Jestescie najukochansze:o* cisne malego do cycka... Lewy idzie całkiem calkiem nawet bez nakladki. Prawego nie lubi wiec tylko w nakladce... Dzis przetestuję noc bez odciagania. Moze sie uda? Tylko boje sie ze bedzie sie budzil co 5min i nie bede miala siły go przystawiac, bo to mi zajmuje czas (poukladac 100 poduch, dobrze go chwycic i wciskac cyca... To trwa). Noce sa najgorsze. W ciemnosci wszystko przeraza 1000 razy bardziej. Historia porodu bedzie, pisze sie w pliku word.
26 CS 4dc
Strasznie przeżyłam minione cykl. Liczyłam bardzo na niego, byłam obstawiona na maksa lekami i nie poszło. Jeszcze nigdy w ciągu 2 lat tyle nie wypłakałam jak teraz.
Jedynie co się we mnie zmieniło to stałam się bardziej obojętna.
Ten cykl powinnam odpuścić. Bo immunolog przed badaniami kazał mi odstawić wszystkie leki, aby wynik wyszedł obiektywny.
A ja głupia nie wiem po co dalej brnę w tą ślepą uliczkę. Ale tym razem nie będzie płaczu nie będzie niczego. Tego jestem pewna. Podchodzę do tego jak pies do jeża.
Nie mam sił, po prostu nie mam.
w maju/czerwcu czeka mnie immunosupresja - lek ma działanie na 3-4 cykle. Jak się nie uda, to definitywnie już kończę starania. Nie podejdę do IVF. Bo jak tu sie nie uda to IVF tak samo nie. Nie mam zamiaru walczyć z wiatrakami, o nie. Moja cierpliwość się skończyła. Jak już lekarz nie ma pojęcia jak mnei leczyć, to kto będzie wiedział. Nie myślał, że jestem takim ciężkim przypadkiem - a jednak. Znam wiele osób z moim przypadkiem gdzie nawet ivf 5 czy 7 raz nie działa 
Ostatni dzień w Polsce i strasznie mnie to cieszy, bo to najdłuższe rozstanie z moim lubym ever! Stwierdziliśmy jednogłośnie, że też ostatnie na tak długo. Wczoraj zrobiliśmy całą rodziną urodzinową niespodziankę mojej starszej siostrze. A ja ponad dwie godziny bawiłam się z jej 4 letnią córeczką. Później jak wróciliśmy do domu płakałam z godzinę. Z Nicolą nie będzie dane mi się bawić...
Dziś 21 dc. @ za 7-8dni.
W tym cyklu nie liczę na nic. Szczerze.
Znowu jestem przeziębiona. O ile miesiąc temu byłam przez tydzień przyćmiona, to teraz jestem przymulona na całego. Nosem uciągnąć nie mogę. Jeśli wypuściłam do obiegu jakąś komórkę jajową, to pewnie aktualnie przypomina ona jajko na twardo. I jak tu mieć nadzieję? Wczoraj postanowiłam rozpuścić sobie Theraflu. Zawsze mam w domu zapas. Zawsze. Idę do szafki z lekami, a tam tylko puste pudełko. Mąż wykończył opakowanie i nic nie powiedział. I genialna myśl 'a może to Opatrzność nade mną czuwa? Bo został mi tylko Prenalen...'. Nie skomentuję mej złotej myśli, bo nawet nie wiem jak.
W pracy miałam ostatnio tyle nerwów, że pewnego wieczora po prostu zaczęłam ryczeć w domu. Leżałam w łóżku, smarki płynęły, a ja prawie do 2 w nocy zasnąć nie mogłam. W domu mam zgrzyty z mężem. Z tego powodu też nie liczę na ten cykl. Wszystko skumulowało się w okolicy starań. Jeśli ktoś zechciałby zamieszkać sobie we mnie w tym miesiącu już na starcie oznaczałoby to, że jest ostro stuknięty ;p
Muszę wyluzować. Gadamy w pracy o urlopach, odpowiadam na pytania typu 'czy na 23.07 masz jakieś plany?' i myślę sobie, 'Boże spraw, żeby mnie tu już wtedy nie było. Błagam Cię!'. Marzę o tym, żeby się zwolnić. Tylko świadomość tego, że się staramy trzyma mnie na miejscu. Bo jeśli bym zmieniła pracę, to starania na kilka miesięcy byśmy musieli zawiesić, a tego nie chcę. Z drugiej strony wiem, że praca przekłada się na mnie i mój organizm. I wszystko się zapętla...
W tym miesiącu po raz pierwszy robiłam testy owulacyjne. Te które kupiłam to dno totalne. Cień cienia w 12dc, a później krystaliczna biel. Już się zaczęłam martwić, że albo u mnie owulacja jest tak szybko, alb że nie będzie jej wcale. Przechodziłam jednak obok Rossmanna i kupiłam testy Facelle. Test zrobiłam w pracy, a tam druga kreska. Poczułam się, jak bym pozytywny ciążowy w dłoniach trzymała. Wracałam do niego parę razy, patrzyłam, rozpływałam się. Jak bym płodność odzyskała. Owulację zaznaczyło mi w 16dc, ale nie wiem, czy nie była dzień później. Na przyszły cykl obieramy inną strategię. Zaczynamy się starać troszkę bliżej owu.
Nadchodzi dla mnie chyba ciężki czas. W przeciągu dwóch miesięcy w rodzinie ma urodzić się czwórka dzieci, a ja nawet nie wiem czy to chłopcy, czy dziewczynki, bo zwyczajnie boję się zapytać. Coraz częściej myślę o czerwcu, że miałabym termin. Ostatnio poprosiłam męża, żeby się na mnie nie złościł, bo ja już teraz zaczynam denerwować się Świętami. I żeby mnie nie zmuszał do wizyt, bo u nas wkoło wszyscy w ciąży. Powiedział, że przecież w tym roku nigdzie nie idziemy. Bardzo na to liczę i byłabym mu bardzo wdzięczna. Wiem, ze powinnam się otworzyć, wyjść ze skorupy, ale nie umiem. Jeszcze nie teraz.
w piatek zakonczylismy skzole rodzenia. bardzo podobal mi sie ten cykl spotkan. siwtenie poprowadzone, dobrze prezentowany material, na zajeciach z fizjoterapii tez sporo teorii i bardzo praktycznych objasnien. az mi szkoda, ze sie juz skonczylo ;p
ten weekend dla mnie byl ciezki. maz na szkoleniu z Excela 2 dni. wiec pies i dom na mojej glowie cale dni. a w srode wyjezdza z chlopakami na Mazury na 5 dni... i znowu bede sama. troche mi sie juz nie chce wieczorami chodzic z naszym kudlatym i wlasnie o tej porze dnia brzuch najbardziej jest odczuwalny.. no ale niech jedzie. niech sie porzadnie zresetuje, bo nastepny taki wypda bedzie mial nie wiem kiedy ;)chociaz jak tak sobie mysle, to sama chetnie bym sobie wyjechala do jakiegos SPA 
nadchodzacy tydzien bedzie pod haslem odpakowywania paczek. dostalam notyfikacje o nadaniu juz kilku przesylek, wiec zacznie sie szal wyprawkowy 
Swieta tez zblizaja sie nieublagalnie, ale podjelismy decyzje, ze w tym roku nie wrocimy do rodzinnego domu. zostaniemy sami, ale zupelnie mi to nie przeszkadza. nie chce ryzykowac na drodze - jest sporo wypadkow samochodowych to raz, a dwa w 34 tyg juz wiele moze sie wydarzyc i nie chce prowokowac losu. takze zrobie tylko nasze ulubione dania i bedziemy celebrowac chwile.
milej niedzieli
Mam już dopalacze. Donga mogę zacząć brać dopiero od jutra,bo jeszcze plamie. Jestem jakos dziwnie baaardzo pozytywnie nastawiona na ten cykl.
No i wystartowaliśmy...
mam stracha...
w srode prawdopodobnie punkcja pozniej najgorsze dni w moim zyciu-czy cos pzezylo...pocieszam sie ze zaplonia tym razem wszytko co naprodukuje a potem transfer i jeszcze gorsze dni ocekiwania zeby na samym koncu albo w koncu sie cieszyc albo otalnie zalamac....
Nie mogę dodać wpisu na OF, od razu przenosi mnie tutaj, mimo, że bardzo się przed tym broniłam. Wczoraj wynik bety niski 16,5 U/l... Mam jakieś złe przeczucia...
Wiem, że zagnieżdżenie mogło być później, że beta zrobiona za szybko... Ale po tym co przeszłam wpadam już w panikę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2018, 09:26
Jesteś w 36 tygodniu ciąży
(35 tyg. i 6 dni)
Miesiąc: 9
Trymestr: 3
Jest mi coraz ciężej,z jednej strony chce się cieszyć ciążą bo to moja ostatnia ciąża fajnie jest czuć ruchy maluszka,patrzeć na zaokrąglony brzuszek z którym jest mi do twarzy,z drugiej strony ten ostatni miesiąc nie należy do najłatwiejszych,ciężko się chodzi,szybciej się męczę do tego czasem brakuje mi tchu,mam problem ze wstawaniem z łóżka czy krzesełka bolą mnie nogi i czasem czuje zniecierpliwienie,do tego dochodzi dylemat dotyczący wyboru szpitala tym razem biorę pod uwagę dwa zupełnie inne szpitale niż na początku ciąży,siedzę na necie i czytam opinie wchodzę na stronki szpitali i na każdej tak ładnie wszystko pisze ale ile z tego co piszą jest prawdy....Nie powiem boję się i to na serio,czy dobrze wybiorę,czy wszystko będzie ok.Chciałabym mieć chociaż jakąś gwarancję,że wszystko będzie ok no ale nikt mi jej nie da....Boję się boję się boję się....
moje obawy dotyczące porodu
poród cc
-znieczulenie,nagła utrata czucia nóg i brak możliwości ich poruszania,boję się tego że może być to nieprzyjemne wiesz że masz nogi a nie możesz nimi poruszać
-znieczulenie sam moment podania nie można się ruszyć znając siebie pewnie byłby z tym problem
-znieczulenie że podczas podawania dojdzie do zakażenia
-znieczulenie że będzie bolała mnie głowa(zespół popunkcyjny)
-po cc pierwsze wstanie z tego co wiem jest to bolesna sprawa
-brak możliwości szybkiego wstania do dziecka
-złe gojenie się rany
poród sn
-brak znieczulenia boję się że mi nie podadzą z jakiegoś powodu np że jest za późno...
-ból pierwszego okresu porodu na samą myśl o tych skurczach robi mi się słabo
-złe ułożenie się dziecka
To tak z grubsza opisałam czego się boję,ciągle się zastanawiam nad tym wszystkim i nie potrafie sobie odpowiedzieć na pytanie jak bym chciała rodzić przez to nie mogę sie cieszyć radością oczekiwania na naszego synka,nie chce też moją decyzją skrzywdzić czy zaszkodzić mojemu dziecku chce żeby dla niego też było to dobre.
Po porodzie chciałabym go od razu zobaczyć,przytulić,móc w miare szybko się nim zająć,nakarmić piersią i żeby cały czas był blisko mnie...
Co z tego wyjdzie nie wiem....
11dc
Trochę mniej wchodzę na ovu i staram się nie czytać pamiętników, no może poza tymi, które już obserwowałam.
Generalnie też czuje, że mentalnie troche odpuściłam. Ogólnie to jestem przygotowana, że w tym cyklu może się nie udać. Męża czeka ciężki tydzień i prawdopodobnie nie wróci do domu, dopiero w piątek. W duchu liczę na to,ze pwulka wypadnie w weekend. Ovu prognozuje na niedzielę, byłoby idealnie... Ale przecież że mną nigdy nie wiadomo...
Są pewne różnice już po 1,5 miesiąca lykania Niepokalanka: brak ZNP, plamienie przed okresem tylko 1 dzień i tak delikatnie. Okres trwał 4 dni nie 5 !! :o Po tych 4 dniach plamilam jeszcze przez 2 dni a nie 3. I generalnie praktycznie nie poczułam tej miesiączki, jakby jej nie było:) więc dla mnie super. Teraz jeszcze śluzu plodnego nie ma, jest bardziej kremowy, szyjka wciąż twarda. Może jest więc szansa, że owulka przyjdzie na weekend za tydzień. Wg ostatniego wykresu jeśli byłoby tak samo to piątek i sobota byłyby idealnym czasem na staranie. Ale zobaczymy jak to wyjdzie. Jutro chyba zacznę testować ale zobaczymy czy się jakiś plodny sluz pojawi.
Ciekawe czy ten niepokalanek obniży mi ta prolaktyne. Bawię się w królika doświadczalnego:) Zbadam ja w tym miesiącu też
Generalnie ten cykl na wielkim luzie, bo co ma być to będzie:)
Urodziłam...
Pisze ze szpialnej kozetki, ale od początku 
05.03 ( 36+3 tc) rano jak co poniedziałek wizyta konrolna u mojej pani doktor
dostaje skierowanie na Białystok w celu wywołania porodu, powód małowodzie i wada układu moczowego u płodu.
Wracam do domu dopakowuje torby, informuje męża i mamę że jedziemy do Białego rodzić
Dzieciaki pytają czy jadę urodzić juz dzidzusia, odpowiadam ze tak
przytulasy i wyjeżdzamy 
Po wejsciu na IP w USK w Białymstoku swoje trzeba odczekać, potem ktg, usg i Pani doktor stwierdza że gdyby nie fakt ze mieszkam tak daleko od Białegostoku to odesłąłąby mnie do domu bo na poród jest za wcześnie i nikt nie bedzie pediatrom na weekend glowy zawracal wczesniakiem z wadą
takie słowa usłyszałam.
Na oddzial jednak mnie przyjęła wpisując małowodzie, któego ona też nie widzi ale coś wpisać musi- takie stwiredzenie. Trafiam na salę na oddziale patologii ciąży i zostaję sama. Staram się zasnąć ale niepokój i tęsknoa za mężem i dziećmi wcale mi tego nie ułatwiają.
06.03(36t+4d) Obchód- inny lekarz proponuje mi Usg i cewnik Foleya (tzw.balonik). Po usg doktorka(jeszcze inna) stwierdza ze wada jest rozlegla zwlaszcza prawa nerka, ze problemem sa zastawki, przeplywy sa ok. Prosi mnie do pokoju zabiegowego i am zaklada mi cewnik- nic przyjemnego chwilami nawet bolało.
Cewnik zaczyna działać dosyć szybko po kilkunastu minutach saceru zaczynaja sie skurcze i to w miare regularne, chodze po korytarzu, po schodach troszkę
dziala czuje to szyjka ciagnie kluje a skurcze z krzyza bola dosyc mocno. Jednak jest maly haczyk to dziala tylko wtedy jak chodze jak stoje lub usiade to przestaje dzialac.
Balonik wypada po kilku godzinach i wszystko do wieczora mija, skurcze zanikają.
07.03 (36t+5d) DZIEŃ PORODU
Obchód- lekarz znów prosi mnie o USG bo chce mój przypadek skonsultować z innymi lekarzami, cała sala gabiów w monitor i ja na kozetce. Lekarz oburzony wrecz ze ciaza jeszcze nie jest rozwiazana. Wszystko tlumaczy typowo lekarskim jezykiem swoim studentom, mowi ze to co widac u Stasia malo kiedy jest tak dobrze widoczne.
Mi mowi ze to ostatni dzwonek, ciaze nalezy rozwiazac jeszcze dzisiaj i ze moge sprobowac rodzic sama ( uff jak ja sie ciesze, bardzo chciałam urodzić sama). Mowi o tym ze moze dojssc do amrtwicy nerek bo cos jest nie tak z korą. Mocno mnie nastraszył z dobrych wiadomości (taki lekarski suchar) Wątroba w znakomitym stanie.
Wyszłam z gabinetu zapłakana, tak znowu płacze.
Nikt mi nie zabronił jesc wiec zjadam jeszcze pol kanapki, przychodzi pielegniarka i mowi zebym juz nie jadla przebierala sie i idziemy na porodowkę.
Zrobiłam jak kazali, dałam znać mężowi i poczłapałam się na porodówke. Podłączyli mi oksytocynę lezalam i czulam jak skurcze nasilaja sie z kazda kolejna minutą. Co jakiś czas położna bada rozwarcie, na 2 palce i troszkę ( tak zostaje juz do konca). Lekarz mówi że jeżeli do 16 nie urodze to robią cięcie.
Tylko nie to,błagam i syna i Boga żeby się ruszło i żebym mogła urodzić sama. Dochodzi 16 rozwarcie bez zmian skurcze w ch* bolesne co 3-4 minuty.
Przychodzi lekarz i pyta czy urodzę a mi udaje sie uzyskać godzinę 19 do CC
wiem ze nic sie nie ruszy ale jakos nadzieja mnie nie opuszczala, im krotsze byly przerwy miedzy skurczami tym bardziej mialam ich dosyc po jakims czasie nawet zaczelam marzyc o cesarce( sama sie sobie dziwie).
Przez kolejne godziny rozwarcie się nie ruszało,nie pomagało ani moje chodzenie, ani piłka, ani bujanie tyłkiem na boki 
Przynieśli dokumenty podpisałam i się przeraziłam, dotarło do mnie że właśnie zgodziłam sie na coś czego panicznie bałam sie całą ciąże. Zrobią mi cesarskie cięcie ;(
Położyli mnie na łóżko widziałam strach w oczach męża, chciał iść ze mną, zabronili. Siedziałam na stole na bloku sama, przerażona, płakałam. Bałam sie jak cholera. Przyszedł anestazjolog i był niezbyt uprzejmy i delikatny. postukał w kręgosłup, kazał sie nie ruszać i wpierdzielił mi igłę między kręgi. Poczułam lekki ucisk i nieprzyjemne ukłucie.
Potem kazali się połozyć. Leżałam na tym stole, ręce rozłożone, głowa niżej niż nogi. Leżałam i łzy ciekły mi ciurkiem. Bałam się. Czułam jak odejmuje mi ciało jak trace władzę w nogach. Zaczęło mnie gnieśc w klace coraz ciezej mi sie oddychało, mdliło mnie okropnie. Poczulam tylko ze ktos mna macha, nie czulam bólu ale czulam dziwne uczucie ktos mna macha
i tym co jest we mnie. Spojrzałam w sufit i lampy i szybko pożałowałam tego, odbijało się tam wszystko. Lekarz instruował studentkę jak i co ma robić i w tym samym czasie prowadził dyskusje z anastezjologiem o jakims nowym modelu auta. Ja tu leże z flakami na wierzchu a oni o samochodach pie*dola za przeproszeniem. Nagle czuje mocne szarpniecie moim ciałem,
słyszę krzyk, najpiękniejszy z 3 krzyków jakie słyszałam w życiu. To był krzyk mojego nowonarodzonego syna. Znów łzy lecą mi ciurkiem po twarzy. "Oddał bardzo dużą ilość moczu"- krzyczy pielęgniarka a ja czuje ogromna ulge, niewiem czemu ale wiem ze to dobry znak. Pokazuja mi go na ulamek sekundy i zabieraja na oddzial wczesniakow. Daja do przeczynia kareczkę z moim nazwiskiem i imieniem.
Syn Marii urodzony 07.03.2018 o godz.19.55 ...
Przeżucają mnie na łóżko i wyjeżdżam na korytarz a tam mój ukochany, czeka na mnie pod drzwiami. Nie poszedł za dzieckiem ak jak mu kazałam jes przy mnie. Boże jak ja go kocham, cały czas sał pod drzwiami i marwił się o mnie. Dopiero jak poożyli mnie na łóżku na sali i kazałam mu po raz setny isc do malego i wyslac mi zdjecie to spelnil moja prosbe. Przesłał mi mms ze zdjeciem i napisem 3000g 53cm
Parzyłam na zdjęcie i płakałam. Nie mogłam go przytulić, dotknąć. Wrócił S. posiedział przy mnie troszke pozegnalismy się, poszedl jeszcze na chwile do malego i pojechal do domku do dzieci.
Całą noc nie mogłam spać, znieczulenie dosyć szybko zaczęło odchodzić. Było mi zimno, trzęsłam się i okropnie bolał mnie brzuch.
Paliło mnie w środku, dodatkowo zaczynała boleć głowa. Przeciwbólowo dosawałam zwykly paracetamol. Myslalam ze oszaleje z bolu.
08.03- Pierwszy dzien życia mojego synka, Pierwsza doba po cc
Obchód- powiedzieli że usuną cewnik i będę mogła zacząć chodzić. Pierwsza myśl- Chyba ich po*ebało
ja tu ledwo leże a oni chcą żebym ja chodziła. Jednak szybko zaczełam próby siadania( nigdy nic mnie tak nie bolało, ten ból jest nie do opisania, poród SN o pikuś w porównaniu do tego jak ja sie czulam po CC)
Usiadłam na łóżku z pomocą podnoszonego elektrycznie oparcia łóżka. Cały czas w głowie miałam że muszę wstać i iść zobaczyć syna. Jednak na siedzeniu sie skonczylo nie mialam sily wsac, nie bylam w stanie pokonac bolu za co bylam na siebie wsciekla. W glowie mialam mysli typu: "co z Ciebie za matka" 
Czułam się okropnie i fizycznie i psychicznie.
Przyszła do mnie lekarka z oddziału wcześniaków i poinformowała mnie że Staś zostanie przetransportowany do UDSK obok na odddział chirurgii dzieciecej. Podpisałam wszystkie porzebne dokumenty. Wyprosiłam wózek i możliwość zobaczenia się z dzieckiem.
Wjechałam na salę, był taki maleńki. Pielęgniarka podała mi go na ręce a ja zamarłam, niewiedziałam co mam mu powiedzieć. Nie mialam sily nawet przystawic go do piersi. Trzymałam go w ramionach i chciałam nadrobić en pierwszy kontakt, jednak nie dało się. To zosało nam odebrane.
Za drzwiami zrobiło się jakoś glosno, spojrzalam przez szybe i zobaczylam ratownikow medycznych. Nasza chwila trwala 20-30minut. Zabrali mi synka a mnie przymusowo zwieźli na oddział. Znów płacz ogromny, jak oni tak mogą bez serca nawet nie dali mi go ucałować 
Wróciłam na salę i straciłam ochote na wszystko. Nie chciałam już wstawać, jeść. Nie chciałam nic. Czułam się okropnie. Napisałam mężowi sms ze Staś został przetransportowany do szpiala obok. Mąż jak zawsze stanął na wysokości zadania i zajął się naszym maluszkiem. Zaniósł na oddział jego rzeczy, karmił przewijał i wysyłał mi fotorelację.
Zdjęcia małego dodawały mi sił, zaczęłam próby wstawania. Pierwszy spacer do wc to było jakieś okropieńswo, pomagał mi mój niezastąpiony oczywiście, pomógł tez się umyc.Potem wrócił do dziecka a ja juz walczylam z bolem dalej sama. Staralam sie wstawac przejsc po sali chociaz o nie bylo latwe.
Wiedziałam że muszę się rozruszać, żeby móc następnego dnia opuścić już oddział położniczy i dołączyć do mojego synka, kóry tak bardzo mnie teraz potrzebował.
09.03 -Opuszczam oddział i idę na spotkanię z moim maleńkim wojownikiem...
Może kiedyś dodam wpis z pierwszych dni życia Stasia...
Może powinnam pisać dziennik...
Wiem że to konieć tego pamiętnika, ciążowego.
Za kilka lat przypomni mi wszystkie smutki i radości tych kilku cudownych miesięcy oczekiwania na nowego członka rodziny.
Przepraszam za literówki, pisane na telefonie ze szpitalnej kozetki. Nadal przebywamy ze Stasiem w szpitalu na oddziale chirurgii dziecięcej w UDSK w Białymstoku.
wklejam, zeby mi nie zginelo, a ulubione na jednym komputerze nie zawsze sie sprawdzaja
http://kwartalnik-laktacyjny.pl/portfolio/kwartalnik-laktacyjny-12018/
Ciąża zakończona 18 marca 2018
Odebraliśmy dziś klucze od naszego starego mieszkania. I wreszcie, po roku poczuliśmy się u siebie i na miejscu. Na noc musieliśmy jeszcze wrócić do... hmmm... tak mi jakoś nie pasuje słowo dom... no więc wróciliśmy jeszcze na noc do naszego aktualnego miejsca zamieszkania. W czwartek przewozimy większe rzeczy, jutro czeka mnie sprzątanie. Bajka... wreszcie w domu! Tzn. jeszcze chwileczkę, ale małą. Yeeeaaaahhhhh!
Mąż: Patrząc obiektywnie z boku to idiotycznie się wygłupiliśmy...
Ja: dlatego należy patrzeć do przodu, a nie na boki...
37t 6d
Jutro nasz wielki dzień
jestem pełna obaw ale zarazem bardzo podekscytowana 
Mówiłam synkowi że od dzisiaj będzie to jego ostatni dzień jak jest jedynakiem, nasza rodzina po raz ostatni będzie tylko 3 osobowa, Boże jak to brzmi 
Mam już torbę przepakowaną,ale znając siebie dzisiaj jeszcze przełożę wszystko raz żeby było jakoś z sensem.
Wczoraj mój mąż przywiózł wózek od kolegi i dali nam też fotelik maxicosi, więc mamy dwa, cieszę się bo mamy dwa auta i na pewno się przyda
no i ten jest dużo mniejszy więc będzie idealny na początek 
Dzisiaj lekko jem, w weekend ugotowałam bigos bo tak mi się już chciało, niestety na święta nie będzie mi dane go zjeść więc zrobiłam to w sobotę 
Moja waga na dzień dzisiejszy to plus 22 kg, strasznie dużo, ale mam nadzieję że zleci szybko.
Od piątku miałam nieregularne i silne skurcze mój synek też miał strasznie gwałtowne ruchy, wczoraj to tak mnie wzięło że myślałam że do szpitala pojadę, ale wzięłam no spę i gorący prysznic i ok, chociaż coraz częściej się pojawiają, dzisiaj odpoczywam,zrobię obiad i tylko trochę ogarnę i będzie super.
Jutro 7 15 w szpitalu, trzymajcie kciuki 
33dc.
Dzień spodziewanej miesiączki. I tylko jedno pytanie, czy dziś marzenia legną w gruzach, czy jednak pozwoli się tlić nadziei. To dopiero drugi miesiąc starań i naprawdę chylę czoła przed wszystkimi, które na swój cud czekają od dawna. Ta niepewność, połączona z widmem rozczarowania zatruwa umysł. Szkoda, że jedynym lekiem na ten stan jest czas.
Zatem płyn czasie, jak najszybciej!
9dc.
W sobotę miałam spotkanie z dziewczynami ze średniej. Padło pytanie, której teraz kolej na dziecko. Żadna nie wymieniła mnie. Chyba się rozniosło, że mam problem zajść (?). W każdym razie ominęła mnie przykra sytuacja, żebym musiała coś opowiadać o niepłodności. Ze spotkania wróciłam naładowana pozytywną energią.
A jutro pogląd jajników. Nie chce mi się iść... Tak chciałam zawsze, żeby to przyszło jakoś 'samo'... Ale chyba wystarczająco dałam losowi czas... Jestem tyle do przodu, że mam zrobiony porządek w brzuchu i już nie jestem tak przerażona jak na początku. Jednak w tyle głowy jest jakaś lampka, że endomenda była bliska przejścia na płuca. Zresztą co mnie nie zaboli to już 'a czy to nie ona'. Teraz mam ten komfort, że nawet jakby znowu się gdzieś pojawiła to będzie mniejsza, łatwiejsza do opanowania.
Dziś idziemy na rekolekcje dla małżonków. Jutro jest dla rodziców, nie wiem czy dobrze zrozumiałam, że dla tych starających się też.. A może ksiądz użył słowa 'oczekujących' hmm... W każdym razie nie wiem czy to dla nas. Po co ma boleć.
Zamówiłam wczoraj mężusiowi profertil, bo mu się skończył. Na cena jest okropna. Wychodzi około 170zł/mc, a jeszcze przecież mamy inne leki, witaminy... Ale wreszcie udało mi się coś zaoszczędzić i myślę ponownie nad zrobieniem testów na nietolerancje pokarmowe... Może sobie codziennie szkodzę, a nie wiem.
Kolejny cykl z zastrzykami
4DC
Kolejny cykl kolejne zastrzyki. Lekarz zmienił mi zastrzyki na inne z tym że dawka jest ta sama stwierdził że czasami wystarczy zmienić firmę produkującą lek. Zobaczymy...teraz zastrzyki wyglądają inaczej nie muszę ich rozrabiać mam Pena w którym siedzi nabój i sama ustawiam sobie dawkę podania a ilości płynu to po prostu kropelki nie tak jak w poprzednich
Te nie bolą zupełnie
Już zrobiłam dwa dziś trzeci i postanowiłam że teraz kuję się sama
a więc mąż ma wolne
Już czuję jak jajniki pracują mam nadzieję że to dobry znak!
Porażkę przyjęłam "NA KLATĘ" poleciała łza jak rozmawiałam z mężem ale się nie załamuję... trudno.. ciężko jest no ale co mi da załamywanie się? Nic zupełnie nic
Jestem silnym człowiekiem!
Miałam tak poważną rozmowę z moim ukochanym że szok! Powiedział że najważniejsze że mamy siebie! Jeeej mój kochany
chyba oboje wyluzowaliśmy! To właśnie dzięki zastrzykom i stresu z nimi związanego...ale nawet ja z większą checią je przyjmuje...naprawdę
!!!
Postanowiłam że się przestanę załamywać bo to mi nic nie da
Taka piękna wiosna za oknem
ahhh niedługo czas zabrać się za pielęgnację ogródka
już nie mogę się doczekać kiedy będę pielęgnować swoje kwiatuszki
Kiedyś słyszałam że wiosną kobiety są bardziej płodne
no...zobaczymy
w tamtym roku wiosną nosiłam pod sercem kwiatuszka który dawał mi tyle sił i nadziei
mam nadzieję że i ta wiosna będzie piękna
i oczywiście ze szczęśliwym zakończeniem
ajjj...cóż bym dała za taką piękną wiosnę!!!
Troszkę czuję gardło...pewnie po ostatnim turnusie mycia okien
No nic ale się nie daję czuję że coś zaczyna brać ale nie dam się chorobie
niedługo Święta no jak można chorować no jak?!
W poprzednim tygodniu miałam dwie rozmowy o pracę...ehhh oczywiście wszędzie "będziemy dzwonić" no z jednej zadzwoniła kobietka że chcieli by mnie przyjąć ale każdy jest dobry jak coś chce... jak weszłam na neta i poczytałam opinie o tej firmie to aż mi szczena opadła! Zrezygnowałam...szukam dalej mam nadzieje że w końcu się uda 
Koniec tej ponurej zimy!
CZAS NA UŚMIECH!

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2018, 11:24
-1 dc-
Mam termin histero- i laparoskopii! 06.06.2018!.
Tak sobie myślę, że wszystko jest po coś i może dobrze, żebym miała tą operację? Może nie powinnam się starać przez te 2,5 miesiąca?
Co śmieszniejsze 07.06.2018 miałam mieć robioną coroczną cytologię. Pamiętam jak się zastanawiałam czy nie czekać do tego terminu z jakąkolwiek diagnostyką. Jak ja się cieszę, że nie czekałam...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.