W te wakacje znowu chodzę na kurs językowy. Prawie 3h hiszpańskiego dziennie - jestem w niebie 
Pracę z rozmowy nr 3 dostałam, więc na tym polu też jest ok 
Z Mężem układa się bardzo w porządku. Nie mamy syndromu rozpadającego się przez niepłodność małżeństwa, a wręcz przeciwnie - mocno się wspieramy i jesteśmy sobie bardzo bliscy 
W przyszłym cyklu transfer. Będę brała sterydy, intralipid, atosiban, mnóstwo witamin i pewnie będziemy transferować na cyklu sztucznym. Moja klinika zaprzestała współpracy z immunologiem, którego sami mi polecili i musiałam prosić go o dodatkowe skierowanie na intralipid. Dowiedziałam się od niego, że klinika przy podaniu intralipidu podsuwa do podpisania papierek, w którym jest napisane, że pacjentka robi to na własną prośbę i że wie, że intralipid NIE DZIAŁA. No tego się po tej klinice nie spodziewałam, bo to jednak wpływa na psychikę, a jak wiadomo psychika może wiele zdziałać. Dziwne to bardzo.
27dc, 11dpo, 17cs, 4cpp
Wczoraj po powrocie do domu w różowym śluzie pojawiły się strzępki krwi, ale jednorazowo.
Dziś dla odmiany śluz dalej ten sam - różowo-łososiowy, z małym skrzepem krwi.Zobaczymy cz to jednorazowe w dniu dzisiejszym...Cały czas czuję się jak by na okres, albo w czasie okresu... Temperatura na tym samym poziomie. Wczoraj tak bolał mnie krzyż,że z trudnością wstawałam,czy schylałam się. Czuję się tak, jak by mnie coś przejechało. Kręci mi się w głowie, oczy same się zamykają. Czuję jak w podbrzuszu coś się dzieje- takie jak by mrowienie.Ale..test oczywiście tak biały,że nie ma się czego doszukiwać ani oszukiwać. Wizyta u Pani dr w poniedziałek. Mam nadzieje,że do tego czasu @ już przyjdzie i przestanie się ze mną bawić w ciuciubabkę. Zastanawia mnie co, do cholery znowu popierdzieliło...Czy to wina tego pregnylu? 12 dni po zastrzyku,więc chyba nie to jest źródłem problemu.
Wczoraj w sklepie spotkaliśmy sąsiada, pochwalił się swoją miesięczną Córeczką - słodki Bąbelek! Dla odmiany teraz mój Mąż wszystko bardzo przeżywa , czuje niesprawiedliwość w całym tym zrządzeniu losu i cały czas zastanawia się czemu nam się nie udaje, czy i w ogóle kiedyś nam się uda. No właśnie - "czy kiedykolwiek nam się uda"...
W pt pojadę po pracy zrobić sobie profil limfocytarny i dowiem się jak moje komórki NK. Z wynikiem w ręku będę mogła się umówić do immunologa. Mam nadzieję,że wniesie nam to coś do sprawy. Choć mam już po mału na to tak wyrąbane, że dziś przygotowując się do pracy złapałam się na myśleniu "trudno, nie wychodzi, może wcale nie wyjdzie", ale jakoś starałam się po tym jakoś samą siebie przekonać,że uda się, ale jak widać nie teraz. Nie wiem czy sama siebie nie oszukuję...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 07:39
Walczymy dalej 
Nie poddamy się 
W wynikach wyszła początkowa faza Hashimoto 
Najważniejsze, że o nim wiemy i już działamy, żeby wspierać tarczycę 
Dziś monitoring u innego lekarza.
Ciekawa jestem jak on nas poprowadzi i czy doprowadzi nas do naszego szcześcia 
4tc+6
Beta przyrasta troszkę zbyt wolno. W poniedziałek byłam u mojego ginekologa, przepisał mi duphaston. Zrobił też usg, na którym nic nie było widać (ale to był dopiero 4tc+3), macica jest rozpulchniona, endometrium jest odpowiednie, wygląda jakby wszystko miało być dobrze...
Teraz już tylko czekam na 17 lipca do kolejnej wizyty. Oby wszystko było dobrze i żebyśmy zobaczyli swojego maluszka. 
Mam pełną głowę obaw, ale cudzie skoro już się wydarzyłeś, musisz przecież z Nami zostać.
29dc 10dpo
Czekania ciąg dalszy...Czuję że się tym razem nie udało ale jestem spokojna,jeśli @ ma przyjść to niech przychodzi i bierzemy się do pracy w nowym cyklu :-)Ból piersi minął a powinien być lub się nasilić,może później zabolą hihi.
Pogoda póki co ładna,wstawiłam pranie i na dwór wywieszę
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 09:25
heheh dzięki za odzew!
W sumie mam do Was jedno pytanie:
bardzo w przeciągu roku skrócił mi się cykl. Trwa 24-26 dni...
Co trzy tygodnie mam okres....
Zaczęło się od wiesiołka jak jeszcze się staraliśmy. Po nim te cykle mi się skróciły i nie wróciły do normy czyli 29 dni.
Czym to może być spowodowane?Nic innego się nie dzieje, może powinnam pomierzyć tempkę i zobaczyć czy w ogóle mam owulacje?
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 10:14
Jestem po wizycie
według USG 34tydz 0 dni ciąży♥♥ wszystko jest w porządku , synek bardzo ruchliwy lekarz nie mógł zrobić badania.. Został pobrany wymaz na badania GBS za 4 dni mam zadzwonić i zapytać o wynik..Na infekcję dostałam globulki dopochwowe Pimafucin 1*1 ma noc.
Na pokrzywkę , która nie ustępuje doktor wypisał mi maść na receptę z hydrokortyzonem zapewnił , że nie zaszkodzi dziecku zwłaszcza w 3 trymestrze no zobaczymy :-)Następna wizyta 26 lipca w 37 tyg i lekarz powiedział , że może ostatnia a póżniej już tylko KTG na szpitalu 
Dziennik pokładowy:
272 dc, 38+6 (39tc)
Po pierwsze - dzięki, laski. Jak to dobrze Was mieć.
Serio zupełnie - społeczność na belly to chyba moja ulubiona społeczność mamowa.
Po drugie - yeeep. Będę teraz walić wpisy rekreacyjnie, o dupie Maryni (zbieżność imion nie jest przypadkowa), codziennie. Uroki wyczekiwania na poród. Czaicie, że zostało mniej niż 10 dni do mojego terminu?! Teraz to się dopiero czuję jak tykająca bomba, huhuhu. Brzuch nie pomaga - raz na jakiś czas twardnieje, nie wiem, czy to dobrze. Przyczyny są różne - za dużo na nogach, ostrzejsze wierzgnięcie córy, pełny pęcherz albo Pan Bączek. Wystarczy jeden z warunków albo kombinacja i czuję się jak pryszcz, który się prosi o wyciśnięcie. Feee. Co ja Wam piszę...
Jak widać i słychać - dziś z moim humorem lepiej, chyba po prostu musiałam odfajkować wczoraj huśtawkę, którą nietrudno aktywować byle wrednym tekstem. Lajf is lajf.
Tak sobie myślałam, co by tu popełnić... No i mam.
Wyprawkowy wpis!
Może którejś z Was coś zasugeruję albo przypomnę i ktoś na tym skorzysta. Chociaż wiadomo - każdy ma inne potrzeby.
Myślałam, czy by nie zrobić czegoś w rodzaju kosztorysu, ale po pierwsze - mam wrażenie, że jako jedyna na belly bez przerwy piszę o pieniądzach i musicie mnie mieć za naprawdę niezłą świruskę w tym temacie. Umówmy się, że jak ktoś będzie chciał, to sobie ceny rynkowe wyszuka. Po drugie - kilka rzeczy udało się nam kupić z niezłymi rabatami sezonowymi, niektóre były używane, więc z miejsca były tańsze, inne dostaliśmy za free (ubranka… dużo ubranek!) a na innych nie oszczędzaliśmy w ogóle. Szacowanie tutaj jakiejkolwiek kwoty całościowej jest niemożliwe.
Inna sprawa, że każdy ma inne potrzeby i granicę, gdzie "przydatne" zmienia się w "fanaberię". Przykład - z laktatorem, który kupiłam, pewnie nie jedna z Was by poczekała. Ja uznałam, że warto go mieć na wypadek problemów z laktacją, a potem ewentualnie sprzedać. Z kolei dla mnie szczytem ekstrawagancji jest zakup specjalnego kosza na śmierdzące pieluchy, który neutralizuje fetor i wygląda dizajnersko, choć pewnie dla innych będzie to wybawienie.
Postaram się w miarę uzasadnić swoje wybory tam, gdzie uznam, że ma to sens.
No to go!
Moja wyprawka, czyli co nachomikowałam do tej pory:
Meble:
- Komoda KOPPANG - IKEA (w miarę solidna, atrakcyjna cena, przechowywanie w szufladach, więc wszystko widać na wierzchu po otwarciu)
- Stelaż na przewijak + przewijak, do montażu na komodzie - OLX (w razie, jakby zabrakło czegoś pod ręką przy pielęgnacji - jedną ręką trzymam dziecko, drugą otwieram szufladkę i mam!)
- Łóżeczko - zdobyczne
- Materac lateksowy z twardą wkładką kokosową - Fiki Miki (lateks daje radę przy alergikach no i w jego przypadku nie słyszałam historii o robalach… fuuuj!)
- Fotel POANG - IKEA (kupiony w celu wspólnych nasiadów z cycoleniem; fotel ratował mi też plecy w ciąży, bo chwilami był jedynym meblem, dzięki któremu czułam ulgę w kręgosłupie)
- 2 rolety zaciemniające z aluminiową stroną, odbijającą promienie słoneczne - ALLEGRO (nosz musiałam, bo rano mamy taką parówę, że dziecko by się nam podusiło)
Jaaaazda!:
- Wózek Bebetto Holland 2w1 - OLX (pompowane, duże koła, w sam raz na różne rodzaje nawierzchni; wygląda przyjaźnie gdy się go rozkłada i składa - na razie tyle mojej recenzji; miał być szary, ale nas wyrolowano, więc mamy taki sam, tylko granatowy
; nie uznajemy wózków 3w1, nie ufam dołączonym do wózków fotelikom)
- Fotelik Maxi Cosi City - kupiony w sklepie stacjonarnym (dobra opinia w testach zderzeniowych i nie był jakoś wybitnie drogi)
- Chusta Little Frog, 4.6, Brązowy Pirop - OLX
- Roletki do samochodu na szyby
Karmienie:
- Poduszka Fasolka - Motherhood (nie wiem, czy nie okaże się aby fanaberią, ale zawsze będę mogła jej użyć do amortyzowania pierwszych prób siadania Miśki)
- Laktator Lovi Prolactis - OLX (używany, ale najbardziej newralgiczne części można łatwo i tanio wymienić; może być i elektryczny i ręczny, więc nie trzeba się ograniczać do jednego sposobu; kupiony na wypadek różnych przypadłości: nierozkręconej laktacji, nawału, odciągnięcia dla męża do karmienia itp.)
- Staniki do karmienia - Lidl (tanie, bawełniane, bez usztywnień - w sumie odkąd spuchły mi cyce to noszę je od połowy ciąży i są suuuper, polujcie!)
- 2 sztuki cycków - Matka natura (oby wypaliło!)
- 1 butelka z Tomme Tippee - jakiś zdobyczny gratis
Ubranka:
Tutaj mamy dużo rzeczy zdobycznych, których ilości nie ogarniam. W większości bodziaki, na moje lipcowe dziecię. Parę rzeczy jednak dokupiłam. Polecam gorąco ubranka, które są w całości zapinane na napy z przodu - unikniemy w ten sposób zakładania przez głowę i stresu. Ostatecznie nie kupiłam nic online, ale najlepsze ceny stacjonarnie to Pepco i bezkonkurencyjne Auchan (rozpinane po całości z przodu bodziaki 100% bawełny za niecałe 8zł sztuka).
By to wszystko odświeżyć…:
- Płyny do prania i płukania Lovela dla alergików (bo ja generalnie nie lubię proszków; zaufałam pozytywnym opiniom w necie)
- Płyn do dezynfekcji Aquaint (do przetarcia używanych rzeczy i mebli przed kontaktem z Miśką)
Tekstylia:
Brak u mnie typowej pościeli, gdyż na razie wychodzę z założenia, że przy odpowiedniej temperaturze noworodek nie potrzebuje kołdry, a tym bardziej poduszki.
- Koc dzianinowy bawełniano-bambusowy
- 2 pieluszki bambusowe (mogą służyć jako lżejsze kocyki lub otulacze)
- 3 prześciardła z gumką
- Pieluchy flanelowe i tetrowe w różnej ilości - zdobyczne/kupne (tetrowe kupowałam te LUX, czyli z większą gramaturą)
Do pielęgnacji dzidzi:
- 2 bawełniane ręczniki z kapturkiem
- Różnej maści przydasie, czyli: opakowanie waty, jałowe gaziki, bawełniane chusteczki (Tami), patyczki z ogranicznikiem (Kindii), zwykłe duże płatki kosmetyczne (niepylące)
- Sól fizjologiczna
- Krem do pupy - Bepanthen
- Wanienka - IKEA (tania i niezbyt duża; myślimy w przyszłości o wiaderku)
- Nożyczki i cążki - Baby Ono
- Dwa opakowania Pampers Premium Care, rozmiar newborn, łącznie 44 sztuki (zobaczymy, czy będzie miłość czy nie…)
- 2 opakowania chusteczek nawilżanych Pampers Sensitive (i szczerze - składowo nie mam do nich przekonania, ale dostałam darmochę, więc mam - będziemy testować)
- 1 opakowanie chusteczek różowych Babydream (srokao.pl daje approval, więc ja też)
- Szczotka z naturalnym włosiem + grzebyk - Akuku
- Żel do kąpieli dla dzieci - Babydream, z pompką (dobry skład, cena ok, srokao.pl daje okejkę, więc kupiłam)
- Masełko Shea w buteleczce z pompką (oliwek za bardzo nie uznaję, więc spróbujemy tego, w formie 1 lub 2 pompek do kąpieli)
- Termometr Microlife NC150 i zwykły, analogowy - bezrtęciowy
W razie WU (czyt. nie mam pewności, czy będą potrzebne, ale mam):
- Pojemniki na pokarm - Canpol
- Podkłady na łóżko Seni (w razie odpłynięcia wód w łóżku lub w samochodzie; potem mogą doskonale służyć jako mobilne podkłady do przewijania)
- Ochraniacz na łóżeczko (dowaliłam sobie gdzieś do zamówienia i chyba to był impuls)
Ostro myślę o dokupieniu…
- Smoczka (kupić przed porodem czy poczekać, aż będzie potrzebny?)
- Bujaczku 3w1 z Tiny Love
No. A jakby kogoś interesowało, co mam w torbie do szpitala, to jest wyżej.
Całusy, mamuśki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2017, 17:22
19DC
Analizowanie, badania, obserwacje, stymulacja... "techniczne przygotowanie" to polowa sukcesu. Drugie 50% to szczęście. To los wygrany na loterii. Wierzę ze wygram! 
Moja historia nie jest niestety wesoła. Od zawsze myślałam, że zajście w ciążę jest łatwe i przyjemne a ponieważ zawsze miałam regularne cykle to nawet nie podejrzewałam problemów.
Po roku starań podjęłam decyzję o wycieczce do ginekologa. Usłyszałam, że prawdopodobnie nie mam owulacji z powodu policystycznych jajników. Dostałam clo na stymulacje owulacji. Jakie było moje zaskoczenie gdy już za pierwszym razem się udało. To było takie cudowne. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście.
Niestety od początku były problemy. Najpierw niezidentyfikowane plamienie w 6 tygodniu a potem ponowne plamienie w 13 tyg z powodu krwiaka. Dostałam leki i choć bardzo się bałam to wierzyłam, że wszystko będzie w porządku i w listopadzie 2016 powitam swoje maleństwo.
W 20 tyg dostałam szczęśliwą wiadomość - krwiaka już nie ma. Niestety moja radość nie trwała długo. W 23 tyg na usg połówkowym usłyszałam coś strasznego: "pani dziecko ma 6 centymetrowego guza w okolicy pupy tzw. potworniak krzyżowo-ogonowy - nowotwór". Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co robić. Zostałam skierowana do specjalistki w dziedzinie patologii ciąży i dowiedziałam się, że ten guz będzie stale rósł i dziecko nie doczeka terminu porodu. Rozpoczęła się kilkutygodniowa walka o życie córki. Przeprowadzono 2 razy zabieg zamykający naczynia tego guza żeby tak nie rósł. Była chwilowa poprawa i miałam cień nadziei, że uda się dociągnąć chociaż do 34 tyg a potem Mała przejdzie operację usunięcia guza i będzie dobrze.
Wszystko posypało się w 28 tyg. Zaczęły się pogarszać przepływy w łożysku a ja dostałam cukrzycy i nadciśnienia. Okazało się, że córka ma anemię i znowu wbijali we mnie igły żeby przetoczyć jej krew. W 31 tyg ciąży było już tak źle, że w trybie natychmiastowym poszłam na cięcie. Córka urodziła się z hipotrofią, ale w dobrym stanie. Dostała 7 punktów. Niestety podczas cięcia ten guz pękł i musieli ją natychmiast operować. Zmarła podczas operacji po 40 minutach reanimacji.
Posypałam się wtedy totalnie i psychicznie i fizycznie. Ponad pół roku dochodziłam do siebie. 3 miesiące temu podjęliśmy decyzję o kolejnych staraniach i spotkał nas kolejny cios. Zdiagnozowali u mnie polipa w macicy. W sierpniu czeka mnie zabieg operacyjny. Nie mogę uwierzyć w taką kumulację pecha. Staram się mieć nadzieję, że będę kiedyś mamą, ale jest coraz trudniej.
21+2
22 tydzień
6 miesiąc?!
Tak pokazuje mi Belly!
Zrobiło się poważnie! 
Brzuszek jest mały, chyba zacznę mierzyć obwód, bo na razie mam wrażenie, że stoi w miejscu. Za to robi mi się coraz ciemniejsza linia do pępka i kłują sutki
ogólne samopoczucie jest całkiem całkiem, upały dają się we znaki, ale w te ekstremalne dni staram się nie wychodzić z domu.
Maluszka czuję codziennie, bryka szalenie
cieszę się ogromnie z tych chwil, bo wiem, że jeszcze nie raz zdarzy się, że będę czuć go mniej. Ehh, mam nadzieję, że nie za często. Na takie momenty mam detektor 
Nasza sypialnia nie jest już naszą sypialnią
pozbyliśmy się łóżka, kupiliśmy wersalkę, zrobiliśmy przemeblowanie i już jest miejsce na łóżeczko i szafeczkę
teraz w tym miejscu stoi wózek!
kupiliśmy okazyjnie używaną gondolkę, w bardzo dobrym stanie. Nie jest jakaś super modna, ale na pierwsze miesiące jak znalazł. Ma pompowane koła i skórzaną rączkę, co było dla nas ważne,jeśli wózek miał być z drugiej ręki. Za rok kupimy już jakąś super spacerówkę 
Mam też dwie szufladki ciuszków
również używane i również w dobrym stanie
lubię co jakiś czas je wyciągnąć i oglądać od nowa. Nadal nie mogę uwierzyć, że to wszystko jest dla tego małego wiercipiętka. Że już niedługo wyskoczy ze mnie mały ludź 
Po urlopie zacznę pisać listę wyprawkową. Pomimo tych dwóch szufladek muszę jeszcze troszkę dokupić. Sama przyjemność
26 DC / 10 DPO
Nienawidzę tych przedmiesiączkowych dni. Uważam, że nie jestem wtedy do końca stabilna psychicznie! Z jednej strony wmawiam sobie, że to jeszcze nie teraz, że na pewno się nie udało. To jest chyba taki mechanizm obronny - oswajanie się z kolejną porażką. Z drugiej strony dopatruję się najmniejszych nawet objawów ciążowych. W poprzednim cyklu dopatrywałam się mdłości, które okazały się totalnie wyolbrzymionym wymysłem! Teraz czuję jakieś dziwne bóle w okolicy szyjki macicy, po lewej stronie. Mam już tak trzeci dzień.
"Taką to by na stos, na co jej durny los, dajcie chłopcy ten kagańczyk..." - Wariatka tańczy / Katarzyna Groniec 
Dawno nie pisalam... Chce spisac tutaj takie cos: przedwczoraj byli u nas nasi przyjaciele. Tak tylko przejazdem, na rowerkach, mieszkaja niedaleko. Grzes to nasz mechanik samochodowy, Oliwia ma 8 lat a Oskar 3 latka (nie wspomne juz ze zonie Grzesia - Iwonie - wysnilam ze bedzie miala syna jak poronila swoje drugie dziecko no i stalo sie!). Dalismy po lodziku, Oliwia cos tam nam poopowiadala (to juz panna, zachowuje sie i rozmawia na jakies 12 lat!) a Oskar porobil slady raczkami na naszych bialych scianach (nic nie szkodzi!!!) I fajowo spedzilismy razem moze jakies 30-40 minut. Byl to akurat taki dzien, ze maz byl bardzo spiacy i zasnal w salonie a ja slyszac jego chrapanie postanowilam polozyc sie na gorze w malowanej sypialni by podziwiac jej sniezna biel (kupilismy najdrozsza farbe wiec kazda smuge mozna zetrzec gabeczka z plynem, super sprawa ta farba!) Ale, wracajac do sedna, ktore jest takie tycie malenkie a jednak wielkie... Bedac z dzieciakami w ogrodzie (Oskar latal jak szalony!) spytalam sie Oskarka, ktore kwiatki najbardziej mu sie podobaja i pokazywal jeden po drugim. Nagle zauwazylam, ze w jednej donicy obok wlasciwego krzaka rosliny wyrasta cos jeszcze, jakies dwie zielone szabelki na okolo 3.5cm (wczesniej tego nie widzialam a przeciez ogladam moje roslinki codziennie, czasem nawet 2 razy!) Od tamtej pory obserwuje jak codziennie te 'niewiadome roslinki' podrastaja, oczywiscie podlewam. Iiii... tak pomyslalam wtedy sobie: 'jak to mozliwe skoro do tej donicy nigdy nie wsadzalam zadnych cebulek, ani nic nigdy w niej nie sialam, na 100% byla tylko jedna roslina' wyrasta cos jeszcze? To napewno nie jest chwast. I zaraz przyszla mysl: 'Bog w ten sposob dziala, ze tam gdzie cos moze wydawac sie niemozliwe sprawi ze rodzi sie cos z niczego'. Ta roslinka wyrosla na 3.5cm przez jedna noc! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 17:00
Stwierdziłam, że moze zacznę pisać tutaj, skoro beta uparcie rośnie.
Byłam na wizycie w klinice. Dr CZerwińska mówi, że mimo krwotoków ciąża jest dalej możliwa, że krwotoki w ciąży często się zdarzają. Podała mi wlew z intralipidu i przepisała duphaston. Była tak pewna tego co mówiła, że aż w to uwierzyłam. Zrobiła USG i powiedziała, że jest pęcherzyk, ale mały, ale powinien być teraz mały. Możliwe, że ona już dzisiaj zobaczyła pęcherzyk?
Moje krwawienia są różne. Czasami przez kilka godzin nie ma nic- czysta podpaska. A czasami dosłownie "kapie". Dlatego tak ciężko mi uwierzyć w to co powiedziała.
Ale na FB, na grupie wsparcia opowiadała dziewczyna, że którejś beta zaczeła spadać, CZerwińska podała intralipid i beta zaczeła wracać do normy. Że CZerwińska jest taka od zadań specjalnych.
Myślicie, że rzeczywiście to wszystko jest realne, a nie złudna nadzieja?
Pracuje w sklepie spożywczym. Widuje szczęśliwych rodziców z dziećmi, cieszy mnie to że mają dobrze z Nimi, z drugiej strony zazdrośc i smutek dlaczego ja nie mogę być szczęśliwa? Nie jest mi to pisane?
Przychodza oczywiście też matki żyjące z 500+, których dzieci wołają żeby im coś kupiła to tylko się wydziera na nie, ale później przychodzi i kupuje piwa i na to ma pieniądze. Dlaczego tacy ludzi nie potrafią zadbać o swoje dzieci? Tak mi szkoda tych dzieciaczkow. Dlaczego tacy ludzie mogą mieć po 5 dzieci a my nie możemy miec żadnego.. Nie rozumiem tego świata..
13 dc
Dzisiaj chyba jest taki "dołujący" dzień. Starania trwają w najlepsze, a ja...
W tym miesiącu wiara w to, że może się udać gdzieś się chyba ulotniła.
Nawet z M. to wszystko takie mechaniczne. Wracam z pracy, "szybki numerek" i M. wychodzi do pracy...
To wszystko nie tak miało wyglądać.
Dzisiaj się dowiedziałam, że małżeństwo kogoś mi bardzo bliskiego rozpadło się na drobne kawałki. Mają dzieci. Po rozmowach z nimi wiem, że ciężko będzie im poskładać to wszystko do kupy. Tak jakoś smutno mi się zrobiło. Szkoda dzieciaków...
Wierzę tylko w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny...
Wszystko jest "po coś"...
Oby te nasze starania też były "po coś". "Po coś" namacalnego, taki mały cud...
Niczego więcej nie chcę...
35 tydzień ciąży, kalendarz pokazuje 41 dni do końca... łaaaaa kiedy to zleciało... zaczynam się bać porodu, może nie tego bólu ale tego że tak długo będę się męczyć...
Po interwencji wkońcu odblokowano mi pamiętnik, a zatem bardzo nieśmiało witam się na belly.
Pomiar bety dopiero przede mną nie mówiąc już o USG serduszkowym...ehhh...
Maleństwo wtul się bardzo mocno w mamusię i rośnij zdrowe i silne.
28dc, 12dpo, 17cs, 4cpp
Temperatura nieznacznie ale jednak wzrosła. Wczoraj znów pojawiły się maleńkie skrzepy krwi w śluzie. Dziś rano delikatne plamienie na różowo/czerwono, ale dalej jakby @ się nie zjawiła, bo na wkładce ze dwie maleńkie plamki są, a jedynie na papierze coś tam się pojawia. Test oczywiście negatywny...tylko czemu temperatura zamiast spadać, delikatnie wzrosła...? Coś się definitywnie popierdzieliło...
Dziś jadę wykonać profil limfocytarny , by zobaczyć jak moje komórki NK. A z nimi w pon do swojej Pani dr, we wtorek z kolei do Invimedu.Zobaczę co mi powie lekarz. Jak się nie zakwalifikujemy, to umawiam się do jakiegoś lekarza z kliniki i zaczniemy szukać przyczyny naszych niepowodzeń a może i straty naszego Maleństwa... Bo nawet już Mąż ma dosyć czekania,a przecież trzeba się jakoś wspomóc, a nie co miesiąc się rozczarowywać...
Piąteeeeeek! Byle do 19 i urlop!
cieszę się jak dziecko
tego trzeba mi było. Mega power na dziś. Grzecznie czekamy do daty testowania, wszystko w rękach losu już teraz... 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.