alex0806 Czekając na małe szczęście 4 listopada 2018, 19:39

Dużo czasu, łez i starań upłynęło od mojego ostatniego wpisu w pamiętniku. Czuję, że muszę wylać z siebie pewne kwestie i słowa, które kłębią mi się w głowie, bo oszaleję... Dlatego postaram się wrócić do pamiętnika i opisywać tu częściej naszą "walkę", bo potrzebuję jakiegoś upustu emocji. To chyba będzie dobra opcja, chociaż na jakiś czas.
Po pierwszej ciąży nie poddaliśmy się. Ból i cierpienie zdawały się w tamtym czasie nie mieć końca. Przez kilka tygodni czułam w sercu taką pustkę, że nie mogłam się pozbierać. Na wspomnienie ciąży - płacz. Widząc niemowlaki wokół mnie - płacz. Koleżanki w ciąży, to samo. Facebook zalany ciążami, dziećmi, ślubami, znowu ciążami. I tak w kółko. Mimo wszystko, w końcu mąż wykopał mnie z łóżka (prawie dosłownie), postawił mnie do pionu i staraliśmy się żyć normalnie. Ból stopniowo zelżał.
Po poronieniu porobiłam badania w oczekiwaniu na wznowienie starań. Wyszło, że w kolejnej ciąży będę musiała być obstawiona heparyną, acardem i metylowanymi witaminami. Do znanych mi chorób, jakimi było PCOS, niedoczynność tarczycy i Hashimoto, dołączyło też MTHFR 1298 homozygotyczne, Leiden hetero, PAI-1 4G homo. Początkowo oczywiście się załamałam, bo to kolejny kopniak w tyłek na mojej drodze do macierzyństwa. Lekarz oczywiście pocieszał, że już wiemy z czym walczymy i możemy przeciwdziałać - zalecił brać Acard 150 mg przez cały cykl plus heparynę po pozytywnym teście. Po poronieniu mieliśmy miesiąc przerwy w staraniach, a później już zielone światło. I tak upłynęły nam 3 cykle - starania, witaminy, kontrolowanie tarczycy i w sumie nawet trochę luz psychiczny. Sądziłam, że teraz już będzie tylko lepiej. Skupiliśmy się na staraniach, zmieniłam we wrześniu pracę. I tutaj chyba był duży plus, bo jestem spokojniejsza i fizycznie nie jestem zmęczona. Pracuję teraz za biurkiem, a nie uganiam się za rozwydrzonymi 2-3 latkami w żłobku. Do tego uwolniłam się od toksycznej szefowej.
Wszystko miało być perfekcyjne i gotowe na przyjęcie maluszka. Te 3 cykle minęły bardzo szybko. Stymulowałam się nadal Clostibegytem, brałam po owulacji duphaston. We wrześniu pojawił się okres, później długo nic - miał być cykl bezowulacyjny, ale znowu zrobił mi niespodziankę i w 28 dniu cyklu zamiast okresu pojawiła się owulacja. I 2 tygodnie dłużej wyczekiwania na okres - tak wtedy sądziłam. W zamian za to pojawiła się niespodziewanie ciąża. Dokładnie 15 października, w dzień dziecka utraconego dowiedziałam się, że moje dziecko do mnie wróciło. Pełna obaw, ale jednocześnie dziwnie spokojna od razu zabrałam się do kłucia heparyną. Beta pięknie przyrastała, ponad normę nawet. Odetchnęłam na chwilę. Moje szczęście trwało 10 dni. W środę chwilę przed końcem pracy zaczęłam krwawić żywą krwią. Wystraszona poleciałam na IP. Tam wykonali betę, rosła nadal bardzo pięknie i kazali czekać, za 2 dni powtórzyć USG i betę. Bo tamtej środy na USG lekarz widział pęcherzyk albo pseudopęcherzyk jak to nazwał i zaczął mnie straszyć ciążą pozamaciczną. To były najdłuższe 2 dni mojego życia. W piątek pełna nadziei poleciałam na badanie krwi. I po 2 godzinach moje szczęście uleciało. Beta z 1700 spadła do 500. Od razu szpital, cytotec kilka razy, słabe krwawienie. Wszystko toczyło się jak za jakąś szybą - jakbym w tym nie uczestniczyła, tylko oglądała obok. Gdyby nie fizyczny ból, pewnie bym się na ziemię z tego letargu nie sprowadziła.
Leżałam w szpitalu 3 dni, faszerowana cytotekiem i straszona przez lekarzy zabiegiem, bo się słabo oczyszczałam. W niedzielę nie wytrzymałam - po konsultacji z moim ginekologiem, który był zdania że na tak wczesnym etapie, sama się oczyszczę, wypisałam się na własne żądanie. Ledwo wróciłam do domu, zaczęłam mocno krwawić. Przeczucie mnie nie myliło - dobrze, że zwiałam z tego szpitala. 3 dni później poszłam na kontrolę do mojego ginekologa i na USG wyszło, że oczyściłam się sama. Rozmawialiśmy też o tym, dlaczego znowu mogło się nie udać. On jest optymistycznie nastawiony - wierzy, że się uda utrzymać ciążę. Postanowiłam też skonsultować się z lekarzami w poradni patologii ciąży, która zajmuje się kobietami po poronieniach i z problemami w utrzymaniu ciąży. Podejmuję kolejne kroki, które mam nadzieję przybliżają mnie do szczęśliwego macierzyństwa.
Nie wiem ile jeszcze zdołam wytrzymać. Mimo tego, co wydarzyło się w ostatnim czasie chcę walczyć, ale czasem czuję się jakbym właśnie była za szklaną szybą i oglądała jedynie te wydarzenia, sytuacje. Za bardzo nie potrafię w pełni określić swoich uczuć, ale zapewne wy dziewczyny mnie zrozumiecie. Tych emocji jest tyle, że czasem sama ze swoją głową nie mogę wytrzymać. A drugiego dnia czuję się świetnie, mam siłę do działania. I później znowu jakieś wątpliwości i smutek. Gdyby nie to forum, na którym można naprawdę się wygadać, już dawno bym oszalała. Fakt, mój mąż jest ze mną na dobre i na złe, wspiera mnie i jest obok. Ale nic więcej nie może zrobić oprócz tego. I czasem moje emocje są dla niego niezrozumiałe (zresztą, sama też nie zawsze siebie rozumiem).
Podsumowując to wszystko, bo wyszła z tego naprawdę epopeja - nadal chcę walczyć. Będę znowu się badać, konsultować z lekarzami i od grudnia zaczynamy kolejne starania z innym lekiem na stmulację. Teraz mamy miesięczną przerwę po poronieniu. I postanowiłam, że będę pisać. Żeby wylać ten cały żal tutaj, a nie przerabiać i przetrawiać go w mojej głowie. Chcę sobie umysł oczyścić. I zauważyłam, że pisanie mi w tym bardzo pomaga. Może któraś z was będzie chciała się podzielić własną historią, która wyglądała podobnie a skończyła się szczęśliwie.

1dc. Koniec nadziei. Grubo po południu dostałam miesiączkę. Opierałam się jeszcze, żeby nie brać nic przeciwbólowego, ale jak poczułam znajome przeszywające dogłębnie bóle - to nie czekałam od razu wzięłam leki przeciwbólowe.

To juz 17 cykl starań. 17 miesięcy nieudanych starań. Niemal półtora roku wyrzeczeń, comiesięcznej huśtawki nastrojów, comiesięcznego cierpienia. Comiesięcznych nadziei na lepsze jutro... i za każdym razem solidnego kopa w dupę z myślą "nikt nie mówił, że życie jest piękne" chowającą się gdzieś tam z tyłu głowy... Mam pełno snów o dzieciach, o tym, że nie mogę ich mieć, że się staramy, że się szykujemy do zabiegu. Ostatnio mi się śniło, że idę na histeroskopię... Mój mózg zaczyna mi płatać figle. Na codzień staram się nie rozmyślać, nie dołować się... wiadomo różnie to wychodzi... ale na sny to juz totalnie nie mam wpływu...

Dziś podbiła moje serce 8 miesięczna dziewczynka, była taka cudowna, zaczepiała mnie swoimi małymi rączkami :) dzieci mają taką cudownie aksamitną skórę w dotyku i takie śliczne malutkie paluszki i takie ogromne oczy... no jak tu się nie zakochac? :) no nie da się! :) i siedziała mi na kolankach, u męża nie chciała! zaczęła płakać :) i wzięłam ją z powrotem do siebie i u mnie sie uspokoiła :) naprawdę kocham takie maluszki :) są urocze!

mężowi było strasznie przykro jak mu powiedziałam, że znowu się nie udało :( jak widzę, że mu się robi przykro to mnie się wtedy zbiera na płacz :( tak to się jeszcze jakoś trzymam, ale jak widzę jego reakcję to zamieniam się w wodospad :(
wiem, że coś jest nie tak, czuję to. Nie powinny mnie boleć jajniki, a bolą i to cholernie - myślałam, że to zagnieżdzenie dlatego bolą - ale po pierwsze: czemu bolą na zmianę? po drugie czemu bolą przez cały cykl? Dziewczyny mówię Wam: endometrioza jak nic. To wyjdzie za pół roku w histeroskopii i laparoskopii.

Nie wierzę, że cokolwiek się uda. Nie ma takiej opcji. Przez tyle czasu się nie udało - nic się przez te pół roku nie zmieni :( mam taki plan: w styczniu już umawiam się na wizytę na marzec do kliniki. Albo może i na luty. Bo w sumie w lutym jak się zgłoszę to na histeroskopię i laparoskopię będzie trzeba czekac ok 2 miesięcy to akurat. oby ten rok się już zakończył, był okropny. Mam nadzieję, że następny będzie dużo lepszy :(

PONIEDZIAŁEK
Byłam na usg piersi - pani doktor nie widziała tego co sobie wyczułam (też nie mogłam sobie tego dzisiaj znaleźć, a to pech :/). Znalazła natomiast włókniaka (prawdopodobnie), mały tylko 5mm. Jesli sie nie bedzie powiekszał to zostawiamy, jeśli się bedzie powiększał- trzeba go usunąć z piersi. Mam się zgłosić za pół roku na sprawdzenie czy rośnie czy nie. Pytałam co jeśli bedziemy robic inseminacje czy hormony beda miały jakiś wpływ na jego wzrost. Niby nie powinny ale cholera wie. Mam pokazać usg lekarzowi prowadzącemu. Mam nadzieję, że będę o tym pamiętać za te pół roku :/ bo mogę być tak pochłonięta stymulacją, że zapomnę :|
Tak czy siak, raczej nic złego, ale trzeba kontrolować, bo kto tam wie...

Mąż jutro jedzie na hba i fragmentację. Kazałam mu się samemu pobryndzolić, żeby plemniki były świeże, bo ma być okres abstynencji 2-3 dni nie mniej nie więcej, tak powiedziała pani w rejestracji :/ nie mogłam mu pomóc bo umieram. @ daje mi ostro popalić, dzisiaj zwijałam się z bólu i tak od niedzieli jest koszmar :/ tak więc mąż rozpaczał, że musi sam... ale co zrobić :( i teraz rozpacza, że jutro musi to powtórzyć.... Ja nie wiem... zawsze myślałam, że faceci lubią takie rzeczy, a tu teraz mój światopogląd runął, bo okazuje się, że niekoniecznie... hm... może mój mąż ma zerowe libido i to dlatego? No jak sobie przypomnę... to tak może być. To zawsze ja narzekałam na brak seksu... no ale co zrobić. Musi i już! Dla mnie to też żadna przyjemność latanie po ginekologach i rozkładanie nóg kilka razy w tygodniu! O!

Jaś jest bardzo podobny do Witka. I wizualnie i pod względem niektórych odruchów, gestów. Lubi pospać, a przynajmniej takie miał plany na większą część wczorajszego dnia. W tym czasie piersi się namleczyły - już wczoraj zauważyłam, że mój mleczny cycek jest większy od głowy Jasia.

31 DC 15 DPO
Hej mam w kieszeni 10 zl do przodu na niepotrzebnie kupionym tescie bo dzis tempka pieknie w dol na 36,5 takze dzis albo jutro dostanę @. W sumie to dię ciesze bo to swiadczy ze mi cykl soe unormowal bo po ciazy mialam co 27 dni @ a faza lutealna max 11 dni a teraz moze bedzie juz normalna 14 dni. Kolejne plodne beda na wyjezdzie takze na swieta zabawa <3 hehe ;)
Ja dzis jade SAMA na zakupy ;)

I zaczęliśmy 19cykl starań. Wczoraj trochę popłakałam, dosłownie trochę. Ostatnio zauważyłam, że jeśli się popłaczę to na bank jest to dzień, w którym przyjdzie @. Smutno mi się zrobiło. Smutno, bo zawsze tli się maleńka iskierka nadziei. A to była kolejna nadzieja na dziecko i nadzieja, że uniknę drugiej laparoskopii.
Zawsze jak się pochwalę to potem jest źle, ale dopiszę, żeby nie było, że tylko marudzę, miesiąc temu okres bezbolesny, ten też. Oczywiście jestem osłabiona, mam minibiegunkę i spałabym tylko, ale daje sobie ostatnio w czasie @ taki czas. Przestałam walczyć z @. Celebruje ten czas, czas dla mnie, czas na poleżenie i poobijanie się. Jestem w pracy, ale jak wracam nie przewracam do domu nie jestem już na siebie zła, że mi się nic nie chce.

Boję się i denerwuje coraz bardziej. Laparo już w przyszłym tygodniu.

Jak zaczęłam się starać i zobaczyłam jak wyglądają realia, od razu doszłam do wniosku, że moja nauczycielka z gimnazjum za pewne też ma problemy. Nie oszukujmy się, jeśli jakaś para jest już długo po ślubie, zwłaszcza taka fajna para i nie ma dzieci można przypuszczać, że mogą mieć problemy z zajściem. I wiem, że wszyscy się też już domyślają jak jest u nas. Ale nie ważne, miało być o niej.
I ostatnio migła mi w kościele w małym dzieckiem. W momencie pomyślałam "zaadoptowali", bo nigdy przecież brzucha nie miała. I wyobraźcie sobie, że dowiedziałam się od cioci, że około 3 lat wyszły jej starania o adopcję i zaadaptowali trójkę!! rodzeństwa. Chcieli jedno, ale zaproponowali jej tą trojkę i w końcu się zgodziła. Podziwiam! Maluchy zostały odebrane matce, została pozbawiona praw, a dziećmi się opiekowała babcia, ale w końcu i ona nie dawała rady i oddała je do domu dziecka. I jest, mają nowy dom :) Nie dziwie się, że zaproponowali im całą trójkę, kto jak kto, ale chyba nikt inny nie zrobi tego lepiej.
W piątek jak wracałam z pracy widziałam ich jak szkli na spacer. Najmniejsze środkiem w wózku, a dwójka grzecznie trzymając się rączkami za wózek po bokach. Niemożliwie się wzruszyłam.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 6 listopada 2018, 08:57

W poniedziałki dopada mnie poniedziałkowy dół. Wiem, że kolejny daremny tydzień przede mną. Wegetacja w pracy, wegetacja po pracy. Chciałabym być dobrą żoną, zaszyć guzik, ugotować obiad, ale ostatnio (a może już od dawna) nie mam na to sił. Nie chce mi się nawet jeździć na wycieczki, bo mam wrażenie, że nie cieszą już jak kiedyś i chyba nigdy już nie będą. Czy można tak zupełnie odciąć się i zapomnieć o staraniach? To, że nie chodzę już do kliniki wcale nic dobrego nie przyniosło, ale gdybym chodziła pewnie byłoby jeszcze gorzej. Przesunęłam naprotechnologa na 30.11. To nasza jedyna nadzieja przed ivf. Tak, zaczynam myśleć o ivf. Na pewno nie chcemy go w przyszłym roku, ale może w 2020? Młodsza nie będę i nie można tak w nieskończoność szukać przyczyny.

20tc ukończony - równa połowa ciąży <3

Do tego właśnie się dowiedziałam, że kandydatka na moje zastępstwo zgodziła się po negocjacjach na naszą ofertę! Teraz tylko zaciskam kciuki z całej siły, żeby nic nowego nie wyskoczyło, ale jak dobrze pójdzie w ciągu kilku tygodni powinnam zacząć ją szkolić i wreszcie odpadnie mi stres co się stanie w pracy, jeżeli nagle będę musiała iść na zwolnienie :)

Ale przeleciało. 14 dc już i co dziwniejsze, mam przypuszczenia, że owulacja już była :) Dwa dni temu test owulacyjny pozytywny. Zobaczymy czy temperatura skoczy. Ciekawe czy faktycznie ten niepokalanek tak działa. Jestem pełna nadziei :)

adriette Dążąc do pełni szczęścia 6 listopada 2018, 09:15

14 dzień cyklu
Nastały te dni. Wczoraj pojawił się sluz płodny. Na tescie owulacyjnym druga kreska ciemniejsza, ale jeszcze nie pozytyw.Zakladam, że dziś będzie. Działania rozpoczęte, choć bardziej z musu niż ochoty. Nawet chciałam odpuścić, ale mąż stwierdził, że mus to mus i trzeba zadziałać. Nie wiem dlaczego, ale świadomość dni płodnych jakoś odbiera nam ochotę na zbizenia, chyba zbyt dużą presję czujemy.Od wczoraj biorę dostinex, w związku z czym pojawiła się nowa nadzieja, że być może to coś pomoże, może prolaktyna jest przyczyną niepowodzeń. Choć tak naprawdę to chyba dopiero badania nasienia mnie uspokoją.

37tc+3

18 dni do terminu porodu <3

Jestem po wczorajszej wizycie. Malutka ma jakieś 3140g, leży wciąż poprzecznie więc nie uciekniemy od cesarki.
20 listopada przyjmują mnie do szpitala, 23 listopada prawdopodobnie cc, ale może też być wcześniej - zobaczymy jak to będzie.

Na ktg zapisało się całkiem sporo skurczy, ale szyjka wciąż prawie 3cm i coś czuję, że samoistnej akcji nie doczekamy. A bardzo bym chciała, bo chociaż CC nie byłoby tak na zimno.
No, ale zobaczymy - jest jeszcze trochę czasu :)

A póki co idę się poturlać na szkołę rodzenia :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2018, 09:33

Biała Azlia Co przyniesie los 6 listopada 2018, 21:31

13 tydzień 4 dzień :)

Robiliśmy dziś usg. Tak się bałam. Jednak wszystko jest dobrze. Najprawdopodobniej będzie synek. Doktor kazał nie nastawiać się na 100 %. Wiadomo, że to jeszcze wcześnie, ale ja od początku czuję, że to synuś :) Najważniejsze, że zdrowy. Mąż obserwował, wyglądał na spokojnego. Potem powiedział, że się bał, czy wszystko ma. I zauważył na przykład, że mały łapał rączkami za nózki :) ja tego nie widziałam. Ale całe usg miałam uśmiech na buzi, nie mogłam sie powstrzymać. To takie cudowne uczucie, jeju. Rośnij zdrowy i silny syneczku :*

Miałam też dziś wizytę u diabetologa. Pochwaliła mnie za ładne cukry. Nastepna wizyta dopiero za miesiąc. Super, bo juz mam dość latania po tych lekarzach. Jednak to stresujące jest. Muszę się trochę podleczyć, bo sie przeziębiłam.

Dobry dzień dzis był. Jeszcze tylko kanapka na sen i spać :)

Słowo daję - Jaś jest tak podobny do Witka w okresie niemowlęcym, że chwilami muszę się mocno skupić by nie powiedzieć Witek.

Jesteśmy jeszcze w szpitalu - dziś była szansa na wyjście, ale niestety bilurbina za wysoka więc zatrzymani na obserwacji. Jutro znów pobranie krwi i pomiar. BARDZO bym już chciała wyjść. Szpital jest fantastyczny, super opieka i warunki... ale okrutnie tęsknię za Witkiem, a i Witek za mną. Ciocia z wujkiem wymyślają atrakcje i Witek przez większą część czasu wesoły i radosny. Ale tęsknimy za sobą bardzo!

Cdn


asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 6 listopada 2018, 09:15

06 LISTOPAD - 4 miesiące i 5 dni OCZEKIWANIA NA KOSMITĘ

Hormony mi szaleją w tej mojej ciąży adopcyjnej :-D
Jestem ostatnio jakaś taka nakręcona (rozchwiana) emocjonalnie. Moje uczucia to od totalnej euforii przez radość, spokój po smutek, żal, niepokój i niemoc. Wzrusza mnie byle co, nie śpię po nocach. Nic takiego się nie dzieje, nie mam w sumie żadnego powodu. Ehh może to pogoda? Faza cyklu? Zmiana czasu? Jesień? Może to ten czas wszystkich świętych, cmentarzy, rozmyślania o tych co odeszli..... Sama nie wiem......smutno mi tak w środku, głęboko.

Jedna z par z naszej grupy OA rozmawiała z paniami z ośrodka. Usłyszeli, że dzieci nie ma, trzeba czekać. Jednak zaraz dodały, że do roku oczekiwania każda para powinna dostać propozycję dziecka (propozycja -nie podoba mi się to określenie). Czy tylko ja widzę tu rozbieżność, dużą, w tym co mówią??? Pani dyrektor OA na panelu stwierdziła, że do końca roku większość z nas zostanie rodzicami. Panie twierdzą, że do lipca przyszłego roku. Zastanawiam się skąd wezmą te dzieci skoro ich nie ma. Skąd pani z ośrodka wie, że w ciągu 8 m-cy znajdzie się sześcioro dzieci (to jest tylko zapotrzebowanie naszej grupy). A grupy przed nami już mają, wszyscy??? Nie podobają mi się takie informacje, wprowadzają tylko zamęt. Dzieci nie ma ale spoko znajdą się. Mówiły o dobieraniu konkretnych rodziców do dziecka a teraz wychodzi na to , że jak się tylko "jakieś" znajdzie to nie ważne czy do niego pasujemy czy nie zostanie nam przedstawione. Nie podoba mi się to. Nie powinny tak mówić. Dzieci w placówkach są tylko nie maja uregulowanej sytuacji prawnej. Można chyba przekazać nam prawdziwe informacje. Wolałabym usłyszeć informację , że dzieci są, pracują nad ich sytuacją prawną, regulują to, proszę czekać i być cierpliwym. Tylko dla mnie jest to proste i oczywiste??? Po co wprowadzać zamęt? Nie trzeba nas traktować jak ludzi niczego nierozumiejących.
Powtarzam sobie najważniejszą informację, że się DOCZEKAMY. Może jeszcze nie teraz, musimy poczekać, ale NASZ KOSMITA się odnajdzie. Poczekam ile będzie trzeba. Tyle przeszłam, tyle już czekam, 8 dłuuuuugich lat, przy tym 8 m-c to naprawdę moment. Chciałabym tylko czekać w spokoju.

Rozmawiałam ostatnio z ojcem.Smutno mi się zrobiło. Wiem, że nie chciał sprawić mi przykrości, a jednak zabolało. Powiedział, że nie może doczekać się aż moja kuzynka urodzi. Chciałby dożyć chwili, żeby zobaczyć ją szczęśliwą z dzieckiem na ręku. Chciałabym by czekał na nasze dziecko, by nie mógł się doczekać.... ;-( Jego słowa wryły mi się w mózg. Może to przez to taki mi smutno ostatnio.....

W sklepach rozpoczął się okres świąteczny. Na półkach stoją mikołaje z czekolady, bombki i inne ozdoby. Święta tracą swoja magię. Czas cudów powszednieje.
Święta to dla mnie trudny czas. Co roku pragnęłam tylko jednego, żebyśmy kolejnych świąt nie spędzali we dwoje. Najbliższe zapowiadają się jak każde poprzednie... smutno....

Dużo smutku w tym moim wpisie. To pewnie chwilowe, przejdzie mi, będzie lepiej :-D

A pro po świąt, może zacznę robić ozdoby świąteczne. Będę miała zajęcie, głupoty nie będą mi przychodziły do głowy, zajmę się czymś, odprężę się.

Mam na OVU koleżankę poznaną na jednym z forum. Nie znamy się osobiście ale czuję z nią więź. Lubię z nią pisać. Potrafi mnie podnieść na duchu i rozbawić. Jej ostatnia wiadomość do mnie: wróżba licznej rodziny. Ja, Marcin, piątka dzieci z czego część biologiczna :-D :-D :-D Uśmiech nie schodził mi cały dzień z twarzy po odczytaniu "wróżby".

Jak widać ciążę przechodzę typowo, nudnie i z hormonami ;-D


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2018, 13:27

10dc...
Miałam nie pisać do wizyty, ale nie mogę tego tutaj nie napisać... :|
Transfer w tym roku pod dużym znakiem zapytania... :| czekam do czwartku co z tego będzie, próbuję sobie wmówić, że dam radę czekać kolejny miesiąc... eh, jak nie urok to...

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 6 listopada 2018, 12:03

Wiele razy podczas starań o dziecko doszukiwałam się u siebie objawów ciąży. Wystarczyło kilka dni po owulacji by czuć, że może tym razem się udało. A jak to było w rzeczywistości?

Teraz, gdy mam jakiekolwiek porównanie… jakie były u mnie te rzeczywiste objawy wczesnej ciąży? --> Pierwsze objawy ciąży

Beta 0,4 - także tego...

Progesteron - 11,36 - wysoko dość.

Jadę dzisiaj do lekarza, może coś poradzi, bo wkurza mnie brak okresu bez powodu.

Dzisiaj 5 dzień nowego cyklu... nowych nadziei... nowej szansy na szczęście :)

Dzisiaj zaczynam drugą stymulację owulacji Clo. Na piątek mam nadzieję umówić się do ginekologa prowadzącego na pierwszą w tym cyklu ocenę owulacji. Ostatnio nas wszystkich zaskoczyła, więc teraz niczym przyczajony kot, polujemy na nią, żeby się wstrzelić w optymalny moment :)

Wszystko wygląda lepiej... @ w końcu była normalna - musiało być piękne endometrium... @ trwała 5 dni... ból w podbrzuszu... nie przeszła po cichu jak to miało się ostatnimi czasy

Walczymy i staramy się! <3

13dc, 4cs

A jednak mierze ta temperature ehh.. skacze mi tym miesiacu do tego stopnia ze ovu wyznaczylo mi owulacje na 8dc! zrobilam duze oczy i mowie, oooo nieeee! No i prosze, tempka spadla potem wzrosla dzis znowu spadla baaaaardzo nisko, wiec zadnej owulki nie bylo, czekam wiec dalej, tym razem we wlasciwym terminie!

Jesien zle na mnie wplywa. Zle sie czuje, kompletnie nie mam ochoty na starania i to wszystko. Chyba zuzylam cala energie, ktora mialam na ten rok.

W weekend (mam nadzieje) zaczniemy tygodniowe starania :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)