Dobry humor był to sie zmyl. Odebrałam wyniki lh, fsh i amh. Szok. W zeszłym roku amh 2.83. Po drugiej IUI zaczęłam mieć krotsze cykle 22-25 dni. Po pół roku mnie to zaniepokoilo, powtorzylam amh. I jeb! 1.49. Jak to możliwe że spadło o polowe? Co prawda miałam stymulacje na konskich dawkach za ktore obilabym tego konowala z Katowic, ale to były tylko 3 stymulacje. Potem 4 w innej klinice, na malutkiej dawce. Ale skads to amh się bierze! Do tego lh 4.12, fsh 7.03, stosunek 0.58. Marnie. Smutno mi. Zostało niewiele czasu, a ja ivf planowałam w przyszlym roku. Jeśli nie dostanę po wakacjach wymarzonej pracy to zaczynamy ivf. Na razie pije koenzym q10 i wit D zwiększam dawke do 8000 j.m. 4000 j.m to jest absolutne minimum dla staraczek, staraczki z problemami musza już więcej brać. Za 3 mce powtórzę badania. Ale może nie ma tego złego, może nie mogę zajść, bo mam po prostu komórki do dupy i trzeba im zrobić kuracje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2019, 09:50

Coraz bliżej... i pomimo że to nie pierwsze dziecię to stres jest większy.
Wózek kupiony, ciuszki wyprane i wyprasowane czekają w workach próżniowych. Meble by pomieścić graty dwóch krasnali są.
Niby gotowe wsio niby nie bo moja psychika nie ogarnia że "za chwilę" życie naprawdę wywróci się do góry nogami, jestem zwyczajnie przerażona... czy dam sobie radę? czy to wszystko mnie nie przerośnie? Ehhh
6dc
Samopoczucie 1/10
Okropny sen dzisiaj miałam. Śniło mi się że chodzę do mojego ginekologa bo prawdopodobnie jestem w ciąży ale na usg nic nie widać i badania wychodzą źle. Wiem w tym śnie że wszystko jest bardzo nie w porządku, ale mój dr nie chce mi nic powiedzieć, pobiera tylko jakieś głupie cytologie i proponuje żebym poszła do innego lekarza. A ja się wałęsam po mieście z tymi próbami pobranymi z cytologii i w końcu się gubię, nie wiem gdzie jestem.
Nie wiem czy może ten sen to dlatego że brałam wczoraj po raz pierwszy letrozol? Rano też niezbyt się czułam wszystko mi wypadało z rąk i czułam że mi strasznie gorąco. A teraz mam wrażenie że mnie kłują jajniki. Albo moja podświadomość robi ze głupka, wszystko możliwe.
Naprawdę chciałabym zasnąć i obudzić się jak to wszystko się skończy.
Sama nie wiem co myśleć... Objawy raczej delikatne i zwyczajne przez @... Jedynym wyraźnym sygnałem sugerującym inny cykl niż zazwyczaj jest brak PMS'a - ale z tego to pewnie mój kochany mężulek się cieszy - niskie stężenie "nerwokrwinek" zawsze dobre (kochanie jeśli to czytasz to całuję
)
https://zapodaj.net/6dae448d3aaaf.png.html
Czysto po ludzku, boję się zrobić test. Boje się rozczarowania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2019, 12:28
Dawno mnie tu nie było... Chyba każdej z nas zdaża się taka przerwa.
U nas chyba dobrze to już 25 tydzień, córeczka ma się dobrze trwają rozważania nad imieniem dla niej. Wózek kupiony czeka na właścicielkę, po woli myślimy nad pokojem dla małej. Niestety u mnie gorzej cukrzyca ciążowa od samego początku mnie wykańcza waga na minusie chociaż ostatnio trochę przybrałam. Jest mi ciężko. Jestem już na zwolnieniu lekarskim, nie dałam rady chodzić do pracy, wstawać z rana, ciągle czuje się zmęczona i chce mi się pić. Zaczynam bać sie porodu:) No i najprzyjemniejsze kompletuje wyprawke dla dziecka:)
Mam dobre wiadomości dostałam wyniki testosteronu i wynik 3,72. (8-48 norma)
Niedobór ale spadek z 103 w ciągu 1 cyklu. Jestem mega zadowolona. Teraz mam nadzieję że torbiel się wchłonęła..
Ale pytanie co pomogło, czy pijawki czy zioła na torbiele czy miovarin hmmm tego się nie dowiem, ale ważne że coś pomogło.
Może też estradiol będzie niski tak jak zawsze liczę na to w kolejnym cyklu. Wtedy może będę już przed końcem sesji pijawkowej. Bo chciałabym 23 lutego zakończyć ponownie oczyszczaniem wątroby.
I będę musiała gdyby coś pić zioła na anemię bo kurde w ciągu miesiąca oba będzie bo masakrycznie dużo krwi leci, ale mimo wszystko lubię je. Od dziecka marzyłam o.pijawjach kiedyś mając anemię myślałam że stawiając je pomogą mi. a teraz wiem że przy anemii nie wolno pijawek stawiać. Wyniki teraz mi spadły ale biorę swoje żelazo które dawniej mi pomogło.
Wczoraj byliśmy w kinie Bałtyk Asterixie bajka może być. Ale zadowolona byłam że to 2 wygrana w tym roku. Ciekawe czy będzie 3 wygrana.
kolejna koleżanka w ciąży, a my na taki samym etapie co rok temu...
Ale nie tracimy siły - walczymy o Ciebie maleństwo !
Niedawno podpisałam podwyżkę, ale jestem zadowolona. Nawet się jej nie spodziewałam. Jednak dzisiejszy dzień jest mega niespodzianką. Oby tak już zostało do końca roku.
Sorry, że zamilkłam, ale od tyg prawie nie śpię.
Jestem nadal w szpitalu.
Jutro chyba wyjdziemy. Napisze z kompa wtedy więcej.
25.01.2019 historyczna data. W encyklopedii na pewno o tym będzie.
25.01.2019 o godz. 13:50 narodził się najpiękniejszy, najmądrzejszy, najcenniejszy dziedzic moich genów.
Ludzkie szczenię miało 59 cm i 3750 gram zacnej wagi.
Łożyska nie zjadłam.
Na porodówce miałam kosę z ginami i położnymi, bo się mądrzyli.
A przecież jak mówię, że nie mam siły to mówię! Tak?
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2019, 18:56
No i jest piękny pęcherzyk na lewym jajniku 17.4mm i to w 10 DC a zwykle przy CLO max 16mm do końca cyklu. Czyżby Aromek???
W czwartek kolejna wizyta.
No i doopa... trzeba założyć pessar 
Wody nie ciekną więc chociaż tyle.
Jedno jest pewne - kolejny wcześniak na horyzoncie 
dni lecą tak szybko.
W nocy mamy 6-7 pobudek, z czego 1 raz je porządnie a resztę ciumka. Trochę mnie to wykańcza. Zastanawiam się czy to przez zęby czy piąty skok rozwojowy. Bo ma lęk s separacyjny jak zostaje sama A w towarzystwie złote dziecko. I te zmienne nastroje. 2 dni temu zaniosła się mężowi kiedy ją przebierał. zareagowała dopiero po kilku dmuchnięciach
Bardzo nas przestraszyła.
W ogóle to cud że chudne bo moje tsh wynosi 6.88. Niedługo będzie 6 miesięcy po porodzie A ja mam dalej rozpizdzil hormonalna. No ale idę do przodu mimo wszystko. na oparach do wiosny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2019, 20:19
Kolejna moja koleżanka w ciąży:( starała się 3 Miesiące..z tym, że to już jej drugie dziecko, a podobno później łatwiej jest zajść w kolejną ciążę.. gratulacje dla niej, oczywiscie, ze sie cieszę i trzymam za nią kciuki i za maleństwo. ale w glowie pierwsza myśl: Kiedy mi się uda?

Wczoraj byłam u mojej dyżurnej gin. Stwierdziła, że moje krwawienie jest z macicy i że może być związane z torbielą krwotoczną która siedzi w jednym z jajników. Co to za cholerstwo? Poczytałam sobie w odmętach Internetu, że takie torbiele mogą powodować bóle brzucha, nudności, ale nic nie było napisane o krwawieniach (???). No to skąd to krwawienie? Trwa od 9 dc, więc trudno mi je jednoznacznie zwalić to na nieudaną ciążę, bo przecież najpierw było krwawienie, a później owulacja. W każdym razie nie byłam u mojej gin. b. długo, więc miałyśmy trochę tematów do nadrobienia i ostatecznie nie zapytałam jej jak zapobiec tym krwawieniom.
Co do ex ciąży - gin. powiedziała, że nie widzi żadnych pozostałości ciąży, że absolutnie mam nie myśleć o łyżeczkowaniu (uff). Powiedziała też, że moje endometrium wygląda na takie z I fazy cyklu i że ma 7,4 mm (!) wow, czyli jednak urosło, bez estrofemu... Pewnie to skutek ciąży, ale jednak urosło samo!
Ale... w tyle głowy odzywa mi się jakiś zły chochlik, że przecież to usg. znowu mi robiła ta sama gin. co zawsze, a ten lekarz z Invicty (wiem, wiem, głupi facet) mówił, że moje dotychczasowe mierzenia endometrium były nieprawidłowe. Wydaje mi się, że to bzdura, bo moja gin. jest najbardziej polecaną ginekolog w tej cząstce aglomeracji warszawskiej. Jak ktoś pyta na grupie fb o polecenie dobrego gin. to 80% głosów wskazuje na tą moją.... więc chyba nie może być tak, że ona zawsze źle mierzy to endometrium.
W każdym razie kazała mi zrobić betę za cztery dni i sprawdzić czy spada i do niej zadzwonić z info, a po @ mam się umówić na usg.
Ja chyba jednak dla świętego spokoju umówię się dodatkowo na przyszły tydzień do kliniki i niech tam też mi zrobią usg i zbadają, czy jest czysto, bo inaczej zwariuję z niepokoju.
Dziewczyny, piszecie, że miałyście po poronieniu @ po kilku tyg. tylko, czy u Was poronienie objawiło się skurczami macicy, bólem brzucha i krwawieniem a'la miesiączkowym? a później po tych paru tyg. przyszła kolejna @? Bo u mnie właśnie nic takiego się nie dzieje. Zero tego typu objawów. Wczoraj mnie kilka razu zabolał typowo na @ brzuch, ale to chyba dlatego, że gin, mi coś tam poruszała przy badaniu no i sporo się nagimnastykowałam sprzątając całe mieszkanie. Dlatego nawet nie wiem od kiedy to poronienie liczyć skoro żadnych objawów poza spadkiem bety nie mam
Czy mimo braku fizycznych braków poronienia mogę spokojnie czekać na @? Dziwne mi się to wydaje trochę.
i znów ŚRODA
Jaram się, jaram się...!
kończy się styczeń... więc powoli zacznie się coś dziać. Wreszcie! Ileż można czekać!? Na przyszły tydzień jestem umówiona z moją doktor celem sprawdzenia czy torbiel z lewego jajnika zniknęła (była dość spora koło 3cm po 2 tyg od momentu kiedy powinna być owu
), zaraz potem gość od endometriozy - potem dłuuugi czas na przemyślenie (zależy co powie) i klinika. A zaraz po tym wszystkim spadam znowu na urlop
obiecany przez męża, wyczekany
9tc (8t2d)
Hej. Nie bylo mnie troche. Weekend taki zaganiany. Maz na wolnym 
W pt mialam wizyte pierwsza. Malenstwo jest na usg mialo 1,58 cm dl. Wszystko w normie. Dostalam skierowanie na badania. Kolejna wizyta 1 marca. Wczesniej pewnie zalicze prenatalne. Szybko mi czas leci. Jeszcze mc i zaczne drugi trymestr. Czuje sie dobrze. Jakos brzuch mi wyskoczyl. Na wadze dalej tyle samo 79 kg... Oby jak najdkuzej waga nie rosla. Ograniczam się mocno i nie jem tak jak z malym. Nie chce znowu miec 22 kg na plusie.
Synek rosnie. Ma sie ok. 
No to się chyba pospieszyłam z tą paniką co do akcji łyżeczkowania. Jak to ja, zawsze najczarniejsze scenariusze... Właśnie mój brzuch rozszalał się niemiłosiernie. 2 Pyralginy, a mnie nadal tak brzuch boli, że normalnie najlepiej bym się zwinęła w kłębek. Krwi też się więcej pojawiło trochę, więc chyba przyszła @, zaczynam nowy cykl. Jedyna łaskawość od losu w tych dniach...
Siedzę w pracy i w milczeniu znoszę fizyczne cierpienie. Niby mam zadaniowy czas pracy, więc mogłabym sobie pójść, ale po pierwsze już wczoraj zrobiłam taki myk żeby dojechać do mojej gin. na 13, a po drugie to o 17 mam endokrynologa na którego czekam kilka miesięcy i liczę że chociaż zleci mi na NFZ jakieś badania po tym poronieniu. Endokrynolog pod pracą, a do mieszkania 40 min drogi, więc nie opłaca mi się krążyć w kółko. Po trzecie robota się sama nie zrobi. Tak sobie myślę, że mam fart, że praca przy biurku, że nie muszę się ruszać, a akurat przełożony na feriach, więc nie patrzy mi nikt na ręce, ale tekst się sam nie napisze, a ja nie mam głowy do merytorycznej pracy.
Ale jest plus, jest nowy cykl. Tylko tak się zastanawiam czy możemy serduszkować bez zabezpieczenia? Zapomniałam oczywiście o to zapytać mojej gin. Ale chyba odpuścimy w tym cyklu, żeby nie kusić losu powtórką.
U nas dalej padaka.za dnia jest ok. Odciagamy katar i robimy inhalacje. W południe dawka ibum.
Hardcore zaczyna się ok 18 i trwa do 6 rano. I tu posilkuje się Camilia (działa suuuper) I dentinox (mam problem z aplikacją na dziąsła. Na smoczek też nie akceptuje).
Dwie.dolne.jedynki wybily sie. A dwie gorne napuchniete na Maxa. Widać że będą "łopaty" 
Dziękuję dziewczyny za wsparcie,pomysły i miłe słowa. To pomaga.
Ps. Jutro miałam iść na odkładanie od 3.miesięcy szczepienie. Dramat..znowu przekładam. Oczy lzawia. Nie wygląda zdrowo 
3 dc przygotowań do criotransferu
Ciężki dzień w pracy. Od czasu, jak zaczęliśmy in vitro mam problemy ze skupieniem się. W pracy zamiast myśleć o swoich obowiązkach siedzę na ovu (case in point: ten wpis). Przez to popełniam błędy. Nie lubię popełniać błędów. Ludzie się wkurzają, ja się wkurzam, generuje to niepotrzebne negatywne emocje.
No właśnie: praca. Kiedy zaczynaliśmy starania uprzedziłam mojego szefa, że mogę wkrótce zajść w ciążę i nie będzie mnie w pracy. Chciałam być fair, tak jak on zawsze był fair. Tymczasem rok minął i nic. Oczywiście szef nie dopytuje, to kulturalny człowiek jest 
W momencie ruszenia całej machiny in vitro zastanawiałam się, jak wpłynie to wszystko na moją pracę. Czy będę musiała brać wolne, chodzić na zwolnienia, itp. Zwolnień ani urlopów na razie nie brałam (oprócz dnia punkcji), chociaż może powinnam. Niemniej jednak moje skupienie na pracy nie jest takie, jak powinno. Wystarczy luźniejsza chwila i moje głowa momentalnie obraca się na kwestię starań. Czy pamiętałam o wszystkich lekach, który to dzień cyklu, kiedy następny krok, jaki jest następny krok... Nie odpoczywam od tego. Na szczęście od mojej pracy nie zależą życia, bo miałabym dużo większe wyrzuty sumienia. Próbuję to zmienić, ale nie mogę, to jest silniejsze ode mnie. Źle mi z tym, bo ludzie na mnie liczą, a ja lekko zawalam.
W pracy wiedzą, że jestem w trakcie leczenia. Nie wiedzą jakiego, ale powiadomiłam ich, że biorę leki, mam problemy zdrowotne i mogę być odrobinę bardziej rozkojarzona niż przywykli. To trochę pomaga. W moim przypadku urlop jest bez sensu - trudno mnie w pracy zastąpić i nawet jeśli pracuję na pół gwizdka to lepiej, żebym była na miejscu. Dla mnie urlop też byłby raczej męczarnią, bo bym całymi dniami siedziała z telefonem służbowy pod ręką i zastanawiała się, czy wszystko jest OK. Cierpię na delikatny pracoholizm, niestety.
Niemniej wszystkim tym, którzy się zastanawiają, czy w trakcie trwania procedury powinni chodzić do pracy powiem: jeśli możecie sobie odpuścić, jeśli da Wam to spokój - weźcie urlop. Przynajmniej na pierwszy raz (i oby więce razów nie bylo trzeba). Nadgońcie zaległości czytelnicze, obejrzyjcie całego Netflixa, pobawcie się z psem/kotem/fretką. In vitro nie boli, leki z reguły nie mają obezwładniających efektów ubocznych, ale głowa jest w innym miejscu, niż zwykle. I to miejsce niekoniecznie sprzyja obowiązkom służbowym.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2019, 11:17
W tym cyklu zdecydowałam się na starania z ovu. Wcześniej uznawałam to za niepotrzebne, bo "przecież zaraz nam się uda". Zrobiłam już chyba wszystkie możliwe badania z krwi (tak mi się wydaje). Miałam podejrzenie PCOS i insulinooporności, ale na szczęście zostało to wykluczone. Na stanie mam "tylko" niedoczynność tarczycy i hashimoto. Walczę o uregulowanie hormonów.
Codziennie mam natłok myśli związanych z dzieckiem, mam nadzieję, że "wygadanie się" tutaj trochę mi ulży 
Czasem czuję się jak lekomanka... Pcham w siebie i męża różne suplementy. Do tej pory:
ja - Euthyrox, wit D 4000j., wiesiołek przez pierwsze 14 dni cyklu, Femibion 0, probiotyk, Inofem, Magnez z wit. B6, Cynk, wit C 1000.
mąż - leki na insulinooporność i obniżenie triglicerydów, do momentu zbadania nasienia Androvit, a po badaniu zmieniłam na Fertiman Plus.
Czy przesadzam?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.