Rok się zakończył beznadziejnie, a nowy zaczął wcale nie lepiej.
Odebrałam wczoraj wyniki PCT:
W śluzie pochwowym brak plemników o ruchu postępowym, 10% plemników o ruchu niepostępowym. Koncentracja 0,03.
Całkowity brak śluzu szyjkowego. Wynik wątpliwy. Zaleca się powtórne wykonanie badania.
Może byłam jednak za wcześnie w tym 11 dc? Czy po prostu mamy tak beznadziejne pleminiki i śluz, że to i tak nie ma znaczenia
?
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2019, 22:30
Decyzja zapadła. Adopcja to nasza droga, której nie mozemy się doczekać, ale podchodzimy do niej ze spokojem. Musimy jeszcze cos rozpocząć i coś zamknąć. I uderzamy z wielka nadzieja i pozytywnym nastawieniem. Jak bede miała czas to podlinkuje fajne filmiki.
Decyzja zapadła. Adopcja to nasza droga, której nie mozemy się doczekać, ale podchodzimy do niej ze spokojem. Musimy jeszcze cos rozpocząć i coś zamknąć. I uderzamy z wielka nadzieja i pozytywnym nastawieniem. Jak bede miała czas to podlinkuje fajne filmiki.
22 DC
sama nie wiem, według BBF, ale według mnie bliżej nieokreślony dzień cyklu.
Bardzo żałuję, że nie mam jak regularnie i rzetelnie mierzyć temperatury, bo może ona by coś powiedziała. Poza tym od wczoraj czuję jajniki, taki bardzo delikatny ból jak na miesiączkę. Wczoraj kilka nitek krwi w śluzie, a dziś przy szyjce brązowy śluz, na wkładkę nic nie wyleciało.
Moja królewna jest chora i trochę marudzi. Głowa mi ucieka w analizowanie ciała i jestem niecierpliwa dla niej. To znaczy wewnętrznie, ale wiem, że ona też to czuje.
Zgodnie z moimi obawami - @ przyszła.
Zatem zaczynamy 3 cykl starań.
@ jest jakby łagodniejsza niż zwykle 0 tzn. obfitośc w normie, ale mniej boli. Czyżby niepokalanek?
Wczoraj zaczęłam brać ashwagandhę, bo już nie wyrabiałam psychicznie.
W tak krótkim czasie to pewnie tylko efekt placebo, ale już mi pomogła sie uspokoić.
Jako adaptogen ponoź działa dobrze na układ hormonalny, więc liczę na to, że chociaż nie zaszkodzi w staraniach.
Kontrolę z wynikami u gin udało mi sie przełożyć na za 2 tygodnie, o tydzień wcześniej. Dobrze, bo mam sporo pytań.
Pozostaje czekać i ćwiczyć serduszkowanie przed owu 
13dc
Trochę mnie tu nie było:) Sylwester spędzony na spokojnie z mężulkiem
wystarczy tej laby, tych wolnych dni..dobrze, że już wraca normalny tryb
W niedzielę mam wizytę u ginekologa i myślę,że do tego czasu wstrzymam się z zastrzykiem.. na 20.02 umówiliśmy się z K do kliniki w Białymstoku na wizytę do dr Agnieszki Kuczyńskiej, znajoma mi ją poleciła, ponoć jest super.. mam być w 2-3dc, z takim wyprzedzeniem ciężko będzie akurat trafić, ale termin wg prognozy cykli ovu
w razie jakby cos się przesunęło mam do nich dzwonić. Ale myślę, że powinno być ok bo @ raczej mam regularne.. Wyjazd łączymy tez z urlopem w PL, więc jeśli zima wytrzyma, to jak najbardziej przed nami narciarskie szaleństwo
Oboje jesteśmy instruktorami narciarstwa i od 5lat wszystkie moje zimy spedzałam w Małym Cichym lub w Krynicy Zdrój ucząc innych tego wspaaaaniałego sportu
aż nie wierzę,że w tym roku uda mi się pojechać w góry po prostu na urlop a nie do pracy 
Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku!!! :*
Ufff, Emil ma ostatnia tego dnia drzemke, a ja musze napisac trochę co u nas. Chociaz powinnam rozpakowywać kartony hehe. Przeprowadzka okazala się ciezka. Jak zaczelismy (tuz przed swietami), to pozalowalam decyzji. Tyle pakowania, wywozenia, układania, urządzania się na nowo. W międzyczasie swieta, potem mielismy jeszcze chrzciny w rodzinie. Staram się zyc minimalnie. Nie kupuje pierdol, pozbywam się niepotrzebnych rzeczy. A jednak nasz dobytek jest spory. W każdym razie powoli wszystko zaczelo nabierać kształtu, a nowe mieszkanie jest super. WIEKSZE! Nie czuje się taka ukiszona. Jest czym oddychać, fotelik samochodowy jest w szafie zabudowanej, a nie na srodku pokoju etc. Okolica tez super: sklepy, las, tereny spacerowe. To była dobra decyzja! Jednak!
Emilek ‘doszedl do siebie’ po swietach i już na chrzcinach kuzyna zachowywal się elegancko (chociaż znow było dużo ludzi). Patrzyl na bawiące się dzieci, lezal na macie, dal nam zjeść w spokoju. A na nowym mieszkaniu… No coz, aniołek a nie chłopczyk!!! Tzw zlote dni! Daje mamie czas na zorganizowanie się w nowym miejscu. Bawi się sam na macie (lub poza nia, bo powoli wypełza na panele). Gada do siebie, wydaje przedziwne dzwieki. Drzemie regularnie, nawet drzemki sa dluzsze niż zwykle. Noce bez zmian, tzn jeczy co godzine, dwie, CZASEM co trzy. Ale doszłam do wniosku, ze nie ma tragedii. Nie ryczy, tylko pojękuje. Nie budzi się o 4 rano. Po kapieli zasypia od razu. Nie będę już na nocki narzekac.
Ah, w sylwestra planowałam posiedzieć z mezem i wypic piwko bezalko, ale caly dzień bylam na nogach i padlam o 21. Fajerwerki o polnocy tylko mnie denerwowaly (w ogole ich nie cierpie).
Musze nadrobić zaleglosci u Was. Widziałam tylko, ze Agusia w ciąży numero duo! GRATULACJE!
I tak jak pisałam, jak tylko się uporam z przeprowadzka (w ten weekend chcemy już sprawę definitywnie zakonczyc), to zaczynam rozszerzanie diety. Jeżu, masz 100% racji. Mi się Emil (5,5 m-ca) wydaje totalnie za malutki żeby jesc schabowego! Albo nawet marchewke ;o)
Musze się jeszcze doksztalcic na YT z pierwszej pomocy przy zadławieniach, wezme lusterko (żeby go widzieć), posadze sobie na kolanach i sprobuje z tym całym blw. Będę Was informować na bieżąco.
Caluje w nowym roku!
Poczytalam dziś dokładniej o tych saszetkach które przepisała mi prof Jerzak miositogyn GT a w składzie m.in mio-inozytol, glutation i mangan - poczytajcie dosyć ciekawe i ważne w okresie rozrodczym.
Jutro punkcja jestem przerażona
Zastrzyk wczoraj sobie dalam chociaż ręce mi latały z nerwów
Strasznie się boje tej punkcji
CZWARTEK
Dlaczego... dlaczego... dlaczego... dlaczego wszystkim wokół się udaje tylko nie mnie? Co trzeba zrobić żeby osiągnąć cel??? Chyba łapie mnie jakaś zimowa chandra...
nic mi się nie chce, nie mam motywacji do tego, żeby rano wstać i iść do pracy
nie mogę patrzeć jak moja koleżanka z pracy narzeka, że jest śpiąca, że nią targa, że ma mdłości itp. Ona nawet nie wie jak bardzo bym chciała przeżywać to co ona... a nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie mi to dane
albo druga sytuacja z dnia dzisiejszego: czekałam w kolejce do dentysty i taka młoda dziewczyna siedziała ze mną, pogadałyśmy trochę. Ona 22 lata, dzieci trójka. Naprawdę?
muszę chyba znaleźć sobie jakieś hobby bo inaczej zwariuję, w kółko myślę tylko o jednym
tyle że... nic mnie nie cieszy, czuję się potwornie zmęczona... i chyba przytłoczona sytuacją
no ale... mam plan uczyć się angielskiego
nic już nie pamiętam, może zainwestuję w jakiś kurs...? Albo może jakaś siłownia? kondycję mam kiepściutką, może by coś w tym kierunku... ech...
03.01 – pamiętna data – to właśnie rok temu dowiedziałam się, że pod moim sercem rośnie kolejne Szczęście. Takie planowane, a jakże niespodziewane… Dwie kreski pojawiły się w okolicznościach, które – zdawać by się mogło – nie dawały praktycznie żadnych szans za zdrową ciążę. Dziś wracam myślami do tego dnia, bo wprawdzie już drugi raz to przeżyłam, ale jakże to było inne i magiczne. Rok temu, zaledwie dzień wcześniej w swoim nowym domu powitaliśmy księdza na wizycie duszpasterskiej. Wówczas jeszcze nie wiedziałam dlaczego te łzy same kapią mi z oczu, dlaczego tak się wzruszam. W duchu prosiłam o to błogosławieństwo, o kolejny dar… Kolejnego dnia znowu plamienie i test, który przecież miał potwierdzić, że właśnie zaczyna się kolejny cykl. I jakie zdziwienie, że od razu pojawia się druga kreska… Dziś ta „druga kreska” ma już ponad 4 miesiące i cały dzień prowadzi z nami swoje „dzidziusiowe” rozmowy. Patrzę na niego i jestem taka wdzięczna… tak bardzo wdzięczna, że jest mi dane po raz kolejny tego doświadczać. Pomimo tych wszystkich trudności, pomimo tych 5 pobytów w szpitalu; pomimo cierpienia z rozłąki ze starszym synem; mimo walki o każdy dzień ciąży. I wiem, że było warto przez to wszystko przejść… dla Niego, dla Obu. Są największym sensem mojego, naszego życia. Może czasami przychodzą trudne chwile – z dwójką nie jest tak łatwo – ale jeszcze nigdy nie pomyślałam „po co mi to było”. Wiem, że przecież mogłam być jedną z tak wielu kobiet, które mogą nigdy tego nie doświadczyć i nawet boję się tak myśleć, by nie obudzić się z tego snu macierzyństwa. Bo może czasami macierzyństwo sprawia, że człowiek opada z fizycznych sił, ale na zawsze ma już w sobie tyle „emocjonalnego paliwa” do dalszych działań co nigdy w życiu…
14+1
Usg genetyczne ok. Test pappa ok. Szok
Nie wierzyłam w to dziecko. A dziś lekarz powiedział, że to prawdopodobnie syn. Kolejny szok bo u mnie w rodzinie same baby 
Zaczynam sobie pozwalać na radość, na myślenie o wyprawce.
Ciąża nie jest łatwa, mdłości, zastrzyki, cukrzyca.
Marzę o lipcu i o ciepłym małym ciałku obok mnie!
To się dzieje naprawdę! Ciężko uwierzyć we własne szczęście!
Przyznam, było ciężko... Wczorajszy dzień mega mnie zmęczył, a czułam się niezbyt dobrze. W pracy nie miałam czasu myśleć o wizycie i nie mogłam nawet pogadać do brzucha... Kilka minut przed wejściem do gabinetu bardzo się denerwowałam, ręce mi latały. Mąż też był zestresowany, chociaż próbował to ukryć, bardzo doceniam, że wszedł ze mną do gabinetu.
Mam wrażenie, że im bardziej się denerwuję, tym lepsze wieści mnie czekają
. Popłakałam się na fotelu, gdy lekarz pokazał nam na USG naszego Groszka
i jeszcze bardziej rozryczałam się, gdy zobaczyłam mocno pulsujący punkt
Mamy serduszko
. Tej chwili nie zapomnę do końca życia, Mąż trzymał mnie mocno za rękę i wiedziałam, że to jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu
.
Nasza Kruszynka ma 7mm
, mocno bije jej serduszko, doktor pokazał nam gdzie jest główka i brzuszek
. Według USG mamy 6tc + 3 dzień, według OM 6tc + 6 dzień, ale to naturalna różnica
Założyliśmy już kartę ciąży 

Powiedzieliśmy wczoraj rodzicom i rodzeństwu, wszyscy byli nieco zszokowani, ale mega szczęśliwi.
Dzisiaj powiemy o tym w pracy, bo mam od dzisiaj zwolnienie więc i tak by się wydało.
Kolejna wizyta dopiero 31.01. Jak ja przeżyję ten miesiąc niepewności
. Najchętniej latałabym co tydzień sprawdzać czy jest wszystko dobrze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2019, 07:46
Ta moja huśtawka nastrojów mnie wykończy. Dziś obudziłam się radosna, znowu gotowa do walki i z dziwną potęgą dużej energii. Pomogło wypłakanie się wczoraj mężowi?
10.01 zaczynam monitoring. Mam obawę usłyszenia po raz kolejny "znów jest torbiel na lewym jajniku" ale z drugiej, już chyba się przyzwyczaiłam. Aromek już jem, inofem pije. Zobaczymy.
Ostatnio miałam skąpy okres. Zastanawiałam się czy na pewno wszystko się dobrze oczyściło. Ten był mocniejszy. Kurczaki, ja sobie znowu narobiłam nadziei!! Znowu będzie płacz przy @.
5tc (4t4d)
Hej, synuś śpi, ja popijam inkę karmelową i jem pomarańczki 
Co u nas? Walczymy z przeziębieniem, małemu już lepiej, leki działają, on dostał antybiotyk bo byłam wczoraj u lekarza z nim, ma szmery w oskrzelach, za tydz do kontroli. Mnie też osłuchała, nie dała antybiotyku póki co, dała leki bezpieczne w ciąży. Póki co może jest lekka poprawa, no ale z dnia na dzień nie przejdzie.
Za trzy tyg mam wizytę u ginekologa. Czemu tak późno? A bo po co wcześniej? chcę już zobaczyć /usłyszeć serduszko. Mogłabym wcześniej pojechać ale chcę już mieć konkret. Na drugą betę nie pojechałam, stwierdziłam że jak ma być dobrze to będzie i sprawdzanie bety nic nie da, nie potrzebne stresy tylko. A czuję że będzie dobrze. Tempka wysoka, żadnych plamień, bólu jak na @. Za to mega zmęczenie, brak apetytu i ogólne rozbicie.
Moja waga po świętach trochę poszła w górę! 79,5 kg! Masakra. Teraz mam lodówkę pełną zdrowego jedzenia, robię sobie sałatki, na obiad kurczak gotowany na parze z warzywami i ryżem lub kaszą a no i od 2 dni nie jadłam nic słodkiego, a barek po świętach aż się ugina od czekolad, ale powiedziałam sobie STOP! Patrząc na to ile przytyłam z małym (22 kg!) to teraz nie mogę sobie na tyle pozwolić, o nie! I tak mi zostały kg po ciąży a jak zostanie znowu tyle to będę miała 90 kg... o nie nie. Dlatego muszę się ostro pilnować. Teoretycznie w pierwszym trymestrze nie muszę nic przytyć, a jak coś zejdzie to na plus dla dzidziusia będzie więc teraz dieta lekka smaczna i oby skuteczna. Zważę się znowu 9 stycznia w środę i zobaczymy co wyjdzie po tygodniu. I tak co tydz będę się ważyć kontrolnie aż do porodu.
Rośnij sobie kropeczko zdrowo. Już Cię kocham
Byłam na usg w środę
endo 4mm pęcherzyk 17mm na 2 jajniku 23mm
gin wskazuje przetrwały pęcherzyk z cyklu poprzedniego, ale nie daje uciąć ręki.
Kontrola za tydzień wtedy będzie wiadomo co dalej.
Za duzy testosteron wg gina ma wpływ na rośniecie pęcherzyków i słabe endo.
Jak będzie torbiel chce mi dac na 2 cykle antyki aby wyciszyć organizm i zlikwidować torbiel.
Więc zobaczymy co będzie. Te leki dla sportowców ziołowe mówi ze na bank nie zaszkodziły, po prostu teściu sobie w któryms momencie wzrósł i stad są problemy estrogenne progesteronowe.
W kolejnym cyklu robie badania androgenne i zobaczymy co wyjdzie.
Tego to jeszcze nie było. W grudniu był konkurs - 2 bilety do kina na bajkę.
Trzeba było odpowiedzieć na pytanie dlaczego lubisz koty? I stwierdziłam bo wiele razy w takich konkursach uczestniczyłam ze i tak nie wygram. Więc ......
tak się wczułam w pisanie, bo koty to kocham nad życie.
a dziś wiadomość : GRATULUJEMY WYGRANEJ!!!!
HAHA śmiałam się dzwonie do męża idziemy do kina na bajkę, a ten trzeba było coś lepszego wybrać a ja wygrałam bilety 
No to mamy pierwszą niespodziankę w nowym roku.
Miałam dac bilet koledze aby poszedł z córką, ale nie chciał. Więc co idę do kina na bajkę 
Jak szaleć to szaleć.
Samochód odebrany od mechanika. Sprzęgło, dwumasa i rura od interkulera, czy od czegoś wymienione. 3000 zł z kieszeni. Tak więc teges, kasa się rozchodzi nie tylko na leczenie. Mam jednak dużą nadzieję, że następnym razem widzę się z mechanikiem na wymianie oleju, a potem długo, długo nic do tego stopnia, że zapomnę jak wygląda 
25 stycznia mamy umówione wizyty w dwóch różnych klinikach. Jak już jedziemy na podbój stolicy, to tak hurtem sobie załatwimy. Do tego czasu oczywiście zbieramy jak najwięcej badań. I żeby nie zwariować, kupiłam nam bilety do teatru, co by zadbać o życie poza-staraniowe.
Z takiego socjalizowania się - odwiedzą nas w weekend kumpelki, też będzie spoko.
Zmieniam sobie ovarin na czysty inozytol. W ovarinie jest wit. b6, którą i tak łykam oddzielnie, wit. d3, którą jadam na śniadania i coś tam jeszcze, co chyba spożywam na deser po obiedzie. Stwierdziłam, że jeśli mogę choć trochę zaoszczędzić - to biorę tańszy odpowiednik.
A z ciekawostek medycznych - udało mi się zapisać Mężusia na wizytę u genetyka, na NFZ, na 30 marca 2020 roku. TADAM. Kurtyna.
Prawdopodobnie porobimy te badania prywatnie, tylko mnie krew zalewa, że tyyyyyyyyleeeeee kasy mi ściągają z mojej pensji, z mężowskiej też, i kurka wodna, jak przychodzi nam skorzystać, to jakoś nigdy nie korzystamy ze służby zdrowia.
W chwili obecnej koło d...py lata mi budowanie dróg z moich podatków, szkoły, boiska, urzędy. Kuźwa. W tym kraju trzeba mieć kasę na chorowanie.
Mimo takiego nastroju, pozdrawiam ciepło Wszystkich!
Dziś 7t 3 d, wg OM 10t 3d 
Dawno nie pisałam. W międzyczasie byłam na wizycie u ginekologa, zarodek miał 4mm i biło mu serduszko. Po tym badaniu miałam dwa dni delikatne brązowe plamienie, trochę spanikowalam ale mój gin odpisał że tak się może zdarzyć i żeby się nie denerwować, tym bardziej że mam nadżerkę 
Dziś jestem trochę spokojniejsza, przyzwyczaiłam się do myśli że nie mam wpływu na to czy będzie dobrze. Więc pozostaje wierzyć. W poniedziałek wieczorem wizyta, czekam na nią bardzo.
Samopoczucie średnie. Codziennie rano i wieczorem mam wielkie mdłości, na nic nie mam ochoty; zasypiam na stojąco. Nie odżywiam sie zbyt zdrowo, bo warzywa mi nie przechodzą przez gardło. Licze na to że za kilka tygodni objawy ustąpią a ja będę mogła ozywić lepiej maluszka 
Już jestem w domku
Punkcja przebiegła sprawnie chociaż nerwów najadłam się okropnie( w tym miejscu dziękuję wszystkim za wsparcie)
Najgorzej z tego bolało założenie welflonu w rękę ale przeżyłam teraz mnie brzuch trochę boli ale znosnie podobno dostałam jakieś leki przeciwbólowe i teraz wzięłam sobie Apap
Jeżeli chodzi o liczbę komórek to nie wiem ile zostało pobrane jutro mam w tej sprawie dzwonic to będzie wiadomo ile jest dojrzałych
Mieliśmy również pogadankę z embriologia na temat technik,no i stwierdził że w naszym przypadku(duża fragmentacja i mała ilość plemników)tylko i wyłącznie może udać się IMSI plus dobraliśmy PICSI zastanawiamy się jeszcze nad AH nacięcie otoczki i embrioglue ale to jak będziemy wiedzieli ile mamy zarodków
Dostałam luteinę co 6 godzin i lutinusa
2x1
O transferze będę wiedziała jutro
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.