Jesteśmy po wizycie, więc oto mądrości naszego doktorka z kliniki:
Mądrość I: Zima nie jest dobrą porą na zachodzenie w ciążę.
Niby jesteśmy homo sapiens sapiens (ostatnio słyszałam w tv., że ewoluujemy do sapiens sapiens sapiens :P ), ale nadal stanowimy część matki natury, a przecież samice zwierząt nie zachodzą w ciąże w okresie zimowym. Bo to wtedy organizm narażony jest bardziej na wirusy i zarazki, częściej zmęczony, bez sił witalnych. Lepiej wykorzystać ten czas na przygotowanie się do wiosennego działania.

Mądrość II - lepiej zabić człowieka niż powołać do życia chore dziecko, bo za morderstwo po paru latach wyjdzie się na wolność, a z kłopotem zostaje się na całe życie. Rozpadają się związki, dochodzi alkoholizm, ogólny dramat. Dlatego matka natura dokonuje selekcji naturalnej i dochodzi do poronienia.

Zacznę od końca. Rozumiem intencje doktorka. Chciał nas jakoś pocieszyć. Ja panicznie boję się, że nasze dziecko będzie chore, niepełnosprawne, nieidealne i nawet sobie nie wyobrażam, że moja psychika podołałaby takiemu problemowi. Oczywiście - moje motto: tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono - więc nie wiem co by było gdyby, ale bardzo nie chcę tego gdyby sprawdzać. Dlatego sama sobie w ten sposób tłumaczę nasze kolejne niepowodzenie. Ale z drugiej strony wiem, że większość rodziców kocha nad życie swoje chore dzieci i jest szczęśliwa, że je mam pomimo zmartwień. Dlatego nie do końca podpisałabym się pod tą teorią.

Co do zimy. Kurna!!! W lutym miała być stymulacja, jeszcze w grudniu mu zima nie przeszkadzała. A teraz mam kolejną wizytę dopiero na początku kwietnia i wtedy dopiero niby zaczniemy działać. M. ma tylko w marcu zrobić kompleksowe badania nasienia łącznie z bakteriami. Już umieram, że znowu się tam coś pojawi i będzie dramat, kolejna antybiotykoterapia, kolejny rok w plecy.
Na razie mamy brać nadal swoje leki i cierpliwie czekać !@#$$%%%#$!#! wiosny!!!

Pierwszy cykl po poronieniu. 14dc. a jajniki, które zawsze bolały, w ogóle się nie odzywają :( Wczoraj niby coś, ale raczej sama sobie wkręciłam. Szyjka zamknięta i twarda. Gdzie się podziała owulacja?? Za to nowość - śluz zalewa mnie od 3-4 dni jak nigdy dotąd. Organizm mi zwariował o_O

Boję się jeszcze, że @ się będzie b. opóźniać, albo nie przyjdzie w ogóle :| m. mówi, że tak będzie jeśli się będę stresować. taa, jemu dobrze mówić, bo on się stresuje raz na rok góra, a ja 100 razy na minutę :|



https://m.fotosik.pl/zdjecie/c49163ff68756ff5

29 DC już sama zglupialam.... Jutro powtórka.

Tylko troszkę się obawiam bo nie wiem czy wyszedł od razu czy po czasie.... Zrobiłam go i po prostu poszłam robić śniadanie a po jakiś 10-15 minut mąż patrzy i okazało się że jest bladzioch. Ale nie nakręca jąć się jutro idę na betę i się okaże.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2019, 10:54

Ciężko mi te zastrzyki idą...już 2 razy trafiłam w jakąś żyłkę :/. Może za tydzień dojdę do wprawy :D. Wczoraj plamiłam, a nawet jakiś skrzep wyleciał...a do miesiączki minimum 7 dni...trochę się przestraszyłam, ale to chyba po Gonapeptylu. Na ulotce krwawienia są na początku listy działań niepożądanych. Jeśli się to znowu powtórzy, to skontaktuję się z lekarzem. Powiem Wam, że trochę mnie te zastrzyki zaczynają przerażać...bo dopiero teraz sobie uświadomiłam jak mogą wpłynąć na nasze zdrowie. Boję się najbardziej hiperstymulacji :(. Zobaczymy jak to będzie. Ale mój optymizm jeszcze nie zniknął :) i jeśli coś z mężem planujemy, to ja liczę w którym miesiącu ciąży będę :D haha.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2019, 09:11

Lidianna W trakcie starań 13 lutego 2019, 09:43

22dc
Nie do pomyślenia, żeby Ovufriend pokazywał mi dzień płodny dzisiaj jeszcze przy cyklach 30-dniowych;/ No ale czekam.. za 9 dni powinnam dostać okres. Staram sie nie doszukiwac tzw. " wczesnych objawów" ciąży, wiem, że takie coś nie istnieje, a tym bardziej powiedzenia : już od zapłodnienia wiedziałam, że jestem w ciąży. ciekawe skad wiedziała kiedy zapłodnienie..ale wracając, nie mam narazie żadnych objawów PMS, na te też za wcześnie, pojawiają się jakieś 5 dni przed @. obiecałam sobie, że w tym miesiące nie będę testować od razu, tylko dwa dni po spóźniającym sie okresie;p chcociaz w sumie w poprzednim cyklu przyszedł 8 dni opózniony;/ i skad takie opoznienie? nie mam pojecia co sie wydarzyło. 1 marca wizyta u ginekologa. fajnie by byłó gdyby się okzało, że...ok nie wkręcam już sama siebie. Dzisiaj spotkanie z jedną z moich ciężarnych koleżanek. jak ja to zniosę??

Gula Misja „bobas” ;) 14 lutego 2019, 09:24

Dobra. Dziś mi chyba smutno. 32dc test negatywny, a okresu też brak. Ovu wciąż nie wyznaczyło owulacji, martwię się tym :( Chciałam zrobić mężowi prezent na walentynki, a tu dupa. Jeśli przyjdzie okres, czeka mnie monitoring cyklu.

Co kilka dni mam sen, że jestem w ciąży albo właśnie urodziłam córkę. Chyba za dużo o tym myślę.

Marti... Goniąc czas 13 lutego 2019, 11:04

5h wydaje się dużo, ale nie jest tak źle. W końcu 3 posilki
Jadłam tak kiedyś i żyłam;) później zmieniło mi się na mało A często...
Najgorzej jest 2h po śniadaniu. Już bym jadła zupę... A tu nic. Od.obiadu do kolacji jakoś dużo łatwiej. Duzo wody piję. Wczoraj 3.5 litra. Pozwala pokonać głód :)

A co do menu. Agusia napiszę mniej więcej. Ale bez podania wagi ile czego. Ja odmierzam porcję węglu, warzyw i białka. W końcu chodzi o zwalczanie choroby. Nie chce podawać Dokladnie proporcji, bo njanormalniej może komuś zaszkodzić. Jest zaskakująco dużo białka, co mnie cieszy.

Na śniadanie jadam np. Pieczona pierś z indyka (sama robię wędliny na chleb), na chlebie żytni na zakwasie z musztarda zamiast masła i pomidorem,cebula czerwona i avocado.na deser gruszka.
Na obiad jem to co Ola, żeby 2x nie gotować. Zresztą śniadanie ma takie samo też tylko nie w formie kanapki, a poukładane na talerzyku. I Ola zamiast indyka dostała biały twaróg. Dziś mam królika z chrzanem z kaszą gryczaną i brokułami plus fasolka szparagowa. Warzywa na parze. Niesolone
Już dawno jem tak warzywa i mi bardzo smakują. Na deser jabłko.
Na kolację dziś zrobię sobie wędzona makrela z papryką, pomidorem i cebula.

Jeśli ćwiczę danego dnia. To po treningu garść orzechów.

Jest prosto i smacznie. Mało soli.malo cukru. Ale przyprawami można podkręcić smaki.

I ot tak sobie żyjemy:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2019, 11:11

Znowu na szybko.
Podczytuje Was podczas KP, bo tylko wtedy mam czas.
Dzięki za wsparcie pod poprzednim wpisie.
Mała ma asymetrię i obniżone napięcie mięśniowe. Do drugie może być od ciężkiego porodu (skończonego cc, głowę wpychali jej do macicy z kanału rodnego podczas operacji).

Pierwszą rehabilitację zniosła dzielnie, od czasu do czasu popłakiwała ale staraliśmy się ją zagadywać. Była dzielna, nawet kobitka to potwierdziła. Rehabilitantka przyjezdza 2 razy w tyg.

Mój powrót do pracy zbiegł się z zabkowaniem - wyszły dwie dolne jedynki na raz. Przebiły się, są ostre jak igły chociaż nie ukazały się w pełnej okazałości jeszcze. Mała czasem mnie gryzie, zwłaszcza jak podczas KP postanawia robić "dwójkę".
W foteliku siedzi, poobkładana kocykami, żeby było stabilnie bo głowę musi mieć prosto.

Obraca się na boki i na brzuch, zaciekle chce ćwiczyć raczkowanie ale... ma ponoć słabe ręce. I brzuch. Rehabilitacja ma pomóc, ale nie wiadomo ile potrwa.

Główkę ma trochę krzywą niestety, widać to od tyłu. Ponoć ma się wyrównać.
Nie wolno jej stawiać na nogi (mąż musi przypilnować teściowej...), mamy ją karmić tak jak do tej proy to robiłam czyli poziomo wkładamy łyżeczkę do buzi (a nie zahaczać o górną wargę) bo to też wpływa na mięśnie i zabawki dawać do trzymania na wprost by wyrobić symetrię.

Tymczasem ja reorganizuję się na nowo, bo w pierwszym tygodniu ilość pracy mnie przytłoczyła, moje dziecko średnio spało i w dzień i po kąpieli, jednym słowem brakowało mi czasu... (a pracę niestety mam taką ze lwią część zabieram do domu). Ale miałam wsparcie i pomoc, za co jestem wdzięczna i teraz wiem, że dam radę. Powtarzam sobie, że muszę o siebie zawalczyć bo zostanę delikatnie mówiąc "ubezwłasnowolniona" psychicznie.

Przywyczaiłam się do średnio 4 pobudek w nocy (zawsze to nie 7, i nie imprezka od 3 do 5 rano). I jakoś funkcjonuję, nawet nie jak zombie. Może to adrenalina, może wyćwiczenie dyscypliny (nie mam czasu na zamrtwchywstanie rano, muszę zbierać się i ogarniać). Niemniej czasem jestem zmęczona. I to bardzo.

Odmawiam kolejnych zleceń. Dostałam propozycję 2 razy więcej pracy ale nie chcę. Chcę mieć czas dla Małej. Chodzić z nią na spacery. Praca to miał być dodatek.

Marti... Goniąc czas 13 lutego 2019, 11:59

101015

Ten przepis jest pyszny
http://justmydelicious.com/2013/07/szynka-z-indyka-pieczona.html

Ale też marnuje w ulubionych przyprawach przez noc i piekę w rękawie:)

Udało się umówić do doc. Paśnika. Pani z recepcji udało się mnie umówić na przyszła środę 16stego. Chyba wezmę jako telekonsultacja, bo nie chce jechać do Łodzi. Wizyta tania nie jest a i benzyna codziennie droższa. Ta pierwsza była stacjonarną i z tego co wiem chyba kolejne juz mogą być jako tele 🤔

Lady_E , 13 lutego 2019, 13:26

A więc 04.02.2019 na świat przyszedł nasz cud <3 Blanka urodzona o 4:18 waga 3270g i 52 cm szczęścia <3

Po długiej 10 godzinne walce poród zakończył się cc. Malutka zaklinowała się i nie chciała wyjść zaczęło spadac tętno.
Poród zniosłam strasznie. Trauma zostanie. Ból był ogromny. Niestety przez Pania dr męczyłam się 10 h. Chociaż położna już po 6 napomkiwała o cc. I cieszę się że zakończył sie cc.
Położne mówią że miałam dwa porody w 1.

W domku jesteśmy od czwartku. Uczymy się siebie nawzajem. Ja już śmigam super. Praktycznie nic mnie nie boli. Blizna super sie goi.
Z tych 20 kg które przytyłam 13 już spadło.

Blaneczka jest idealna <3 Praktycznie nie płacze. Jak coś chce to kwili tak słodko <3 W nocy budzi się co 2 h. Jakoś się wysypiamy :) W dzień ma fazy że nie śpi nawet z 3 h tylko wisi na cycu lub się rozgląda :)

Ogólnie to wszystko znosimy dobrze :)
Tatus jest dla nas nieocenionym wsparciem.
Był przy mnie cały poród. Twardo mnie wspierał jestem mu za to wdzięczna <3

No i co? Jesteśmy szczęśliwi jak nigdy do tad <3


32+6tc

Bruno był już na świecie od 18 godzin a tym razem bracho siedzi w brzuchu wywołując ogromną zgagę ;)
jest zgaga = włosy to ja chyba małpkę urodzę ;P

Jeżu jak mi już ciężko...

15 dc. 3 miesiąc starań po poronieniu
Test owu pozytywny.

A ja... choraaa ... wczoraj temp skoczyla mi do 38,3, szybko wylądowałam pod kołdrą, wzięłam apap, w nocy się wypocilam strasznie, a rano 37st. I teraz chyba nadal taka temp, bo czuje się ok. Dostałam l4 do piątku, mam wygrzać przeziębienie i nie powinnam się starać... no yh i tak za pozno:p bo starania trwają od początku plodnych a chorobsko wzięło wczoraj, to ten jeden dzień był pass.
Tak czy siak matka natura pewnie i tak przy gorączce nie pozwoli mi zajść:p tak to bywa niestety.
Przynajmniej mam wolne i mogę się kurowac w spokoju.

Dieta robi cuda, schudłam 4 kg z oxydiet. Już się spoko czuje. Teściowa pod wrażeniem, sama się zmotywowala i też chce iść na dietę:D
Przy wprowadzeniu takiej ilości warzyw i owoców licze na to, że wpłynie to też pozytywnie na płodność;)
Od miesiąca nie jadłam innego miesa niż kurczaka i indyka, ani żółtego sera który uwielbiam niestety. Zero parówek, frankfuterek, które byly moim ulubionym śniadaniem i kolacja. Liczę na to, że cholesterol się unormuje:) jak będzie okazja to zbadam za jakiś czas.
Mam nadzieję że koktajle szpinakowe nie spowodują nagłego wzrostu kwasu foliowego przy dodatkowej suplementacji :) to też powinnam zbadać.

Zawsze kiedy mam wolne to sobie myślę, ile rzeczy zrobię, ile mam czasu wolnego .... taa jasne:D ostatecznie spędzam czas w internetach :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2019, 14:20

Margeritha Gdzie jest fasolek? 14 lutego 2019, 01:06

Za ten pierwszy wpis, zbierałam się od moich urodzin ( czyli od połowy grudnia).
Później była Nasza pierwsza rocznica ślubu, urlop,odpoczynek.
Następnie podróż do Polski na kilka dni ( mieszkamy w Niemczech).
Powrót i przygotowywania do Świąt oraz wyjazd Sylwestrowy. Tak mi zeszło. Po drodze egzamin na prawo jazdy zdany za pierwszym razem.
Wiadoma sprawa , że stresu było dużo.A ciąży jak nie było tak nie ma. Nic to. Poczekamy cierpliwie. Chociaż z czekaniem i cierpliwością u mnie na bakier.
Wczoraj tj.13.02. przyszła @ więc wykonałam telefon do szpitala w sprawie terminu na laparoskopię . Za tydzień jest termin. Mam stawić się najpierw na badania ,pobór krwi,i udzielenie wywiadu Anestezjologowi ( ach te szpitalne wywiady) Nawet śniadanie mi kazali zjeść porządne przed poborem krwi .Co bym im nie fiknęła z głodu. Nie to co u Nas w Pl. Ale ja i tak śniadania jem sporadycznie. Więc ujdzie.
Naczytałam się że po laparo szybko można zostać mamą. Dlatego też zdecydowałam się na zabieg. Pomimo strachu, obaw,co będzie dalej.
Postanowiliśmy z mężem ,że spróbujemy wszystkiego co pomoże nam zajść w ciążę.
Razem jesteśmy silniejsi


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2019, 13:08

Dziewczyny wyrzuciłam mężowi wszystko co mi siedziało na sercu. Pomogło . Prawdą jest taka ,że trzeba grać w otwarte karty. Faceci , faktycznie nie potrafią mówić o uczuciach...a szkoda,byłoby łatwiej. Mamy z mężem podobne pragnienia tylko ja o nich mówie a on nie. Dziś jest lepiej ,świeci słońce ,życie staje się piękniejsze:) Życze miłego dnia!!!

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 14 lutego 2019, 02:11

26ds
Ale jestem gosc.. zrobilam sobie wczoraj wieczorem test..bo mysle jak wyjdzie pozytyw to fajny prezent walentynkowy bedzie dla K.. no ale oczywiscie biel bieli.. Trudno, nie denerwuje sie, dopiero 10dpo, mial prawo nie wyjsc.. I wydaje mi sie, ze juz mam jakas znieczulice na te testy.. Jeszcze niedawno mnie dolowala jedna kreska..a teraz jakos podchodze do tego inaczej.. luzniej.. I lepiej mi z tym.. Postanowilam sobie dac naturalnie czas do 30. Czyli do 20.12.19.. jak sie nie uda to sie zainteresuje in vitro..


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2019, 02:11

Dzyzia Nuuda 14 lutego 2019, 08:06

Ech, jak mi się to wszystko dłuży. Jest już ustalony dzień transferu, urlop wzięty, psychicznie przygotowana jestem a wręcz doczekać się nie mogę, a tymczasem ten tydzień dłuży się niesamowicie.

Dobrze chociaż, że od dziś włączam kolejne leki - jakkolwiek dziwnie to brzmi daje mi to poczucie, że coś się zmienia, coś się dzieje, idzie do przodu. Kurczę te dwa tygodnie między transferem a testem ciążowym będą straszne :) Jak się podchodzi do in vitro nikt nie uprzedza, że najgorsze w tym wszystkim jest czekanie. Spodziewałam się niewygody z powodu ciągłych dojazdów do lekarza i konieczności organizowania kolejnych urlopów, spodziewałam się bólu z powodu zastrzyków, badań, zabiegów, itd., spodziewałam się nawet smutku po ewentualnych niepowodzeniach. Nie spodziewałam się nudy i tego, że każdy tydzień będzie trwał w nieskończoność. Mam wrażenie, że przez miesiąc postarzałam się o trzy lata :) Próbuję zajmować głowę czym innym, ale jakby na dodatek, dla utrudnienia życia, mam niespotykany przypływ energii (od tego estrofemu). W pracy kocioł, w głowie kocioł, powinien mi czas uciekać jak głupi.

No ale uff, jeszcze tylko jutro, weekend i odbieramy śnieżynki.

Lidianna W trakcie starań 14 lutego 2019, 10:28

23dc
Dziekuje Wam za wsparcie:):* to prawda, nie było aż tak źle, ale też nie chodziło mi o rozmowie o ciąży i pieluchach ( akurat lubie o tym rozmawiać:) bardziej o sam widok koleżanki w ciąży. Uważam, że kobiety w ciąży pięknie wyglądają i ogólnie to takie tajemnicze, magiczne, że tam w brzuszku rozwija się " obcy" maluch:) aż sama sie zastanawiałam jak będzie kiedyś wyglądał człowieczek, pomieszanie moich genów i K :D
Tylko jak wracałam ze spotkania to jakoś tak smutno mi się zrobiło i płakać zachciało...Tym, bardziej, że to już moja trzecia koleżanka, która w 2019 urodzi i fajnie by było dołączyć do ich grona..
Ale narazie czekamy. 23 dc, Ovufriend w koncu wyznaczyło mi "prawdopodobną" owulację, przerywaną linią bo między innymi testy owulacyjne wyszły negatywne, co uważam za błąd bo test robiony trzy dni przed domniemaną owulacją wyszedł pozytywny, a przecież wynik pozytywny testu owulacyjnego świadczy o tym, że do owulacji dojdzie w przeciągu 24-48 h... sama zreszta wydaje, mi się, że owulacja była troszkę wcześniej niż pokazało no ale zobaczymy..nie ważne w sumie, byleby skończył się ten miesiąc dwiema kreseczkami. Za tydzień testuję:) Radosnych Walentynek życzę, pełnych miłości. A dla starających się dzisiaj, owocnych:) Wymarzonych dwóch kreseczek dla testujących :)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 14 lutego 2019, 13:49

Od wczoraj jak wychodzę z pokoju Syn krzyczy za mną "mama" <3


***
101015 na taki krok wszyscy muszą być gotowi, po moim dziecku to spłynęło jak po kaczce. To że śpi sam nie oznacza, że czuje się samotny, budzi się z uśmiechem na ustach, nie wygląda na zestresowanego i porzuconego bobasa. Może Wam potrzeba więcej czasu.

Lady_E , 14 lutego 2019, 14:37

Ciąża zakończona 04 lutego 2019


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2019, 14:00

Niestety dalej nie wiem czy miałam tą owulacje, cały czas mam gorączkę, która zbijam apapem.
Na pewno wiem, że test owulacyjny nijak się miał do faktycznego stanu, bo w dniu kiedy pojawił był pozytywny to nie było wogole śluzu i szyjka zamknięta i już się zaczęła obniżać. Są dwie opcje albo wyjątkowo wcześnie ten pecherzyk pękł (przez 3 dni było bardzo dużo sluzu) albo po prostu w momencie pojawienia się gorączki nic z tego nie wyszło. No trudno.
W każdym razie ja leżę cały dzień w łóżku i zbijam gorączkę... sił mam mało, co chwila ta temp wzrasta, ale walczę. Oby przeszło i od poniedziałku było już ok, bo ileż można leżeć w łóżku.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)