka antydepresantów albo innych, mniej legalnych rozweselaczy. Czegokolwiek, co pozwoliłoby na chwilę wyleźć z tego dołka, bo już nawet nie chce mi się udawać przed rodziną czy znajomymi, że jest ok. Wszyscy myślą, że jest nam nie wiadomo jak dobrze, że mamy super mieszkanie (którego nie znosimy), mnóstwo kasy (którą raz po raz zostawiamy u lekarza) i super wygodne życie(bo przecież możemy wszystko, dzieci nas nie ograniczają...). Nikt tak naprawdę nie wie jak jest. Chętnie zamienię swoje "luksusy" na trochę spokoju i normalności. I przewidywalności. I stabilizacji. A czasem wręcz nudy.

Dziennik pokładowy.
262 dc. To jest ten moment, kiedy zaczynam odliczać tak: 37+3



Kochane jesteście, że mi tak dopingujecie. Jakkolwiek sadystyczne nie jest cieszenie się z cudzych skurczów i bóli porodowych. :D No ale ja tutaj też z wypiekami na twarzy czytam o wszystkich rozpakowaniach, więc bądźcie rozgrzeszone!

I w sumie... koniec żartów. Magia soboty minęła i spłynął na mnie wielki żal i przykrość. Wczoraj zasnęłam koło trzeciej w nocy, płakałam w poduszkę. Zaliczam pierwszą porażkę wychowawczą i wstyd mi, bo chyba podjęłam decyzję, na którą moje dziecko nie zasługuje. Ale może mi przejdzie. O ile urodzę w lipcu. A póki co muszę gdzieś się wyżalić...

W moim mężu co jakiś czas budzą się ojcowskie instynkty i trzymam te momenty niczym fotografie w swojej pamięci, bo jest ich tak mało. Już Wam zresztą opowiadałam. Najczęściej są to jego wyobrażenia małego trola, który leży na brzuchu i głowa kiwa się mu jak plastikowemu pieskowi w aucie - bo to przecież takie słodkie. Albo leżenie na plecach i energiczne fikanie nogami. Albo bezzębny uśmiech. I tak dalej. Kiedy o tym mówi, wydaje się być autentycznie rozczulony. Tylko tu się wszystko kończy.

Jesteśmy ze sobą prawie dziesięć lat i w sumie przez większość stażu, kiedy dyskutowaliśmy o ewentualnym założeniu rodziny, byliśmy raczej zgodni - chłop przy porodzie niepotrzebny. Miałam jakieś dziwne opory - że będzie widział, jak robię się sina na twarzy od parcia, jak pot skleja mi włosy na czole, jak walę dwójkę na łóżko porodowe, nie daj Boże zobaczy moje popękane krocze i potem już nigdy nie będzie chciał mnie nawet przytulić. Oczywiście - bzdura totalna. Zaszłam w ciążę, odmieniło mi się o 180 stopni. Uświadomiłam sobie, że obecność kogoś, komu ufam, na sali porodowej zmieniłaby na sali bardzo dużo, bo ja się bardzo boję personelu. Nie jestem zbyt asertywna, gdy mam walczyć o swoje, byle chamstwo potrafi doprowadzić mnie do spazmu, a co dopiero, gdy bóle parte wyłączają 90% racjonalnego myślenia. Pewnego dnia rzuciłam mu hasło, że chciałabym, żeby ze mną był. Spojrzał spod byka. Podrzucałam mu filmiki i artykuły o pozytywach bycia przy porodzie. Zgodził się. Choć nigdy nie widziałam w jego twarzy entuzjazmu ani nie usłyszałam do końca, co on w zasadzie tak dokładnie na ten temat myśli. Pytany przez ciotki, czy da radę, odpowiadał opryskliwie, że "skąd on ma kuźwa wiedzieć". Gdzieś tam olałam ten brak inicjatywy. Stwierdziłam, że ma sporo tygodni ciąży, by dojrzeć do tego.

W międzyczasie starałam się zdobywać wiedzę. Książki, filmy, warsztaty, blogi, grupy na fejsbuku. Dowiadywałam się coraz więcej i więcej. Było mi przykro, że tylko ja tak aktywnie się w to włączam, choć usprawiedliwiałam to w myślach: "Dobra, to TYLKO FACET, on tego po prostu nie czuje". Raz zaciągnęłam go na spotkanie z położną. Byłam już po tak uderzającej dawce lektury, że byłam w szoku, jak dorosłego człowieka może dziwić, że poród ma fazy (tak, że mój mąż). Tak czy siak był szczerze zainteresowany w tamym momencie i to było chyba jedno z dwóch moich osiągnięć. Drugie, to jak siłą wmusiłam mu rozdział o porodzie w "W oczekiwaniu na dziecko". Tygodniami czekałam, aż zacznie. Podkładałam mu pod nos. Ostatecznie zaznaczyłam mu, gdzie start a gdzie koniec i przeczytał. Jakie miał refleksje? Że to chore, bo raz piszą, że ma masować, a raz, że nie masować, jeśli sobie tego nie życzę, no i kto zrozumie te baby... Wiecie - co tam moje dolegliwości. On, on, on. Biedny, bo nie wie, czy masować czy nie. Olałam to też.

Skompletowałam sama praktycznie całą wyprawkę. Czytałam składy kosmetyków dla niemowląt. Pytałam na grupach o sklepy z wózkami. Byłam tą stroną związku, która odkryła, że foteliki mają testy zderzeniowe. Szukałam chusty i zaczęłam robić kontakty w chustowej bydgoskiej społeczności. Rozłożyłam wydatki na miesiące, na wszystko wyłożyłam pieniądze z własnego przychodu. Prałam i segregowałam ubranka. Szukałam odpowiedniej komody na Miśkorzeczy. I do pewnego momentu myślałam, że to naturalne. Jestem na L4, mam dużo czasu, on pracuje, a mi dobrze zrobi jakieś odpowiedzialne zadanie. Dopóki nie pojawiła się sprawa łóżeczka... Prosiłam go parę dni z rzędu, żeby je złożył, bo potrzebuję spokoju, że ono już stoi i jest gotowe na przybycie lokatorki. Z wielką łaską skręcał je kilka dni. Musiał dorobić jeden poziom, gdyż nasza używka nie miała regulowanej wysokości. Kwestia przykręcenia kilku na krzyż listew. Kiedy kolejny dzień z rzędu do tego podszedł a ja po dosłownie minutowej oględzinie uświadomiłam mu, że nie ma wszystkich elementów, o mało nie przeniósł tego na kolejną dobę. Poprosiłam, żeby pojechał TERAZ do najbliższego sklepu z artykułami budowlanymi i skończył to dziś. Na jego twarzy wypisała się tak ogromna irytacja, że się aż wystraszyłam. Kiedy zasugerowałam, że "no ok, może być jutro po pracy...", to złapał mega focha. "Przecież widzę, że mi nie dasz z tym spokoju, więć kuźwa jadę!". Wtedy doszło do mnie, że nie, to nie jest ok.

No i meritum... Ta przeklęta delegacja. Chłop mi wyjeżdża we wtorek wieczorem i wraca w piątek w nocy. Prosiłam, błagałam. "Namów szefa, żeby Ci zrobił to szkolenie zdalnie, przecież to wykonalne!". Nie. Bo on się cyka. Nie cyka się natomiast o siebie, bo przecież dojedzie autem najszybciej jak się da. A mnie w tym planie jakoś nie ma... Niewiadomo, jak przejadę 25 km do szpitala. Twierdzi, że są karetki i taksówki. Kumacie, co nie? Bardziej odpowiedzialności nie da się zepchnąć. Najpierw było "co myślisz o tym, że pojadę sobie daleko od Ciebie na kilka dni?", a kończymy na: "jak odejdą Ci wody to zorganizuj się na własną rękę, a ja przyjadę na gotowe". Ta brutalna prawda docierała do mnie przez ostatnie kilka dni, a urocze popołudnie na chwilę mi ją wyłączyło. Wczoraj bardzo długo myślałam, dlaczego tak jest. I dotarło do mnie. Mogłabym powiedzieć, że pewnie przesadzam, ale po tym wszystkim, co się działo do tej pory to chyba nie. On po prostu nie chce przy mnie być podczas porodu. To było jak strzał w twarz.

I chyba po cichu postanowiłam. Jeżeli akcja zacznie się, gdy jego tu nie będzie, to dowie się dopiero po. Skoro mam na własną rękę szukać dojazdu, to ostatnie, czym chcę się przejmować, to czy nie rozwali się na drzewie jadąc do nas 200 na godzinę i czy położne wpuszczą go w połowie akcji. Po prostu nie mam na to ochoty ani siły. Nie mogę nikogo zmusić do chęci zadbania o mnie. Takiego bezinteresownego pokazania, że ma się jaja i chce się zadbać o komfort kobiety, która nosi jego dziecko. Od wczoraj w nocy oswajam się z faktem, że moja samotna podróż też samotnie się zakończy. A czemu pisałam o porażce wychowawczej... Miśka nie zasługuje, żeby poróżnić rodziców swoim przyjściem na świat. Nie zasługuje też, by tata jej nie kangurował, w momencie, gdyby była zmuszona wyjść przez CC. Nie zasługuje też, bym była jedyną jej życzliwą osobą na sali porodowej, bo pewnie będę wtedy wrakiem ludzkim. Ale serio... ja już nie wiem, co mam zrobić. Nie mam zielonego pojęcia, jak mam tego mojego męża zmusić do chęci wykazania inicjatywy. Serio nie wiem. Czuję kryzys tak wielki, jakiego nie mieliśmy latami.

Ha... Będzie śmiesznie, jak urodzę po terminie - wtedy wszystkie te dywagacje są o kant pośladka.
Ale co ja mogę, że mi źle TERAZ. Że znowu nie czuję wsparcia. Że nie pomaga mi też moja matka, która raz dziennie wywala tekst typu: "Łojezusicku, będzie dziecko, będzie płakało w nocy, i jak my wszyscy będziemy spać...". No już nie mogę.

Chłop się zdziwi jak wróci z pracy. Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy.
Dzisiaj już nie chcę zamienić z nim ani jednego słowa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2017, 12:22

Już jestem w domu hsg miałam o 10 mój doktor założył mi na oddziale cewnik ten giętki nie aparat schultza(jak go zobaczyłam to od razu odetchnęłam)wcale nie bolało zakładanie tego cewnika wręcz nic nie czułam tylko ten wziernik brr potem posadził mnie z tymi rurkami na wózek i zawiózł na rentgen przy zabiegu były trzy osoby mój doktor pielęgniarka i lekarz od rentgena wszyscy arcy mili lekarz stwierdził że przy podawaniu kontrastu może troszkę boleć ale jednych boli innych nie no i jak mi dał go to poczułam takie rozpieranie z lewej strony i z tego co słyszałam lekarz powiedział że po prawej gładko poszło a z lewej jest opór dlatego boli ale postarają się przepchać jeszcze dwa razy próbował no i za drugim razem poszło lewy został udrożniony ;) wynik końcowy oba już drożne ostateczny wynik na piśmie do odebrania jutro
Po hsg lekarz odwiózł mnie na oddział(już wtedy żartowałam) i kazał jeszcze leżeć około 30 min i do domu
Cieszę się że przełamałam strach i poszłam na to badanie teraz wiem że lewy jajowód był niedrożny a owulke za każdym razem jak byłam na usg miałam z lewego teraz nic tylko działać
Po hsg trochę plamilam i cały czas chodzę z wkładką ale nic już mnie nie boli

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)