Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 23 września 2019, 23:19

16 dpo

Beta z dzisiaj 434❤️ uspokoilo mnie to bardzo, bo martwiłam się tymi plamieniami, ale widać że już zażegnany kryzys. Mam nadzieję że maluch już nie będzie mnie straszył.

Powiedziałam dzisiaj przyjaciółce z którą chodzę na siłownię, bo musialam ciągle wymyślać nowe preteksty czemu nie mogę iść...prosiłam żeby narazie zachowała to dla siebie, bo jest wcześnie. Ucieszyła się, bo wie jak długo się staramy...

W piątek wizyta u lekarza, mam nadzieję że będzie widać maluszka. Na serduszko jeszcze za wcześnie. Tak się cieszę ❤️ oby tylko było dobrze... Beta ładnie rośnie, musi być..

Gula Misja „bobas” ;) 20 lutego 2019, 17:44

38dc.
Mój organizm robi sobie ze mnie jaja. Ovu do tej pory nie wyznaczyło owulacji, wykres temperatur to góry i doliny, a @ nie widać. Ostatni test negatywny zrobiony w 35dc. Już drugi dzień boli mnie koszmarnie głowa, nie mam na nic siły, a wczoraj w połowie dnia po prostu odcięło mi zasilanie. Jak tylko położyłam się do łóżka, tak zasnęłam w 5 sekund. W nowym cyklu miałam zrobić monitoring, ale @ przjść nie chce, spóźnia się już tydzień. Wiadomo, że wolałabym żeby nie przyszła....

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 10 marca 2019, 20:34

15 dc

Dobrze, że jutro do pracy bo zaczynam wymyślać i zastanawiać się czy wszystko ok.

Czy iui nie za wcześnie?
3 - 6dc Aromek.
11 dc o 22:00 - Ovitrelle.
13dc - IUI.
Czy ta owulka na pewno była? Ehhh....

W piątek po iui cały dzień w drodze byliśmy - boje się, że wszystko mi się wytrzęsło ;/ i, że z naszej winy (że nie uważaliśmy) nic z tego nie będzie ;/

7 lutego była wizyta. Był pęcherzyk oraz zarodek z serduszkiem <3 całe 0.39 cm.szczescia <3
Wszystko dobrze i książkowo.
Od 6 tyg . zaczęły się mdłości i trwają do dziś (7+3) . Problemy jelitowe się pojawiły,teraz zaparcia przez jałowe jedzenie bo na nic nie mam ochoty i wszystko śmierdzi. Na szczęście bez wymiotów i tego się trzymamy . Piersi wrażliwe,trochę bolesne i pełne.
Kolejna wizyta już w czwartek,odliczam zwłaszcza że dzisiaj odczuwam ból brzuszka i mniejsze mdłości (chociaż one akurat mogłyby isc całkiem już).

W piątek Poluni urodziny! Nasz skarb kończy już 4 latka a mi się kręci lezka jak czytam pamiętnik a ona byla w brzuszku.. będzie tort,prezenty i jak po wizycie będzie wszystko dobrze to dowie się,że w brzuszku rośnie dzidzius <3 ona już tak na niego czeka <3
Niestety do Ikei nie dam rady dojechać ale atrakcje będą u nas ;) Wrocław nadrobimy w majówkę ;)

Mama idzie do pracy. Trochę się boję czy damy rade jeszcze te kilka tygodni co głównie leżę ale mam nadzieję że objawy zaraz miną i bedzie super <3
Teściowa wraca w pon.z sanatorium i wtedy dowiedzą się teście (ja skorzystam z obiadów hihi),mama wie od poczatku a tata jak się dowiedział to skakał ze szczęścia ;)
Musi być dobrze! Wszyscy na Ciebie czekamy maluszku!!

34t5d
Ale mnie dziś bolał brzyuch! Tak mnie ciągnęło od pachwiny do biodra, że myślałam, że nie usiedzę. Tak kilka godzin. Zdrzemnęłam się i przeszło ale uświadomiło mi to, że wszystko może się zacząć w każdej chwili. Mieszkanie dalej w stanie niezdatnym do zamieszkania przez maluszka, aczkolwiek pomału posuwamy się do przodu. Mam nadzieję, że do końca lutego będzie tu wreszcie jakoś wyglądać i że w końcu będziemy siedzieć SAMI, bo przy tych wszystkich ludziach (za których dziękuję, bo nam niesamowicie pomagają ALE...) nie ma nawet kiedy bąka puścić w spokoju! Także ten.. Marzę, żeby chociaż przez tydzień czy dwa móc pobyć TYLKO z mężem. Tak poza tym to chyba wreszcie wszystko kupiliśmy, no oprócz wanienki. W salonie stoją wszystkie meble, wiele pudeł, siatek, łóżeczko, wózek i pralka :P Także lekko nie jest, staram się być spokojna, ale raz na kilka dni czy tygodni dostaję lekkiego załamania nerwowego, a potem znów jest ok.
Co do samej ciąży, jest ok. 4 piętro i remont zrobiły swoje, bo przez cały miesiąc nic nie przytyłam, a potem jeszcze schudłam 1 kg. Już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty, żeby zobaczyć co się zmieniło. Mały zamiast być jak zwykle ponad normę miał ostatnio tylko 1600 g co stanowiło ok. 40 percentyla. Byłam dziś na KTG (bo lekarka z NFZ miała termin tylko co 4 tygodnie i chciała, żebym się skontrolowała w międzyczasie) i wszystko było wzorowo. Na 20 min. kopnął mnie 20 razy i cały czas mieścił się w normach. Dobrze, że akurat dziś się wybrałam, bo by mnie martwił ten brzuch. Tym bardziej, że dziewczyny straszyły pełnią ;) Następna ponoć 21 marca i ta data dużo bardziej mi się podoba :)

Z ciekawostek, ostatni raz ZUS zapłacił mi za L4 12 grudnia, więc już ponad 2 m-ce nie dostałam pieniędzy - żyć, nie umierać! Podobno wymyślili jakieś nowe zaświadczenie i moja kadrowa nie miała o tym pojęcia, kazała mi cały czas czekać. W końcu zniecierpliwiona poleciałam do ZUSu a oni mi powiedzieli, że pracodawca nic nie wysłał i tyle w temacie. Poleciałam z aferą, wysłali ten nowy druk i ZUS ma kolejne 30 dni na wypłacenie mi siana. Ciule. I jak tu wyprawkę kompletować? Nie mówiąc o opłatach i codziennym życiu.. Brak słów.. Ale za to czekam na nagły przypływ dużej gotówki. Trzeba jeszcze rolety kupić, lampy, bo mi na kablach żarówki wiszą :P Haha, no ja już sama nie wiem jak ja to wytrzymuję :P Bruno - siedź tam w środku grzecznie!

Dzyzia Nuuda 20 lutego 2019, 08:53

2 dzień po transferze: blastocysta zaczyna się wczepiać w ściany endometrium

Mam nadzieję, że te delikatne skurcze i niewielki ból, jakie odczuwam to właśnie wczepianie się w endometrium :/ Niby wiem, że lekkie bóle jajników i bóle podobne do okresowych mogą się zdarzać tak samo przy implementacji, jak przy odrzucaniu zarodka, ale wiadomo - w takiej sytuacji, gdy bardzo się czegoś chce, wszystko wydaje się być większym problemem, niż jest. Każdy drobny skurcz, a ja już mam wrażenie, że koniec marzeń. A później staram się sama sobie wyjaśnić, że przecież to jeszcze nic nie znaczy, na tym etapie przecież trudno coś pewnego poczuć.

Uff, powoli do przodu.

Dzyzia Nuuda 20 lutego 2019, 08:53

2 dzień po transferze: blastocysta zaczyna się wczepiać w ściany endometrium

Mam nadzieję, że te delikatne skurcze i niewielki ból, jakie odczuwam to właśnie wczepianie się w endometrium :/ Niby wiem, że lekkie bóle jajników i bóle podobne do okresowych mogą się zdarzać tak samo przy implementacji, jak przy odrzucaniu zarodka, ale wiadomo - w takiej sytuacji, gdy bardzo się czegoś chce, wszystko wydaje się być większym problemem, niż jest. Każdy drobny skurcz, a ja już mam wrażenie, że koniec marzeń. A później staram się sama sobie wyjaśnić, że przecież to jeszcze nic nie znaczy, na tym etapie przecież trudno coś pewnego poczuć.

Uff, powoli do przodu.

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 20 lutego 2019, 15:01

6 doba

W środę 13 lutego poszłam do szpitala. Około 10 byłam już na miejscu. Zostałam przyjęta na oddział, choć najpierw skierowano mnie na salę, żebym nie musiała czekać na korytarzu, bo jest sezon gryp. Trafiłam na salę numer 3. Leżałyśmy we 3 na tej sali. Dziewczyna ktora była w szpitalu z powodu problemów z ciśnieniem, dziewczyna która miała skurcze co 20 minut. I ja. Dużo rozmawiałyśmy i czas upływał, chociaż bardzo bałam się, że nie będzie upływał, a ja spędzę dzień na czytaniu o tym co może pójść podczas cc nie tak i jak wielką krzywdę robię tym dziecku. Miałam KTG, konsultacje z anestezjologiem i dostałam magiczny czerwony płyn w kubeczku. Na badaniu oczywiście wszystko pozamykane i wysoko.

Kolejnego dnia wstałam o 5.30. Wzięli mnie na lewatywę i dostałam koszulę do przebrania. Poprosiłam ulubioną położną żeby dała mi cokolwiek dłuższego niż do pępka. Po lewatywie poszłam pod prysznic gdzie wykąpałam się w tym magicznym płynie i już wskoczyłam w seksi koszulę porodową. Swoją drogą - taki sam wzór jak ta w której rodziłam Misię. Potem wzięli mnie żeby założyć wenflon. To była rzeź. Udało się dopiero za 5 razem. Pękały mi żyły. Wszędzie lała się krew. Później zabrali mnie już na salę zabiegową. Dali jakąś kroplówkę i założyli cewnik. Nic przyjemnego zakładanie cewnika i z tego dnia zapamiętam go jako najmniej przyjemną część cesarskiego cięcia. Dostałam czepek. Gdy mnie wywozili już na operację widziałam Maćka, któremu położne mówiły gdzie ma zanieść torby i zdobyć fartuch.

Zawieźli mnie na porodówkę. Ten sam box na którym próbowałam rodzić Michalinę. Dostałam koszmarnego ataku paniki. Gdybym mogła to wstałabym i uciekła. Był już Maciek przy mnie. Miałam ciśnienie dwa miliardy i byłam cała mokra, niemożliwie wkurzał mnie cewnik. Gdy tylko wywieziono mnie na salę operacyjną wszystko minęło. Spotkałam cudowną anestezjolog i reszte personelu. Śmiali się, że Adaś powinien nazywać się Walenty. Dwa razy wkłuwali mi się dwa razy, bo za pierwszym trafili w naczynko, a zresztą to się wbijał jakiś pan którego dopiero pani anestezjolog uczyła. Potem ciśnienie mi zaczęło spadać. Czułam się coraz gorzej i gorzej. Zgłaszałam, bardzo resztką sił, że coś jest nie tak. Dostałam dwa zastrzyki na podniesienie ciśnienie, dwa razy zwymiotowałam a zaraz potem wszystko jak ręką odjął i mogłam cieszyć się operacją. Poczułam szarpnięcie i płacz. Rozpłakałam się. Dostałam go na klatkę piersiową, zakochałam się do szaleństwa i nie mogłam przestać tej kupki śluzu całować. W końcu poszedł do ważenia i do taty. 10/10, 3680g i 55cm cudu <3

Na sali pooperacyjnej leżałam tej samej co z Misią. Na tym samym łóżku. I tak samo Maciek mógł być z nami bardzo krótko, bo zakaz odwiedzin. Mały ssak się przyssał i cały dzień ssał i ssał masakrując moje brodawki. Chciałam jak najszybciej wstać, bo czułam się bardzo dobrze, ale kolejne położne odmawiały mi wstawania. Dopiero po 19, gdy pryszła nowa zmiana udało mi się wstać. Od razu, ku zdziwieniu wszystkich, kazałam sobie wyjąć cewnik w cholerę, bo nic mnie tak nie wkurzało jak ten cewnik. I przenioszłam się na salę zwykłą.

Sala numer 3. Ta sama co z Michasią. To samo łóżko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2019, 15:03

Kingusia:) Wygrać z upływem czasu.... 8 października 2018, 11:13

Ciąża rozpoczęta 23 października 2018

Ponad dwa lata starań za nami w tym 16 miesięcy na poważnie. Dużo i mało. Mało dla tych co się starają po kilka lat i dużo dla tych, którym udaje się zajść od razu. W tym czasie kilka bliskich mi osób zaszło w ciąże i urodziło. W pracy kolejne osoby przechodzą na zwolnienie w związku z ciążą, a my nadal tkwimy w tym samym miejscu. Cały czas mierzę temperaturę i nasze starania nadal trwają, ale moja nadzieja na to, że się uda naturalnie już chyba umarła. Wiemy, że naszą jedyną szansą jest ivf. P bardzo wierzy, że nam się uda, a ja chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że być może już zawsze będziemy tylko we dwójkę. Bardzo się kochamy i uwielbiamy spędzać ze sobą czas, więc poradzimy sobie jeśli nam się nie uda. Najważniejsze jest to, żeby starania nie oddalały nas od siebie, tylko jeszcze bardziej zbliżały. W pracy ciężki okres, ilość obowiązków zwiększyła się okropnie, bo koleżanka zaraz będzie rodzić, więc cały czas żyję w stresie, co nie pomaga na płodność. Na dodatek pozostałe koleżanki cały czas tylko rozmawiają o dzieciach i staraniach, nie są w stanie zrozumieć , że ktoś nie może mieć dzieci, każdej udało się od razu i uważają, że jedynym powodem braku potomstwa jest to, że w dzisiejszych czasach kobiety zbyt późno decydują się na macierzyństwo, nie rozumieją tego, że istnieją także inne problemy. Oczywiście o naszych problemach nic nie wiedzą, bo nie czuję potrzemy mówienia im o tym. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja też czuję się już stara, za kilka miesięcy skończę 33 lata i wiem, że zegar biologiczny tyka. Chciałabym już zacząć procedurę, ale umówiliśmy się z P, że jeszcze trochę musimy poczekać. Cieszy mnie jedynie to, że trochę minęła mi obsesja, już nie wpatruję się w swój wykres z nadzieją, że zobaczę coś niesamowitego i nie przeraża mnie wizja życia bez dzieci. Każdy mój wykres wygląda podobnie, na początku cyklu temperatura zawsze niska, potem następuję skok i temperatura szybuje w górę o kilka kresek, a potem następuję spadek. Może kiedyś zdarzy się cud i temperatura nie spadnie ...

Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej. No i jak na złość w jajniku jest mały pęcherzyk...a nigdy przed miesiączką nie miałam takich anomalii :(. Ale lekarz powiedział, że w niczym on nie przeszkadza i po miesiączce mogę zaczynać już zastrzyki stymulujące. Oczywiście małpa się spóźni...miała być dzisiaj ale ovu się przesunęło, więc wszystko się przesuwa :(. Jak nie przyjdzie do soboty to cały plan może legnąć w gruzach...bo mój M przyjeżdża na 2 tygodnie...więc jeśli punkcja się za bardzo przesunie to nie wiem co wtedy zrobimy :(. A już myślałam, że będzie z górki... Zobaczymy co nam przyniosą najbliższe dni...

Dziekuje kochane za wsparcie. Tata dzis ma jeszcze badania i chyba go puszcza do domu. Czekamy na wyniki z histopatologii i zdecyduja czy operacja czy tylko chemia. Lekarz mowl ze to wczesne stadium i daje duze szanse na calkowite wyleczenie.

ŚRODA
Jestem chora, ledwo stoję na nogach, gile po pępek, kaszel i gardło boli, nawet oczy mnie szczypią. Normalnie jakieś kombo :( a najgorsze z tego wszystkiego, że muszę iść do pracy bo wszyscy na urlopie i nikogo by nie było jakbym ja jeszcze nie przyszła! Co za pech :( jutro/pojutrze powinna przyjść @ . Pierwszy raz od prawie 2 lat się modlę o to, żeby jednak przyszła w tym miesiącu. Dlaczego? Po pierwsze nie biorę kwasu foliowego, po drugie jestem taka chora, że biorę leki których nie powinno się brać w ciąży (zresztą co w ciązy można brać? nic :/), po trzecie jestem tydzień po szczepieniu na dur brzuszny, a w ciąży nie można się szczepić (a już na pewno nie na dur!), po czwarte i chyba najgorsze... jak sie okaze ze jestem w ciązy to nie pojedziemy na wakacje!!! Na wakacje o których marze już od roku albo i dłużej. Takie prawdziwe wakacje i odpoczynek... Ja wiem, że życie bywa przewrotne i lubi robić na złość... ale oby nie tym razem.... tak z perspektywy czasu myślę sobie, ze w sumie to mogliśmy odpuścić już ten cykl dla spokoju ducha. A tak to siedzę jak na szpilkach, w dodatku jeszcze pewnie z powodu choroby okres mi się opóźni (no bo jakże by inaczej!). No i zamiast się pakować, przygotowywać, robić pranie, kupować rzeczy to ja zalegam w łóżu niczym trupiszon, a pomiędzy tym cudownie spędzonym czasem - resztkami sił dymam jeszcze do roboty. Oh yeah. Uwielbiam to.

Nieciążowa W nadziei o lepsze jutro... 1 kwietnia 2022, 19:01

15 dc 3 dzień po punkcji
Nadal jestem napompowana, ledwo chodzę, siadam wstaję... wszystko z bólem.
Jedyny plus jest taki, że jak się dobrze położę i nie kręcę to nie boli :)
Jutro kontrola.

3 VIII 2023
19 cs 23 dc 5 dpt

5 dzień kiedy Kropek jest ze mną. Transfer i wszystko z nim związane wydaje mi się bardzo odległe, a to przecież minęło dopiero 5 dni.
Mam nadzieję, że ten mała mikro istota zagnieździła się porządnie (teoretycznie właśnie dzisiaj powinna to zrobić i zacząć wydzielać HCG). 😊 Tyle jeśli chodzi o statystkę, nie lubię zagłębiać się w nią za bardzo, bo dla in vitro nie jest zbyt łaskawa. Ale ciągle wierzę, tak bardzo pragnę aby ten Mały Cud został już z Nami na zawsze 🙏🏻
***
Trzeci zarodek nie dla rady. W poniedziałek dostałam informacje z kliniki, że obumarł i "czasami właśnie tak się dzieje". Embriolog znowu podpierał się danymi i badaniami - znowu statystka. Także z 6 pobranych komórek - dwie okazały się puste, jedna na nadawała się do zapłodnienia. Zapłodnionych zostały 3, przetrwały dwie. Dwie szanse na spełnienie największego marzenia. 🍀
***
W dniu transferu po powrocie do domu odpoczywałam - bardzo dużo spałam, jakbym chciała odespać cały stres ostatnich tygodni. Później już w kolejnych dniach pozwalałam sobie na powrót do codziennych aktywności - aktualnie żyję tak samo jak przed transferem. W 1 i 2 dniu po transferze czułam pobolewanie podbrzusza rano - nospa dawała radę, odganiała dolegliwości. W 3 dpt wieczorem miałam silny ból jajnika (kłucie) oraz mocne pobolewanie pleców w dolnym odcinku - jeszcze zasypiając czułam ten ból. Kolejnego dnia potężny przypływ energii - jak nowo narodzona i na tym lecę aż do dzisiaj chociaż podświadomie staram się na sobie uważać. Wczoraj wieczorem 4 dpt podczas kąpieli pod prysznicem nieprzyjemne bolały mnie sutki - sama lejąca woda drażniła je, z resztą dzisiaj też czuję. Pozatym robię się niestabilna emocjonalnie - dzisiaj prawie płakałam 2 razy 🥺 i to naprawdę z dość absurdalnych powodów. I wszystko śmierdzi mi zmywaczem do paznokci 🤷🏻‍♀️ opisuje to wszystko dokładnie aby pamiętać, niczego nie pominąć.
***
Po głowie chodzi mi testowanie w sobotę. Stresuje się tym wynikiem, bo wiem, że 7 dpt powinien być wiarygodny. Boję się, że nic z tego nie będzie. Mimo iż staram się nie nastawiać to jednak nadzieja na piękną przyszłość robi swoje. Nie wiem czy robić test z moczu czy z krwi, a może stchorzyc i poczekać jeszcze do następnego tygodnia? Huragan myśli w głowie 🤯

17 STYCZEŃ - 15 dzień po odnalezieniu SYNKA

Adaś nadal w szpitalu. Jego opiekunka prawna wraca z urlopu, niestety przychodzi do pracy na noc. Kolejny dzień bez kontaktu z nią. Jej numer telefonu jest bardziej strzeżony niż numer samego prezydenta.
Po południu zadzwonili z OA ze wspaniałą wiadomością, wyznaczono nam termin rozprawy - 22 stycznia godz. 9.30 sala nr 31. Nie wiem czy nasze pismo z prośbą o przyśpieszenie rozprawy pomogło, teraz to nie ważne. Liczy się tylko to że już 22 stycznia być może zabierzemy synka do domu. Ciężkie 5 dni przed nami, jak opanować te wszystkie emocje.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2019, 17:57

21 STYCZEŃ - 19 dzień po odnalezieniu SYNKA

Przez ostatnie dni praktycznie na niczym nie mogłam sie skupić. Dzwoniliśmy do opiekuna prawnego, nic nowego się nie dowiedzieliśmy. Do szpitala nas nie zabierze, bo ma dyżury, drugą pracę i nie ma kiedy. Po za tym w szpitalu nawet z nią by nas nie wpuścili. Tak twierdzi. Musimy czekać do rozprawy. Być może zabierzemy Adasia prosto ze szpitala.
W pracy robiłam wszystko na wysokich obrotach a i tak nie byłam wstanie wszystkiego przerobić. Uświadomiłam wszystkich, że od jutra mnie nie ma. Idę na macierzyński. Niby wiedzą, niby słyszą co do nich mówię a zachowują się jak bym do nich po chińsku mówiła ;-D

9 DC

Ostatni dzień planowej stymulacji. Jutro o 9 rano mamy monitoring, więc będzie okazja żeby obejrzeć jajeczka i fabrykę. Bardzo się cieszę, że ten okres stymulacji już powoli mija i przechodzimy dalej. Dalej mam w sobie pozytywne wibracje i czuję, że się uda. Czuję, że nasze pragnienia się niebawem ziszczą.

Margeritha Gdzie jest fasolek? 20 lutego 2019, 23:01

Poniedziałek był ok. Pobrali krew, wzięli siuśki ,dali heparynę w zastrzyku do domu, oraz wlew dodupny.
Dziś się przygotowywałam od rana. Nawet wstałam wcześniej. Wszystko było dobrze do czternastej. Teściowej zaczęło się coś przestawiać. Ona idzie do domu. Sama. Zaprowadzenie jej do sikania graniczyło z cudem. Zmiana gaci z jeszcze większym. Bez gaci chciała iść do domu. Kutwa do jakiego domu ? No ale co ja mogę powiedzieć ... nic. Tłumaczenie spokojnym głosem nic nie daje. Ona swoje. Dwie godziny trwało uspokojenie rozszalałej.
Po krótce dlaczego ta laparo. Ano dlatego, że od dwóch lat boli mnie w lewym boku, jakby jajnik.
Miałam rezonans dwa razy robiony i nic nie wykazał, no może oprócz 11 mm mięśniaka na dnie macicy. Ot tyle.
Żadnych problemów nie było. Nigdy. Ale od czasu , jak zaczęłam się zajmować teściową ( podnoszenie, unoszenie, dźwiganie ,etc. ) zaczęło mnie boleć. Dziś po tym teatrze to samo , tylko że z ogromną siłą. Ból trwa około 5-7 minut i znika. Teraz wiem ,że to na tle nerwowym. Tylko i wyłącznie.
Mąż był w pracy krócej. Na tydzień bierze urlop, aby się mną i teściową zająć.
Ugotowałam gar rosołu , abym po powrocie mogła coś lekkiego zjeść. Mąż mówi , że oni też zjedzą chętnie. A ja na to - Dodałam czosnku, więc raczej nie.
Powiedział , że da radę. OK.
Zobaczę jak się będzie mną zajmował.
Jutro o 10:15 do szpitala, a o 11 operacja.
Wieczorem powinnam być w domu, jak nic się nie zmieni.
Trzymajcie kciuki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2019, 20:25

19+5
Mamy covida 😵‍💫
Robiliśmy wszystko, żeby się ustrzec infekcji w ciąży, wiec infekcje przyniosła nam niania Flo 😵‍💫
Dzisiaj zaczęłam kaszleć jak gruźlik, oczywiście macica odrazu zamieniła się w kamień.
Teleporada u lekarza rodzinnego i dostałam receptę na budezonid z kortykosteroidem wziewnym.
Z kaszlem lepiej po użyciu tego inhalatora, ale macica mimo kolejnych leków zaleconych dzisiaj przez ginekologa nie odpuszcza.
Dzwoniłam też do ginekologa prowadzącego i mam przyjść jutro obowiązkowo na wizytę mimo covida, bo lekarz stwierdził, że to może skończyć się tragedią w moim przypadku 🥺 także czekam na jutrzejszą wizytę jak na skazanie. Lekarka rodzinne stwierdziła, że na pewno skończy się to u mnie szpitalem. Podejrzewam, że ma rację, natomiast jak mój ginekolog potwierdzi, to na IP przyjmą mnie od ręki, wiec odpadnie to czekanie.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)