3 DC

Witam wszystkich po dłuższej nieobecności w 2019 roku. Ja odpoczywałam od fora, tematów związanych z dziećmi, korzystałam ze świąt w Polsce, wakacji w Egipcie. Było cudownie i dawno nie czułam się tak szczęśliwa, chyba pierwszy raz od roku...

No, ale wracając do głównego tematu mojego powrotu, a mianowicie procedurze in vitro, którą właśnie dzisiaj rozpoczynam. Po porannym monitoringu dzisiaj zaczynam stymulację Gonalem F 150j. Swoją drogą nie ma nic bardziej romantycznego niż walentynkowe usg dopochwowe! ;) Jestem ciekawa czy będę czuła moje jajniki jakoś bardziej niż przy insyminacji. Następne usg za tydzień w czwartek, a potem dowiemy się więcej informacji. Proszę o kciuki, choć ja jestem nastawiona pozytywnie.
Czuję, że się uda !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2019, 20:39

followka Nic nowego, nic odkrywczego 14 lutego 2019, 23:03

Do dziewczyn, które robia testy owulacyjne jako ciążowe. Jak je robicie- rano? Wieczornem? Jakich zasad przestrzegacie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2019, 03:39

Jutro mija rok kiedy moja córka przyszła na świat był to napiekniejszy dzień w moim życiu ciężkie starania ciezka ciąża, która tak bardzo znienawidziałam przez objawy i liczyłam dni do porodu a z drugiej strony chcialam, żeby poród był jak najpóźniej bo nie zdążę z obroną Jak to pisze to dla mnie jakiś kosmos jak ten czas mi uciekł.
Córeczka od marca poszła do żłobka niestety nie wygląda to narazie kolorowo od niedzieli zmagamy się z infekcja we wtorek byla poprawa poszła ponownie a dzisiaj już została w domu. Teraz musze pomyśleć jak jej wzmocnić odporność bo czas tyka a ja za miesiąc wracam do pracy będzie ciężko pobudka rano szykowanie możliwe, że noce nie przespane. Zęby też dają i mojej córeczce i nam w kość mamy ich 5 i idzie reszta to jest dramat dotego jak się skumulują ze sobą zęby infekcja i naprzyklad ból brzuszka to chcesz się zastrzelić bo nie wiesz jak możesz pomóc dziecku, które cierpi placze co robię źle czemu nie przechodzi i w głowie tysiac myśli ale jestem mamą.... oczywiście ostatnie biorę z przymrozeniem oka bo nie jestem perfekcyjna Mama jestem mamą dla swojego dziecka i to jest piękne.
Podsumowując macierzyństwo było ciezkie bardzo ciezkie ale jest piękne. Warto było przejść przez te męki ze staraniami i później ciążą tak warto bo dziecko jest niesamowitym motywatorem.
W tym miesiącu zaszalałam kupiłam mop parowy, wózek i spacerowy, samochód i oficjalnie ogłaszam że jem teraz suchy chleb :/ od następnego miesiąca oszczędzam:D
Za równy miesiąc wracam do pracy nie stresuje się powrotem mam raczej obawy co z córeczka jak zachoruje jak będzie często chorować jak jej się coś stanie. Całe macierzyństwo jest mam wrazenie ciągłym zamartwianiem martwię się co podam jesc, martwię się o kupkę martwię się o sen martwię się o żłobek, przedszkole, szkołę. Tak nawet te długofalowe plany juz w mojej głowie krążą jak ogarnę podstawowke skoro pracuje dziecko będzie w świetlicy mam wrażenie, że czasem po prostu za dużo myślę i głowa mi wybuchnie :D

Margeritha Gdzie jest fasolek? 14 lutego 2019, 23:07

Mąż przed wyjściem do pracy, zawsze budzi mnie słowami -Schatzi tabletka- Ja jak na hasło budzę się , siadam na brzegu łóżka ,otwieram oko, otwieram pysia i tabletka Euthyroxu ląduje na języku. Podaje mi wodę do przepicia ,daje buzi i wychodzi do pracy.
Dziś rano to samo tylko, że zamiast tabletki w ręce mąż uśmiechnięty od ucha do ucha ,trzyma wielki bukiet czerwonych róż. Przez moment nie byłam pewna ,czy to mi się śni czy nie. Wzruszyłam się. Ucałowałam ślubnego dziękując Mu za ten wspaniały bukiet. Tabletkę podał mi jak zawsze, podał wody,wstawił kwiaty do wazonu i wyszedł do pracy.
Dzień był ciepły,słoneczny. Ogarnęłam salony, trochę prania zrobiłam.
Dwa spacery zaliczone.
Teraz kawa.
Dlaczego tak późno kawę piję ? Dlatego,że opiekujemy się teściową chorą na otępienie starcze. 23-00 budzi się i nie uśnie,dopóki nie zje czegoś i nie napije się ciepłego. Siedzimy w salonie ,oglądamy TV. Mija godzina i teściowa pada jak mucha. My zresztą też. Czasami są dni,że jest cholernie ciężko. Ale trzeba powiedzieć B jak się powiedziało A.
Jutro Mąż ma wolne,więc będzie mi troszkę lżej.
Głodna się zrobiłam,a buszowanie w lodówce po nocy to moja specjalność. Okres mi tak niedoskwiera jak wczoraj. Tylko Titki jeszcze bolą,i są lekko nabrzmiałe.



Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2019, 01:34

Za równe dwa tygodnie wizyta w klinice. Czuje względny spokój. Dobrze mi z tym... Po raz pierwszy od prawie 4 lat nie liczę, nie czekam, nie wkręcam sobie objawów urojonej ciąży... Żyję i cieszę się życiem.. No prawie bo zmogła mnie koszmarna grypa ale już powoli dochodzę do siebie... Cieniem na mojej wizycie kładzie się tylko jedno... Brak okresu... Spóźnia się już 9 dni. Oczywiście test zrobiłam, oczywiście negatywny więc ciąży na 100% nie ma. Boję się że @ dostanę na czas wizyty. Tłukę się z myślami czy nie zrobić samowolki i nie wziąć luteiny żeby wywołać okres. Nie wiem co z tym zrobić... Nie chce później przekładać terminu w klinice bo czekałam 1,5 miesiąca... Kochane może wy doradzicie? Co byście zrobiły na moim miejscu?

Lidianna W trakcie starań 15 lutego 2019, 09:40

24dc
Ovufriend staje się mądrzejsze:P zmieniło dzień owulacji na dzień kiedy ja sobie sama określiłam:D ma dwa dni opóźnienia:P za 7 dni ma przyjść @. Jak sie czuję? żadnych nowych objawów. piersi mam pełniejsze, żyłki na nich też są bardziej widoczne ale tak mam w każdym cyklu więc dla mnie to normalka. Z nowości to tylko tyle, że zazwyczaj po owulacji mam mleczno-wodnisty śluz, no bardziej wodnisty a w tym cyklu już dwa dni pod rząd mam sam mleczny i to nawet w dużych ilościach. Mój PMS co miesiąc daje objawy takie jak są w ciąży więc już przestałam się tym sugerować. Czekamy...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 15 lutego 2019, 15:12

Em konczy dzis 7 miesiecy. Niezle cwaniakuje! Na sobob, jak bede miala dosteo do kompa, planuje wpis podsumowujacy :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 15 lutego 2019, 15:12

Em konczy dzis 7 miesiecy. Niezle cwaniakuje! Na sobob, jak bede miala dosteo do kompa, planuje wpis podsumowujacy :)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 15 lutego 2019, 15:28

Moja siostra podjęła próbę samobójczą. Wnioski dla wszystkich - leczcie depresję, idźcie do psychiatry i na terapię, nie wmawiajcie sobie, że nie ma problemu, że samo przejdzie, i że przecież obcym ludziom nie będziecie opowiadać o tym co się dzieje w domu.
Mamy dziś z Mężem rocznicę ślubu. Happy anniversary to us...

stayaway W oczekiwaniu... 15 lutego 2019, 16:34

8+5
Wykupiłam dzisiaj abonament i jestem wściekła, bo nie potrafię się przenieść na fioletową stronę!! Pisze, że muszę zaznaczyć na wykresie owulacji pozytywny test ciążowy żeby mnie przeniosło, no i tak zrobiłam ale to nic nie zmienia. Nigdy nie prowadziłam tu wykresów więc nie rozumiem o co tutaj chodzi.

Dziś byliśmy na drugiej wizycie, nasza Kropeczka ma 2,14cm i wygląda już jak mały czlowieczek :) ostatnio były tylko dwie kulki, głowa i pupa z bijącym serduszkiem, a dziś już ma malusieńkie rączki i nóżki, wierciła się na usg jakby smyrana piórkiem ;) cudowne przeżycie widzieć coś takiego.
Oczywiście zbyt kolorowo u nas też nie może być, przedwczoraj badałam TSH i wyszło mi 3,0. A jeszcze miesiąc temu (03.01) było na poziomie 1,088!! Dlaczego jest tak wysokie :( ? W niedzielę lecimy do Turcji, jak tylko wrócimy w pon pójdę powtórzyć badania + zbadać ft3 i ft4, jeśli znów będzie na wysokim poziomie poszukam endokrynologa.. Kropeczka jest teraz najważniejsza :)

Wizyta za tydzień, ale ja przed tą wizytą zejdę na zawał. Spina mi się brzuch, przypomina to trochę słabe skurcze B-H, tylko trwa dłużej. Zażyłam no-spę i położyłam się, ale jutro na pół dnia zostaję sama z trójką dzieci. Jak żyć? Miałyście takie spinania w I trymestrze?


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2019, 21:13

Wciąż walczymy z przeziębieniem. Kamcio niestety też zaczął kaszleć. Zdaniem lekarza to wirus. Na szczęście osłuchowo wszystko ok. Dostaliśmy mnóstwo leków - zostawiłam niemal 100 zł w aptece. Ale dziś nie o tym chciałam napisać. Po pierwsze - noce. Wiem, że wiele z matek narzeka, że ich dzieciaczki nie śpią. Ale wiecie - ja nie pamiętam kiedy przespałam noc bez pobudki. To było chyba w sierpniu.... U nas zwyczajnie karmię 3-4 razy w nocy Kamcia. Do tego często budzi się i mąż go uspokaja. Kilka minut klepania po pupci i zasypia. Dziś trzeba było wstawać siedem razy do klepania, trzy do karmienia.... I tak raz lepiej (wtedy tylko karmienie 3-4 razy) raz gorzej (klepanie potrzebne) jest od sierpnia! Dochodzę do wniosku, że to nie jest normalne. Zrzucałam wszystko na zęby, ale ma ich siedem od kilku miesięcy żadne nie wychodzę... CZy to może być brzuszek - ale po ibumie (bierze teraz na przeziębienie) wcale nie śpi, a gdyby go bolało to chyba po dawce przeciwbólowego byłoby lepiej? Sama nie wiem co mu jest... jedzenie? Kolki? Emocje? Ale z powodu tego choróbska prawie z domu nie wychodzimy.... Lęk separacyjny? Ale tak od kilku miesięcy.... Szczerze - jestem tym zmęczona. Nawet bardzo. Wykończona. Z kolei wieczorem nie mam sił iść spać... i tak wiem, że będę się co chwila budzić. Kładę się i wstaje bardziej zmęczona niż kładłam się spać. Jedynie rano udaje nam się pospać na zmianę - jedno z nas bawi dziecko, drugie śpi 0,5-1 godzinę i zmiana. Efekt? Zanim się ubierzemy, zjemy śniadanie, wstaniemy to jest 11-12.... Koszmar. Boję się, że jak wrócę do pracy to nie wyrobię... nie dam rady fizycznie i psychicznie. Druga sprawa to moje małżeństwo. Niby na pozór wszystko gra, ale ... jakoś ostatnio każdy z nas patrzy w inną stronę. Mąż poszedł spać obrażony - bo nie chciałam mu pomasować stóp! Obraził się na maksa. A ja mam dość. Wstaje rano, karmię, robię śniadanie, kawę, w wolnej chwili prysznic, a potem jeden i drugi syn (starszy zaczął ferie) wiszą na mnie. Jak tylko siądę na chwilę z kawę, a Kamil wstaje obok mnie szarpie mnie za rękę, a starszy zaczyna gadać...Do tego dziś doszedł lekarz, zakupy (już na cały weekend,), apteka (jako że nie mąż nie ma prawa jazdy ja jeżdżę do sklepów i targam do auta wszystkie siatki - zajmuje mi to godzinę, jemu pół dnia...), zrobienie obiadu (plus zupy dla malucha), pranie, sprzątanie... non stop jest coś. A to trzeba inhalacje zrobić, a to wytrzeć nos Kamciowi, zmienić pieluchę itd. Po południu (czytaj o 17.00) jak maluch zasnął mąż chciał pograć w planszówkę (kupiłam mu na walentynki - ja nic nie dostałam...). Zgodziłam się, ale to był błąd. I tak nad planszą karmiłam, uspokajał małego, bawiłam się z nim myśląc przy tym o ruchach. Kamcio poszedł spać ostatecznie o 21. Chciałam jeszcze coś poczytać (o tym dlaczego dzieci nie śpią w nocy tylko budzą się z wrzaskiem w nocy), ale już słyszałam od męża, że obiecałam mu, że coś pooglądamy razem. Ok - obiecałam, ale w ciągu całego dnia nie wiem czy choć dwie minuty miałam dla siebie... Chciałam się wyciszyć... marzyłam o ciszy - bez płakania, jęczenia czy durnej muzyki nastolatków! Tak po prostu pobyć sama ze sobą. No ale jak jaśnie pan włączył to od razu mi te swoje giry pod nos, aby mu pomasować, bo zmęczony.... I się wkurzyłam! Bo czasem ja też mam dość, ale mi nikt nóg nie wymasuje... od niemal dwóch tygodni kaszle, mam katar i stan podgorączkowy i jakoś nie mam przywileju sobie poleżeć i wreszcie wyzdrowieć. BA! W domu nawet nie ma komu mi herbaty zrobić... I tak najchętniej bym zastrajkowała położyła się do łózka i nie wstawała cały dzień. Mam wrażenie, że wszyscy wiszą na mnie non stop, a mnie brakuje oddechu... Do tego dochodzi stres z powodu budowy domu.... wszystko na mojej głowie. Mąż uważa, że ja zrobię to lepiej. Więc siędzę nad planami, przeglądam fora, czytam jak głupia... Dlaczego? Do 20.02 musimy zdecydować o zmianach dotyczących gniazdek elektrycznych, lamp, włączników i wyłączników, wszelkich instalacji oraz układu ścian. Taaaa... Fajnie, nie? Ufff trochę zeszło ze mnie pary...

19 dc

32 dni do laparoskopii

Ufff, wreszcie weekend. Lubię swoją pracę, ale weekendy lubię jeszcze bardziej. Mogę więcej czasu poświęcić na swoje zainteresowania no i sprzątanie ! Chociaż może w ten weekend nie takie dokładne, bo w końcu trzeba trochę odpocząć. Mam sporo pomysłów do realizacji, więc tymbardziej szkoda czasu na sprzątanie. Jutro idziemy do mojego taty na urodziny, a w niedziele na obiad do teściów, także trochę się pogościmy :)

Dzisiaj stanęłam na wagę i o dziwo trochę schudłam po ostatnich ekscesach i diecie lekkostrawnej, całe 1 kg ! Ale to i tak niesamowity wynik, bo waga nie chciała ani drgnąć, dlatego teraz trochę zmieniam jadłospis ! ciekawe na jak długo :D !

W tym tygodniu wracamy do biegania, bo już nie zniosę więcej tego nieróbstwa. Przez te choróbska i paskudną pogodę zupełnie się nie ruszałam. Koniec lenistwa.
Wczoraj bardzo miło spędziliśmy walnetynki. Zamówiliśmy pyszne włoskie jedzenie i piliśmy winko przy świecach,, dostałam też piękny bukiet kwiatów :) Jak za starych dobrych czasów <3 Poczułam się wyjątkowo!

W pracy trochę zmian, nie wiem czy na lepsze, czy na gorsze, ale trochę się obawiam co może się dziać. Nie ufam jednej osobie i chyba lepiej jeśli będę trzymała się na dystans. No nic, czas pokaże. W końcu to tylko praca, ale jak widać dla niektórych to jest całe życie.
Zrobiłam wreszcie badanie ACTH i przeciwciała przeciw antygenom łożyska, ale i jedno badanie i drugie wyszło dobrze. W sumie przestaje się tym wszystkim przejmować. Wszystkie badania poza APS wychodzą dobrze, coś tam jest do lekkiego podciągnięca itd, ale nie są to rzeczy, które tak naprawdę są przeszkodą w zajścui w ciąże. U męża też nie jest źle, więc powoli zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że widocznie nie nadszedł nasz czas. Może jakieś dalsze kroki podejmiemy później... za 2 lata, jak już będziemy stali pod ścianą, no nie wiem... Nie chcę wracać do momentu, gdzie starania to był cały mój świat. Minęło już 6 miesięcy od straty i wróciłam do normalności, zajęłam się życiem i tak mi jest dobrze.

Wrzucam Wam jeszcze cieplutki uszytek ;) Mata dla najmłodszych, pandzio poduszkę też szyłam jakiś czas temu :)


https://naforum.zapodaj.net/thumbs/518767f139b5.jpg https://naforum.zapodaj.net/thumbs/cb1b9b2e2495.jpg

Anuśla Musisz dać życiu szansę 22 października 2019, 11:54

Jestem już po wizycie u dr Ch z Artvimedu. Zdecydowaliśmy, że do ivf podejdziemy w tej klinice.

Na początku poczułam dystans - takie pierwsze wrażenie i to mnie stremowało. Pomyślałam: może nie być flow. Ale potem było już tylko lepiej. Dr przejrzał wszystkie nasze badania, chciał widzieć nawet te najstarsze. U nas jest niepłodność idiopatyczna, więc naprawdę dokładnie je przeglądał. Spojrzał nawet na immunologię, ale stwierdził, że NK wykonane za wcześnie - 2 dni po owulacji zamiast 7-8 dni po, przez co jest niemiarodajne, więc nie będę póki co się tym przejmować.Nie podoba mu się za bardzo moje fsh (najwięcej było 10, potem 7) oraz skrócenie cykli, co ma miejsce od roku. Nie ma to natomiast związku z wygasającą rezerwą, o co się martwiłam, bo amh robione w Diagnostyce w lutym wykazało 1,49, ale już w sierpniu w Alabie miałam 3,95. Doktor zapytał czy w Diagnostyce wysyłają gdzieś próbki no i przypomniałam sobie, że z Galla przesyłają je na Życzkowskiego, więc się przeleżała i stąd zafałszowany wynik. Moje jajniki nie wyglądają na małą rezerwę, więc 3,95 może być jak najbardziej trafne. Usg pokazało cienkie endometrium - 19 dc tylko 7,8 mm, ale może jest to spowodowane histero, którą miałam w zeszłym tygodniu i biopsją. Mam niejednorodną i powiększoną macicę, co wskazuje, że w przyszłości mogę mieć problem z mięśniakami, tak jak moja mama (mama ma wyciętą macicę).

W każdym razie zalecenia: ponieważ mam wcześnie owulację i krótkie cykle może to świadczyć o wcześniejszej rekrutacji pęcherzyków. Będę miała priming estrogenowy z oceną jajeczkowania. Od dzisiaj mam brać estrofem do 1dc. Potem usg w 11 dc. Ma to na celu unormowanie cyklu, bo moje jajeczka mogą być niedojrzałe. Aby dobrać odpowiednią metodę ivf doktor zalecił też kariotypy i genotyp KIR. Nie namawiał na ivf, powiedział, że po prostu możemy zacząć o tym myśleć, a my na to że już jesteśmy zdecydowani.

Ach, i pomimo że na niejednym fotelu rozkładałam nogi, to było to najdelikatniejsze badanie usg w moim życiu. Bardzo dokładne, lekarz uciskał brzuch itd.

Jesteśmy zadowoleni, mąż stwierdził, że wreszcie jest jakaś jasność i podobał mu się spokój doktora.

Nie dopytałam o jedno: czy kariotypy mam zrobić i ja i mąż czy tylko ja? Orientujecie się może?

Lidianna W trakcie starań 16 lutego 2019, 09:15

25dc
Obudziłam się w złym humorze...Mam przeczucie, że nie udało się w tym cyklu... znowu....:(:(

5 DC

Już jestem pod dwóch zastrzykach z Gonalu F i od razu zaobserwowałam wzdęcie oraz biegunke mimo diety, której pilnuje. Jajniki ruszyły pełną parą i mam nadzieję, że wyprodukują dużo dojrzałych pięknych jajeczek, takich 10/10. Idę zaraz na spacer kupić jakąś świeżą rybę na obiad i awokado do sałatki. A w zamiast słodyczy kupię owocę... Dobrze, że to tylko kilkanaście dni, bo jak żyć bez czekolady??

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 16 lutego 2019, 11:51

Nie wierze. Jest polowa lutego, a ja siedze na tarasie w samej koszuli i okularach przeciwsłonecznych. Pszczoly nawet lataja! Mój tata zabral Emila (w samej bluzie) na spacer. Mam chwile dla siebie.
A wiec… Emil ma 7 miesiecy. Szybkie podsumowanie:
*Siedzi dość ladnie w krzeselku Antilop z dmuchana wkladka. Sadzam go tylko do posilkow. W ogole polecam to krzeselko. Mialam okazje wyprobowac kilka i jednak Antilop wymiata. Tylko podnóżek musze dokupić. Ale tak ogolnie to on do siadania się nie garnie sam jakos super. A ja go nie przymuszam. Tylko do jedzonka go sadzam.
*Pelza do zabawek podciagajac się na ramionkach, ale od kilku dni dupka idzie w gore i kolanka zaczyna uginac – wstep do raczkowania.
*Gada sylaby BA BA BA, DA DA DA, LA LA LA.
*Zebow brak.
*Diete rozszerzamy, idzie ok. Nie jest to typowe blw. Podaje mu tez zupki (moja mama gotuje haha) i ladnie je lyzeczka, je sam :o) pomagam mu nabierać tylko. Ale wiedza nabyta po zapoznaniu się z technika blw otworzyla mi oczy na nieprzejmowanie się, ze nic nie zje, na pozwalanie mu na taplanie się w jedzonku (macanie kaszki w miseczce i proba wyłowienia z niej borowki haha). Najgorzej, ze jak czasem dam mu cos w kawałku (np. slupki marchwi) to odgryzie kawalek i potem dluuugo trzyma w buzi. Schowa gdzies w policzku i nawet nie wiem, ze to tam jest… Dopiero po pol godziny widze, ze się mega slini i to znak, ze cos zachomikowal… Trzeba uwazac z kładzeniem go na plecki po jedzeniu i nie mowie nawet o ‘bezposrednio po jedzeniu’.
*Bystry jest bardzo. Nosze zawsze na bluzce spinke-klipsa, żeby oznaczyć, z której piersi teraz ma być jedzone. Jak go trzymam na rekach to on za wszelka cene chce te spinke odczepić. I robi to. Wiec chowam spinke przypinajac ja do ramiączka od stanika, pod topem. A on zaraz hyc! i już mi odsuwa ramiączko, żeby do spinki się dobrac.
*Noce… Jakie były, takie sa. Zlamalam się i poczytałam na forach o dzieciach z azs. Wypisz-wymaluj opis Emila. Już wiem, ze nocne budzenie się to nie zeby, to nie brzuszek, to nie skok. To azs. Boje się lata, co jeśli będzie tak samo upalne jak zeszle? Sa dni, ze nie da się go na rekach utrzymać, tak się drapie. Wydaje się wtedy być osmiornica, która zawsze ma jakies dodatkowe ramie, żeby się podrapać… Jest ultra ciężko z tym. Moja mama wspomina czasy, kiedy ja i brat byliśmy mali. Jak po kapieli kladlo się golutkie dziecko na ręczniczku, żeby sobie ‘pofikalo’. Dzieci lubia być nagie. Ale nie dzieci z azs. One od razu robia sobie krzywdę. A najlepsze, ze aktualnie skora extra wygląda. Jest prawie gladka (bez czerwonych polikow, bez strupów na nogach), ale swiad i tak jest. Zalamka. Serio. On bardzo cierpi. Rozwazam zakup pajacykow dermosilk do spania… Ale nie wiem, musze jeszcze poczytać… A najgorzej, ze forum, które przejrzałam donosi, ze ta dolegliwość niekoniecznie minie w wieku 3 lat (jak mi wszyscy bliscy wmawiają, pewnie żeby mnie pocieszyć)…

Nie ma róży bez kolców.
Ot, proza życia, momenty próby.

Już wiem, jak czują się przestymulowane dzieci.
Miałam tak. Nie mogłam zasnąć po pracy, wirowały mi rozmowy, głosy, wrażenia, natłok jednym słowem.
Do tego fizycznie byłam okropnie zmęczona i wiedziałam, że zaraz zacznie się seria pobudek nocnych.

Noce mamy okropne. Raz złe, a raz gorsze i nie wiem czemu. Czy przez zęby. Czy tak uzupełnia sobie posiłki mleczne. Mam wrażenie, że je często i po trochu. Possie i śpi. A najchętniej na mnie.
Dziś rano o 7 zasnęłam z nią na siedząco. Przekimałyśmy tak 40 minut.

Mąż dobrze sobie radzi z Małą. nie mogę narzekać. Został z nią ponad 6 godzin, bo musiałam iść na dłużej do pracy. Chcicałam być taką otwartą matką, nie nadętą co to chłopu palcme wszystko pokazuje i dałam mu wybór, mówie daj jej jakiś obiadek, potem ugotuj kaszę, dodać owoce.
A on zadowolny wybrał jej DUŻY słoiczek Schab ze śliwką, a potem ugotował kaszę, dał owoce ze słoiczka brzoskwinia z bananem. A wiecie co jest po brzoskwini.... <kupa>

I tak oto Młoda kupczyła mi przez całą noc, jakby pobudek 7 było mało. To potem tyłek do mycia, usypanie na rękach, śpiewanie. Kupy jak kupy - nie jakieś "chore", ale kurcze do tej pory załatwiała takie rzeczy za dnia. A ja rano wyglądam jak zmięty lisek. Lękam się mojego odbicia w lustrze - blada twarz, podkrążone oczy, szarość na licu. Dobrze, ze robię makijaż. Tzn muszę bo inaczej sama bym swojego widoku nie zniosła.

Grubo zastanawiam się, czy jej nie ugotować kaszki jaglanej po kąpieli i potem podać pierś. Nie mam pojęcia.
Bo na spacery chodzimy, przed kąpielą ją wyciszam...
Albo idą górne jedynki.

Druga sprawa. Rehabilitacja idzie nawet sprawnie. Fizjo zdziwiona, że takie duże dziecko dobrze znosi, dzisiaj przez 3/4 ćwiczeń gadała sobie "dada, ble, blabla", nawet trochę się śmiała pokazywałam jej torchę zabawek, dopiero pod koniec strasznie płakała. Mała jest ogólnie bardzo pogodna, piszczy radośnie, śmieje się, a jak pracjuę na poddaszu i marudzi staremu to przynosi ją do mnie i od razu promienieje. Serce mi rośnie.

Mimo pracy i zmęczenia mam do niej więcej cierpliwości. Bo jednak mam kiedy się stęsknić za nią. I nie przeszkadza mi noszenie jej na rękach (wszyscy narzekają, że taka cięzka, teściowa to po 5 minutach ma dość, nawet mąż co dużo bardziej muskularny ode mnie jojcy, że cieżko tak). No a ja drobno, jem takie "bele co" (kiełbasy nie jem) i daję radę. Chyba stopniowo przez te wszystkie miesiące wyrobiłam sobie mięśnie.

Do tego mała jest b. ruchliwa, cały czas obraca się na brzuch. Na przewijaku, na macie, na łóżku, podczas zakładania pampresa. Jak myję jej tyłek po dwójce to chce ściągać wszystko z umywalki, dotykać kranu.

Ze starym mieliśmy rozmowę.
Uznaliśmy, że tak dalej być nie może - zmieniliśmy się w dwa dokuczające sobie, dogryzające stetryczałe zgredy. Ostrzegłam go, że kiedy on dla mnie jest bezlitosny to i ja sieję odwet, a przecież nie o to chodzi.
On chce mieć fajną żonę. tak powiedział. Chyba tęskni za dawnym ja. Inaczej też na mnie patrzył jak ubrałam się do pracy, kiedy to wbiłam się w panieńską sukienkę (ku naszemu obupólnemu zdziwieniu) i wyglądałam lepiej, niż zakładałam (czytaj chudziej niż jestem bo musze zrzucić jeszcze 2 kg). Nawet stwierdził, że boi się, że ktoś mu mnie porwie. Miłe. Tak więc przedyskutowlaiśmy sobie wiele spraw i chcemy dbać o naszą relację.
I wg mnie to prawda, że związek, jego jakosć zmieniają się po narodzinach pierwszego dziecka. Ponoć pierwszy rok jest najdłuższy.
No i poznałam się na innych ludziach, ale to dobrze, że teraz.
Za każdym razem, gdy mi ciężko (jestem zombie z praca intelektualna w domu), to przypominam sobie: po co to robię, co z tego będę miała i co bym straciła. Bo wiele sytuacji o których już nie chcę pisać utwierdza mnie w tym.


W ogóle waga spadła poniżej 65 kg. Ale muszę poprawić się z ćwiczeniami. Póki co i tak cieszę się, że chodzę na spacery. Aura jest super, czuć wiosnę, ostatnio spotkałam na spacerze 2 sarny, gapiły się na mnie i po chwili czmychnęły.

Dlatego koko dżambo i do przodu. A jak padnę na pysk, to troche odpocznę i wstanę.

13 tc + 0 = 14tc

Zaczynamy II trymestr <3. Brzuszek rośnie :) już widać, że jest typowo ciążowy <3.
Udało mi się w końcu kupić dżinsy ciążowe :), ale żeby dokonać tego zakupu musiałam jechać z Mężem do H&M do Arkadii, bo w moim otoczeniu nie ma sklepu z odzieżą ciążową :/. Także mam dwie pary leginsów, jedną parę dresową i jedne dżinsy. Na razie wystarczą mi w zupełności :). Bluzek na razie nie kupuję, bo większość w mojej szafie jest luźna więc bez problemu się mieszczę :).

Ogólnie czuję się dobrze :), minęły mi już mdłości. Ok 15:00 mam spadek mocy i muszę się położyć chociaż na godzinkę :).

Korzystając z pobytu w Arkadii zajrzałam do mojego ulubionego sklepu "Kuchnie świata". Niezbyt często coś w nim kupuję, ale lubię popatrzeć na różne rzeczy sprowadzane np. z Japonii. Dzisiaj jednak udało mi się upolować fajne żelki o smaku białych winogron (słodkie jak cholera, ale dobre :D , mogę zjeść max 2 na dzień). Dodatkowo z picia w puszce: chupa chups o smaku pomarańczowym i fantę o smaku arbuza. I jeszcze puddingi ściągane z Korei w 5 smakach.

Byłam na izbie przyjęć z powodu tego spinania. Pęcherzyk w macicy, wielkość ok, dzidzia się jeszcze nie objawiła, ale podobno (jest 5w2d) ma jeszcze czas. Tak więc zgodnie z oficjalnym zaleceniem jem no-spę, poleguję i byle do piątkowej wizyty :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2019, 19:22

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)