Rene Szczęśliwy wakacyjny cykl:-) 19 sierpnia 2018, 13:37

Tydzień 19
Patryk ma 4 miesiące i 9 dni (132dni)
kilka dni nie zaglądałam wiec pora uzupełnić braki.
Patryk od kilku dni przekręca się z plecków na brzuszek,robi to już bez problemu,wcześniej przeszkadzała mu ręka nie za bardzo wiedział co z nią zrobić,teraz już wie:-)Wczoraj byliśmy na wiejskiej imprezie obchodzona była 70 rocznica Koła Gospodyń Wiejskich było sporo osób,muzyka tańce no i hektolitry wódki i wiejskiego bimbru,my podziękowaliśmy ogólnie nie lubię ani wódki ani bimbru no i jestem karmiącą mamą.Mąż tez nie przepada za tego typem trunkami.Skosztowaliśmy za to trochę słodkości ciasta,tort,był też grill:-)Dzieci się wybiegały a Patryk prawie cała imprezę przespał,świeże powietrze mu posłużyło:-)Wróciliśmy po 20.Patryk obudził się na mleko i na przewijanie.Starszaki szybko poszły spać a ja i mój P.mieliśmy czas dla siebie:-)
Jak dobrze jest mieć wspomnienia i te w głowie i te tu w sieci,właśnie odkopałam na ovu moje cykle i tak zaczęłam czytać moje notatki z przed roku kiedy to udało mi się zajść w ciąże,tyle emocji tyle myśli przeplatało się w mojej głowie,można by powiedzieć,że był to intensywny dla nas czas,bo przecież się działo.W moim ciele rozwijało się nowe życie coś jedynego w swoim rodzaju coś niepowtarzalnego bo przecież nie ma dwóch identycznych ciąż nawet u tej samej kobiety.Rok szybko zleciał czasem myślę,że za szybko,tempo mojego(naszego)życia również nie zwolniło,tak jak wtedy tak i teraz dużo się dzieję,czasami nie ogarniam serio,ale tak chce,tak ma być.Mam obok siebie 4 miesięczne niemowlę które po raz kolejny ulało mi na łóżko i jest zadowolone z tego faktu,mam niemowlę,które cudownie się uśmiecha,z zapałem odkrywa świat,mam niemowlę,które swoją miłość pokazuje całym sobą.Czy potrzebuję czegoś więcej?Cieszę się tym co mam i za dziękuję:-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2018, 16:43

14 dzień życia naszej córeczki

Rzeczywistość okazała się nieco inna, niż oczekiwania. I plany. I w ogóle.
Opiszę to w podtytułach.

Hormony
Burza z nimi związana jest dla mnie najtrudniejszym aspektem połogu. Nie było widać baby bluesa po poprzednim wpisie, bo prawdopodobnie pisałam go na fali ogarnięcia, ale uwierzcie - nie było kolorowo. I gdyby nie położna ze szkoły rodzenia oraz psycholog ze szpitala - dałabym sobie wmówić, że jestem wariatką, nienormalna i co tam jeszcze.
Płakałam po kątach. Głównie gdy nikt nie widział. Czasem gdy widział maż, lub moja mama, nieraz karmiąc dziecko. Wieczorem, po wyjściu ze szpitala wyłam w męża ramię jak bóbr - z emocji, bo przecież mogliśmy stracić małą lub jej zdrowie, z niepewności oczekiwana na wyniki badań, samego pobytu w szpitalu, w piekielnym upale, rozkręcając laktację.

reszte dopiszę potem/dziecię wstało

19.08.2018r. Udało się!16.08.2018r. zobaczyłam na teście 2 kreseczki. Niewiarygodne! 24 cykle i nic, aż tu nagle po pierwszej inseminacji w 25 cyklu takie szczęście :) Myślę sobie, że chyba mam/ miałam wrogi śluz. Nigdy nie badałam tego zjawiska, ale taka konfiguracja zdarzeń pozwala wysunać taką hipotezę.
Dziewczyny róbcie test na wrogość śluzu! To chyba nie jest drogie badanie, a może dać pewne wskazówki do dalszego postępowania.
Być może pomogło też to, ze 3 miesiące stosowałam dietę o niskim IG i miałam wyregulowaną tarczycę eutyroxem (zbitą z 2.27 do 1.6) :)
Moje objawy, które zaobserwowałam przy tych moich kreseczkach:
kłucie w macicy,
delikatne bóle miesiączkowe,
uczucie jakby mi coś leżało na żołądku
no i oczywiście brak @
Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny, a w szczególności moje przyjaciółki, do których będę nadal zaglądać :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2018, 15:42

Ciąża rozpoczęta 17 lipca 2018
19.08.2018r. Udało się!16.08.2018r. zobaczyłam na teście 2 kreseczki. Niewiarygodne! 24 cykle i nic, aż tu nagle po pierwszej inseminacji w 25 cyklu takie szczęście :) Myślę sobie, że chyba mam/ miałam wrogi śluz. Nigdy nie badałam tego zjawiska, ale taka konfiguracja zdarzeń pozwala wysunać taką hipotezę.
Dziewczyny róbcie test na wrogość śluzu! To chyba nie jest drogie badanie, a może dać pewne wskazówki do dalszego postępowania.
Być może pomogło też to, ze 3 miesiące stosowałam dietę o niskim IG i miałam wyregulowaną tarczycę eutyroxem (zbitą z 2.27 do 1.6) :)
Moje objawy, które zaobserwowałam przy tych moich kreseczkach:
kłucie w macicy,
delikatne bóle miesiączkowe,
uczucie jakby mi coś leżało na żołądku
no i oczywiście brak @
Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny, a w szczególności moje przyjaciółki, do których będę nadal zaglądać :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2018, 16:07

Mój Mąż twierdzi, że jestem masochistką. Może trochę... Ale nic nie poradzę na to, że tak bardzo lubię dziergać dziecięce rzeczy. Ostatnio zrobiłam malutkie buciki i czapeczkę z uszami na zamówienie. Wszyscy nasi znajomi i osoby z pracy dostają buciki, gdy tylko dowiem się, że czekają na Maluszka.
Na początku września też będę robić czapeczkę, buciki i kocyk dla wnusia mojej koleżanki z pracy.
Nie mam już z tym problemu. Kiedyś dziergając te rzeczy płakałam i głaskałam to co zrobiłam. Teraz jest to dla mnie normalka - prezent, zamówienie - nie ma znaczenia, robię i już.

Moja Siostra niedługo będzie w ciąży, ostatnio wyznała mi że była u lekarza żeby zrobić sobie chociaż podstawowe badania, jakąś morfologię czy coś. Mój Chrześniak jest z 1 cs więc teraz też na pewno szybko się uda :). Fajnie będzie być ciocią drugi raz :).

A my? Jutro jedziemy po wyniki badań kariotypów, szczerze to jest mi już wszystko jedno co będzie. Pomijam fakt, że we wtorek dostanę opierdziel od lekarza, że nie przyszłam na wizytę w terminie. Powinnam iść w zeszły wtorek lub czwartek. Ale po co miałam iść jak nie miałam wyników? A tak pójdę na luzie ze wszystkimi wynikami.

Zaczynam się doszukiwać różnych objawów, które może dawać mój organizm o ciąży, więc nie jest dobrze. Dużo śluzu, lekkie mdłości, ból piersi, wieczorem było mi strasznie gorąco, zmierzylam temperaturę i miałam stan podgorączkowy 37,1. Staram się sprowadzać sama siebie na ziemię, bo ciężko mi w to uwierzyć, zresztą za wcześnie na objawy.

Ale działa moja metoda - im mniej gadam tym lepiej w związku. Weekend był naprawdę super. Szkoda tylko, że jutro powrót do rzeczywistości i pośpiechu.

W piątek byliśmy na wizycie u ginekologa. Zosia nie przybrała prawie wcale i według sprzętu usg waży coś ok 2600, czyli zapowiada się długi chudzielec wedle kości udowej,lub błąd pomiaru ;). Może będziemy mieć córeczkę modelkę ;) ?
Ja już dosłownie się toczę. Brzuszek trochę przeszkadza i jest już całkiem spory, nie jestem w stanie usiąść ze złączonymi nogami ;)
Upały dają mi się we znaki,jak muszę wyjść,to najchętniej zgasiłabym słońce ;) No ale dzielnie spaceruję,bo synek w domu nie usiedzi ;)
Noce juz coraz cięższe,wiercę się i kręcę w łóżku,szukam wygodnego miejsca do spania bez rezultatu.
Szalejemy i korzystamy z ostatnich chwil we troje. Urządzamy szalone wycieczki np na paradę starych traktorów lub szlakiem opuszczonych dworów szlacheckich,do zoo itp. Nie skarżę się, tylko grzecznie podążam za chłopakami ;)
Stresuje mnie ta koncówka bardzo. Chciałabym tulić już bezpieczną Zosię w ramionach.

Boję się. Wizyta w środę. Nienawidzę I trymestru.

Dzwoniłam do szpitala w którym miałam robione HSG. KONTRAST ZAWIERAŁ JOD. Na jego ulotce jest informacja: Istnieje ryzyko wystąpienia przełomu tarczycowego.

Pani oczywiście tłumaczyła mi, że to mało prawdopodobne, że zachorowałam od kontrastu ale jak jej powiedziałam, że wyniki wcześniej miałam ok a teraz taka lipa to krótko mówiąc zamilkła. Chwilę się mądrzyła ale powiedziałam jej, że ja nie chce żeby ona mnie diagnozowała bo od tego mam lekarza i potrzebuję tylko informacji czy ten kontrast zawierał jod bo od tego zależy moje dalsze leczenie i dawka leku.

Pani po chwili zrobiła się bardzo miła, już była zupełnie inna rozmowa. Nagle okazało się, że jest płyta ze zdjęciami z tego badania i mimo, że rejestracja gdzie mogą o nią wnioskować jest do 14 to Pani mi załatwi wszystko i u nich w rentgenie odbiorę sobie płytkę jeszcze dzisiaj popołudniu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2018, 10:19

Kingusia:) Wygrać z upływem czasu.... 20 sierpnia 2018, 10:25

6 DPO


Temperatura spadła, masakra totalna.
A ja zaczynam wariować, już mam obsesję...
co chwilę wchodzę na ovufriend i zaglądam do wykresu swojego i innych, to już można nazwać chorobą.
Chyba zeświruję, w sobotę będę testować, chyba ze ta popierdzielona temperatura spadnie na łeb na szyję w dół... i stwierdzę, że nie ma sensu.

Mam już serdecznie dość, wszystko mnie wkurza.
mąż ma jechać gdzieś w pi...du daleko na dość długo, więc mogę stwierdzić już dziś, że będzie lipa ze staraniami, ech...

i jeszcze 4 rocznica ślubu w czwartek. masakra


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2018, 10:31

Mamy 27tc. To już robi się nudne, wiem, ale muszę to napisać - ten czas leci jak szalony!!

Pamiętam jak jeszcze całkiem niedawno, jako staraczka, napisałam w swoim pamiętniku: "Chciałbym zakopać się w ciepłym łóżku, zasnąć i obudzić się już w ciąży. Najlepiej w 25 tc, kiedy minie ta okropna "granica przeżywalności płodu". I jeszcze, żeby było dużo słońca..."

Udało się :) każdy tydzień to większa szansa na pozytywny koniec (a właściwie początek)!! Nie mogę uwierzyć, że za kilka dni zaczynamy III trymestr. To dla mnie jakiś totalny kosmos!!

Na ostatnim usg okazało się, że dzieć ładnie nadgonił i jest już w granicach 50 centyla. Kamień z serca, bo strasznie martwiło mnie, że jest taka malutka... Piszę "malutka", bo nadal idziemy w kierunku dziewuszki (90%), ale nadal nie jest to pewniak. Nasz maluszek uparcie układa się w taki sposób, że nie ma szans stwierdzić płci na 100%. Opieramy się więc na stwierdzeniu, że "nic tam nie wisi" :)

Obecnie jesteśmy z mężem na etapie kłótni o imię dla naszej dziewczynki :) mamy wytypowane 3 i nijak nie możemy się dogadać. Najgorzej, że wszyscy dookoła dodają do tego swoje 5 groszy i próbują nam wmówić, że te 3 imiona, które wytypowaliśmy są niekoniecznie fajne i próbują przekonać nas do swojej koncepcji. I takim oto sposobem mamy mętlik w głowie, tym bardziej, że wcale nie jesteśmy pewni, że to dziewczynka. Fajnie nie? :) dodam tylko, że dla chłopca imię mamy już od dawna :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 20 sierpnia 2018, 13:00

Byla polozna. Zwierz przybiera na wadze 30gr dziennie. Dzielny Zwierz! Musze szybko isc do gina, bo minęło ponad 5tyg od porodu a ja nadal krwawie-a powinna już krew zanikac. Slabo spalam w nocy, bo synalek strasznie sie rzucal przez sen. Pojekiwal i wymachiwal konczynami jakby mial ich co najmniej 8. No i nie moglam zasnac, bo wciaz sprawdzalam, czy u niego wszystko ok! Moj mąż to ma super, on nawet podczas bombardowania by spal...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 20 sierpnia 2018, 13:00

Byla polozna. Zwierz przybiera na wadze 30gr dziennie. Dzielny Zwierz! Musze szybko isc do gina, bo minęło ponad 5tyg od porodu a ja nadal krwawie-a powinna już krew zanikac. Slabo spalam w nocy, bo synalek strasznie sie rzucal przez sen. Pojekiwal i wymachiwal konczynami jakby mial ich co najmniej 8. No i nie moglam zasnac, bo wciaz sprawdzalam, czy u niego wszystko ok! Moj mąż to ma super, on nawet podczas bombardowania by spal...

Kat_ Moja droga do Szczęścia 20 sierpnia 2018, 13:37

"Jedynie ludzie o zdrowych zmysłach wariują."
Stanisław Jerzy Lec


Dziś coś z przymrużeniem oka ;)

Codzienność moich starań dzieli się na 3 etapy:

Faza I - naaaajspokojniejsza w całym cyklu - podczas @ najmniej myślę o ciąży. Wiem na czym stoję. Po kolejnym nieudanym cyklu i wylanych łzach, godzę się z sytuacją. Stawiam czoła kolejnemu miesiącowi zmagań. Czuję się pewnie, wiedząc, że najbliższe dni nie zaskoczą mnie niczym nowym, niczym nieznanym. Spokojnie, choć czasem i z ekscytacją, czekam na rozpoczęcie starań. Dla mnie osobiście jest to jedyny moment, w którym nie wariuję. Odpoczynek psychiczny. Taaaaaak, czuję luuuuuuuuuz! Mogę się napić winka bez wyrzutów sumienia. Jeść sushi. A co tam, nawet i tatara! Chwilo, trwaj...

Faza II – jazda bez trzymanki - Juhu! W końcu!!! Przez niemal tydzień posuchy rzucam się na mojego M. Jest super! Praktykujemy co drugi dzień.
Jest śluz. Nie ma śluzu. Za mało. Za dużo! Czy to już dziś? Czy żołnierzyki zdążą dotrzeć do jaja? A może owulacja była wczoraj? A co jeśli jej w ogóle nie było??!! Jezusie, może powinnam była kupić te testy owulacyjne?
Nie. Pierdzielę. Nie mogę dać się zwariować.
Termometr... gdzie jest termometr?! Może zacznę mierzyć temperaturę? Eeee nie... uspokój się. To dodatkowy stres. Mam przecież duże tendencje do popadania w paranoję, więc to na pewno nie dla mnie. To nie sprzyja wyluzowaniu, nie chcę się zablokować psychicznie.
Wdech, wydech. Że co? Stary nagle pracuje na noc? Co to ma znaczyć?! Przecież wie, że się staramy! Powinien wziąć urlop! Tak mu zależy?!
Aaaaaaaa!!!...Ogarnij się kobieto! Nie możesz z niego zrobić byka rozpłodowego. Nawet podstępem. Że niby seksi bielizna, a w głowie tylko „Szybciej! Dawaj te plemniki!!!”.
Dobra. Nalewam wino, napuszczam wodę do wanny, może sobie pierdzielniemy romantiko kąpiel. Świeczki zapalone. W końcu czuję luz. Jest cudownie... Jak dawniej, kiedy nie myśleliśmy jeszcze o powiększeniu rodziny. To okropne jak się czasem zachowuję... Pragnienie posiadania dziecka przejmuje nade mną całkowicie kontrolę. Nie jestem sobą. Upominam samą siebie w myślach, żeby się nie zapędzić, żeby nie dać się zwariować. Ale jak długo będzie mi się jeszcze udawało?

Faza III – zdecydowanie NAJGORSZA. Istny rollercoaster.
1 dpo. O! Coś mnie zakłuło! Jajnik! Lewy... a teraz prawy! A, nie... to chyba tylko wzdęcia.
2 dpo. Cycek! Jest jakaś żyła! Na pewno jej nie widziałam w poprzednim cyklu! A może jednak była?
3 dpo. Cycki jakieś takie dziwne... hmm, niby nie bolą, ale może jak zgniotę bardziej to coś poczuję?
4 dpo. Coś mi niedobrze. Witajcie mdłości! To na pewno nie przez tę szynkę, którą kupiłam tydzień temu, co to to nie!
5 dpo. Boże! Dlaczego dni się tak wleką?! Jeszcze tylko 234 h, 18 min i 36 sekund do testowania. 35, 34, 33, 32....
6 dpo. A może by tak już zatestować? Poszukam w necie czy którejś wyszedł pozytywny test w tym dniu.
7 dpo. Kawa mi przestała smakować! To na pewno objaw ciąży!! Że co? Aaaa, mleko się zepsuło...
8 dpo. Wszystko mnie denerwuje. Grrr! To na pewno nie PMS!!! Jeszcze tak nie miałam!!
9 dpo. Kiszone ogóreczki, mniammm. Ciążowe zachcianki hi hi hi.
10 dpo. Nie wytrzymałam! Zrobiłam test, a tam... biel vizira. Buuu nie jestem w ciąży. Ale zaraz! to dopiero 10 dpo! To nic nie znaczy. Na pewno zrobiłam ten test za wcześnie.
11 dpo. Zerknę jeszcze na ten wczorajszy test. Może jak poświecę latarką to ujrzę cień cienia?
12 dpo. Kur!@$%$* znowu biel. Poszukam w necie czy ktoś już tak miał, że 12 dpo biało, a jednak zakończyło się to ciążą.
13 dpo. Dalej nic. Ale czuję bóle podobne do @, ale jakieś takie inne w sumie. Coś jakby mi się macica rozciągała? Pier%&*%olę, jadę na betę.
14 dpo. Beta poniżej 0,1 mlU/ml. Siet. Ale może zrobiłam za wcześnie? Może owulacja była 2 dni później? A implantacja po 12 dniach? Może dziś się dopiero zagnieździł zarodek i od jutra zacznie się wydzielać beta? Bożeno, oby tak było bo zwariuję!
15 dpo. Skończyły mi się testy. Miałam tylko 5. Następnym razem zakupię co najmniej 10.
6:55. @ ani widu, ani słychu.
7:00. Dalej nic. Na bank ciąża.
7:05. Jeszcze się tak długo nie spóźniał. Zawsze dostawałam @ wczesnym rankiem!
7:10. Oszaleję.
12:00. Ja pikolę. Nie mogę się skupić na pracy. Co 5 min biegam do łazienki sprawdzać czy coś się dzieje.
17:00 Biegnę do apteki po test. A co tam, po dwa! Jeden zrobię teraz, a drugi z samego rana.
17:30. Kurde. Biało. Ale to na pewno dlatego, że robiłam z popołudniowego moczu.
21:00. Patrzę na ten poprzedni test i coś jakby przebija w miejscu, gdzie powinna być kreska. To nic, że po 3,5 h. To na pewno nie jest plama z moczu!
16 dpo.
6:00. Nigdy mi się nie spóźniał @! Never ever! Dobra robię test... Proszę proszę, pojaw się kreseczko!! $@%^%*& Dalej biało :( Jeśli to nie ciąża to niech już przyjdzie ten głupi @!!!
17:00 No i nadszedł @. Głupia ja! Czego ja się tak usilnie doszukiwałam? Moje ciało mnie oszukuje! Łzy leją się strumieniami... Kruszynko, jak długo jeszcze każesz na siebie czekać?

He, he...
Niby z przymrużeniem oka. Niby wiem, że to chore... ale jak sobie to wszystko spisałam i przeczytałam, to się przeraziłam, że ja mam tak co miesiąc!
A jak jest u Was, kochane Staraczki?
Czy to z czasem mija? Czy raczej się nasila?
Chyba często będę wracac do tego wpisu, aby uświadomić sobie, jak niezdrowe dla mnie i dla mojego związku może być nakręcanie się i uleganie własnej presji.

Miłego dnia! <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2018, 13:57

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 21 sierpnia 2018, 21:29

Po dwóch i pół roku starań: jestem w ciąży. Po dwóch latach pisania pamiętnika i bloga mogłam podzielić się z Wami tą radosną nowiną.

Jednak nasze szczęście jest mocno zachwiane... --> Cudzie, trwaj proszę!

Jeheria No kiedy? 7 września 2019, 07:51

7 tydzień ciąży (6+0)
W czwartek też lekarz na NFZ mnie nie przyjął. W końcu wczoraj trzecia doktorka się zgodziła. Zrobiła USG. Widziałam malutkie pikanie serduszka. Boże jakie to maleństwo! Ma 2-3 mm. Odpowiada 5t6d więc idealnie jak wyliczyło of wczoraj. Trzeba było umiejętnie obrócić głowica aby zobaczyć zarodek i serduszko. Myślę że sprzęt kiepski. W poniedziałek mam prywatną wizytę to drugi raz podejrzę mojego kropka ♥️ doktor powiedziała że ciąża jest wysokiego ryzyka i najlepiej aby prowadził ją lekarz pracujący w szpitalu w Olsztynie lub Białymstoku. To są szpitale z 3 stopniem teferencyjności. Ginekolog pracujący w moim szpitalu w Ełku powiedział że nie przyjmują do porodu pacjentów z trombofilią. Nie ukrywam że Białystok bliżej i lepsza droga. Doktor mimo wszystko będzie mnie przyjmować na USG i będzie przepisywać badania na NFZ. Następna wizyta u niej 16 września. Doktor zapytała też czy nie chce zwolnienia. Powiedziałam że pomyślę przez weekend bo mam wizytę prywatną w poniedziałek. Nie obraziła się że chce do dwóch lekarzy chodzić. Ale wezmę te zwolnienie. W poniedziałek chce jeszcze być w pracy bo wraca Prezes Naczelny i chce mu powiedzieć że jestem w ciąży i idę na zwolnienie. Jeśli mam jeździć do Białegostoku, i chodzić jeszcze w Ełku do diabetologa, hematologa, endokrynologa, ginekologa to chce na spokojnie to załatwić a nie zwalniać się non stop z pracy. To sensu nie ma. Z resztą i tak uczę się nowego stanowiska więc ta nauka już nie ma sensu...

26tc+2
65% ciąży, 96 dni do porodu

Wkroczyliśmy w 27 tydzień, kolejny do przodu <3 Już w te sobotę zaczniemy 7 miesiąc czyli TRZECI TRYMESTR - listopad coraz bliżej, a ja wciąż nie dowierzam, że to wszystko dzieje się naprawdę :D

Wciąż czuję się bardzo dobrze, w żaden sposób nie odczuwam fizycznie ciąży. Od samego jej początku nie miałam żadnych objawów i odpukać jest tak do teraz. Brzuszek też jest malutki i w luźnych ciuchach nie widoczny. Choć w sukienkach, w których chodzę ostatnio najczęściej, już go nieco widać - kocham ten brzuszek najmocniej na świecie <3

Od kilku tygodni uczęszczam już na zajęcia do szkoły rodzenia, na razie bardziej teoretyczne, w późniejszych tygodniach będzie więcej praktyki i zajęć dla par.

Wciąż też pracuje choć już coraz więcej z domu - na szczęście mam pracę, która mi to umożliwia :)

Pięknie jest! I mam nadzieję, że będzie już tylko coraz piękniej.

A co u Was kochane staraczki, brzuchatki i mamy słychać?


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2018, 15:27

8 DC

Dzisiaj ostatnie badanie beta hcg za mną, a koło 21 kontrola u lekarza. No a jutro? Chyba wracam do pracy, ale już mi się odechciało. Żeby tylko wszystko było dobrze. Jak lekarz pozwoli, to wrócimy już do starań, ale tych starań sprzed ciąży, czyli koniecznie bez żadnych kontroli termometrów itd. Wystarczy mi, że widzę śluz. Poza tym jakoś ostatnio udało się i bez tego, więc jak widać się da. Czekamy tylko na kolejną wpadkę.

Mam tylko nadzieję, że mężowi poprawią się wyniki badań. Te powtórzymy dopiero przed kolejną wizytą, bo zaraz po spadającej becie miał okropny ból zęba i dostał antybiotyk, który brał aż do hmm... do zeszłego tygodnia, do środy? Jakoś tak. W każdym bądź razie niby zaleca się wstrzymanie się z badaniami od dwóch tygodni do miesiąca czasu po antybiotyku, więc poczekamy może i jeszcze dłużej.

Zastanawiam się, czy to był zwykły przypadek, że nam się udało, czy on się kiedyś powtórzy? Tak bardzo tęsknie Aniołku... :(
Czy problem leży we mnie, że coś źle zrobiłam, może odstawiłam bromka, może niepotrzebnie brałam dupka, a może plemnik był uszkodzony, coś z genetyką... Nie mam pojęcia i to jest najgorsze. Jak mam zpaobiec w przyszłości takim sytuacjom, skoro nie znam przyczyny. Chyba to teraz jest dla mnie najgorsze. Ta bezradność, bezsilność, i myśl że gdyby wcześniej udało się coś ustalić to nie musiałoby się tak skończyć... Przeraża mnie ta myśl, że albo nie zachodzimy w ciąże w ogóle, albo zaraz ją ronię. Co, jeśli tak będzie zawsze?


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2018, 14:09

"W oczekiwaniu na efekty- teraz musi się udać!"

Czerwiec 18` -> 6cs.
Tak jak napisałam w poprzednim wpisie działamy pełną parą: 5-9dc Aromek, 11 dc monitoring, a później Ovitrelle na pęknięcie pęcherzyka lub pęcherzyków. Już zaczęłam marzyć jak to super będzie, że od razu będzie dwójka dzidziusiów :) Wiadomo, że będzie ciężko ale podwójne szczęście po dwóch straconych ciążach to było by coś więcej niż spełnienie marzeń. Zgodnie z zaleceniami brałam Aromka. 10dc miałam jeszcze wizytę w poradni hematologicznej. Pani doktor spytała czy jestem w ciąży, ja że jeszcze nie. A ona, że to dobrze się składa to przeprowadzi badania ale muszę zostać 3 dni na oddziale w szpitalu. Nie bardzo chciałam ponieważ na następny dzień miałam mieć monitoring. Ale Pani doktor nalegała. Prosiła żebym przełożyła wizytę. Zgodziłam się, zostałam na oddziale. Tylko oczywiście Panie w rejestracji nie mogły przełożyć mojej wizyty "będą się starać, jak się uda to oddzwonią" - nie oddzwoniły. Jak na złość dostałam bólów jajnika i pojawił się śluz płodny. No nie możliwe, tak wcześnie? Miałam nadzieję, że zdążę wyjść ze szpitala i że zdążymy z mężem jeszcze się wyrobić przed owulacją. Mimo tego, że nie wzięłam zastrzyku miałam nadzieję, że się uda. Odliczałam dni do testowania. Oczywiście nie wytrzymałam i testowałam wcześniej niż planowałam, beta- negatywna. Dziewczyny na forum pocieszały, że może za wcześnie ale to nic nie zmieniło @ przyszła. Jak to się mówi nowy cykl nowe nadzieje...

Lipiec 18` -> 7dc.
Szczęśliwa 7? Wszystko na to wskazywało.
Napisałam do mojego ginekologa jaka sytuacja była w poprzednim cyklu i czy mam znów brać Aromka. Tak, mam brać i podał datę monitoringu. Super.
Plan wyglądał następująco:
10 dc - monitoring - zaliczone
11 dc - starania - zaliczone
12 dc - starania + Ovitrelle - zaliczone
13 dc - starania -> planowana owulacja - zaliczone
15 dc - zbadać progesteron -> wysoki 22, ponad normę, może by powiedzieć, że ciążowy, dodatkowo zbadałam homocysteinę i spada do 5! Super
Pierwszy raz w życiu dostałam mdłości! Takich prawdziwych, zwymiotowałam praktycznie tylko ślinę ale to nie był jednorazowy przypadek. Stan ten utrzymywał się 2 dni! Nawet Mąż zauważył, że coś się dzieje!
29 dc miałam iść na betę jeśli nie będzie @ i co? Nie było, ale się wstrzymałam.
30 dc @ dalej nie ma.
31 dc @ nie ma za to beta ujemna.... Co znów nie poszło?
32 dc brak @ wysiadam psychicznie.
Wszystko szło tak dobrze dlaczego znów nie wyszyło? Przecież progesteron dobry, homocysteina spadła, jajowody drożne, leki biorę, wyniki ze szpitala super. Nie mam pomysłu co jeszcze mogę zrobić. Chyba odpuścić. Tylko czy można całkiem odpuścić kiedy mimo wszystko starasz się o dziecko?
Wydaje mi się, że nie można.
Czy macie jakieś rady?

Marti... Goniąc czas 20 sierpnia 2018, 16:15

jestem dumna z mojej corki :) dzis tyle zorbilam, ze szok.
od samego rana dzis bylo inaczej niz zawsze. Ola sie obudzila o 5.30 nie jak zawsze o 7, wiec odciaganie mleka przy niej, niewygodnie, bo trzeba zabawiac. potem polozylam sie obok niej. bylam jakas zmeczona i zasnelam. o dziwo, moje kochane dziecko tez odplynelo. jak wstawalismy z mezem o 8 (on do pracy), to na palcach, zeby malej nie zbudzic. pozniej przewaznie jemy sniadanie, szeykujemy sie, Ola ma mini higiene poranna, karmienie kolejne i wychodzimy z psem na ok 5 km spaceru. dzis przed spacerem stwierdzilam, ze pocwicze, bo pozniej bedzie za cieplo. potem prysznic i spacer. jestem szczesliwa, ze udalo mi sie wcisnac ta gimnastyke przed psa (choc jej smutne oczy, ze musi czekac mowily same za siebie :) ). potem wybralam sie z Ola do Rossmana, o ile nie lubie Pampersow Pampers, o tyle rozmiar 2 jest dla nas idealny teraz. DADA 2 jest za mala, a DADA 3 za duza. pampers jest pomiedzy. wiec chwile na tym pojedziemy. potem zakupy w biedrze szybciutkie. wrocilam to maly odpoczonyek i na 13 do laryngologa do Medicoveru po skierowanie na badanie sluchu (przez antybiotykoterapie w szpitalu mamy zolty certyfikat sluchu i badnaie do powtorzenia profilaktycznie). dostalam skierowanie na NFZ w zwyklej przychodni, ale czas oczekiwania do ok marca 2019..... a pakiet w MEdicover juz aktywny. wiec dzis wizyta, a badanie sluchu...uwaga .... jutro.... no jets roznica w miesiacach na czas oczekiwnaia... NFZ to jest padaka. serdecznie wspolczuje jesli ktos nie ma mozliwosci czasem prywatnie zorbic badania.
po medicoverze poszlysmy do apteki zamowic szczepionke 6w1. druga dawka 29 sierpnia. weszlam jeszcze do PEPCO pierwszy raz w zyciu! kurde, jaki to fajny sklep z mega tanimi rzeczami. kupilam kosz metalowy z materialowym woreczkiem na brudne pranie Oli do skladowania (piore ja osobno, do tej pory zbieralam brudy w reklamowce, bo nie mialam jak kupic kosza), szkatulke drewniana dla Oli (zaczelam sprzedawac jej ciuszki i chce te pieniazki uzbierac na jakas konkretna sume), 3 pary majtasow dla siebie i butelke na oliwe iii zaplacilam 26 zeta. no kurde. prawie jak darmo :)
po powrocie znowu wyprowadzic psa i jak wrocilysmy po wszytskim to byla jakas 14.
tak wic moje dziecko od 9 do 14 w wozku. bez zadnego grymasu. tylko 3 razy zmiana pieluchy i czasem postoj na piciu z butli (jeju jak ja sie ciesze, ze nie jest na piersi, nie zalatwilabym tego co bym chciala na bank).

a teraz biore sie za pranie. przez poranna gimnastyke mam takiego powera, ze az bym cos przemeblowala :D

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)