U lekarza było spoko, pęcherzyki pięknie pękły. Wszystkie trzy. Mąż dostał metę i ma zrzucić 20 kg + siłownia 3x tyg a ja z wagą ok. Generalnie to gin nazwał moją sytuację zdrowotną "poważną". Obecnie biorę 10 różnych leków. Mam zwiększoną dawkę bromergonu bo hiperprolaktynemia szaleje.. A i mój miał mieć operację na żylaki w marcu a będzie gdzieś w styczniu. Czyli żadnych dzieci w przyszłym roku, ale to już chyba wiedziałam od dawna.
Mam tylko dwa marzenia na przyszły rok- chodzenie na rurę i skończenie tatuażu. No i może w dalszej kolejności jakieś kolejne dziarki ;) Przynajmniej w końcu robię coś dla siebie...

s1985 walcząc 22 grudnia 2017, 18:51

Nie wytrzymałam i zrobiłam dziś betę 3875 czyli cacy
8 dni do wizyty

anemic Wielkie chcenie ... 22 grudnia 2017, 22:06

Dzięki dziewczyny, zrobię sobie te badania.
Konsultowalam się na wszelki wypadek z dr P. powiedziała, że beta jest prawidłowa. Progesteron nie powala, ale jest ok, tym bardziej, że duphaston nie jest miarodajny w badaniach. Podtrzymała leki jak wcześniej.
Badanie bety mam powtórzyć po świętach i każe ją powtarzać aż do osiągnięcia poziomu 800-1000 -.-

26 dc prawie minął. Bez plamień.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2017, 22:06

Marti... Goniąc czas 22 grudnia 2017, 22:24

ahhh, nie pisze czesto ostatnio. jakos nie mam weny.


obiecuje po Swietach troche wiecej napisac co u mnie, co porabiamy itp.
tymczasem wpadlam w wir przygotowan swiatecznych: pierniki, pierogi (120 sztuk!! - dla mnie rekord), ciasta, chleb razowy, salatki. poki co nie wszystko moglam zrobic dzis czy wczoraj, ale szykowanie skladnikow, zakupy (dramat ile czasu na zakupach przez kolejki schodzi) itp pelna para. nie moge zrobic wiecej, bo sie tesciowa obrazi :D

dzis zapakowalam ostatnie prezenty (od roku pakuje w szary papier, owiniety na krzyz bialo-czerwonym sznurkiem, do tego troszke szarego sznurka i mala galazka swiezej choinki. w zeszlym roku dodawalam jeszcze plasterek przesuszonej ponmaranczy z gozdzikami - w tym roku za pozno zabralam sie za pakowanie).

no i skoro przy prezentach jestesmy :D

bylam dzis na polowkowym USG z mezem (fajnie, ze to nasze 3 badanie i ze na kazdym moglam byc z moim P. - bardzo to przezywa i dzieki obecnosci widze, ze nie ma poczucia, ze cos go omija - widzi tyle co ja, uczestniczy w tym. widze, ze jest szczesliwy <3 ).

badania wyszly bardzo dobrze. wszytsko w normie. wskazniki wzrostu wg USG perfekcyjnie pasuja tygodniami i dniami do wieku ciazy liczonego wedlug miesiaczki.
no i wiemy kto tam u mnie mnieszka!!!!!!!!!!!!!!! bedziemy miec coreczke <3 wg lekarza na 100%. zreszta pokazal nam wargi sromowe i wszystko dookola. to raczej 100000% !!! wiedzialam :D w koncu ostatni raz w szczesliwym miesiacu kochalismy sie dzien przed owulacja. to musiala byc dziewczynka :D choc absolutie nie planowalismy "zaskoczyc" w sierpniu. ten miesiac byl przekreslony z gory na straty :D a tu prosze. Amazonka nam sie uchowala :D <3 czy bedzie miala na imie Aleksandra? takie 80% chce kupic ksiege imion i dla pewnosci, ze nic innego mi nie wpadnie w oko, przewertowac. w necie jest sporo stron, ale sajakies takie okrojone. jesli macie jakis dobry link do imion, to smialo wklejajcie w komentarzach. bardzo chetnie sie zapoznam :)

nooooo takze z okazji prezentu w postaci coreczki kupilismy dzis wspolnie pierwsze spioszki dla naszej dziewczynki :) do tej pory nie zakupilam ANI JEDNEJ rzeczy. tak na wszelki wypadek, zeby nie zapeszac. ale dzis juz nie wytrzymalam :> rodzinie powiemy w Wigilie.

czuje sie swietnie. czasem boli dolny odcinek kregoslupa. tak, mecze sie tez szybciej i czasem mam zadyszke przy zakladaniu buta. ale ogolnie jest naprawde dobrze :) <3



Jesli zagladaja tu jakies staraczki, to zycze Wam z calego serca radosnych i spokojnych zarazem Swiat z najblizszymi, tymi ktorych kochacie, abyscie dobrze sie czuly i choc w te dni mogly oderwac swoje mysli od pragnienia. a zaraz po Swietach do roboty, aby nowy rok Wam zaowocowal zielonoscia :)
dla ciezarowek: abyscie przezyly te chwile z bliskimi w radosci i zdrowiu, coby dolegliwosci nie doskwieraly i brzuszki pieknie sie prezentowaly.
A mamusiom: rozbrykanych i szczeslwiych chwil z rodzinka, takze odpoczynku i poczucia spelnienia!!

Kochane, lece wyjac chleb z foremek.

obiecuje odzywac sie czesciej!

Wesolych Swiat wszystkim!!!! <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2017, 22:29

Powiadam Wam!! Kochajcie się dzisiaj po 21.30 w trakcie najdłuższego zaćmienia księżyca w XXI wieku!! To musi przynieść ciąże :P

P.S. my odpadamy bo w poniedziałek badanie nasienia :)

7t1d.

No to się załatwiłam. Niestety, ale dopadło mnie jakieś choróbsko... jak ja przygotuję kolację wigilijną???... nie wiem.

W środę wybrałam się do lekarza po jakieś tabsy antyhistaminowe na wymioty. Dostałam Cyclizine - trzy razy dziennie.

Bardzo chciałam pominąć branie jakichkolwiek rzeczy na przeziębienie, ale chyba jednak będę musiała zapodać sobie paracetamol :(

Dzisiaj zaliczyłam całkiem spore spięcie na linii mąż-żona. Stary wpadł w ciąg grania w CSa. W niedzielę zarzekał się (wcale go o to nie prosiłam), że nie bedzie w tym tygodniu grał... a napier*ala po 5 godzin dziennie!!!
Ja leżę z katarem, kaszlem, gorączką i rzygami w łóżku i nie mogę ruszyć ręką, a ten jeszcze łaskawie Ci powie, że "jak czegoś potrzebuję to mam napisać na fejsie". No kur*a jego mać!!! łaski bez! Herbatę sobie sama zrobię i jakoś do sypialni doniosę. Zamówiłam kurczaka słodko-kwaśnego z ryżem (ciągnie mnie na kwaśne). Małż siedział bez obiadu. Obraził się jaśnie panicz śmiertelnie, ponieważ zwróciłam mu uwagę, że gra... i stwierdził, że już odechciało mu się jeść. Dlaczego akurat teraz musi mi fundować takie nerwy??? Na co ja w ogóle liczyłam? Głupia jestem i tyle!!! Mój mąż chyba jeszcze jednak nie dorósł do bycia ojcem. Serce mi pęka, mam wrażenie, że zostałam ze wszystkim sama... tak jak podczas ostatniej ciąży pozamacicznej. No nic... muszę być "twardka, a nie mientka" :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2017, 00:23

s1985 walcząc 26 grudnia 2017, 21:58

3 dni do wizyty

Trwa wariactwo przedświąteczne.

Co do ciąży to trochę mi ulżyło. Wczoraj był 5 tydz i 1 dzień, widziałam zarodek na usg a w środę mamy zgłosić się na wizytę serduszkową! A myślałam, że to dopiero po nowym roku.
Ale w klinice mają chyba jakiś zajebistszy sprzęt.

Biorę encorton. Na chwilę obecną 5 mg/dobę, pół tabletki rano i pół wieczorem (to ponoć ze względu na nadnercza). I trzeba to pogodzić z moją immunologią.
Andorgeny niestety szaleją, wzrosły w ciąży ale spodziewałam się tego. Dlatego modlę się, aby dzidzia była chłopcem...

Bety więcej nie robię. A czwartą zrobiłam tylko dlatego, że i tak miałam pobieraną krew (oznaczali mi właśnie te androgeny).
Co 3 tygodnie będę dostawałam wlewy z intralipidu (do 18 tygodnia ciąży).
Teraz do środy czas szybko zleci :) Cieszę się, bo do pracy wracam po Nowym Roku. Póki co czuję się bardzo dobrze (oprócz zmęczenia, które dopada mnie wieczorem). Piersi nie bolą, są "tylko" wrażliwe. Z tego co wiem, u mnie w rodzinie nikt nie rzygał, więc liczę że i mnie ominie.

Trzymam kciuki za Wacusia (tak go roboczo nazwaliśmy) aby ładnie rósł :)
Wesołych Świąt Dziewczyny!


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2017, 10:29

Wracam i zaczynam od smutku. Szanse były małe, ale były wiec nadzieja nie odpuszczała. A teraz kolejny cykl i kolejne stresy i zmagania.
Też zauważyłyście ile nas tu jest dopiero po rozpoczęciu starań? Też nie zdawałyście soboe sprawy jakie to jest trudne? Jak długo trzeba czekać na 2 kreski a potem jak długo tzeba sie zamartwiać?
Myślałam że po takiej przerwie od starań bedzie łatwiej przyjąć że sie nie udało, ale to nie prawda... boli dokładnie tak samo. Im bardziej Ci zależy tym bardziej boli. Ale jak ma Ci nie zależeć skoro tak bardzo pragniesz zdrowego dziecka????

8 dpt, 3 dniowego zarodka.
Nie czuję zbyt wiele.

Szymon wczoraj nauczył się w końcu pić z bidonu ze słomką. Do tej pory odpuszczałam temat, bo po prostu nie wiedział co ma z tą słomką robić. Wczoraj wyciągnęliśmy znów bidon, nalaliśmy w niego wody i pomogło to, że Szymon zaczął pić z niego na leżąco (słomka niekapka). Potraktował słomkę jak smoczek od butelki. No a potem już w pozycji pionowej naturalnie wiedział jak pić.

Radość i ulga dla mamy, bo syn od wczoraj poi się sam wtedy kiedy chce. ☺


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2017, 15:34

Sprzątanie, przygotowania, zakupy, gotowanie - Święta. Kolejne Święta bez dziecka, sami w domu. Kolejny rok, kolejne Święta. Staram się nie myśleć, zająć czymś głowę. Ciężko jest, popłakuję po kontach byle by M nie zobaczył. Krojenie cebuli to bardzo dobre alibi. Nie czuję w tym roku żadnej magii Świąt. Najgorsze jeszcze przede mną ŻYCZENIA...te wszystkie litościwe spojrzenia eh ;-(

anemic Wielkie chcenie ... 23 grudnia 2017, 22:34


Kochane moje, z okazji świąt chciałam Wam życzyć spełnienia tego najważniejszego marzenia.
Życzę Wam również dobrego czasu spędzonego z rodziną i bliskimi. Odróżniania rzeczy ważnych od ważniejszych. Ciepła i wyciszenia. Żebyte święta były "prawdziwe".

Wesołych Świąt :*


Kolejny dzień bez plamień:) Jestem taka szcześliwa. Oby dobra passa trwała. 27 dc.
Piersi bolą. Źle sypiam. Bóle brzucha jakby ustały.

anemic Wielkie chcenie ... 24 grudnia 2017, 00:23

Krwawie

Na prośbę Wiki
Cała moja historia w skrócie (mam nadzieje, że samej mi sie juz nie pomiesza :D)
-> 25 cykli starań naturalnych. Nasienie mamy ok, morfologia waha się miedzy 4 a 6%. HBA nieco obniżone 70%, fragmentacja DNA 6%, reszta wszystko w normie. W tym czasie tona też moich badań hormonalnych (wszystkie ok, poza podwyższonym TSH - dostałam Letrox), wykrylismy ureaplasme, wyleczylismy, potem laparoskopia wraz z histeroskopia i drożnością wykazuje, że wszystko ok poza tym, że jest endometrioza 2 stopnia
->26cs jedyne IUI na cyklu naturalnym wspomaganym Puregonem nieudane
->1 in vitro w Katowicach Angelius dr Paliga, długi protokół na Puregonie i Menopurze (+gonapeptyl), mamy 6 komórek, zarodków 5, blastek zero. Jeden zarodek w 3 dobie podany, świezy transfer... niestety lipa. Bralam tez Fertile chip do selekcji plemnikow, aktywacje oocytow i wlew z Tractocille na ewentualne skurcze macicy no i heparyna
->w miedzyczasie ide do Paśnika, robie badania immuno. Paśnik mówi, że mozemy pomyslec o szczepieniach ale na brak zarodków nie jest mi w stanie nic poradzic. Nie chcę szczepień.
-> i teraz kilka miesiecy suplementacji, diety, zapisalam sie na siłownie itp. mąz tez wspomagany suplami dzielnie łykał
->2 procedura Novum, Warszawa (odradzam!!!!!!), znowu długi protokół, Gonal F i Menopur(+gonapeptyl), mamy 11 komorek, 8 zarodków, jakościowo zarodki fatalne, duzo gorsze niz w Angeliusie, zamrożono mi 3 słabiaki 6c, 7c, 7b, reszta nie dotrwala do blastek znowu. Podano dwie siódemki (kriotransfer na cyklu naturalnym), 6c sie nawet nie rozmrozilo. Do tej procedury nie mialam żadnych dodatkow, procz heparyny i proga. Nawet selekcji plemnikow nie wzielismy.
-> konsultacja z prof Malinowskim, tona badań immunologicznych. Nabralam sie na to, bo twierdził, że zna przyczyne mojego braku zarodków... no cóż... Wiec zrobilismy tonę badań, wydalismy tyle kasy co na kolejne in vitro... zrobilismy szczepienia limfocytami męża, dostalam obstawe prografem do nastepnej procedury i do transferu accofil i encortolon dodatkowo jeszcze.
-> w miedzyczasie wykrywam sobie sama IO oraz hiperinsulinemie, licząc, że to jest przyczyna! Dostaje metformine 3x500. Znika mi trądzik, przestaja wypadac wlosy, poprawia sie samopoczucie, znika przewlekłe zmęczenie. Jest ekstra! :) ale nic sie nie wydarza w tym czasie w kwestii ciąży
->zakładam instagrama, zeby opisać swoja historie, wyrzucic z siebie emocje... i poznaje tam dziewczynę która sie okazuje, że też jest ze mną u dr Paligi i razem będziemy zaczynac procedury :)
->powtarzamy nasienie męża, wszystko tak samo, ale okazuje się, że fragmentacja DNA spadła na łeb na szyję 29% aż!!!!!
-> 3 procedura, powrót do dr Paligi, na szczęścia kobieta-anioł przyjęła mnie z powrotem pod swoje skrzydła. Tym razem protokół krótki, procedura na Elonvie plus Menopur(+orgalutran), mamy 8 komorek i 8 zarodków jak dobrze pamiętam. Decyzja że nie podglądamy ich w 3 dobie, zeby nie zaburzac im środowiska. W 5 dobie wszystko padło, została jedna słabiutka blastka 1BB. Na całym forum znalazlam tylko jedną udaną ciążę z takiej blastki... :( do tej procedury wzielismy aktywacje oocytow i fertilechip. Kriotransfer na cyklu sztucznym, po 2 miesiacach wyciszania endometriozy Diphereliną... Nieudany standardowo.
-> za kazdym razem do transferu bralam embrioglue
-> Pani doktor każe pomyślec o adopcji zarodka, ze wzgledu na to, ze nie mamy pojęcia od którego z nas moze być przyczyna padania zarodków. Podejrzewa, że być moze coś z nasieniem nie tak, ale równie dobrze mówi ze to moze byc od komórki. Ale nie jesteśmy w stanie już tego w żaden sposób zbadać
-> nie moge sie z tym pogodzic, jestem załamana, wizyty u psychologów niewiele pomagają, idę jeszcze do dr Matej Butrym, bo zrobilam ponownie krzywe (glukoza i insulina), które tuż po nieudanym transferze wyszły FATALNIE, wskazując na cukrzycę :/ dostaje Metformine 3x1000 i mam zakaz podchodzenia do kolejnych procedur poki nie wyrównam cukrów :D
->dziewczyna którą poznałam na instagramie, z którą się zaprzyjazniłam internetowo pisze mi o cudach w Czechach, gdy jej mówie o tym, że Pani Doktor nie widzi szans na dalsze leczenie. Podsyła linki. Czytam historie dziewczyn. I nie wierze w to. Nie wierze. Jedna historia, druga, trzecia, piąta... Mniej więcej wszystkie podobne do mojej: brak zarodków w PL, w Czechach mają blastki, są już w ciązy, bądź niektóre już mają dzieci. Przecież to niemożliwe? Mówię mężowi... decydujemy się spróbować. Ostatnie podejście. Ostatnie. I idziemy w dawstwo komórkowe jak sie nie uda. Mam dość walki.
-> w tym czasie też odstawiam wszystkie suple, przestaje ćwiczyć, rzucam dietę. Mam dosyć. Nawet kwasu foliowego nie jestem w stanie łykać
-> trafiamy do Ostrawy, Eurofertil, dr Lachcina. Na pierwszej wizycie wytknął błędy w stymulacjach (niezbyt mi sie to spodobalo tak szczerze). Więc tak. Wg niego po pierwsze stymulacja poprowadzona złymi dawkami leków. Po drugie on nie blokuje tak mocno jajnikow (gonapeptyl czy orgalutran), daje Proverę która jest delikatniejsza, co daje lepsze efekty. Po trzecie. Trzyma stymulację do końca. Możliwie jak najdłużej, po to, żeby komórki były możliwie jak najbardziej dojrzałe. Po czwarte jako trigger nie daje ovitrelle tylko diphereline, bo uważa, że po diphereline komórki lepiej dojrzewają.
Niech robi co chce. Jedyne na co sie uparłam to na ministymulację, a doktor sugerował agresywną (inne dawkowanie leków zupełnie).
-> procedurę 4 zaczynamy od razu, pomimo zakazu od diabetolog :D w dodatku bylam chyba wtedy w trakcie zwiekszania tej dawki metforminy :P
->Leki ktore mam brac: Provera 2x1, Clostilbegyt 3x1 przez 5 dni i do tego Menopur 75 codziennie, po skonczeniu Clostilbegytu, zwiekszam Menopur do 150 dziennie i tak długo biore ta dawke az pecherzyki urosną jak trzeba. Na 36h przed punkcją biorę 2amp Diphereline 0,1 dawka (jakos tak, taka mała dosyc). Idę na punkcję. Mamy 7komorek, 6 zarodków. Jedna blastka 4AB. CUD !!!! nie moge w to uwierzyć.
-> doktor decyduje, ze lecimy od razu z drugą ministymulacją pod rząd, więc 6dni po punkcji, 1 dzien po wyniku rozpoczynam kolejną ministymulację, dokładnie takimi samymi lekami i takim samym schematem. Tym razem chyba doktor za pozno punkcje wyznaczył i niestety mamy tylko 2 komórki, 2 zarodki... z ktorych jest jedna blastka 2BB :) szok!
-> doktor mowi, zeby już kończyć, mąż się upiera, żeby zrobic jeszcze trzecią ostatnią jak już jestemy na fali. Ja już mam dosyc fizycznie, pierwszy raz źle znoszę punkcję. Ale ulegam. I to bylo najlepsze co moglam zrobić.
-> znowu 6 dni po punkcji te same leki, wszystko to samo prócz Menopuru (brakło w hurtowniach, ale mają zamiennik Meriofert, niby to to samo, inna firma tylko, dawki pozostają takie jak w poprzednich stymulacjach), ale sporo rzeczy idzie pod górkę. Zaszczepiłam się na covid podczas początku tej stymulacji i za jakieś 6dni się rozchorowałam mocno, skończyło się na antybiotyku Duomox i punkcja pod znakiem zapytania. Brałam Nimesil bo nie szło przezyć, a nie wolno podczas stymulacji takich leków... NIe przyznalam sie w klinice, bo sie balam ze odwolaja stymulacje. Poszłam na punkcje w trakcie antybiotykoterapii... i mamy 4 komórki, 4 zarodki i aż dwie blastki! 4AA i 2AA!!! Nie posiadam się ze szczęścia :)
-> transfer przekładany 2x, raz przez klinikę, bo poszli na urlop i nie wyrobiłabym się z transferem, dwa przeze mnie bo złapałam covida na parę dni przed transferem :) więc stymulacja zakończona w listopadzie, a w lutym dopiero transfer na cyklu sztucznym (estrofem 3x1)
-> do procedury w Czechach mialam tylko Fertilechip na selekcje plemnikow za kazdym razem
-> do transferu: szczepienia limfocytami, accofil 1/2amp codziennie, encortolon 5mg, intralipid w dniu transferu tylko, heparyna 0,4, acard 150, prolutex 1x1, agolutin 1x1, utrogestan 3x300, duphaston 3x2 (ze wzgledu na bardzo niski prog dzien przed transferem 3,8 ), ale ten sam zestaw (procz prolutexu i agolutinu) był też w 3 procedurze przy transferze i nic nie dał :)
->z takich technicznych rzeczy: do Czech mielismy 2h drogi, ale w czasie jednej stymulacji były tylko 2wizyty i punkcja, i tak za każdym razem, więc nie ma dużo jeżdzenia.

Ogólnie co pomogło? Moim zdaniem zmiana stymulacji i inne laboratorium i to, że wyhodowali mi jakimś cudem piękne blastki. Nie wiem jak Czesi to robią. Czy bez tych lekow immuno by się udało? Być może tak, nie do końca byłam przekonana co do moich rzekomych problemów immunologicznych, tym bardziej, ze Pasnik i Sydor je dość mocno zanegowali. Ale wiecie. człowiek po takich przejsciach jak widzi światełko w tunelu to weźmie wszystko co mu dają.

Czy moja głowa wyluzowała? ABSOLUTNIE NIE!!!!!!! Byłam bardzo zdeterminowana w walce i wiem, że ta determinacja mi pomogła. Zaszłam w ciążę w ciężkim momencie, cały czas chodzę zestresowana ze względu na sytuację na świecie, bardzo mocno ją przeżywam, myślę, że hormony mi wcale w tym nie pomagają. Naprawdę bywałam mega wyluzowana w czasie tych starań i nic to nie dało. W ciążę zachodzi się macicą, nie głową. I ogólnie jestem mocną przeciwniczką rad pt "wyluzuj" i zawsze będę. Nie zaszłam dzięki głowie.
Mam nadzieję, że komuś moja historia pomoże <3 trzymam za wszystkie staraczki mocne kciuki <3 warto być nieugiętym! :)
prawie 5 lat o to walczyłam <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2022, 20:31

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 24 grudnia 2017, 00:37

37tc (36t0d)

Właśnie wchodzimy w kolejny tydzień, już po północy i Wigilia za pasem :)
Większość soboty spędziłam z Mężem na IP w szpitalu na kontrolnym KTG - nie dość, że kilka kobiet w kolejce to potem żaden lekarz nie był dostępny, żeby nas zbadać. I tak ponad 4h czekania zamiast przedświątecznych ostatnich porządków. Po powrocie padłam na kilka godzin i zasnęłam.

A chodziło o to, że w piątek na kontrolnym KTG wyszły silne skurcze (ok 80/100) i to nawet całkiem regularne. Mnie nie bolały, choć je czułam i lekarz się trochę zaniepokoił. Ale przepisał Nospę Forte 3x1 + magnez i zalecił pojawić się dziś. Po Nospie w domu przeszło, czyli zwykłe skurcze przepowiadające - dziś już KTG wyszło ok.

Zalecenia - pojawić się w wyznaczonym terminie porodu lub wg zaleceń lekarza prowadzącego. Tak czy siak muszę mieć zdjęty pessar za jakiś tydzień, więc na wizycie u gina w czwartek zapytam co i jak i zrobię od razu posiew na GBS.

Przez chwilę w piątek była myśl lekarza, żeby mnie zostawić na kontrolę a ja sama zdałam sobie sprawę, że to może być w każdej chwili i to nieważne, że jeszcze nie jestem gotowa :P
Chociaż tak naprawdę mogłabym już urodzić, faktycznie zaczyna się "ten" czas, że ciężko, że już wszystko czeka, że magiczny czas świąt i nawet porodówka dziś przechodziła zatrzęsienie ;)

Ale czekamy dalej i spędzamy teraz ostatnie dni w gronie rodziny w świątecznym nastroju :)
Także wszystkim Mamom rozpakowanym i tym jeszcze oczekującym życzę dużo uśmiechu, wiary i siły, a przede wszystkim spokoju w tym radosnym czasie. Wesołych Świąt :)

Haana Hashi, MTHFR, Aniołki.. 24 grudnia 2017, 10:34

25 tydzień (24+0 dni)

d3033ee44289b332med.jpg

Zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Wesołych Świąt :)

24 grudnia - cudów nie będzie czuje okres w kościach temperatura nisko mimo proga i jeszcze tydzień do okresu, w ogóle smutno mi... kolejne Święta w oczekiwaniu na dziecko.

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 24 grudnia 2017, 12:02

W życiu wszystko jest możliwe. I choć brzmi to banalnie - wiem, że to prawda.
Wie o tym również EfQa, która opisała dla Was swoją historię walki o największe szczęście --> Nie trać nadziei

pigula_91 W oczekiwaniu na mały cud 24 grudnia 2017, 12:57

7t+3

20 grudnia po raz pierwszy zobaczyliśmy na naszego Maluszka. Nie do uwierzenia że jest we mnie taka mała istotka z bijącym sercem. Cudowne uczucie. Dzisiaj po Wigilii dowiedzą się nasi rodzice, że wydarzył się mały cud. To będą dobre święta...oby dobry przyszły rok.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)