Dzisiaj byłam u dermatologa. Niby na NFZ, ale spoko facet. Powiedział mi, ze na szyi to trądzik najczęściej robi się od hormonów. Mój pojawił się wraz z Bromergonem, a znikł gdy go odstawiłam i zzmieniłam na Naprolac, wiec chyba musze pozostać przy tym drozszym leku. Teraz czekaja mnie cud wizyty u kosmetyczki bo zostały mi obrzydliwe plamy i blizny. Dwa miesiace i tak mi buzię zepsuć
Wrrrr. Mam nadzieje że ten Naprolac będzie działać na mnie.
Dzis zaciazonej kolezanki w pracy nie ma, ale dzwoniła do mnie, ze beta 330, więc pozamiatane.
No cóż takie skutki, że nie opowiadam nikomu o naszych staraniach,że pozostaje mi tylko udawać radość i dawać wparcie ciezarnym. Tylko jakos nikt sie nie dziwi, że wiem jak obliczyć ciąże, eiem co to betaHCG, wiem jak działa kwas foliowy itd....dlaczego to się udaje tym ktorzy nie wiedzą, nie myślą??? I nie starają się...
...bo ta moja friend zaszla e ciąże po 2 latach regularnego serduszkowania z "antykoncepcja" pt stosunek przerywany. No coment. A potem mnie pytała, czy mogla tak szybko zajsc w ciąże po ślubie bo w pon. po weselu sie nie zabezpieczali
Tak musialam to napisac bo to juz bylo śmieszne. Jakie ludzie mają pojęcie o ciazy. Zaszla w ciąże będąc w 3/4 tyg. ciąży
W sumie trzymam kciuki by bylo wszystko dobrze, bo kolezanka na swoim weselu wypila z górką pół litra jak nie wiecej a potem az do zrobienia testu codziennie winko, bhu itd... Ot sprawiedliwosc (nie)Boża.
Wiem, wiem, jestem monotematyczna, ale musze gdzies ta flustracje wyrzucic.
Wracam do pracy, bo jutro raczej będzie tylko gorzej.
10dpo
Bladzioch przestaje być bladziochem, a staje się pełnoprawną kreską.
Tkwimy w zawieszeniu. Marcowa biochemiczna rozjechała nas walcem. Nie mieliśmy doświadczenia. Z jedynej (do marca) drugiej kreski zjawiła się nasza mała księżniczka. Dlatego w marcu od razu zaczęliśmy planowac i sie cieszyc. Mąż jest ostrożny. Bardzo to przeżył. Nie wiemy czy się cieszyć, czy stresować, ani jak podejść do tematu. Czekamy. Jesteśmy gotowi całą miłość wylać na rodzeństwo małej M.
Miałam dzisiaj zmierzyć betę i progesteron. Jednak kolejka do nieba. A mała zaczęła robić afery na cały ośrodek, bo ona chce chodzić po schodach, a ja jej nie pozwalam. Więc niczego się nie dowiemy, aż do środy.
To niesanowite, ale nigdy nie podejrzewałam, że instynkt macierzyński tak bardzo mocno działa. Właściwie to nie wiem czy to się dzieje samo z siebie czy przez obserwację otoczenia. Czy chcesz mieć dzieci sama dla siebie czy dlatego, że nie chcesz ostawać od innych.
Zaczęliśmy kolejny miesiąc. Nie wiem czy badać w ttm miesiącu progesteron i prolaktynę czy może jeszcze poczekać. Ale jak się nie uda, to będę sobie pluć w brodę, że tego nie zrobiłam. Może zbadam. Pójdę w tygodniu oddać krew i zbadam. Chyba lepiej wiedzieć i działać, lubię mieć kontrolę nad swoim życiem.
Dziś od rana szpital. Nie spałam w nocy zbyt dobrze. Cały czas łudziłam się, że to pomyłka, że moja kruszynka żyje. A jednak nie. Badania potwierdziły, brak akcji serduszka, ciąża obumarła.
Szłam na oddział przerażona. Boję się bólu. A wiem że nie robią od razu zabiegu. Rano kolejka do rejestracji, godzina czekania. Potem dwie godziny już na ginekologii czekania na lekarza.
USG, badanie i potwierdzenie. O 11 założył mi dwie tabletki cytotec i znów czekanie. Powiedział, że do 12 godzin powinno się coś dziać. Jeśli nie to kolejne tabletki. I jak to nie pomoże to wtedy jutro rano zabieg. O godzinie 13 skurcze się pojawiły. Takie jak na okres. Ale jeszcze bez krwawienia. Godzinę później krwawienie. Przed 17 poszłam do toalety i wtedy to się stało. Wypadło wszytko, cały pęcherzyk, moje maleństwo... U nas w szpitalu z szacunkiem się odnoszą do takich szczątek. Zabrali do lodówki i czekam na decyzję co dalej. Wychodzi na to że już tylko łyżeczkowanie i jutro mogę iść do domu.
Z jednej strony cieszę się, że już po wszystkim, że nie cierpiałam zbytnio, że Bóg mi tego oszczędził. Z drugiej, jest mi przykro, że maleństwo odeszło, że już nie jestem w ciąży
może jeszcze kiedyś będę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2018, 17:34
Ha, właśnie się dowiedziałam, że moja przyjaciółka, która urodziła swojego drugiego synka dwa dni przed urodzeniem Adasia i z którą wspólnie spędziłam sporą część macierzyńskiego, jest w niespodziewanej ciąży
12tc, termin na święta. Zaszła karmiąc piersią i to chyba karmienie tak samo jak u mnie niespodziewanie wydłużyło jej cykl, miała nagle owulację w 30dc, podczas gdy z tego co mi mówiła jej najdłuższy dotychczasowy cykl w życiu to 33 dni, więc nie uważali specjalnie 
Tłumaczę sobie oczywiście na tej podstawie, że jest jeszcze nadzieja dla mojego porąbanego cyklu z możliwą owulacją w 29dc 
Ale tak serio to raczej w ten cykl nie wierzę. Bardzo chciałabym się mylić, ale jakoś tak nie czuję tego i już. No i ponieważ tak sie niespodziewanie wydłużył wygląda na to, że w lipcu podczas naszych 2 tygodni urlopu, kiedy zaplanowałam dzikie seksy, za nic nie wstrzelimy się w dni płodne
Ech...
Dla pamięci, chciałam tu jeszcze odnotować słowa jakie mówi Adaś w wieku 20 miesięcy:
- oko / Auge (to słowo mówi w dwóch jezykach!)
- hau hau (piesek)
- brum brum (pojazdy wszelkiego rodzaju, ale również jazda w wózku)
- mama
- papa
- opa
- oma
- baba
- dada (dziadzia)
- mniam mniam (kiedy jest głodny albo mu coś smakuje)
- bach
- czuczu (pociąg)
- grugru (gołębie)
- pić (podobno poprosił mojego męża o picie, ja jeszcze nie słyszałam)
- ała (lubi pokazywać na swoje zdarte kolana
)
W ostatnim tygodniu zaczął też po raz pierwszy powtarzać za nami wyrazy
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2018, 18:02
36tyg+3dni (26dni do porodu… mniej niż 4 tygodnie! nie wiem ile %, bo nie mam premium :oP)
Góry i doliny… Raz lepiej, raz gorzej. Ale oczywiście macie racje dziewczyny, że porodu nie da się zaplanować… Eh… CC na życzenie - nie mam takiej możliwości, tzn nie mam pojęcia jak się takie rzeczy załatwia. Chodzę od gabinetu do gabinetu i szukam kogoś, kto coś mi wpisze w papiery? Poza tym słyszałam, że trójmiejskie szpitale zaczynają poważnie przyglądać się 'wskazankom' do cc (mówiła o tym położna na szkole rodzenia).
Póki co mam problem ze spakowaniem torby nawet :o) wstępnie mam już spakowaną, ale jakoś tak nie czuję, że jest na tip-top. W teorii nie ma się czym przejmować, bo jak czegoś zabraknie, to mąż dowiezie z domu lub kupi, ale fajnie by było mieć komfort, że wszystko jest idealnie. Dziś jeszcze skoczę do italian fashion i może kupię sobie jakąś koszulę nocną, przyda się na pobyt w szpitalu. Nie są drogie, no i strojów nocnych nigdy nie za dużo ;o) (pidżama to dla mnie najlepszy prezent na każdą okazję). Nie celuję w typowo ciążową/dla karmiących koszulę, ale taką ‘dla normalnych’ tylko na ramiączkach, żeby można było cyca wyciągnąć łatwo w razie czego. Ahhh wczoraj kupiłam przez neta 2 kocyki dla Zwierza: Poofi i Jollein. Bawełniane, z czego ten Jollein jest niby cieplejszy, a Poofi jest kwadratowy i można w nim ‘rożkować’. Nie były to najtańsze zakupy, ale dobre kocyki to inwestycja na lata i sama uwielbiam. Zarówno ja, jak i mąż sami mamy swoje ulubione, którymi lubimy się przykrywać (różne w zależności od pory roku).
Noce są ciężkie. Duszno, pocę się, brakuje mi tchu, ciężko się oddycha. Łapią skurcze nóg (i rąk) i brzuch pobolewa. I coś mi się dzieje z lewym udem; prawdopodobnie coś gdzieś uciska na jakiś nerw i lewe udo jest takie trochę ‘bez czucia’, jakby odrętwiałe; uczucie to nasila się to po całym dniu wieczorową porą. Nogi puchną też, wczoraj poczułam to po całości jak ledwo wcisnęłam się w sportowe sandały. Ale i tak myślałam, że będzie gorzej i w miarę dzielnie niedogodności fizyczne znoszę; mąż też mnie chwali :o) Dzień najchętniej spędzam w domu krzątając się i drzemiąc (bo gorąco), ale późnym popołudniem i wieczorem lubię wyjść na dłuższy spacer; nad morze lub do lasu. I kilka kilometrów spokojnie mi się udaję przedreptać :o)
Muszę jeszcze ogarnąć kilka rzeczy, np. zrobić listę formalności do załatwienia po porodzie. Muszę wybrać przychodnię dla Zwierza. Muszę poczytać o zapisach do żłobka :o) bo trzeba to koniecznie zrobić zaraz po urodzeniu, żeby mieć pewność, że po rocznym macierzyńskim będzie dla niego miejsce w ‘przechowalni’ :o) (haha, pewności i tak nigdy nie ma).
A w ogóle to chciałabym żeby Zwierz już był :o) żeby go przytulić i zobaczyć jaki jest. Zwierzu, bardzo się boję ale czekam na Ciebie!
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2018, 18:26
Wlasnie sobie uswiadomilam, ze za nami 2 lata staran o dzidziusia. Wielkimi krokami wkraczamy w trzeci rok bez malego czlowieczka.
Jest mi przykro, ale dzis humor mam na calkiem wysokim poziomie. Moze dlatego, ze biore clo i mam wielkie nadzieje ze sie tym razem uda?
13 DC
Dzisiaj po 8 dawkach Gonalu i po Ovitrellu mieliśmy pierwsza próbę IUI. Uczucia? Cały wachlarz... radość, podekscytowanie, strach, podniecenie, skrępowanie, zniecierpliwienie i ulga, ze juz dzisiaj bez zastrzyków. Teraz już jestem na maksa spokojna. Nic nie zmienię myśleniem o tym i nakręcaniem się, więc po prostu przespałam pół dnia
hahaha ! Sen najlepszy na wszystko, dziwię się że żadna firma farmaceutyczna jeszcze go nie sprzedaje w tabletkach. Teraz 2 tygodnie czekania i mój ostatni tydzień na „macierzyńskim”. Nie liczę na to, że uda się za pierwszym razem. Ale wierzę, że skoro już raz udało się z pomocą IUI to i tym razem się uda
Na teście jedna, jedyna kreska
22 dc
To czekanie mnie mocno męczy. Zajmuje mi wszystkie myśli. Szok. Nie spodziewałam się że tak się stanie. Piersi mnie bardzo bolą, ale wydaje mi się że ciut mniej niż w zeszłym tygodniu. Dzisiaj rano wogóle mnie piersi nie bolały zasmuciłam sie że nic z tego i że jutro lub pojutrze przyjdzie @ A potem jak po południu ściągnęłam stanik to ból był taki jakby miały mi się te cycunie urwać (A biust mam pokaźny). No nic. Będzie co ma być. Stawiam sobie zakaz myślenia i doszukiwania się sygnałów z ciała. Czekam cierpliwie chociaż do soboty. To co prawda też będzie dość wcześnie ale może coś się już rozstrzygnie:-)
Wczoraj moja koteczka powiła młode. 5 ślicznych kocich kluseczek. Ależ niedługo będą rozrabiać. Śmiechu będzie co niemiara
Dziś mam jakiś taki gówniany dzień.
Milena płacze od paru dni o byle pierdołę, ja mam już tego dosyć. Do tego od ponad tygodnia próbujemy ją odpieluchować i efekty marne. Jak nie przypilnuje jej to sama za często nie zawoła. Ogólnie wiem że to wszystko pewnie sprawka hormonów ale mam dziś taki dzień że mam wszystkiego dosyć. Czuję się jak gówniana matka która poległa na każdej lini. Czasem mam już dość Mileny. Myślę sobie "na co Ci to wszystko było?". Wiem że takim myśleniem jestem cholernie niewdzięczna. Ale co w życiu osiągnęłam? Nic. Ani studiów porządnie nie skończyłam bo mam tylko licencjat, ani pracy żadnej bo te moje słoiki i pudełka to się raczej nie liczą... Mam jednego wyjca, drugiego w drodze, obwisłe cycki i wielką dupę. I nasrane w głowie. Mam nadzieję że upadam już na dno swojego złego samopoczucia i zaraz odbiję się do góry. Bo czuje się podle.
18 dc, badanie HSG wcale nie jest takie straszne jak można przeczytać w internecie. Gorsze są chyba przygotowania do niego. `Nie należy do przyjemnych ale jeśli ktoś tak jak ja miewa bolesne miesiączki to zniesie to bez problemu. Najgorszy był tylko ból brzucha po ale to już podobno kwestia jelit.
Próbowaliśmy w tym cyklu, chociaż nie wiem czy udało nam się trafić w ogóle w owulację bo badanie było właśnie w tym czasie.
Nie doszukuje się objawów, w d... mam detektor ciąży. Za tydzień zobaczymy...
Rozmawiałam wczoraj z moją Mamą. Jako jedyna wie, że podchodzimy do inseminacji. Bardzo się ucieszyła, gdy powiedziałam, że widziałam owulke na USG
. Chyba bardzo mocno trzymała te kciuki od niedzieli
. Wiem, że bardzo by chciała zostać znowu Babcią, ale pocieszam się tym, że moja Siostra również zaraz zaczyna starania o drugiego Maluszka (po 7 latach
w końcu się zmotywowala) i może Ona będzie miała więcej szczęścia.
Tesciowie też już chcą, za każdym razem gdy mówię że jedziemy do kliniki Tesciowa pyta "A co? Będzie coś?". K**** jak będzie to raczej ich powiadomie prawda? Mówię, że jadę tylko na kontrolę i ewentualne badania. Generalnie moja Teściowa nie jest za bardzo empatyczna, nie ma oporów żeby mówić że znowu ktoś jest w ciazy albo gada o dzieciach. Pamiętam jak po zabiegu długo płakałam i nie mogłam się pozbierać, to gdy przylapala mnie na płaczu to bez ogródek pytała czemu ja znowu płacze, przecież minął już tydzień... Taką mam sympatyczną rodzinkę 
A tymczasem zbieram się do pracy 
Dzisiaj urodziny męża, na teście wczoraj jedna dziadowska kreska. Dzisiaj nie testowałam.
Temperatura minimalnie poszła do góry, po tym jak wczoraj spadła. Z tyłu głowy mam jeszcze nadzieje, ale realnie myśląc czekam na miesiączkę i termin wizyty w klinice.
Siedzimy na przedporodowej. W nocy odeszły mi wody. Czekamy czy bobas będzie chciał wyskoczyć sam czy będziemy się wywoływać.
Czasem sobie myślę, że już wolałabym poronić - wiem, to straszne. Ale miałabym pewność, że jest możliwe, że zajdę w ciążę i że będziemy mieli dzieci. A takie życie w próżni, bez zdiagnozowanej przyczyny, to koszmar z dnia na dzień. W lipcu będzie 2 lata jak się staramy. W tym czasie zaliczyliśmy 3 kliniki. Na początku były nadzieje, a potem rozczarowania. Nikt nas jeszcze nie zdiagnozował, żadnej klinice tak naprawdę nie zaufałam. Podchodzimy w lipcu do 3 inseminacji. Jeśli się nie uda, wakacje i kilkumiesięczna przerwa, a potem zmiana na Artvimed w Krakowie. Może in vitro w przyszłym roku, może wyjazd za granicę. Daję sobie czas, i tak mój idealny plan diabli wzięli, więc rok mi nie robi różnicy.
Hej, za 2 dni Bartuś kończy 2 mc
ale czas leci szybko, jeszcze nie dawno by w brzuchu a teraz już taki klocek. Dziś się ważyłam z nim i wyszło jemu 6,2 kg czyli w tydzień +300 gr a mi 79,6 kg czyli w tydzień - 1 kg
synek rośnie, mamusia chudnie jest cudnie! 
Ale żeby nie było tak cukierkowo, to teściowa zaczyna mnie wkurzać. Wszędzie ten swój nos wsadza. Niby pierdoły ale jakie wkurzające. Wiele bym dała chyba żeby mieszkać oddzielnie. No ale przez najbliższe 2 lata się nie zanosi. Np wczoraj, mały został z nią ja pojechałam z mężem i wracam a ona go karmi, ok tylko że dziecko nie jadło w sumie ponad 6 godzin! Bo ładnie spał. Tyle że potem ile się omęczyłam żeby go nakarmić żeby się najadł to moje, bo ciągle krzyczał że chce jeszcze i jeszcze... a jak jej powiedziałam że zjadł 200 w sumie to głupi tekst "no co ty dziecko może skrętu kiszek dostać, nie dawaj mu tyle! " pomyślałam sobie tylko że gdyby go nie lulała na siłę to zjadł by wcześniej a mniej.
A to śmieci zabiera bez pytania, a to to a to tamto, oj ostatnio ciągle coś...
Wczoraj totalny dzień leń, po pracy Netflix, wieczorem koło 19 zasnęłam i obudziam się przez północą, tylk żeby umyć zęby i tak spałam do 6:30. A Rano wcale jako super energii do pracy nie czułam choć fakt, byłam wyspana..Teraz siedzę i pisze papiery, analizuję wyniki...i znów dopadł mnie ten "smutek"...tak czasem mnie nawiedza, wchodzi do pokoju, brzydki i śmierdzący, staje w rogu, starasz się nie zwracac na niego uwagi, ale wiesz, że on się tam czai...i śmierdzi... musisz poczekać, aż sobie pójdzie, ale póki jest to rozprasza...i drażni...
Mam przeczucie, że będzie mnie nawiedzał jeszcze często...
I znów piszę ze szpitalnego łóżka....oby ostatni raz przed porodem 
Opieka w tym szpitalu jest świetna i jeśli rodzić,to tylko tutaj. Nie wyobrażam sobie wylądować gdzie indziej.
Generalnie wyniki cukrów sa ok,tylko raz przekroczona norma. Na wizycie u diabetologa dowiedziałam się, że każde przekroczenie norm wyników glukozy,oni traktują jak cukrzycę ciężarnych. Dostałam śliczny,nowy glukometr i mam sprawdzać poziom cukru na czczo i godzinę po posiłku. Spróbowałam sama i oczywiście nie wyszło
Nauczymy się siebie nawzajem
Dietę mam trzymać i uczyc się co mogę jeść.
Teraz czekam na odwiedziny męża i dostawę jedzenia bo to szpitalne,to oj.... Mało i średnio smaczne
Czekam na warzywa i owoce 
Jutro już do domku.
17tc+1d czwartek
Ostatni dzien w pracy. Od jutra odpoczywamy w domu. Dziwnie sie czulam, troche mi zal opuszczac biuro i dziewczyny, bo mam fajny zespol. Duzo sie smiejemy, zartujemy, wspieramy i znamy sie jak lyse konie
.
Milo mnie pozegnali, kazdy usciskal i zyczyl zdrowia. Spakowalam manatki i wrocilam do domu. Odpoczywam bo bylam dzisiaj troche tym wszystkim spieta.
Nareszcie urósl mi brzuch, wystaje spod bluzki 😊😊. Samopoczucie bardzo dobre, brak mdlosci, brak zawrotow glowy, wrocil apetyt. II trymestr faktycznie jest tym energetycznym.
Kolejna wizyta 20.04.. mam nadzieje ze juz potwierdzi plec 😊
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.