Kat_ Moja droga do Szczęścia 6 listopada 2018, 16:26

"Jeśli jest noc, musi być dzień, jeśli łza – uśmiech"
Ksiądz Jan Twardowski


8t2d

Było tyle łez, mam nadzieję, że już teraz pozostanie na długo sam uśmiech :)

Wczoraj odwiedziłam moją ginkę w celu ustalenia planu badań wymaganych przed 10 tygodniem.
Zaproponowała mi przy okazji, żebyśmy na szybko podejrzały dzidziusia i sprawdziły czy bije serduszko. Ma w gabinecie takie awaryjne usg bez drukarki. I wszystko jest super! Mówi, że "klocuszek" ( :D ) ładnie rośnie, serduszko też pięknie biło. Także jestem trochę spokojniejsza :)
Maleństwo wyglądało już jak taka większa fasola!

Czuję się dobrze, czasem męczą mdłości, czasem senność, ale ogólnie jest ok. Od jakiegoś miesiąca nie jem mięsa, nie mogę na nie patrzeć ani wąchać. Pomysłów na posiłki mam zatem mniej, ale dam radę :) Najważniejsze, że dzidziuś ma się dobrze! :)

Powoli do przodu <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2018, 16:56

Troszkę mnie nie było. Przeprowadzaliśmy się do nowego (dla nas), wynajmowanego mieszkania i sprzątaliśmy. Jeszcze nie jesteśmy rozpakowani do końca i w dalszym ciągu w mieszkaniu wali kotem. Chyba sikał, gdzie popadnie. Trochę udało nam się pozbyć tego zapachu, ale w dalszym ciągu czuć. Kurczę, jak wchodzę do mieszkań znajomych kociarzy, to u nich tak nie wali. Póki co siedzę wśród świeczek zapachowych i różnego rodzaju odświeżaczy powietrza. Zastanawiam się, całkiem poważnie, nad zrobieniem badań nad ich wydajnością. Patyczki, kulki, płyny, podgrzewacze, psikacze...

A teraz serio: znacie może jakieś domowe sposoby na pozbycie się zapachu kocich sików?

Dziś założyli internet. Dlatego z pracy podglądałam, co tam u innych, ale raczej z pracy nie napiszę więcej.

Byłam u reumatologa prywatnie w Wawie. I kobieta stwierdziła, że miałam rzetelną diagnostykę, tylko, że w chwili obecnej ona u mnie nie rozpoznaje objawów spondyloartropatii. I żeby nie brać przeciwbólowych i przeciwzapalnych i wtedy możemy się starać. Z jej punktu widzenia nie ma przeszkód. Poza tym stwierdziła, że ta choroba przypałętała się do mnie z uwagi na długotrwały i wysoki poziom stresu. I nic więcej. Że muszę popracować z głową, ustalić gradację priorytetów, przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie damy rady zrobić wszystkiego, a nasza doba ma tylko 24 godziny.

/No. Super. Jakoś niektórzy przełożeni zdają się tego nie zauważać. Albo twierdzić, że owszem 24 godziny - dla nich: łóżko polowe w pracy i "do maszyn"./

Że w ogóle wyniki badań mam super, bo bardzo często u kobiet (jakieś związki z gospodarką hormonalną), nawet przy braku objawów, wyjdzie odpowiedź autoimmunologiczna organizmu. I jeszcze, że stres to olbrzymi, fizyczny ból. Ponieważ moja głowa nie była w stanie tego zwalczyć, dała sygnał taki, że już nie było odwrotu. Trzeba było się zatrzymać.

To teraz proszę Państwa proszę o uwagę: stres doprowadził mnie do tego, że przez kilka dni w sierpniu nie byłam w stanie utrzymać się na własnych nogach, a pozostałe dni sierpnia przechodziłam z pomocą kuli. Czułam moje nogi, ale kolana nie działały. Z jednej strony - jak mogłam być tak głupia i pozwolić sobie na negatywny wpływ innych ludzi na mnie. Z drugiej strony - jak można nie widzieć tego, jak chora ambicja wpływa na psychikę innych (tym bardziej, że to zgłaszałam, że fajnie nie jest, raczej jest tragicznie). Oczywiście zaraz po wyjściu stwierdziłam "zaraz tam pojadę i im nagadam, a co, niech wiedzą!!!", a potem dotarło do mnie, że ich to nie obchodzi, ich obchodzi tylko statystyka, a mi niepotrzebne są negatywne emocje.

Dwa: byłam u nowego gina. Poleconego przez koleżankę. Nie czytałam zbyt dużo o nim wcześniej, nie pytałam szczegółowo. Okazało się, że jest konsultantem naprotechnologii. Hm. Widocznie tak miało być, że miałam do niego trafić. Dał mi całą listę badań, dla Męża również. Od razu, jeszcze przed badaniami dał receptę na dekristol (wit. d3 w dawce 20.000 do łykania raz lub dwa razy w tygodniu) dla mnie i Męża. Dla mnie dodatkowo Pregna Start i Ovarin, a dla Męża Fertilman Plus. Stwierdził, że nie ma co czekać, a te suplementy nie zaszkodzą. Następna wizyta z wynikami badań i obliczeniami cyklu za 3 miesiące. Pokazałam mu wydruki z ovufriend. Powiedział, że świetnie, że to prowadzę, stwierdził, że przynajmniej ostatnie 2 potwierdzają owulację. Ale w metodzie proponowanej przez napro, czyli metodzie Craihtona (chyba taka jest pisownia), nie bierze się pod uwagę temperatury, a codzienną obswerwację śluzu. mamy skontaktować się z instruktorem napro.
Pierwszy raz w życiu miałam zbadane piersi (nie przez usg, ale dotykiem) i normalnie gość mnie tego uczył.
Pierwsze badania, jakie już miałam wyszły w normie (fsh, lh, estradiol, testosteron i ca-125). Kolejne będą robione później. Przynajmniej wiem, jakie mam zrobić i nie będę strzelać w ciemno.

Następnym razem mamy przyjść razem.
Gość sprawiał wrażenie konkretnego, sympatyczny. No ogólnie ok, ale zaznaczył, że u niego nie dostaniemy wskazania na invitro. No dobra, póki co o tym nie myślę, jeszcze wierzę w naturalne możliwości i chcę wykorzystać te badania.

Suple Męża już przyszły i łyka, ja na swoje czekam (wybrałam próbkę Pregny od lekarza).

Ah, badania Męża. Oczywiście samo badanie nasienia plus 3 rodzaje posiewów: tlenowy, beztlenowy oraz w kierunku chlamydia, mycoplasma, ureaplasma. Tylko ma je wykonać w Instytucie Rodziny w Wawie. Ciekawostka: normalnie, można na miejscu drogą samodzielną, można do male packa i odstawić w ciągu pół godziny do laboratorium. A tu... No cóż: należy przyjść na badanie ze swoją Połowicą (chyba ze mną wychodzi), do przygotowanego pokoju, na umówioną godzinę i tam ma się zapewnione wszelkie warunki, by oddać nasienie drogą naturalną, czyt. poprzez stosunek ze swoją Żonką. Hm.

No cóż. Do tej pory myślałam sobie o tych badaniach - Mąż, stwierdził, że da radę, bo był kiedyś "samotnym, nastoletnim chłopcem", wie, co robi, da radę. A teraz, jak sobie myślę, że mam w tym uczestniczyć i to TAK blisko, to chyba odechciewa mi się wszelkiego serduszkowania na dłużej. W mojej psychice, zupełnie inaczej wygląda serduszkowanie w domu i odstawienie próbki do labo, a inaczej w takich warunkach. No, mam barierę w chwili obecnej. Na razie decyzja nie zapadła, co robimy, bo przecież możemy iść do innego labo i tam zrobić to w sposób nam odpowiadający.

Z innych kwestii: była @. To była pierwsza @ od zawsze (poważnie) bez biegunki. Jaki to luksus!!! To tak można? Naprawdę? Jeja. Super. I zastanawiam się od czego to: probiotyki, które łykam od czerwca? Refleksologia, którą ostatnio mam? Może zabiegi z terapii czaszkowo-krzyżowej (ale one są rzadko)?

No i pytanie do Staraczek: (poza wcześniejszym o siki kota), jakie znacie sposoby na stres? Bo ja chyba niedługo wypróbuję większość i zostanę Mistrzem Zen.

Moje to: taniec (najchętniej balet dla dorosłych, człowiek musi się skupić na czymś zupełnie innym całym sobą), wspinaczka (równie mocno odwraca uwagę od problemów, co taniec), z uwagi na problemy ze stawami musiałam ich zaniechać. Do tego dochodzi: mindfulness, pozytywne myślenie (trudne), słuchanie mantr (na mnie działa, ostatnio Mul Mantra), słuchanie dobrej muzyki (dla każdego dobra jest inna, ważne, żeby znaleźć swoją), rozciąganie (wbrew pozorom też trzeba się skupić w walce o każdy dodatkowy centymetr), joga (dopiero zaczęłam), sprzątanie (szczególnie zaschniętych sików kota :D), refleksologia (polecam, dziś zasnęłam w trakcie zabiegu), modlitwa (szczególnie taka z podziękowaniem za to, co mam, pozwala skupić się na tym, ile mam), pyszna herbata (taka z miodem, cytryną, cynamonem, imbirem, sokiem z malin, mniam! może jeszcze dorzucimy goździki?), wyjazdy (ale tu niestety posucha, przez długotrwałe L4, marne szanse na urlop), sauna, ciacho, w sumie jak się wypłaczę (czy raczej wyryczę) też mi lepiej, no i nieodzowny pamiętnik tu na ovu. Dużo to daje. Jaką to daje siłę, nie tylko pisanie, czytanie innych też. Tu jest tyle siły, wiary i nadziei, że szok.

Tymczasem: dobrze, że jesteście. Dobrze, że jesteś. Uściski dla Wszystkich.

Patrycja28 Z pamiętnika młodej żony. 3 listopada 2018, 18:23

Ciąża rozpoczęta 1 października 2018

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 7 listopada 2018, 15:17

Droga Empiq, nigdy nie zaprzeczalam, ze mam sklonnosci do depresji, pesymizmu i czarnowidzenia. Ale jasne, ze wiem, ze mój zdrowy, sliczny synek jest największym szczęściem na swiecie. I jest moim całym życiem teraz. Nie jest trudnym dzieckiem. Ma lepsze i gorsze momenty, jak każdy, ja tez (miewam ich sporo i wtedy lubie sobie pojeczec na belly). Meza kocham i on mnie tez, ale to jednak jest FACET. Facet to jest inny gatunek. Trzeba czasem ponarzekać hehe.

Żeby zakonczyc temat weekendu u tesciow na szybko: tesciowa zajarala się naszym przyjazdem i tak Emila ‘zabawiala’, ze potem nie mogłam go uspokoić. Rozumiem, ze się cieszyla, ale dzidziusie cenia sobie cisze i spokoj. Nie lubia być ciagle podrzucane, hustane, nie lubia mieć wokół siebie kilku na raz nowych twarzy, z których kazda robi dziwne miny, kuka i huka („żeby go rozbawić”). Nie lubia halasu. A przynajmniej mój dzidziuś tego nie lubi. No i masakra, ze zaczela go sobie „sadzac” na kolanie. Ja jestem z tych, co nic nie powiedzą, ale potem mezowi uswiadomilam, ze nie można sadzac takich małych dzieci. Dobra. Było, minelo.

W pon byliśmy na szczepieniu. Emil dzielny! Potem miał lekka temperaturę i dużo spal. Tak jak zeszłym razem. Byliśmy tez na kontroli u audiologa. Wszystko ok.
Ah, pediatra dala nam skierowanie do alergologa z ta skora. Termin na czerwiec 2019. Dzwonie prywatnie rzecz jasna. Biedny maly drapaczek…

Wczoraj przyjaciolka robila porządek u siebie. Dostalam 3 siaty ciuszków. Takich do roku. Extra, mega się ucieszyłam. Spodnie, spodenki, bodziaki, pajacyki, bluzy, longsleevy, skarpetki, czapeczki. Emil jest ubrany! Ja sama zrobiłam porządek w swoich rzeczach (tzn Emila…). Oddalam 2 siaty za małych ciuszków potrzebującej rodzinie (+napoj na laktacje, jakies smoczki, grzechotki etc – za dużo tego sama dostałam). Zostawilam te najladniejsze, które sama dostałam jako nowe. Będą dla jakiegoś dzidziusia z rodziny, jeśli się pojawi. Hehe, no bo raczej nie u mnie. Uwaga: trzeba takie porządki robic systematycznie, żeby się nie zagrzebać jak owa przyjaciolka. Ona 3 siaty oddala mi, a 3 siaty oddala innym (mi dala te najładniejsze ciuchy hehe). Już nie miała gdzie tego trzymać. Liczyla, ze sprzeda, ale rynek jest tak olbrzymi, ze ciężko sprzedać jeśli się chce cokolwiek na tym ‘zarobic’. Szkoda zachodu z wysylka, chodzeniem na poczte etc. Musze sobie to posegregować i wywioze do tesciow poki co (bo tez nie mam gdzie trzymać) i na bierzaco będę sobie przywozić. Mama kupila Emilowi w Lidlu kombinezon na zime (i rzecz jasna czapeczke i buciki do kompletu) – nie mogla się powstrzymać ta moja mamuska…

Wczorajsze wyjście bardzo spoko. A miałam obawy (zwłaszcza po tych cyrkach z soboty).
Jako, że mieszkamy na zadupiu najczęściej muszę dojeżdżać wszędzie samochodem. I tak było tym razem. jak dobrze, że uparłam się i poprosiłam małża o wyłączenie poduszki powietrznej przy siedzeniu pasażera na przodzie. Młoda marudziła całą drogę autem, więc mogłam swobodnie robić głupie miny by ją zająć albo wsadzić smoczka (udało mi się ją przestawić z tych brzydkich kauczukowych na dynaminczne lovi i już nie ma takiej siary jak gdzieś idziemy).

Po wejściu do kawiarni wzięłam ją na ręce i zasnęła. Natychmiast. Po 2 h nakarmiłam ją na śpiocha, ubrałam i poszłam jeszcze do sklepu. Wróciłyśmy do domu, zjadłam obiad (na spokojnie, wow) i dokarmiłam ją na śpiocha ponownie. Spała łącznie od 10 do 15.
A w domu? Jak jesteśmy w domu śpi jak japończyk po 15-20 minut albo i krócej. Np. dzisiaj sprzątałam kuchnię w 5 podejściach.
Muszę wychodzić chyba częściej do ludzi i miejsc publicznych. Edit: dobrych ludzi, bo jak wiemy nie przy wszystkich jest grzeczna...

Zamówiłam też sobie kieckę na chrzciny. Przez neta. Bo w tych, co mierzyłam w centrach handlowych wyglądałam, jakby mnie bozia nie kochała. Serio. Kosztowały z 200 zeta a nic specjalnego, oprócz tego, że odpinają się na cyckach (muszę jakoś młodą karmić podczas uroczystości, bo mamy ją w lokalu).
Nawet podczas zakupów mąż raz mnie zrąbał. Bo podeszłam do manekina w orsay'u ubranego w czarną, dosyć fajną kieckę i zaszczęłam sprawdzać jak odchyla się dekolt na zakładkę. Mogłam wyglądać jak nawiedzona.
CDN - młode wstaje.

trillian Lepiej późno niż wcale 22 stycznia 2019, 14:51

No to wygląda na to, że cykl bezowulacyjny.
Cóż, zdarza się. Po 1,5 miesiąca dużego stresu i załamaniu nerwowymi na początku miesiąca - nie jest to w sumie takie dziwne.

Pozostaje dbać o siebie nadal i czekac na kolejny cykl.

W międzyczasie zrobię badania na tarczycę, w połowie lutego wizyta u endo. Może to pomoże...

Cytologia nieprawidłowa, mam wizytę w poradni patofizjologii szyjki macicy w marcu. Oby nic złego jednak się nie okazało...

No i nie udało się. Przed 1 listopada dostałam @.
Doktor dał nam skierowanie na posiew ale teraz nie mamy mozliwości zrobić bo nie ma sposobu wyrwać się z pracy.Musimy trochę poczekać.
Za to wreszcie załatwiłam podanie żelaza.Nawet się obyło bez dodatkowych atrakcji, teraz tylko czekać na rezultat.
Ostatnio na wizycie wrócił temat mięśniaka bo dalej tam jest.Doktor powiedział,że jak przez rok się nie udać to trzeba będzie rozważyć wycięcie.I znowu rozterki na nowo.Póki co zostawiam temat na jakiś czas.Staramy się też na luzie bo pewnie i tak nic z tego nie będzie. Po nowym roku robimy badania i ruszamy na nowo

No i jest tak jak myślałam, 28mm torbiel na prawym jajniku zahamowała mi okres!!
Doktor powiedział że dobrze że przyszłam od razu, jest mała więc szybko się wchłonie. Ale endometrium piękne - 10,6mm także muszę jeść migdały :).
Zapisał mi Orgametril na wywołanie @.
Od 2 do 6 dnia cyklu mam brać Lamette i stawić się 11-13 dzień cyklu na monitoring.

Jakoś mi lepiej na duszy gdy wiem, że w tym miesiącu nie było szansy na ciążę bo pęcherzyk zwyczajnie nie pękł.
Jednak muszę jeździć na monitoringi i sprawdzać owulacje u lekarza a nie testami owulacyjnymi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2018, 08:47

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 6 listopada 2018, 21:26

Synek zaczyna znowu "skakać" czego objawem są okropne krzyki. W ogóle nie dało się go uspokoić. Jeśli będzie tak jak w poprzednim skoku to do ok.15 będzie spokój, "imprezy" zaczynają się u nas dopiero popołudniem jak malutki jest już zmęczony, a najlepiej uspokajają go kąpiele w wiaderku. Niestety zaczyna z niego wyrastać i nie wiem w czym będziemy się pluskać bo w wanience nigdy go nie kąpaliśmy, nawet jej nie mamy. Zmiana pozycji z siedzącej do leżenia może być ciężka do zaakceptowania, bo on nawet na rękach w takiej pozycji nie przebywa bo nie lubi, złości się i strasznie rzuca. Synek wyrasta nam tez z fotelika, nie w długość a w szerokość. Wozimy go w śpiworku (kurtka i kombinezon w foteliku odpadają ze względów bezpieczeństwa - zsuwają się pasy) i w tym jesiennym jeszcze się mieści, ale w zimowym już nie. Chcę kupić fotelik 360, bo to jednak spora wygoda, muszę jeszcze tylko popatrzeć na testy ADAC.
Byłam dziś na usg piersi. Po ciąży i karmieniu zrobiło mi się mnóstwo torbieli z jakimś płynem i istnieje szansa, że trzeba będzie go odciągnąć. No dawno nie byłam u lekarza...
Z innych rzeczy - w związku z tym, że w naszej okolicy pojawiła się ta nieszczęsna odra a dzieć jeszcze nie szczepiony, może trochę na wyrost, ale przestałam zabierać go do sklepów.

2 DC
Hej, dziś najgorszy dzień mojej @ bo leje się ze mnie ciurkiem... Ale brzuch nie boli. Za to głowa mi pęknie! Mały od rana ma tryb piszczenia i już miałam dość, no ale teraz śpi a ja piję kawkę. Bank nam pokrzyżował plany odnośnie budowy domu, szukamy rozwiązania a łatwe to nie będzie... mam wszystkiego dość. Czemu to takie trudne??
Wczorajsze zakupy średnio udane, nic sobie nie kupiłam bo to Pepco co mam blisko słabo zaopatrzone. Pojadę w tym co mam i też będzie, Na siłę nie będę się stroić. Zwłaszcza że teraz każdą złotówkę trzeba oglądać trzy razy zanim się ją wyda. Tak chciałam się za dwa lata wprowadzić na swoje a zanosi się że może za 4 dopiero się uda... jest mi źle i smutno :(
Do tego mama chce żebym na weekend przyjechała do nich a mąż pewnie znowu strzeli focha za to mimo że go nie ma w domu... ehh

ŚRODA
Mąż mówił, że musiał oddawać nasienie przy... polsacie :D śmiałam się, że niech sie cieszy nie przy tv trwam :P no ale całe szczęście są smartfony, można sobie dopomóc ;) wyniki dopiero za 2 tygodnie.
Remont ukończony, zaczynam dziś sprzątanie! :) w weekend sie przenosimy :) nareszcie!!! :D

No to dziś jestem lżejsza o 1200zl ale w zamian dostanę odpowiedzi na:
Morfologia - podwyższone leukocyty i monocyty
Crp - 4,5 (0-10)
Białko S 113,2 (60,1-113,6)
Białko C 145,7 (70-140)
ANA 2 typ święcenia ziarnisty 1:160
Zespół antyfosfolipidowy:
-p/c kardiolipinie IGG 2,0
-P/c kardiolipinie IGM 2,0
-antykoagulant tocznia 33 (31-44) LA nie stwierdzono
P/c p.beta-2-glikoproteinie igm ujemny
P/c p.beta-2-glikoproteinie Igg ujemny
cytomelagia IGG >468 IGM 0,2
P/p plemnikowe - nie stwierdzono
P/p łożyskowe - ujemny
Homocysteina 14,4 (5,1 - 15,4)
Kwas foliowy 17,28 (4,6 - 18,7)
Wit B12 365 (211 - 911)
Wit b6
TSH 4,56
FT3 4,00
FT4 0,90
Anty tpo 41 (28 - 60)
Anty tg 180 (15-60)

Reszta w innym laboratorium.
Po prostu kipie że wściekłości!!!! Rozerwe mojego endo na strzępy!!! Tsh i anty tg wyższe niż w ciąży..... Jezu trzymaj mnie bo nie wyrobię!!!!! Jutro szukam nowego endokrynologa a teraz idę płakać :-(


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2018, 22:17

cykl 22
25 dc.

9 dpo zrobiłam test ciążowy wykrywający bhcg od 10. Test negatywny.
Lekarz kazał robić betę dopiero 14 dpo, w najbliższy poniedziałek, ale ja już nie mogłam się doczekać. Myślę, czy by nie pójść już w piątek, skoro w poniedziałek wszystko ma być zamknięte...
Wiem, że 9 dpo to mega wcześnie, ale jest tyle osób, którym już wychodziły pozytywne testy...

adriette Dążąc do pełni szczęścia 7 listopada 2018, 10:49

15 dzień cyklu
Wczoraj test owulacyjny jednak był negatywny. Druga kreska zdecydowanie jaśniejsza. Zatem pozytywny musiał być przedwczoraj, tylko za późno zrobiłam. Tak to sobie tłumaczę. To by też się pokrywalo mniej wiecej z sytuacją z poprzedniego cyklu. Przytulanek nie było, bo mąż był totalnie "zdechly". Trochę byłam rozczarowana, choć też nie miałam ochoty, no ale nie ma co popadać w paranoję.

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 10 grudnia 2018, 21:36

17dc

Prawdopodobna owulacja była w weekend.. śluz był,temp była, test owu pozytyw.. no i K był w domu także wszelkie czynniki odhaczone :) w przeciwieństwie do tamtego cyklu, nic mnie nie boli, nie kłuje i nie ciągnie.. nie wiem czy to dobrze, czy nie.. czekamy teraz..

Patrycja28 Z pamiętnika młodej żony. 7 listopada 2018, 15:00

Stało się! W niedzielę, 4 listopada, 16 dni po owulacji poszłam zrobić test ciążowy. Choć temperatura i objawy wskazywały na ciążę, ciągle myślałam że przyjdzie okres. Jakie było moje zdziwienie, kiedy na teście od razu jak spod ziemi wyrosły mi dwie kreski! Wyleciałam z łazienki, mój M jeszcze w łóżku a ja stoję przy drzwiach z testem, już zaryczana i mówię że nie wierzę, udało się! On też w szoku, ale i bardzo szczęśliwy. Patrzyliśmy na ten test jak na wyrocznię. Później zrobiłam kolejny i kolejny...na każdym są dwie kreski <3 Od tego dnia też zaczęłam czuć zmianę samopoczucia, bolące plecy i te cycki! Modlę się o to, żeby mi nie urosły, naturalne mam spore i niech tak zostanie. Natomiast to, jak czasem bolą...no ale chciałam tego! Chciałam ciąży i wreszcie ją mam! <3 Jutro wizyta u ginekologa, myślę że tak wcześnie nie będzie widać serduszka (5t4d), ale oby był już zarodek i potwierdzenie tego, że ta ciąża jest naprawdę :) Choć w poniedziałek byłam na becie, wyszło mi ponad 8000 więc raczej jest ok :)
Będę Mamą! Będziemy Rodzicami! <3

Dziś moja mama przywiezie Witka do szpitala. Ja czmychnę na korytarz spotkać się z synkiem, a mama posiedzi z Jasiem.

Niestety kiblujemy jeszcze minimum 3 dni - bilurbina za wysoka więc Jaś robi sobie wakacje w tropikach, a konkretnie kurację światłem.

Zmęczenie i złość miesza się z optymizmem i skupieniem na działaniu.

Wygląda na to, że w szpitalu dzielą sale na matki debiutantki i ponownie matki. Ja się już załapałam na ponownie-matkę i w sali mam różnie - matki dwójki, trójki, a nawet czwórki. Atmosfera inna. Matki debiutantki jakoś szybciej nawiązywały kontakt. Matki weteranki... każda skupiona na sobie i tym wszystkim co zostawiły w domu, bez większej chęci do rozmów i nawiązywania kontaktów. Ja w sumie też.

1 dzień 32 cyklu. Poprzedni cykl trwał 25 dni. Brzuch boli, plecy bolą, żreć się chce. Kebab na obiad był i wciąż mi mało. Dupa rośnie, ciało puchnie, waga się mam nadzieję...myli. Pracy nie ma. Męża w domu nie ma.
Byłam na grzybach i nazbierałam całe wiadro :-) teraz czeka mnie najgorsza robota czyli czyszczenie tych moich grzybków :-/


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2018, 11:46

34tc

Nie mogę się doczekać końca:)
Wszystko już czeka na maluszka:) Ja nie mam już energii do robienia czegokolwiek, po sklepach nie mam siły chodzić, wychodzę tylko na chwilę do spożywczego jak mi czegoś braknie:) taki czas, co zrobić. Dobrze, że wszystko ogarnięte bo czuje się jak słoń:) Wyniki mam ogółem spoko. Ostatnio tylko w moczu wyszła mi glukoza, ale chyba źle pobralam próbkę i dzień wcześniej możliwe, że przed snem zjadłam jakaś kromkę z nutella:/ Często sobie podjadam i zapominam, że mam badania. Także, muszę powtórzyć w najbliższym czasie:)
Mały, chyba zostanie Kubusiem jednak. Choć nie jestem jakoś mega przekonana i jakoś nie umiem się ustosunkować, absolutnie do żadnego imienia, to coś w końcu muszę wybrać:D
Waży 2,5kg już podobno. Jutro kolejna wizyta u doktorka z Łubinowej, gdzie planuje poród. W sumie to chce tylko skierowanie na ostatnie brakujące badania i następnie konsultacja anestezjologiczna będzie mnie czekać i nic tylko rodzić.
Co do porodu, zupełnie nie nastawiam się źle, wręcz bym powiedziała, że nie mogę się to doczekać, żeby to przeżyć i naprawdę liczę na to, że nie będzie komplikacji i urodzę naturalnie:) W sumie to ten poród traktuję jako doświadczenie z tej drugiej strony... :D (ps. Skończyłam Położnictwo lata temu, ale nie popracowalam za długo w zawodzie z wielu powodow, w tym ekonomicznych:)
Ogółem czuje się przygotowana na wszystko, a przede wszystkim mentalnie. Wiem, że najgorszym wrogiem jest blokada psychiczna i zamknięcie się i walczenie z bólem, zamiast się mu poddać i skupić na zadaniu.
Ah jaka ja dobra jestem w teorii hahaha, a potem pewnie będę się zrzec na porodówce jakby mnie ze skory obdzierali :D
Zostało 6 tygodni, po cichu liczę, że może maluch będzie chciał wyjść trochę wcześniej:D ... a jak już się urodzi, to będę tęsknić za tą ciszą, snem i spokojem :D

Monika31446 Starania o drugie dziecko 22 stycznia 2019, 19:30

Sprawy stresujące załatwione 21.01. może teraz odblokuje się i uda się nam zobaczyć dwie kreski? Oby.. Jestem dobrej myśli. Jestem zdania, że to przez ten stres nie mogłam zajść w ciążę. Uda się

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)