Przemyślenia....
Maks za 2,5 mc kończy trzy latka. Chłop z niego jak dąb. Wysoki na 99 cm, wagowo jakieś 14,700-14,800 kg. Śpi nadal na drzemkach,siusia na duży sedes - bez pieluszki od ponad 5 mc, a rano i wieczorem obowiązkowo jeszcze butla ukochanego mleka...Uwielbia swoje przedszkole,czytanie bajek, zabawy na świeżym powietrzu i domowe wygłupy z tatą. Jest mądry, wygadany, odważny, bardzo absorbujący i taki śliczny 
Ostatnio jak byliśmy w parku, obserwowałam jak Mały bawi się w chowanego ze starszą od niego dziewczynką, też z jego przedszkola. Niesamowite jak szybko pojął zasady zabawy, jak potrafi się porozumieć z innymi dziećmi i jak ( w pewnych sytuacjach) nie chce już mojej pomocy, wsparcia - bo doskonale radzi sobie sam....
W takich chwilach ale i ostatnio w ogóle co raz częściej budzi się we mnie pragnienie drugiego dziecka. Wymarzonej córeczki. Tęsknota za takim maleństwem przy piersi, ta miłość bezgraniczna i potrzeba jej ochrony
Zawsze chciałam rodzeństwa dla Maksa. Zawsze chciałam też mieć córkę, a skoro pierwszy był synek to.....
Mam teraz względnie trochę czasu dla siebie, mam cudowną pracę z której nie chciałabym rezygnować i (pracować póki zdrowie pozowli, osobiste marzenia a jednak czuję pragnienie....
Niesamowite jest to że człowiek znając trudy macierzyństwa, ciąży, połogu, a nawet samego jej planowania, jest w stanie po raz kolejny " zaryzykować".
Myślę, że w Naszym przypadku granica od zaryzykowania jest już cienka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2018, 17:23
CZWARTEK
Mój mąż miał sen. Śnił mu sie nasz mały trzylatek rozrabiaka, który był taki uroczy i jednocześnie cięzki do upilnowania i taki fajny, a w łożeczkach leżały jeszcze dwa maluchy takie w pampersikach
bardzo bym chciała, żeby to był proroczy sen...
Nawet nie wiem który dziś dzień cyklu, wiem tylko, że serduszkowanie gdzieś w przyszłym tygodniu.
W pracy dramat - wykończa mnie to wszystko. Zazdroszczę ludziom, którzy lubią swoją pracę, spełniają się w niej i z radością do niej chodzą. Ja się strasznie męczę
albo może to taki gorszy okres...
Powoli planujemy już sylwestra (czaaaaaad!)
Niedługo przeprowadzka!!!!
idziemy w weekend kupić jakieś mebelki do pokoju 
Uwielbiam taką pogodę jak dzisiaj 
PS. Zepsuły nam się dwa auta jednego dnia
czy mogło być lepiej? 
Jestem sama w domu. Mąż pracuje do 2 w nocy więc za ponad godzinkę będzie w domu. Bardzo kiepski wieczór 
Miałam naprawdę fajny odpoczynek od starań. Teraz instynkt znowu daje o sobie znać. Najgorsze jest to że ja sobie na prawdę nie potrafię wyobrazić że mamy dziecko. W sumie jak się bardzo postaram to może jakieś pojedyncze sceny ale nie widzę siebie w ciąży. Bardzo mnie to dobija
od listopada wracam do suplementacji, a od grudnia/stycznia będę faszerowac męża. Bardzo bym chciała zostać mamą. Naprawdę bardzo...
86 % ciąży
35 tc
.... Hormony ciążowe są ... niesamiowite ! W jednej chwili wzruszam się, że Jagódka jest w brzuszku i jest mi dane być w ciąży i to już tak wysoko
zaraz po euforii przychodzi przerażenie, że nie dam sobie rady w tej roli i spadnie na mnie już na zawsze taka wielka odpowiedzialność !
Zostały ok. 4 tygodnie do cesarki :o
Torby jeszcze nie spakowane, ciuszki nie poukładane ( choć już poprasowane - ave teściowej hehe ). Nie mam jakoś weny na wyprawkę. Jak bardzo cieszyłam się z niej jeszcze 2 miesiące temu tak teraz oklapłam no ..
!
W poniedziałek wizyta w szpitalu , w którym chcę rodzić... zobaczymy !
Otóż w czwartek byłam u lekarza. Wiem, że można by jeszcze poczekać, ale jakoś boję się żeby nie było za późno w razie gdyby pojawiły się jakieś problemy. Akurat dobrze wstrzeliłam się z wizytą, bo był to czas okołoowulacyjny. Gin powiedział, że pęcherzyk ma 22 mm i ze wygląda to cyt. "wyśmienicie" i zalecił współżycie przez 2 dni. (Wierzcie mi, że takiego "niechcenia" na przytulanki to jeszcze nie mieliśmy. Nie wiem czy stres, czy presja, ale zaczął mnie boleć brzuch i głowa no ale stanęliśmy na wysokości zadania). Dziś byłam znów na wizycie. Owulacja była (wg ovufriend jeszcze nie). Gin stwierdził, że poziom estradiolu mógłby być wyższy. Zalecił mi zbadanie progesteronu, no i jeszcze czekam na wynik amh. Powiedział też, że jeżeli w tym cyklu nie uda się, to wprowadzi leki.Bardzo chciałabym, żeby się udało, choć jakoś trudno mi w to uwierzyć.
Synek kończy za kilka dni cztery miesiące. Nadal męczy go katar, ale podejrzenie jest, że ma alergię na laktozę, więc zmieniliśmy mleko na bebilon pepti i czekamy czy katar przejdzie. Ogólnie jest spokojnie, nie licząc skoków. Moje leki też działają. Pogoda jest piękna, więc staram się korzystać i jak tylko bobas daje się włożyć w wózek to wychodzimy. Kontrola u fizjoterapeuty pokazała, że napięcie w barkach zeszło, brzuszek się pięknie wyćwiczył, tylko została nam pourodzeniowa asymetria i teraz będziemy z tym walczyć. Mam wrażenie, że ludzie tak się nie przejmują dziećmi, nie skaczą tak nad nimi, ale mam to w tyłku. Za długo walczyłam o tego człowieka żeby teraz coś przegapić albo coś zaniedbać. Z tego powodu np nie gotuję obiadów, przyjeżdżają z miasta. Stwierdziłam, że wolę ten czas poświęcić dziecku, wyjść z nim na spacer, posiedzieć obok niego jak się bawi na macie czy zwyczajnie z nim "pogadać" kiedy się przebieramy na przewijaku - to taki nasz czas - mój i jego. Zasłużyliśmy na to (ja i Mąż), żeby móc olać przyziemne sprawy i zająć się naszym Synkiem 
5miesięczna Tonia jest już zaszczepiona. Świetnie to zniosła
Właśnie rozmawia, ale to nic nowego. I próbuje wszystko zjeść. Nawet klamki... Ah, te zęby, niech sie w końcu przebiją, bo wszyscy zwariujemy. Nie da się tego dziecka nigdzie zostawić, nawet na 5 minut, bo albo jej się mata kończy, albo nagle jest na środku pokoju, bo ciągle tylko pley brzuch plecy brzuch... I zjadanie pięści
Słodki kurczak
Pokazałabym fotkę, ale kogo to w sumie obchodzi
A zdjęć już ponad 200 wywołałam
Zaraz muszę się zbierać na uczelnie. A na weekend jedziemy z Tonią do moich rodziców, bo stary w szkole od rana do wieczora. Dzisiaj do 21 sama z młodą siedzę (nie licząc tych 3h na uczelni). Jakoś trzeba dać radę 
22.10 - wizyta u alergologa
Zbadałam żelazo. Tragedii nie ma ale z tego co podpowiada internet jest niedobór. Kupiłam ascofer 200 mg i dołączam kolejna tabletkę do mojego pięknego zestawu leków.
A teraz wyniki:
Żelazo 58 (norma 37-145)
Całkowita zdolność wiązania żelaza TIBC 386 (norma 250-425)
UIBC 328 (norma150-300)
Internet mówi że jeśli żelazo jest nisko a tibc i uibc wysoko to jest niedobór 
Dzień Nauczyciela
Szósty w moim przypadku, a zawsze cieszy jak ten pierwszy.To takie cudowne. Kiedy ktoś Cię docenia, nie ktoś, rodzice, uczniowie, dyrekcja i koleżanki
Były gratulacje, podziękowania i uściski,były kwiatki i słodkości, byl uroczysty apel, akademia z piękna oprawą muzyczną a teraz szykuję się na imprezę z okazji Naszego Dnia
uciekam sie upiekszyć 
Ps. Wiem, że jest Nas, nauczycieli jest tutaj więcej i również Wam życzę pracy z pasją, sukcesów, radości i zdrowia bo ono najważniejsze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2018, 15:46
17+6 tydz
Odnowilam abonament wiec moge zrobic wpis, inaczej nie prowadze pamietnika a szkoda zeby to wszystko ulecialo.
Wtorek 4.09
Mialam badania genetyczne w szpitalu, glupio sie troche czulam bo wiekszosc byla z partnerami, ale przeciez bylismy razem na USG tydz wczesniej wiec bez sensu zeby M bral wolne. Wyniki przyszly 2 dni pozniej, nie spodziewalam sie tak szybko. Niestety wynika Papa ponizej normy 0,3 (norma 0.4). I w zwiazku z tym bede miala dodatkowe usg w szpitalu w 31 tygodniu.
14-30.09 URLOP
15ego wesele RiM, dobrze ze znalazlam jakas sukienke w ktora sie zmiescilam:)
tydzien w Polsce byl bardzo szalony, w ogolenie odpoczelismy ale pogoda za to wspaniala. Martwilam sie tymi wynikami I postanowilam isc w Pl do gina, trafilam na fajna babke w Lodzi, ona normalnie robi usg genetyczne ale na to u mnie bylo juz za pozno, ale posprawdzala wszystko dokladnie, wydrukowala 26 zdjec I dala jeszcze plytke:)
wytlumaczyla o co chodzi z tym papa, uspokoila mnie choc to nie znaczy ze ryzyka nie ma.
Jest ryzyko porodu przedwczesnego I niskiej masy urodzeniowej, musze wiec kontrolowac ale to sie ujawnia dopiero w trzecim trymestrze. Pani doctor poinformowala nas o plci, na 80% dziewczynka:)
Objezdzilismy tez sklepy z wozkami, nawet jeden nam sie spodobal CYBEX Balios S I jak na razie jestesmy do niego przekonani.
W drugim tyg urlopu mama przyjechala z nami, fajnie spedzilysmy razem czas nauczyla mnie szydelkowac I wzielam sie za robienie kocyka dla dzidziusia na podstawie wzoru ze zdjecia bo tych opisow to nie umiem czytac. Na razie bezpieczne kolory czyli bialy I 2 odcienie szarosci. Myslam ze wyjdzie mniejszy ale jakis duzy sie robi.
Ogolnie podczas urlopu nie czulam sie jakos super, mialam czesto takie sytuacje ze musialam sie polozyc I odpoczac bo bylo mi slabo.
Wtorek 9.10
bylam na wizycie, prywatnie u gina. Wszystko ok, plci ne potwierdzil, oczywiscie nie mowilam mu ze w Polsce bylam u lekarza i podobno dziewczynka, nic nie widzial wiec ciesze sie ze bylismy w Pl bo tak to bym sie nie doczekala. Nastepne usg za 25.10 w szpitalu.
Bylam tez troche rozczarowana jego wiedza, bo jak wspomnialam ze mi wyszedl niski wynik papa i ze zalecaja mi dodatkowe(czyli3) usg w szpitalu zeby kontrolowac jak rosnie to powiedzial ze on nie zna takiej interpretacji, i zaplacilam za to £90.
Sroda 10.10
Wzielam sobie pol dnia w pracy i poszlamm na zakupy, chcialam jakies spodnie do pracy kupic, mam jedne z h&m ale jak siedze to przeszkadza mi szew ktory sie podnosi. Nic nie ma, wszedzie mowia ze ten dzial tylko przez internet:( ogladalam tez dzieciece ciuszki, nie moglam sie przelamac ale w koncu cos kupilam:) powoli trzeba zaczac gromadzic. Chcialaby ogarnac jak najwiecej w 2 trymestrze, kolezanka tak mi doradzala ostatnio.
Od jakis 2 tyg, paradoksalnie po urlopie jakos lepiej sie czuje, mam wiecej energii, nie mam juz prawie mdlosci I mniej jem! Za to zgaga czasem meczy jak na razie ratuje sie Rennie I pomaga:)
Wczoraj kolega M zaproponowal mu fotelik samochodowy do sprzedania, Maxi Cosi, w sumie rozwazalismy taki no I ponad polowe taniej. Bardzo mnie to ucieszylo. A potem kuzynka napisala do mnie ze maja sporo rzeczy dla nas po corce, lozeczko, fotelik do karmienia, ubranka. To byla super wiadomosc:)))
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2018, 10:50
No to mnie rozlozylo. Ostatnio taka chora byłam 2 lata temu 14 lipca 2016 roku. Jak ta datę zapamiętałam
Przez 3 dni bolało mnie gardło właśnie ustąpiło a teraz w godzinach na zapalenie krtani.
Moja odporność spadła. A byłam mutantem tak mnie nazwali w pracy.
Może NK wkoncu spadną.
Grypsko wypadło w dni płodne a ja nawet sił na serduszka nie mam.
Dziś to mąż mnie wykorzystał
Bo ja jak Kłoda.
Ciekawe czy na L4 nie pójdę.
Piszę trochę w biegu. Wybaczcie dziewczyny, że nie odpisałam Wam indywiudalnie, ale dziękuję Wam: Gozik, Anakin i Marti za wsparcie, że rozumiecie o co chodzi.
Aktualnie jestem na wojennej stopie z teściami.
Mąż twierdzi, że wyolbrzymiam problem.
Wczoraj przyszli, lustrowali mnie, jak karmię dziecko, odbijam, teściowa mi od razu je wyrwała i chciała nosić. Mała średnio zadowolona, za chwilę chciała znowu pierś. Wyjęłam jej z ucha cekina( z bluzki teściowej).
Dziecko dojada, tak ma. A oni, że mam mało pokarmu, że pokarm słaby. Żeby jej butelke dać!
Potem młoda chcicała ssać ale wypluwała pierś, wiedziałam, ze onznacza to zmęczenie. Trzeba dać smoczka, otulić kocykiem i ukołysać do snu. Tak zasypia, bo ma - kolki (potwierdzone dziś u lekarza).
cdn
No i stało się to czego najbardziej się bałam... brak wyraźnych przyczyn złej morfologii. Pozostały badania genetyczne i ocena szans na in vitro. Jak się pogodzić z tym, że nigdy nie będziemy mieć dziecka naturalnie? Jak się pogodzić z tym, że możemy nigdy nie zaznać tego cudu?
Wczoraj mieliśmy pierwsze szczepienie.
Haneczka waży 4400 i 54 cm. Przez 2,5 tyg przybrała 700 
Zdecydowaliśmy na szczepienia skojarzone jak i zalecane. Choć impreza nietania.
Szczepienie zniosła dobrze, przy badaniu obserwowala bacznie lekarkę. Same zastrzyki z wrzaskiem nieziemskim, ale szybko dało się ją uspokoić. Wczoraj była senna, ale obyło się bez temperatury.
Ogólnie robią nam się lepsze dni.
W nocy zrezygnowała z karmienia o 23.00 (choć ja się nadal wybudzam
). Więc jemy 19-20, 1.00, 4.00, 6.00 +/- Ale nie waha się to więcej niż o 30 min. Po karmieniu od razu odkładam do łóżeczka, tam albo zasypia od razu, albo pojękuje, ale i tak zasypia.
Poranne wstawanie jeszcze nieusystematyzowane bo między 8-10
Czasami śpi dłużej, czasami gaworzymy w łózku, albo się tulimy, albo sama się sobą zajmuje.
Dzisiaj np. nie mogla zasnąć po karmieniu rannym i usypiałyśmy się od 8-9 bo pojękiwała i marudziła. Tuliłyśmy się do 10, odłożyłam ją do łożeczka i śpi. Tzn spala do teraz bo wlasnie zaczynam ją słyszyszeć 
Pójdę ją ubrać. I zależy od dnia, albo lecimy na zakupy, albo "bawimy się" w domu. Albo tulimy.
Miedzy 13-14 wychodzimy na spacer, ok 1,5-2 h Ku mojej radości polubiła spacery, ale muszę jej opuszczać daszek do momentu, aż robi śpiące oczy.
Wracamy, ona jeszcze trochę dosypia w wózku, albo się od razu karmimy. No i później jest różnie. Albo jest grzeczna, leżakuje, "czyta książkę", albo są złości i nosimy się w chuście, albo jest histeria i tylko się tulimy. Najgorszy moment to od ok. 17.30-118.3-/19 (między 18.30 -19 się kąpiemy). Kąpiel lubi. Wyciąganie z kąpieli już gorzej, ale też bywa różnie. Czasami na spokojnie, łącznie z masażem. A czasami w fochach nawet buzie na szybkiego trzeba przemyć.
No i problem z zasypianiem. Tzn od 19 - 22, wisi na piersi, ciumcia, nie da się odłozyc, a jak już da to na chwilę i się rozbudza z wrzaskiem.
Dzisiaj w nocy (bo wpis robie już drugi dzień
), tzn wczoraj zasneła o 22.30 -.- Ale wybudziła się na karmienie o...3.00 ja wybudziłam się o 23.00 i o 2.00 O tej drugiej, wybudziłam się, a ja...siedzę jak do karmienia, z ręką jakbym trzymała Hankę do karmienia
Laktacja ryje psyche. No i Hanka o 3 zjadła, wybudziła się o 5.30 i spała do 8.30 
Dzień miałyśmy bardzo udany. Sama zasneła w kokonie o 11, ja ogarnęłam częściowo mieszkanie, później dlugi spacer, i po powrocie w chuście wspónie ogarnełysmy resztę. Dzisiaj po kąpieli zasneła, po czym się wybudziła. Nianczył tatko żebym mogła się wykąpać, ale jak zniknęłam z pola widzenia to zaczął się wrzask -.- ale wrzask raczej o cyca
Po kąpieli, dałam pociumciac, zasneła. Ale słysze ją jak gada w kokonie. Oby zasneła.
Ogólnie mam wrażenie, że powoli zaczynamy mieć jakiś rytm.
Od porodu schudłam 11 kg, ale do spodni sprzed ciąży nadal się nie mieszcze.
Ciąg dalszy
Argumenty że dziecko rośnie, nie działają. Co ciekawe, mąż rozmawiał z nimi dzień wcześniej. Rozmawiałam z meżem, na początku spokojnie, potem doszło do kłótni.
Wczorajszą sytuację, którą opisałam powyżej widział na własne oczy. Ja tego cekina wyjęłam i powiedziałam na głos, spokojnie, że dziecko miało to w uchu. Skwitowali - o bo mama ma bluzkę z cekinami.
Powiedziałam, że dziecko rośnie. I jak grochem o ścianę. Usłyszałam, że zamiast pić wodę powinnam zjeść szynkę (na litość, byłam godzinę po sytym obidzie, jem dziennie 2500 kcal) Teściowa z łzami w oczach powiedziała, że jej serce nie możne znieść jak to biedne dziecko płacze. A nie płącze godzinami dziewczyny, tylko 5 minut podczas zasypiania, jak ją utulę to się uspokaja więc uważam, że jak na kolki to świetny wynik... Ale nie, ona powiedziała to tak, jakbym była najgorszą matką pod słońcem. Która chce dla dziecka źle.
Pretensje, dlaczego usypiam dziecko na rękach. Dlaczego nie w wózku. W domu nic nie zrobię przecież.
Mała lubi sobie dojadać, bo tak ma i pediatra powiedziała że to normalne. Że zje, odbije po chiwli znowu zje, potem się zesika itd. I raz śpi 4 h, raz 2 a raz 1,5h.
Dziś podczas wizyty w przychodni dziecko zważone - 5400 g. To równe 2 kg odkąd wyszłymśmy ze szpitala 2 miesiace temu. A norma to od 600 do 1 kg na miesiac. Lekarka zażartowała, ze dziecko ma "nadwagę" i nie rozumiała co teście od małej oczekują.
Marti masz racje, tarfiałs w sedno - oni mieszkają blisko nas i pomogli nam dużo jeśli chodzi o finanse. Niestety. Mąż jest współuzależniony bo razem prowadzą firmę. Prawie go nie ma w domu.
Mam wrażenie, że wszyscy oczekują, że będę tu siedziała na łańcuchu uwiązana. Mam być w domu, kiedy przyjdą.
Mąż mi tylko zapowiada, że teściowa przyjdzie następnego dnia. Nikt mnie nie pyta o zdanie. Dlatego postanowiłam, że będę wychodzić z młodą - umawiać się z kimś na mieście, odwiedzać dalsze koleżanki i moją rodzinę. Bo oni oczekują że ja tu jestem. Już raz była obraza, że przyjechali 2 razy a mnie w domu nie ma...
Wczoraj emocje sięgały zenitu i pokłóciłam się z mężem tak ostro, że przyszła mi myśl o rozwodzie. Nie wiem, czy on się ich boi, czy ich wybiela. On uważa, że ja robię z igły widły, a mnie to wszystko rani. I zauważyłam, że jak ja jestem nerwowa to dziecko też.
Dziś, mąż jeszcze raz rozmawiał ze swoją matką, powiedział, żeby się nie wtracała. Przekazała słowa lekarza - że to kolki, że mam pokarm wartościowo i dziecko rośnie.
Obiecałam sobie, że będę silna - dla niej.
Że nie dam się sprowokować. Jak zrobić to mądrze, by nie skrzywdzić dziecka, nie wywołać wojny a jednocześnie nie pozwalać na poniżanie siebie?
Obiecałam sobie, że wracam do pracy od lutego i zrezygnowałam z marzeń o drugim dziecku. Mimi przerwy we własnej działalności gospodarczej mam do czego wracać - bo klienci pytają kiedy ponownie zaczynam. 5 lat ciężko pracowałam na swoją pozycję.
Witam się w 1 dniu 31 cyklu. Poprzedni trwał tylko 23 dni. Od sierpnia czyli od trzech miesięcy mam takie krótkie cykle... czyżby to przez brak starań? Teoria, że innym cykl się wydłużył przy staraniach potwierdziłaby tą myśl. Po odstawieniu tabletek od razu zaczęłam działać w temacie dziecka i cykle były nieregularne ale w normie. Żaden ginekolog nigdy się nie czepiał , zazwyczaj oscylowały w przedziale 27-29 dni, choć zdarzaly się takie jak teraz 23 i dłuższe do 33 dni. Może jakbym latała na betę to bym odkryła jakaś ciaze biochemiczna czy coś, a ja zawsze cierpliwie czekałam na okres i przychodził. Ale nie! Dość takiego myślenia, przy cyklach ponad 30 dni zdarzało mi się siknac na test i zawsze była biel, a nawet jak był cień to na następny dzień była biel.
A wiec teoria z wydłużającym się cyklem przez starania: teoretycznie możliwa.
Teoria z tym, że gdzieś kiedyś udało mi się zaskoczyć: niemożliwa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2018, 10:05
No to wg. BBF zaczynamy 17tc
(16t+0dz)
A o to My :

Przygotowanie świąteczne za mną
Koreczki gotowe - pięknie pachną, jak nigdy nie przepadałam za śledziami to teraz zapach śledzi jest dla mnie jak najlepsza perfuma na świecie 
Dziś upiekłam babeczki piernikowe i piernika. Teraz trzeba poczekać aż wystygną i polać czekoladą więc póki co mam chwilę dla siebie
więc pora zrobić coś dla siebie i pomalować pazurki - mam nadzieję, że to nie zaszkodzi Maluszkowi 
Tak sobie ostatnio myślałam czy ten brzuszek rośnie czy nie i dziś korzystając z chwili wolnej zrobiłam sobie porównanie brzuszka (odstęp czasowy 2tyg):

No i jeśli mnie wzrok nie myli - to rośniemy 
No i jestem bardzo szczęśliwa bo do wizyty pozostało już tylko 5 dni

i spotkamy się z Naszym Dzieciątkiem
i będzie dobrze 
No a dziś tak długo oczekiwany przeze mnie 24.12 - czyli dzień WIGILII
mamy Święta
w tym roku bardzo wyjątkowe, piękne i magiczne
z Maluszkiem pod serduszkiem.
No i chyba czas Świąt to rzeczywiście czas cudów
- wczoraj na zakupach w Cerfurze podeszłam do kasy dla rodzin, kobiet w ciąży ale los tak chciał, że pani przed Nami zablokowała się karta i trochę to miało trwać i trzeba było przejść do innych kolejek (długich jak nie wiem co) a pani kasjerka (od kasy, która się przyblokowała) poprosiła koleżankę obok by obsłużyła Nas poza kolejnością "bo ta pani jest w ciąży"
Mąż się śmiał, że w końcu jestem szczęśliwa, że widać brzuszek
a ja się śmiałam do niego, że na obiad za dużo fasolki szparagowej zjadłam i mnie wzdęło to widać
ale nie powiem - byłam w szoku a nawet zrobiło mi się miło 
A korzystając z tego, że chwilka wolna a dziś ten Magiczny Dzień życzę wszystkim:
Zdrowych – bo to najważniejsze.
Pełnych miłości – bo to sens życia.
Wiary – bo pozwala przetrwać trudne chwile.
Nadziei – bo wtedy niemożliwe jest możliwe.
Otwórzcie swoje serca na przyjście Nowonarodzonego - Niech Nowonarodzony Boży Syn otoczy Was Swoją opieką.
WESOŁYCH ŚWIAT !!

Ehh, trochę to sobie poukładałam w głowie. Przebyłam długie rozmowy z mężem i zapowiedziałam, że mam granice tolerancji.
Przed ślubem nie było jakiś większych akcji. Czasem szpile jakieś wbili ale olewałam to, bo to były banały.
Komentowanie naszego sposobu żywienia. Tego, że mąż schudł przy mnie 15 kg i się trzyma. I nie drastyczną dietą, bo my jemy i chleb, i kasze, mięso, węldiny, ale z głową wszystko. WSZYSTKO. Wszyscy to chwalą, ale nie jego rodzina. Bo zapadnięty. Oni chyba myślą, że jemy samą trawę.
I tak jak Hedgehog napisałaś - będę karmiła i usypiała w innym pokoju. Chociaż mam obawy czy nie poleci tam za mną do sypialni, bo z przewijaniem już tak było. I będę miała więcej spokoju jak nie bedzie mi się wpatrywać w cycki. Bo w sumie od porodu to one takie publiczne się zrobiły...
Teraz, kiedy jestem sama usypiam i wyciszam dziecko w 5-10 minut - i kiedy ja się uspokoiłam o dziwo moje dziecko śpi! To na prawdę tak jest, że maluchy wyczuwają spokój u matki (a ja go mam chwilowo- teście wyjechali na tydzień - mam czas na przemyślenie jak dalej to rozegrać - mądrze). I w dupie mam to, że ją noszę - przyzwyczaiłam się już i ani ręce, ani kręgosłup mnie nie bolą. A jak jej nie mogę uśpić, to wyciągam odkurzacz (a raczej 8 metrową rurę bo mamy odkurzacz centralny) i delikatny szum ją uspokaja.
Najgorsze jest to, że teście myślą, że robią dobrze bo wszystko w dobrej intencji dziecka- chociaż logiki w tym żadnej.
Jak powołuję się na opinię 2 położonych i cenionej lekarki, to mówią że to mafia i chcą nas wykończyć. Kwestia szczepionek też została skomentowana - że męczymy dziecko. Bo wzięliśmy wszystkie opcje. Nie rozumieją, że to prawie połową mniej ukłuć. Że Mała jest najmłodsza w rodzinie, ma kontakt z przedszkolakami i chcieliśmy ją zabezpieczyć. I że to nasza decyzja.
Finalnie mąż powiedział, że wychowujemy dziecko sami, bo on ze mną się żenił i tworzymy rodzinę. I wychowujemy po swojemu. Bo ja nie będę powielać błędów na swoim dziecku, dla świętego spokoju by nie urazić czyjejś dumy. Teściowa racji nie przyznała, uznała tylko "a bo wy to chowacie po swojemu, kiedyś to było inaczej".
Stres odbija się na mnie. OD razu robią mi się zastoje w piersiach. Muszę robić okłady.
Ale już i tak mi lepiej. Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie i cenne rady, dzięki temu czuję, że nie zwariowałam i to mi daje siłę, by nie dać sobie wmówić tych wszystkich przykrości.
Wniosek jest taki, że w konflikatch z teściami trzeba męża, który stoi za nami murem. Bo jemu wypada powiedzieć więcej.
I od początku trzeba pokazać, stanowczo ale taktowanie, że w kaszę dmuchać sobie nie damy.
Będę jeździć z dzieckiem do moich rodziców i siostry. Ilość kup się ogarniczyła więc jestem bardzie mobilna 
Jutro kończymy 23tyg !
Noce tragiczne...z niedospania chodzę niczym pijana - ciągle w głowie mi się kręci.Ostatnio Filipek,gdy kladziemy go już spać, po 12-20min się budzi i nie może usnąć przez około 1h.Zasypia dobrze po 23...Gdy wreszcie mu się to uda, śpi około 2-3,5h,40 min wisi na cycku i potem śpi dwa,trzy razy po 1,5h.Oczywiscie po każdym przebudzeniu wisi na cycku...Sutki tak mnie bolą...Masakra normalnie.
A od tyg podczas karmienia słychać jak coś mu w nosie swiszczy.Za cholerę tego wyciągnąć nie mogłam.Wczoraj i dziś poszła w ruch woda morska i okazało się,ze ma zielony katar...Musze umówić wizytę na pon albo w ndz wieczorem na dyżur z nim pojechać.Moze dlatego tak średnio śpi 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.