Biała Azlia Co przyniesie los 22 sierpnia 2018, 18:57

Niedługo druga rocznica naszego ślubu. i znów się zastanawiam czy za rok będziemy już we trójkę. Przykro mi. Coraz bardziej odczuwam ten brak dziecka. Te długie chwile ciszy między nami, jakby nie było o czym rozmawiać. A nie kłócimy się. jest spokojnie między nami. staram się nie być nerwowa, mąż też się wziął za siebie. Powinno być lepiej, a czuje jakąś pustkę, coraz bardziej. Staram się walczyć z tymi negatywnymi myślami, ogólnie jestem twarda, ale czasami wpadam w dołek. I Czuję się samotna. Tak bardzo bym chciała już tulić nasze maleństwo.

Monika18071 Ciągle w niedoczasie 22 sierpnia 2018, 22:34

Ovu odnotowało u mnie, że dzisiaj jest 3dpo. Od rana miałam straszne wahania nastroju i czarne myśli, że coś będzie nie tak, że się nie uda od razu albo będziemy musieli się starać bardzo długo. Oczywiście rano zrobiłam test ciążowy otrzeźwił mnie, a w końcu wydatek nie taki straszny bo nieco ponad 1 zł na allegro za test.
Dotarł do mnie również termometr owulacyjny. W końcu będę mogła zacząć mierzyć temperaturę. Poczytałam trochę jak tego dokonywać Wyczytałam, że mierząc oralnie umiejscowienie termometru ma duże znaczenie.. Oczywiście, wiedząc że wynik będzie niemiarodajny (mierzenie o 18:00 po około 1 h biernego odpoczynku) i tak to zrobiłam, wynik całkiem zaskakujący, bo ponad 37 stopni. Ciekawe jaka jutro rano będzie temperatura.. I szkoda, że nie miałam możliwości mierzyć jej od początku tego cyklu.
Dlaczego na żadnym etapie edukacji nas nie uczą nic o naturalnych metodach planowania rodziny?
Ostatecznie wieczorem nieco zeszły ze mnie emocje. Z D stwierdziliśmy, że gdyby się udało w pierwszym cyklu to jednak trochę szkoda tego seksu :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2018, 16:28

[43 dni pozostało...]
ŚRODA
Od kliku dni nie daję sobie rady z tym wszystkim. Przechodzę chyba jakiś ciężki okres... Rozpłakałam się dzisiaj na ramieniu męża. Biedny chyba myśli, że mamy jakiś kryzys w związku... od kilku dni sie nieziemsko stara mi poprawić humor... a ja... po prostu chyba sobie nie radzę z życiem. W pracy mi się nie układa, wszystko mnie denerwuje, ja chyba nie powinnam pracować z ludźmi :( nie radzę sobie z trudnymi klientami :( w domu pokłóciłam się z rodzicami i tak jest nieswojo jak do nich przyjeżdzam, szczególnie jeśli chodzi o mamę, bo tacie przeszło :(

Po ostatniej kłótni z mężem mam dosyć starań... Padło tyle nieprzyjemnych słów, które mogłyby nie paść - nie były zupełnie potrzebne, a jednak zostały wypowiedziane... i ciągle kłębią się w mojej głowie... nie mogę przestać o tym wszystkim myśleć... I to powoduje, że mam dosyć naszych starań, że nie mam ochoty na żadną bliskość, a dotyk męża mnie drażni... Dziś 10dc, a ja przeżywam rozterki i strach co będzie jutro/pojutrze bo już trzeba zaczynać cisnąć (już i tak późno)... mąż pytał czemu nie będziemy serduszkować od 11dc tak jak zawsze... a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć? Że mam dosyć? Że nie chcę? Że nie znoszę naszego mechanicznego seksu, gdzie wracamy ledwo żywi z pracy, po cieżkim dniu a tu jeszcze trzeba wykrzesać trochę energii na łóżkowe wygibasy? Że nie tak to sobie wszystko wyobrażałam? Że te starania zabijają w nas namiętność i powodują tylko wzajemną niechęć? Te starania miały zbliżać ludzi do siebie a nie ich oddalać :(

Bańka mydlana, w której do tej pory się chowałam - pękła. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, moja psychika nie daje już dłużej rady. Są chwile, że się poddaję, są chwile, że będę walczyć (ale tych jest coraz mniej). Mam ochotę odpuścić, zrobić sobie przerwę w tym wszystkim... A jednak coś mnie jeszcze trzyma - klinika i ta myśl, że tylko tam mi mogą pomóc, że jak znów zrezygnuję to wszystko się wydłuży i te wszystkie badania stracą na aktualności i będzie trzeba je robić od nowa i... co najgorsze - przechodzić od nowa to samo :( a już tak niewiele czasu zostało do pierwszej wizyty w klinice...

Zrobiłam te wymazy dzisiaj, bo dopiero wczoraj nie było plamienia po @ . Pani laborantka mnie wymiziała tak, że chyba wszystko mi tam wyczyściła, włącznie z nabłonkiem :/ nie jestem przekonana czy ona wiedziała jak to sie robi - brzuch mnie bolał pół dnia potem (a wymazów już trochę mialam w swoim życiu i nigdy mnie nic nie bolało) i jeszcze zaczęłam plamić!!! Pojechała mi tam równo ta kobita :/ przeczyściła całą szyjkę macicy! Ja ostrożniej się obchodzę ze szczotką do kibla! :P teraz sie stresuje czy ten wynik bedzie miarodajny, jak pobrała wszystko aż do krwi :/ jak sie okaże, że cos wyszło nie tak to nie będę już u nich powtarzać. Dziękuję za takie doznania. Jeszcze jakaś infekcja mi się przyplącze z moimi zdolnościami. Tak czy siak, wynik w poniedziałek.
A no i znalazłam miejsce gdzie można zrobić badanie PCT (co nie było łatwe, bo mało kto to robi!). Zobaczymy najpierw jakie wyniki wyjdą z wymazów.

Rene Szczęśliwy wakacyjny cykl:-) 23 sierpnia 2018, 09:47

Tydzień 20
Patryk ma 4 miesiące i 13 dni(136 dni)
Moje kochane dziecko właśnie zasypia sobie przy cycu więc ciągle zabiegana mama znalazła czas na odpalenie lapka.Dziś tematem wpisu będą komary te wstrętne bzyczące koło ucha bestie,nie dosyć,że brzęczą nie dają człowiekowi zasnąć to jeszcze gryzą krwiopilce jedne.Mój synek jest pogryziony,na buzi na rączkach:-(kupiłam specjalną lampke led co ma niby odstraszać komary ale nic nie pomaga,myślę jeszcze nad takim urządzeniu do gniazdka z wkładem ale czy to będzie bezpieczne dla dziecka i dla rybek które mam w sypialni.Muszę poczytać,może znajdzie się coś bezpiecznego i skutecznego

11t6d
No i po prenatalnych. Ale ja jestem zajarana tym USG! Aż żałuje, że nie było męża. Musze go wziąć w końcu na kolejną wizytę u mojego gina. Pierwsze USG nie wywarło na mnie większego wrażenia. Ot biała plama na czarnym tle. A tutaj akurat się obudził, machał rączkami, nóżkami, leżał na prawym boku. No sama słodycz! Na sam koniec badania tak się zmęczył, że znowu zasnął. Trochę mnie boli podbrzusze, ale bez dramy. Bo raz na jakiś czas- domyślam się, że jak chciał, aby dziecko zmieniło stronę uderzał mnie tą sondą w dół brzucha. USG ok- tak twierdzi lekarz. W pon najprawdopodobniej będę miała wynik, bo czekam na PAPP-A. Jeżeli będzie ok przyjdzie smsa, że wynik jest do odebrania. Jeżeli nie będzie ok to będzie dzwonił lekarz. Czekam więc na smsa. Dziecko nadal większe niż wskazuje na to miesiączka. I to tak o 5 dni. Bo według USG odpowiada 12t4d.
Niestety płeć nadal nieznana.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2018, 15:32


17 dni od porodu

Dziecię uśpione, pranie wisi, jedziemy dalej.

Jest coś gorszego od hormonów w tym wszystkim:

Złote rady.

W połączeni z burzą hormonalną potrafią przytłoczyć i wku*wić. Myślę, że stanie nade mną, umęczoną po trudach szpitalnych, niewyspaną, z dzieckiem którego się uczę próbując zaufać instynktowi to była najokropniejsza z rzeczy. I podejrzewam, że leżała u podłoża mojego złego samopoczucia.
Nie umiem rozgryść mojej teściowej. Niby miła, uprzejma. Mąż twierdzi, że nic od mnie nie ma. Tymczasem.
Po przyjściu ze szpitala, widząc pomoc ze strony mojej mamy (gotowanie, sprzątanie, zakupy) skwitowała, żebym się tak nie przyzwyczajała, bo za tydzień zostanę sama, mąż na 12 h do pracy albo i więcej i muszą sobie radzić. Bo jej córusia została sama z dzieckiem po porodzie i sobie radziła. Kij z tym, że mieszkała z rodzicami, miała do ogarnięcia jeden pokój a nie 200 metrów, a do dziś nie gotuje obiadów, już nie wspominając o mojej sytuacji medycznej- co ja tam wiem).

I ciągle pouczała - nie dawaj smoczka, nie wybudzaj dziecka do karmienia to się nauczy ładnie spać, będziesz mieć spokój, nie noś na rękach, raz nawet wprosiła się na kąpiel i chciała ustawiać męża jak ma stać, a na koniec powiedziała "ja bym wam pokazała jak się dziecko kąpie". A wcześniej mówiła, że nie bedzie się wtrącać. Wie, że chodziliśmy na szkołę rodzenia po to, aby nikt nam się nie wtrącał.
Gdy ze swoimi wątpliwościami zadzwoniłam do jednej położonej, potem skonsultowałam się z drugą i okazało się, że dobrze, że wybudzam dziecko bo a)ma jeszcze żółtaczkę i kp, plus częste kupy pomagają wydalić bilirubinę b) przy żółtaczce dzieci są mniej żywotne i dużo śpią, przesypiają pory karmienia.
Gdy jej to powiedziałam, to musiałam wysłuchiwać że dawniej się nie wybudzało i było dobrze, a teraz te położone to wymyślają.
Może brzmi to wszystko banalnie, ale potem z nerwów płakałam. Mąż mówił, że mam nie brać tak tego do siebie, że przesadzam, a mamy sobie muszą pogadać. Tylko dlaczego to ja mam się dostosowywać, zwłaszcza wtedy gdy przez te hormony czuję się rozwalona jak gnój w polu ?
Wczoraj mąż nie mógł być na kąpieli i zaproponował, że zadzwoni po teściową (mieszka blisko). Podziękowałam i wolałam wykąpać sama dziecko. Oczywiście, że się stresowałam, ale wolałam to, niż znowu się wku*wiać.

Kryzys w związku.
Chociaż mój mąż twierdzi, ze tylko ja go mam. Bo warczę na niego, jestem czepialska i w ogóle. A to stąd, że umawialiśmy się, że będzie przy mnie, przy nas, ten pierwszy tydzień chociaż. Ale nie mógł. Wiem, że robi teraz wszystko dla mnie i dla małej, ale jest mało co obecny. Często nie ma go w domu od 5 do 18 lub nawet 21:30. Poszedł na urodziny siostrzeńca, obiecał że wróci w miarę szybko i jak psozeł na 18, to wrócił o 22. To było w tygodniu. I to mnie zabolało, że do swojej rodziny to ma czas, a ja siedzę jak w jaskini.
Zaczęło się od tego, że jak mnie przywiózł ze szpitala, to okazało się tuż po powrocie że musi gdzieś jechać... i zostałam z teściową. I nawałem, bolącymi cyckami twardymi jak kamień, noworodkiem i skrajnym wyczerpaniem. Jeszcze teściowej musiałam zrobić kawę. I myślę, że to plus wyczerpanie zaczęło kaskadę negatywnych emocji u mnie i tego baby blueasa.
Dlatego teraz, kiedy jestem sama w domu, czuję większy spokój, niż wtedy, gdy non stop wszyscy się kręcili po domu - moi rodzice, teście - tak o, bez zapowiedzi. I udzielali rady. Nietrafione.

Dziecko
Przez pierwsza 2 tyg je, śpi, robi dużo kup - wiedziałam, że dużo ale jednak nie sądziłam, że aż tyle. I to jest tak, że jak ją przewinę, dam cyca (je od 20 do 40, nawet 60 minut!), to w trakcie karmienia sra, więc po odbiciu (albo i nie, bo nie zawsze się odbija) przebieram ją, dostaje czkawki (położona powiedziała, że to normalne), więc znowu dostaje pierś, po której robi kupę - i tak bawimy się czasem 1,5 h. A jak chce się przytulać i nie myśli dać odłożyć się do łóżeczka, to czasem i 2 h. Za to łanie śpi w nocy po 3-4 godziny. Czasem się zadrze, chwyci pierś, pocycka, odgina się do tyłu i zasypia. I zrozum tu małego człowieka. Obsługa noworodka to jedno wielkie "domyśl się".

Jedzenie.
To, co jemy na obiady to tzw. kuchnia prymitywna, czyli wszystko co da się zrobić w 30 minut i najlepiej na 2 dni. Korzystam dużo z mrożonek (bo nie trzeba kroić warzyw) i kasz (bo nie trzeba obierać), do tego daję oliwę, olej rzepakowy bo muszę mieć siłę na to wszystko. Jem porcje jak dla chłopa pracującego w roli. Nie głodzę się i piję dużo wody.
Po porodzie zeszło mi 9 kg, do wagi sprzed ciąży brakuje mi 5,5 kg. Zostawmy w spokoju cycki - około 2kg, więc chciałabym schudnąć kiedyś tam ze 3 kg.
Zacznę regularnie spacerować to jakoś to pójdzie.

Spacery

Póki co ciężko zsynchronizować porę dnia (aby nie było za gorąco) z moim dzieckiem (bo ma zwyczaj dostawać tej cholernej czkawki tuż przed wyjściem - a jak czka to ją karmię czyli znowu kupczenie, przewijanie itp). Niemniej kilka razy udało nam się wyjść i jak zelżą te upały, to będzie tego więcej, a jak się unormują kupy to będę wychylać się z nią dalej.

Podsumowując, oznajmiłam mężowi, że na drugie dziecko się nie zgadzam, bo większość rzeczy jest jednak na mojej głowie i nie pogodzę 2 dzieci z moją pracą. Że miało być inaczej. Czasem mam wrażenie, że faceci są skołonni robić dzieci, potem się nimi głownie chwalić, cykać focie, wpadać na chwilę, pozachwycać się i tyle.
No więc mąż był oburzony moim wyznaniem. Stwierdził, ze nie po to budował duży dom, żeby Mała była jedynaczką. I wziął się za stertę prasowania.
Nie mam nic złego do Małej -- dzieciątko jest przekochane i akceptuję jej nieprzewidywalność, znowu dzięki psycholożce ze szpitala - która uprzedziła mnie, że tak może być: że poplanujemy sobie coś wierząc, że karmienie zajmie nam jak zwykle np. 15 minut, ale dziecko nam coś odświruje (choćby strzela kupy i czkawki) i schodzi nam godzina albo i dwie. I wtedy się wkurzamy, a złe emocje udzielają się dziecku i ono jest jeszcze bardziej niespokojne.
Tak że tyle wyrzuciłam dziś z siebie.

Powrót do pracy nie był trudny ale myśli i rozmowy o TYM dalej wywołują łzy. Jeszcze ta znajoma endokrynolog mnie do-bi-ła. Ona mnie zawsze dobija.
Przez to wszystko w pracy byłam dla ludzi mniej empatyczna.
Wczorajsze popołudnie i wieczór - koshmar, koshmar, koshmar.

Mial byc wpis wieczorem, ale teraz mam chwilę...

Usiadlam wczoraj na tym balkonie. Z herbata...z różańcem w ręce. Ksiezyc swiecil bardzo mocno... było też kilka gwiazd. Pomodlilam sie do Maryi. Ona jako matka i kobieta lepiej mnie zrozumie. Przez całą dziesiątkę łzy leciały mi po policzku. Wielkie jak grochy, gorące jak żar. Powiem Ci o co ją poprosiłam, bo masz z pewnością takie same marzenia jak ja. Poprosiłam ją, by pomogla mi w tym wszystkim. Chcialam by D zrozumial, ze doczekanie sie maluszka to wspanialy dar. Dar życia. Powiedzialam tez, ze jesli on nie jest dojrzały do tego by być ojcem, to aby narazie tej ciąży nie było. Uniose to. Nie chce drugi raz - a tak bylo podczas poprzedniego wziazku i ciazy i wychowywania Kubsona- zostac z wszystkim sama. Martwić sie za dwoje, chciec za dwoje, kochac za dwoje, cierpiec za dwoje, byc matką i ojcem jednocześnie. Nie chce tego...
Na koniec poprosilam, aby sie stawiła za mna u Boga i aby spelnilo sie mohe marzenie bycia po raz drugi matką.

Na koniec tej myśli...spadla gwiazdka z nieba.

Niewiele z Was tu trafia na ten moj marny pamietnik, ale jesli juz tu jesteś- otwórz serce na dobro, otwórz szeroko oczy i zauważ to, czego dotąd nie widziałaś, a spostrzezesz ile cudów dookoła nas sie wydarza i ile znaków przemawia za tym, aby mocno wierzyc... w siebie, w marzenia, czy tez w Boga.

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 23 sierpnia 2018, 17:46

Hmm, jak ja dawno nie pisalam w pamietniku… Tyle sie dzieje…

Po trzecim poronieniu (26 listopdada 2017) wizyta u ginekologa w UK zostala mi przesunieta przez tutejszy szpital z 17 lipca na 14 grudnia 2018 (rok czekania na wizyte, i niech tu ktos nadal narzeka na Polskich lekarzy!). Czekam na 'zaproszenie' do badania krzywej cukrowej i insulinowej (na wizyte z diabetologiem tez czekalam kilka miesiecy, no ale w koncu 15 sierpnia sie odbyla, w uroczystosc NMP).

Moja babcia Helena zmarla 9 sierpnia w wieku 85.5 co do dnia, dobrze ze juz nie cierpi, od kilku lat chorowala na Parkinsona i Alzheimera, od prawie roku juz tylko lezala. Natrudniejsze bylo dla mnie to, ze nie bylismy na jej pogrzebie, informacja o pogrzebie i godzinie pogrzebu byla z dnia na dzien a my liczylismy na pogrzeb za 2-3 dni. Chodzilam bardzo smutna, tak bardzo chcialam ostatni raz ja zobaczyc, ale fizycznie/czasowo nie bylibysmy w stanie nawet autem dojechac, maz byl po 12h pracy po nockach a samolot prawie 1000 funtow z przesiadka/czekaniem w Niemczech i nie wiadomo czy bysmy zdazyli...

Mam tu w UK dwie kolezanki chore na raka, obie maja raka prawej piersi:
Karolina (38, mama 2 malych dzieci, chlopca i dziewczynki, tj. w wieku przedszkolnym) - rak malenki, usunieto piers, wykryto jakies bialko, ktore krazy z krwia po ciele i rak moze sie gdzies indziej pojawic
Hania (47, 2 doroslych dzieci, syn zonaty w Polsce, Hania mieszka tu z corka 18) - rak nieoperowalny, o wielu odnogach, wpil sie w piers, chca spowodowac zeby sie wycofal/zmalal i usunac, ten rak zywi sie estrogenem, lekarze nie wiedza dlaczego wlasnie w piersi
Karolina miala 2 chemioterapie, Hania 1. Karolina zle znosi i psychicznie i fizycznie (zwezenie przelyku, krwotoki z zoladka, lekarze wstrzymali 3cia chemie, bo trzeciego krworoku nie przezyje), Hania zniosla pierwsza chemie bardzo dobrze i wyglada kwitnaco, psychicznie niezwykle silna, 2ga chemia z koncem sierpnia. Obie biora chemie w czepku, ktory wydluza proces chemii (zamiast 2-3 godziny jest 4-5 godzin) ale ratuje wlosy, i mam nadzieje ze do konca ich nie straca, ale najwazniejsze zeby raki zniknely, o calkowite uzdrowienie - o to modli sie cala Wspolnota. W ten piatek za Karoline msza u nas o 20:30, bo jej sytuacja jest beznadziejna.

Co u mnie: pomagam Hani i Karolinie, wspieram psychicznie i fizycznie (Hanie wozilam do lekarzy i jestem tez jako tlumacz, Karolina ma meza Anglika). Nadal trwaja poszukiwania pracy. Mialam kilka fajnych rozmow przez te ostatnie kilka m-cy (w tym ok 8-tygodniowy postoj w poszukiwaniach przez nieziemskie upaly bez kropli deszczu), ale raz po raz okazuje sie, ze w mojej bylej, nieistniejacej juz, firmie nie robilismy pewnych aspektow marketingu np. Google Analytics czy email campaigns i na tym trace z rywalami, bo mimo iz wiem o co chodzi i mam swietny zmysl analityczny (robilam w firmie analizy) to nie moge oklamywac ze mam doklednie w/w doswiadczenie. Wierze, ze w koncu cos znajde, bo za chwile przeciez jesien przyjdzie i konczy mi sie zasilek z koncem sierpnia.

Procz tego starania o dzidzi jak co miesiac, i nadzieja swieza jak co miesiac, i nowe cuda widze u innych co miesiac. Mysle sobie, ze takich wakacji to ja nie mialam jeszcze nigdy w zyciu, nawet jeszcze na studiach pracowalam. Moj maz we wszystkich sprawach mnie wspiera. Szczerze to myslalam, ze jak tak poleniuchuje i na max sie zrelaksuje to trafi sie dzidzi, ale niestety nie, jeszcze nie…

24 wrzesnia przylatuja do nas moi rodzice z ksiedzem Sebastianem, tylko na 1 tydzien, do 1 pazdziernika, bo przeciez oni dzialki nie zostawia, ale dobre i to. To ich pierwsza wizyta w Anglii (a mieszkam tu juz 15 lat) i ich pierwszy raz zyciu samolotem, bardzo sie boja latac a ksiadz Sebek doda im odwagi. 28 wrzesnia nasza 5 rocznica slubu, bedzie msza koncelebrowana 30 wrzesnia.

Zagladam na Wasze wykresy i choc rzadko zostawiam wpis zawsze mam Was w sercu i modlitwa wspieram codzienna, razem z mezem nadal modlimy sie razem o nasz 4-ty cud i o/za Wasze cuda.

Pozdrawiam Was z calego serca kochane i powierzam sie Waszej modlitwie <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2018, 14:01

Furiatka Third time is a charme 23 sierpnia 2018, 18:09

Ostatnia wizyta w klinice zaliczona. Dzisiaj jest 6 t 5 d ciąży. Fasolka ma już 7,5 mm, także rośnie jak na drożdżach :). Serduszko bije mocno. Mogliśmy je dzisiaj po raz pierwszy usłyszeć <3.
Mnie natomiast wczoraj dopadła jakaś niestrawność. Czuję się mega osłabiona. Sama nie wiem, czy to efekt ciąży, czy krem z cukinii, który sobie wczoraj zapodałam. Pewnie jedno i drugie.
Umówiłam się już na wizytę w nowej klinice. Lekarz powiedział, żeby się wybrać za 2 tygodnie, ale ja oczywiście nie omieszkam wcześniej. Jakoś wolę trzymać rękę na pulsie. Idę wciągnąć jakiś serial :).

Fasolki, dzidzie itp

Myślałam, że ludzie oczekują dzieci.

Tyle wartościowych inforamcji na forum można znaleźć, ale jak widze fasolki, fasolinki mam chęć wydłubać sobie oko.

[42 dni pozostało...]
CZWARTEK
Dziś bez histerii, powoli obojętnieję na to wszystko. Przestają mnie już ruszać ciąże wokół. Są to są, nie ma ich to nie ma. Nawet zaczęłam myślec, że może nie nadaję się na matkę i dlatego los mnie nie chce obdarzyć dzieckiem? Czy ja w ogóle będę potrafiła sie takim maluchem zająć? I czy starczy mi sił na to? Przy takim dziecku jest kupa pracy, człowiek niewyspany itp. Powoli jakbym się oddalała psychicznie od celu. Pamiętam miałam podobne uczucia jak czekałam na pierścionek zaręczynowy. Może to teraz, moze na święta, może na urodziny? A gdy go nie było, to po roku też miałam dosyć i miałam to w tyłku, do tego stopnia, że jak w końcu go dostałam to już nawet nie potrafiłam się z tego cieszyć :( martwię się, że tutaj też tak bedzie. Że tyyyyle czekam na tę ciążę, że jak już w nią zajdę to nie będę umiała się z tego cieszyć i też będzie taka... obojętność :(

Dziś 11dc. Zrobiłam testy owulacyjne. Wyszło (-). Tempka się unormowała i jest niziutka w tym cyklu w tej fazie (czyżby Castagnus zadziałał? Albo zioła o.Sroki?). I tak po cichu liczę, że skoro jeszcze nic nie wychodzi to może się owulka przesunie i będę miała jeszcze kilka dni wytchnienia od póki co niechcianego obowiązku serduszkowania...
Ech... macie racje dziewczyny, muszę poważnie porozmawiać z mężem. Chwila odpoczynku dobrze nam zrobi, nie wiem jak on to przyjmie, bo się tak napalił na dzidzię, że aż mi słabo jak o tym pomyślę... :( a nie chcę znowu awantur i kryzysów. Jest teraz bardzo dobrze między nami... Czemu życie jest takie cholernie ciężkie?!

Rozpoczynam od jutra 30 dniowy detox od slodyczy!!! Ktoras chetna ze mna?? :)

Zaraz jadę na badanie progesteronu. Wczoraj biust tak mnie bolał, że miałam trudności z wysiedzeniem w pracy. Jest ogromny... Nie zmieściłam się w swój stanik do jogi, nie wspomnę już o dzisiejszym poranku, bo mam ogromny problem żeby w cokolwiek się zmieścić.
Teoretycznie torbiel powinien hamować wydzielanie progesteronu. Ale u mnie zawsze jest na opak :(.
Teraz nie dziwię się koledze, że tak się na mnie patrzy. Trudno nie widzieć, najpierw idą piersi, piersi, piersi i dopiero ja.
I oczywiście mam już plamienia. Na badanie jadę tylko po to żeby udowodnić lekarzowi że te plamienia to nie jest niedomoga fazy lutealnej, tylko przyczyna musi być inna.

I do tego ta temperatura... przez dwa dni była 37,1 a dzisiaj skoczyla do 37,3. Może się coś dzieje? Może mam jakieś zapalenie czy coś.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2018, 07:38

PA-RA-NO-JA!

Pojechałam na Polną, i zgodnie z wpisem na karcie konsultacji czyli 'kontrola bhcg na IP' poszłam tam z myślą, że mi od razu pobiorą krew jak za pierwszym razem i poczekam te 2 godzinki na wynik i usg... a tu dupa. Pani mi powiedziała, że to nie jest nagły przypadek i mam iść sobie wykupić betę, zrobić i po godz. 15 przyjść po wyniki. I wtedy się zgłosić na IP. No ja pierdolę!

Bergo Bergo - nowa ja 24 sierpnia 2018, 09:43

16 tygodni. Z totalnego szaleństwa i zajarania pracą, projektami, powrotem do ludzi, prestiżem najnowocześniejszego biurowca przechodzę płynnie w stan spowolnienia. Zaczynam odczuwam coraz silniejszą chęć wicia gniazda. Sprzątać, układać, planować pokój, gotować... tego mi się chce. Planowałam pracę do końca listopada, co dawałoby mi zaledwie 2-2,5 miesiąca wolnego przed porodem. Już wiem, że nie dam rady, nie chcę, nie wytrzymam. 10. września jedziemy na wakacje, potem zostanie tydzień do końca miesiąca i od października chyba uciekam. Sprzątać, wić gniazdo, gotować... :)
p73quybaz6bh_t.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2018, 22:22

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 28 sierpnia 2018, 14:46

15t1d

I cóż. Okazało się, że Adaś stracił przyrodzenie i będzie najprawdopodobniej dziewczynką. Nie ukywam, że ucieszyłaby mnie taka opcja. Za tydzień prywatna wizyta, więc może się coś więcej wyjaśni. W każdym razie potomek jest zdrowy, a to najważniejsze.

Powoli mogę odstawiać luteinę!

Kat_ Moja droga do Szczęścia 24 sierpnia 2018, 11:17

„Stwarzanie nadziei, gdy w rzeczywistości jej nie ma, to okrucieństwo. Fałszywa wiara wywołuje rozczarowanie, ból i wściekłość, przez co niełatwe sprawy stają się jeszcze trudniejsze.”
Victoria Aveyard - Czerwona Królowa


Odpuściliśmy chwilowo ze staraniami. Jest mi trochę lżej.
Cały czas próbuję coś robić, aby dni mijały szybciej, aby nie myśleć o tym co mnie trapi.
I wiecie co? Nawet mi to wychodzi!
Jednak w nocy moja podświadomość działa na pełnych obrotach. Śnią mi się noworodki. Śnią mi się testy ciążowe. Poronienia...
W nocy, we śnie, myślę o wszystkim o czym staram się zapomnieć w ciągu dnia.
Dziś mój mózg podsunął mi myśl, że to, że odpuściłam w tym cyklu, nie znaczy, że nie zajdę w ciążę.
Jak to możliwe?
A no tak, że starania przerwaliśmy na 2 dni przed prawdopodobną owulacją.
3 dni przed jeszcze się kochaliśmy.
Co to oznacza?
Że zamiast wyluzować, przez kolejne 2 tygodnie będę żyła nadzieją...
He, he, he.
To mi wyszła wstrzemięźliwość.

I jak tu nie zwariować?!

Macie jakieś sprawdzone sposoby na spokojny sen?
Wino niestety nie pomaga ;)



laira już wiemy, że chcemy ;-) 24 sierpnia 2018, 12:09

no 29zł za dalsze prowadzenie belly na miesiac to już przegięcie, skorzystałam może z 2 promocyjnych miesiecy za 10zł za ovu i teraz koniec... trzeba "bezalen" szkoda że nie wykupiłąm od razu na cały rok z góry za 120zł to teraz bym skorzystała i jesli, któraś z Was jest na ovu to warto sie zabezpieczyćw tym temacie. Myśłałam że po roku użytkowania serwisu bedzie to kwota 10zł/miesiac a nie taka "niespodzianka" za zajście w ciąże.... grrrr

w środę USG 5,5 serduszko pukało szybciutko, lekarz długo patrzył w ekran zanim mi coś powie, no a to co ja w tym czasie miałam w głowie to lepiej nie mówić... ten lekarz jest raczej trochę powściągliwy w kwestiach udzielania informacji, stale musze o coś pytać...

dokładnie za tydzień w piątek badanie genetyczne.
Jetsem w domu już miesiac, jakoś zupełnie tego nie czuje, czas leci jak szalony, nic nie zrobione...

Magic Niemożliwe 24 sierpnia 2018, 15:08

ps. Kornelcio rośnie na mleczku mamusi jak na sterydach :) na 56cm i waży 5230g


A njalepsze,że mój mały syneczek sie uśmiecha :D mimo niedospania i zmęczenia ciesze się,że jest, że sie pojawił.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2018, 07:31

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)