Mieliśmy trochę ciężki weekend. Mój K w nocy wylądował z krwawiącym żylakiem na SORze. Zestresowałam się bardzo, tym bardziej, że cały czas bierze zastrzyki na rozrzedzenia krwi. Na szczęście krwawienie szybko udało się zatamować. Maleństwo niestety też się stresowało
. Pierwszy raz tak silnie kopał w brzuszku.
Dziś odpoczywamy w domu. Pogoda super na spacery tylko szkoda, że alarm smogowy. Wyszłam na 5 min. do apteki i niestety czuć ten smog w powietrzu. Pozostaje nam zatem siedzieć w domu z załączonym oczyszczaczem i oglądać w necie cudowne szpargałki dla Maluszka i zastanawiać się co wybrać. Nie powiem, zajęcie bardzo przyjemne i chyba coraz bardziej mnie wciąga.
Jutro idziemy "podgladać" Szkraba na usg połówkowym 
O matko kochana właśnie przeżyłam szok... Zadzwonili do mnie z gabinetu od mojego lekarza że niestety nie może mnie przyjąć z przyczyn prywatnych i odwołane są wizyty do odwołania! A ja mam ostatni cykl szansy przed in-vitro i za razem pierwszy z Aromkiem. Straszny stres ale na szczęście udało mi się znaleźć innego lekarza który jutro mnie przyjemnie.
10t1d
Hej 
Usg jednak było
Nie bardzo było wyjście, ponieważ do ustalenia badań prenatalnych potrzebna była długośc dziecka. Przy okazji zweryfikowliśmy datę porodu i wiek ciąży i dopiero dziś jest 10t1d, czyli ciąża jest 4 dni młodsza niż zakładalismy wcześniej. Najważniejsze: z fasolką jest wszystko ok
Serduszko bije jak dwon, ogólnie nie było się czego przyczepić. Z tej racji schodze już z progesteronu i dotałam zgodę, a nawet zalecenie ćwiczeń. Dopiero wczoraj się odważyłam na 10 minut orbitreka - mega pomogło na kręgosłup ! Myślę, że powoli będę zwiększała czas, ale tempo lekkie, do 15
Niestety przyplątała się dolegliwość pierwszej ciąży - rwa kulszowa. Jest okropnie. Momentami nie mogę się ruszyć, a mam roczne dziecko... MASAKRA. Mam nadzieję, że Orbi trochę na to pomoże, wczoraj odczulam ulgę, choć dziś rano po spacerze znów musiałam odpocząć dłuższą chwilę zanim mogłam isę ruszyć... Większość obowiązków przejął mąż - mycie podłóg, sprzątanie wymagające wygibasów, jak wraca zajmuje się też Malutką a ja mogę się na chwilę położyć, po za tym on usypia i kąpie Małą - udał mi się ten mój M. Mam za co być wdzięczna !
Objawów ciąży brak, oprócz tego, że tyję w tempie, którego nie potrafię wytłumaczyć i po za rwą kulszową, której po za ciążą nigdy nei miałam nic mi nie dolega, nawet piersi bolą jakby mniej. Za to Mała zaczęła chodzić za rączki, do tej pory nie wykazywała zainteresowania - nie szczególnie chciała nawet stać ! - a tutaj nagle zaczęła nam chodzić
Nie popędzaliśmy jej - bo i po co - dojrzała do tego i teraz ciągle chce chodzić ! Niestety dla mojego kręgosłupa to zabójstwo.
Waga... Ehhh.. 72 kg !!! Noż... Mam nadzieję, że Orbi pomoże mi ją powstrzymać....
Byłyśmy dziś z Małą na pobraniu krwi - nawet nei kwęknęła ! Moja dzielna dziewczynka
Cudowna jest ! Jutro mamy szczepienie, oby badania wyszły dobrze !
W następną sobotę mamy badania prenatalne - nie mogę się odczekać ! Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie dobrze ! A po za tym to usg genetyczne jest cudowne - można już zobacyzć dziecko w całej okazałości, te plauszki, ten profil.... Nie mogę się doczekać !!!
Miłego dnia !
Mamy wyniki ostatnich na jakiś czas badań:
Mężowski testosteron wolny: 12,57 (4, - 42) w normie.
Moja inhibina B: 115 (45 - 120) - super ekstra w normie.
W piątek byliśmy w dwóch różnych placówkach.
Pierwsza z nich na NFZ, realizuje program PROKREACJA. Okazuje się, że ten program to jedynie diagnoza i żadne leczenie nie wchodzi w grę. Ponieważ mamy już tyle badań nie zakwalifikowali nas do niego, aczkolwiek stwierdzili, że gdybyśmy potrzebowali drożności jajowodów to możemy to zrobić na NFZ. Lekarka w ogóle nie przyczepiła się do hormonów Mężusia, stwierdziła, że są w normie (podwójnie przekroczona norma progesteronu, dziesięciokrotnie przekroczona norma DHEA, testosteron całkowity w dolnych granicach normy, cholesterol podwyższony i cholesterol LDL również podwyższony, nie wspominam o FSH, które jest w normie laboratoryjnej, ale już nie w normie, hm, płodnościowej). Powiedziała nam, żebyśmy pojechali do kliniki leczenia niepłodności, że dla nas prawdopodobnie będzie ICSI, a przy ICSI szanse na urodzenie żywego dziecka (bo w klinikach procenty podaje się do pozytywnego testu ciążowego - zawsze coś nowego) wynoszą kilkanaście procent. Na przeciwciała przeciwplemnikowe nie udzieliła nam żadnej odpowiedzi, stwierdziła jedynie, że in vitro omija ten problem. Powiedziała nam, że jej pacjenci polecają klinikę Bocian i Gameta, że tam jednak jest w miarę indywidualne podejście do pacjentów niż w sieciówkach. Ah, no i jeszcze, że teraz nie bierze się pod uwagę prolaktyny z obciążeniem. Nie wytłumaczyła dlaczego. Akurat w tym zakresie wolę dmuchać na zimne i wiedzieć, że zrobiłam wszystko, więc biorę te pół tabletki diostinexu na tydzień.
Miejsce dla nas dość depresyjne, bo pełno Brzuchatek i niemowlaków wokół. Dzielnie daliśmy radę. Nawet się uśmiechaliśmy.
Druga klinika, polecany lekarz (trafił nam się z grafiku) - Mężuś stwierdził, że nigdy do tej kliniki nie wrócimy. To samo myślę, nigdy do tej kliniki nie wrócimy. Niby człowiek wie, po co tam idzie, a kurde, psychika robi swoje. "Co ja tu robię? Dlaczego ja? Nie chcę tu być! Chcę móc normalnie począć dziecko!" I jeszcze świetnie dobrana muzyka, że zacytuję najciekawszy fragment piosenki "konieczność istnienia jest trudna do zniesienia" Oooo, really? Co Ty ku.wa nie powiesz? Chyba wolałabym Britney i Oops, I did it again. Naprawdę. Była mała obsuwa, posiedzieliśmy na korytarzu. Lekarz nas przyjął, zrobił wywiad, przy czym stwierdził, że rozwiązaniem dla nas będzie in vitro, a jego skuteczność dla nas ocenia się na 35 procent. Na pytanie czy to szanse na pozytywny test czy donoszenie ciąży i urodzenie żywego dziecka - uniknął odpowiedzi. Kilka razy pytałam o przeciwciała przeciwplemnikowe, skąd się wzięło to gówno i jak to leczyć. Wydukał z siebie w końcu "U mężczyzn to zazwyczaj wady genetyczne, których w chwili obecnej nie jesteśmy w tanie stwierdzić, a niektóre kobiety tak reagują na spermę partnera". Stwierdził, że Mężuś ma przecież hormony w normie. Po moim zwróceniu uwagi zauważył jednak obniżony testosteron i podwyższony progesteron. Dał mu też encorton na przeciwciała przeciwplemnikowe. Jednocześnie zaznaczył, że są marne szanse, że terapia hormonalna pomoże lub że encorton pomoże. Poza tym stwierdził, że on nie takie wyniki już widział i że dla niego to jest codzienność. I jeszcze, że jednocześnie palenie fajek, narkotyzowanie się, zła dieta, alkohol nie spowodowałyby aż takiego obniżenia wyników. Człowieku! Dla mnie codziennością jest czytanie, co ludzie podpisali i w głowie mam, że jak można coś takiego podpisać, ale nie rzucam tego na głos, bo to, że ja się znam na kruczkach prawnych, nie znaczy, że każdy członek tego społeczeństwa będzie się na tym znał. Zalecił nam badania genetyczne. Oczywiście wskazał, że AZF rzadko wychodzi negatywnie, że częściej kariotypy itd. Wymowa wizyty: przecież wiecie po co tu jesteście, bierzecie czy nie?
No właśnie chyba nie. A jeśli już to nie u Was. Po klinice leczenie niepłodności, nie spodziewałam się na początku in vitro. Na początku spodziewałam się podjęcia leczenia braku równowagi hormonalnej u Mężusia oraz u nas obojga przeciwciał przeciwplemnikowych. Przecież to jest klinika leczenia niepłodności. Dopiero potem, jak się nie uda, mogę stwierdzić, że zrobiłam wszystko, podejmuję próby in vitro. Bo zrobienie teraz in vitro, to dla mnie, taka proteza, która ma na celu wyciągnięcie z nas kasy. A może zmaksymalizujemy szanse, na to, żeby ten zarodek miał szansę się implantować i żebyśmy nie musieli przeżywać tragedii poronienia? A może zmaksymalizujemy szanse, wyrównamy hormony i może się uda naturalnie? My już tyle czekamy, że ten miesiąc czy dwa na kurację hormonalną Mężusia, niewiele zmieni. Jak będziemy widzieć brak postępów - pewnie się zdecydujemy.
Jedyne, co było dobre - zrobił mi usg - prawdopodobnie ciałko żółte, płyn w zatoce Douglasa, endometrium 8,9 mm, ale ciągle 1. fazy.
Teraz stwierdziliśmy, że najbliższy cykl (raczej nie liczymy na sukces) nie będzie stymulowany ani aromkiem ani ovitrelle. Jedynie na monitoring pochodzę. Mężuś trzyma się doktorka z czwartku, który ma na jego leczenie kilka pomysłów, trzyma się diety śródziemnomorskiej, treningów codziennych. I walczy. Walczy, walczy. Kontrolę hormonów ma zrobić około 14 - 15 lutego, wizyta kontrolna u Ukochanego Doktorka około 21 - 22 lutego.
Jak Mężuś opowiedział mi szczegóły wizyty, np. to, że Ukochany Doktorek wyciągnął taką specjalną linijkę do przeliczania jednostek laboratoryjnych i dzięki niej obliczał procent testosteronu wolnego w całkowitym, to jednogłośnie stwierdziliśmy, ż póki co jest to jedyny lekarz, którego nie zmieniamy.
Za to na wieczór w teatrze bawiliśmy się świetnie. 
Wielkie heca w mojej dalekiej rodzinie.
Szwagier w sobotę dzwonil do mnie że moja kuzynka jest w ciąży i to z wielkim brzuchem. Co mnie zaskoczyło gdyż ona miała być bezpłodna. Z tego powodu z 10 lat temu rozstała się z mężem. Potem wiedząc że jest bezpłodna korzystaka z życia.. nawet tabletek nie brała bo po co. Ostatnio rok temu ja widziałam spotykają się z młodszym od siebie facetem, najgorsze że żonatym. Potem kontakty znikły. A teraz te wieści. Szok bo ona ma już 43 lata, zastanawia mnie kim jest ojciec dziecka czy nie uciekł czy to ten żonaty. Może kiedyś się dowiem.
Ale teraz stwierdzam że zostałam w rodzinie jedyna która nie ma dzieci.
Fajnie to się ułożyło, u mnie w rodzinie nikt się nie pyta już kiedy dzieci, powiedzialam prawdę, ale ciotki uważają swoje pomódl się a dziecko się zjawi.
Choć mój i have to nie wierzymy. Bo gdzie my nie byliśmy modląc się.
A w sobotę miałam kolejną sesję pijawek. Tym razem stawiane miałam na kości łonowa. Kiedy zdejmowalna opatrunek mnóstwo skrzepów bylo po lewej stronie. A to dziwne bo torbiel miałam po lewej stronie. Może ona się wchłonęła. Fajnie by było. Wizyta u gina za tydzień w czwartek.
I piszę od nowa, bo się wykasowało 
Nie mogę się doczekać in vitro...a raczej robienia testu...a to będzie za jakieś 2 miesiące dopiero. Za dużo o tym wszystkim myślę...bo mam problemy z zasypianiem przez ten mętlik w głowie
. Tak się nakręciłam, że latam z metrówką po mieszkaniu i mierzę gdzie będzie łóżeczko
, chyba nie jest to normalne.
Wyliczyłam, że In vitro razem z badaniami, lekami, wizytami będzie nas kosztować ok. 10 tys.zł., a do tej pory w ciągu 2 lat wydaliśmy na badania i wizyty ok. 6 tys.zł, nie licząc suplementów...więc już się sporo nazbierało. Jeszcze nie ma dziecka a "generuje" tyle kosztów
ale wiadomo, że pieniądze nie są najważniejsze...
Postanawiam od dziś do kolejnej wizyty, która jest za tydzień, nie czytać i nie myśleć o tym wszystkim...bo nie wychodzi mi to na dobre. Jedynie muszę zrobić listę pytań na wizytę, żeby o niczym nie zapomnieć..no i zrobić resztę badań.
Myślę, że w tym roku...a nawet może w 1 kwartale tego roku będę w ciąży
.
Rano w radiu czytali horoskopy. Wodnikowi kazali zrobić dziś coś co sprawi mu przyjemność. No to wstałam i poszłam po podwyżkę. Dostałam.
W czwartek 26 urodziny, pewnie @ czai się, żeby idealnie trafić
5dc
Samopoczucie: 4/10
Dzisiaj 5 dc. Działam ostro z wiesiołkiem i lnem. I z wodą. Dzisiaj mam wziąć letrozol i mam wielką nadzieję że coś z tym sluzem ruszy w dobrą stronę.
Od 3 dni boli mnie głowa. I mam w związku z tym trochę mdłości. Zrezygnowałam z wzięcia letrozolu rano bo bałam się że zwymiotuję. Nie chciałam brać nic na ból głowy, bo ostatnio podczas okresu zjadłam ogromne ilości tabletek przeciwbólowych, ale żeby w ogóle coś zrobić dzisiaj w pracy musiałam się wspomóc paracetamolem. Jeszcze trochę boli ale przynajmniej mogę udawać że coś robię.
Martwią mnie te okresy coraz bardziej bolesne. Od laparoskopii minął rok i czuję że jest coraz gorzej - endomenda wróciła pewnie ze zdwojoną siłą. Każdy okres czuję jakbym w dole brzucha miała jedną wielką krwawiącą ranę (co w sumie jest faktem) a mój organizm chciałby ją wyrzucić z siebie w potwornych skurczach.
Staram się nastawić dobrze do tego letrozolu i pozwolić sobie nawet na trochę nadziei. Tak czy siak będzie ryk, więc może jak się lepiej nastawię to zwiększę swoje szanse. Mam taki plan że 3 cykle spróbuję z tym lekiem czyli do kwietnia, a jeżeli nic z tego nie wyniknie to już w maju mam wizytę u innego lekarza. Wtedy będzie to krok w kierunku IVF ale nie ma wyjścia trzeba stanąć w prawdzie przed samą sobą że to jedyna droga w kierunku posiadania własnych biologicznych dzieci. Czasem myślę że mogłabym z tego w sumie zrezygnować, ale mój mąż - on nie jest niczemu winien, ma nasienie jakości premium i z inną kobietą miałby już pewnie gromadkę dzieci, więc dla niego chcę się starać i chyba tylko dlatego mam jeszcze siłę walczyć. Inaczej pewnie bym tym wszystkim "w ciul pierdykła".
Mega szybki wpis.
Dziewczyny co na ząbkowanie? Jaki żel?
Hahaha haha - tak właśnie życie śmieje mi sie w twarz!
Wczoraj zaczęłam brać luteine na przeciąganie cyklu jakby kto nie wiedział, no i się udało! Dostałam dzisiaj @. Cudownie. Muszę pisać do lekarza żeby coś myślał, bo ja muszę mieć laparoskopie i koniec. Nie wiem czy mi ją zrobi w 20 dc czy w 25, ale mnie to rybka. Kto normalny planuje laparoskopie 3 miesiące wcześniej kiedy moje cykle raz maja 40 dni a raz 28? Czy ja jestem wróżka do jasnej?? 
Lekarz się odezwał. Kazał brać od owulacji duze dawki luteiny 2x100 albo 2x200. Oby to dało radę, wtedy będę uratowana.
Dzisiaj przeglądając instagrama w pracy zauważyłam, że córka mojej chrzestnej dodała post z zapytanie co na mdłości u kobiet w ciąży? Jest ode mnie sporo młodsza, jak to zobaczyłam miałam ochotę się poplakac, zwłaszcza, że chwilę przedtem byłam w łazience i dostałam @. Czemu to wszystko jest tak cholernie niesprawiedliwe? Co robię źle? Dlaczego nie mogę zajsc w ciążę jak normalna kobieta, bez angażowania wszystkich lekarzy jacy staną na mojej drodze? Tak zwyczajnie pójść do łóżka z mężem i za jakiś czas, bez wyliczania dni płodnych zrobić test, kiedy spóźni się miesiączka? Nie, bo po co. Niech nie będzie kameralnie. Niech wszystkie ciotki się zastanawiają dlaczego ja jeszcze nie mam dziecka, pewnie jestem wygodna. W sierpniu siostra chyba w końcu wychodzi za mąż. Chociaż to nie jest pewne, bo ostatni ślub miał być w maju 2018 i nie doszedł do skutku. Potem były rozstania i zejścia, a teraz niby znowu planuja wesele. I na 100% po ślubie zajdzie w ciążę, zdąży urodzić a ja dalej będę chodziła od lekarza do lekarza, poszerzając horyzonty i rozkładajac nogi w innych zakątkach polski przed różnymi specjalistami. O ile do tej pory nie trafię do wariatkowa i mojego małżeństwa nie trafi szlag.
Chyba nigdy się nie pogodzie z myślą, że nie będziemy mieli dzieci... To już 30 cykl. Gdyby ktoś mi powiedział na początku drogi ile to potrwa... No właśnie, co bym zrobiła? 2,5 roku nierównej walki z wiatrakami. Jest beznadziejnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2019, 23:05
Kupiliśmy Camilie i dentinox. To drugie polecal też farmacuta jako popularne. Chyba ulga chwilowa. Mam taką silikonową szczoteczke zakładana na palec dorosłego. Masowalam nią dziąsła. Było dobrze. Duzo śliny. I mega ulga:zielony , swiezy, zimny ogórek z lodówki. Chyba 20 min ssala miąższ.poszlo pół ogórka dużego na deser.
noc była ciężka. Rano katar. Lzawiace oko.37.4 temp.w ciągu dnia ok. Włączyłam inhalacje odciaganie kataru. Przed chwilą leki na ząbkowanie. Gorne jedynki uda. Opuchnięte dziąsła na Maxa. Walczymy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2019, 17:40
Znów kilka dni mniej do wiosny prawda? 
Weekend upłynął nam rodzinnie i przyjacielsko. W sobotę byliśmy na urodzinach naszych przyjaciół, Tosia wytrzymała z nami do prawie pierwszej w nocy
A potem pięknie przespała noc!
Właśnie w ten weekend przytrafiły nam się dwie noce pod rząd z nieprzerwanym 7 i pół godzinnym snem! Absolutny rekord 
Dziś już Tosia budziła się w nocy na karmienie, ale i tak jest nieźle 
Czekamy też na wszystkie zdjęcia z tej naszej sesji na początku stycznia, choć już widzę, ze Tosia jest teraz ZUPEŁNIE inna niż wtedy. Niesamowite, jak taki maluch szybko się zmienia i rośnie.
6dc
Dzisiaj spędziłam dzień na zrobieniu zapasów do lodówki i pilnowaniu babci (97lat). Moja mama cały czas musi być na zawołanie, babcia już ma demencja starcza, i co chwilę zapomina. Mama jest wykończona dopadło ja nadciśnienie i musiała pójść do lekarza że wzgl na słabe samopoczucie. Domyślam się, że jest ciężko jo ja byłam w sytuacji 3 lata temu gdy przed mamy wcześniejszą emerytura żadne z rodzeństwa nie chciało mi pomóc w opiece i przypilnowaniu babci aby zjadła coś ciepłego i wzięła tabletki. Oczywiście wtedy była w lepszym stanie. I tak między praca a swoim domem jeździłam do centrum aby podgrzać obiad, bądź coś na szybkiego zrobić. I tak przez dłuższy czas a rodzeństwo się wypielo i brało tylko kasę od babci.
Niestety i do tej pory jak coś trzeba aby mama wyszła na większe zakupy to do mnie musi dzwonić czy mam czas.
Moja babcia nas wychowała i ja z czystym sumieniem będę jak najczęściej z nią przebywac, chociaż czasami frustracja bierze gora, lecz dzisiaj zaopatrzylam się w książkę i czytałam jej... "najdłuższa podróż" oczywiście nie czytałam jej od początku, opowiedziałam jej o czym i czytałam na głos i to bardzo głośno bo jest przyglucha, czego nie przyzna. W tym czasie mama miała chwilę na lekarza, aptekę i zakupy. Nie musiała w biegu robić jak zawsze. Zwłaszcza że ostatnio, tydzień temu, wyszła śmieci wyrzucić i na dół po bułki słodkie dla babci na kolacje. Codziennie je z ciepłym mlekiem. No ale niestety babcia musiała do WC i przewróciła się, 10 min nieobecności i trzeba było do sąsiada dzwonić, 2 lata starszego ode mnie, żeby pomógł podnieść. Z jednej strony wstyd, nk babcia nie doszła do łazienki, i wiadomo co się stało...
Myślałam, że babcia zaśnie, gdy będę czytać lecz jednak zaskoczyła mnie i patrzyła się swoim zmęczonym wzrokiem na mnie.
Myślę, że w środę jak pojadę, dopóki mam wolne to obarcze mamę, żeby mogła swobodnie i na spokojnie pójść na zakupy, i jeśli uda mi się przyniosę i włączę film na podstawie tej książki, z takim samym tytułem, myślę że spodoba się jej, ja zawsze płaczę przy takich filmach.
Co do mojego stanu... Dalej leci... Ale myślę że niebawem koniec... Jutro umowie się na piątek na usg. W razie jakby w czw się nie skończyło jednak, przesune wizytę.
Milego wieczoru, a ja wracam do książki.
Edit:
Usg 7 lutego o 15.30... Mój lekarz na wolnym, a taka kolejka że hoho więc wolałam od razu zapisać się, i dla koleżanki napisałam aby mnie na rano wstawiala w ten dzień.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2019, 11:06
No i się nie udało..
Kolejna koleżanka w ciąży - bez wysiłku, tak po prostu... od razu..
Cieszę się bardzo jej szczęściem.. ale jednocześnie jakoś tak mi to ciężko..
10 cs 17 dc
W czwartek byłam u lekarza po prawie 2 miesięcznej przerwie. Opowiedziałam mu o tym, że cykl z 2 tab clo i progesteronem zakończył się niepowodzeniem i że po tym cyklu był kolejny 25 dniowy cykl w którym nic nie brałam tak jak zalecił i że udało się ustawić tarczyce - TSH poniżej 2. Pęcherzyk w 13dc miał 13mm. Więc owulacja powinna wystąpić w niedziele lub poniedziałek. Cały czas robię testy owulacyjne żeby dokładnie sprawdzić kiedy ta owulacja, ale one nie wychodzą. Nie wiem dlaczego. Zdarzało się już, że lekarz potwierdził owulacje w dany dzień a test nadal nic nie pokywał. Do tej pory tylko raz zdarzyło mi się mieć pozytywny test owulacyjny, a wiem, że owulacja występuje bo co miesiąc chodzę na monitoring.
Mąż we wtorek był na badaniu nasienia. Ruchliwość na granicy, liczebność za niska ale żeby wyniki były wiarygodne ma powtórzyć badanie za 4 tygodnie. Ustaliliśmy z moim gin, że jeśli w tym miesiącu się nie uda to zrobimy badanie drożności jajowodów za pomocą laparoskopii.
Zdecydowałam się usunąć wpisy, choć moją historię w skrócie opisałam powyżej. Może kogoś podniesie na duchu, że nawet takie dinozaury jak ja w końcu mogą zajść w ciążę
Wszystkim Wam kibicuję i pozdrawiam serdecznie!!
Wczoraj jakoś zapomniałam się rozpłakać. Pewnie w @ tradycyjnie nadejdzie ten czas, kiedy mam jakiś wyrzut hormonów, że pochlipuje pół dnia.
Jakie to szczęście, że mam swojego męża. Uwielbiam teraz te długie, zimowe wieczory z nim. Jak patrzę na obecnych, można powiedzieć i że "dorastających" teraz mężczyzn, to cieszę się, że mój jeszcze jest w tych dosyć "normalnych". Może to zasługa, że w dzieciństwie dużo czasu spędził przy dziadkach. A najbardziej w nim lubię, że mu się zwyczajnie "chce". O co nie poproszę to wstanie i zrobi. I że tak ciepło do mnie mówi, że potrzebuje bliskości, że lubi pomagać.
Pewnie go przechwaliłam i pewnie mnie dziś wkurzy, ale cóż. Trzeba mu przyznać, że sfiksowałabym bez niego. Jak tylko Go zobaczę wszystkie troski z moich myśli znikają. Działa na mnie zdecydowanie kojąco.
30 cs 1dc
Jest mi smutno. Tak naprawdę trochę liczyłam na ten cykl. Miesiączka spóźniła się 2 dni, a brałam letrozol. Kupiłam test ciążowy. Miałam zrobić go dziś rano jednak @ mnie ubiegła w nocy. Ehhh...
Na dodatek Lala ma biegunkę. W niedzielę jak byliśmy w sklepie została w domu i zjadła łupiny od pestek słonecznika. Cały dzień miała biegunkę. Wczoraj popołudniu już zwarta kupa. A dziś o 3 w nocy obudziła mnie że znowu na podwórko chce. Wypuściłam ją. A o 5 rano znowu mnie budziła, myślałam że to sen i zesrała się w salonie. Smród przeokropny bo mamy ogrzewanie podłogowe. Dałam jej kleik ryżowy rano. A teraz w pracy poszłam do apteki po węgiel. Jeśli do jutra jej nie przejdzie pojadę do weta. Zachowanie bez zmian. Nadal wesoła, rozbrykana, dużo wody pije. Biedna, męczy się. Straszny żarłok z niej. Jje co popadnie, więc potem biedna ma rewolucje żołądkowe. Na spacerze wygrzebała chleb spod 30 cm śniegu. Oczywiście zjadła. Wczoraj w domu kawałek folii żarła, jak zwracam jej uwagę aby zostawiła - to połknęła. Mojemu mężowi nasiona papryk zjadła, które już kiełkowały
Wszędzie wlezie jak Nas w domu nie ma. Tabletki na odrobaczanie daje jej z ręki - jje ze smakiem.
Odnośnie starań nie mam planów-nie chce mi się. Mam dosc niepowodzen. Boję się leczenia. Boję zadzwonic się do lekarza z Bociana. Odwlekam to od czasu operacji...
Dzwoniłam do USK po wynik histopatologiczny. Wkurwiłam się na babę. Nie dość że 7 tygodni dzwonię dopytuję o wynik to ta w końcu mówi mi że sprawdziła i że miałam tylko operację diagnostyczną. Bez wycinania zmian. Wtf? Owszem tak w karcie informacyjnej jest napisane ale w protokole operacji jest że mialam endometriozę i wycinane ogniska z zatoki douglasa i otrzewnej. A ona mówi że nie mam endometriozy. ONA WIE LEPIEJ co mi jest. Ale mnie wkurwila. Mowie jej ze rozmawialam osobscie z profesorem. Powiedzial ze mam 1 stopien. 2 razy z nim gadalam po operacji. Do tej pory byłam miła kiedy chamsko mnie traktowała z każdym telefonem, bo wiedzialam że musi wyslac mi wynik. Eh nie wiem w koncu czy dali te wycinki do badania czy nie bo pokłócilam sie z nia i sie rozłączylam. Chyba list do nich napisze bo nie mam zamiaru dzwonic do suki.
Czy Wy tez tak macie ze nie mozecie odczytac komentarzy w pamietnikach oraz ich skomentowac (po zmianie wygladu)? To chyba wina przegladarki...
37+1
No i w zeszłą środę znowu zawitałam do szpitala. Gigantyczny ból krzyża rozpierający aż do pachwiny. Koszmarny. Nic nie pomagało
Rytm bólu wydawał się skurczowy, regularny. Postanowiliśmy zebrać się do szpitala. Przyjęli mnie na oddział. Szyjka wysoko, zamknięta, zero rozwarcia. Lekarka podejrzewała że coś z nerkami. Na USG nerek nic nie znaleziono. Ale fakt jest taki, że po dwóch gigantycznych butlach paracetamolu prosto do żyły wszystkie bóle pięknie przeszły. A wyguglanie objawów kolki nerwowej idealnie pasowało do moich objawów. Następnego dnia się wypisałam na żądanie.
Dzisiaj byłam u lekarza. Cesarskie cięcie będzie 12/13/14 lutego. Jutro się dowiem kiedy dokładnie. Mały zdrowy, waży 2900g. Ja dostałam antybiotyk bo jestem tak zaśluzowana, że nie wiem jak się nazywam.
22dc, 6dpt
Dzisiaj luzik w pracy, lecz od przedwczoraj łopatka co noc lewa boli ;/ dzisiaj już przed 5 rano plaster rozgrzewający przykleiłam mniejszy kawalek, może cos pomoże... zobaczymy, ponieważ było i i tak goraco po powrocie do domu, mąż mi go przed 15 zdjął. Nogi bolą , w sumie pięty, jak tylko wstane czy po nocy czy nawet odpoczywając na kanapie to odczuwam ból.
Podbrzusze dalej pobolewa, czasami i po bokach przy pachwinach, ale już wole nie wnikać i staram się nie interpretować tego , choć jest ciężko. Sutki dalej bolą - lecz to wina progesteronu
.Głowa boli, lecz to pewnie przez remont w pracy i borowanie mi z 5 metrów od mojego stanowiska pracy...
A teraz grzecznie ide zupke zrobić, włączyć cos na kompa i nie myśleć o jutrzejszym dniu.
A no i oczywiście dzisiaj będąc w pracy , zadzwoniła do mnie kuzynka z drugiego końca polski . Chce się spotkać ze mna.
Rozmawiając z mamą dowiedziałam się ze będzie nocować w hotelu, ze swoim kawalerem , a ona ok 50 lat ma... podobno z jego strony do kogos na wesele przyjechali, ale wybadam czy na pewno. Bo raczej nie do mojego brata;> on chyba z naszej rodziny to rodzeństwo zaprosił ( i to nie całe- bo mnie w tym nie uwzglednil). Tylko eni wiem po co ojciec mu dal tyle hajsu skoro z naszej rodziny będzie chyba z 12 osob z dziecmi;> pff No ma być slub i chrzciny zarazem, wiec pewnie kilka tysięcy dodatkowe ze wzg na dziecko mój ojciec rzucil. Miłego i gorącego popołudnia 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.