Dziwnie się czuję. Jest to "dziwność" niepokojąca dla mnie. Brzuch boli, ale nie jak na okres tylko w pachwinach, bardziej w prawej niż w lewej, może podbrzusze ciągnie, czasami jest to bol uciazliwy.
Zazywam nospę 3 x 1.
Boję się.
Ojoj ależ długo nas nie było
Moje dziecko jest chłopcem imię też już mamy wybrane
pozostało jeszcze 8 tygodni do pełnych 40 tygodni ciąży . Kiedy to zleciało ? Rośniemy sobie
19 tydzień (18t5d)
Zlamalam sie, wczoraj w Lidlu bylo tyle ubranek dla maluchow w niskich cenach, ze kupilam. Mój K. stwierdził, ze bierzemy, wiec skorzystalismy z okazji. 2 pary body za 22zl, śpiochy, 2 czapeczki do kompletu i spodnie w dwupaku tez za 20zl. Wydaje mi sie, ze to bardzo tanio. Wszystko w kolorach neutralnych bez i biel, jakby Leon zrobil sie Leonka. Tylko spodnie niebieskie, bo ostatnie były. Wszystko w rozmiat 50-56. Najmniejsze jakie byly. Słodziaki, ale kurcze troche za wczesnie na to wszystko, ale jak widze tanie ciuszki to tak ciezko sie oprzec, tym bardziej ze zaczynaja sie wyprzedaże. Jak cos to oddamy komus potrzebujacemu.
Od kilku dni boli mnie brzuch. Co wieczor mi sie napina na kilka godzin i boli lekko. Wczoraj poczytalam i powinno to byc normalne, szkoda ze se nie umiem badac szyjki. Zauwazylam, ze brzuszek sie powiększył. Kocham nasze male dzieciatko na maksa i jednocześnie boje sie, ze cos sie wydarzy. W weekend powiedzielismy najblizszym znajomym. Byle do wizyty.
Dziś rano wizyta w laboratorium, zaczyna mi dokuczać nerw kulszowy, więc stoję zamiast siedzieć. Podpieram ścianę i niewielka piłeczka wybija się na pierwszy plan. Przede mną jakieś 15 osób. Nie upominam się o pierwszeństwo, ale smutno, że nikt nawet nie zaproponował. Przekrój wiekowy od A do Z, ale nikt nie miał tyle przyzwoitości aby chociaż udawać, że mnie nie widzi. Każda jedna osoba się po prostu gapiła. Czułam się jak zwierzątko w ZOO. 40 minut czekania, tylko jedna pielęgniarka przechodząc zaproponowała abym usiadła i, że przyniesie mi szklankę wody. Nie oczekuję specjalnego traktowania, ale chociaż tej odrobiny kultury, żeby cała poczekalnia nie odprowadzała mnie wzrokiem kiedy idę do toalety, żebym nie czuła się obgadywana, gdy ludzie szeptając do siebie zerkają na mój brzuch. Po badaniu rejestrowałam się do lekarza rodzinnego i dopytywałam o moje skierowanie na EKG. Tu już słyszałam wyraźnie komentarz, że ledwo w ciąży jestem i już po lekarzach biegam. "Starzy EKG nie dostają, a tu taka siksa...a widziałaś ile miała badań na blankiecie? Kilkanaście!"
Szkoda, że stara krowa nie pomyśli, że brak diagnostyki dla mojej Dosi może się skończyć tragicznie...
Zawsze malutki przestawał kopać jak mąż brzucha dotykał. A jak w końcu udało się i poczuł to był w takim szoku i miał minę w stylu 'tam faktycznie jest dziecko!' 😄 no mi aż łzy w oczach stanęły ze wzruszenia 🥰
Ale ogólnie to na razie raczej z dystansem, na razie nie mówi o dziecku tylko o brzuchu 😅 np pies się na mnie kładzie to mówi do niej 'zejdź bo brzuch gnieciesz'😄
Nie zdecydowaliśmy się jeszcze na imię i właściwie to sama mam jeszcze dystans, jakby ten brak imienia tworzył jakaś blokadę. No ale ciężko nam jakieś wybrać 😆 chociaż wolałabym mieć już podjęta decyzję, bo mnie to męczy.
To nasze pierwsze dziecko, ale nie mam wątpliwości że będzie świetnym tatą mimo, że sam wychował się bez 🙂
Panie Boże spraw nam gwiazdkowy prezent. Ja sobie w tym roku nie zasłużyłam ze swoimi humorami i wstrętnym charakterem, ale mój mąż - jest najgrzeczniejszy na świecie, powinien dostać najładniejszy prezent:)
Hej dziewczyny, dawno mnie tu nie było ale postanawiam do Was wrócić
. Od ostatniego wpisu się trochę zmieniło, zrobiliśmy remont u M i już mieszkamy sami na swoim od początku grudnia. Nie jest najgorzej, tylko trochę się boję bo cały czas sama jestem od rana dopóki M nie wróci z pracy. A to coś puknie, stuknie a ja cała spocona ze strachu..
. Plusy takie że nikt się nie wtrąca co robie. Jestem już 20 tyg ciąży, kiedy to zleciało to nie wiem. Cały czas nerwy czy wszystko dobrze będzie. Byłam u lekarza w poniedziałek i z dzieckiem wszystko ok (będzie synek) ma już 260 g. Ze mną trochę gorzej, mam początki anemi, mocz w nerce i polipa mam. Trochę się tym martwię, ale lekarz zapisał mi tabletki i 21 znowu jadę na wizytę a potem 4 stycznia..
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2017, 12:14
Odliczamy czas do drugiego szczepienia, mało brakowało a nie dożylibyśmy do pierwszego...
Około 22 km przed Krakowem coś niedobrego zaczęło się dziać z naszym autem. To alternator postanowił wyzionąć ducha na autostradzie, pośrodku niczego. O godz 21
Światła świeciły coraz słabiej bo energii w akumulatorze ubywało z każdym kilometrem. Mąż postanowił jechać nadal, z tym że na światłach postojowych. Dostawałam ataku paniki za każdym razem gdy kończyło się oświetlenie przy różnych zjazdach. Nie widzieliśmy nawet napisów na mijanych tablicach, nie wiem na ile inni kierowcy nas widzieli bo pod koniec jechaliśmy już prawie bez świateł... " W pewnym momencie "przyczepiliśmy się" do tira żeby widzieć cokolwiek przed sobą. Dojechaliśmy ok 23 do Prokocimia i tam, na drugim skrzyżowaniu po wjeździe do miasta nasze auto nieodwołalnie zagasło.
Przejeżdżający taksówkarze pomogli nam zepchnąć tego cholernego dziada na trawnik przy przystanku autobusowym. Trójkąt za tylną szybą i to by było tyle z niego.. Zabraliśmy bagaż i znaleźliśmy autobus do hotelu, ok 1. w nocy byliśmy wreszcie w pokoju. Rano mąż poszedł na pobranie krwi a później organizował lawetę i elektromechanika który ogarnąłby naprawę w jedno popołudnie. Ja w tym czasie dochodziłam do siebie bo tym nocnym koszmarze na autostradzie. Po 13 wyszłam do przychodni, było zajebiśc*e zimno ale musiałam się już wymeldować także czekało mnie kilka godzin czekania na szczepienia. I nadal nie wiedziałam co w sprawie samochodu bo mąż miał zadzwonić jak już będzie wiadomo coś pewnego. Na szczęście czas szybko nam zleciał a auto jakimś cudem zostało zrobione jeszcze przed moim szczepieniem, także po wyjściu z gabinetu mogliśmy już pojechać do domu 
Samo szczepienie nie było dla mnie jakoś specjalnie bolesne, robienie tatuażu bolało bardziej. Gorzej zaczęło się robić jakieś 20/30 minut po tych zastrzykach, ból wywoływało nawet delikatne otarcie się ręki o cokolwiek np fotel czy ramię męża. Musieliśmy jeszcze wstąpić do Rzeszowa po osobę z rodziny, od razu zrobiło się nam trochę weselej.
Mniej więcej sto kilometrów przed naszym miastem zauważyłam że mimo ograniczenia prędkości jedziemy coraz wolniej. Myślałam że to znów samochód nawala ale to mój wyczerpany mąż. Szybko się zmieniliśmy a on zasnął praktycznie od razu.
Gorzej, że z bólu ledwo byłam w stanie zmieniać biegi. Następnego dnia cudem udało mi się wciągnąć na siebie spodnie. Pójście do pracy to był jednak głupi pomysł. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Po południu ból nieco się zmniejszył ale kiedy podniosłam czajnik z wodą to przeszył mnie okropny ból. I tak przez tydzień nie robiłam nic. W miejscu wkłucia powstały mi guzki, wyglądam jakbym miała implanty. Po tygodniu siniaki zaczynają powoli schodzić. Ale wcześniej było duże zaczerwienienie i "gorączka" w miejscu wkłucia.
Dziś za to robiliśmy badanie nasienia bo poprzednie z września (czyli cykl z ciążą!) były niedobre i lekarz zalecił letrozol 2 razy w tygodniu oraz powtórne badanie. Niedobre, czyli ok 10 tys plemników w ml (!). Dzisiejsze było najgorsze ze wszystkich- 0 w badaniu komputerowym, w tym "niekomputerowym" widocznych było kilkanaście plemników. Jakim cudem !?
Mąż ma zbadać kariotyp i kilka innych rzeczy do następnej wizyty, czyli 24.01
Szczerze, to cholernie boję się robić to badanie. I tak dziś mnie lekarz trochę dobił bo powiedział coś w stylu że " tylko Bóg daje życie, mimo wszystkich tych wyników"
Zrozumiałam to tak, żeby się szykować na zakończenie leczenia...
Mąż ma mieć podane jeszcze na próbę gonadotropiny ale czytałam że pomagają w niewielu procentach pacjentów.
Mam jeszcze nadzieję, z kilku powodów i trzymam się jej naprawdę kurczowo...
1. Czas abstynencji to 48 godzin, najkrótszy ze wszystkich dotychczasowych badań
2. Mąż od ostatniego badania przytył a zauważyliśmy że od pierwszego badania nasienia sukcesywnie rośnie jego waga a jednocześnie parametry nasienia są coraz gorsze. Mąż ma BMI ok 32/34 czyli otyłość (!) i nie wiem co jeszcze ma się stać żeby w końcu ruszył du*sko i coś ze sobą zrobił.
3. Wszystko wskazuje na to że w ciążę jednak zachodzę, czyli nawet przy malutkiej liczbie plemników ciąża jest możliwa (tylko jak !?)
Myślałam że może lekarz coś popieprzył że Hcg z wyniku marginalnego odczytuje jako ciążę biochemiczną i czy wg widział u mnie jakąkolwiek ciążę, ale...
Dziś przeczytałam że u kobiet które nigdy nie były w ciąży ALLOmlr wynosi 0%, u mnie było to 20%. Wychodzi z tego że nic się nikomu nie wydawało i ciąże jednak były. Nawet przy tak beznadziejnych parametrach nasienia.
Nie wiem co myśleć o tym wszystkim. A naprawdę straszne myśli przechodziły mi dziś przez głowę. Powiem tyle- jestem podła.
Podła, egoistyczna baba.
Edit. Czytam właśnie to co tu naklikałam a w radiu leci właśnie utwór z naszego pierwszego tańca. Boże, jaka ja byłam wtedy szczęśliwa i zakochana... A to co dziś myślałam o moim małżeństwie to były bardzo, bardzo niedobre rzeczy. i o mężu...
Aż mam wyrzuty sumienia..
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2018, 21:06
Wizyta w klinice.
Lekarz poprzeglądał nasze wyniki,chociaż odniosłam wrażenie,że już był z nimi zapoznany,bo dopytywał jeszcze tylko o jeden,którego nie robiłam w klinice.
Tak,więc za kilka dni rozpoczynam stymulację i przygotowania do IU.
Wypytywałam o to co w naszej sytuacji lepsze,skuteczniejsze,pewniejsze.
Lekarz jest stanowczo za inseminacją.Wytłumaczył nam to w ten sposób,że z moim drożnym jajowodem i z wynikami męża,musimy wypróbować mniej inwazyjny sposób,że trzeba lekami pobudzić prawy jajnik,bo tylko wtedy gdy owulacja będzie z prawej drożnej strony,będzie możliwa inseminacja.Tłumaczył też,że trzeba sprawdzić jak będą się zachowywały plemniki w tym płynie czy coś takiego.Inseminacja będzie możliwa jeśli będzie min 2 tys plemników po obróbce.
Mam się oczywiście nie nastawiać,że po pierwszej się uda,bo w moim przypadku to tylko 10%szansy.Ale powiedział,że ponieważ musimy się sprężać w czasie,to już ewentualnie po pierwszej czy drugiej,jeśli by się nie powiodło będziemy działać dalej.Wszystko będzie wiadomo po tym jak zareaguję na stymulację i jak będą się zachowywały plemniki w czasie i po przygotowaniu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2017, 09:02
35tc (34t0d)
To już 35 tydzień, nie mogę w to uwierzyć... Dzień zaczął się śnieżnie i trochę niespokojnie. Wczoraj wieczorem poczułam dyskomfort i poszłam sprawdzić, czy wszystko ok z pessarem. Niestety obniżył się i mogę go wyczuć już bardzo nisko... Problem pojawił się po mojej godzinnej walce z zaparciem - nie chciałam nic naruszyć więc przemęczyłam się wczoraj czekając na cud, ale siłą rzeczy musiałam trochę poprzeć i pewnie go przesunęłam. Dziś leżę i czekam na Męża, żeby zawiózł mnie do lekarza na umówioną wizytę na 16.00. Mam nadzieję, że ginekolog poprawi tylko pessar i będzie ok i że Ala jeszcze poczeka z mamą do Sylwestra...
Niby wszystko już mam gotowe, ale chciałabym jeszcze na spokojnie zrobić to badanie GBS i przeżyć w spokoju Święta
Wczoraj poszukiwałam w necie jakiegoś niedrogiego stanika do karmienia, pomierzyłam się i zamówiłam jeden za dychę rozm. 85D, czyli rozmiar większy niż teraz. Drugim stanikiem na początek będzie mój sportowy rozpinany z przodu stanik elastyczny, a właściwy dobiorę sobie już po porodzie jak będę w domu. Nie ma co szaleć.
No i ten sprzedawca miał też w ofercie różne laktatory, w tym niedrogi bo jakieś 25 zł ręczny laktator AKUKU - stwierdziłam, że na początku warto mieć jakikolwiek, a potem się okaże, czy będę potrzebowała elektryczny i wtedy zainwestuję. Także ostatnie zamówienie zrobione, zostały drobnostki takie jak karuzelka czy leżaczek, czyli to co może kupię po porodzie.
Dam znać po wizycie co to z tego będzie...
Jeszcze tydzień i będę testować.
I już 16 tydzień
czas mi szybko ucieka 
8tc+1
Nie widać czynności serca. Prawie na pewno ciąża obumarła. Za tydzień do kontroli, nie ma terminów.. Czuję kompletną rezygnację. Chce się spakować i wyjechać z tego kraju. Wynajmuję dziuplę w Poznaniu, bo tu dobrze z opieką medyczną, ale jesteśmy tu z mężem sami, w słabych warunkach mieszkaniowych. Wrócić nad morze...jest mieszkanie tam, rodziny, nie ma pracy, słaby szpital, wszyscy znajomi z wózkami...powieszę się tam, załamię całkowicie. Chcę się spakować i uciec, nie widzieć tych wszystkich szczęściarzy, mieć normalne mieszkanie..
Najbardziej boli, że mąż mówi, że uda się w końcu. Czuję presję, bo się nie udaje i co, jak nie będzie dziecka? Nie chcę tej jego wiary, chcę akceptacji dla beznadziei, by się nie łudzić ciągle. Moje siostry mają po dwójce dzieci. Jedna urodziła przedwczoraj. Ja mam dwa trupki.
Dobrze, że nie będę ich widzieć na święta.
13+5
Wczoraj byliśmy na wizycie, ostatniej w klinice, na usg nic nie widziałam, bo było badziewne. Mąż twierdzi, że bobas fikał, bo jemu akurat udało się coś zobaczyć.
Dziś po południu dostałam gorączki, takiej 37,3, ale już trzęsę tyłkiem czy przypadkiem nie za wcześnie odstawiamy steryd, ale z drugiej strony immunolog powinien wiedzieć co robi. Mam nadzieję, że to zwykłe przeziębienie.
Ciąża zakończona 30 września 2022
Wstalam rano i zemdlalam z bolu. Tak zaczal sie tym razem cykl . Mialam od dwoch miesiecy umowiona na dzis wizyte u polecanej przez wszystkie okoliczne Polki ginekolog. Polezalam wiec chwile w lozku i stary na ochotnika mnie zawiozl. W miedzyczasie z pracy dzwoniono do mnie ze sto razy, wyslano z dwiescie maili. Nawet nie mialam sily odebrac telefonu. Wysiedzialam sie ponad godzine w poczekalni z krwotokiem miesiaca. Wizyta smiechu warta. Badania nie bylo, bo okres. Dowiedzialam sie, ze na ten bol medycyna jest bezradna, moge brac ibuprofem albo tabletki antykoncepcyjne. Dostalam ulotke i wyslano mnie po zwolnienie do lekarza rodzinnego, specjalista niemiecki nie wystawia zwolnien. Jedna wielka zenada. A na forum tak dziewczyny ta niemiecka sluzbe zdrowia zachwalaja. Czy mam az takiego pecha w zyciu, ze trafiam na nieudolnych lekarzy, czy raczej opisy forumowe sa monco przereklamowane, nie gra to w tej chwili zadnej roli. Leze na kanapie obstawiona ibuprofenem (dzieki ci Polsko za 600 bez recepty) i nospa, zwolnienie mam do jutra. Tradycyjnie odwiedze przy okazji wycieczki w sprawie spadku tego fajnego lekarza w Polsce. Mysle o laparoskopii. Jest mi cholernie przykro, ze w tym kraju tak podchodzi sie do pacjenta, ze musze leczyc sie w Polsce prywatnie, mimo uczciwego oplacania niemieckich skladek. Mam serdecznie dosc zycia z bolem, ktory odbiera cala radosc zycia i robi ze mnie raz w miesiacu kaleke. Jesli powoduje go endometrioza, chce juz o tym wiedziec i moc z tym walczyc. Przeciez ibuprofen nie rozwiaze problemu, on go tylko chwilowo maskuje. Pora na kolejna dawke.
Ovufriend wyrzucił mnie na na bellybestfriend (w starym pamiętniku nie mogę pisać) a przyszłam tu bardzo nieśmiało.
Beta w 29 dc wynosiła 187, progesteron 24,85.
Jutro (w sobotę powtórka). Jestem dobrej myśli, czarne wyganiam.
Mąż był w szoku. Do szufladki wsadziłam małe góralskie wełniane bucicki (jakiś prezent ślubny) a do nich włożyłam test ciążowy z dwoma kreskami. Poprosiłam go by otworzył szufladę (oczywiście było tam pełno innych rzeczy ale buciki na pierwszym planie). W szoku zapytał co to? Mówię zajrzyj. Nie mógł uwierzyć. Ucieszył się jak wariat
Też już tracił nadzieje...
Bo w klinice nie dawali nam szans innych, niż inseminacja. Moje pęcherzyki przy stymulacji rosły byle jak. Jedna IUI się nie udała z resztą. Ogólnie nasza historia medyczna jest niejasna, bo czekam na ostateczne wyniki badań w kierunku potwierdzenia WPN.
Wierzę, że będzie dobrze.
Z objawów mam ślinotok i ogromną potrzebę spania. W pracy ledwo siedzę, niczym zombie. Ale nie narzekam. Czekałam na to 
Oskarek 18stego w poniedzialek bedzie mial rowno 2msc. Wczoraj mielismy szczepienie ..plakal a ja myslalam ze mi serce peknie..pozniej syan podgoraczkowy w nocy ksiazkowa temperatura 36,6i dzieki Bogu utrzymuje się tez i dzis. Oskar jest juz ochrzczony. Chrzest mial10.12.2017r o godz . 11.00 ksiadz cala msze mowil o nim do dzieci. Syn cala masze przespal,nawet nie drgnal kiedy ksiadz polewal mu woda glowke.
Oskar duzo się usmiecha,duzo gaworzy do siebie jak i do nas. Uwielbia jak się do niego duzo mowi. Przesypia cala noc
ostaynio zbuntowal się na piers ale po woli znowu zaczyna ladnie jesc. Oskar reaguje na dzwieki i na swiatlo. Gaworzy do zabawek. Moj synek uwielbia się kapac no i oczywiscie lezec z golym tylkiem bez pampersa
wlasnie przysnal ze smokiem na pol w dziobie mi na reku. Uwielbiam jak sie przytula.
Dodam,ze Oskar wczorj na szczepieniu wazyl 5200:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2018, 21:19
Ciąża rozpoczęta 16 listopada 2017
27 dc już nie wiem, chyba ósmy starań ale 11 miesiac. Nareszcie wiem, kiedy i że w ogóle była owulacja. W sobotę chyba 21 dnia cyklu badałam progesteron. bardzo byłam zawiedziona wynikiem 1,07ng/ml. Wczoraj znów pojechałam raczej z myślą że wywale kolejne 35zł na marne. Są tańsze laboratoria ale tu mam najbliżej i wynik online po 1,5h. No i piękne 17,84ng/ml (bez żadnych leków). Normy według tego lab jakieś nie pasujace mi ale w googlu wyszukałam takie, że poprzedni wynik miescił sie w normie okołoowulacji a ten w fazie lutealnej:-) od 20dc pozytywne LH (co prawda 5 dni pod rząd) 22dc skok temperatury więc owu musiała być. Tym obserwacjom towarzyszył płodny śluz najbardziej w 18dc i położenie szyjki. Teraz jest inaczej wygieta, no i ph śluzu też wieczorem 21dc odczyn kwaśny potem coraz bardziej... Nawet jak nie bedzie dwóch kresek to jestem szczęsliwa bo mam nadzieję na jakiś normalny cykl i okres o czasie bez leków. możliwe zatem, ze dziś jest 5/6dpo
ovufriend wyznaczył grubą krechę na moim wykresie właśnie na 22dc. Pierwszy raz mi się to wszystko ładnie układa:-). wyczytałam też że w obecnych czasach cykle 21-35dni są zdecydowaną normą(kiedyś 28dni regulował księżyc) teraz przy sztucznym oświetleniu i trybie życia wygląda to inaczej. Ponadto kupiłąm sobie luks buciki na wyprzedaży w CCC i tera zmnie od nich boli kręgosłup (obcas wysoki). Mężu tez sobie kupił. Prezenty kupione, urlop od jutra;-) jeszcze dziś do pracy, ale na krótko. W weekend trochę popracuje w domu żeby spokojnie zacząć się delektowac urlopem. Póki co susze łeb i ogarniam się.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.