gozik "Miłość na szkle" po stracie 14 marca 2018, 11:23

Jesteś w 33 tygodniu ciąży
(32 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3

Wczoraj byliśmy na ostatnim prywatnym USG.Jak tylko weszłam do gabinetu lekarz zapytał,ktory to tydzień ciąży.Jak usłyszał,ze prawie 32,to powiedział tak "a nie ma Pani cukrzycy ciążowej ? Wielkość brzucha wizualnie odpowiada 35tc...".No wiedział chlopina,jak mnie dobić...Zbadał Małego i stwierdził,ze mam baaaardzo dużo wód plodowych,stad tak ogromny brzuch.Nie mniej jednak dzięki niemu czuje się jak waleń...Powiedział,ze mi współczuje,bo będzie mi bardzo ciężko przez nadchodzące 7tyg,o ile dotrwam.
Z dobrych wieści-Maluch z powrotem jest ułożony główką w dół.Wazy już ponad 2,2kg.Pan doktor powiedział,ze jest jego zdaniem starszy 1-1,5tyg wagowo i że prawdopodobnie będzie duuuzy,bo podchodzi pod 91centyl.A i mamy zdjęcie jak słodko się uśmiecha! Cudowne!


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2018, 11:24

6dc

Byłam wczoraj na badaniach. Na pierwszy rzut oka chyba nie mam w nich czegoś bardzo niepokojącego, ale lekarzem nie jestem ;) w sobotę idę do ginekologa to mu je pokaże.

Badania robiłam w 5dc
Wkurzyłam się jedynie na TSH, bo przed jakimikolwiek hormonami było 3,6, po letroxie w dawce 37,5 było 2,1. A od kiedy biorę 50 to mam znowu 3,6!!! wtf?! Póki co nie świruje, do endo też nie idę. Wrócę do łykania letroxu w środku nocy. Bo może kawę za szybko piłam po łyknięciu, może inne suple brane równocześnie nie dawały mu się dobrze przyswoić. Byłam też chora w zeszłym tygodniu co też może wpłynąć. Powtórzę badanie w kwietniu.
A inne wyniki wyglądają tak (w nawiasie normy dla fazy folikularnej)
LH- 7,77 (2,4-12,6 mlU/ml)
FSH 7,24 (3,5-12,5 mlU/ml)
DHEA-s 140,2 (65-407 mlU/ml)
ANDROSTENDION 1,64 ng/ml (0,4-3,4)
PROLAKTYNA 314,9 (102-496)
GLUKOZA 93
INSULINA 7,04
Ze wzoru wychodzi nawet, że nie mam chyba insulinooporności nawet. Choć glukoza dość wysoko.
Na wynik testosteronu wolnego muszę jeszcze poczekać.
Także niby wszystko w normie według wartości referencyjnych. Zobaczę jeszcze co powie na to lekarz.
Jeżeli w tym cyklu monitoring wyjdzie ok to w kwietniu bierzemy się za męża ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2018, 12:11

Marti... Goniąc czas 14 marca 2018, 12:25

32 tydzien rozpoczety.

nie moge uwierzyc, z etak szybko to mija.

odnosze wrazenie, z eteraz jest ten najpiekniejszy moment. brzuchol juz mocno wystajacy. nie da sie ukryc ciazy. wygladam jak kuleczka. smiac mi sie chce, bo tak jak po 4tym miesiacu, tak wraz z rozpoczeciem 7mego pojawil sie ni stad ni zowad.... i teraz czuje ze po malutku sobie rosnie. ruchy dzidziola czuje bardzo wyraznie. potrafie odroznic raczki i nozki. wydaje mi sie, ze czasem sie ze mna bawi, kiedy klade reke na brzuchu. 27.02 to dzien kiedy moj P. odwazyl sie wyczekac na ruch dziecka. do tej pory dotykal brzucha, ale jakos tak strasznie mu bylo glupio i "bal sie" tego dotkniecia po drugiej stronie :) i bylo meeega zobaczyc jego mine, gdy Ola byla akurat aktywna i mialampewnosc, z edlugo nie bedzie musial czekac, gdy go kopnela. odskoczyl jak oparzony! zdziwiony, zaniemowil i widzialam maly zachwyt w jego oczach. piekna chwila. naprawde :) namowilam go na powtorke. dzidziol byl juz malo aktywny i P. mowi do niej: "no Olcia, pokaz sie tatusiowi" i w tym momencie, jak na zawolanie, dwa kopniaki pod rzad :) no bosko bylo :)
ja wyczuwam jej ruchy tez juz takie "smagajace" wnetrze brzucha. w sensie nie kopniaki, ale takie poslizgi. do tego ze 4 razy urzadzila sobie chyba dyskoteke. wszystkie konczyny sie ruszalu, a ja tylko czulam jak mi prawie brzuch wibruje :) troche niekomfortowe to bylo, bo centralnie ma sie wrazenie, ze nie masz kontroli nad wlasnym cialem!! :) ale niech dziewczyna cwiczy :)


ja czuje sie w miare dobrze. sezon grypowy poki co mnie nie dotknal. jak sie przepracuje czuje, ze ciazy mi brzuch i chyba tez juz wiem co to jest to twardnienie. zadyszki latwiejsze. bol ledzwiowy tez jak byl tak jest. zgaga na szczescie w miare w miare (mleko i raz na jakis czas gastrofruit - dozwolony dla kobiet w ciazy - przynasza meeega ulge). od jakis 2 tygodni odczuwam jakbyt "nacisk" na krocze. ale mam nadzieje, ze dziewczynka nie spieszy sie na ten siwat. bo pielegnacyjna czesc wyprawki oraz zawartosc torby do szpitala zmaierzam zmaowi dopiero na koniec marca po wyplacie. mebelki mialy przyjsc max do zeszlego tygodnia.... i dupa, bo sie kierowcy pochorowali i jest poslizg 2 tygodnie. wiec nawet nie chce zamawiac nic, bo nie bedzie gdzie tego pochowac.

z ciekawostek. pozyczylam dlugoterminowo od tesciow maszyne do szycia. slawetny Lucznik :) ma bagatela 40 lat!!! zrobilam juz kolderke pchworkowa (z minky i bawelny), rogala do karmienia, poduszke mniejsza do karmienia, 4 poduszki na parapet do siedzenia (mamy takie okno balkonowe u Oli w pokoju, gdzie na parapecie jest sporo miejsca) oraz poduszke w ksztacie kosci dla psa. wiadomo, ze nie sa idealne w ksztalcie itd, ale jestem zachwycona. sprawia mi to wiele frajdy i spokojnie moze stac sie moim nowym hobby. jak Olcia bedzie juz "kumata" to pewnie jakies galgankowe lalki, ubranka i stroje na bale przeebierancow bedziemy razem robic. chcialabym w niej zaszczepic troszke tej umiejetnosci. jak bylam mala to podpatrywalam moja babcie. i jakos teraz bardzo latwo mi zrozumiec roznice miedzy sciegami itd :)

w rodzinnym domu niestety dzieje sie nienajlepiej. moja mama, jak juz pisalam, zawsse byla okropna osoba i musialam uciec przez nia na studiach z domu, mimo ze bylam "zlotym dzieckiem". jej charakter nie pomaga w chorobie psychicznej ktorej sie nabawila. ma depresje i schizofrenie paranoidalna. niestety nie leczy sie. jest w bardzo kiepskim stanie fizycznym i psychicznym. niestety nadal "rzadzi" moim tata i wydaje jej sie, z epozjadala wszystkie rozumy. nie bede wdawac sie w szczegoly. ale sytuacja jest kuz tak powazna, ze postanowilismy z tata rozpoczac proces ubezwlasnowolnienia. wiec oprocz spokojnego czekania na roziwazanie niestety musze tez jezdzic do rodzinnego miasta do prawnika itd.... najgorsze jest to, ze rozprawa sadowa moze wypasc tuz przed albo zaraz po rozwiazaniu. ja bede tam w charakterze swiadka, ale mam nadzieje, ze zdrowie mi dopisze. mam nadzieje, ze rpces nie bedzie dlugo trwal i rozpoczniemy szybko leczneie mamy (ktore teraz bez jej zgody jest niemozliwe). bardzo wpsolczuje mojemu tacie. on zawsze byl ta "wladza wykonawcza" w domu i widze jak trudno jest mu pogodzic sie z tym, ze samo nie przejdzie, ze mam nie jest ta sama osoba i ze teraz to on musi stanac na orzedzie stada.... staram sie go wspierac i motywowac. tyle ile moge przez telefon, bo dziali nas spory dystans. trzymajcie kciuki... chcialabym, aby Ola kiedys mogla przywitac sie bez obaw z babcia od mojej strony.... na chwile obecna balabym sie ja podac mojej matce na rece...


poza tym ogolnie jestem na trybie wyczekiwania i cieszenia sie ostatnimi chwilami w samotnosci ( w sensie 2+pies, nie 2+1+pies) :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2018, 17:41

14+5
Już końcówka piętnastego tygodnia. Czas teraz szybko leci. Niestety w niedzielę rano obudziłam się i po wizycie w toalecie przeraziłam się. Na papierze sporo ciemnobrązowego czegoś. Zerwałam męża i pojechaliśmy do szpitala. Miałam być cały dzień sama z synem w domu a wieczorem iść do pracy. Na miejscu dowiedziałam się że zaraz będzie zmiana lekarzy a potem obchód i nikt mnie na razie nie przyjmie. Kazano mi przyjechać o 10:00. W toalecie okazało się że brązowego śluzu jest mniej więc nie chciałam czekać na korytarzu i pojechałam do domu. W razie pobytu w szpitalu spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy wróciłam o 10:00 okazało się że mają pilne cesarskie cięcie i znów muszę czekać. Tak zleciało do 12:00. Pielęgniarka zawołała mnie i powiedziała że jeszcze się to przedłuży. Kazała mi zostawić numer telefonu i jechać do domu. Byłam już okropnie głodna. Po czternastej zadzwonili ze szpitala że mogę przyjechać bo łaskawie ktoś mnie zbada. Lekarz przeprosił za zaistniałą sytuację po czym zbadał mnie i powiedział że jest wszystko w porządku. Niestety łożysko i kosmówka jest dosyć nisko i muszę się oszczędzać. Na drugi dzień to samo potwierdził mój lekarz i wystawił mi zwolnienie. Dostałam też luteinę. I tak odpoczywamy sobie w domku. Myślę że dobrze się stało bo nie miałam już siły chodzić do pracy coraz bardziej doskwiera mi zmęczenie .

W górach jest pięknie. Wczoraj miałyśmy piękną pogodę, więc prawie cały dzień spacerowałyśmy. I tak 2,5 tygodnia po porodzie przeszłam około 10 km. Byłam bardzo pozytywnie fizycznie zmęczona. A dzisiaj się zdziwiłam, bo rano nie mogłam praktycznie wstać z łóżka, bo tak boli mnie miednica. Chyba przesadziłam? Mam nadzieję, że sobie nie zaszkodziłam?

Uświadomiłam sobie, że transfer był w 5 rocznicę naszych starań.. 5 trudnych lat, złych diagnoz, morza łez i trudnych decyzji..

Wizyta: mówię doktorowi, że beta ponad 3900, progesteron 16.. Badanie i on do mnie, że jest pęcherzyk i serduszko.. Zupełnie się tego nie spodziewałam.. Liczyłam tylko na pęcherzyk z myślą, że do zagnieżdzenia doszło później i, że na serduszko będzie jeszcze za wcześnie.. Oczywiście nie jest idealnie.. Pęcherzyk jest niekształtny, jakby coś się wpuklało do jego wnętrza.. Doktor każe czekać.. Przyczyn może być kilka: może to być degeneracja części komórek z zarodka, może być tak, że ciąża faktycznie jest młodsza niż doktor liczy i dlatego obraz usg nie odpowiada jego oczekiwaniom, może to być krwiak - chociaż powiedział, że to najmniej prawdopodobne.

No to odpoczywam dalej i modlę się o Maluszka :-D dziękuję wszystkim za modlitwę i kciuki.. Czasami bez Was bym zwariowała..

Jeżeli to działa to chciałabym przeciągnąć z różowej strony jeszcze kilka z Was za sobą:-D stanowczo za długo tam siedzimy:-D wiruski &&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&

I czuję się bardzo niepewnie i nieswojo na tym tak długo wyczekiwanym fiolecie:-D


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2018, 14:25

Swoją drogą u męża we wrześniu ruch A wynosił 0%... Dobraliśmy się. Ja ze swoją endomendą a on z obniżonym ruchem. Wcześniej brał fertilman plus, teraz profertil i polfilin. Nie dobrze mu po tym drugim, ale męczy się i bierze. Oby pomogło.

15 dc a owulacji chyba ani widu ani słychu. Nie mam w tym cyklu siły na oczekiwanie owulacji. Egzamin mi trochę namącił. Poza tym straciłam zupełnie wiarę w nasze powodzenie. Powoli zaczynam się chyba godzić z tą smutną prawdą, że się to nie uda.

Przeglądam historie dziewczyn z morfologią 0 i jakoś zachodzą w ciąże... a u nas nigdy nic...

Już nawet nie poruszam tego tematu, nie chce mi się, w rozmowie z nikim. Już nie mam siły, wiem, że to się nigdy nie wydarzy. Ten miesiąc sobie odpuściłam. Może w kwietniu coś podziałamy, zobaczymy co powie lekarz na nasze wyniki badań, bo trochę wydaje mi się u mnie nie tak LH i FHS Dheas i 17 oh progesteron...

Boję się, że nigdy nie zostaniemy rodzicami, a ja się nigdy z tym nie pogodzę.
Próbuję sobie wmówić, że tak jest wygodnie i fajnie i nie będziemy musieli się martwić i troszczyć o nikogo...

Wróciłam do pracy, ale jest lipa. Nie ma co robić. Chodzę i się nudzę, udaje że coś robię.

Jutro mam urodziny. 27. Chciałabym, żebyśmy w tym roku byli już we trójkę. Czemu niektóre marzenia się nie spełniają ?

Możemy określić wiek dziecka nawet płeć. Jak najbardziej jest to brane pod uwagę. My chcemy dziecko jak najmłodsze maksymalny wiek określiliśmy na 1.5 roku, płeć nie ma dla nas znaczenia. Zaznaczyliśmy jeszcze że chcemy (źle to brzmi) by było zdrowe.

Agiii37 Do trzech razy sztuka 14 marca 2018, 17:54

37t 1d

Już od wczoraj ciąża donoszona, cieszę się bardzo, ale od kilku dni jestem bardzo słaba nie mam sily na nic, brzuch mi twardnieje bardzo często i boli mocno.

Dzisiaj nie mogłam naczyń ze zmywarki wyjąć, dużo robię na siedząco.

Strasznie też się poce masakra, wszędzie pod pachami w pachwinach, stopach, jestem cała mokra antyperspirant nie daje za wiele.

Dzisiaj dostałam paczkę z ciuszkami od szwagierki matko samych czapek 18 sztuk, tak się cieszę, piore już drugą pralkę i jeszcze jedna wyszła, czeka mnie jeszcze prasowanie ale to w piątek dopiero.

Dostałam też śliczną karuzelke nad łóżeczko z Tiny love piękna, jutro kupie baterie i będę testować.

Dostałam też komplet nowych ubranek i dwa smoczki z aventu na początek już je wyparzylam we wrzątku.

Jeszcze 6 dni i będzie po wszystkim, mam obawy jak zawsze, już się nie mogę doczekać.

Po sobie widzę że spuchlam na twarzy i źle się czuje już trzeci dzień.

Byłam w niedzielę na ktg i usg w szpitalu i mój gin zobaczył jak mi brzuch wypycha i się stawia i mówił że jak będzie częściej to żeby przyjechać wcześniej.

Od wtedy zaczynam się martwić, obym tylko dotrwala, ciekawa jestem jaki będzie mój synek. Już nie mogę się doczekać :)

-19 dc-
Progesteron w 6/7 dpo: 18,89 ng/ml!
Obiecuję już być grzeczna! :D Tzn., tak myślę, że to dobry wynik, bo wszędzie na forum piszą, że ładny, tylko jedna dziewczyna napisała, że jej lekarz powiedział, że poniżej 20 to ciąży się nie utrzyma. Ale uwierzę w głos tłumu i będę się tym wynikiem cieszyć :) Dziękuję losie, Ktosiu u góry, albo po prostu Energio Wszechświata <3 <3 <3 Tym razem przesyłam pozytywne wibracje :)

***
P.S. Anakin, tak w sprawie rozwodu.. Doszliśmy do kompromisu - gotuje więcej ryżu, ale raz na dwa dni :D Może jeszcze sąd nie będzie konieczny :D

Alice24 Za bardzo chcę 15 marca 2018, 14:37

- 11 DC - 6 cykl starań

Od rana chodziłam obesrana a to tylko narkoza i to nie pierwsza w moim życiu. Po prostu jakiegoś pietra miałam. Wcześniej monitoring - oczywiście żadnego pęcherzyka jeszcze nie ma. Doktor powiedział, że to dlatego bo mam długie cykle 30-31 dni, ale ja nie robię sobie zbyt dużej nadziei na jakąkolwiek owulację w tym miesiącu :(

Sheis 2 niepowodzenia 14 marca 2018, 21:28

32 tydzien (31t5d)

Dostalam zastrzyk na.rozwiniecie pluc. Jeszcze czekają mnie chyba 3. Dodatkowo biore luteine, 1 nospe i 2 magnezy 3 razy dziennie. Zadnych badan dzis nie mialam.

Noc ciezka, co dwie godziny przychodziła polozna i mierzyla tetno dzidzi i tak u kazdej, a lezy nas 7 na pokoju.

Chcialabym wyjsc pod koniec tygodnia. Moj ukochany wraca w sobote i chcialabym byc z nim. Nie widzielismy sie 10'dni. A tu jak na.zlosc jest wciaz.calkowity zakaz odwiedzin.

Alice24 Za bardzo chcę 14 marca 2018, 21:55

- 10 DC - 6 cykl starań

Jutro mam hsg. Już łapie mnie strach :/ myślałam, że ominie mnie to paskudne badanie a jednak... Dosyć mam chodzenia po lekarzach.

-19 dc-
Moja radość nie trwała długo..
AMH: 0,54 ng/ml
Mam jaja 45 latki?! Nie wiem jak wyrazić swój smutek..
Cały czas się oszukuję, że to pomyłka, bo na to badanie długo się czeka, a ja je robiłam dzisiaj. Nie mam wyniku pieprzonej witaminy D, a AMH mam?!??!!?!??! Żałuję, że w ogóle go badałam. Przetrzepałam całe forum i dziewczyny piszą, że lekarze mówią, że wynik nie jest miarodajny. Że dziewczyny z 0,3 i 0,2 zachodzą.. WIĘC PO CO KAŻĄ TO SPRAWDZAĆ?! Jeden krok do przodu, cały pieprzony maraton w tył..

Podcięte skrzydła? Raczej wyrwane razem z łopatkami..

inaa Mama,Tata i ...? 15 marca 2018, 00:27

Hm pepino - blada kreska. Nie łudze sie bo słyszałam ze kłamią... jednak mam obawy bo jutro musze byc modelką na wypełnianiu ust kwasem hialuronowym - gdzie aplikowane jest znieczulenie. Nie wiem niby nigdy mnie nie okłamały te całe pepino, ale nie czuje cycków, nic w sumie - nawet senności nadmiernej jak było w poprzednich ciążach. Może biochemiczna? Może kwas foliowy na wynik testu wpłynął... ciekawe. Jakoś nie czuje sie ciążowo wiec pewnie to tylko wadliwy test

-20 dc-
Mam dziś podjechać po skierowanie na laparoskopię.
Pani dr odpisała mi po pół godziny, o 23. "Szanowna Pani, w ciąże zachodzą kobiety z jeszcze niższym AMH." Kochana. Ale w ciążę zachodzą też 50-latki, tylko co z tego skoro zdarza się to raz na kto wie ile..

Potrzebuję bliskości :(
Czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze.
Nie krwawię, nie mam plamień.
Czasami tylko płakać mi sie chce :(
Może by tak poserduszkowac z mężusiem :)
Jeżeli do piątku nic się nie zmieni to tak zrobimy :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2018, 05:54

monika993 No za jakieś 5 lat.. 15 marca 2018, 09:40

Dziś 23dc, progesteronu nie zrobiłam bo nie bylo kiedy i gdzie. Dziś rano czułam takie skurcze delikatne jak na okres. Cholera wie, czy nie przyjdzie wcześniej.
Od dłuższego czasu wiele u mnie nerwów, niepokoju i stresu, a dziś przyśnił mi się mój Sp dziadek. Byłam małą dziewczynką bez trosk. Dużo się śmialiśmy, byłam taka spokojna, dziadek mówił, że będzie dobrze i niedługo wróci. Aż łzy mam w oczach jak to piszę. Dawno nie miałam tak miłego snu.

Kupiłam test ciążowy, w sumie nie jestem pewna czemu. Nie miałam takiego zamiaru wcześniej a dziś chodziło to za mną od rana, nawet myślałam, ze jeśli jakimś cudem się uda to dam synkowi na drugie imię po moim dziadku. Wszystko przez ten sen.ehh taka byłam dumna z siebie, że nie mam w domu testu już od dłuższego czasu. Ale i tak obiecuję sobie, że nie zrobię go przed terminem. Za dużo widziałam pojedynczych kresek :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2018, 12:35

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 6 czerwca 2018, 10:46

5dpo

Nie mogę się doczekać testowania. Od 7 dnia cyklu zacznę robić testy, bo czemu nie, skoro mam ich aż 20. Jednak dopiero w poniedziałek, w 11 dpo, uznam wynik za w miarę wiarygodny. Wcześniejsze testy uznam jako odświeżanie wyników, jak na studiach gdy czekałam na wyniki online i ciągle odświeżałam stronę. Tak do poniedziałku, to będzie moje "odświeżanie strony", jak wynik będzie niegatywny, to uznam, że wynik jeszcze się "nie wczytał" :D Tak to sobie wymyśliłam.

Dużo myślę i rozmawiam z M o porodzie. Niekoniecznie tym za 9 miesięcy, bo aż takiej wiary nie mam, ale w końcu się uda to i do porodu dojdzie. Pierwsza ciąża CC. To był koszmar, 12h mdlenia z bólu, az się zakończyło CC. M wtedy obiecał, że już przenigdy na to mi nie pozwoli. Miałam gigantyczny stres pourazowy. W każdą sobotę (bo wtedy urodziłam małą) o godzinie w której podano mi oxy wpadałam w gigantyczną histerię. Dopiero później pojawiła się myśl o vbacu. Ale chyba tchórzę. M mnie wspiera, ale wiem, że on jest całym sercem za kolejnym CC. Z jednej strony chciałabym poczuć jak to jest urodzić naturalnie, ale z drugiej strony, CC byłoby miliard razy wygodniejsze. Wiedziłabym kiedy odstawić małą do dziadków. Na sam zabieg pojechałabym wypoczęta. Po CC byłam trupem, i nie dlatego, że miałam CC, tylko dlatego, że tak koszmarnie zmęczyły mnie te cholerne bóle krzyżowe, które trwały minutę i były co 30 sekund, a rozwarcia nie robiły.

Wiem, ze jak zadecyduję o CC to M odetchnie z ulgą. Ale czy nie poddam się dla wygody?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)