14 dc
I po urlopie. Powrót do pracy był męczący:p Strasznie się nie chciało po dwóch tygodniach ciągłej aktywności znów zasiąść na dupie przed komputerem. Ojjj jak mi brakuje ruchu w tej pracy:)
Niestety płodne dopiero się zaczęły a więc nici z beztroskiego seksu na urlopie i wyłączenia myślenia o ciąży. Powracamy do szarej rzeczywistości, odmierzania temperatury i robienia testów owu:)
Gdybym wiedziała, to bym tydzień później planowała urlop:P Może by coś pykło wtedy:P
Pomimo, ze krotki był nasz wyjazd nad morze, bo tylko 4 dni, to i tak było super.
Pogoda była średnia, ale grunt, że nie lało tak, że by się nie dało wyjść nigdzie:) rzęsisty deszczyk, gdzie nawet szkoda parasola było wyciągać
Ostatniego dnia piękne bezchmurne niebo, juhuuuu 2 godziny udało się poopalać, zanim ruszyliśmy w drogę.
Właśnie usiłuję dodać pierwsze zdjęcie z wakacji do pamiętnika:D Sprawdźmy więc, czy to działa...

Robię to pierwszy raz, ciekawe, czy się uda.
A z innej beczki, podkusiło mnie, żeby jeszcze zadzwonić do tego Gyncentrum i się umówić na monitoring. Biłam się z myślami, co zrobić, ale stwierdziłam, że spróbuje się umówić. Lekarka powiedziała mi wcześniej, ze powinnam się zgłosić ok 11 dnia cyklu... ale uważam to za bzdurę i za kolejne wyciąganie hajsu, bo do owulacji tych wizyt zdążyłaby mi naliczyć z 5 i każda 80 zl, a wiem, jak to u mnie wygląda i tak własnie dziś pojawiło się dużo rozciągliwego śluzu, test owu był negatywny. Analizując swoje poprzednie cykle to owu występuje u mnie ok 18 dnia, jeżeli pierwszy płodny śluz pojawi się w 14-15 dniu cyklu i wtedy cykl trwa ok 30 dni. Wtedy kiedy cykl trwa 27 to pierwszy płodny śluz pojawia się wcześniej, gdzieś koło 12 dnia i owulacja jest ok 15 dnia. Tak wyglądają moje wykresy. W tej całej nieregularności jest jakaś regularność
W każdym razie, niestety babka z recepcji nie miała dla mnie wolnych terminów po godzinie 18, a tak pracuje w tym tygodniu. No więc odpuściłam, nie będzie monitoringu w tym cyklu.
Szczerze, to no nie ma bata, żebym tych owulacji nie miała, jak zawsze testy wychodzą ok, temperatura rośnie, wykres jest dwufazowy. W momencie gdy temp zaczyna rosnąć, to szyjka się obniża i zamyka. Po tych 7 miesiącach obserwacji, chyba siebie już znam. No chyba, ze to wszystko pic na wodę...
Będę więc czekać do kolejnego cyklu i pójdę z wynikami od razu. Może uda mi się trafić na innego lekarza w tym Gyncentrum... który podejdzie do mnie bardziej po ludzku. Oby!!!
Inna rzecz... męża nie ma, wysłali go najpierw do Lodzi, potem do Poznania, i nie wiadomo, czy tam nie zostanie do piątku... eh... liczę naprawdę na to, żebyśmy się wstrzelili, i modlę się, żeby jednak statystyki się nie myliły i owu była w piątek lub w sobotę. Jeśli nie, to cykl na straty w staraniach.
Olśniło mnie też, dlaczego mąż ma taką słabą ruchliwość plemników. No bo spędza za kierownicą szmat czasu... czasem 8 godzin dziennie, a jajka się grzeją... Chociaż nie należy do grupy zawodowych kierowców to i tak spędza bardzo duzo czasu jeżdżąc do klienta. Wyczytałam, że statystycznie dłużej zachodzą w ciążę takie pary. Damn... czemu padło na nas.
Szukam metod podniesienia tej ruchliwości plemników, zakupiłam l-karnitynę. Może mu jeszcze wiatrak na jajka powinnam kupić do auta ?
:D hahah
PS. Gratuluję tym, którym chciało się przeczytać ten długi wpis:D Ale spędzam dzisiaj samotny wieczór z winem i piszę co mi siedzi na języku:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2018, 21:23
Wróciłam do szarej, pracowniczej rzeczywistości... I dzisiaj byłam sama w biurze. Nosz kurde cudownie. Tyle razy mówiłam, że nie czuję się na siłach żeby zostawać sama, bo nie mam wystarczających kompetencji. A o szkolenia już nie będę się prosić. No, ale przeciez z nimi nie ma dyskusji, oni wiedzą lepiej. Ja też będę wiedziała lepiej, nie będę miała skrupułów żeby brać dni wolne. Niech sami ogarniaja biurówke.
Dzisiaj byliśmy na pobraniu krwi do badań kariotypów. Musiałam być kłuta 3 razy bo krew wcale nie chciała lecieć
. Podejrzewam że będę miała siniaki. Wyniki będą dopiero za miesiąc
, nie wyrobie się do kolejnej wizyty u lekarza. Chyba ma jakiś plan, bo prosił mnie żebym przyjechała w 10-11 dniu cyklu, tak żeby jeszcze nie było owulacji.
Żyję sobie na luzie staraniowym, w tym miesiącu raczej się nie uda. No bo skoro nie udawało się zajść naturalnie przez ponad rok to czemu niby miałoby udać się teraz? Coś się zmieniło? Nie sądzę.
Udało się rozkręcić laktacje do podobnych norm, co przed kryzysem, a może nawet ciut lepiej. Po nocy sciagalam kiedys ok 100 ml. W porywach do 150 czasem. A teraz czasem.uda się nawet 220. Za dnia bez szału. Ok 60 lub nawet 50 bardziej. No ale mleko płynie.
Co mnie uratowało? Preparat femaltiker oraz wyluzowanie sie. Poszłam za radą koleżanki, która jest totalnie niezgodna z tym co pisze np Hafija. W weekend pogodzona z losem, ze to koniec laktacji, zrobiliśmy sobie kolację z winem. Sporo tego wypiłam. Oczywiście zachowała odstęp czasowy przed ściąganiem itd itp . Następnego dnia ból piersi, twarde sie znowu zrobiły i mleko rzeka poplynelo. Nie wiem czy to zasługa alkoholu, czy totalnego odstresowania. Ale zadziałało. Wlasnie ściągam mleko. Idzie druga butelka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2018, 07:03
1DC
Cykl miał 30 dni, tylko! Jak dla mnie sukces 
Poprzednie:
45
39
38
42
53
35
49
❤️ 24.09.2016❤️
Dzień Naszego ślubu.💒
To już 5 lat.
Jestem dumna, że wytrwaliśmy w tym związku i żadne z nas nie dostało dożywocia. 😉
Nie zawsze było kolorowo. Czasami nasze życie było posypane cukrem i lukrem a czasami solą i pieprzem.
Ale na tym polega miłość, żeby być ze sobą w te dobre i złe dni.
Przeżyliśmy wspólnie związek na odległość ( wielka próba dla związku), przeżyliśmy wspólne zamieszkanie, przeżyliśmy moja stłuczkę ( mąż mnie nie zamordował 🙈), przeżyliśmy pogrzeb przyjaciela, przeżyliśmy rozpoczęcie wspólnej budowy, przeżyliśmy otwarcie działalności mojego męża, przeżyliśmy powrót męża na stałe do Polski i wiele innych....
A teraz przeżywamy walkę z niepłodnością.
To chyba najtrudniejsza walka w naszym życiu.
Wszystko na to co było u góry mieliśmy jakiś minimalny wpływ. Tu nie mamy żadnego...
Choćbyśmy się nie wiem jak starali to efekt jest wciąż taki sam.
Z jednej strony cieszę się i czuję dumę, że to 5 lat a z drugiej jest mi smutno, bo od 3 lat pragniemy dziecka a Jego nie ma.
Jak długo będzie trwała ta walka?
Boję się, że w końcu się poddam, bo ile można walczyć?
Mam w brzuszku 5 dniowy Cud i wierzę, że Ty kochanie dasz radę spełnić Nasze marzenie. ❤️❤️
Cokolwiek postanowisz, jesteś w Naszych sercach❤️
Twoi rodzice. Mama i Tata ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2021, 07:56
Dzisiaj uderzam do lekarza, który przyjmował mnie na oddział na to nieszczęsne HSG. Wbijam tam ze zdwojoną mocą bo biorę ze sobą mamuśkę a co dwie baby to nie jedna 
Ostatni test owulacyjny robiłam w niedzielę 15 go, w poniedziałek olałam bo przecież nie mam owulacji, żadnego pęcherzyka dominującego. Wczoraj 17-go coś mnie podkusiło i około godz. 23 siknęłam na patyk... jest jakaś bladzina! To nowość bo wcześniej biel
na przekór wszystkim obudziłam dzisiaj męża o 4 rano na seks
na śpiochu mówił, że widział moją bladą kreseczkę i coś musi z tego być hehe. Jeszcze leżę po seksie i próbuję się zdrzemnąć bo do pracy wstaje o 6 i jak mnie coś zakuło w jajniku tym z zapaleniem to aż jęknęłam. M. się pyta co jest i mu mówię, że coś mnie zakuło w jajniku, to on na to, że to jego plemnik się wgryza w moje jajeczko hehe
Wariat 
Uwierzyłam, że mam owulację
tzn wiem, że pewnie jej nie ma ale mam nadzieję a już zapomniałam co to jest mieć nadzieję!
36 tc
Dziś byłam na badaniach. Część wyników już mam. Tarczyca daje radę, nawet elektrolity w normie (chociaż sód jak zwykle w dolnych widełkach a brzydzę się już dosalaniem).
Zaskoczyły mnie wyniki morfologii. Hemoglobina 14 g/dcl przy normie 11-15,7. Myślałam, że będzie gorzej przy końcówce ciąży. Zachowam na pamiątkę, jeśli ktoś mnie jeszcze wyśmieje za jedzenie soczewicy i wzgardzenie wędlinami. No dobra, czasem jem wołowinę i lubię dodawać zielsko gdzie się da. Wpierniczam też hurtowo masło orzechowe - takie 100% z orzechów (mąż się śmieje, że czasem nie nadąża spróbować jednego opakowania, a już znika). Moje odkrycie to czekoladowe masło orzechowe - z miodem i kakao. Mam namiastkę słodkiego i dzięki temu udaje mi się uniknąć słodyczy i jakimś to jeszcze cudem wbijam się w spodnie z h&m kupione na początku ciąży. Tylko ten pas mi już na brzuch ledwo starcza.
Co do koszulek, to takich z "po domu" mało co mi zostało, wszystko opięte a biust boli. Kusi mnie, aby ubrać lekko obkurczony t-shirt męża z nadrukiem "mam wyjebane". Fajnie byłoby otworzyć w czymś takim listonoszowi drzwi.
Pogoda nie za ładna a mi się marzy na koniec ciąży (kiedy w końcu mam taki "ciążowy" brzuch) zrobić ładne pamiątkowe zdjęcia. Mam fotografa amatora, który da radę to zrobić, nawet blisko domu mam piękną łączkę. A tu zanim się wypogodzi to albo urodzę, albo będę wyglądać jak bulinek (zapewne).
I za skurczybyka nie mogę spać. Dziś wierciłam się do 3. Było mi gorąco mimo otwartego okna. Czy organizm przygotowuje się już do roli matki czuwającej w nocy przy swym dziecięciu?
Jak już zasnęłam, miałam koszmar - urodziłam dziecko, ale nie umiałam się nim zajmować. Ani przystawić do piersi, ani nic - wyginało mi się we wszystkie strony. To pewnie jakieś lęki przed nową rolą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2018, 11:29
14dc
Jestem pelna nadzieji i optymizmu. Az sie boje byc taka szczesliwa. Wasze wsparcie daje mi te sile. W tym miesiacu na prawde sie staram. Robie testy owulacyjne, biore clo, odstawilam slodycze (w moim przypadku jest to duzy wyczyn) - w zasadzie nie wiem czy mialoby to pomoc, po stosunku leze z biodrami do gory
.
Wczoraj zrobilam drugi test owulacyjny i wyszly dwie ladnie,grube kreski. Temperatura wzrosla od wczoraj. Oczywiscie bylo
. Czy dzisiaj tez zrobic test na owulacje? Tak sie zastanawiam...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2018, 18:16
24 tydzień
Ostatnio zapomniałam napisać, że znalazłam szkołę rodzenia na NFZ.. Warunkiem jest że muszę zdeklarować się na położoną z tej szkoły.. Ale poczytałam opinie i wybrałam jedną, która miała mnóstwo opinii i 99,9% pozytywnych, a te negatywne, które czytałam to wg mnie mamuśki szukały winnych jakiś dolegliwości Maluszka.. No i padło na położoną bo jej winą jest że Maluch ma kolki i nic mu nie pomaga.. Poza tym mają darmowe zajęcia fizyczne:-D Byliśmy już na pierwszych zajęciach.. Nawet spoko poza tym, że muszę spotykać się z ludźmi i powiedzieć coś o sobie.. Nienawidzę tego 
Samopoczucie raczej dobre.. Brzuszek w kratkę raz miękki, raz twardy.. Pani profesor powiedziała, że mam funkcjonować tak jak czuję.. Kiedy mam dobry dzień i brzuch miękki to nawet mogę poćwiczyć, kiedy czuję że twardnieje to oszczędzać się i poleżeć.. Jak będę czuła że jest gorzej to zadzwonić do niej i na IP.. Ale szyjka ma ponad 5cm, zamknięta.. Także narazie nie mam zamiaru rodzić
Malutka jak na złość obrócila się miednicowo.. Liczę na to że ma jeszcze sporo miejsca i czas i obróci się na dobrą stronę mocy.. Ja już jedną operację przeżyłam i podziękuję za cc.. Może dla kobiet które nie są aktywne to jest ok.. Ale dla mnie pół roku ograniczenia aktywności to największa kara:'(
Pierwsze ruchy poczułam w 16 tygodniu i 3 dniu. Nie byłam wtedy pewna ale teraz, tydzień później, mam taką imprezę w brzuchu, że nie można tego pomylić z niczym innym.
28dc13 dpo
Wiem już ze prezent na urodziny to małpa . I tak zrobiłam test bo bardzo długo na niego czekałam ale przez niego mam takiego dola ze mogłabym ryczeć cały dzień. Wydaje mi się ze nie ważne co zrobię to i tak nie da rady zostać mama. Nawet ta inseminacja nie wiem czy jest sens podchodzić do niej. Wszystko jest do kitu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2018, 09:22
18.lipca 2018r. 9tygodni i 6 dni. Fasolka rośnie. Mój świat zmienił się przez ostatnie lata diametralnie. Nie wróciłam na moto, latałam tylko w tunelu. Przewartościowałam całe życie. Ostatnio przeszliśmy przeogromny kryzys małżeński. Tak źle nie było nigdy. Wina? Uważam, że po dwóch stronach przy czym to ja się pocieszyłam inną zbyt bliską relacją. I nagle wiadomość o ciąży. W zeszłym roku przeszłam operację i praktycznie zostały mi szczątki jajników. Przez cały rok po tym zabiegu nie zabezpieczaliśmy się i nie zaskakiwało. Nagle teraz bam i jest! Reakcja mojego męża? Czerwone róże i pocałunek, a potem... liczenie dni i pytanie czy to na pewno jego. Tak, na pewno. Tamta relacja o ile zażyła na poziomie mentalnym, nie była aż tak bliska, spokojnie... Mimo to mój mąż mi nie wierzy... I tak moja ciąża upływa obecnie w tajemnicy. On chce testów jeszcze w ciąży i nie zamierza nikomu mówić o tym wcześniej. A mój brzuch już się zaokrągla...
Nie jest łatwo, jesteśmy obydwoje bardzo poranieni. Do granic bólu i rozpaczy. Ja sprawiłam jemu ogromy zawód, a on mnie- nie zdradą czy jakąś przyjaciółką, ale szeregiem zachowań i podejściem do naszej relacji. To wszystko śnieżna kula spadająca ze szczytu rosło w zastraszającym tempie przygniatając mnie, tłamsząc we mnie poczucie kobiecości, poczucie bycia zadbaną przez mężczyznę, adorowaną, poczucie bezpieczeństwa o byt rodziny, bo na maksa rozdzielone mamy budżety i każde samo sobie rzepkę skrobie. Cała sytuacja materialna w jakiej ja się znalazłam w wyniku przerw w pracy też mnie dobiła. Trochę się zadłużyłam, trochę pogubiłam. Nie umiem prosić o pomoc, czuję że to żebranie. Jakoś godność mi nie pozwala. To chyba błąd. Nie umiem rozmawiać o problemach. Pracuję nad sobą. Bardzo mocno pracuję. Przez cały ten czas od urodzenia Przemka przeszłam też ogromną przemianę duchową. Bardzo zagłębiłam się w tematy związane z pracą z podświadomością, z kreowaniem swoich myśli i przekonań, ze zwalczaniem tego co mam wdrukowane głęboko w umyśle przez patologiczną rodzinę w której się wychowałam. Jestem dziś inną osobą. Bardziej świadomą siebie, spokojniejszą. Jeszcze dużo przede mną. To ważne bym uporządkowała ten chaos przed narodzinami małej Helenki. Bo to dziewczynka- tak czuję 

6.12 - nam nadzieję ze to nie jest przypadkowa data, że moje 3 dzielne wojowniki, które dostałam w Mikołajki dadza radę... że kiedyś będę mogła w Mikołajki kupić cos własnemu dziecku, coś więcej niz znicz w postaci mikolaja 😢
Córeczko, tak cholernie chciałabym dac Ci coś więcej... czuwaj nad naszymi wojownikami, może one sprawia, że mamusia w końcu poczuje się lepiej....
16dc
Pozytywny test owu...
Wiedziałam że tak będzie... A męża nie ma!
Tak bardzo chce mi się ryczeć 
Boję się, że do jutra będzie po wszystkim... Nie chce
((( chce chociaż jedną szansę
Dopadł mnie dołek, w zasadzie od wczoraj. Nie lubię nie robić nic... Nie lubię nie mieć nadzieji. No bo jaką mogę mieć nadzieję jak tu taka abstynencja.
Dodatkowo czuje ból lewego jajnika, ciągnie i kluje tak typowo pod owulke.
Na bank nie zdarzymy...
Tak mi smutno!!! Czemu Poznan jest tak daleko...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2018, 19:55
6t6d
Pierwsze plamienie za mną
Najpierw było trochę jakby skrzepów w porannym moczu, ale jeszcze to nie wzbudziło jakoś szczególnie mojej uwagi. Dopiero zaraz jak aplikowałam luteinę zauważyłam żywoczerwoną krew i trochę ciemnej. Momentalnie zrobiło mi się słabo i zebrało mnie na wymioty- pewnie ze stresu. Pojechałam do szpitala, tam lekarz zbadała mnie w mniej więcej 5 sekund. Więcej to raczej nie trwało. Stwierdził, że on żadnego krwawienia nie widzi i że być może skaleczyłam się w trakcie aplikowania luteiny.
Tak czy inaczej opis USG brzmi tak: w jamie macicy widoczny pęcherzyk ciążowy z echem żywego zarodka odpowiadającym wczesnej ciąży, kosmówka bez cech oddzielania, przydatki prawidłowe.
I zalecił rozmowę ze swoim lekarzem.
Zadzwonił więc, mój gin stwierdził, że to mało prawdopodobne, że się skaleczyłam, ale póki co na wizytę mam się zgłosić w terminie skoro USG wyszło ok. Chyba, że będę plamić częściej.
Panika mi trochę minęła. Jednak sporo kobiet krwawi we wczesnej ciąży. Ale wiecie to był mój "pierwszy raz". Zresztą lepiej sprawdzić, niż olać sprawę.
Obsługa na NFZ jednak jest mało przyjazna... o ile ginekolog był uprzejmy, to babka rejestracji szkoda gadać. Na szczęście byłam przyjęta bardzo szybko, chyba jako pierwsza.
Wizytę u gina na NFZ (pierwszą) mam już we wtorek. Uf, do tego czasu może nie zdążę się pogrążyć w zamartwianiu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2018, 12:01
Końcówka 35 tc
34+6
Przestało mnie nosić, dopadła mnie niemoc. Może to przez pogodę a może to, zaraz zacznę 9 miesiąc, w nocy śpię już bardzo źle a młoda uciska mi wszystkie podroby?
Mimo to patrzę w lustro z wdzięcznością - że dotrwałam do tego momentu, że brzuszek rośnie, że te czarne scenariusze przedstawione przez endokrynologa na pierwszej wizycie ciążowej(odpukać) nie sprawdziły się.
Na wadze mam +12 kg, czyli ważę 74 kg. Myślałam, że przy sterydach będzie gorzej. Ludzie, którzy od dawna mnie nie widzieli, uważają że urósł mi tylko brzuch i wyglądam w miarę korzystnie. Przemilczam fakt, że poszło mi również w uda - uważam, że to fizjologia i gdzieś te zapasy tkanki tłuszczowej na okres laktacji muszą się zmieścić.
Z mężem już lepiej. Tydzień chodziłam struta, potem stwierdziłam, że faceci są prości i trzeba im wykładać wszystko wprost kawę na ławę. Poza tym powinnam korzystać ze zdobyczy inteligencji emocjonalnej i nauczyć się ładnie oraz asertywnie wypowiadać się o swoich uczuciach i potrzebach. Czyli jak coś mnie wkurwia to mówić, że mnie wkurwia i narusza moje granice, a nie że ja, niedowartościowana, niegodna nie mam prawa się odezwać w zaistniałej sytuacji.
Dobrze mi zrobił mi również kontakt z normalnymi, życzliwymi ludźmi. Zauważyłam, że kontakty z toksycznymi, zazdrosnymi, zawistnymi osobnikami mają na mnie zły wpływ i jestem na nich kompletnie nieodporna obecnie. A niestety ci ludzie nie znikną z mojego życia. Nie mam pomysłu jeszcze jak sobie z tym poradzić, w kontaktach z nimi muszę mieć wywalone i trzymać się zasady, że przecież nie wszyscy muszą się lubić.
Co do ciąży.
Mój mąż zaczyna się stresować końcówką. Dociera do niego, że to tuż tuż. Ten cały poród, którego koniec końców nie przewidzisz. Że mała niedługo będzie z nami i wiele się zmieni.
Nie ma co się oszukiwać - zleciało i to szybko.
A mnie dziś w nocy złapał lekki ból miesiączkowy. I czuję czasem takie pulsowanie tam na dole. Położna na szkole rodzenia mówiła, że bóle porodwe/skurcze idą od krzyża w kierunku brzucha więc nie panikuję.
Ściągnęłam sobie aplikację do liczenia skurczy. Tak na wszelki wypadek.
I przeczytałam "Będzie bolało". Jedna rada - jeśli ktoś jest w ciąży i ma wrażliwą psychikę niech przeczyta to po rozwiązaniu. Książka świetna, tylko jakby to powiedzieć - dotyka tematyki ginekologiczno-położniczej i zdradza kulisy pracy lekarza, nie zawsze piękne i kolorowe.
18 LIPIEC - 2 tygodnie i 3 dni OCZEKIWANIA NA KOSMITĘ
Już dwa tygodnie minęły :-)super. Trochę się wydarzyło. Moje uczucia to oczekiwanie i rosnąca ciekawość. Łapię się na tym, że gapię się na obce dzieci. Przyglądam się im, obserwuje, oceniam wiek. Z tym mam największy problem. Nie mamy w rodzinie małych dzieci więc trudno jest mi określić na ile wygląda dane dziecko. Marcin też się gapi. Jak zobaczymy jakiegoś aniołka albo czorta w sklepie to zaraz mówi do mnie takie mogłoby być NASZE. Staram się za bardzo nie rozmyślać. Owszem temat jest ze mną cały czas ale nie czuję jakiegoś ciśnienia.
Jedna z par z naszej grupy OA wczoraj poznała swojego synka. Zakochali się od pierwszego wejrzenia. Cieszymy się wszyscy ich szczęściem. Liczymy na to że tempo zostanie utrzymane. Może słowa pani dyrektor OA się sprawdzą i do końca roku większość grupy (może cała) będzie już dzieciata 
Zastanawiam się czy faktycznie tak jest, że czuję się od razu "chemię"? Czy można od razu poczuć że to właśnie NASZ Kosmita? Nie umiem sobie tego teraz wyobrazić.
Przeczytałam wczoraj książkę Katarzyna Kotowska - Wieża z klocków. Cudowne świadectwo dojrzałej miłości adopcyjnej matki. Prosto opowiedziana historia adopcji jej synka. Nie lukrowana, prawdziwa, szczera, momentami smutna. Dająca NADZIEJĘ, bardzo konkretna i pomocna. Kilka patentów spróbuję wykorzystać przy Kosmicie.
Jakoś poprzedni tydzień był trochę ciężki psychicznie i fizycznie. Dowiedziałam się o dwóch bliskich mi osobach, które zaszły w ciążę.Bardzo się ucieszyłam. Niestety jedna ciąża się już skończyła ;-( Tak bardzo chciałam by to dzieciątko przyszło na świat... Dotarła też do mnie informacja o śmierci znajomego miał 23 lata...... Jakoś tak wszystko się skumulowało, smutno mi było, do tego pogoda paskudna, migrena. Weekend też nie był najlepszy. Ktoś mi powiedział, że to jest właśnie ŻYCIE ehh......
Zaczął się nowy tydzień trzeba ruszyć do przodu. Wczorajsza wiadomość o tym, że będę ciocią adopcyjną bardzo nakręciła mnie pozytywnie. Wstałam dzisiaj pełna radości i spokoju. Czuję, że mogę góry przenosić, trochę jestem nakręcona. Może w domu posprzątam. Trzeba spożytkować te pokłady energii.
Może od środy zacznę urlop, nigdzie w tym roku raczej nie wyjeżdżamy. Mamy wesele w połowie sierpnia. Spróbuję Marcina namówić na dwa dni nad morzem. To może być nasz ostatni urlop we dwoje.
22 tc (21+2)
I tak oto z synka zrobiła się córeczka!! ❤ Jesteśmy w lekkim szoku, przywiązaliśmy się do myśli o synku, a tu jednak mała księżniczka
Wiem, że w głębi serca mąż marzył o dziewczynce i widzę tą radość w jego oczach
Z synka oczywiście też się cieszył, najważniejsze przecież, aby dzieciątko było zdrowe ❤ mam tylko nadzieję, że w sobotę już na 100% będzie pewne i nic się już nie zmieni. W sobotę właśnie idziemy na dodatkowe połówkowe u jakiegoś super profesora. Moja doktor nie widzi nic niepokojącego, wręcz według niej wszystko jest idealnie, ale ona nie jest specjalistą od badań genetycznych i poleciła innego lekarza. Dla własnego spokoju pójdziemy na to badanie, od razu doktor zrobi też echo serduszka 
U mnie wszystko dobrze, szyjka trzyma rewelacyjnie i znowu się wydłużyła do 3,8 cm. Pessar idealnie spełnia swoją rolę. Łożysko mam na przedniej ścianie, fakt, że ruchy dziecia nie są jakieś spektakularne, ale codziennie czuję jak plumka
czuję się szczęśliwa ❤
No, Marti, troszke sie dzieje, ze tak dlugo tu jestesmy, ale nie moge pisac na komorce. Ogolnie kumulacja malych i wiekszych pechów... cud, ze jeszcze nie zwariowalam, serio:o)
Pierwszy wpis na różowej stronie po krótkiej przerwie na ciążę...
Byłam na kontrolnej wizycie u gina. Powiedział, że ładnie się oczyściłam, ale muszę jeszcze zrobić betę w przyszłą środę i w pt przyjść z wynikiem.
Badalam 2 dni temu i wyszło 250, wczorajszych wyników jeszcze nie było, albo ktoś je zgubił. Powiedział, że ma być 0, to będzie wszystko ok. (Może już teraz było no ale nie mam tego wyniku... pojadę po weekendzie jeszcze raz)
Lekko plamię, lekko chwilami boli. Do zniesienia. Ale dupa wołowa jestem, bo o nic nie spytałam z tego wszystkiego,ani o sex, ani o starania, ani o badania, no o nic...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.