Ach. Czasami wejdę na forum, coś przeczytam. Nie codziennie, raz na jakiś czas. Ciekawią mnie losy niektórych dziewczyn, więc gdy jest jakiś czas działań, to chcę poznać ich wyniki. Konkluzja jest jedna - trzeba mieć dupę ze stali i forsy jak lodu, aby zaczynać in vitro. No niestety, takie są moje wnioski.
U mnie sytuacja taka, że trochę się ostatnio z mężem nie dogadujemy. Dodatkowo ja trochę kuleję psychicznie, ale to nie z powodu in vitro. Nie mogę się pogodzić z niektórymi decyzjami teściowej, które wedle mojej opinii krzywdzą mojego męża. On twierdzi, że wszystko jest ok, że się cieszy z decyzji swojej matki, ale ja w to do końca nie wierzę. Widzę, że jest pełen obaw. Generalnie teściowa postępuje wyjątkowo egoistycznie i ja nie jestem przyzwyczajona do takich zachowań w mojej rodzinie. Moi rodzice na pierwszym miejscu stawiają dzieci, ich dobro i pomagają jak mogą. Oczywiście robią to rozsądnie, nie zapominając o sobie. U męża tego nie ma. Jest wręcz odwrotnie. Wynika to też stąd, że brak jest w rodzinie męża szczerej rozmowy. Nie ma tam kłamstw, ale też nie ma prawdy. Nie ma po prostu rozmowy na wiele tematów. Tzn, teściowa umie wyartykułować swoje potrzeby i do nich dążyć. Oczywiście rękami innych. Mąż tego nie potrafi. Ale zostawiam to. Już nic nie zmienię. Decyzje zostały podjęte, pewne kroki poczynione i teraz trzeba tylko się z tym pogodzić. Choć jest ciężko.
Nie ma teraz generalnie dobrego gruntu na podejmowanie tematu in vitro, transferu. Ciężko mi to tym razem to przyszło, ale jednak nie podejmę się działań w najbliższym czasie, choć bardzo już tego chcę. Muszę to odsunąć, ale mam nadzieję na jakieś kroki jeszcze w tym roku. Jestem dobrej myśli, powinno się udać 
Jestem jak nakręcona
Wczoraj posprzątałam całe mieszkanie tak od serca, a dziś jeszcze dopieszczam. Z reguły w tygodniu moje chęci oscylują wokół zera i co najwyżej odkurzę, albo zetrę kurze. A teraz? Najchętniej bym myła okna, ale na 14 do pracy i nie zdążyłabym skończyć
Nawet nabrałam odwagi i lekko przesegregowałam szafy. Mały kroczek bo uzbierałam tylko mały worek, ale od czegoś trzeba zacząć. I naszła mnie melancholia, gdy układałam wszystkie moje sukienki wieczorowe. Tak sobie wyobraziłam siebie za kilkanaście lat. Opowiadającą córce: "W tej byłam na komunii Twojej kuzynki, w tej na ślubie wujka X, w tej na weselu wuja i cioci Y, ta jest ze studniówki, a ta z matury. A ta kochanie jest wyjątkowa bo ślubna"
Od czasów studniówki nie wyrzuciłam ani jednej. I każdą miałam na sobie tylko raz. Każda ma swoją własną historie i będzie moją pamiątką na zawsze. Kto wie może styl vintage będzie nadal modny i moja córka pójdzie na studniówkę w mojej sukience ślubnej? Jest dość klasyczna i mało ślubna
Już teraz jest trochę retro. Rozkloszowana, do kolana, koronkowa, w kolorze ecru, z dekoltem pod szyją. Ahhh marzenia 
Moja temperatura oszalała. Zgodnie z tym co mówił ginekolog podczas HyCoSy 9 dc (piątek) to za nastepne 2 dni miałam mieć owulacje, czyli 11 dc (niedziela). Oczywiście naszym staraniom nie było końca
Przedwczoraj ( wtorek ) miałam silny ból brzucha jakby owulacja, ale nie jestem pewna. Wczoraj ( sroda) miałam z rana lekkie plamienie- taki zabarwiony śluz. Dziś co prawda o 6:30 mierzylam temperature i znacząco spadła! 36,6 ?! Po owulacji? Dziwny ten moj cykl......
1dc
Przyszła @ od jutra zastrzyki
14 dc
dzis rano lekkie pobolewanie jajnika lewego.
czuje, ze punkt kulminacyjny sie zbliza.
odpuscilam mierzenie temperatury. nie chce sie ludzic. nie chce nadziei. zobaczymy.
z jakiegos dziwnego powodu nie mam pozytywnych przeczuc na lipiec. co ma byc to bedzie!
tymczasem doceniam codziennosc jak nigdy dotad. przez pryzmat potencjalnej utraty pracy (po 8miu latach w firmie) i pozniej pozytywnej informacji, ze restrukturyzacja mnie nie objela zaczelam doceniac rzeczy najmniejsze. to, ze wysprzatane mieszkanie peiknie pachnie, to ze kawa z rogalikiem i truskawkami przed obiadem smakuje najlepiej na swiecei, to ze w niedziele spontanicznie mozemy pojechac na grzyby (tak, tak jestem grzybiara, ktora po przeprowadzce do Warszawy nieustannie szuka swojego miejsca w lesie - niestety bez wiekszych rewelacji na super miejsce na grzyby
).. cieszy mnie to, ze jak przytulam sie do meza, to nasz psiak zrywa sie ze swojego poslania i gramoli sie na nas nieporadnie, aby spoczac niczym wisienka na torcie (takie przytualnie nazywamy "kupa siana" - nie musi byc wygodnie, ale musi byc ciasno!
). zachwycam sie zapachem razowego chleba jaki pieke zawsze w niedziele, niestrudzenie od pol roku. cieszy mnie to, ze pada deszcz, w koncu wrozy wieksze szanse na lepsze zbiory owocowo.warzywno/grzybowe ....
zycie jest piekne.... a te male rzeczy chyba najlepsze... tylko musimy nauczyc sie je dostrzegac.
droga starania sie o powiekszenie rodziny moze byc piekna
zycze nam wszystkim, aby tylko nie zabraklo nam cierpliwosci i sily w pokonywaniu niepowodzen na tej niepewnej drodze 
Znow przegladam pamietniki na ovu i czasem na belly... kurde, moze jednak dzieci to nie dla mnie? Ledwo siebie ogarniam zyciowo. Smetny nastroj dzis (aura nie napawa optymizmem).
Ja już jestem po wizycie
Niestety zarodka jeszcze nie było był sam pęcherzyk ciążowy następna wizyta za tydzień
Przynajmniej wiem że to nie ciąża pozamaciczna
Dostałam duphaston 3x1tbl do następnej wizyty
Ciążę pozamaciczna się wykluczyło jestem trochę spokojniejsza teraz pozostał stres przed pustym jajem mam nadzieję że tydzień szybko minie
teraz to będzie mi się wlekło jak nie wiem co ja już chce ten 10 sierpień,chociaż testować będę na pewno wcześniej znając życie.Mam kupionych aż 18 testów ciążowych także śmiało mogę testować nawet codziennie:-)
mam chęć obejrzeć mój film i zaraz sobie włączę
6tc i 4dni
Dziś kiepsko się czuje
Od rana mdłości i plecy coś mnie trochę bolą, no i brzuch coś mnie dziwnie pobolewa ale mam nadzieje, że po prostu coś tam się w środku kształtuje i dlatego 
Moje drogie, przepraszam wszytkie Was za milczenie, ale u mnie już koniec. W zeszły wtorek odebrałam wyniki AMH 0,7 i FSH - ponad 19. To koniec.
Przeżyłam to krytycznie, bo w obserwacji było wszyko ok, stąd zabieg HSG. Wydałam mnóstwo pieniędzy na zabiegi, badania i wizyty, poświęciłam ostatnie 6 lat życia na ponowną (bo po poronieniu) próbę zajścia w ciąże (nieudana, bo było drugie poronienie), cały swój grafik dnia (mierzenie temperatury, badanie ciała, dieta, alkohol) i cyklu (życie do owulacji i lęk przed okresem oraz depresja po testowaniu) podporządkowałam Dziecku, które się nie chce począć.... To są realia moich ostatnich 4 lat...
Zrobiłam już wszystko i - po depresji, załamaniu i ogromnym bólu w zeszłym tygodniu - mówię to ze spokojem ducha, choć jeszcze nie bez łez... Leczyłam się, obserwowałam metodą Creightona, zmieniałam diete, jadłam tabletki, chodziłam na zabiegi, byłam na inseminacji, pomodliłam się Różańcem Pompejańskim. I w zasadzie już wtedy, kiedy skończyłam 54 dni modlitwy, powinnam była już odpuścić...
Ale teraz przyszedł już czas.
Muszę na powrót odnaleźć sens dnia i miesiąca, roku i wszystkiego, co mnie czeka. Bo po "wyrzucenie z siebie wiecznego starania się o dziecko" pozostał we mnie lej po bombie i nic. A ja przecież chyba muszę żyć po coś.. Skoro nie dla jakiegoś dziecka, to może dla kogoś gdzieś, kogo może jeszcze nie poznałam, a może kogoś, kto od dawna mnie potrzebuje.
To koniec.
Dziękuję Wam wszystkim za każde wsparcie i życzę, abyście nigdy nie dotarły do miejsca, z którego do Was piszę.
Angela.. Fufciu! Caro, Paris, Diversiku.. Ren.. Dziewczyny kochane.
Trzymajcie się, buzia, żegnam Was 
Moj plan dzialania jest nastepujacy: testy na mutacje juz zrobilam. W wakacje zrobie komorki NK, Homocysteine i pare drobnych rzeczy. I w zaleznosci od wynikow bede szukac dalej. Ale sadze, ze bez in vitro sie nie obejdzie. Jakos juz nie wierze w te naturalne starania. Dobrze, ze teraz przyjezdza mlody Meza, akurat bedzie w srodku cyklu
a Maz ma nocki, wiec nie bedzie jak sie starac. Zreszta co to da? Nic, nic, nic. Aktualnie jestem w 26 cyklu staran i udalo sie jeden, jedyny raz... Skonczylo sie szybciej niz zaczelo. I wole mylsec, ze to jakas sprawa genetyczna, nawet Moja, Nasza wina, niz, zeby wyszedl jakis problem immunologiczny. Kurcze tych sterydow to sie boje...
Jeszcze ostatnio pytalam o adopcje zagraniczna. I co: jednym z warunkow jest 5 lat po slubie. A my mamy dopiero 3... Boze caly czas pod gore. Moja wiara w Boga tak podupadla, ze az przykre. Chyba mnie nie lubi. Nie wiem, ile jeszcze mam sily. Ale wiem, ze moge sprobowac jeszcze in vitro. A potem rezygnuje ze staran, bo po co inwestowac w cos co moze sie nie powiesc. Moze powinnam uzyc sily podswiadomosci. Tylko co, jezeli sie juz nie wierzy... Tak bym chciala, zeby to glupie HSG co dalo.
Kochane kobitki !
Dzisiaj jestem tak padnięta, że szkoda słów, ledwo wróciłam do domu po pracy 
Ranny test z wynikiem - mnie zadziwił, ale cóż może jest jeszcze za wcześnie nie pozostaje mi nic innego jak dalej czekać 
Skoro już tyle czekam to i parę dni też dam radę 
Po małpiszonie ani śladu
dni lecą bardzo szybko, bo ciągle w pracy... a tam się nie nudzę.. mam nadzieję, że w tym cyklu uda nam się coś zmajstrować
I po wizycie.. Dzieciątko ma się dobrze.. Całe 86mm.. Na mocz żurawit przez 10dni 3*1 potem 1 *1, eurythox 75 po jednej dziennie bo tsh za wysokie 3.18 a jednak coś nie tak..
No i padło pytanie czy chcemy znać płeć.. Miałam obstawiać.. Ale ja od początku wiedziałam że to chłopiec.. Najpierw dlatego, że przecież on zawsze we wszystkim miał rację a potem już czułam że tak musi być.. Kształt brzucha i moja twarz.. To musi być chłopiec.. Tak.. I jest chłopiec.. Lekarz na 100proc pewny i jeszcze pokazał dokładnie gdzie te skarby są.. Choć miałam cicha maleńką nadzieję na dziewczynkę. Wróciłam wykończona. Z bólem głowy i mdlosciami ale tak zawsze jest stres.. Nerwy.. I to krążenie po Poznaniu mnie wykańcza.. Ale najważniejsze że mały zdrowy 14 Tc +2dn
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2017, 06:08
24 dc
Napiecie w piersiach. Poki co brak plamienia (ale to sie jeszcze okaze w ciagu dnia).
Kolezanka non stop opowiada o swoich planach rozrodczych, o badaniach, ktore robi, o wynikach. Ja siedze cicho.
No dobrze... okres mi się kończy i w przyszłym tygodniu będzie trzeba pic witaminę C oraz wapno + po lampce wina kilka razy w tygodniu ewentualnie piwko na dobry sen. Muszę jakoś opóźnić okres, żeby dostać okres najlepiej 26 sierpnia:). Mam nadzieję, że się uda i nie będę goniła z wakacji jak szalona przez całą Polskę ! Także za tydzień zaczynam misję! Oby się powiodła:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2017, 10:43
22 dc
9 dpo
Szybko leci ten czas. Zostało jeszcze z 5 dni do @ i umówienia terminu HSG. Póki co nie boję się. Pewnie zmieni się to bliżej terminu.
Około poniedziałku w głowie pojawiła się myśl "rób swoje i się nie martw niczym". Spróbowałam zaufać tej myśli, ale... moja głowa co chwilę wracała do tematu. Zaczyna mielić. Do tego stopnia, że to było już dla mnie męczące.
Po kilku dniach kołowrotek się zatrzymał. Zaczęłam bardziej ufać? A gdyby tak powierzyć wszystko Bogu i zaufać, że chce dobrze, ale z jakiegoś powodu u mnie wygląda to właśnie tak?
W weekend rozmawialiśmy z dobrymi znajomymi na te tematy. Słuchali z ulgą, ile ich ominęło, nie zdawali sobie sprawy jak to wszystko wygląda, ile kosztuje. U nich dzieci zrobiły się "same". Bez temperatur, nawet betą nie zawracali sobie głowy.
Może faktycznie, kiedy człowiek wie mniej, to dla niego lepiej - nie tworzy czarnych scenariuszy.
Druga sprawa to są emocje. Te których nie lubię. Kiedy patrzę na ludzi, którzy starali się o dziecko tylko z zazdrości, aby ścigać się z rodzeństwem/kuzynostwem, kto będzie pierwszym , ale kto będzie miał młodsze "bardziej kochane, najważniejsze", albo kto pierwszy urodzi syna.
I wtedy dopada mnie frustracja, kiedy widzę tych ludzi, ich podejście, ich dzieci. Wiem, że zazdrość to złe uczucie. Niepoprawne. Nie wypada przecież zazdrościć. Ale widzę to, i widzieć będę.
Taka telenowela.
Jezoooooo zabicie mnie, no tyle nie pisać to już zbrodnia 
U nas już 24+6 tc, brzucho rośnie
)))
W piątek wizyta u gina i już nie mogę się doczekać spotkania z moim małym skarbem.wszytkie wyniki dziecka z połówki i moje są idealne. Żadnych anemi czy wykluczen 
Trochę ostanio nerwowa atmosfera w domu bo mąż zakłada mała firmę bardziej na zasadzie samozatrudnienia ale wiecznie muszę pilnować czy wypełnił papiery, czy pilnuje terminów itp on nie ma do tego głowy. Wczoraj jeszcze poklocil się że swoją mama i oczywiście wszystko odbiło się na sytuacji w domu. Z nerwów nawet zepsuł laptopa
myślę że też się denerwuje bo przez miesiąc miał co robić a od tygidnia cisza
żadnych zleceń. Oczywiście mówię mu żeby się nie martwił że to dopiero początek, staram się go wspierać ale i tak zaraz o coś się klocimy 
Mało kto mi pomaga w domu więc pomimo szwu i nakazu dużo leżenia jestem mobilna typu,zmywanie,zakupy,drobne sprzątanie, gotowanie,prasowanie itp całe szczęście szew spełnia swoje zadanie i mocno trzyma szyjke na stałej długości. Odezwę się w piątek wieczorem bo wizyta o 20 i napisze co u młodego
dzis szybki wpis.
taka mala obserwacja z wczoraj.
w trakcie owulacji mam zajebistego powera. byalam wczoraj na orbitreku 30 min i 30 na biezni... tempo cwiczen, interwaly.... o wiele szybsze/ czestsze niz w normalne dni cyklu. no zesz w mordeczke. myslalam, ze gory przeniose.
nie wspomne o cieknacym pocie po czole i wielkim usmiechu na twarzy... dziewczyna cwiczaca obok patrzyla sie na mnie jak na wariatke 
a wieczorem silownia domowa

Dzięki za pocieszenie czekam cierpliwie do wizyty środowej wtedy będzie 7 tydzień (6tc+4) i mam wielką nadzieję że zobaczę wtedy serduszko
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.