Sluchajcie, niby wiem, ze dieta matki nur ma wplywu na gazy/wzdecia ALE JEDNAK! Az taku zbieg okolucznosci, ze kiedy nie jem nic typowo wzdymajacego to jest ok, a jak zjem kapuste to wieczorem jest placz i prężnie? No serio, tez mialam w d**** co jem, ale serio widze, ze czasem cos sie dzieje synkowi z brzuszkiem...
32t3d
Jeszcze 4 tygodnie i ciąża będzie donoszona
Przyznam się szczerze, że ten cud który tak kocham sprawia mi już nie małe zmęczenie. Im dłużej jestem w tej ciąży tym bardziej ma się wrażenie, że ona nigdy się nie skończy. A już tak nie mogę się doczekać szczęśliwego rozwiązania. Chcę już móc tulić małego całego i zdrowego w moich ramionach.
Tydzień temu byliśmy na prenatalnych 3 trymestru. Mały okazał się za duży na to badanie i skończyło się tzw. badaniem położniczym. Ogólnie wszystko ok, przepływy dobre, mały ważył 2130 gram. W ten piątek byliśmy na wizycie kontrolnej u naszego lekarza to w ciągu tygodnia przybrał dodatkowe 100 gram. Na obydwóch badaniach widać było pełno pępowiny przed twarzą. Żaden z lekarzy nic nie mówił na ten temat, ja nie dopytywałam i spokojnie sobie żyłam. Moja mama jednak się tym zmartwiła a przez nią ja się zestresowałam. Zaczęłam czytać i dociekać tematu, i wcale nie czuję się lepiej. Lekarz też zalecał monitorowanie ruchów płodu. Kolejne czytanie i wnikanie w temat. I czuję się jeszcze gorzej. Dziecko ma swoje różne aktywności- są dni kiedy jest spokojniejsze, a są dni kiedy próbuje wypchać dziurę w brzuchu (czyżby ćwiczył rowerek?). Wychodzi na to, że za każdym razem kiedy jest mniej ruchów musiałabym latać do szpitala- czyli w naszym przypadku średnio co 2-3 dzień. Dziś jest bardzo spokojny, nie wiele się rusza ale nie czuję żadnego niepokoju. W razie kiedy za długo jest spokojny sprawdzam jego serducho detektorem tętna płodu. Ale nadal nie wiem kiedy i jakie dokładnie ruchy powinny mnie zaalarmować.
Czuję się zmęczona ciążą i przerażona, że nie zareaguję odpowiednio w czasie bo dziecko mnie "przyzwyczai", że ma swoje spokojniejsze fazy. Chciałabym żeby się szczęśliwie urodził na początku października a nie pod koniec wg usg. Jakby nie było jeszcze 1 długi miesiąc przed nami.
Oby było dobrze.
Od wczoraj plamie. Standard. Tak się do tego przyzwyczaiłam, że wpadam w panikę, gdy plamienie nie pojawia się w terminie.
Z niecierpliwością czekam na okres. Chyba pierwszy raz od 2 lat
. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie i pojawi się w sobotę. Wtedy będę mogła zapisać się na badanie.
W pracy jest mocno średnio. Zdałam sobie sprawę, że nikt nie szanuje tego co robię i serca jakie wkładałam w wykonywanie swoich obowiązków. Od handlowca usłyszałam, że on chce dobrze żebyśmy nie musieli zapie****** do klienta 100km, a ja jak zwykle utrudniam... Ja utrudniam? Ja?
A kto ogarnia cały ten biurówkowy burdel? Kto sprawdza każdy produkt u 4 dostawców żeby kupić jak najtaniej?
Kto po 5 razy pisze maile i pyta żeby przypomnieć o różnych tematach?
Kto dba o serwisy?
Kto ogarnia platformę?
Kto odpowiada na maile w 5 minut?
Kto robi oferty najszybciej jak się da?
Kto dba o stany magazynowe, żeby można było na spokojnie kompletowac zamówienia?
Kto ma w głowie 3/4 katalogu biurówki?
Oczywiście, że ja! Ale tego nikt nie widzi, nikt nie docenia... Do czasu...
Histeroskopia wskaże mi dalszą drogę.
Byłam na powtórnym monitoringu i niestety jajniki śpią
Gina nie wydawała się wielce zaskoczona, pewnie widziała taką reakcję na leki milion razy, przepisała tym razem Clo x2/dzień w dniach 6-10 cyklu i Lametta 2x/dzień w dniach 3-8. Przyznam, że o takim połączeniu jeszcze nie czytałam, albo dziewczyny brały clo albo Lamettę, i Lametta okazywała się nieco lepsza, bo tak źle nie wpływała na endometrium oraz nie dawała tak wielu skutków ubocznych, choć ja akurat prócz nieco zwiększonego wypadania włosów nie zauważyłam poważniejszych. A tutaj takie combo w podwójnej dawce, że nie wiem, czy nie zostanę łysa
Lametta ma dużo dobrych opinii, właśnie kiedy clo zawodziło, po tym pęcherzyk ładnie rósł. Gina nie powiedziała tylko, czy dalej brać estrofem i luteinę, a jak mi się to przypomniało byłam za daleko, by się cofać. Albo do niej zadzwonię albo wezmę wszystko po staremu, bo wiadomo, że estrofem na wzrost endometrium, a luteina na wywołanie okresu między innymi, więc biorąc clo nie zaprzestanę tej kuracji.
Już się trochę uspokoiłam, nowe leki - nowa nadzieja. Wolę sobie nie wyobrażać, co czuły kobiety w czasach, gdy nie było zbyt wielu sposobów na leczenie braku owulacji. Czeka mnie teraz stan zawieszenia i oczekiwanie na kolejny cykl. Poza tym chcę polepszyć dietę, bo nie trzymam się w 100% tego, czego powinnam, choć słodyczy nie tykam, cukier jest również w innych produktach i je muszę wyeliminować. Z dietą największy problem, poza tym ok.
Do następnego cyklu!
Przede wszystkim Katarek, nie gruszka. Gruszka może pomóc na wodnistego, cieknacego wciąż gila
Ale ja i tak zawsze katarek. A w nocy, żeby nie hałasować odkurzaczem to po prostu ciągnę siłą płuc. Niezbyt to higieniczne (spokojnie, gil nie leci do buzi ), ale co zrobisz. Próbowałam kilka sprzętów, ale nic się nie umywa.
a na suchego gila użyj wody morskiej w sprayu Żeby nawilżyć. No i jak tylko jakiś mały gil się pojawi to inhalacje z soli fizjologicznej. 2-3 razy dziennie.
Na noc jeszcze możesz smarować pod nosem maścią majerankową. Tylko z nią trzeba ostrożnie, bo częste stosowanie może chyba ppdrażnic skórę. My jeszcze mamy nawilżacz powietrza i wlewam do niego olejku eukaliptusowego. Podwyższam materac w łóżeczku. W ciągu dnia, jeśli się da - kładź na brzuchu. Oklepuj. Większość z tych rzeczy jest raczej zapobiegawczo. Żeby gil nie spływał I nie zatrzymywał się w oskrzelach.
Nie wiem czy wciąż kp. Ale mleko matki działa cuda.Można zakroplic do nosa. Dodatkowo możesz się faszerowac jaglanką. Jaglanka odflegmia. Możesz jej też profilaktycznie Wit C dawaç.Przy kp też lepiej ograniczyć nabiał, bo nabiał z kolei działa właśnie "naflegmiająco"
Gil sam w sobie groźny nie jest, tylko upierdliwy. Ale trzeba uważać, żeby się z tego nic nie zrobiło
Ja też, przy pierwszym gilu Lili (miała chyba jakieś 4-5m) myślałam, że umrze przez uduszenie
Leon złapał 1,5tyg temu, dopiero mu schodzi. Na pewno nie ograniczaj spacerów. Jeżeli nie ma gorączki to powinna się wietrzyć, to też dobrze robi na drogi oddechowe. I wietrz sypialnię przed spaniem. W nocy też powinien być przepływ powietrza.
Jak nie masz opcji użycia olejku eukaliptusowego to są też takie plasterki na pidżamę Aromactiv. No ale z tego wszystkiego moim zdaniem najskuteczniejsze jest odciąganie i inhalacje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2018, 12:17
kurde cos jest nie tak. calu czas ucina mi wpis
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2018, 10:00
Dziś 3 dzień cyklu. Nie mogę doczekać się końca okresu. Moje życie ostatnio opiera się na cyklach. Radość jak kończy się okres, przytulanka, nieśmiałe nadzieje, że być może tym razem się uda. Obserwacje, zastanawianie się czy pojawiające się symptomy zwiastują @, czy może jednak nie, sprawdzanie w Internecie, nakręcanie się, a potem rozczarowanie i od nowa.
31 dc
Wczoraj tylko co pocieszałam znajomą na of żeby się nie przejmowała koleżanką w ciąży, a dziś dostałam informację, że moja dobra koleżanka też jest w ciąży. W czerwcu bawiliśmy się na ich slubie a w 2 miesiącu po zaszła. A więc jest w 3 miesiącu. Nie płakałam. Tylko poczułam takie ukłucie w sercu. Boże ile dostanę w dupę od losu podczas tych starań. Nawet siebie jest mi żal. Smutek jest, ale mam jeszcze w zanadrzu koleżanki bez dzieci. W takich momentach na prawdę się boję że nigdy nie będę w ciąży, że jednak coś jest nie tak, coś powaznego, że nawet in vitro nie pomoże. Ona tez miała problemy z tsh, z trądzikiem, pco ale nic z tym nie robiła. Jej mąż miał problemy z "podnieceniem się".
@ będzie dziś lub jutro, szyjka już jest miększa i dużo śluzu jest, jak zawsze przed @
jutro panieński kolezanki
Dzień 4 cichych dni panicz zaczął się smsem komunikować a ja mam wyj....bane
"Najpierw ruszę. Reszta już sama się ułoży."
Sven Regener – Pan Lehmann
Ruszyłam! U mnie chyba okres użalania się nad sobą minął.
Pierwszy raz odkąd postanowiliśmy starać się o dziecko, nie myślę obsesyjnie o ciąży, nie analizuję objawów, nie odliczam dni do testowania, nie wkurzam się, że nagle czas stanął w miejscu.
Cudowne uczucie! Czuję się lekko i panuję nad swoimi emocjami. Frustracja uleciała.
Oby już tak zostało! 
Ten cykl raczej zaliczam do straconych, nie wiem nawet czy miałam owulację. Śluzu nie zaobserwowałam w ogóle, susza jak na pustyni. Ale jakoś się tym nie przejęłam. Owszem, bardzo bym chciała, aby się udało. Zwłaszcza, że za nieco ponad tydzień mam 30te urodziny. Ale byłby prezent! No ale będzie co ma być. NIe mam już na to wpływu 
W ubiegły weekend byliśmy na weselu. Było cudownie! Wybawiliśmy się za wszystkie czasy. Impreza trwała 2 dni. Z moim M stwierdziliśmy, że jak dalej będzie problem z zajściem w ciążę to zaczniemy myśleć o własnym ślubie. Jesteśmy już od dłuższego czasu zaręczeni, ale ja się upierałam przy planie: najpierw dziecko, później ślub. Ale skoro te założenia zaczęły się komplikować, to może odwrócimy kolejność? 
Od jakiegoś czasu truję mojemu M, że chciałabym kota. On się trochę opiera, wymyśla, że mamy za małe mieszkanie (45 m). Ale na co kotu większe?
On swoje dzieciństwo spędził w domu, gdzie koty i psy były zawsze, ale głównie biegały po podwórku i robiły co chciały. Jak byłam nastolatką, to przygarnęłyśmy z mamą i siostrą kotka - do mieszkania w bloku. Wspaniale wspominam ten czas. Powiedziałam M, że potrzebuję takiego małego kłębuszka, żeby odciągnąć myśli od TEGO tematu. Że kot to naprawdę lekarstwo na smutek i na samotne dni czy wieczory, kiedy M pracuje. Kot nie wymaga specjalnej opieki. W ciągu dnia śpi, załatwia się do kuwety, nie trzeba z nim nad ranem wychodzić na spacery. Psy też są spoko, ale nie zdecydowałabym się na pieska w bloku. 9 h, kiedy jesteśmy poza domem, w samotności, bez spacerów, bez towarzystwa - to męczarnia. Ale kot... Będę dalej urabiać M. Do skutku! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2018, 10:29
Łapkę ssie juz od jakiegos czasu. Ale nieswiadomie. A teraz odkryl, ze ta lapka przyklejona jest do Emila. Strasznie to smieszne. Wczoraj trzymal mnie rączką za palec i sie przygladal temu zjawisku. I nagle jego palce sie "zesliznely" z mojego i raczka mu "spadla" na podloze. Ale sie smiesznie przestraszyl, az podskoczyl hehe.
Wczoraj zjadlam zupe kalafiorowa i pierogi z soczewica i czekolade. W nocy Emil puszczal bąki i strasznie przy tym jęczal ale przez sen. Tylko, ze ja nie mogłam spac haha. Jednak musze diety bardziej przestrzegac...
Mojemu Mężowi dzisiaj w nocy po raz pierwszy śniło się, że mieliśmy dziecko. Najpierw śniło mu się USG, a później jak tulił maleństwo. Chyba już bardzo chce i mocno o tym myśli skoro ma takie sny
.
Nie rozmawiamy już o tym, ale podejrzewam, że naprawdę wierzy, że w histeroskopii wyjdzie, że coś jest nie tak. Zwłaszacza, że nasz kolega z pracy też starał się ponad 3 lata i właśnie po tym badaniu się udało.
Może i u nas tak będzie... Chciałabym, ale nie nastawiam się zbyt mocno.
Kilka razy przylapalam Emila jak przyglądal sie swojej dloni.
1 dc
I przyszła @, mówi się trudno. Muszę namówić męża na badania..
Mój organizm płata mi figle, ten cykl był zupelnie inny niz wszystkie.
Cóż, zaczynamy od nowa 
Wczoraj dzień taki se, ale z miłym zakończeniem.
Dziś dzień miły od rana i perspektywy na fajny weekend.
Zerkam w kalendarz... tak, tak w przyszłym tygodniu najwyższy czas żeby zabrać się za wyprawkę.
Tylko... jak tu za wyprawkę jak pralka się buntuje... Tzn. buntuje się nie od dziś. Ale coś mi mówi, że tym razem postanowiła się zbuntować na amen. W sumie... może faktycznie lepiej teraz niż za miesiąc. I tak sobie dumam - może pralka z suszarką by miała sens? Zwłaszcza w zimie. Ktoś przerabiał? (Od razu mówię - wiem, że lepszą opcją jest osobno pralka osobno suszarka, ale u nas z góry odpada - brak miejsca).
Kobiety starające się o dziecko często mają plan, jak będzie wyglądał moment, gdy test ciążowy pokaże dwie kreski. Jak tą wieść przekażą mężowi czy partnerowi.
Też taki plan miałam... A oto, jak wyglądało to w praktyce --> Jak przekazałam mężowi wieść o ciąży
9dc
Wrocilismy z kliniki. Jestesmy strasznie glodni, pizza w piekarniku dochodzi;).
Doktorek pochwalil wyniki meza, wszystko w normie i nie ma sie czego czepiac
bardzo dobra nowina.
U mnie widac 17mm torbielke I stopnia endomtriozy,ktora niekonicznie ma wplyw na bezplodnosc. Pecherzyk w lewym jajniku 11mm, we wtorek mam sie stawic na kontroli w celu sprawdzenia postepu wzrostu pecherzyka. Jesli bedzie duzy to stosujemy ovitrelle i do dziela.
Inseminacja - narazie nie jest konieczna. Mamy sprobowac okolo dwa/trzy razy stymulacji jako ze juz raz udalo nam sie zajsc w ciaze (Aniolek*).
Takie wiesci.
Dziś poszłam na badanie krwi. Robiłam TSH bo ostatnio miałam trochę podwyższone i oczywiście betę. Wiedziałam jaki wynik bety będzie Ale bałam się że znów mam złe TSH bo ostatnio trochę miałam dziwne objawy.
TSH 1.44
Beta 8...
Nie wiem co mam myśleć...
Wiem że trzeba powtórzyć badanie. Boje się że znów nie dojdzie do drugiego badania bo dostanę @. Nie wytrzymam chyba do poniedziałku...
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2018, 16:31
I po prenatalnych. Generalnie mam w brzuchu 5,5 cm człowieka, który wszystko ma na swoim miejscu: jest kość nosowa, jest prawidłowo uformowana czaszka, podniebienie, pęcherz i wszystko, co tam jeszcze powinno być
. Jeśli chodzi o grupę ryzyka, to dla mojego wieku jest wszystko w normie. Pani doktor była bardzo miła, kompetentna, ale jakoś szczególnie nie zagłębiała się w analizę, co jest co na opisie. Musiałam dopytywać, bo sorry, ale na trisomiach to się nieszczególnie znam. Nie wiem, czy to kwestia wizyty na NFZ, śmiem tak przypuszczać. Wizytę podsumowała, że teraz można zacząć się już cieszyć i jakoś to tak podziałało jak balsam na moje skołatane nerwy. Za tydzień mam wizytę u swojej ginekolog, to pewnie o samych wynikach powie mi coś więcej. U niej wizyta trwa standardowo 30-40 min. i człowiek od razu jakiś taki dopieszczony się czuje
.
Z dobrych wieści hemoglobina skoczyła z 10,4 na 11,4, więc jest nieźle. Ciekawe, czy to zasługa sokowania. Na pewno soczki z buraków nie zaszkodziły. z gorszych wieści OB podwyższone, więc może być jakiś stan zapalny w organizmie. Muszę zrobić dodatkowo CRP i z wynikami do lekarza. Jak się potwierdzi, to czeka mnie kuracja lekami przeciwzapalnymi. W każdym razie wg lekarza mam się nie martwić. Staram się. Przez ostatnie kilka dni chodziłam jak struta. Stresowałam się, że nie mogę przestać się stresować. Jedno się prostuje, to coś nowego wychodzi i tak w kółko. Ale powtarzam sobie, że co się źle zaczyna, dobrze się kończy. Tego się trzymajmy 
Jak trwoga to do immunologa - takie dzisiaj hasło z rana mi się ułożyło, gdy na teście jedna kreska sie na mnie patrzyła i śmiała z mojej głupoty - „serio liczyłas na cud?” Ale nie, i tym razem nie ... ale chciałam sprawdzić żeby nie było, ze jutro dostaje zalecenia od Docenta a już w ciąży jestem.. zobaczymy co będzie jutro. Liczę na konkretne zalecenia tak abym mogła na to teraz poświecić czas i od kolejnego cyklu ruszyć w końcu działać! Tak poza tym to ostatnio mam jesienna apatie.. nic mi się nie chce... jestem na ogólne „nie”.. na szczęście grudzień blisko i zaczniemy z Mężem odliczanie do świat, wiec myśli będą znowu na coś innego skierowane i całe szczęście.
Mam ostatnio dziwne sny... albo Pani Doktor (która nie jest w śnie aniołem), pytam Ja o test „be ready” albo dawna znajoma - poleca mi lekarza w jednej z warszawskich klinik, innym razem z koleżanka się kłócę ze Ona przecież nie chciała trzeciego dziecka, wiec co teraz robi... za duzo myślenia o jednym i nawet w nocy nie mam spokoju...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2020, 06:59
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.