Dzisiaj są też dobre wiadomości 
1. Poprawiła mi się cytologia, w zeszłym roku mialam II grupę, a dzisiejszy wynik wskazał już grupę I 
2. Mam przeciwciała WZW
. Okazało się, że przed operacjami kręgosłupa byłam szczepiona, na szczęście
. Jeżeli nie miałabym przeciwciał to histeroskopia musiałaby być przesunięta o ok 2 miesiące. A tak będę miała ja już w następnym cyklu
najprawdopodobniej 6 lub 8 października. Cieszę się że będę miała to za sobą 
26 dc, 3 dni do @
Ani trochę nie czuję zbliżającego się okresu, pobolewają mnie piersi, dziś czuję jajniki i nic poza tym. Tylko od kilku dni po południu potrzebuję choćby kilku minutowej drzemki, oczy mi się same zamykają. Nigdy tak nie miałam.
W czwartek byłam u endokrynologa, wyniki ok. Prolaktyna do ponownego zbadania w nowym cyklu. Zaciekawiło mnie to, że badajac ten hormon nie należy zrywać się przed 7 z łóżka i biec do laboratorium. Warto pospać dłużej i przyjść na pobranie jak najpóźniej, na spokojnie.
Czekam na @..
6dc
Boli. Boli mnie dusza.
Sasiadka zza biurka opowiadala innym kolezankom ze planuje kolejna ciaze.
Opowiadala jak to pytali swoja coreczke czy chce siostrzyczke czy braciszka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2018, 14:38
Jutro będzie 10 dpo. To będzie ostatni dzień mojego mierzenia temperatury. Dzis znowu spadla. Caly czas mi zimno. Ide wziac goracy prysznic.
Mialam wczoraj ten optymizm ze cud sie zdarzyl... ale ten spadek to zwykly przypadek. Czas wziac sie w garsc i zmienic prace. Na tym sie teraz skupie. Mam dosc zbierania z ulicy tej zaszczanej patologii. Jak człowiek moze sie tak upodlic?! Mam dosc roznych aspektow swojego zycia.
Wczoraj siostra dala mi tabletki na nadmiar wody (mam z tym problemem) i powiedziała ze jej sie juz nie przydadza bo chyba w ciazy jest...
Ciesze sie a jednocześnie to cholernie boli. ENTER.
Połowa za nami 
Dzisiaj zaczynamy 21 tc 
Nie mogę się jej już doczekać 
Malutka kopie coraz bardziej
Kocham te jej kopniaki.
Mamy juz wózek. Joolz day 2. Zakochana jestem. Na razie jedzie do teściowej na strych.
Dużo ciuszków juz mamy. Ale to jeszcze nie to
W pażdzierniku chyba juz skusimy się na łóżeczko
Mąż się nie może go doczekać.
Jeszcze tyle trzeba kupić. Wanienkę, lektator, fotelik, leżaczek, mata edu, zabaweczki, śpiworki itp. W paździeniku kupimy część i w listopadzie. A w grudniu resztę. Kosmetyki itp żeby na styczeń juz wszystko mieć.
No i kochamy ta naszą Blankę nad życie 
[9 dni pozostało...] Yuhu!!! 
WTOREK
Dziś 16dc. Jest już na pewno po owulacji, bo: 1. śluz płodny już zniknął 2. zawsze 14dc było już po owu! 3. testy wyszły pozytywne w SOBOTĘ! a temperatura do dziś nie skoczyła! Nie wiem co jest
może ten nowy termometr jednak nie jest taki fajny jak myślałam? A może to wina Castagnusa, że temperatura nie skacze w ogóle? Już sama nie wiem. Drugi cykl i sytuacja ta sama
nie wierzę, że dwa bezowulacyjne cykle pod rząd. NIEMOŻLIWE. Castagnus tu cos namieszał
Wcześniej temperatura szalała sobie jak chciała, a teraz wykres cały czas płaski
no dramat
nie wiem co z tą moją temperaturą, niby progesteron jest w normie, nawet w górnej granicy, więc dlaczego tempka nie skacze? no cholercia
jak żyć?! 
Ależ mam dzisiaj doła. To chyba wina pogody, ale obudziłam sie z przeświadczeniem, że nasza walka do niczego nie zmierza. Że to sie nie uda, skoro 2 lata się staramy i nic to czemu niby ma się udać? Do tego moja praca już mnie tak nudzi i mierzi. Dałam sobie czas do końca roku, ale czy jest sens? Cały czas dziś łzy cisną mi się do oczu. Może już nadszedł dla nas czas, żeby odpuścić i pogodzić się z tym, że możemy nie mieć dzieci i jakoś trzeba to życie przeżyć? Może poczucie bycia gorszym od innych mija z czasem?
20dc temperatura 36,68... wciąż brak ovu… może znowu czeka mnie mega długi cykl
20dc temperatura 36,68... wciąż brak ovu… może znowu czeka mnie mega długi cykl
27 dc
Jest mi tak bardzo smutno, łzy same płyną po policzkach. Czuję zbliżającą się @ i jest mi źle. Dlaczego nam nie wychodzi? Co jest nie tak? Brak mi już sił...
Dobrze, że za tydzień zaczynają się zajęcia, wiec zajmę czymś głowę.
Zaczęłam się stresować. Nie, nie staraniami, bo te na razie odfrunęły w siną dal...
Taa, starania odfrunęły, bo przez te bakterie męża znowu mamy miesiąc w plecy. Antybiotykoterapia i takie tam. Doktor powiedział, że teraz MUSI się udać i że za miesiąc jak wrócimy to chce zacząć stymulację u mnie (cokolwiek to oznacza, bo nie zajmował się mną od wiosny
i już te słowa słyszałam w maju
).
Co do bakterii, to nasz lekarz sam już nie wie skąd one się biorą. Zasugerował zwiększenie higieny, ale ja mam wrażenie, że my już jesteśmy na granicy myzofobii!!! Wszędzie żele antybakteryjne, chusteczki wilgotne, o mydle i myciu rąk nie wspomnę. No nic tym razem m. dostał Augmentin na 20 dni brania. Mi się wydaje, że to już jakaś końska dawka. Wykupiliśmy jakiś zamiennik, bo akurat Augmentinu nie było w hurtowni, ale pani w aptece powiedziała, że to to samo (I hope). Ja mam za to tylko 8 globulek, ciekawe czy wystarczy. Boję się tylko, żeby m. już całkiem sobie organizmu tylko antybiotykami nie osłabił.
Także, tego... szanse na ciąże w kolejne 5! Boże Narodzenie odpływają, chociaż ja mam jakąś nikłą nadzieję, że może jakiś cud... Zawsze mam tą durną nadzieję, nawet jak mężowi głośno powtarzam, że się nie uda. Beznadziejna jestem.
... a stresuję się, bo równo za tydzień idę do poradni hematologicznej. Nie wiem czy bardziej boję się potwierdzenia chłoniaka (tego i tak mi pewnie za pierwszym razem nie powiedzą)czy bardziej tego, że w związku z ewentualnym leczeniem będziemy musieli odłożyć starania. Nieeee, tego chyba nie przeżyję 
A jutro moja koleżanka z pokoju jest ostatni dzień przez L4 ciążowym, wraca za co najmniej 1,5 roku.
gdzie ja będę wtedy z moimi staraniami???????????????????????????????????????
13t5d
Człowiek w ciąży to zawsze sobie znajdzie powód do zamartwiania. Nawet jak wyniki są względnie ok. Otóż odebrałam wyniki ryzyka skorygowanego po uwzględnieniu wyników krwi. Skupię się na trisomii 21 i 18 chromosomu, ponieważ 13 jest grzeczny i jego ryzyko wynosi 1:<20000. Legenda dot. kolorów:
ryzyko podstawowe / ryzyko po USG / ryzyko skorygowane
Trisomia 21 - 1:563 / 1:2813 / 1:11252
Trisomia 18 - 1:1334 / 1:4043 / 1:1249
No i ok, wszystko w normie. Ale ja się pytam, dlaczego wynik z krwi pogorszył statystykę trisomii 18 czterokrotnie???
Gołe wyniki wyglądają tak:
Wolne bHCG 10,76 IU/l, co odpowiada 0,250 MoM
PAPP-A 1,850 IU/l, co odpowiada 0,551 MoM
W necie brakuje ogólnych informacji, wszędzie tylko fora z dziewczynami proszącymi o interpretację. Wiem tyle, że wynik idealny to MoM równy 1 w obu przypadkach, bo to jest jakieś odniesienie do ogólnej populacji kobiet. Generalnie należę do tych, które szukają, sprawdzają, drążą, ale jak wyczytałam, że Zespół Edwardsa ma blisko 100%-ową śmiertelność, to uznaję, że to nie ma sensu.. Tak dla ewentualnie zainteresowanych wrzucam choć jeden konkret:
* W przypadku zespołu Downa: wartość fb-HCG przekracza 2,52 MoM; wartość PAPP-A jest poniżej 0,5 MoM.
* W przypadku zespołu Edwardsa i Patau: wartość fb-HCG i PAPP-a jest poniżej 0,33 MoM.
* W przypadku zespołu Turnera: wartość PAPP-A poniżej 0,5 MoM przy fb-HCG rzędu 1 MoM.
https://www.mamazone.pl/artykuly/ciaza-i-porod/badania-w-ciazy/test-pappa-test-podwojny/
Na szczęście jutro wizyta, więc może dowiem się czegoś więcej.
P.S. Sprawa mieszkania w toku, bo buraczany burak, który jest obecnym właścicielem przez weekend nbył na weselu i nie miał głowy, żeby się zastanowić, a poza tym to ponoć ktoś zaproponował wstępnie 255 tysi i on da znać. Srutu tutu. Naciągacz jeden. Trudno. Nasze mieszkanko gdzieś tam jest i w końcu wpadnie w nasze łapki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2018, 16:38
Rozklad dnia nieroba:
Wstajemy chwile po 7, na noc opuszczam rolety i spimy w totalnej ciemnosci. Ubieram Emila i sama robie szybką toalete (zeby, twarz). Schodzimy na dol i mama parzy juz kawe. Pijemy, gadamy. Szykujemy sniadanie; Emil w foteliku z nami w kuchni. Jemy i delektujemy sie. Ja jem duzo i dlugo, ale spoko, mama ponianczy Emila jesli zacznie marudzic (chociaz z rana humorek ma najlepszy). Ide spokojnie pod prysznic, Emil "zaopiekowany". Potem sie "jakos bujamy". Turlamy sie, ogladamy kontrasty, czytamy wierszyki. Okolo poludnia wpada ciocia na kawe, pijemy i jemy ciasto albo cos innego. Emil rozpieszczony i zabawiony na calego. Potem mama nalewa zupe, jemy, hehe. Potem turlanie, wierszyki, ksiazeczki. Spacerek, najczesciej z mama, bo samej mi nudno hehe. Potem drugie danie mniam mniam domowe obiadki. Potem kawka/herbatka. Turlanie, ksiazeczki etc. O 19 mama i ja kapiemy Emila i klade go do lozka. Pora na moja kapiel i tez sie klade. W ciagu dnia Emil tez drzemie. Wtedy pomagam mamie cos w kuchni (zeby nie byc totalnym darmozjadem) lub czytam gazety, siedze na necie.
Please don't hate me
wiem, ze jestem najleniwsza swinka na swiecie 
A jutro jedziemy do miasta na zakupy!
Już po wyczekiwanej wizycie i o dziwo zaskoczyłam się pozytywnie. Wizyta trwała 45min, pierwszy raz lekarz tak się zainteresował moją sytuacją. A jeszcze większe zaskoczenie przeżyłam gdy otrzymałam skierowanie na leczenie w szpitalu na NFZ w programie leczenia niepłodności. Myślałam że już do końca przyjdzie mi leczyć się prywatnie. Jest nowa iskierka nadziei. Walczymy dalej.
Cichych dni dzień 3 nie radzę sobie z tym wszystkim poszło oczywiście o drobnostki ale moja szala goryczy się przelała
Mój mąż jak mu coś nie pasuje tak jak teście jest strasznie zawistny w łyżce wody by utopił coraz częściej myślę sobie na co mi to było
Wybrałam sobie męża 9 lat starszego myśląc że będzie dojrzały a tu wyszedł niedorosłych maminsynek za mamusia tony w ogień wskoczył a ja to tylko do roboty służąca i do sexu potrzebna
Utrzymuje się sama utrzymać mnie nie utrzyma bo kiepsko zarabia
Dziecka mi nie da, synem sama się zajmuje i wszystko ogarniam nawet o karate wiem więcej niż on mężczyzna
A co mi codziennie daje to pretensje ciągle i roszczenia więc na co mi to
Ciągle mówi że nic nie robię że wszystko na mojej głowie po prostu pomału niszczy mnie psychicznie..
Mam dość
Miałam poczytać na temat IO...
Poszukać diabetologa i dietetyka, ale szczerze dziś jakoś sił na to nie mam hehe...
Katar i kichanie meczy 
Jak ja tego nie lubię ....
Oddam komuś
są chętni 
Słucham muzyczki, relaksuje się 
Zaraz poczytam książkę, wezmę tabletki i poczekam na męża 
Dziękuję za dzisiejsza rozmowę tel. 
Jakoś tak lepiej mi po nich 
Słucham i słucham tego
i nasłuchać się nie mogę 
Julia Michaels – Issues (Alan Walker Remix)
Chyba zawitam do jakiegoś klubu potańczyć xD
Humorku powracaj 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2018, 19:22
Byłam dzisiaj o krok od złożenia wypowiedzenia... Pokłóciłam się z handlowcem. Za mocno się zdenerwowałam bo aż się popłakałam.
Skończyła się dobra Marta, która wszystkim pomaga i robi wszystko na wczoraj. Bo i tak wszyscy kopią mnie w tyłek.
Mam naprawdę serdecznie dość.
Jak ja mam zajść w ciążę w tej pracy, no jak? Nie da się. Mam za dużo nerwów.
Dobrze, że histeroskopia będzie już niedługo, jeżeli nie dostanę zwolnienia po zabiegu to biorę urlop. Jeżeli zabieg nic nie wykaże to zwalniam się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2018, 19:50
Juz po wizytach i wynikach. Glukoza na czczo nadal wysoko 95 ale po obciążeniu glukozą juz w normie. Diabetolog w tym kraju to jakis kosmos najwczesniej 23listopad wiec zrezygnowałam. Jestem na diecie 5 posiłków dziennie żadnych cukrów. Za tydzien zrobie badania i zobaczymy. Wizyta u endo skończyła sie eutyroxem 25. Pani endo twierdzi ze to tylko reakcja organizmu na ciąże. Powtórzyć badanie tsh za 2tyg. I wizyta z usg w piatek za 6dni. Im bliżej tym bardziej się denerwuje:/ i jeszcze jakies głupie sny:/ a żeby nie bylo nudno to się przeziębiłam:(
O krok od dramatu...
Witek ma jakąś wyjątkową awersję do złamanych rzeczy. Kleiłam już złamanego banana (dwa paluszki dały radę), maskowałam złamanie chrupiącego chlebka, tłumaczyłam, że ćwiartka jabłka w 2 kawałkach smakuje tak samo... Złamane (zgniecione) maliny były nie do przejścia - musiałam sama zjeść...
Dziś rano złamała się (przy drobnym współudziale Witka) ulubiona niebieska łyżeczka do kaszki. Taka zwykła plastykowa od lodów pudełkowych. Uuuu... już ustaw w podkówkę się wykrzywiały, już głęboki wdech powietrza był czyniony (na ryk), już na podłogę zerkał (żeby się rzucić), ale mama z tatą, upewniwszy się, że to łyżeczka jest przyczyną nadciągającej tragedii zarządzili WIELKĄ AKCJĘ RATUNKOWĄ.
- Srebrna taśma! - zarządziła mama. - i nożyczki!!!
- Patyczek do uszu, będzie wzmocnienie - zarządził tata.
Przyłożyliśmy patyczek, zaklajstrowaliśmy taśmą...
Trzyma się. Jakoś. Uuuuuuuffff...... 
Było blisko... 
=====
Poranne siły i ich brak
- Witek ubieraj się!
- Ale ja nie mam siły. Mamo, wiesz.... bo ja tylko na zabawę mam siłę, na ubranie nie...
=====
Biały osioł
I na koniec - wisienka na torcie 
A konkretnie biały osioł - Wit odśpiewał dziś piosenkę w całości:
Biały osioł, biały osioł
do przedszkola przywędrował
i powiedział mi do uszka,
że najlepiej jest w maluszkach 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2018, 09:19
Mam już połowę wyników. Niewiele niestety rozumiem. To co na pewno wiem:
- to komórki NK - wzrosły i mam obecnie 15%, nie jest to najlepiej
- limfocyty - całość, są troszkę poniżej normy, ale już markery limfocytów T są powyżej, niestety kompletnie się na tym nie znam
- różyczka ok jestem odporna
- choroba Epstein-Barr ujemna
- immunoglobuliny w normie podanej przez lab, ale nie wiem, nie znam sie
- dopełniacz c3 i c4 w normie podanej przez lab
- białko C norma do 140, ja mam 138. Nie wiem, ale chyba gorzej jak się ma mniej niż wiecej
- antytrombina w normie podanej przez lab
Może jeszcze jutro coś wpłynie. Ale jednak te badania, które pozostały są czasochłonne, więc pozostaje mi czekać.
PODSUMOWANIE ROKU 2020
Kończę 3,5 letnią batalię z niepłodnością. Rok 2020 minął i tyle... Nic szczególnego się nie wydarzyło. Pandemia pokrzyżowała wszystkie plany. To co mogę napisać, to że odhaczone ivf. zakonczone 2 kriotransferami totalnie nieudanymi. Tu wielki minus dla 2020 r. Plus za to, że nikt z mojej rodziny nie chorował i nie choruje. Wszyscy są zdrowi. Nikt nie stracił pracy w wyniku korony ani w żaden inny sposób nie ucierpiał. To bardzo cieszy. W sumie to cały rok poświęciliśmy na zajście w ciążę. Nic tak nie dołuje, jak starasz się, walczysz, robisz wszystko co możesz by osiągnąć swoj cel, a los i tak pokazuje Ci gest kozakiewicza. Jest to dołujące i demotywujące na całego. Kończę rok ze smutkiem i delikatną nadzieją na lepszy 2021 rok. Zaplanowałam ciążę + podróże + dalszy rozwój zawodowy. Jestem zachłanna i chciałabym osiągnąć te 3 cele, ale nie pogardzę chociaż jednym, tym na który w zasadzie mam niewielki wpływ - ciążą.
Miłego jutrzejszego wieczoru i nocy sylwestrowej. O północy popijając szampana, wzniosę toast i pomyślę życzenie - niech wszystkim koleżankom staraczkom oraz mnie, nowy rok przyniesie zdrowego brzdąca! I za to wypije!
Szczęśliwego Nowego Roku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2020, 22:29
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.