Dziś mąż był u urologa, najlepszy w naszym mieście i okolicach. Tę "najlepszość" widać wcale nie po cenie ale po szybkości postawienia diagnozy. To drugi urolog męża i drugie usg. Okazało się, że jednak ma żylaki powrózka nasiennego co poprzedni lekarz kategorycznie wykluczył! I wziął mniej piniendzów, szczęście niepojęte! Zaoszczędziliśmy całe 50 zł.
A tak na poważnie, to wydałam dziś 997 złotych polskich na badanie food profil (nietolerancje pokarmowe), IgA całkowite, IgE całkowite, witamina B12 i przeciwciała przeciwko transglutaminazie tkankowej IgA. Została do zrobienia tylko morfologia, analiza moczu,tsh (to dopiero w grudniu), anty TPO, anty TG, homocysteina, testosteron, androstendion, DHEA SO4, prolaktyna na czczo + test 1h metoklopramid (po 40 dniach brania bromergonu), estradiol i progesteron (oba w każdym cyklu, 7 dni po owulacji)
Zrobiłam już: tsh, ft4, anty TPO, anty TG, test obciążenia 75g glukozy, glukoza, insulina (1. na czczo i 2. 2 h po glukozie), witamina D3 25OH, fsh, lh, CA125, prolaktyna na czczo + test 1h metoklopramid.
We własnym zakresie hsg- obie rurki drożne.
Szczęście w nieszczęściu, względnie najlepsza z najgorszych opcji. Tak podsumuję dzisiejszy news o żylakach męża. Przynajmniej można to leczyć. Ma schudnąć, brać wit C, fertilman plus i tamoxifen. Za 3 miesiące badania nasienia i decyzja o laparoskopii.
Łącznie w tym miesiącu wydaliśmy ok 2300 zł na badania, leki i lekarzy. Ale jestem bardzo zadowolona bo pierwszy raz od trzech lat widzę światełko w tunelu. I nie są to światła nadjeżdżającego pociągu ! 
W aptece ścisnęło mi się serce i zapłakał portfel. Ponad pięćset złotych. Ale dostałam super torbę więc jest ok ! 

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2017, 20:19
11dc
Pękł!! Sam z siebie 23mm pecherzyk pękł!!
plus hodują się 2 pęcherzyki w prawym jajniku jeden ma 16mm drugi 13mm, a w poniedziałek nie było nic!!
juhu, cieszę się, że pracują! Jeśli nie zapomne od jutra termometr wraca do lask! 
Chciałam przenieść się tutaj dopiero po usłyszeniu serduszka i wreszcie jest! Od samego początku ciąży czuję więcej strachu niż radości, a wydawać by się mogło, że po prawie dwóch latach starania, będę skakać pod sufit. Ciąża młodsza o dwa tygodnie i ciągłe plamienia. Już trzeci raz mi się zdarzają i trwają po kilka dni. Świruję i odchodzę od zmysłów chociaż, wiem że to nie pomaga.
Boże, proszę Cię daj siłę naszej Fasolce. Błagam pozwól nam przytulić ją w maju.
Weekend udany, pod względem starań również. A dziś test ovu wyszedł pozytywny - czyli dzień po seksie. https://naforum.zapodaj.net/3e58b25d56ee.jpg.html
Szkoda, że o owulka dopiero teraz, bo A. już wyjechał. Miejmy nadzieję, że to wystarczy.
14 dc
Wczoraj zrobiłam test,druga kreska była lekko widoczna,a myślałam, że owulacja jest tuż za rogiem,bo zaczął się śluz płodny.Dzisiaj śluzu mniej niż wczoraj,darowałam sobie więc testowanie,spróbuję znów jutro. Ten dzień to zazwyczaj 17 dc,więc mamy jeszcze 3 dni.Działamy póki co z serduszkowaniem,a ja cały czas modlę się,by to był ten szczęśliwy cykl.
Przypadkiem dowiedziałam się o istnieniu Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej w miejscowości Skępe. Przyjeżdżają tutaj rodziny bezdzietne, modlące się o dar macierzyństwa. Okazuje się,że ta miejscowość znajduje się w okolicach rodzinnych mojego K. Niedaleko mieszka Jego babcia i wujostwo. Będę namawiać mojego męża, żeby przy okazji odwiedzin wstąpić do tego miejsca...
O Maryjo, Pani nasza i Królowo, dziś przychodzimy do Ciebie z dziecięcą wiarą i ufnością, że zaradzisz naszym troskom. Prosimy Cię Matko Boża Brzemienna, nasza Pani Skępska, o dar macierzyństwa i ojcostwa. Pragniemy, jak Ty, Matko Błogosławiona, z radością przyjąć dar potomstwa i otoczyć go miłością, na Twój Matko wzór. Wierzymy i ufamy, że przez Twoje ręce Maryjo, Matko Boża Brzemienna – Królowo Mazowsza i Kujaw, Bóg w swojej wielkiej miłości i trosce udzieli nam tej łaski, o którą prosimy. My natomiast zobowiązujemy się razem z naszym dzieckiem wychwalać nieskończoną dobroć i łaskawość Boga przez całe nasze życie. Amen
Zdecydowaliśmy, że podejdziemy do odpłatnej 3 ostatniej w naszym przypadku próby. Zaczęliśmy zbierać pieniądze. Pomogli nam trochę rodzice. Wszystkie pieniądze zwłaszcza jakieś dodatkowe odkładaliśmy na jedencel. Założyliśmy nawet dodatkowe konto oszczędnościowe. Ja brałam dodatkowo płatną pracę, Emek wyprzedawał na allegro swoje cenne rzeczy. Nasze relacje z Emkiem nie były najlepsze, nie rozmawialiśmy ze sobą, żyliśmy trochę obok siebie. Na okrągło powtarzał mi że to nasza ostatnia próba, koniec na więcej się nie zgodzi. Nie chce patrzeć jak cierpie, jak po raz kolejny przechodzę całą procedurę, zastrzyki, punkcja, znieczulenie.... W tak zwanym miedzy czasie okazało się że w naszej okolicy otworzyła się klinika leczenia niepłodności, zaczął przyjmować w niej nasz lekarz. Uznaliśmy to za dobrą monetę. Nie musieliśmy jeździć już do Gdańska, nie chcieliśmy nawet tam wracać. Ostatnią rzeczą którą tam zrobiliśmy to badanie genetyczne m.in. na mutacje i genetyczne przyczyny leczenia niepłodności. Emek zdrowy, ja okazałam się szczęśliwą posiadaczką mutacji mthr heterozygotycznej. Ucieszyłam się z tego wyniku. Mamy powód, w końcu coś wiadomo. Jestem winna. Umówiliśmy się na rozmowę w nowej klinice. Może znajdą na nas pomysł, będą mieli plan. Na wizycie okazało się że taką mutacje jak ja to ma większość ludzi tylko o tym nie wie. To nic groźnego i są na to leki. Została nam przedstawiona wizja kolejnego podejścia które musi się udać bo w sumie dlaczego nie. Kazano nam się zgłosić jak się zdecydujemy standardowo 3 dnia cyklu. Był też haczyk, klinika okazała się filią kliniki w Białymstoku. Na wizyty mogliśmy chodzić na miejscu ale punkcja i transfer musiał się odbyć w Białymstoku. Mieliśmy kolejną rzecz do przegadania. Do Białego mamy dalej niż do Gdańska. Nie znamy miasta dochodzą koszy noclegów i oczywiście dojazdów ehh zawsze coś. Decyzja zapadła zbieram kasę, wizyty u nas, procedury medyczne w Białym jakoś damy radę. Mieliśmy plan.
Dzisiejsze (a właściwie sporo wcześniejsze,ale nie dotrzymane)postanowienie:
obowiązuje mnie trzymanie gęby na kłódkę,nie opowiadanie wszystkiego co mnie dotyczy ze szczegółami koleżankom tym najbliższym i pozostałym.
O moich problemach z zajściem i utrzymaniem ciąży wiedzą dwie najbliższe koleżanki...ale często mam wrażenie,że wiedzą za dużo,a i tak mnie nie rozumieją,bo tak naprawdę,wszystkie te problemy,które są opisywane tutaj na ovu,rozumiemy tylko my,kobiety które same tego doświadczają.
Nie chcę absolutnie współczucia/rozczulania,ale mam dość słuchania,że mój problem to nie problem (może nie zupełnie tak to ujęłam,ale coś koło tego).Ja wiem i rozumiem,że każdy ma problemy,raz gorszy raz lepszy dzień,ale pewnych spraw mam dość.Często o tym myślałam,ale nie umiałam być bardziej "tajemnicza".
Wczorajsze rozmowy z najbliższymi koleżankami,utwierdziły mnie w tym,że muszę się bardziej powstrzymywać.Mówić,jeśli będą zainteresowane,w wielkim skrócie.
A koleżanki z pracy,wiedzą "tyle o ile",choć mam wrażenie,że nie powinny wiedzieć w ogóle.
Echch tyle rozmyślań.Robię swoje,osiągam cele,spełniam marzenia.O dobrym/złym piszę tutaj,zostawiam koło siebie tylko dobrą energię,a wszelkie inne paskudy wyrzucam z głowy/z rozmyślań,pokonuję/omijam trudności/kłopoty.
34 dc 7 cykl
7 dpo
Witajcie kochane :*
Chwilę temu otwarłam oczy
Słoneczko już u mnie świeci zapowiada się ładny dzień 
Dzisiaj kolejny etap sprzątania chociaż już wszystko mnie boli

Ale jak się zaczęło to trzeba skończyć 
Temperatura dalej idzie w górę o dziwo powoli i jest stabilna, a nie tak jak w poprzednich cyklach 
Piersi zaczynają powoli pobolewać i coraz częściej chce mi się siku
a no i jem za 4 nie za 3

Od dzisiaj przestaję sprawdzać szyjkę, aby się mniej stresować
na progesteron też się nie wybieram niech się dzieje wola Boża 
Z M nie widziałam się już 2 dni
bardzo mi go brakuję, ale też rozumiem że pracuję aby wszystko pozamykać gdybyśmy mieli jechać w następną sobotę. Niestety okazało się, że są tylko 2 wolne miejsca, a nas jest 4 i teraz mamy ciągłą niepewność co to będzie... Nie lubię tak bo stresuję się bardzo 
Ale koniec rozmyślania o tym
Biorę się do roboty 
Miłego dnia kochane :*
28 dc
3 dni temu wzięłam ostatnią tabletkę duphastonu i czekam na okres. Temperatury podczas brania dupka są dziwne bo najpuerw w pierwszych dniach wysokie a potem niskie. Boję się że w ciągu 10 dni od odstawienia duphastonu znowu nie dostanę okresu i tym razem będzie lekarz musiał coś wymyślić innego niż zwiększenie dawki duphastonu.
Boli mnie prawy jajnik, bardzo.
W sumie lepiej, że boli prawy niż lewy na którym był torbiel. Jutro sprawdzę czy się wchłonąl.
Wczoraj miałam urodziny . Mąż mnie zaskoczył. Kupił mi śliczny naszyjnik i do tego wziął urlop w pracy. Aby spędzić ze mną wieczór 
Bardzo miło z jego strony.
Mieliśmy iść do kina, ale nie było nic ciekawego, wiec to odroczyliśmy na inny termin jak coś fajnego będzie. Na pizze gdybym nie była na diecie byśmy poszli.
Za to zrobiliśmy super kolację i zjedliśmy przy świecach, ale bez picia, bo biorę leki.
Stworzyliśmy romantyczny nastrój kadzidełka świeczuszki.
Odcięliśmy się od wszystkiego, powykańczaliśmy komórki. Nawet kota wygoniliśmy.
Byliśmy tylko dla siebie.
Mój czuł że mam dni płodne, wykorzystał to. Fajnie się złożyło dni płodne w urodziny 
Powiedział mi dziś powstanie nasz syn. Nie chciałam odbierać mu nadziei że i tak nic z tego nie będzie.
Oddałam mu się całkowicie, bez sprzeciwu że to nie ten czas, że z tego nic nie będzie itd.
Nie kalkulowałam nie myślałam oddałam się wirowi żądzy. Od kilku cykli mamy wspaniały sex, ale ten był najlepszy 
Choć i tak z tego dzidzi nie będzie, mimo wszystko czuję się szczęśliwa.
Był to piękny i niezapomniany wieczór 
12 t 0 d
No i zaczynamy 13 tydzień ciąży i zaczynamy zwolnienie na którym będziemy odpoczywać, dużo spacerować. zdrowo jeść, ćwiczyć i czekać na narodziny maleństwa 
Czuję się dobrze, w ciągu ostatniego tygodnia dwa razy miałam mdłości. a tak to nic mi nie dolega 
w poniedziałek jade na usg prenatalne
ciekawe ile nasza kruszyna urosła
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2017, 09:14
...
Zjadłam dziś śniadanie z P. Miło, bo w tygodniu nigdy nam się to nie zdarza. No chyba, że mamy wolne od pracy.
Wczoraj przed zaśnięciem miałam straszną myśl. Jak już pisałam wcześniej moja koleżanka spodziewa się dziecka. Zaszła w ciążę miesiąc po ślubie. No i wczoraj się położyłam, zamknęłam oczy i pomyślałam "dlaczego jej się udało, będzie szczęśliwą mamą, a ja tyle się staram i nic". Szybko odgoniłam złe myśli, bo po co mi one? Przez nie tylko popadam w mini depresję i płacze po kontach. Obiecałam sobie we wrześniu, że odpocznę od tego, że muszę być twarda i myśleć pozytywnie. Jeśli będzie nam dane mieć maluszka to go będziemy mieli, jeśli nie... hmm wtedy będziemy musieli pomyśleć o adopcji albo o byciu tylko we dwójkę. Adopcja to poważna sprawa. Nie czas na razie żeby o niej myśleć. Przed nami jawią się długie i wyczerpujące wizyty w poradni, które zaczną się od końca stycznia.
Moje wspomnienia z dzieciństwa.
Jak każda mała dziewczynka i ja marzyłam o pełnej, kochającej rodzinie z gromadką dzieci. Tylko już wtedy wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Dziwne? Śmieszne? Być może, ale nawet mój P. czasem wspomina, że na początku znajomości jak były rozmowy na temat dzieci to ja przebąkiwałam, że czuję, że będę miała problem z zajściem. A muszę Wam powiedzieć, że znamy się ponad 9 lat. Tak więc nie wiem czy już wtedy coś przeczuwałam czy po prostu wykrakałam.
wczoraj miałam wizytę
wg OM 8+1 wg USG 7+4
dzidź jest młodszy, ale nie ma co się dziwić przy moich 34-dniowych nawet cyklach.
wszystko jest ok, biło serduszko i ma ok 1,5 cm
bardzo się cieszę, uspokoiłam się trochę 
prenatalne mam refundowane, ze względu na wadę Zośki. umówiłam się już na 3 listopada.
Młoda miała 3 dni przerwy od przedszkola, chyba był lekki kryzys. Mamo nie mogę iść bo boli mnie oko. Mamo boli mnie palec. Mamo boli mnie szyja i tak dalej
ale dziś już powiedziałam dość. Poszła z uśmiechem, aczkolwiek bez wcześniejszej ekscytacji.
ja gotuję grochówkę i ogarniam firmę i dom. chyba jestem obecnie szczęśliwa i spełniona 
dzisiaj znowu upuściłam 5 fiolek krwi 
na szczęście sprawdziłam ważność poprzednich badań 
w poniedziałek histero, ale tym razem w znieczuleniu
Lenka juz jest! 26.09.2017 g.8:30 cc 3500g 52 cm
Ciąża zakończona 26 września 2017
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2017, 12:39
2dc i chyba 8 cs (o ile dobrze licze)
Jest zle. W dzisiejszym wpisie bede wredna, please don't hate me 


Wczoraj wredne samopoczucie - przez bol brzucha ledwo wysiedzialam w pracy (typowe dla 1go i 2go dnia @). Na komorke co rusz (jak na zlosc) dostaje MMSy ze zdjeciami nowonarodzonych dzieci znajomych (nie mam Facebooka). Odpisuje oszczednie 'gratulacje' i tyle. Ciekawe jest to, ze to znajomi, z ktorymi nie utrzymuje kontaktow. Ale jednak chec pochwalenia sie jest u nich tak duza, ze wysylaja pewnie do wszystkich w ksiazce adresowej, moze nawet do pizzerii i fryzjera. A nie utrzymuje z nimi kontaktow, bo z zasady unikam zaciazonych lub takich, ktorze w krotkim czasie moga zaciazyc. Chore, wiem.
Wczoraj ryk w lazience (ile lez moja wanna juz przyjela...). Latwiej byc optymista zaraz po owulacji, ciezko byc optymista, kiedy krew leje sie ze mnie wiadrami. Z Mezem nie rozmawialam o tym. Widzial, ze zle sie czuje jak zawsze przy @, pocieszal, okryl kocykiem, przytulil. Ale nie powiedzialam mu jak bardzo liczylam, ze @ nie przyjdzie. Moze powinnam? Znow to samo... ale pamietajcie, ze on jest malo wylewny i ciezki partner do rozmowy z niego.
Nauczki/postanowienia z tego cyklu:
1) plamienie WYKLUCZA ciaze wiec przestan sie nakrecac idiotko (na kolejnej wizycie u gina i endo obwowiazkowo ten temat poruszam)
2) mniej Ovu wskazane (od teraz: uzupelniam wykres i robie poranna prasowke z ulubionych pamietnikow I TO KONIEC, zadnego calodziennego grzebania w czelusciach)
3) nie wiem czy chce dalej mierzyc temp... sluz wystarczajaco wskazuje mi dni plodne, przemysle jeszcze, mam czas do konca @ bo jak mierzyc to tylko w pochwie... czy faktycznie potrzebuje zeby Ovu wyznaczylo mi owulke a potem karmilo tymi punktami ciazowymi? chyba lepiej nie...
A jednoczesnie taka mysl, ktora pojawila sie jeszcze przed nadejsciem @:
kazde niepowodzenie (czy to jest w ogole wlasciwe okreslenie? nie zaszlam w ciaze w tym miesiacu-czy to jakis rodzaj porazki? trzeba popracowac nad nomenklatura) uczy pokory. Mi wiele rzeczy w zyciu latwo przyszlo (glupio tak mowic, ale naprawde ogolnie zyciowo jestem farciara) i teraz takie utarcie nosa byc moze dobrze mi zrobi. Moze bardziej docenie... wszystko.
Fotures, super i niesamowite, ze ujrzalas 2 kreski
, chociaz musze przyznac, ze byl to pierwszy post, jaki zobaczylam dzis rano i kilka lez polecialo.
Odmeldowuje sie, zajrze w poniedzialek.
Aha, jeszcze jedno: mam umowiona wizyte u psychiatry (juz kiedys chodzilam w zwiazku ze stanami depresyjnymi, super lekarka) i POJDE NA NIA, bo nie radze sobie z emocjami (chociazby to, ze odcielam sie od wszystkich...).
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2017, 09:16
1dzień 11 cyklu.
Znòw @ przyszła.. to juz 11 cykl. JE-DE-NA-STY ! Eh juz tak mało zostało do tego roku w ciagu ktorego zdrowym ludziom sie udaje...w planach brak mierzenia temperatury I spokoj.. ale czy to sie uda ? Czy lepiej kupic termometr owulacyjny ?
Misiek widzi,ze od kilku dni bardzo to przezywam i stara sie jakos mi humor poprawic..Kochany jest. Gdybym tylko potrafila miec tak samo spokojne nastawienie do tego co On.. tylko,że mi bardzo na maluszku zalezy ...
Uzbieraliśmy pieniądze, stawiliśmy się w klinice 3 dc. Ruszyło wszystko od początku, zaczynaliśmy bez przekonania. Na zasadzie zrobić szybko, poznać wynik (z założenia negatywny)i zapomnieć. Po kolejnych wizytach w klinice, zaczęłam nabierać pewności że się uda, przecież tym razem musi. Do trzech razy sztuka... Standardowo, leki, zastrzyki, podglądanie. Decyzja o punkcji, rezultat 17 dojrzałych komórek. Bez entuzjazmu, transfer za 5 dni. Od koleżanki z pracy dostałam małego, pluszowego bociana. Taki specjalny, zaczarowany, roznosił ciąże. Za jego sprawą na świat przyszło pięcioro zdrowych bobasów. Wzięliśmy bociana ze sobą na transfer. Doktor skomentował że tym razem wzięliśmy wsparcie
Powiedziałam, że jak on nam nie pomoże to już nikt i nic. Transfer bez przeszkód, czułam się po nim dobrze. I tak wróciliśmy po raz kolejny we trójkę do domu. Kolejne dłuuugie 14 dni oczekiwania. Huśtawka nastojów niesamowita. Od euforii po rozpacz. Od pewności, że się uda po zdecydowaną porażkę. Wzięłam L4, dr kazał się nie przemęczać i spacerować. Byłam grzecznym "pacjentem" wszystko zgodnie z zaleceniami. Wstałam rano i poczułam że bardzo chce mi się sikać. Oho a to niespodzianka.... okres. Nie mogłam uwierzyć. Przy poprzednich próbach nie dostałam okresu. Zadzwoniłam do rodziców z prośbą by tata zawiózł mnie do kliniki na badanie bety. Tata się zestresował, mama słyszałam jak się popłakała. Spanikowana zadzwoniłam do kliniki kazali przyjechać zrobić bete. Położne pocieszały że to nic takiego, żeby się nie denerwować (że co??!!!). Między czasie dodzwoniłam się do lekarza kazał zwiększyć dawkę progesteronu i oczywiście zrobić bete. Zapytał, który to dzień cyklu i kiedy powinnam dostać okres? A ja durna nie miałam pojęcia
Czekałam na wynik trochę ponad godzinę, siedzieliśmy w samochodzie z tatą w kompletnej ciszy, okropna cisza przerywana moim smarkaniem i wycieraniem łez. Wynik bety.... kto zgadnie? Ej to proste pytanie jest. 0,1!!!! Brawo dla tych co zgadli. Wróciłam do domu zalana łzami i zadzwoniłam do Emka, zdziwił się bardzo, stwierdził, że to kolejna nowość, kolejne doświadczenie. Śmiać mi się chciało. Nie ma na świecie drugiej osoby która tak by mnie rozśmieszała jak on. Do jego powrotu z pracy wyłam cały czas. Głównie dlatego, że przypomniałam sobie co mówił. To ostatnia próba, więcej nie będzie, nie zgodzę się. Gdy wrócił przeprosiłam go, powiedziałam, że to przez mnie. To mój organizm odrzuca nasze dzieci. To był mój błąd, żałuję tego. Zaprzeczył, powiedział,że to niczyja wina. Jednak sądzę że tak właśnie myśli. Odstawiłam wszystkie leki łącznie z witaminami. Byłam zła, wściekła, rozgoryczona, zrezygnowana, załamana. Skończyło się...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.